Archives

UK Home Secretary Says She ‘Lost Confidence’ in Police Chief Following Ban on Maccabi Tel Aviv Soccer Fans


UK Home Secretary Says She ‘Lost Confidence’ in Police Chief Following Ban on Maccabi Tel Aviv Soccer Fans

Shiryn Ghermezian


British Home Secretary Shabana Mahmood speaks on stage at Britain’s Labour Party’s annual conference in Liverpool, Britain, Sept. 29, 2025. Photo: REUTERS/Hannah McKay

British Home Secretary Shabana Mahmood told Parliament on Wednesday that she has lost confidence in the chief constable of the West Midlands Police (WMP) and will push for a new law that will give her power to fire him, after it was revealed that intelligence used by the police force to justify a ban against fans of the Israeli soccer team Maccabi Tel Aviv was “exaggerated or simply untrue.”

Mahmood’s comments came on the same day that her office announced new plans to give the home secretary the power to fire “failing chief constables.”

Speaking to UK lawmakers, Mahmood said that WMP Chief Constable Craig Guildford “no longer has my confidence” and that he should have ensured “more professional and thorough work was done” by police before the ban was implemented late last year. She claimed it has been over 20 years since a home secretary has made such comments about a chief constable.

West Midlands Police had a “failure in leadership” which “harmed the reputation and eroded public confidence in West Midlands police and policing more broadly” across the country, the UK’s home secretary explained in front of the House of Commons.

Maccabi supporters were banned from attending a soccer game at Villa Park in Birmingham on Nov. 6 last year, a decision made by Birmingham City Council in October following advice from a safety advisory group, which acted on a recommendation by West Midlands Police. Traveling Israeli fans were banned from the soccer game between Maccabi and Aston Villa due to “public safety concerns.”

“I do believe all of us in this country need to be able to trust the police when they come forward and they say they have risk assessed an upcoming event; they have come to a professional judgment as to whether an event can take place safety or not,” Mahmood said. “We all need to be able to trust that they have gone about making that risk assessment in a way that is robust, consistent, in line with the law, and just plain old truthful. That is not what’s happened in this case … It’s why I set out what I said about losing confidence in the chief constable.”

Mahmood does not have the power to fire a chief constable because of law changes implemented in 2011. Guildford would have to be dismissed by Simon Foster, the West Midlands Police and crime commissioner. However, Mahmood’s office announced on Wednesday she will push new legislation that will once again restore power to the home secretary to “force the retirement, resignation, or suspension of chief constables on performance grounds.”

Mahmood said she came to the conclusion about Guildford after receiving a “damning” and “devastating” report by His Majesty’s Inspectorate of Constabulary and Fire and Rescue Services, Sir Andy Cook, that “catalogues failures that did not just affect traveling fans” but also “let down our entire Jewish community in West Midlands and across the country.”

Cook’s report provides evidence that WMP only sought evidence to support what Mahmood called the police force’s “desired position” to ban Maccabi fans. The report also elaborates on a series of “misleading” public statements made by the police force, including Guildford, and “misinformation” promoted by the police. Cook’s report showed police “overstated the threat posed by Maccabi fans while understating the risk that was posed to the Israeli fans if they traveled to the area,” according to Mahmood.

“What is clear from this report [is] that on an issue of huge significance to the Jewish community in this country and to us all, we have witnessed a failure of leadership that has harmed the reputation and eroded public confidence in West Midlands Police and policing more broadly,” the home secretary said.

When the ban against Maccabi supporters was first announced in October, Mahmood and British Prime Minister Keir Starmer were among those who voiced concerns about the decision and said Israeli soccer fans should be allowed to attend the game.

Mahmood said police forces across the country should learn a “lesson” from the mistakes of WMP. Police around the UK should remember “they are called to their profession to serve truth and the law, to police our streets without fear or favor, and that community trust and cohesion depends upon them doing that above all else,” she said.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Wojna w Sudanie ma swój punkt ciężkości: Bractwo Muzułmańskie filarem reżimu al-Burhana


Wojna w Sudanie ma swój punkt ciężkości: Bractwo Muzułmańskie filarem reżimu al-Burhana 

Robert Williams


Generał Abdel Fattah al-Burhan, styczeń 2025 (Źródło: Al Dżazira)

Według wszelkich poważnych ocen, wojskowy reżim Sudanu nie działa w izolacji. U jego podstaw znajduje się Bractwo Muzułmańskie — ruch, który od dekad konsekwentnie dąży do przejęcia kontroli nad państwem: siłą, gdy to konieczne; infiltracją, gdy to możliwe; sojuszami regionalnymi, gdy to korzystne.

Bractwo jako rozgrywający w czasie wojny

Od kwietnia 2023 roku lojaliści Bractwa nie ograniczyli się do wsparcia SAF (Sił Zbrojnych Sudanu) — wniknęli w struktury operacyjne, wywiadowcze i polityczne armii.

Sieci powiązane z Bractwem zmobilizowały tysiące byłych oficerów wywiadu, islamistycznych bojowników i weteranów wcześniejszych kampanii dżihadystycznych, by walczyli u boku SAF. Uformowano z nich ideologicznie ukierunkowane milicje, z najbardziej znaną Brygadą Al-Bara ibn Malik, a także jednostkami takimi jak Tarcza Ojczyzny czy Północna Tarcza. Według udokumentowanych źródeł, te formacje otrzymywały broń, finansowanie i wsparcie logistyczne za pośrednictwem oficjalnych kanałów wojskowych, co zatarło granicę między siłami państwowymi a islamistycznymi bojówkami.

Bractwo i sprzymierzone z nim media konsekwentnie sabotują próby zawieszenia broni, odrzucają negocjacje i podważają legalność inicjatyw cywilnych, przedstawiając konflikt jako walkę o przetrwanie przeciwko “zagranicznym agentom” i “wrogom islamu”. Celem tej narracji jest nie tylko legitymizacja ciągłej wojny, ale i zabezpieczenie pozycji Bractwa jako kluczowego sojusznika wojennego.

Tworzenie tzw. struktur “oporu ludowego”, wspieranych przez dowództwo al-Burhana, zapewniło ideologii Bractwa nową instytucjonalną przestrzeń działania po rozwiązaniu jego poprzedniej partii rządzącej. W rezultacie, wojna umożliwiła powrót islamistów do struktur państwowych — tym razem pod płaszczykiem obrony narodowej.

Znany scenariusz: od al-Kaidy do dziś

Dzisiejsza strategia Bractwa powiela wzorce z lat 90., gdy Sudan stał się jednym z głównych światowych ośrodków dżihadyzmu transnarodowego.

W latach 1991–1996 Sudan, zdominowany przez Bractwo, oferował Osamie bin Ladenowi nie tylko bezpieczne schronienie, ale także możliwość prowadzenia działalności gospodarczej i swobodę operacyjną. Al-Kaida tworzyła w tym czasie infrastrukturę finansową, rolniczą i szkoleniową na sudańskim terytorium — pod państwową ochroną.

Skutki tego były globalne. Sudan został powiązany z:

  • zamachem na prezydenta Egiptu w Etiopii w 1995 r.,
  • zamachami bombowymi na ambasady USA w Kenii i Tanzanii w 1998 r.,
  • atakiem na USS Cole w 2000 r.

Te związki doprowadziły do uznania Sudanu za państwowego sponsora terroryzmu — status ten utrzymywał się przez blisko trzy dekady.

Choć Bractwo i al-Kaida różniły się w podejściu ideologicznym, to taktycznie współpracowały. Gdy miały wsparcie państwa, Bractwo umożliwiało działania jeszcze bardziej radykalnych grup.

Hamas, finanse i infrastruktura bojowa

Relacje Bractwa z Hamasem jeszcze wyraźniej pokazują jego rolę jako regionalnego zaplecza ruchów zbrojnych.

Już na początku lat 90. Sudan gościł biura Hamasu, jego personel i struktury inwestycyjne. Przywódca Bractwa, Hassan al-Turabi, pełnił rolę politycznego patrona i mediatora, wspierając konsolidację pozycji Hamasu. Z czasem organizacja ta korzystała z preferencyjnych warunków biznesowych, zwolnień podatkowych i nieograniczonych przepływów kapitału poprzez sudańskie firmy i fundacje charytatywne.

Po obaleniu Omara al-Baszira w 2019 roku władze Sudanu rozmontowały sieć firm powiązanych z Hamasem, przejmując nieruchomości, grunty rolne, fabryki, media i instytucje finansowe o łącznej wartości dziesiątek milionów dolarów. Amerykańskie sankcje potwierdziły później, że przez te struktury przekazano Hamasowi około 20 milionów dolarów.

Sudan był nie tylko centrum finansowym — stanowił logistyczny korytarz.

Iran: pragmatyczny sojusz, strategiczne konsekwencje

Pomimo różnic sunnicko-szyickich, relacja Bractwa z Iranem opierała się na pragmatyzmie. Sudan był punktem tranzytowym irańskiej broni kierowanej do Hamasu, szczególnie w latach 2009–2012. Uzbrojenie z Iranu i postkaddafijskiej Libii trafiało przez Sudan do Strefy Gazy, co przyczyniło się do izraelskich nalotów na cele w Sudanie.

Dla Iranu Sudan był narzędziem projekcji siły. Dla Bractwa — źródłem wpływów, zasobów i pozycji w regionie. Wspólni wrogowie i korzyści liczyły się bardziej niż doktrynalne różnice.

Rdzeń reżimu al-Burhana

Zestawiając powyższe fakty, wniosek jest nieunikniony: Bractwo Muzułmańskie nie jest zewnętrznym dodatkiem do reżimu al-Burhana — to jego ideologiczny i organizacyjny kręgosłup.

Struktury powiązane z Bractwem zapewniają:

  • bojowników i milicje wspierające SAF,
  • kadry wywiadowcze i bezpieczeństwa w strukturach państwowych,
  • polityczną narrację usprawiedliwiającą wojnę,
  • regionalne sieci finansowe, propagandowe i logistyczne.

W zamian al-Burhan daje lojalistom Bractwa legitymację, broń i dostęp do struktur państwowych — powielając układ, który umożliwił islamistyczne rządy pod rządami al-Baszira.

To sprzężenie tłumaczy, dlaczego presja międzynarodowa na negocjacje wielokrotnie zawodziła. Każda realna próba przekazania władzy cywilom zniszczyłaby odtworzoną strukturę wpływów Bractwa — a na to obecny reżim nie może sobie pozwolić.

Dlaczego to powinno obchodzić Stany Zjednoczone

Dla amerykańskich decydentów, kryzys w Sudanie nie może być analizowany jedynie przez pryzmat konkretnych osób czy wydarzeń wojennych. Trzeba zmierzyć się ze strukturalną rolą Bractwa Muzułmańskiego.

Reżim, którego rdzeń opiera się na ruchu z udokumentowaną historią współpracy z al-Kaidą, Hamasem i Iranem oraz sabotażem procesów demokratycznych, nie może być wiarygodnym partnerem na rzecz stabilności.

Ignorowanie tej rzeczywistości to prosta droga do powtórzenia błędów lat 90. — gdy Sudan był traktowany jak zwykły podmiot państwowy, mimo że stanowił inkubator dla siatek, które później destabilizowały region i zagrażały interesom USA.

Wojna w Sudanie ma wiele frontów, ale punkt ciężkości pozostaje ten sam. Dopóki ekstremiści z Bractwa trzymają państwo w garści, pokój pozostanie nieosiągalny — a niestabilność będzie wpisana w strategię rządzących.


https://www.gatestoneinstitute.org/22209/sudan-war-muslim-brotherhood

Gatestone Institute, 19 stycznia 2026


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Nagłe szczęście Ilhan Omar przedmiotem śledztwa


Nagłe szczęście Ilhan Omar przedmiotem śledztwa

Hugh Fitzgerald


Ilhan Omar, muzułmańska kongresmenka ze stanu Minnesota, odnotowała gwałtowny wzrost majątku – z niemal zerowego poziomu do nawet 30 milionów dolarów. Nic dziwnego, że wzbudziło to podejrzenia, zwłaszcza że pochodzi z somalijskiej społeczności w Minneapolis, gdzie 86 Somalijczyków zostało już skazanych za udział w olbrzymim oszustwie na funduszach stanowych przeznaczonych na pomoc społeczną. Zamiast trafić do potrzebujących, pieniądze wpadły w ręce somalijskich oszustów, a szacowana suma strat dla stanu wynosi łącznie 9 miliardów dolarów. Część tych środków została odesłana do Somalii, gdzie zasiliła konta organizacji terrorystycznej Al-Szabab.

Obecnie członkowie Kongresu, zasiadający w Komisji Nadzoru, której przewodniczy republikanin James Comer, prowadzą dochodzenie w tej sprawie. Kiedy śledztwo dobiegnie końca, świat może się dowiedzieć, w jaki sposób Ilhan Omar weszła w posiadanie takiej fortuny. Więcej na temat możliwego upadku Ilhan Omar można znaleźć tutaj: „Ilhan Omar jest objęta śledztwem z powodu gwałtownego wzrostu majątku… i beszta dziennikarzy za pytania o ‘oszustwo’” – autor: James Gordon, Daily Mail, 18 stycznia 2026 r.

Republikanie z Izby Reprezentantów wszczęli śledztwo wobec reprezentantki stanu Minnesota Ilhan Omar po tym, jak złożone niedawno oświadczenia majątkowe wykazały, że majątek jej rodziny przekroczył w ciągu jednego roku 30 milionów dolarów.

Komisja Nadzoru Izby, kierowana przez Jamesa Comera, bada, w jaki sposób członkini tzw. „Oddziału” (Squad) oraz jej mąż zgromadzili w krótkim czasie tak ogromne środki – zwłaszcza że w tym samym okresie w stanie Minnesota wybuchł skandal związany z oszustwami na kwotę 9 miliardów dolarów w sektorze usług społecznych.

Republikanie z Izby twierdzą, że śledczy rozważają wezwania do złożenia zeznań pod przysięgą, badając związki rodziny Omar z firmami powiązanymi politycznie, które mogą wymagać głębszego dochodzenia.

Dochodzenie Kongresu następuje po tym, jak prokuratura federalna wszczęła szersze postępowanie dotyczące domniemanych oszustw na przemysłową skalę, obejmujących miliardy dolarów przeznaczonych na usługi społeczne w Minnesocie.

Republikanie podkreślają, że sam ten skandal sprawia, że niespodziewane wzbogacenie się Omar nie może zostać zignorowane.

Kilku członków najbliższego otoczenia Ilhan Omar zostało skazanych za udział w oszustwach z czasów pandemii COVID, który opiewał na 250 milionów dolarów i był możliwy dzięki ustawie MEALS, którą Omar przeforsowała w Kongresie. Jej były członek sztabu kampanii, Guhaad Hashi Said, przyznał się do prowadzenia fikcyjnego ośrodka żywieniowego, który rzekomo serwował 5 tysięcy posiłków dziennie dzieciom, podczas gdy w rzeczywistości defraudował miliony.

Swoją wieczór wyborczy w 2018 roku Ilhan Omar zorganizowała w restauracji Safari, należącej do jej znajomego, Salima Ahmeda Saida. Said został później skazany za oszustwa. Część wyłudzonych pieniędzy wydał na rezydencję wartą 2 miliony dolarów oraz zakupy w luksusowych butikach, takich jak Nordstrom.

Dzięki Jamesowi Comerowi i jego republikańskim kolegom z Komisji Nadzoru, świat może już wkrótce poznać szczegóły niezwykłej finansowej przygody Ilhan Omar. Pojawią się wezwania do sądu. Omar może zostać zmuszona do złożenia zeznań pod przysięgą. To samo może dotyczyć jej męża, Tima Mynetta. I wtedy może się okazać, że jest ona najbardziej znaną somalijską oszustką spośród wszystkich.


Link do oryginału: https://jihadwatch.org/2026/01/ilhan-omars-sudden-good-fortune-now-being-investigated

Jihad Watch. 20 stytcznia 2026


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


‘If the Bad Guys Start Shooting, It Comes Over Greenland’ vs. Europe’s Strategic Myopia


‘If the Bad Guys Start Shooting, It Comes Over Greenland’ vs. Europe’s Strategic Myopia

Pierre Rehov


President Donald J. Trump saw what Europe could not, or perhaps would not: that Greenland is not a quaint curiosity; in the 21st century, it is an essential security asset and industrial necessity for the West. Pictured: The US Space Force’s Pituffik Space Base, in Greenland, photographed on October 4, 2023. (Photo by Thomas Traasdahl/Ritzau Scanpix/AFP via Getty Images)


  • President Donald J. Trump saw what Europe could not, or perhaps would not: that Greenland is not a quaint curiosity; in the 21st century, it is an essential security asset and industrial necessity for the West.
  • From the Arctic flight path of Russian and Chinese intercontinental ballistic missiles to the Arctic shipping lanes increasingly packed with Russian warships, Greenland’s importance has surged.
  • The European Union, sadly, still seems to be having trouble emerging from doctrinaire fantasies about its military preeminence, green transitioning, and the illusion that the “Great Replacement” of Europeans and their values — by immigrants and their values — is merely a “conspiracy theory.” Instead, Europe is continuing to betray its industrial base and toss away strategic opportunities.
  • Trump’s push, no matter how undiplomatically articulated, was consistent with a straightforward reality: You cannot safeguard Western security or technological superiority if the strategic routes by land, sea and sky, as well as essential raw materials, are controlled by your adversaries.
  • The great European flaw — from which it hopefully will soon recover — is that its political, economic and industrial policies are rooted in wishful thinking rather than in hard material realities.
  • Europe’s best move would be to allow the United States, which has both the will and the capability, to secure a foothold in Greenland that allows it, along with its allies, to shape and protect the future of the West.
  • China’s dominance in rare earth processing is not a theoretical risk — it is a concrete vulnerability for Western economies. Greenland offers a chance to diversify the supply and break dependence on a self-declared enemy.
  • Europe’s leaders, meanwhile, chase their vainglorious dreams…. just as these leaders still keep believing — or pretending to — that millions of immigrants from a totally different culture will adopt the laws and values of the West.
  • Europe’s dismissive reaction is more than incomprehension; it is symptomatic of a terrifying atrophy.
  • In the Arctic, and beyond, Trump is right — and Europe, once again, is too vain to learn.

For decades, the world treated Greenland as a sentimental footnote in Arctic mythology rather than a linchpin in global security and modern technology. This was strategic negligence with real consequences.

By contrast, President Donald J. Trump saw what Europe could not, or perhaps would not: that Greenland is not a quaint curiosity; in the 21st century, it is an essential security asset and industrial necessity for the West. “Everything comes over Greenland. If the bad guys start shooting, it comes over Greenland,” he said.

From the Arctic flight path of Russian and Chinese intercontinental ballistic missiles to the Arctic shipping lanes increasingly packed with Russian warships, Greenland’s importance has surged.

The US purchase of Alaska from Russia in 1867 was also ridiculed as a “folly.”

The European Union, sadly, still seems to be having trouble emerging from doctrinaire fantasies about its military preeminence, green transitioning, and the illusion that the “Great Replacement” of Europeans and their values — by immigrants and their values — is merely a “conspiracy theory.” Instead, Europe is continuing to betray its industrial base and toss away strategic opportunities.

Greenland’s geopolitical significance was obvious to Trump before it became fashionable to talk about the Arctic as a new theater of great-power competition. Unlike the Brussels bureaucrats who mock and ignore both President Trump and the potential danger, Trump recognized three facts early:

  • Greenland constitutes a strategic military platform for defending both the Western Hemisphere and Europe, and for monitoring adversaries across the Arctic.
  • Melting Arctic ice will open up sea routes that could redefine maritime aggression as well as opportunities for global commerce.
  • Greenland sits atop some of the world’s richest deposits of rare earth elements and critical minerals — materials essential for everything from electric vehicles to missiles and microchips.

In 2019, Trump formally raised the idea of acquiring Greenland from Denmark — not as an offbeat real estate idea, but as a strategic imperative for the United States and the West. Even if the political optics are clumsy, the logic is sound: keeping these assets out of Chinese or Russian hands — as well as their ability to use the Arctic for nuclear and ballistic missile attacks on the West, not to mention integrating Greenland’s assets into the Western supply chain — is vital.

According to multiple sources, Greenland has deposits of rare earth minerals among the largest outside China, and hosts 25 of the 34 minerals deemed “critical raw materials” by the European Commission. Rare earth elements — neodymium, dysprosium, terbium — are essential for permanent magnets in electric motors, smart electronics, and defense systems such as radar and precision guidance of air assets. Today, China controls roughly 70% of global rare earth production and 90% of processing capacity, giving Beijing disproportionate leverage over the global tech supply chain.

Trump’s push, no matter how undiplomatically articulated, was consistent with a straightforward reality: You cannot safeguard Western security or technological superiority if the strategic routes by land, sea and sky, as well as essential raw materials, are controlled by your adversaries.

Europe’s positive response is most welcome. Prior to this week, for example, while the US had moved to secure mining investment — the Trump-era Export-Import Bank considered a $120 million loan to fund the Tanbreez rare earth mine in Greenland — European politicians were negotiating memoranda of understanding and long-term value chains that only delay real production.

The great European flaw — from which it hopefully will soon recover — is that its political, economic and industrial policies are rooted in wishful thinking rather than in hard material realities.

It was not always so. Europe for centuries led the way in upholding civil liberties, equal justice under law, and the values of individual liberty that spring from the Judeo-Christian tradition, the Reformation and the Enlightenment. Europe was once a leader in heavy industry: cars, steel, coal, and defense manufacturing. Today, Europe struggles to keep up with global competitors in sectors that require strategic minerals. Instead, the technocrats in Brussels fixate on ideological goals — often at odds with cultural and economic viability as well as industrial competitiveness.

The European Union’s decision to phase out combustion engines by 2035 epitomizes this disconnect. In Brussels, electric vehicle (EV) mandates were hailed as a triumph of green policy. For many policymakers in France and Germany, it was a moral high ground: a cleaner planet, fewer emissions. What could possibly go wrong?

The scientific reality, alas, tells a more nuanced story. Electric vehicles produce zero tailpipe emissions, yet their environmental footprint is not the utopian “silver bullet” that most Europeans assume. EVs require extensive mining, processing, and battery production — all of which consume energy and raw materials, the application of which can be just as damaging to the planet even if sourced from half a world away.

Moreover, the claim that EVs solve particulate pollution is overstated: they still emit particles from tire and brake wear — and because they are heavier than traditional cars, non-tailpipe particulate concerns persist.

The European Parliament’s own studies acknowledge the “environmental challenges throughout the life cycle of battery electric vehicles,” noting that carbon footprints depend heavily on raw material extraction, production methods, and electricity sources.

Europe traded industrial strength for half-baked environmental virtue signaling, and now must source more and more critical materials — such as those found in Greenland — just to keep its green fantasies alive.

This disconnect highlights two core challenges:

  • Europe lacks secure supply chains. Dependence on Chinese rare earth elements undermines strategic autonomy.
  • Europe’s industrial policies, driven by environmental ideology rather than material science, risk hollowing out its manufacturing base.

Meanwhile, Trump’s America is not afraid to focus on where security for the West, chips for the West and rare earths for the West actually lie.

Today, international news outlets highlight Greenland’s burgeoning role in great-power politics. Melting sea ice will open Arctic shipping lanes, and both Russia and China are increasing their Arctic presence. Greenland’s geographic position — guarding the gateway between the Arctic and Atlantic — makes it invaluable for missile interception, military surveillance, and future naval operations.

Western analysts confirm what Trump grasped years earlier: Greenland is not remote; it is central. It lies at the intersection of climate change’s strategic effects, great-power competition, and the global scramble for critical minerals.

Rather than laugh or dismiss Trump’s interest as “absurd,” European leaders might have asked a more serious question: Why was Trump so intent on it? Today we have answers — and they vindicate Trump’s instinct.

From a geopolitical lens, the competition for Arctic influence is real. China, although at its closest point is 900 miles from the Arctic, quixotically brands itself a “near-Arctic state” and has sought a presence through scientific expeditions and infrastructure investments. Russia maintains military facilities. Europe’s best move would be to allow the United States, which has both the will and the capability, to secure a foothold in Greenland that allows it, along with its allies, to shape and protect the future of the West.

Many Europeans, sadly, will remain content with soft power and diplomatic protests. In 2026, US Treasury Secretary Scott Bessent even suggested that European “weakness” justified increased American presence in Greenland — a statement that, for all its bluntness, reflected Europe’s default strategic vacuum.

Critics of Trump’s Greenland policy often frame it as brash or impractical. Viewed objectively, it is grounded in three hard realities:

  • Control of strategic geography matters in a multipolar world.
  • Critical minerals are national security assets.
  • Policies divorced from reality — including the erosion of Western values by migrants, many of whom at best are conflicted about assimilating — invite decline.

These are principles that any serious global power must recognize. Europe has yet to fully grasp them.

Rare earth elements power wind turbines, electric vehicle motors, fiber-optic communication, defense systems, and advanced semiconductors. China’s dominance in rare earth processing is not a theoretical risk — it is a concrete vulnerability for Western economies. Greenland offers a chance to diversify the supply and break dependence on a self-declared enemy.

Trump’s effort to involve the U.S. Export-Import Bank in financing Greenland’s Tanbreez rare earth mine is evidence of an administration that connects mineral security to national security — a connection Brussels bureaucrats still struggle to make.

Europe’s leaders, meanwhile, chase their vainglorious dreams. As their economies sink, these leaders still insist on green regulations, assuming that the raw materials their regulations require will be plentiful, without even first securing them, just as these leaders still keep believing — or pretending to — that millions of immigrants from a totally different culture will adopt the laws and values of the West.

To sustain EV production at scale, batteries require lithium, cobalt, nickel, and rare earth elements — yet Europe, lacking domestic sources, keeps relying on foreign supply chains that are increasingly unreliable.

This view appears to be a genuine strategic blind spot. While American policymakers debate hard choices over Greenland, European policymakers debate emission targets and bureaucratic carbon accounting. Those matters are not unimportant, but they are insufficient when divorced from the physical realities of production and supply.

Europe’s obsession with ideology over industry has consequences:

  • Loss of auto industry competitiveness as EV mandates make production more expensive and dependent on imported materials.
  • Increased reliance on foreign sources, especially China, for critical inputs like rare earth elements.
  • A strategic deficit in Arctic influence at a time when climate change may begin to reshape global trade routes. 

Compare this with Trump’s approach: bold, unapologetically strategic, and grounded in material interest. Trump did not simply call Greenland “important”— he acted. Whether through investment, diplomatic pressure, or territorial negotiation, his policy treats Greenland as what it is: a linchpin in the emerging Arctic century.

Greenland is not a romantic artifact from some explorer’s diary. It is a geographic chokepoint with defense implications, a repository of minerals that will power future technologies, and a strategic fulcrum in the Arctic’s geopolitical contest. Trump’s focus on Greenland is not whimsy — it is realism.

Europe’s dismissive reaction is more than incomprehension; it is symptomatic of a terrifying atrophy. While Brussels applauds itself for lofty climate goals and soft power diplomacy, Trump identifies what truly matters: power, resources, geography, and readiness to act.

In a world where strategic competition between the US, China, and Russia intensifies, Europe’s fixation on ideological policies rather than material security reveals a profound misunderstanding of the geopolitical game. Trump saw past the fog of political correctness; Europe sadly still remains lost in it.

History will remember this period not for what Europeans dreamed, but for what was accomplished by those who understood the stakes. In the Arctic, and beyond, Trump is right — and Europe, once again, is too vain to learn.


Pierre Rehov, who holds a law degree from Paris-Assas, is a French reporter, novelist and documentary filmmaker. He is the author of six novels, including “Beyond Red Lines”, “The Third Testament” and “Red Eden”, translated from French. His latest essay on the aftermath of the October 7 massacre ” 7 octobre – La riposte ” became a bestseller in France. As a filmmaker, he has produced and directed 17 documentaries, many photographed at high risk in Middle Eastern war zones, and focusing on terrorism, media bias, and the persecution of Christians. His latest documentary, “Pogrom(s)” highlights the context of ancient Jew hatred within Muslim civilization as the main force behind the October 7 massacre.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Reprezentuje wręcz staroświeckie zasady. Zachwyt Amal Clooney ustąpił miejsca napięciu

Amal Clooney w Cannes (Fot. REUTERS/Stephane Mahe)


Reprezentuje wręcz staroświeckie zasady. Zachwyt Amal Clooney ustąpił miejsca napięciu

Krystyna Romanowska


Kolejna celebrytka postanowiła pouczać Amerykę”. Amal Clooney lansuje się, nie ponosząc kosztów?

Jednego dnia argumentuje przed Trybunałem w Hadze, a drugiego jest na okładce “Vogue’a”. Mówi językiem prawa międzynarodowego o ludobójstwie, jurysdykcji uniwersalnej i odpowiedzialności państw, a jednocześnie staje się bohaterką nagłówków o zbyt wygładzonych zmarszczkach na okładce magazynu modowego.

Tyle że Amal Clooney pojawia się w przestrzeni publicznej nie jako celebrytka, która „postanowiła być mądra”, lecz jako ekspertka, która – ku zaskoczeniu mediów – wygląda jak ktoś, kogo łatwo byłoby sprowadzić do roli ikony stylu. Zonk.

W maju przyjedzie do Polski. 13 i 14 maja wystąpi na konferencji Impact’26 w Poznaniu, gdzie – jak zapowiadają organizatorzy – ma mówić o tym, dlaczego łamanie praw człowieka przestaje być wyłącznie problemem moralnym, a staje się realnym zagrożeniem dla bezpieczeństwa państw i globalnej gospodarki. Clooney zamierza odwołać się do własnych doświadczeń z międzynarodowych trybunałów, pokazując, że bez praworządności nie ma stabilnych inwestycji ani długofalowego rozwoju.

Amal Clooney. Edukacja – model transatlantycki

Kiedy pojawia się w kadrze, wszystko wokół lekko zwalnia. Kilka kroków, prosty gest, twarz skupiona na tym, co za chwilę zostanie powiedziane. Ten obraz ma w sobie coś znajomego – reporterską ciszę znaną z archiwalnych ujęć Jacqueline Kennedy Onassis, dyplomatyczną powściągliwość Queen Ranii of Jordan. Mocne spojrzenie, proporcje, które dobrze znoszą naturalne światło i bliskie ujęcie. Taka twarz pracuje oszczędnie: drobny ruch brwi, lekki uśmiech. To uroda, która dobrze starzeje się wraz z doświadczeniem. Z czasem zyskuje głębię: rysy nabierają charakteru, spojrzenie staje się bardziej przenikliwe.

George i Amal Clooney pozują na czerwonym dywanie podczas 83. dorocznej gali Złotych Globów w Beverly Hills w Kalifornii, 11 stycznia 2026 r. Fot. REUTERS/Daniel Cole

To skupienie nie wzięło się znikąd. Jest zapisem biografii – wielowarstwowej, naznaczonej napięciem między wspólnotami, językami i porządkami świata.

Amal Alamuddin urodziła się w rodzinie łączącej druzyjskie i sunnickie tradycje – jest córką dziennikarki i libańskiego przedsiębiorcy, też wykładowcy akademickiego. Było to małżeństwo nietypowe dla zamkniętej wspólnoty druzyjskiej, ale społecznie dopuszczalne.

Podczas wojny domowej w Libanie rodzina zdecydowała się na emigrację do Wielkiej Brytanii. Amal tu skończyła szkołę średnią, a potem studiowała prawo na Oksfordzie. Ten brytyjski etap formacji – oparty na rygorze argumentu i pracy z precedensem – uzupełniła później w Stanach Zjednoczonych, zdobywając tytuł magistra prawa na New York University School of Law.

Jej edukacja od początku przebiegała więc transatlantycko: między brytyjską tradycją prawa a amerykańskim modelem jego międzynarodowego i publicznego zastosowania. W 2002 roku została dopuszczona do nowojorskiej adwokatury. Przez trzy lata pracowała w kancelarii Sullivan & Cromwell w Nowym Jorku, gdzie uczestniczyła między innymi w sprawach dotyczących Enronu czy firmy Arthur Andersen.

Następnie zdobywała doświadczenie w organach międzynarodowych – w 2004 roku odbyła staż w Międzynarodowym Trybunale Sprawiedliwości w Hadze, pracując u boku sędziów między innymi z Rosji, Egiptu i Wielkiej Brytanii. Później była zatrudniona w haskim Trybunale ONZ do spraw zbrodni w byłej Jugosławii (ICTY) oraz jako prokuratorka w Specjalnym Trybunale dla Libanu powołanym do osądzenia zabójców premiera Rafica Haririego.

W 2010 roku Alamuddin wróciła do Londynu i została przyjęta do palestry Anglii i Walii (Inn of Court Inner Temple). Jej reputacja była już na tyle ugruntowana, że gdy przyszła złożyć wizytę w Chambers Doughty Street, prestiżowej londyńskiej kancelarii adwokatów procesowych, aby doradzić w kwestii prawa libańskiego, otrzymała tam ofertę pracy praktycznie od ręki.

Zanim została panią Clooney

Wszystko to osiągnęła, zanim ktokolwiek o niej usłyszał i nazwisko Alamuddin pojawiło się w mediach.

 – Lubię ludzi ciężko pracujących. Sam mam za sobą wiele lat pracy w międzynarodowej kancelarii i doskonale wiem, jak wygląda ta droga od środka – ile kosztuje wysiłku, determinacji i odporności psychicznej. Dlatego patrzę na jej karierę nie przez pryzmat medialnego wizerunku. Urodzić się w rodzinie imigranckiej i dojść do światowej czołówki prawa międzynarodowego to jest po prostu ekstremalnie trudne i budzi mój autentyczny podziw – mówi Tomasz Chmal, adwokat, partner w Trzeciak|Chmal.

– Jej ścieżka nie jest łatwa ani bezpieczna. To sprawy wymagające odwagi: stawianie się potężnym państwom, udział w sporach o wielkim ciężarze politycznym i moralnym, a także gotowość do ponoszenia konsekwencji medialnych i reputacyjnych. Nie każdy prawnik chce i potrafi funkcjonować w takiej przestrzeni.

Pierwsze znaczące wzmianki medialne o Amal Alamuddin pojawiły się na początku drugiej dekady XXI wieku, zanim jeszcze stała się postacią z pierwszych stron gazet. Jednym z takich wczesnych wydarzeń była jej rola w sprawie założyciela WikiLeaks – Juliana Assange’a.

24 listopada 2011 roku fotoreporterzy uchwycili Alamuddin wychodzącą z londyńskiego sądu u boku Assange’a po rozprawie ekstradycyjnej. W tym czasie oficjalnie dołączyła do zespołu jego obrońców, reprezentując go w walce przeciw ekstradycji do Szwecji. Było to prawdopodobnie pierwsze pojawienie się jej nazwiska i wizerunku w międzynarodowych mediach informacyjnych.

Kolejna wzmianka medialna nastąpiła niedługo potem, w związku ze sprawą byłej premier Ukrainy Julii Tymoszenko. W listopadzie 2012 roku Alamuddin uczestniczyła w działaniach prawnych na rzecz uwolnienia Tymoszenko. Opublikowano między innymi fotografię, na której ją widać obok wybitnego brytyjskiego adwokata Geoffreya Robertsona oraz Jewgienii Tymoszenko, córki uwięzionej polityczki.

Jej współpracownicy już wtedy podkreślali, że Amal znajduje się „w centrum najbardziej głośnej batalii o prawa człowieka” tamtego okresu i że „jest przyzwyczajona do bycia w blasku fleszy”.

Jedna z najwcześniejszych oficjalnych wzmianek dotyczących jej pracy prawniczej to publikacja naukowa z końca 2010 roku. Wówczas 15 listopada ukazał się artykuł współautorstwa Amal Alamuddin (wraz z doktor Philippą Webb) w prestiżowym czasopiśmie „Journal of International Criminal Justice”. Artykuł nosił tytuł „Expanding Jurisdiction over War Crimes under Article 8 of the ICC Statute” i dotyczył poszerzenia jurysdykcji Międzynarodowego Trybunału Karnego w zakresie zbrodni wojennych.

Tomasz Chmal: – Ona bardzo świadomie wybrała swoją ścieżkę kariery. W prawie istnieje kilka różnych „szczytów”. Jednym z nich jest kariera stricte finansowa – partnerstwo w największych międzynarodowych kancelariach, praca przy wielomiliardowych transakcjach. Innym jest kariera polityczna. Jeszcze innym – i to jest droga, którą wybrała Amal Clooney – jest prawo międzynarodowe i prawa człowieka, występowanie przed międzynarodowymi trybunałami w sprawach o fundamentalnym znaczeniu.

Ślub, który zmienia wszystko

W 2014 roku Amal bierze ślub z George’em Clooneyem. To staje się punktem zwrotnym nie tyle w jej karierze, bo ta toczy się dalej tak, jak sobie ją Amal zaprojektowała. Przed 2014 rokiem, gdy funkcjonowała jako Amal Alamuddin, jej dorobek – jakkolwiek wpisujący się w nurt liberalnego prawa międzynarodowego – nie wywoływał w USA żadnych istotnych kontrowersji.

Goerge Clooney z żoną Amal fot. instagram.com

Po ślubie z Clooneyem, od lat kojarzonym z amerykańskim liberalnym establishmentem i jednoznaczną krytyką republikańskich prezydentów, narracja się radykalnie zmieniła. Amal Clooney przestała być postrzegana wyłącznie jako ekspertka prawa międzynarodowego, a zaczęła funkcjonować w konserwatywnych narracjach jako element tego samego świata kulturowego co Hollywood, ONZ i liberalne elity opiniotwórcze.

Gdy w 2018 roku publicznie skrytykowała retorykę Donalda Trumpa wobec mediów, konserwatywne media zareagowały nie na treść jej argumentów, lecz na fakt, że głos ten pochodził od osoby kojarzonej z Hollywood.

Komentatorka Fox News Tomi Lahren zarzucała jej „straszenie Amerykanów upadkiem demokracji”, a Ben Shapiro ironizował, że „kolejna celebrytka powiązana z ONZ postanowiła pouczać Amerykę o wolności słowa”.

Czy Amal to rusza?

– Często pojawia się też pytanie o komfort, w jakim rzekomo działa. Że jako osoba uprzywilejowana, doskonale wykształcona, funkcjonująca w elitarnych kręgach Zachodu, nie ponosi kosztów swojej działalności. To uproszczenie. Amal Clooney jest obiektem bardzo intensywnego hejtu, szczególnie ze strony środowisk fundamentalistycznych i skrajnie antyliberalnych, które przedstawiają ją jako narzędzie ideologicznej dominacji liberalnych elit. Różnica polega na tym, że ma ona większą odporność instytucjonalną i osobistą, by ten hejt udźwignąć  i nie wycofać się z działania – ocenia Maciej Nowicki, szef Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka.

Amal Clooney. Są większe hejty

Prof. Magdalena Grzyb, prawniczka z Uniwersytetu Jagiellońskiego, z dystansem podchodzi do krytyki konserwatystów wobec Amal, zestawiając ją z inną, ważną szczególnie w kontekście praw kobiet, prawniczką Reem Alsalem.

Pochodząca z Jordanii, specjalna sprawozdawczyni ONZ ds. przemocy wobec kobiet i dziewcząt, ma wiele cech podobnych do Amal. Obie działają na poziomie międzynarodowym, opierają swój autorytet na prawie i zajmują się ochroną praw kobiet, co naturalnie wciąga je w ostre spory publiczne.

– Reprezentowanie ofiar przed międzynarodowymi trybunałami karnymi oznacza konieczność wysłuchania dziesiątek, a czasem setek historii. I umiejętność „przetłumaczenia” ludzkiego cierpienia na język dowodów, argumentów i norm prawnych, które będą zrozumiałe i przekonujące dla sędziów. To ogromna odpowiedzialność i ciężar emocjonalny i psychiczny, które trwają latami.