Reprezentuje wręcz staroświeckie zasady. Zachwyt Amal Clooney ustąpił miejsca napięciu

Amal Clooney w Cannes (Fot. REUTERS/Stephane Mahe)


Reprezentuje wręcz staroświeckie zasady. Zachwyt Amal Clooney ustąpił miejsca napięciu

Krystyna Romanowska


Kolejna celebrytka postanowiła pouczać Amerykę”. Amal Clooney lansuje się, nie ponosząc kosztów?

Jednego dnia argumentuje przed Trybunałem w Hadze, a drugiego jest na okładce “Vogue’a”. Mówi językiem prawa międzynarodowego o ludobójstwie, jurysdykcji uniwersalnej i odpowiedzialności państw, a jednocześnie staje się bohaterką nagłówków o zbyt wygładzonych zmarszczkach na okładce magazynu modowego.

Tyle że Amal Clooney pojawia się w przestrzeni publicznej nie jako celebrytka, która „postanowiła być mądra”, lecz jako ekspertka, która – ku zaskoczeniu mediów – wygląda jak ktoś, kogo łatwo byłoby sprowadzić do roli ikony stylu. Zonk.

W maju przyjedzie do Polski. 13 i 14 maja wystąpi na konferencji Impact’26 w Poznaniu, gdzie – jak zapowiadają organizatorzy – ma mówić o tym, dlaczego łamanie praw człowieka przestaje być wyłącznie problemem moralnym, a staje się realnym zagrożeniem dla bezpieczeństwa państw i globalnej gospodarki. Clooney zamierza odwołać się do własnych doświadczeń z międzynarodowych trybunałów, pokazując, że bez praworządności nie ma stabilnych inwestycji ani długofalowego rozwoju.

Amal Clooney. Edukacja – model transatlantycki

Kiedy pojawia się w kadrze, wszystko wokół lekko zwalnia. Kilka kroków, prosty gest, twarz skupiona na tym, co za chwilę zostanie powiedziane. Ten obraz ma w sobie coś znajomego – reporterską ciszę znaną z archiwalnych ujęć Jacqueline Kennedy Onassis, dyplomatyczną powściągliwość Queen Ranii of Jordan. Mocne spojrzenie, proporcje, które dobrze znoszą naturalne światło i bliskie ujęcie. Taka twarz pracuje oszczędnie: drobny ruch brwi, lekki uśmiech. To uroda, która dobrze starzeje się wraz z doświadczeniem. Z czasem zyskuje głębię: rysy nabierają charakteru, spojrzenie staje się bardziej przenikliwe.

George i Amal Clooney pozują na czerwonym dywanie podczas 83. dorocznej gali Złotych Globów w Beverly Hills w Kalifornii, 11 stycznia 2026 r. Fot. REUTERS/Daniel Cole

To skupienie nie wzięło się znikąd. Jest zapisem biografii – wielowarstwowej, naznaczonej napięciem między wspólnotami, językami i porządkami świata.

Amal Alamuddin urodziła się w rodzinie łączącej druzyjskie i sunnickie tradycje – jest córką dziennikarki i libańskiego przedsiębiorcy, też wykładowcy akademickiego. Było to małżeństwo nietypowe dla zamkniętej wspólnoty druzyjskiej, ale społecznie dopuszczalne.

Podczas wojny domowej w Libanie rodzina zdecydowała się na emigrację do Wielkiej Brytanii. Amal tu skończyła szkołę średnią, a potem studiowała prawo na Oksfordzie. Ten brytyjski etap formacji – oparty na rygorze argumentu i pracy z precedensem – uzupełniła później w Stanach Zjednoczonych, zdobywając tytuł magistra prawa na New York University School of Law.

Jej edukacja od początku przebiegała więc transatlantycko: między brytyjską tradycją prawa a amerykańskim modelem jego międzynarodowego i publicznego zastosowania. W 2002 roku została dopuszczona do nowojorskiej adwokatury. Przez trzy lata pracowała w kancelarii Sullivan & Cromwell w Nowym Jorku, gdzie uczestniczyła między innymi w sprawach dotyczących Enronu czy firmy Arthur Andersen.

Następnie zdobywała doświadczenie w organach międzynarodowych – w 2004 roku odbyła staż w Międzynarodowym Trybunale Sprawiedliwości w Hadze, pracując u boku sędziów między innymi z Rosji, Egiptu i Wielkiej Brytanii. Później była zatrudniona w haskim Trybunale ONZ do spraw zbrodni w byłej Jugosławii (ICTY) oraz jako prokuratorka w Specjalnym Trybunale dla Libanu powołanym do osądzenia zabójców premiera Rafica Haririego.

W 2010 roku Alamuddin wróciła do Londynu i została przyjęta do palestry Anglii i Walii (Inn of Court Inner Temple). Jej reputacja była już na tyle ugruntowana, że gdy przyszła złożyć wizytę w Chambers Doughty Street, prestiżowej londyńskiej kancelarii adwokatów procesowych, aby doradzić w kwestii prawa libańskiego, otrzymała tam ofertę pracy praktycznie od ręki.

Zanim została panią Clooney

Wszystko to osiągnęła, zanim ktokolwiek o niej usłyszał i nazwisko Alamuddin pojawiło się w mediach.

 – Lubię ludzi ciężko pracujących. Sam mam za sobą wiele lat pracy w międzynarodowej kancelarii i doskonale wiem, jak wygląda ta droga od środka – ile kosztuje wysiłku, determinacji i odporności psychicznej. Dlatego patrzę na jej karierę nie przez pryzmat medialnego wizerunku. Urodzić się w rodzinie imigranckiej i dojść do światowej czołówki prawa międzynarodowego to jest po prostu ekstremalnie trudne i budzi mój autentyczny podziw – mówi Tomasz Chmal, adwokat, partner w Trzeciak|Chmal.

– Jej ścieżka nie jest łatwa ani bezpieczna. To sprawy wymagające odwagi: stawianie się potężnym państwom, udział w sporach o wielkim ciężarze politycznym i moralnym, a także gotowość do ponoszenia konsekwencji medialnych i reputacyjnych. Nie każdy prawnik chce i potrafi funkcjonować w takiej przestrzeni.

Pierwsze znaczące wzmianki medialne o Amal Alamuddin pojawiły się na początku drugiej dekady XXI wieku, zanim jeszcze stała się postacią z pierwszych stron gazet. Jednym z takich wczesnych wydarzeń była jej rola w sprawie założyciela WikiLeaks – Juliana Assange’a.

24 listopada 2011 roku fotoreporterzy uchwycili Alamuddin wychodzącą z londyńskiego sądu u boku Assange’a po rozprawie ekstradycyjnej. W tym czasie oficjalnie dołączyła do zespołu jego obrońców, reprezentując go w walce przeciw ekstradycji do Szwecji. Było to prawdopodobnie pierwsze pojawienie się jej nazwiska i wizerunku w międzynarodowych mediach informacyjnych.

Kolejna wzmianka medialna nastąpiła niedługo potem, w związku ze sprawą byłej premier Ukrainy Julii Tymoszenko. W listopadzie 2012 roku Alamuddin uczestniczyła w działaniach prawnych na rzecz uwolnienia Tymoszenko. Opublikowano między innymi fotografię, na której ją widać obok wybitnego brytyjskiego adwokata Geoffreya Robertsona oraz Jewgienii Tymoszenko, córki uwięzionej polityczki.

Jej współpracownicy już wtedy podkreślali, że Amal znajduje się „w centrum najbardziej głośnej batalii o prawa człowieka” tamtego okresu i że „jest przyzwyczajona do bycia w blasku fleszy”.

Jedna z najwcześniejszych oficjalnych wzmianek dotyczących jej pracy prawniczej to publikacja naukowa z końca 2010 roku. Wówczas 15 listopada ukazał się artykuł współautorstwa Amal Alamuddin (wraz z doktor Philippą Webb) w prestiżowym czasopiśmie „Journal of International Criminal Justice”. Artykuł nosił tytuł „Expanding Jurisdiction over War Crimes under Article 8 of the ICC Statute” i dotyczył poszerzenia jurysdykcji Międzynarodowego Trybunału Karnego w zakresie zbrodni wojennych.

Tomasz Chmal: – Ona bardzo świadomie wybrała swoją ścieżkę kariery. W prawie istnieje kilka różnych „szczytów”. Jednym z nich jest kariera stricte finansowa – partnerstwo w największych międzynarodowych kancelariach, praca przy wielomiliardowych transakcjach. Innym jest kariera polityczna. Jeszcze innym – i to jest droga, którą wybrała Amal Clooney – jest prawo międzynarodowe i prawa człowieka, występowanie przed międzynarodowymi trybunałami w sprawach o fundamentalnym znaczeniu.

Ślub, który zmienia wszystko

W 2014 roku Amal bierze ślub z George’em Clooneyem. To staje się punktem zwrotnym nie tyle w jej karierze, bo ta toczy się dalej tak, jak sobie ją Amal zaprojektowała. Przed 2014 rokiem, gdy funkcjonowała jako Amal Alamuddin, jej dorobek – jakkolwiek wpisujący się w nurt liberalnego prawa międzynarodowego – nie wywoływał w USA żadnych istotnych kontrowersji.

Goerge Clooney z żoną Amal fot. instagram.com

Po ślubie z Clooneyem, od lat kojarzonym z amerykańskim liberalnym establishmentem i jednoznaczną krytyką republikańskich prezydentów, narracja się radykalnie zmieniła. Amal Clooney przestała być postrzegana wyłącznie jako ekspertka prawa międzynarodowego, a zaczęła funkcjonować w konserwatywnych narracjach jako element tego samego świata kulturowego co Hollywood, ONZ i liberalne elity opiniotwórcze.

Gdy w 2018 roku publicznie skrytykowała retorykę Donalda Trumpa wobec mediów, konserwatywne media zareagowały nie na treść jej argumentów, lecz na fakt, że głos ten pochodził od osoby kojarzonej z Hollywood.

Komentatorka Fox News Tomi Lahren zarzucała jej „straszenie Amerykanów upadkiem demokracji”, a Ben Shapiro ironizował, że „kolejna celebrytka powiązana z ONZ postanowiła pouczać Amerykę o wolności słowa”.

Czy Amal to rusza?

– Często pojawia się też pytanie o komfort, w jakim rzekomo działa. Że jako osoba uprzywilejowana, doskonale wykształcona, funkcjonująca w elitarnych kręgach Zachodu, nie ponosi kosztów swojej działalności. To uproszczenie. Amal Clooney jest obiektem bardzo intensywnego hejtu, szczególnie ze strony środowisk fundamentalistycznych i skrajnie antyliberalnych, które przedstawiają ją jako narzędzie ideologicznej dominacji liberalnych elit. Różnica polega na tym, że ma ona większą odporność instytucjonalną i osobistą, by ten hejt udźwignąć  i nie wycofać się z działania – ocenia Maciej Nowicki, szef Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka.

Amal Clooney. Są większe hejty

Prof. Magdalena Grzyb, prawniczka z Uniwersytetu Jagiellońskiego, z dystansem podchodzi do krytyki konserwatystów wobec Amal, zestawiając ją z inną, ważną szczególnie w kontekście praw kobiet, prawniczką Reem Alsalem.

Pochodząca z Jordanii, specjalna sprawozdawczyni ONZ ds. przemocy wobec kobiet i dziewcząt, ma wiele cech podobnych do Amal. Obie działają na poziomie międzynarodowym, opierają swój autorytet na prawie i zajmują się ochroną praw kobiet, co naturalnie wciąga je w ostre spory publiczne.

– Reprezentowanie ofiar przed międzynarodowymi trybunałami karnymi oznacza konieczność wysłuchania dziesiątek, a czasem setek historii. I umiejętność „przetłumaczenia” ludzkiego cierpienia na język dowodów, argumentów i norm prawnych, które będą zrozumiałe i przekonujące dla sędziów. To ogromna odpowiedzialność i ciężar emocjonalny i psychiczny, które trwają latami.