Archive | January 2015

Spór o pomnik Sprawiedliwych

Spór o pomnik Sprawiedliwych

Fundacja Pamięć i Przyszłość ogłosiła w ubiegłym roku konkurs na upamiętnienie Sprawiedliwych przy Muzeum Historii Żydów Polskich. Dyskusja nad tym pomysłem trwała jednak już wcześniej. Przeciwko pomysłowi protestowali historycy, naukowcy, żydowscy intelektualiści. Członkowie Fundacji tego głosu nie chcieli słyszeć. 15 stycznia odbyło się posiedzenie jury, podczas którego wybrano najlepszy projekt. Wyniki zostaną ogłoszone 4 lutego w Muzeum Polin.

„Inicjatywa [ta] będzie odebrana jako ustawianie biegu z przeszkodami przez ławeczkę Karskiego, ścieżkę Sendlerowej i pomnik Sprawiedliwych, aby wbić do głowy odwiedzającym muzeum, jak bardzo Polacy troszczyli się w czasie okupacji o swoich żydowskich współobywateli,” mówił prof. Jan Tomasz Gross podczas konferencji „Pamięć i odpowiedzialność”.

„Przecież wszędzie budowane są pomniki tych, którzy zasługują na szacunek i wieczną pamięć; którzy mają być wzorem dla potomnych. I są one sytuowane w takich miejscach, gdzie będą komentarzem do historycznych wydarzeń,” odpowiada mu w swoim felietonie opublikowanym 17 stycznia w GW, Adam Michnik.

Pomysł budowy pomnika Sprawiedliwych przy Muzeum Historii Żydów Polskich pojawił się na jesieni 2013. Wówczas Zbigniew Rolat, pomysłodawca pomnika i jeden z jego głównych sponsorów, przedstawił swój projekt przebywającemu z wizytą w USA prezydentowi Bronisławowi Komorowskiemu. Prezydent ideę poparł. Szybko zawiązał się komitet budowy pomnika. W 2014 ogłoszono konkurs na projekt. W tym roku Sprawiedliwi zostaną upamiętnieni.

„Pan Rolat nie jest związany z polskimi środowiskami żydowskimi, nie uzgadniał lokalizacji z nami. Jesteśmy traktowani przedmiotowo i to nas bulwersuje,” mówił w listopadzie 2013 cytowany przez Rzeczpospolitą Jan Śpiewak.

„Już w tej chwili w naszym otoczeniu mamy ok. dziesięciu pomników i tablic związanych z cierpieniem Żydów. Uważamy, że warto znaleźć bardziej godną lokalizację dla nowego pomnika,” mówił Rzeczpospolitej były rzecznik prasowy MHŻP Piotr Kossobudzki. Podkreślał on, że zbyt wiele podobnych obiektów na małym terenie spowoduje walkę o uwagę przychodzących osób.

Dziś nowy dyrektor MHŻP Dariusz Stola inaczej patrzy na tę sprawę. „Mam wrażenie, że krytycy tej idei krytykują jakiś inny pomysł. Nie znam żadnego powodu, by sprzeciwiać się inicjatywie grupy polskich Żydów ocalonych z Zagłady, którzy tak właśnie chcą wyrazić swą wdzięczność i przypomnieć wszystkim o bohaterstwie Sprawiedliwych,” mówił w wywiadzie udzielonym GW w sierpniu 2014.

„Jeżeli chodzi o to miejsce, to powiedziałbym, że jest jednym z ostatnich, w którym taki pomnik powinien stać. Getto jest – nazwijmy to – malutkim rezerwatem żydowskiej pamięci, który powinien być poświęcony żydowskiemu umieraniu, odbywającemu się w obliczu braku pomocy. Nie tylko zresztą pomocy. Skoro już mówimy o tej lokalizacji, to jest to miejsce masowych rozstrzeliwań Żydów po upadku getta. To było miejsce kaźni Żydów wyłapywanych w Warszawie po upadku getta w 1943 i 1944. Można powiedzieć, że prochy Ringelbluma są dziś w miejscu, gdzie stoi Muzeum Historii Żydów Polskich. Wiem, że organizatorom chodzi o to – jak to jeden z nich powiedział – żeby wielu ludzi to obejrzało. Ja to rozumiem, ale jeśli chodzi o duży ruch, to mogą ten pomnik postawić na Okęciu lub przy Rotundzie,” mówił w wywiadzie dla Jewish.org.pl prof. Jan Grabowski.

„Pomnik wdzięczności dla ratujących ma stanąć wśród prochów tych, którym nikt nie pomógł i nie zamierzał pomóc. Prowadzony tu spór o symbole wypiera konkrety. Zasłania namacalność losu Żydów, którzy w tym i innych miejscach umierali w krańcowej samotności. Tuż obok na przykład, pod kopcem usypanym z gruzów, leżą kobiety i mężczyźni znani w części z imienia i nazwiska, niektórzy także z fotografii. Łącznie ponad sto osób. Prócz osób cywilnych są wśród nich żołnierki i żołnierze Żydowskiej Organizacji Bojowej wraz z komendantem Mordechajem Anielewiczem,” zaznacza Elżbieta Janicka w wywiadzie dla portalu lewica.pl.

„Ten symbol odbiera głos tysiącom istniejących żydowskich świadectw i liczniejszym jeszcze tym, które nie zostały zapisane, ponieważ ich bohaterowie nie przeżyli, i które nie są opowieścią o Sprawiedliwych, lecz o szantażach, donosach, wykorzystaniu, wyrzuceniu, wytropieniu, ograbieniu i śmierci,” pisały w liście otwartym Elżbieta Janicka, Helena Datner, Bożena Keff.

Przeciwko lokalizacji pomnika była też Fundacja Monumentum Iudaicum Lodzense. Pod listem w tej sprawie wystosowanym 8 kwietnia 2013 podpisali się: Jan Jagielski, Leon Kelcz, Symcha Keller, Monika Kern, Kamila Klauzińska, Xenia Modrzejewska-Mrozowska, Henryk Panusz, Sylwester Pawłowski, Mirosław Sopek, Marek Szukalak, Aleksandra Szychman.

„Nie polemizuję z czyjąś potrzeba wystawienia pomnika wdzięczności (Kostek [Konstanty Gebert – przyp. red.]mówi, że to ma być żydowski pomnik i za żydowskie pieniądze), ale kiedy chce się go stawiać na wspólnej przestrzeni, trzeba się liczyć i ze zdaniem innych, i z ich uczuciami. Natomiast mówienie o pomniku Rapaporta, że jest pomnikiem „powstańców, których było 220 na półmilionową masę mieszkańców getta” i że powstańcy gettowi są „równie niereprezentatywni” dla ogółu społeczności getta jak Sprawiedliwi dla społeczeństwa polskiego uważam za przykre i bolesne nadużycie,” pisała w kwietniu 2014 Paula Sawicka.

„Postawienie pomnika Sprawiedliwych na miejscu przesiąkniętym żydowskim cierpieniem może być odczytane – zapewne wbrew intencjom pomysłodawców – jako przejaw próżności i strachu. Oraz pychy, która wymaga, by “nasze” było na wierzchu. (…)Cierpienie wymaga ciszy i przestrzeni. Potrzebuje miejsca, by można było je w ogóle zauważyć. Nie można go pomijać czy lekceważyć, a tym bardziej zasłaniać lub zagadywać. Wokół budynku Muzeum powinien być obszar ciszy dedykowany Żydom warszawskiego getta – tym, którzy tutaj żyli, kochali, modlili się i zginęli w okrutny sposób. Tutaj powinna znaleźć się przestrzeń dla żydowskiego dziecka i jego matki – to jest ich miejsce i musimy je dla nich zostawić,” podkreślała prof. Barbara Engelking w kwietniu 2013.

„Jesteśmy (…) zdania, że to miejsce hołdu i pamięci nie powinno zostać wzniesione na szczątkach tych, którzy nie doczekali ratunku,” pisali przedstawiciele społeczności żydowskiej: Elżbieta Magenheim, Jan Śpiewak, Piotr Kadlčík, Piotr Wiślicki.

„W czasie Zagłady Polska miała więcej Sprawiedliwych niż jakikolwiek inny kraj europejski i nie wolno podważać tej prawdy. Polska miała też więcej ofiar niż jakikolwiek inny kraj europejski i tej prawdy również nie wolno podważać. Na liczby i zjawiska, które to ilustrują należy jednak spoglądać oddzielnie. Poprzez ich zestawianie, jedne zaczynają przeczyć drugim i z oczywistej prawdy tworzymy zbędne dwuznaczności. Pomniki Sprawiedliwych powinny być wznoszone, ale nie obok pomników ofiar. Pamięć musi być zachowana, nie atakowana,” uważa rabin Joseph A. Polak.

km


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


O ludobójstwach w ONZ

O ludobójstwach w ONZ

PMA-B


Fot. Zofia Waślicka

Z okazji zbliżającej się 70. rocznicy wyzwolenia niemieckiego nazistowskiego obozu koncentracyjnego i zagłady Auschwitz w siedzibie Organizacji Narodów Zjednoczonych w Nowym Jorku otwarto wystawę pt. „Forbidden Art” (Sztuka zakazana). Przed otwarciem odbyła się także specjalna sesja poświęcona przeciwdziałaniu ludobójstwom.

W dyskusji zorganizowanej przez Stałe Przedstawicielstwo RP przy ONZ wzięli udział m.in.: Zastępca Sekretarza Generalnego ONZ Jan Eliasson, Polski Ambasador przy ONZ Bogusław Wind, Ambasador USA przy ONZ Samantha Power, Ambasador Izraela przy ONZ Ron Prosor oraz dyrektor Muzeum Auschwitz dr Piotr M.A. Cywiński. W trzygodzinnym spotkaniu wzięło udział ponad 150 osób, głównie przedstawiciele poszczególnych państw przy ONZ.

Dyrektor Cywiński podkreślił, że z Organizacją Narodów Zjednoczonych wiązano po wojnie wielkie nadzieje. — Ufano, że ten ‘światowy żandarm’ zapobiegnie odrodzeniu się ludobójczych konfliktów — powiedział. — Historia pokazała, że niestety tak się nie stało. Zatem refleksja nad globalną odpowiedzialnością w obliczu ludobójstwa wydała mi się zupełnie nierozłączna od 70. rocznicy wyzwolenia Auschwitz-Birkenau — dodał dyrektor Cywiński.

Przygotowana przez Muzeum ekspozycja „Forbidden Art” prezentuje historie 20 dzieł sztuki wykonanych nielegalnie i z narażeniem życia przez więźniów niemieckich nazistowskich obozów koncentracyjnych. Na ekspozycji zobaczyć można znakomitej jakości fotografie prac artystycznych wykonanych przez więźniów.

Ekspozycja podzielona została na dwie części. W pierwszej ukazane są obozowe realia — różne sceny z funkcjonowania obozu, a także portrety więźniów. W drugiej natomiast zobaczyć można różne formy ucieczki od obozowej rzeczywistości: karykatury, album z życzeniami, czy też bajki pisane przez więźniów dla swoich dzieci.

Marcin Chumiecki, dyrektor Polskiej Misji w Orchard Lake, dzięki współpracy z którą wystawa „Forbidden Art” prezentowana jest w Stanach Zjednoczonych podkreślił, że ekspozycja ta w bardzo namacalny sposób przekazuje świadectwo Auschwitz w Stanach Zjednoczonych.

Ekspozycja pokazuje prace Zofii Stępień, Haliny Ołomuckiej, Józefa Szajny, Franciszka Jaźwieckiego, Włodzimierza Siwierskiego, Mieczysława Kościelniaka, Petera Edela, Josefa Sapcaru i innych nie zawsze znanych z imienia i nazwiska więźniów. Powiększone i podświetlone reprodukcje fotograficzne zostały umieszczone w specjalnie zaprojektowanych drewnianych panelach wystawowych, które nawiązują do architektury obozowych baraków. Każdej pracy towarzyszy komentarz historyczny oraz fragmenty archiwalnych relacji.

„Jak uchwycić i wyrazić to co niewyobrażalne? Jak przedstawić całe piekło Auschwitz za pomocą minimalnych środków wyrazu i w atmosferze wiecznego strachu? Jak pokazać strach, bezradność i rozpacz, ale tez tęsknotę za wolnością? Jak w nieludzkim świecie Auschwitz nie zatracić człowieczeństwa i resztek godności? Prezentowane na wystawie prace, próba zmierzenia się artystów z obozowym doświadczeniem, w jakimś stopniu pozwalają odpowiedzieć na te pytania” — czytamy w folderze towarzyszącym ekspozycji.

Prezentacja wystawy „Forbidden Art” w Nowym Jorku możliwa jest dzięki współpracy Muzeum oraz Polskiej Misji w Orchard Lake, a także Stałego Przedstawicielstwa RP przy ONZ oraz Konsulatowi Generalnemu RP w Nowym Jorku. Ekspozycję oglądać można do końca lutego.


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Kim był Alan Turing? Gra tajemnic ojca komputerów

Kim był Alan Turing? Gra tajemnic ojca komputerów

Katarzyna Burda


Alan Turing Benedict Cumberbatch Gra tajemnic  fot./ źródło: Materiały prasowe

Alan Turing Benedict Cumberbatch Gra tajemnic fot./ źródło: Materiały prasowe

Człowiek, który w pełni odkodował szyfr Enigmy był geniuszem, którego zniszczyła fala uprzedzeń i nienawiści. Dziś dzięki podbijającej kina “Grze Tajemnic”, 60 lat po samobójczej śmierci Alan Turing wdziera się do pamięci mas.

W nominowanej do Oscara “Grze tajemnic” wcielający się w Turinga Benedict Cumberbatch jest aspołeczny, intrygujący i irytujący zarazem. Dokładnie tak jak genialny brytyjski matematyk, który na ekranie buduje monstrualna maszynę i wykorzystując osiągnięcia polskiego wywiadu, oraz trójki naszych genialnych matematyków Mariana Rejewskiego, Jerzego Różyckiego i Henryka Zygalskiego oraz własny intelekt buduje maszynę zdolną odczytać szyfr niemieckiej maszyny kodującej Enigma

Kim był człowiek, który jak wyliczają angielscy historycy pozwolił skrócić wojnę o mniej więcej 2 lata i zaoszczędzić życie milionów ludzi, a jednocześnie z zimną krwią wyliczył algorytm dzięki, któremu Niemcy nie zorientowali się, że ich depesze są odczytywane? Mimo, że dla wielu jego rodaków oznaczało to śmierć w ruinach bombardowanych angielskich miast i arktycznych konwojach? Dlaczego o jego wkładzie w wojenny wysiłek długo milczano? Wreszcie kim był człowiek, który tylko i wyłącznie ze względu na orientację seksualną został poddany chemicznej kastracji, która doprowadziła go do samobójstwa

Czytaj dalej tu: Kim był Alan Turing?


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


SALTO – film

SALTO

Film po rekostrukcji cyfrowej


Reżyseria: Tadeusz Konwicki
Rok produkcji: 1965 r.
Muzyka: Wojciech Kilar
Obsada: Zbigniew Cybulski, Jerzy Block, Gustaw Holoubek, Irena Laskowska
Opis: Akcja filmu rozgrywa się w prowincjonalnym miasteczku, bardzo podobnym do tego, które Konwicki opisywał w wydanej dwa lata wcześniej powieści “Sennik współczesny”. Podobnie jak tam, także i tu sprawia ono wrażenie położonego na pograniczu jawy i snu, surrealistycznej fantazji i rzeczywistości. Pewnego dnia w miasteczku pojawia się tajemniczy mężczyzna. Przedstawia się jako Kowalski – Malinowski. Zdumionym mieszkańcom przedstawia różne wersje swej biografii. Jednym mówi, że walczył na wojnie, innym, że się ukrywa i grozi mu niebezpieczeństwo. Niepostrzeżenie jego fałszywa legenda burzy senne życie odludnej osady.


Piotr Pazinski

Piotr Pazinski

W najnowszych Sieciach Piotr Zaremba żegna Tadeusza Konwickiego i wspomina film ‘Salto’. Tak się akurat składa, że ja również od 10 dni zajmuję się żegnaniem Konwickiego i czytam kolejne jego książki i przypominam sobie filmy. I zdaje się, że podobnie jak Zarembie ‘Salto’ towarzyszy mi właściwie od zawsze, bo jakbym nie wysilał pamięci, to mam przed oczami scenę, w której Kowalski-Malinowski ucieka z miasteczka, a tłum lokalsów obrzuca go jabłkami. Właśnie tę, a nie ekstatyczny taniec na wieczornicy.

To jeden z obrazów o rozstrzygającym znaczeniu, przynajmniej dla mnie. I podobnie jak Zaremba, wciąż nie jestem pewien, czy rozumiem ‘Salto’, ale spostrzegam, na jak bardzo różnych polach prowadzimy interpretacyjne dociekania. Dla Zaremby – oprócz ponadczasowego niepokoju – to film o Polakach z roku 1965, zarażonych wojną, ale i zniszczonych komunizmem. A ja znów dostrzegam, że jest to film o zagładzie Żydów i żydowskiej nieobecności. Kiedyś chyba tego nie rozumiałem, potem zobaczyłem, już na dorosłych seansach ‘Salta’. Podmienione nazwiska, tu i ówdzie rzucone aluzje Holoubka, źe jest ocaleńcem, tajemnicza Rocznica (wywózki, likwidacji, katastrofy?), dom kultury w dawnej synagodze, szukanie skarbów w ziemi, rozmazana czy też zaburzona pamięć, daleka niepewność, kto w ‘Salcie’ żyje, a kto jest trupem, i kto jest, a kto nie jest Żydem, i kto jest czyim dybukiem… Rzecz prosta, nie twierdzę, że trop zagładowy jest jedyny, jest tu oczywiście i obraz rozbitego społeczeństwa epoki gomułkowskiej i widmo zagłady nadchodzącej z przyszłości (miasteczko ma zniknąć, bo w pobliżu powstaje kopalnia uranu), a może i krytyka komunizmu, ale krępująca i namacalna NIEOBECNOŚĆ wskazują, w moim poczuciu, właśnie na Zagładę. Gdybym miał rację (przegadaliśmy o tym wczoraj kawał czasu z Adamam Lipszycem i doszliśmy do wniosku, że mamy bardzo podobne intuicje), znaczyłoby to, że ‘Salto’, nakręcone pół wieku temu, jest pod wieloma względami filmem znacznie nowocześniejszym od ‘Pokłosia’ czy Idy’, a więc obrazów jakoś pasujących się z tematem żydowskim czy żydowsko-polskim. Niby żadna zaskoczka, ale jednak.


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Czytaj na wlasne ryzyko – “Ida” Oscar i Narodowcy.

Oscar dla morderców

Krzysztof Gędłek


Oscar dla morderców

Budzący zachwyt polskich salonów film „Ida” to nic innego jak wyjątkowo wredna opowiastka usprawiedliwiająca komunistyczną zbrodniarkę. Jakie wrażenie odniesie światowa societa kulturalno-polityczna, zobaczywszy ów obraz? Że Polacy to żądna żydowskiej krwi i kasy dzicz, która sama zasłużyła sobie na wszystkie cierpienia, zadane jej po wojnie przez czerwonych katów.

Jeszcze nie zamilkły echa trąb radośnie wieszczących nam kolejne nagrody otrzymywane w Europie przez film Pawła Pawlikowskiego, a już słyszymy o kolejnej wielkiej szansie stojącej przed obrazem – możliwości zdobycia przezeń Oscara. Być może nawet niejednego, wszak obok nagrody dla najlepszego filmu zagranicznego, jest też ponoć szansa na statuetkę dla Agaty Kuleszy za najlepszą rolę drugoplanową – komunistycznej prokurator. Wszystko to ma, a jakże, wypromować Polskę. Zachwyciwszy się więc kolejnymi sukcesami na międzynarodowej arenie, komentarzami zagranicznych krytyków, oklaskami nie-polskojęzycznej publiki, wielu naszych rodaków chrząknie z zadowoleniem, że o to zobaczyli nas znów na świecie, bo co jak co, ale polskie kino w końcu musi dać się polubić.

Figa z makiem, szanowni Państwo. Oto bowiem „Ida” – choć nakręcona bardzo dobrze – nie jest filmem polskim i każdy, komu choć trochę drży serce na słowo „Ojczyzna” niechaj pogodzi się z tym, że sukces obrazu Pawlikowskiego to część wielkiej kampanii fundowanej nam przez „elity III RP”. Kampanii pod hasłem: „rzucajmy łajnem do własnego gniazda”. Ale po kolei.

Ach, ten biedny zbrodniarz…

O czym jest „Ida”? O wybielaniu morderców Polaków walczących z komunistycznym systemem. Nie oficjalnie, rzecz jasna. Z pozoru bowiem obraz ma być refleksyjną strawą dla koneserów – dramatyczną fabułę trącącą typowym, europejskim kinem psychologicznym w stylu naszego Kieślowskiego, zobrazowano ponurymi, czarno-białymi kadrami.

Jak Ci nie wystarczylo to czytaj dalej tu: Oscar dla morderców


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com