Archive | 2015/01/28

Szef Światowego Kongresu Żydów o polskim antysemityzmie

Szef Światowego Kongresu Żydów o polskim antysemityzmie

Jerzy Haszczyński


Ronald S. Lauder

Ronald S. Lauder

Mało go dostrzegam w dzisiejszej Polsce – mówi Ronald S. Lauder. I obiecuje wsparcie walki z „polskimi obozami”.

„Rzeczpospolita” zapytała przewodniczącego Światowego Kongresu Żydów, który przyjeżdża na obchody 70. rocznicy wyzwolenia obozu Auschwitz, o to, jak Polska wypada w porównaniu ze starą Europą Zachodnią, jeżeli chodzi o antysemityzm?

Ronald S. Lauder: – Dostrzegłem mało antysemityzmu w Polsce. Polacy tyle przeszli, widzieli horror w obozach koncentracyjnych, tak że trudno im już się widzieć w roli antysemitów. Poza tym społeczność żydowska w Polsce jest mała w porównaniu z tymi na Zachodzie.

Co niepokoi pana w Polsce najbardziej w kwestii antysemityzmu?

Tak bardzo się nie niepokoję, bo współpracuję z polskim rządem, który jak sadzę, jest bardzo dobry, a ludzie, których spotkałem, między innymi w mediach, wykazywali tak daleko idące zrozumienia dla tego problemu, że trudno mi powiedzieć, co mnie najbardziej niepokoi. Jeżeli naprawdę coś, to boję się antysemityzmu o podstawach ekonomicznych. Częściowo antysemityzm wynika ze złej sytuacji gospodarczej, która powoduje, że ludzie szukają kozła ofiarnego i znajdują go w społeczności żydowskiej.

Jaka jest przyszłość wspólnoty żydowskiej w Polsce?

Sądzę, że będzie rosła. Gdy przyjechałem do Polski po raz pierwszy, 20-30 lat temu, społeczność żydowska była bardzo mała i bardzo wiekowa. Teraz widzę, w związku z tym, że mam szkołę w Warszawie z żydowskimi uczniami, wzrastającą ilość rodzin żydowskich w Polsce, co jest wspaniałe.

Jakie miał pan skojarzenia z Polską, gdy przyjechał pan po raz pierwszy?

Wtedy tylko związane z tragiczną historią, ale im bardziej się Polsce przyglądałem, tym bardziej mi się podobała. Poznawałem ludzi mocnych i inteligentnych. O dzisiejszej Polsce mogę mówić tylko dobre rzeczy.

Polska walczy z niesprawiedliwym i kłamliwym określeniem pojawiającym się za granicą „polskie obozy śmierci”. Jak pan reaguje, gdy pan słyszy o „polskich obozach”?

Nie wiedziałem wystarczająco dużo o tym. Pan napisał jeden z artykułów, w których ten problem dokładnie opisano.

Moglibyśmy razem coś w tej sprawie zrobić?

Oczywiście. Myślę, że jak się spotkamy osobiście, to znajdzie pan we mnie dobrego sojusznika.

(rozmowa przeprowadzona telefonicznie)

Ronald S. Lauder jest przewodniczącym Światowego Kongresu Żydów, reprezentującego wspólnoty z 100 krajów. Jest filantropem, szefem fundacji swojego imienia, działającej też w Polsce. W przeszłości pracował w administracji amerykańskiej, był ambasadorem USA w Wiedniu. 421 na liście najbogatszych ludzi świata sporządzonej przez „Forbesa” (3.8 mld dolarów).


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Holocaust, którego nikt by nie zauważył

Holocaust, którego nikt by nie zauważył

Daniel Greenfield
Tłumaczenie: Małgorzata Koraszewska


Podczas gdy gazety zachodnie debatują, czy przedrukować karykatury Mahometa, czy nie, w Nigerii Islamskie Państwo Nigerii znane jako Boko Haram zmasakrowało około dwóch tysięcy ludzi w najkrwawszym jak dotąd zamachu tej grupy muzułmańskiej.

Ci, którzy przeżyli, opisali, jak Państwo Islamskie zorganizowało sprawne zespoły zabijania i masakrowało wszystkich z okrzykami “Allahu Akbar”. Jeden z ocalonych opowiadał: “Pięć kilometrów szedłem potykając się o martwe ciała, aż doszedłem do wsi Malam Karanti, która także była opuszczona i spalona”.

Istnieje na to słowo. Jest nim – ludobójstwo.

Islamskie Państwo Nigerii zabiło w zeszłym roku, według doniesień, dwa tysiące ludzi. W tym roku zrobili to w ciągu jednego tygodnia. Nie zwracamy jednak uwagi na to, co dzieje się w Nigerii, chyba że jest hasztag. Nikt jeszcze nie wymyślił sprytnego hasztagu na morderstwo dwóch tysięcy ludzi. #Bringbackourdead nie działa zbyt dobrze.

Następnym celem Państwa Islamskiego jest Maiduguri, największe miasto w Borno z populacją ponad miliona mieszkańców. Jeśli padnie Maiduguri, znane jako „Dom pokoju”, liczba ofiar śmiertelnych będzie przerażająca.

Katolicki arcybiskup, Ignatius Kaigama, ostrzega, że zabijanie na zakończy się w Nigerii. „Rozszerzy się. Dojdzie do Europy i gdzie indziej”.

Oczywiście już doszło, ale nie na tę samą skalę.

“Pewnego dnia zdobędziemy Europę. Nie jest to kwestia czy zdobędziemy Europę, a tylko kwestia tego, kiedy to się zdarzy” – mówił rzecznik Państwa Islamskiego. „Europejczycy powinni wiedzieć, że kiedy przyjdziemy, nie będzie to w uprzejmy sposób. Będzie to z naszą bronią”.
“Ci, którzy nie nawrócą się na islam lub nie zapłacą podatku islamskiego, zostaną zabici”.

Wyobraźcie sobie, że płonące miasta i wsie nie są w Nigerii lub Syrii. Wyobraźcie je sobie we Francji lub w Szwecji. Skok nie jest aż tak wielki od zbrojnych komórek przeprowadzających zamachy do zbrojnej milicji zdobywającej całe miasta i wsie. Są to różne etapy tego samego konfliktu.

Al-Kaida w Iraku w jedno dziesięciolecie przeszła od grupy terrorystycznej, przeprowadzającej zamachy samobójcze, do kierowania państwem. To samo zrobił Hamas w Izraelu. Już są strefy w Europie, które są pod kontrolą nieoficjalnej policji szariatu. Francja ma mniej muzułmanów niż Nigeria i ma stabilniejszy rząd z profesjonalną policją i armią. Te dwa czynniki są jedynymi, które trzymają na dystans islamskie ludobójstwo.

Masakr we Francji dokonał ten sam rodzaj ludzi i ruchów, którzy są odpowiedzialni za morderstwa w Nigerii i Iraku. Po prostu nie są jeszcze wystarczająco zorganizowani i nadal zbyt mało liczebni, by prowadzić ludobójstwo na tę samą dużą skalę, na jaką prowadzą je w Nigerii, Syrii i Iraku.

Dwa Państwa Islamskie, jedno w Nigerii i drugie w Iraku/Syrii są zaangażowane w ludobójstwo. Obama zwlekał z reakcją na ISIS do czasu, kiedy już dokonywało ludobójstwa i ruszało na Bagdad. Jego ludzie zrobili wszystko, co możliwe, by uniknąć reagowania na ludobójstwo dokonywane przez Boko Haram w Nigerii.

Mamy tu zwykłe wymówki: rządy centralne są skompromitowane, niekompetentne i skorumpowane, jedyne możliwe rozwiązanie jest polityczne, prawdziwym problemem jest bieda. Tymczasem zabijanie ludzi i zaprzeczanie faktom trwa.

Czytaj dalej tu: Holocaust, którego nikt…


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Acknowledge the righteous Muslims

Acknowledge the righteous Muslims

Robert Satloff


Several years ago, I walked up a dimly lit staircase in a working-class district of Paris and knocked on the door of a cramped, two-room apartment. There, I met Joseph Naccache, an elderly, bedridden Jew. I had found Joseph’s name on a list of survivors of Nazi labor camps in his native Tunisia and I had come to interview him on his wartime experience.

Joseph had not had an easy life, either in Tunisia or his adopted France, and he was full of bitterness and melancholy. Muslims were among the chief villains. They had cheered when the Germans paraded Jews through the streets of Tunis en route to forced labor, he said; and two generations later, they were now hounding Jews in the streets of Paris. He had escaped a Muslim land, Joseph said ruefully, but he was still in a land of Muslims.

And then, almost as an afterthought, he reminded himself about a Muslim named Hamza Abdul Jalil who, he said, saved his life. This is the story of Hamza and Joseph.

In the warren-like neighborhood of Tunis where Joseph lived, where the sounds of stonecutters and street merchants competed with the muezzin’s call to prayer, the center of social activity was the hammam, or Turkish bathhouse. More than just a place to wash, it was a gathering spot where men and women (separately) shared news, spread gossip, told jokes and relaxed.

On the main street near the narrow alley where the Naccache family lived, Hamza Abdul Jalil owned just such a hammam. The family-owned bathhouse was where both Jews and Muslims sat side by side on low benches, filling bucket after bucket of steaming hot water.

It was December 1942, a month after the first German troops arrived in Tunis, when the SS ordered Jewish men to gather for forced labor. When few showed up voluntarily, Nazi troops went from synagogue to synagogue, hospital to hospital, even house to house to find Jewish men and drag them to perform such deadly tasks as clearing bombs and repairing runways in the middle of Allied air raids.

Hamza Abdul Jalil knew that it was a dangerous moment for the Jews of his neighborhood. When the roundup of Jews began, Hamza told Joseph that if he ever needed a place to hide, he should come to the hammam. When Joseph began to fear that the German dragnet was closing in, he took Hamza up on his offer. For two weeks, Hamza protected him deep inside the labyrinth of the hammam, providing refuge and food, so that Joseph could evade his pursuers. Hamza neither requested nor accepted any payment.

After he left the hammam for another hiding place, Joseph was eventually captured by the Germans and sent to labor camps in the Tunisian hinterland. A lifetime later, he still remembered the kindness of the proprietor of the local hammam.

“One cannot say that the entire world was evil,” Joseph told me. “Some people were kind. Some were humane.”

Soon after I heard this story, I traveled to Tunis and looked for the hammam. It was right where Joseph said it would be. And, almost frozen in time, I found the current proprietor sitting in the small entryway. He was Faruq Abdul Jalil, Hamza’s son.

After I told Faruq why I had come, he apologized that he had not before heard this story about his father. But it made sense, he said. Why would his father help Joseph? This elderly Tunisian man, dressed in a felt cap similar to the traditional fez worn by his father in a picture that hung on the wall, answered matter-of-factly: “He hid Mr. Naccache because Muslim and Israelites – ‘Jews’ as you call them – they were almost like brothers.”

I was reminded of this story reading of the heroism of Lassana Bathily, the Malian-born Muslim man who saved up to 15 people, including many Jews, by hiding them in a freezer in the besieged kosher market attacked in Paris a few weeks ago. “Yes, I helped the Jews. We are brothers,” he told an interviewer. “This is not a question of Jews, Christians or Muslims, we are all in the same boat.”

These stories are important. To be sure, they should not be used to gloss over the real dangers posed by what French prime minister Manuel Valls bluntly calls “radical Islamism” or to inflate the numbers of righteous heroes – Muslim and otherwise – willing to risk their lives to save innocents, whether during the Holocaust or today. Rather, the reason to retell these stories as loudly and often as possible is as a compelling reminder of the power of free choice. People who take mainstream ideas like nationalism or Islam and warp them into the extremes of fascism or jihadism are making a choice. And people who stand tall in the face of those who tyrannize others on the basis of those warped extremes are making a choice, too.

As the French beef up their counterterrorism units and the Americans dispatch more special forces “advisers” to Iraq and Syria, the central reality remains that the battle raging from Paris to Raqqa will be won when more people – in this case Muslims – make the choice that Hamza and Lassana both made.

Robert Satloff is the executive director of the Washington Institute for Near East Policy. This commentary was written for THE DAILY STAR.
A version of this article appeared in the print edition of The Daily Star on January 27, 2015, on page 7.


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com