Archive | January 2018

Netanyahu trip highlights India’s tiny Jewish community

Netanyahu trip highlights India’s tiny Jewish community

PETER HUTCHISON


Shrinking population, dating back some 2,000 years, hopes the Israeli PM’s week-long visit will boost its profile

Members of the Indian Jewish community attend a morning prayer service at the Magen David Synagogue in Mumbai, January 9, 2018. (AFP Photo/Indranil Mukherjee)

MUMBAI, India (AFP) — Prime Minister Benjamin Netanyahu will make an emotional visit this week to a Jewish center targeted in the 2008 Mumbai attacks, in a trip that India’s tiny and shrinking Jewish community hopes will boost its profile.

Netanyahu will talk trade in New Delhi and marvel at the Taj Mahal before rounding off his visit in Mumbai, where the majority of India’s estimated 4,500 Jews live.

There he will accompany 11-year-old Moshe Holtzberg as the boy returns for the first time to the house where his parents were killed in the 2008 terror attacks that left 166 people dead.

At Mumbai’s Magen David synagogue, worshipers were excited about the first visit to India by an Israeli leader in almost 15 years.

“It’s very good news for us. We’re very lucky to get to see the prime minister over here,” Joel Gershon Awaskar told AFP after concluding his morning prayers.

Members of the Indian Jewish community attend a morning prayer service at the Magen David Synagogue in Mumbai, January 9, 2018. (AFP Photo/Indranil Mukherjee)

Netanyahu will be only the second Israeli prime minister to visit India and the first since Ariel Sharon in 2003. The visit comes six months after Indian leader Narendra Modi toured Israel.

Jonathan Solomon, chairman of the Indian Jewish Federation, said the reciprocal visits and warm ties between the two countries are of the “utmost importance” to Jews in India.

“The closer the cooperation, the closer the Jewish community in India feels to Israel. So we feel recognized and we feel secure,” he said.

It is not just recognition from abroad that many Indian Jews crave.

Although historians believe Jews first arrived in India 2,000 years ago, their descendants today say they are virtually unknown in a country where they are hugely outnumbered by Hindus, Muslims, Sikhs, Christians, Buddhists, Jains and Zoroastrians.

Nor are Jews officially recognized as a minority community by India’s government.

‘We’ll become well known’

India is in fact home to several distinct Jewish groups.

These include Bene Israelis, who have the longest history in India, and Baghdadi Jews, who fled persecution in the Middle East in the 18th and 19th centuries.

Although there are no official figures, academics say India’s Jewish population peaked at around 20,000 in the mid 1940s.

Numbers have dwindled rapidly because of emigration since the creation of Israel in 1948.

Members of the Indian Jewish community attend a morning prayer service at the Magen David Synagogue in Mumbai, January 9, 2018. (AFP Photo/Indranil Mukherjee)

read more: Netanyahu trip … India’s…


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Marzec’68. Sprzątanie wspólnej pamięci

Marzec’68. Sprzątanie wspólnej pamięci

Agnieszka Dauksza


Fot. Krzysztof Wojciewski

Chciałabym się cofnąć, żeby posprzątać naszą wspólną pamięć – lub może raczej przeciw tym, którzy wspólną pamięć chcą zawłaszczyć – chciałabym krzyknąć: ja pamiętam inaczej – pisze Lidia Burska w książce “Awangarda i inne złudzenia. O pokoleniu ’68 w Polsce”.

“Awangarda i inne złudzenia. O pokoleniu ’68 w Polsce”
Lidia Burska
słowo/obraz terytoria, Gdańsk 2012

Za niespełna dwa miesiące minie pół wieku od wydarzeń Marca 1968. Zapewne będziemy świadkami niepokaźnych uroczystości państwowych, czytelnikami zdawkowych not prasowych i słuchaczami kilku dyskusji uniwersyteckich. To wariant optymistyczny, bo jest jeszcze inny scenariusz: wydarzenia sprzed 50 lat zostaną „przepisane” zgodnie z aktualnymi trendami polityki pamięci, będą rewaloryzowane i rekonstruowane ze znaczącym przesunięciem, na przykład z użyciem innych aktorów. Podczas oczekiwania rozwoju wypadków warto jeszcze raz rozważyć konsekwencje ’68 r. i zadać pytanie, czy można dziś mówić o ciągłości oddziaływania marcowego dziedzictwa.

Awangarda i inne złudzenia

Dobrym punktem wyjścia do tych refleksji jest książka Lidii Burskiej. Autorka – przez lata pracująca w Instytucie Badań Literackich PAN – zmarła w 2008 r., nie ukończywszy książki. Dzięki staraniom jej bliskich tom został wydany w 2012 r. Zasadniczo składa się z dwóch obszernych części – pierwszej, poświęconej pokoleniu studentów inicjujących wydarzenia ’68 r. oraz rekonstruującej przyczyny, przebieg protestów oraz ich skutki, z reperkusjami włącznie. Część druga dotyczy literatury, cenzury, poetów Nowej Fali i przemian ich języka.

Jest to dziwna historia, nietypowa i niełatwa do sklasyfikowania.
Wykracza bowiem poza języki politologii, historii i socjologii,
czerpie z literaturoznawstwa, filozofii i historii idei.

U Burskiej granice dyscyplin się zacierają, priorytetem jest zbliżenie się do wydarzenia jako pasjonującego i wciąż nie dość opisanego fenomenu. Chodzi zresztą nie tylko o Marzec jako punkt centralny czy radykalne cięcie, ale też o szerszą tendencję, która według autorki obejmuje w istocie dziesięciolecia: rok 1968 wciąż trwa, żyjemy bowiem w świecie będącym konsekwencją zainicjowanych wówczas przemian świadomości.

Burska ewidentnie jest pod wpływem 1968 r. i choć wydarzenia marcowe
nie były jej doświadczeniem, odnosi się do nich z estymą i sentymentem.

Wyczuwalna jest fascynacja „młodymi, silnymi, zdolnymi”, jak autorka określa m.in. Michnika, Szlajfera, Barańczaka, Krynickiego, Kornhausera, Karaska i Zagajewskiego. Narracja o realiach pomarcowych poświęcona jest zatem konkretnym jednostkom, gdyż ten, kto pisze o buntownikach roku 68 (…), staje się związany ich opowieścią.

Jednocześnie jest to przede wszystkim narracja o wspólnocie, którą ukonstytuowało doświadczenie marcowe. Świadectwa protestujących wskazują na atmosferę intensywności, determinacji i euforii tamtych dni. Zawiązująca się wspólnota emocjonalna poruszyła zresztą szersze (choć nie szerokie) kręgi społeczeństwa.

Burska przytacza słowa Jana Walca, który się zarzeka: Coś tak pięknego jak Marzec ’68 już się w moim życiu nie powtórzy, i relacjonuje liczne wspomnienia o ówczesnej aurze święta i karnawału, gdy profesorowie robili studentom herbatę, ludzie z ulicy, zamiast potępiać wichrzycieli, przynosili im jedzenie.

Strajkujących w Warszawie, Krakowie, Poznaniu i Wrocławiu wspierali kominiarze, kwiaciarki, mleczarze, licealiści, którzy oddawali im swoje śniadania, i krakowskie kwiaciarki, które ofiarowały białe i czerwone goździki tym, którzy przedzierali się ze strajkującego Uniwersytetu pod pomnik Mickiewicza. Wyjątkowe były także momenty interakcji z robotnikami, na przykład gdy jeden z nich przedostał się przez okno do protestujących i deklarował: Studenci, mnie do tego nikt nie upoważnił. Ale chciałem wam powiedzieć, że klasa robotnicza jest z wami, w reakcji na co wszyscy zebrani – jakby automatycznie – zaśpiewali „Międzynarodówkę”.

Mity a rzeczywistość wydarzeń Marca’68

Burska – choć daje się uwieść opowieściom marcowym – pozostaje jednak krytyczna wobec mitu roku ’68. I to na wielu poziomach. Jednym z przejawów jest obnażanie utopijnej wizji ogólnospołecznego i ponadklasowego charakteru protestów, gdyż – jak przekonuje autorka – zbiorowa świadomość pokolenia była w istocie świadomością niszową ludzi wykluczonych i napiętnowanych.

Burska wyraźnie akcentuje zasadnicze problemy: izolację studentów, brak poparcia i obojętność większości społeczeństwa, często także wrogość – wynikającą ze strachu przed pogłębieniem represji, zideologizowania, antysemityzmu itd. Co więcej, staje się jasne, że wraz z końcem strajków minęła także euforia samych protestujących, co odsłoniło bliską perspektywę reperkusji i pomówień. Krystalizujące się doświadczenie studentów – opierające się dotąd na determinacji i grupowej solidarności – zostało teraz wzbogacone o piętnującą marginalizację, mściwość władzy, osamotnienie. Stygmatyzację pogłębiało „opluskiwanie” przez prasę: piszącą najpierw o nieodpowiedzialnych wystąpieniach studentów, do których dołączyły się elementy chuligańskie, co doprowadziło do zakłóceń w ruchu ulicznym i komunikacji w rejonie Krakowskiego Przedmieścia i Nowego Światu. Następnie pojawiała się dehumanizująca retoryka oraz dewaluowanie studentów jako bananowej młodzieży (…), której obce są potrzeby naszego społeczeństwa. Jak wiadomo, kolejnym stopniem propagandy była brutalna nagonka antysemicka. Choć Burska poświęca niewiele miejsca rozległym konsekwencjom tych aktów, czyni to jednak w jednoznacznym tonie. Z rozproszonych uwag da się wywnioskować, że według niej wypadki ’68 r. aktywowały przedwojenne nastroje antysemickie oraz kształtowały nowe postawy wrogości i podejrzliwości. Wyjazd około 13 tys. Żydów Burska podsumowuje relacją jednego z emigrantów wspominającego młodego żołnierza WOP, który podczas kontroli paszportów na granicy pytał: Co to dzisiaj? Cała Polska wyjeżdża?

Atutem opowieści Burskiej jest przedstawienie gruntownych podziałów ówczesnej sfery publicznej i sceny politycznej: od dogmatyków partyjnych, jawnych rewizjonistów i „komandosów”, ludzi o mentalności „podziemnej”, nieujawniających swoich poglądów, po tych, którzy obawiali się wszelkiego zaangażowania. Jak przekonuje autorka, pokolenie ’68 to nie tylko zwolennicy demokracji liberalnej i „miękkiej”, nieideologicznej lewicowości, jak większość komandosów i ich sympatyków, nie tylko sympatycy neokonserwatyzmu (…) – to również młoda kadra działaczy partyjnych, nawet aparatczyków, oraz rzecznicy powrotu do tradycji, pragnący uwodzić biologicznie silną polskością. Różnice światopoglądowe dotyczyły również samych protestujących i znacznie wykraczały poza wymiar „kłótni w rodzinie”, co z czasem ujawniało się coraz silniej. Trudno nie dopowiedzieć, że ówczesne rozdźwięki i podziały do dziś oddziałują na współczesną sferę polityczną.

Fot. materiały prasowe

Znaczenie polityki i kultury

Burska postrzega zmiany ’68 r. nie tylko przez pryzmat różnic, splotów i paraleli. Pisze również o zależnościach polityki i kultury: czasopismach, klubach, kabaretach, filmie, teatrze i literaturze, m.in. o Łódzkich Spotkaniach Teatralnych, FAM-ie w Świnoujściu, Teatrze Ósmego Dnia, Teatrze STU, Salonie Niezależnych, poezji Krynickiego, Barańczaka, Zagajewskiego, Kornhausera, Stabry, Karaska i innych. Właśnie poezja jest dla Burskiej głównym przewodnikiem w narracji o ’68 roku. Język jest w tym ujęciu rozpatrywany zarówno jako ofiara działania władzy, sprawca, środek propagandy i werbalnej przemocy, jak i świadek – także tworzywo poetyckie – „atrofii” form przekazu i „chorej komunikacji społecznej”. Książka jest więc pisana „z powodu wyrazów”, co zresztą wiąże się bezpośrednio z tytułową koncepcją awangardy, która nie jest tu pojęciem wyłącznie estetycznym, ale przede wszystkim przekraczaniem tego, co zastane, zmianą w polu polityczno-historycznym, intelektualno-artystycznym i społeczno-egzystencjalnym. Burska stawia tezę, że to właśnie zwątpienie w ideały rewolucji i socjalistycznej utopii – które według autorki przypadło mniej więcej na połowę lat 70. – przypieczętowało odwrót od mitu awangardy literackiej i światopoglądowej rozumianej jako wiara w postęp, możliwość korygowania doktryny, przemiana świadomości zbiorowej. Decydujący był więc moment, w którym bohaterowie pokolenia ’68 określili samych siebie jako politycznych opozycjonistów władzy.

Niedokończone dzieło

Z pewnością wyczuwalny jest brak kolejnych analiz i podsumowań, których Burska nie zdążyła napisać. Dlatego ważnym rozwinięciem lektury Burskiej może być tom wydany w 2016 r. nakładem Instytutu Teatralnego im. Zbigniewa Raszewskiego „1968/PRL/TEATR” pod redakcją Agaty Adamieckiej-Sitek, Marcina Kościelniaka i Grzegorza Niziołka. Wielu czołowych polskich badaczy rozważa w nim m.in. ówczesne napięcia społeczne, kontrkulturę, teatr „pomarcowy” i relacje rozmaitych aktantów – Kościoła, uniwersytetu, wspólnoty i partii, starając się jednocześnie uwolnić dyskurs o 1968 r. spod władzy dominującego fantazmatu (…) o tragicznym buncie, narodowym odrodzeniu i przezwyciężeniu społecznych antagonizmów. Choć autorzy „1968/PRL/TEATR” mówią na ogół innym językiem i bezkompromisowo odsłaniają wyparcia, wykluczenia oraz pominięcia reprezentacji ’68 r., to jednak zasadniczo ich perspektywa ma wiele wspólnego z opowieścią Burskiej: w obu przypadkach chodzi o próbę przedstawienia Marca jako – mówiąc słowami Niziołka – realnego, nieromantycznego, a czasami złowrogiego wyrazu społecznej emancypacji.

Trzeba jednak pamiętać, że niekiedy nie tylko uczestnictwo, ale też świadczenie jest mocnym gestem emancypacji. I z pewnością jest to przypadek Lidii Burskiej, która wyznaje: chciałabym się cofnąć, żeby posprzątać naszą wspólną pamięć – lub może raczej przeciw tym, którzy wspólną pamięć chcą zawłaszczyć – chciałabym krzyknąć: ja pamiętam inaczej.


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


US denies freezing millions in aid to Palestinian refugee agency

US denies freezing millions in aid to Palestinian refugee agency

ERIC CORTELLESSA
and TOI STAFF


Decision on slashing funds to UNRWA ‘under review,’ says State Department official; White House rebuffs report of missed January 1 deadline

Palestinians receive their monthly food aid at a UN distribution center in the Rafah refugee camp in the southern Gaza Strip in November 2012 (Abed Rahim Khatib/Flash 90)

WASHINGTON — Senior US officials on Friday denied reports that $125 million in aid to the UN’s Palestinian refugee agency had been frozen over Palestinian Authority President Mahmoud Abbas’s refusal to enter US-led peace talks with Israel.

“Contrary to reports that we have halted funding to UNRWA, the decision is under review,” a State Department official told The Times of Israel. “There are still deliberations taking place, and we have missed no deadline.”

Earlier on Friday, Channel 10 news reported that the $125 million in US funding should have been transferred to UNRWA by January 1, but was being held up because the White House is furious over the Palestinians’ reaction to President Donald Trump’s recognition of Jerusalem as Israel’s capital last month.

The TV report said that while the initial $125 million payment had been frozen, the administration was actually considering cutting altogether a total of some $180 million from its UNRWA payments — about half of the annual budget. It said a meeting on the issue took place at the White House on Friday, and that no final decision had been taken.

A White House official also responded to the TV report on Friday, confirming to The Times of Israel that no decision had been taken on the issue.

“There is no existing schedule that obligates the United States to provide specific amounts of aid to UNWRA on specific dates,” the statement said. “The decisions of when to provide aid in the fiscal year, and in what allocations, lie with the Secretary of State.”

“At this time, no such decisions have been made,” the official said.

US President Donald Trump speaking about his administration’s National Security Strategy at the Ronald Reagan Building and International Trade Center in Washington, DC, December 18, 2017. (SAUL LOEB/AFP)

Relations between Trump’s White House and the Palestinians have been tense since Trump’s December 6 announcement recognizing Jerusalem as Israel’s capital.

The declaration led Abbas to break off all contact with the Trump administration, and he has refused to meet with US officials regarding the peace process, including envoy Jason Greenblatt and Vice President Mike Pence.

On Tuesday, Trump threatened to cut off aid to the PA, asking why Washington should make “any of these massive future payments” when the Palestinians were “no longer willing to talk peace.”

The Palestinians rely heavily on international aid, with many analysts, including Israelis, saying such assistance helps maintain stability in a volatile region.

“We pay the Palestinians HUNDRED OF MILLIONS OF DOLLARS a year and get no appreciation or respect,” Trump tweeted. “They don’t even want to negotiate a long overdue peace treaty with Israel. We have taken Jerusalem, the toughest part of the negotiation, off the table, but Israel, for that, would have had to pay more.”

It was not immediately clear whether Trump was threatening all of the budget, worth $319 million in 2016, according to US government figures.

Illustrative: Palestinian girls at a UNRWA school in Gaza. (Abed Rahim Khatib/Flash90)

While Prime Minister Benjamin Netanyahu has yet to publicly address the reports about possible slashed American funding to UNRWA, Channel 10 reported Thursday that he is privately urging the US not to go through with the cuts.

The report said Netanyahu would publicly back the move, amid pressure from right-wing lawmakers such as Jewish Home leader Naftali Bennett, and in order not to undermine Trump.

But the Axios news site reported that Netanyahu has been in contact with the White House regarding UNRWA funding and that Israel prefers a “gradual disengagement” from the refugee agency.

In response to the report, the Prime Minister’s Office said: “Netanyahu supports President Trump’s critical attitude towards UNRWA and believes practical steps need to be taken in order to change the fact that UNRWA is being used to entrench the Palestinian refugee problem instead of solving it.”

An Israeli security source also told Channel 10 the funding cuts to UNRWA would make an already tense situation in Gaza “much worse.”


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Antysemityzm w ZSRR [ 2 ] : Czystka

Antysemityzm w ZSRR: Czystka

Mirosław Czech


Do Pierwszej części eseju

Po wojnie w Związku Sowieckim wykorzystywanie i wspieranie antysemityzmu stało się normą. Sowieckie życie publiczne “oczyszczano z elementu żydowskiego” jakby na ogromnych połaciach Europy nie doszło do wyjątkowej zbrodni Holocaustu.

“Na trzeci dzień po posiedzeniu rady naukowej Sztrum zadzwonił prywatnie do Szyszkowa w sprawie przyjęcia do pracy młodego fizyka Landesmana. Dyrekcja i dział kadr ciągle odwlekały sprawę. Równocześnie chciał prosić Aleksieja Aleksiejewicza o przyśpieszenie przyjazdu z Kazania Anny Naumowny Weisspapier. Teraz, kiedy robiono nowy nabór do instytutu, nie było sensu zostawiać wykwalifikowanych pracowników w Kazaniu. (…)

– Wiktorze Pawłowiczu – odparł Sawostjanow. – Na to, że Szyszkow pana nie zaprosił, można pewnie machnąć ręką. Ale słyszał pan chyba od Piotra Ławrientijewicza, jakie ohydne rzeczy wygadywał Gawronow? Że w pańskiej pracy panuje duch judaizmu i że Guriewicz tak ją chwalił i nazwał klasyczną tylko dlatego, że jest pan Żydem. To już trzeba być całkiem bezczelnym! I na coś tak obrzydliwego kierownictwo instytutu nic nie odpowiada, reaguje tylko uśmieszkami. Ma pan »brata Słowianina «. (…)

– Wiktorze Pawłowiczu – rzekł Kowczenko – w żadnym wypadku nie dopuścimy, żeby pan zostawił nasz instytut. – Spochmurniał i dodał: – Wcale nie dlatego, że jest pan niezastąpiony. Czyżby pan myślał, że już nie mamy kim zastąpić Wiktora Pawłowicza Sztruma? – Po czym uprzejmie zakończył: – Skoro pan nie może uprawiać nauki bez Landesmana i Weisspapier, to co, już w Rosji nie znajdzie się nikt, kto mógłby pana zastąpić?”.

Wasilij Grossman w wielkiej powieści “Życie i los” oddał duszną atmosferę, jaka dla Żydów zapanowała w ZSRR już w czasie wojny. Dla wielu ludzi wychowanych w duchu internacjonalizmu i przekonaniu, że komunizm ostatecznie rozwiązał kwestię narodową, był to szok. Obywateli sowieckich usuwano z pracy, mieszkań i łamano im kariery wyłącznie dlatego, że byli Żydami. Z wyjątkiem kilku najbardziej zaufanych dyktatora, jak członek politbiura Łazar Kaganowicz i Lew Mechlis były szef Zarządu Politycznego Armii Czerwonej, nikt nie był bezpieczny.

“Ich bin a jiddishe tochter”

Dla Wiaczesława Mołotowa posiedzenie politbiura 29 grudnia 1948 r. miało traumatyczny przebieg. Głosowano nad wnioskiem o wykluczenie z partii jego żony Poliny Żemczużynej. Wszyscy byli za, jedynie on wstrzymał się od głosu. W kilka dni później w liście do Stalina kajał się: “Oświadczam, że przemyślałem ten problem i głosuję za uchwałą KC. Prócz tego wyznaję swoją ogromną winę, że w porę nie powstrzymałem Żemczużynej – bliskiego mi człowieka – od fałszywych kroków i związków z antysowieckimi nacjonalistami żydowskimi w rodzaju Michoelsa”.

Wcześniej Stalin polecił Mołotowowi rozwieść się z żoną. Po śmierci dyktatora powróciła z zesłania i zamieszkała z Mołotowem. Do męża nie miała pretensji. “Takie były czasy” – rzekła.

Żemczuzyna demonstracyjnie podkreślała swoją żydowskość. W marcu 1945 roku wzięła udział w nabożeństwie żałobnym dla uczczenia śmierci milionów rodaków, które odprawiono w moskiewskiej synagodze chorałowej. Golda Meir wspominała, że w 1948 roku – podczas bankietu wydanego z okazji 31. rocznicy przewrotu październikowego – obie rozmawiały w jidysz i Żemczużyna z dumą oznajmiła: “Ich bin a iddishe tochter” (“Jestem żydowską córką”).

Pierwsze oskarżenia pod jej adresem padły w grudniu 1948 roku. W czasie konfrontacji z Feferem i Zyskinem z Żydowskiego Komitetu Antyfaszystowskiego usłyszała, że pomagała Solomonowi Michoelsowi, dyrektorowi Żydowskiego Teatru Akademickiego w Moskwie i przewodniczącemu Żydowskiego Komitetu Antyfaszystowskiego (ŻKAF) oraz “innym burżuazyjnym nacjonalistom”. (Michoels został zamordowany w styczniu 1948 r. – o nim i o ŻKAF pisałem w “Świątecznej” przed tygodniem)

MGB w raporcie dla Stalina oskarżyło ją o przekazywanie mężowi kilku pism komitetu z pominięciem drogi służbowej, konszachty z Michoelsem, udział w jego pogrzebie, otoczenie opieką jego rodziny, uczestniczenie w uroczystościach religijnych. Doniesiono, że latem 1946 roku Michoels spytał ją, czy lepiej zwrócić się do Malenkowa, czy też do Żdanowa w sprawie skarg Żydów na nieprzyjazne postępowanie władz partyjnych. Miała odpowiedzieć: “Żdanow i Malenkow nie pomogą, bo cała władza w tym państwie skoncentrowana jest wyłącznie w rękach Stalina. A on negatywnie odnosi się do Żydów i nie będzie nam pomagał”.

Żemczużynę aresztowano 21 stycznia 1949 r. Przedstawiano jej nowe zarzuty: korupcja, nepotyzm, nadużycie stanowiska. Została skazana na pięć lat zesłania do obwodu kustanajskiego w Kazachstanie. Karę jak na zwyczaje Stalina łagodną. Mówiło się, że to przez wzgląd na ponad 30-letnią współpracę ze swoimi byłym sekretarzem. Na początku marca Mołotow stracił jednak stanowisko ministra spraw zagranicznych, choć na razie utrzymał członkostwo w politbiurze. Rosyjscy historycy twierdzą, że powodem dymisji był zarzut o “wpadnięcie w sieci syjonistyczne”. Dyktator poszukiwał również winnego fiaska swojej polityki w kwestii żydowskiej.

Biezrodyj kosmopolityzm

Likwidacja Komitetu Żydowskiego zapoczątkowała w listopadzie 1948 r. pogrom we wszystkich dziedzinach żydowskiego życia narodowego. Na początku 1949 roku zlikwidowano organizacje literackie i zamknięto kilka almanachów w jidysz. Książki aresztowanych pisarzy wycofywano z księgarń i bibliotek. Zamknięto teatry żydowskie, w tym moskiewski Teatr Akademicki im. Michoelsa. Represjom poddano władze Żydowskiej Autonomicznej SRR w Birobidżanie. Zamknięto 50 synagog, zaś Ministerstwo Bezpieczeństwa Państwowego (MGB) gromadziło materiały na naczelnego rabina ZSRR Szlomo Szlifera. Nie został aresztowany przez wzgląd na “nienaganną postawę obywatelską”.

Podstawą prawną czystki była uchwała politbiura z 12 czerwca 1950 roku w sprawie likwidacji “niedociągnięć w dziedzinie doboru i wychowania kadr” w Ministerstwie Przemysłu Samochodowego i Traktorowego. W projekcie dokumentu Michaił Susłow napisał, że “w kilku ministerstwach, komitetach resortowych oraz akademii nauk kadry kompletowane są w większości spośród osób jednej narodowości, nie charakterystycznej dla danej republiki, co wypacza zasady sowieckiej polityki narodowościowej”. Z tekstu końcowego Stalin kazał co prawda wyrzucić wzmianki na temat Żydów, ale wszyscy i tak wiedzieli, o co chodzi. Resorty zostały zobowiązane do przedstawienia corocznych sprawozdań o liczbie pracujących i zwolnionych Żydów. Na początku 1952 r. KC przygotowało zestawienie zbiorcze obejmujące sześć lat. W kategorii “kadry kierownicze aparatu centralnego ministerstw i urzędów centralnych” liczba osób narodowości żydowskiej zmniejszyła się z 516 (12,9 proc. ogółu) do 190 (3,9 proc.). Wśród zastępców ministrów i szefów urzędów centralnych ZSRR i Rosyjskiej FSRR – z 46 (8,7 proc.) do 14 (1,8 proc.). Tuż po zakończeniu wojny wśród sekretarzy partyjnych komitetów obwodowych, krajowych i republik związkowych było dziesięciu Żydów, w 1952 roku został jeden.

Równolegle prowadzono operację wypleniania biezrodogo [bez korzeni] kosmopolityzmu. W historiografii światowej obydwie akcje są uznawane za przejaw państwowego antysemityzmu. Rosyjscy historycy wyraźnie rozróżniają obie akcje, choć Żydzi stanowili 71 proc. osób uznanych za kosmopolitów. Najczęściej stosowaną szykaną wobec nich było zwolnienie z pracy. Aresztowano jedną osobę – krytyka teatralnego, którego powiązano z rozpoczynającą się właśnie sprawą “żydowskich nacjonalistów burżuazyjnych”.

Walka z kosmopolityzmem była odpowiedzią Stalina na poczucie wolności wywołane zakończeniem wojny. Wielu wydawało się, że powrót do przedwojennego koszmaru terroru nie jest już możliwy. Zdaniem najlepszego znawcy problemu Giennadija Kostyrczenki dla Stalina “przestępstwo” “kosmpolitów” sprowadzało się do tego, że “płaszczeniem się przed Zachodem wspierali propagandę imperialistyczną (to znaczy amerykańską) w jej daleko idących zamiarach narzucenia całemu światu kultury anglosaskiej, a mówiąc prościej, przeprowadzenia globalnej amerykanizacji ludzkości”. “Burżuazyjni nacjonaliści” byli groźniejsi, ponieważ mieli być potencjalnymi lub faktycznymi agentami służb zachodnich. Stąd niejako automatycznie zaliczano ich do kategorii zdrajców podlegających surowym karom włącznie z fizyczną likwidacją.

Mingrel to też Żyd

Wśród żydowskich nacjonalistów znalazło się również wielu medyków. Represje zaczęły się od zwolnień z pracy w elitarnym II Moskiewskim Instytucie Medycznym im. Stalina, w którym pracowało kilku lekarzy zatrudnionych w klinice kremlowskiej. Centralną postacią rzekomego spisku stał się prof. Jakow Etinger, którego Icek Fefer, złamany w śledztwie sekretarz ŻKAF, oskarżył o “burżuazyjny nacjonalizm żydowski”. Sprawą zainteresował się Michaił Riumin, wiceszef MGB, który w raporcie z 1951 r. stwierdził, że Etinger winny jest śmierci byłego szefa wydziału agitacji i propagandy KC Aleksandra Szczerbakowa.

Ze śmiercią Szczerbakowa bezpieka połączyła zgon Andrieja Żdanowa – głównego ideologa partii, który zmarł w 1948 r. Kluczowe były zeznania Lidii Timaszuk, lekarki pracującej w kremlowskiej klinice i biorącej udział w leczeniu obydwu dygnitarzy. Z archiwów wyciągnięto jej pismo w sprawie przyczyny zgonu Żdanowa. Pisała, że jej zdaniem zaczęło się od zawału, który moskiewskie znakomitości zignorowały. Pacjentowi pozwolono wstawać z łóżka i przez to dostał kolejnego, tym razem śmiertelnego zawału.

Dla Riumina pismo Timaszuk było brakującym ogniwem w “spisku lekarzy”. Stalin nakazał aresztowanie głównych podejrzanych i wydał zgodę na zastosowanie tortur. Śledztwo zaczęło się jednak ślimaczyć. Ignatiew i Riumin – pomni losu poprzedników, którzy po wykonaniu mokrej roboty byli usuwani – nie wychodzili poza zarzut niewłaściwego leczenia. Gasnący dyktator żądał zaś oskarżeń o szpiegostwo i terror.

W połowie listopada 1952 roku Riumin został zdymisjonowany. Za dalsze śledztwo w “sprawie lekarzy” miał odpowiadać wiceminister bezpieczeństwa publicznego Goglidze. Był kreaturą Berii i pilnował jego interesów. Równolegle bowiem toczyło się śledztwo w tzw. sprawie mingrelskiej. Oficjalnie chodziło o nadużycia, jakich mieli dopuścić się członkowie władz Gruzji wywodzący się z Mingrelii. Celem głównym był Beria – “najważniejszy Mingrel”. Tym bardziej że były minister bezpieczeństwa Gruzji Ruchadze oskarżył Berię o ukrywanie swojego żydowskiego pochodzenia.

Deportacji nie planowano

W październiku odbył się XIX zjazd partii, a w ślad za nim – plenum KC. Jedno z najbardziej tajemniczych w historii partii bolszewickiej, bo nie zachował się (nie wiadomo, czy w ogóle istniał) stenogram wystąpienia Stalina. Z zapisków uczestników wiadomo, że dyktator chciał usunąć Mołotowa, Mikojana i Andriejewa – członków swojej starej gwardii – z ważnych funkcji państwowych. Mołotowa oskarżył o uleganie wpływom angielskim i Żemczużynej oraz o popieranie idei republiki żydowskiej na Krymie.

Po zjeździe aresztowani zostali najbliżsi i najwierniejsi współpracownicy Stalina: jego sekretarz Poskriebyszew oraz szef ochrony Własik, który miał oświadczyć, że “teraz nadejdzie jego [Stalina] koniec”. Pierwszy był winien, bo miał żonę Żydówkę, drugiego zaś oskarżono o to, że tuszował sprawę pisma Timaszuk, przez co “wydał ją dla rozprawy” zagranicznym “szpiegom-terrorystom”. Przetasowania nastąpiły również w MGB, w którym utworzono Zarząd Główny Wywiadu, podporządkowując mu wszystkie służby wywiadowcze i kontrwywiadowcze. Wydział XIII miał zajmować się walką z syjonizmem i jego piątą kolumną wewnątrz kraju. Na czele wywiadu wojskowego GRU stanął wiceminister Ogolcow, organizator i wykonawca zabójstwa Michoelsa.

“Sprawę lekarzy” sfinalizowano w pierwszej połowie lutego. Aresztowano 37 osób, w tym 28 lekarzy. Choć większość stanowili Rosjanie, jednak śledztwo i towarzysząca mu intensywna kampania propagandowa coraz wyraźniej nabierały charakteru antysemickiego. Prof. Miron Wowsi – kuzyn Michoelsa – został uznany za przywódcę “żydowskich burżuazyjnych nacjonalistów” w ochronie zdrowia. Mieli dysponować rozwiniętą siecią agentów w licznych szpitalach, klinikach i na uczelniach. A poprzez związki z JOINTEM mieli być amerykańskimi szpiegami.

Zdaniem historyków rosyjskich na ponowny wybuch kampanii antysemickiej wpłynęło podłożenie przez syjonistów bomby pod budynkiem ambasady sowieckiej w Tel Awiwie w proteście przeciwko fali antysemityzmu w Związku Sowieckim. W odpowiedzi 12 lutego 1953 roku Kreml zerwał stosunki dyplomatyczne z Izraelem. Dla Stalina działania USA, Izraela i wrogów wewnętrznych układały się w logiczną całość. W 1951 roku prezydent Harry Truman podpisał ustawę “o wzajemnych gwarancjach bezpieczeństwa”, na mocy której wydzielono 100 mln dolarów na działalność wywrotową w ZSRR i jego krajach satelickich. W propagandzie sowieckiej “sprawę lekarzy” wiązano wprost z tą właśnie ustawą.

Wielu autorów piszących na temat rozprawy z lekarzami kremlowskimi i antysemityzmu Stalina twierdzi, że finałem jego działań miała być masowa deportacja Żydów na sowiecki Daleki Wschód. Pogłoski w tej sprawie zaczęły krążyć od śmierci Michoelsa i likwidacji Komitetu Żydowskiego. Na temat prawdopodobnej deportacji Żydów w Związku Radzieckim wiele pisała międzynarodowa prasa, co w przekonaniu Kostyrczenki było związane z naciskiem propagandowym, który od końca 1949 roku przywódcy Izraela zaczęli wywierać na ZSRR w celu uzyskania zgody na masową emigrację Żydów z ZSRR.

Kostyrczenko odrzuca hipotezę o grożącej Żydom deportacji. Na jej potwierdzenie nie znaleziono dotąd żadnego dokumentu. Ważne są również inne przesłanki – ludność żydowska, w przeciwieństwie do innych narodów deportowanych przez Stalina, nie zamieszkiwała zwartego terytorium.

Antrakt na rządy Berii

Stąd – pisze autor “Tajnej polityki Stalina” – na początku 1953 r. antysemityzm osiągnął poziom maksymalny dla stalinizmu. “Podążanie tym kursem, nie mówiąc już o przeprowadzeniu deportacji Żydów, zmusiłoby państwo do radykalnych przeobrażeń (legalizacja antysemityzmu, tzn. wprowadzenie polityki rasowej, odejście od ideologii komunistycznej, uświęcającej wspólnotę państwową narodów sowieckich) o trudnych do przewidzenia konsekwencjach”.

Tuż przed śmiercią Stalin dążył do wyhamowania antysemickiej fali. Świadczyć o tym miały przygotowania do publikacji w “Prawdzie” listu 59 żydowskich intelektualistów i polityków, wśród których miał być m.in. Kaganowicz. Początkowy wariant nie spodobał się Stalinowi, który tekst złagodził. Znikły takie określenia jak: “żydowscy burżuazyjni nacjonaliści”, jako synonim Żydów w ogóle, “wyrodki”, “odszczepieńcy”, “banda szpiegów”. Po raz pierwszy od początku nagonki zaczęto rozróżniać między “żydowskimi nacjonalistami burżuazyjnymi” a “uczciwymi żydowskimi ludźmi pracy”.

Ostatecznie artykuł nie ukazał się, lecz od 20 lutego w “Prawdzie” skończyła się wojownicza retoryka w “sprawie lekarzy”.

Najważniejszym jednak czynnikiem, który zmusił Stalina do cofnięcia się, był strach przed rozpętaniem trzeciej wojny światowej. Otwarta kampania antysemicka w ZSRR zbyt przypominałaby praktyki nazistów i musiałaby wywołać zdecydowany sprzeciw Zachodu. Pewną rolę odegrał również opór wyższej nomenklatury partyjnej, która czuła się zaniepokojona zmianami po XIX zjeździe KPZR. Z tego właśnie okresu wywodzi się sojusz Malenkowa, Berii i Chruszczowa, którzy przejęli władzę po śmierci dyktatora.

Siłą napędową zmian po śmierci Stalina był Beria. To on doprowadził do wstrzymania śledztwa w “sprawie lekarzy”, wypuszczenia na wolność zatrzymanych oraz ich rehabilitacji. To za jego przyczyną z oficjalnej propagandy zniknął antysemityzm. Z więzień, łagrów i zesłania powrócili żyjący “żydowscy burżuazyjni nacjonaliści”. W połowie marca został aresztowany Riumin, zaś na początku kwietnia 1953 roku KC podjęło uchwałę o ukaraniu funkcjonariuszy MGB “wyćwiczonych zwłaszcza w sfabrykowaniu (…) prowokacyjnej sprawy [Żydowskiego Komitetu Antyfaszystowskiego] oraz w najpoważniejszych naruszeniach prawa sowieckiego”. Beria nakazał wyjaśnienie śmierci Michoelsa, dzięki czemu wyszły na jaw wszystkie (opisane przed tygodniem) okoliczności tej makabrycznej zbrodni.

Po usunięciu Berii w czerwcu 1953 roku antysemityzm powrócił do sowieckiej praktyki rządzenia. Był obecny właściwie do końca ZSRR ze szczególnym nasileniem w latach 1967-68, gdy “nasi Żydzi bili ich Arabów”, jak głosiła polska anegdota. Paradoks polega więc na tym, że po wojnie w Związku Sowieckim wykorzystywanie i wspieranie antysemityzmu stało się normą, od której odstępstwem był jedynie krótki okres rządów Ławrientija Berii.

Pragmatyk, nie antysemita

“5. Narodowość… Piąty punkt. Taki zwyczajny, który nic nie znaczył przed wojną, a teraz jakiś szczególny. Sztrum naciskając pióro, zdecydowanymi literami napisał: »Żyd «. Nie wiedział, co dla setek tysięcy ludzi będzie wkrótce znaczyć odpowiedź na piąty punkt w ankiecie: Kałmuk, Bałkar, Czeczen, Tatar krymski, Żyd… (…).

6. Pochodzenie społeczne… (…) Pomyślał: »Kryterium pochodzenia społecznego wydaje się moralne i sprawiedliwe. Ale Niemcom bezsprzecznie moralne wydaje się kryterium narodowe. A dla mnie jest jasne: straszną rzeczą jest zabijanie Żydów za to, że są Żydami. Przecież to ludzie, każdy z nich jest człowiekiem – dobrym, złym, zdolnym, głupim, tępym, wesołym, porządnym, wrażliwym, skąpym. Hitler mówi: To nie ma znaczenia, ważne jest jedno – Żyd. A ja całą swoją istotą protestuję! Tyle że u nas obowiązuje ta sama zasada – ważne, że ze szlachty, ważne, że z kułaków, z kupców. A to, że ludzie są dobrzy, źli, zdolni, głupi, weseli – ile znaczy? Przecież w naszych ankietach nie chodzi nawet o kupców, duchownych, szlachtę. Chodzi o ich dzieci i wnuki. Czyli o co? Że mają we krwi szlachectwo, kupiectwo, duchowieństwo, tak jak żydostwo? Przecież to bzdura «”.

Wasilij Grossman zrównał nazizm i komunizm. Dla niego były dwiema odmianami totalitaryzmu. Obie oskarżył o porównywalne zbrodnie i godzenie w przyrodzoną każdemu człowiekowi wolność. Pisał o tym na przełomie lat 50. i 60., gdy w wielu środowiskach intelektualnych na Zachodzie porównywanie systemów, jakie stworzyli Stalin i Hitler, uznawano za przejaw reakcyjnego myślenia oraz próbę relatywizacji zła, jakie wyrządziła III Rzesza. Również dzisiaj takie myślenie spotyka się z oporem – w przeciwieństwie do Hitlera sowiecki dyktator rzeczywiście nie planował wyniszczenia całych narodów. Przed wojną zorganizował Wielki Głód na Ukrainie, pogrom wśród Polaków oraz kilku innych mniejszości narodowych. Po wyzwoleniu “jedynie” deportował kilka narodów uznanych za zdradzieckie.

Stalin nie był rasistą. Zarządzone przez niego masowe mordowanie własnych obywateli miał przeżyć ten, kto został uznany za odpowiedni materiał do budowy “wspólnoty nowego typu” – wieloetnicznego narodu sowieckiego. Ważna była nie rasa i pochodzenie narodowe, lecz stan świadomości. Powojenne prześladowanie Żydów odbywało się zgodnie z ową “postępową” logiką. Rozprawa z Żydami była specyficzna przez wzgląd na dramatycznie świeżą ranę Holocaustu. Sowieckie życie publiczne “oczyszczano z elementu żydowskiego”, jakby na ogromnych połaciach Europy nie doszło do wyjątkowej zbrodni oczyszczania ich w ogóle z Żydów.

Lenin zwalczał antysemityzm, uważając, że jest on przeżytkiem myślenia burżuazyjnego i godzi w trwałość jego reżimu. Jego następca w trakcie II wojny światowej i po niej zaprowadził antysemityzm państwowy. Giennadij Kostyrczenko uważa, że Stalin w odróżnieniu od Hitlera “był bardziej pragmatykiem niż antysemitą”. I że jego wrogość do Żydów wzrastała z czasem, gdy zdał sobie sprawę z fiaska polityki wspierania ruchu żydowskiego oraz nowo proklamowanego państwa izraelskiego. Z pragmatycznych też względów w ostatnich tygodniach życia miał się cofnąć przed czystką wymierzoną w Żydów. Uznał, że jej skutkiem będzie podważenie ideologii komunistycznej na arenie międzynarodowej oraz zburzenie ładu społecznego w ZSRR.

Nie sądzę, by pragmatyk był lepszy od antysemity. Obaj doprowadzili do niewyobrażalnych tragedii. Jeden wart jest drugiego.


Korzystałem z:

Giennadij Kostyrczenko, “Tajnaja politika Stalina. Włast’ i antisemityzm“, “Mieżdunarodnyje otnoszenija“, Moskwa 2003

Gosudarstwiennyj antisemityzm w SSSR. Ot naczała do kulminaciji 1938-1953“, pod red. G. Kostyrczenki, Izdatielstwo “Matierik“, Moskwa 2005

Stalin i kosmopolityzm“, Izdatielstwo “Materik“, Moskwa 2005

Jewrejskij antyfaszistskij komitet. 1941-1948. Dokumientirowanaja istorija“, pod red. S. Redlicha i G. Kostyrczenki, Mieżdunarodnyje otnoszenija, Moskwa 1996

Sowietsko-izrailskije otnoszenija. 1941-1953. Sbornik w 2 t.”, Mieżdunarodnyje otnoszenija, Moskwa 2000


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com