Archive | January 2018

Israel Struck Syria Three Times Overnight With Jets, Missiles

Assad Regime Military: Israel Struck Syria Three Times Overnight With Jets, Missiles

Reuters and Algemeiner Staff


Israeli Air Force F-15 planes. Photo: Reuters / Amir Cohen.

Israel attacked Syrian territory three times early on Tuesday with jets and ground-to-ground missiles, Syria’s army said in a statement carried by state television.

The army said Israeli jets fired missiles at the al-Qutaifa area near Damascus from inside Lebanese airspace at 2:40 a.m. (0040 GMT), and that Syrian air defenses hit one of the planes.

Israel then fired ground-to-ground rockets from the Golan Heights, but the Syrian defenses brought the missiles down, the Syrian army said.

It said Israeli jets fired a final barrage of four rockets from inside Israel, and that the Syrian air defenses brought down one, but that the others caused material damage.

An Israeli military spokeswoman declined to respond to the Syrian statement. Although the Israeli air force chief last August disclosed that his corps had struck in Syria around 100 times, Israel’s policy is generally not to confirm or deny such operations.

Israel has pledged to prevent Syrian territory being used for Iran to set up bases or transfer high-quality weaponry to Lebanon-headquartered Hezbollah, which has been helping Damascus beat back a six-year-old rebellion.

In its statement, the Syrian army repeated previous warnings of serious repercussions for the strikes and repeated its past accusation that Israel was using attacks to support militant groups in Syria.


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Israel has stopped hijacked planes

Netanyahu hints Israel has stopped hijacked planes crashing into European cities

RAPHAEL AHREN


PM tells NATO ambassadors that Israeli intel has thwarted ‘several dozen major terrorist attacks,’ some involving civil aviation

Prime minister Benjamin Netanyahu hold a joint press conference with NATO ambassadors to Israel at the King David Hotel in Jerusalem, January 9, 2018 (Hadas Parushl/Flash90)

Prime Minister Benjamin Netanyahu on Tuesday indicated that Israel has prevented hijacked airplanes from crashing into European cities.

“We have, through our intelligence services, provided information that has stopped several dozen major terrorist attacks, many of them in European countries,” he told foreign diplomats in Jerusalem.

“Some of these could have been mass attacks, of the worst kind that you have experienced on the soil of Europe and even worse, because they involve civil aviation. Israel has prevented that, and thereby helped save many European lives,” Netanyahu said, apparently referring to plane hijackings.

He did not provide specific details about the attacks Israel helped prevent. The Prime Minister’s Office declined to elaborate.

At a meeting of Israel-based ambassadors to the North Atlantic Treaty Organization (NATO), Netanyahu said Jerusalem contributes to the security of every single member of the Western defense alliance, in that it fights both Sunni and Shiite strands of radical Islam.

Injured people are evacuated from the scene of a terrorist attack on a mosque in Bir al-Abd in the northern Sinai Peninsula of Egypt on November 24, 2017. (AP Photo)

Besides fighting Islamic State terrorism aimed at European cities, Israel is also preventing the group from creating a second stronghold in Egypt, he said.

“ISIS is being destroyed in Iraq and Syria, but it is trying to establish an alternative territorial base in the Sinai. Israel is contributing to preventing that in myriad ways,” Netanyahu said. “In general, I would say that Israel is the most powerful indigenous force in the Middle East that fights radical Islam.”

Israel further helps NATO by fighting Iran, the dominant Shiite power, the prime minister went on. The Jewish state does not only seek to prevent the Islamic Republic from acquiring nuclear weapons, it is also “absolutely committed to preventing Iran from establishing a military base in Syria. And we back our words with action,” he added, likely hinting at various airstrikes on weapon convoys and factories allegedly carried out by Israel.

Furthermore, Iran plans to import 100,000 Shiite fighters to Syria as part of its quest to dominate and eventually “conquer” the Middle East, he charged.

Israeli satellite images show results of an airstrike attributed to the IDF on a Syrian military weapons development base on September 7, 2017. (ImageSat International)

If Tehran were successful in its efforts, radical Sunni and Shiite forces would clash in Syria, sending millions of refugees to European shores, the prime minister warned.

“Where will the spillover [of a Sunni-Shiite clash in Syria] happen? In Europe. Where will the human flow go? To Europe. Who’s preventing that right now? Israel? Right now, Israel alone. But I maintain that it’s a common interest that we have,” he told the NATO ambassadors during the public part of the event.

Israel and NATO have cooperated on security matters for decades but recently upgraded their ties significantly. Last year, Israel opened its first office at NATO headquarters in Brussels.

Israeli officials have repeatedly said that the Jewish state opposes the presence of Iran and its proxies, notably Hezbollah, in southern Syria and Lebanon.

Israel has been negotiating with the United States and Russia, the main brokers in Syria, to keep Iran-backed Shiite militias and the Hezbollah terrorist group away from the border.

Netanyahu, Defense Minister Avigdor Liberman and others have all said that Israel’s policy is to target shipments of advanced weaponry, including accurate long-range missiles, that are heading to or in the possession of Hezbollah.

In late December, Assad’s troops, accompanied by Iranian-backed fighters, recaptured the Syrian Golan from rebels, allowing President Bashar Assad to reassert control over a small portion of the area adjacent to the Israeli border. Still, much of the area along the border, around the city of Quneitra, remains under rebel control.

Last week, IDF Chief of Staff Gadi Eisenkot said the most serious immediate threat to Israel was posed by Hezbollah, followed by other jihadist groups supported by Tehran positioned on the Syrian border.

Describing Iran as a “multidimensional threat,” the army chief said the most worrying aspect is the Islamic Republic’s desire to obtain nuclear capabilities, followed by its efforts to achieve hegemony in the region.


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Bikont o Sendlerowej

Bikont o Sendlerowej: Ateistka i socjalistka stała się idolką prawicy i Kościoła

   Mike Urbaniak


Irena Sendlerowa w Wigilię Bożego Narodzenia 1944 r. (fot. Wikimedia.org / Domena publiczna / Marta Kondrusik / Gazeta.pl)

Zafascynowało mnie to, że Irena Sendlerowa była taka lewicowa, taka niezależna i że do końca nie mówiła prawdy – mówi Anna Bikont, autorka biografii “Sendlerowa. W ukryciu”.

To może być lektura dla wielu szokująca.

– Chyba tylko dla tych, którzy lubią żyć w świecie mitów. Szczególnie mitów opowiadających o szlachetnych Polakach w szlachetnej Polsce. Historia tymczasem jest zazwyczaj nieco bardziej skomplikowana, szczególnie w czasie wojny.

Jest dzisiaj w naszym kraju wielu uważających, że wojna może być czymś dobrym, bo hartuje ducha i super jest zginąć w powstaniu.

– W mojej książce nic nie jest super, poza bohaterskim kręgiem kobiet, które wraz z Ireną Sendlerową pomagały ratować żydowskie dzieci. Oczywiście opowiadam historie tych, którzy przeżyli, więc w tym sensie książka jest nazbyt optymistyczna. Większość nie przeżyła. I to jest okropne, smutne i przygnębiające.

Dzieci uratowane przez Sendlerową. Zdjęcie z 1943 r. (fot. Eastnews)

Dlaczego pani napisała biografię Sendlerowej?

– Przypadkiem. Nie chciałam o niej pisać. Chciałam opisać to, jak trudno było uratować jedno żydowskie dziecko, a co dopiero mityczne dwa i pół tysiąca. Dlatego właśnie dużą część książki stanowią opowieści uratowanych.

Kiedy już zebrałam te historie, postanowiłam je zderzyć z mitem o bohaterstwie Polaków ratujących rzekomo masowo Żydów. I tu pojawiła się Sendlerowa: im dłużej w jej życiu grzebałam, tym bardziej wydała mi się interesująca. W końcu zdałam sobie sprawę, że sama stała u źródeł wielu mitów, które były wykorzystywane przez polskie władze w odpowiedzi na książkę Jana Tomasza Grossa o Jedwabnem. Mówiono, że Sendlerowa jest prawdziwą twarzą Polski, a nie ci, co podpalili stodołę z Żydami.

“Jestem narodowym alibi” – mówiła.

– To prawda, ale z drugiej strony dzięki Grossowi w końcu zaistniała w powszechnej świadomości. Bo to dzięki Grossowi zaczęto po latach milczenia mówić o Polakach ratujących Żydów, o polskich Sprawiedliwych Wśród Narodów Świata. Zaczęto ich honorować, pisać o nich, zapraszać. Sendlerowa stała się pożądanym rewersem Jedwabnego i ostatnie lata życia spędziła jako naprawdę szczęśliwa kobieta, co jej się bardzo należało. Irena Sendlerowa – nigdy dość powtarzania – była wielką bohaterką.

I “Żmijką”.

– Takie miała przezwisko przed wojną, bo była stanowcza i pryncypialna. Ten obrazek słodkiej staruszki na wózku, którym nas raczono w ostatnich latach jej życia, nie miał żadnego związku z rzeczywistością.

Dom ks. Boduena w Warszawie, w którym w trakcie II wojny światowej udzielono schronienia ok. 200 żydowskim dzieciom (fot. Wikimedia.org / Domena publiczna)

Co panią w niej najbardziej zaintrygowało?

– To, że mimo poświęcenia swojego życia dla ratowania Żydów ciągle coś sobie dodawała do biografii, ubarwiała ją, zmieniała. Po co ktoś tak heroiczny miałby to robić? I im bardziej się zagłębiałam, tym bardziej nieoczywistą postacią okazywała się być Sendlerowa. Nieoczywistą i idącą w poprzek dzisiejszych czasów.

Niesamowite jest to, że my wszyscy tak się daliśmy złapać na ten lep słodkiej staruszki.

– Ja to rozumiem, bo taki lep jest silny. Wszyscy lubimy dające otuchę obrazki i w tym sensie mit jest czymś dobrym. Ale z drugiej strony ten lukrowany mit, paradoksalnie, pomniejsza jej zasługi, bo Sendlerowa jest w nim jedną z niezliczonych Polek i Polaków ratujących Żydów, a prawda jest zupełnie inna. Ratowanie Żydów odbywało się w najlepszym razie w atmosferze polskiej obojętności, a zdarzało się także, że w atmosferze nienawiści do Żydów i prób czerpania z żydowskiego dramatycznego losu zysków. Żadnego masowego ratowania Żydów nie było.

Sendlerowa doskonale zdawała sobie z tego wszystkiego sprawę i składała na ten temat zeznanie w jednym izraelskim archiwum. Wiedziała, że w Polsce to jest temat tabu i nie można o tym publicznie mówić.

O tym, czyli o powszechnym antysemityzmie i szmalcownictwie. W Marcu ’68 dzwoni do swojej przyjaciółki i współpracowniczki Jadwigi Piotrowskiej, mówiąc: “Jaga, biją Żydów! Zakładamy nową Żegotę!”.

– Nie chciałabym umniejszać ówczesnego poziomu antysemityzmu w Polsce, ale Sendlerowa przesadzała. Ta jej przesada czy przewrażliwienie wynikały z wojennego doświadczenia, z częstego pewnie słuchania, że “dobrze, że żydki się palą!”. Sendlerowa uważała, że polskość jest przesiąknięta antysemityzmem. Była przekonana, że jej wnuczka nie zda matury, jeśli ktoś się dowie o żydowskim pochodzeniu dziadka.

Postać Sendlerowej jest znana na całym świecie. Na zdjęciu fragment artykułu, jaki o Sendlerowej napisał jeden z amerykańskich dziennikarzy tuż po jej śmierci (fot. Jake / Flickr.com / CC BY 2.0)

Mało tego, powtarzała, że jej dzieci nie dostały się na studia dlatego, że pomagała Żydom.

– Nie ma to, co potwierdza córka Sendlerowej, żadnego związku z rzeczywistością.

Uratowany z warszawskiego getta przez Sendlerową prof. Michał Głowiński, mówi, że “ona przejęła żydowski strach”.

– Po wojnie nawet jej najbliżsi przyjaciele, poza oczywiście tymi z czasów wojennych, nie wiedzieli, że jej drugi mąż był uratowanym w getta Żydem.

Długo nie wiedziały o tym ich własne dzieci!

– Sendlerowa twierdziła – i było to bardzo możliwe – że jej mąż nie chciał o tym nikomu mówić, także dzieciom. Po Holocauście wielu Żydów przyjmowało taką postawę, czego najlepszym przykładem jest moja mama. Dowiedziałam się, że jestem Żydówką, kiedy miałam trzydzieści trzy lata. I ja rodziców rozumiem, bo oni chcą jak najlepiej dla swoich dzieci. Chcą je chronić za wszelką cenę. A Polska to nie jest kraj, w którym szczególnie dobrze jest być Żydem.

I co teraz poczną z Sendlerową rządząca Polską i przewrażliwiona na punkcie oskarżeń o antysemityzm prawica wraz ze wspierającym ją Kościołem katolickim? Sejm ustanowił rok 2018 Rokiem Ireny Sendlerowej. Są szkoły jej imienia, ulice, skwery, a ona nie tylko miała jasne poglądy w sprawie polskiego antysemityzmu, ale była też wysokiej rangi funkcjonariuszką komunistyczną i członkinią PZPR. IPN, chcąc być konsekwentnym, musi teraz te wszystkie szkoły i skwery pozbawić jej imienia. Jak dekomunizacja, to dekomunizacja.

– Wie pan, czasy, w których obowiązuje prawda, już się skończyły, więc myślę, że rządzący nic z Ireną Sendlerową nie zrobią, że akurat w jej sprawie nie będą zawziętymi lustratorami. Towarzysz Główczyk [Jan, sekretarz KC PZPR w latach 1982-1988] mówił w końcówce stanu wojennego na partyjnej naradzie: “Słyszalność naszych słów jest chybiona”. Dzisiaj mam poczucie, że żyję w świecie, w którym słyszalność moich słów, czy też słów różnych przyzwoitych ludzi jest chybiona.

Bezdomne dzieci w getcie warszawskim. Zdjęcie z 1941 r. (fot. Wikimedia.org / Domena publiczna)

Mimo piastowania rozlicznych kierowniczych stanowisk w Polsce Ludowej Sendlerowa czuła się nieustannie krzywdzona, miała żal, pretensje – tak przynajmniej wynika z jej listów. Dlaczego?

– Myślę, że to mogło brać się z tego, że nie układało jej się życie małżeńskie, że miała wyrzuty sumienia dotyczące dzieci, którymi nie bardzo się zajmowała, bo pracowała od rana do nocy. W końcu nie bez znaczenia mogło być poczucie obcości związane z jej stosunkiem do Żydów. Sendlerowa mówiła, że za każdym razem, kiedy rozmowa z kimś schodziła na Żydów, spotykała się z murem niechęci. Nie umiała i nie mogła się z tym pogodzić.

“To jest może inna Polska, ale to są ci sami Polacy” – mówiła.

– Antysemityzm był jej otwartą raną. Nie dawała sobie z nią rady.

Poznała ją pani?

– Myślałam o tym, ale ona była nieustannie otoczona korowodami ważnych osób, które w ostatnich latach jej życia pielgrzymowały do niej. Żałuję też, że nie zdążyłam porozmawiać o niej z żadną z moich świetnych trzech ciotek, które ją dobrze znały.

Irena Sendlerowa bardzo pilnowała swojej biografii, którą – o czym już mówiliśmy – tu i ówdzie podkoloryzowała. Na ile to było konfabulowanie z premedytacją, a na ile takie, a nie inne działanie pamięci? Wiadomo przecież, że pamięć potrafi płatać figle, że często ludzie, którzy przeżyli Zagładę, mieszają to, co widzieli z tym, co później przeczytali. I wreszcie, Sendlerowa musiała cały czas zmyślać, bo na tym polegała jej praca – ukrywanym dzieciom trzeba było wymyślać ciągle nowe tożsamości, nowe historie rodzinne.

– Linia podziału jest tu płynna. Są takie rzeczy, które świadomie pomijała, jak wspomniane żydowskie pochodzenie jej drugiego męża. Swojej biografce Annie Mieszkowskiej po prostu zabroniła o tym pisać. Na pewno nie można powiedzieć o Sendlerowej, że świadomie kłamała.

Irena Sendler w 2001 r. (fot. Maciej Zienkiewicz / Agencja Gazeta)

Pisząc tę książkę, wykonała pani benedyktyńską robotę. Ma ona ponad tysiąc przypisów. Trudne było rozszyfrowywanie życia Sendlerowej?

– Piekielnie trudne, dlatego zajęło mi to cztery lata.

Weźmy na przykład tak zwaną listę Sendlerowej z mityczną liczbą dwóch i pół tysiąca uratowanych dzieci. Tej listy po prostu nie ma, choć z kilku świadectw wiemy, że miała być przekazana do archiwum Kibucu Bohaterów Getta.

W mojej poprzedniej książce “My z Jedwabnego” napisałam, że Szmul Wasersztajn, główny świadek zbrodni, nie mógł widzieć tego, co mówi, że widział, bo ukrywał się wtedy w innej części miasteczka. Wtedy zadzwonił do mnie Marek Edelman i powiedział: “Nie możesz nigdy pisać, że człowiek czegoś nie widział! Ilu ja znam świadków, którzy widzieli rzeczy niemożliwe do zobaczenia, a widzieli je naprawdę”.

Trudno więc powiedzieć na pewno, że czegoś nie ma, ale po latach pracy nad książką chyba mogę z pełną odpowiedzialnością powiedzieć, że nie ma czegoś takiego jak lista Sendlerowej.

Przed panią do napisania biografii Sendlerowej zabierała się Teresa Torańska, ale rzuciła tę robotę. Pani nie chciała jej rzucić?

– Teresa chciała napisać o szlachetnej kobiecie, która uratowała dwa i pół tysiąca żydowskich dzieci, ale jak się okazało, że zarówno osoba ratującej, jak i jej historia są znacznie bardziej skomplikowane, Teresa zezłościła się na Sendlerową i zaniechała dalszej pracy. Ja natomiast, ponieważ zajmuję się Holocaustem, od początku wiedziałam, że nie jest możliwe, by Sendlerowa uratowała dwa i pół tysiąca dzieci. Nie jest to zresztą moje odkrycie. Wie o tym każdy badacz Holocaustu.

Elżbieta Ficowska (z lewej) urodziła się w getcie warszawskim. Z inicjatywy Sendlerowej jako półroczne niemowlę została przewieziona na aryjską stronę w drewnianej skrzynce, ukrytej na wozie pełnym cegieł. Na zdjęciu z prawej prof. Michał Głowiński wyciągnięty z getta również przez zespół Sendlerowej (fot. Agata Grzybowska / Przemek Wierzchowski / Agencja Gazeta)

I w związku z tym nie zezłościła się pani na nią?

– Wręcz przeciwnie. Zafascynowało mnie to, że Sendlerowa była taka lewicowa, taka niezależna i że do końca nie mówiła prawdy. Wspaniała bohaterka na książkę, chyba się pan zgodzi.

Ale Elżbieta Ficowska, inna bohaterka książki i dziecko uratowane z Zagłady, powiedziała pani, że “rozbijanie mitów dzisiaj, kiedy tak potrzebne są autorytety, jest ogromnie szkodliwe”.

– Nie miałam wątpliwości, że należy rzetelnie opisać życie Sendlerowej i zamiast opowiadać o niej bajki, trzeba uczyć młodzież w szkołach jej imienia, że miała odwagę, by przeciwstawić się własnemu otoczeniu, że wraz z grupą wspaniałych kobiet robiła coś, co nie było aprobowane społecznie.

Nie uważam, że zniszczyłam mit Sendlerowej. Uważam, że postawiłam jej pomnik.

Zatrzymajmy się jeszcze na chwilę przy powtarzanej powszechnie liczbie dwóch i pół tysiąca uratowanych przez Sendlerową żydowskich dzieci. Jak już pani zauważyła, każdy badacz Holocaustu wie, że to liczba nieprawdziwa. Szczególnie jeśli się ją zestawi z pięcioma tysiącami żydowskich dzieci, które – co pisze pani w książce – w ogóle przeżyły Zagładę na terytorium Polski. Oznaczałoby to, że jedna kobieta uratowała połowę wszystkich dzieci, które przeżyły wojnę! – co by to mówiło o reszcie narodu? Jakie są więc realne liczby, jeśli chodzi o Sendlerową i żydowskie dzieci?

– Na początek należy się uporać ze słowem “uratować”, które zakłada, że jakaś osoba bierze dziecko i ratuje mu życie. Takich przypadków było niewiele. Jest nim wspomniana Elżbieta Ficowska, uratowana przez Stanisławę Bussoldową, czy ksiądz Romuald Weksler-Waszkinel, uratowany przez rodzinę Waszkinelów. W większości przypadków cały ciąg osób był zaangażowany w uratowanie żydowskiego dziecka. Sendlerowa, kiedy zostaje szefową Referatu Dziecięcego Żegoty, zajmuje się logistyką pomocy. Co to znaczy? Przekazuje łączniczkom pieniądze dla osób, u których akurat ukrywane są dzieci, reaguje, kiedy schronienie jest zagrożone przez szmalcowników, kiedy dziecko choruje – załatwia lekarza. Logistyka nie jest zbyt spektakularną opowieścią, więc zaczęto wymyślać te historyjki o Sendlerowej przemycającej dzieci z getta, co najpewniej w ogóle nie miało miejsca.

Nieistniejąca zajezdnia tramwajowa ‘Muranów’ przy ul. Sierakowskiej 8/Żoliborskiej 3/5 wykorzystywana do przerzucania żydowskich dzieci na stronę ‘aryjską’ (fot. Wikimedia.org / Domena publiczna)

Pod opieką referatu była na początku blisko setka dzieci, a w końcowej fazie około trzystu. Dlatego możemy z całą pewnością powiedzieć, że Sendlerowa pomogła uratować kilkaset dzieci, co jest niewyobrażalnym wręcz heroizmem. Ale nie sama, tylko z pomocą innych.

Na przykład Jadwigi Piotrowskiej.

– To była niesamowita kobieta, która została kompletnie zapomniana, a powinna być taką samą bohaterką jak Sendlerowa. Tym bardziej że pasowałaby lepiej do dzisiejszej władzy niż lewicowa ateistka Sendlerowa, bo Piotrowska uważała, że to z jej katolickiej wiary płynie nakaz ratowania żydowskich dzieci. Od Sendlerowej różnił ją pogląd na przyszłość uratowanych dzieci, szczególnie tych przechowywanych w klasztorach. Piotrowska uważała, że mogą zostać katolikami. Dla Sendlerowej było ważne, by żydowskie dzieci po wojnie wróciły do swojego narodu.

Cieszę się, że wydobyłam z cienia Jadwigę Piotrowską, która we własnym domu przechowała około pięćdziesięciorga żydowskich dzieci!

Ratowały głównie kobiety?

– Tak, były to w większości fantastyczne, odważne, naprawdę niesamowite kobiety. Choć gwoli prawdy historycznej trzeba przyznać, żeby byli też w grupie Sendlerowej mężczyźni. Ale w zdecydowanej mniejszości.

Wielkie wrażenie zrobiła na mnie lewicowa formacja, która pchnęła tak wielu ludzi do pomocy. Nie Bóg, nie religia, ale prawdziwe socjalistyczne zasady.

– W stronę lewicy Irenę Sendlerową już we wczesnej młodości pchnęło to, że lewica traktowała Żydów jak równoprawnych współobywateli, a stosunek do Żydów wydaje się być dla niej podstawowym życiowym kryterium. Sendlerowa do końca życia nie zmieniła swoich poglądów i szczerze nie cierpiała prawicy, która kojarzyła się jej z antysemityzmem. I to jest dzisiaj największy paradoks, że ta ateistka i socjalistka z krwi i kości stała się idolką prawicy i Kościoła. Czas ją z tych rąk odbić.

Książka Anny Bikont ‘Sendlerowa. W ukryciu’ ukazała się nakładem Wydawnictwa Czarne (fot. materiały prasowe / Adam Stępień / Agencja Gazeta)

Książkę Anny Bikont “Sendlerowa. W ukryciu” w promocyjnej cenie można kupić w Publio.pl


Anna Bikont. Dziennikarka i pisarka, z wykształcenia psycholożka. Od pierwszego do ostatniego numeru (1982-1989) pracowała w zespole “Tygodnika Mazowsze”, pisma podziemnej Solidarności, współtworzyła “Gazetę Wyborczą”, z którą związana jest do dzisiaj. Jej książka “My z Jedwabnego” otrzymała m.in. nagrodę historyczną “Polityki” oraz European Book Prize. Wydanie amerykańskie znalazło się na liście stu najważniejszych książek 2016 roku według “New York Timesa” i zostało nagrodzone National Jewish Book Award. Wraz z Joanną Szczęsną napisała wyróżnioną Wielką Nagrodą Fundacji Kultury książkę “Lawina i kamienie. Pisarze wobec komunizmu”.

Mike Urbaniak. Jest dziennikarzem kulturalnym i krytykiem teatralnym “Wysokich Obcasów” oraz weekendowego magazynu Gazeta.pl.


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Żydzi na Dolnym Śląsku

Żydzi na Dolnym Śląsku – wystawa w Muzeum Etnograficznym we Wrocławiu

Agata Tomczyńska, Piotr Doczekalski


Wystawa „Ku nowemu życiu. Żydzi na Dolnym Śląsku w latach 1945–1970” w Muzeum Etnograficznym we Wrocławiu

Jak poinformowała PAP Paulina Popiół z Muzeum Narodowego we Wrocławiu, wystawa to pierwsza tak duża ekspozycja poświęcona społeczności żydowskiej mieszkającej na Dolnym Śląsku w okresie powojennym.

Kuratorka wystawy Tamara Włodarczyk podkreśliła, że po II wojnie światowej Dolny Śląsk stał się największym skupiskiem polskich Żydów ocalałych z Holokaustu. “W historiografii pojawiło się nawet pojęcie +osiedle żydowskie+, oznaczające początkowo skupisko kilkunastu, a następnie ponad 40 miejscowości, w których osiedliło się po II wojnie światowej około 100 tys. Żydów. Większość z nich wyjechała z Polski w czasie kolejnych fal emigracji. Do dziś jednak na Dolnym Śląsku działają organizacje żydowskie” – mówiła kuratorka.

Na ekspozycji prezentowane są przede wszystkim fotografie pochodzące ze zbiorów instytucji zajmujących się dokumentowaniem dziedzictwa polskich Żydów, m.in.: Katedry Judaistyki Uniwersytetu Wrocławskiego, Towarzystwa Społeczno-Kulturalnego Żydów w Polsce, Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN oraz Zakładu Narodowego im. Ossolińskich.

Oprócz tego na wystawie będzie można zobaczyć archiwalne zdjęcia rodzinne Żydów z Dolnego Śląska oraz emigrantów żydowskich związanych z tym regionem, a także dokumenty życia społecznego i kulturalnego: plakaty z imprez i uroczystości, filmy dokumentalne, wywiady, czy nagrania żydowskich artystów i zespołów muzycznych z lat 50. i 60. XX wieku.

Organizatorzy wystawy podkreślili, że jej otwarcie zbiega się z rocznicą Nocy Kryształowej. Tego dnia – 9 listopada – obchodzony jest także Międzynarodowy Dzień Walki z Faszyzmem i Antysemityzmem.

Tytuł ekspozycji nawiązuje do książki “Ku nowemu życiu” wydanej w 1947 r. w języku jidysz. Jakub Egita, przewodniczący Wojewódzkiego Komitetu Żydowskiego na Dolnym Śląsk, podsumował w niej dwa lata istnienia tak zwanego osiedla żydowskiego na Dolnym Śląsku.

Wystawę w Muzeum Etnograficznym można oglądać do 11 marca.(PAP)


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Prof. Andrzej Żbikowski o stosunkach polsko-żydowskich podczas II wojny światowej

Prof. Andrzej Żbikowski o stosunkach polsko-żydowskich podczas II wojny światowej: Było wiele aktów pomocy, ale i ogromna sieć kolaborantów

 GAZETA.PL



Po słowach szefa FBI o współodpowiedzialności Polaków za holocaust, postanowiliśmy zapytać profesora Andrzeja Żbikowskiego z Żydowskiego Instytutu Historycznego o to, jak wyglądały stosunki polsko-żydowskie podczas II wojny światowej. – Stosunki były bardzo zróżnicowane, od pomocy, współczucia, solidarności, po skrajnie negatywne postawy: denuncjację, szantaż i skrytobójstwo. Znamy około tysiąca udowodnionych przypadków zamordowania ukrywających się Żydów przez Polaków. Dużo więcej mamy informacji o ich denuncjacji, odstawianiu ich żandarmerii niemieckiej i to Niemcy ich mordowali – mówi prof. Żbikowski. – Pomoc Polaków Żydom polegała na dostarczaniu dokumentów, ukrywaniu w stodołach, była to doraźna pomoc żywnościowa, branie na przechowanie dzieci – mówi. – Dlaczego Polacy nie pomagali Żydom? Przede wszystkim Niemcy zabraniali, współpraca z Żydami groziła śmiercią. Oprócz tego powodem była obojętność, dystans, zaszłości majątkowe i zazdrość. Sieć kolaborantów była ogromna – wyjaśnia. Dlaczego więc, gdy o tym mówimy, wciąż budzi to szerokie oburzenie? – Jesteśmy społeczeństwem podzielonym, w części skrajnie narodowym, mającym rożne potrzeby podnoszenia mniemania o sobie, wiązania tego z przywiązaniem do tradycji katolickiej, ciągłości powstań, walki o niepodległość, aż do przesady. Jednak jakaś część Żydów przeżyła dzięki Polakom. Było wiele pozytywnych aktów pomocy i sami Żydzi o tym pamiętają – mówi profesor.

 


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com