Archive | September 2024

Captive’s father denies report relatives urging unilateral Hamas deal

Captive’s father denies report relatives urging unilateral Hamas deal

Israel at War


“I am in continuous contact with the other American families and all levels of the U.S. government. There is nothing behind this report,” Jonathan Dekel-Chen said.

.
Family members of Americans who were taken hostage by Hamas during the terrorist attacks in Israel on Oct. 7, including (from left) Yael Alexander, Orna Neutra, Adi Alexander, Liz Naftali, Jonathan Dekel-Chen, Ruby Chen and Ronen Neutra, talk to reporters outside the West Wing of the White House on Dec. 13, 2023. Photo by Chip Somodevilla/Getty Images.

Jonathan Dekel-Chen, the father of U.S.-Israeli captive Sagui Dekel-Chen, is denying a report in NBC News on Wednesday that families of Americans held hostage by Hamas in Gaza are urging the White House to cut a unilateral deal with the terrorist group.

Sagui Dekel-Chen was kidnapped from Kibbutz Nir Oz during the Oct. 7 Hamas-led assault in southern Israel. His father told Channel 12 that the report is false.

“I am in continuous contact with the other American families and all levels of the U.S. government. There is nothing behind this report,” Jonathan Dekel-Chen said.

“The report that the American families are demanding a separate U.S.-Hamas is not correct. I do not know where this report has come from. I am inside the room [for these meetings] and anything else is speculation,” he continued.

Citing five people familiar with the discussions, NBC News reported that the relatives urged the administration to consider options for an agreement that do not include Israel, speaking during a meeting with U.S. National Security Advisor Jake Sullivan shortly after the IDF recovered the bodies of six hostages in a tunnel in Rafah, including American dual citizen Hersh Goldberg-Polin.

Administration officials reportedly told them they would explore “every option” but that they believe that a deal with Hamas that includes Israel is the best approach.

The U.S. believes that there are four American hostages held by Hamas who are still alive. They are Edan Alexander, Sagui Dekel-Chen, Omer Neutra and Keith Siegel.

Three other U.S. hostages are believed to have been killed that day, with their remains being held by Hamas. America wants to recover their bodies as well.

NBC News reported in June that the Biden administration had talked about negotiating a unilateral deal for the release of American hostages.

The talks would take place via Qatari mediators, two current senior U.S. officials and two former ones told NBC at the time.

According to Wednesday’s NBC report, an administration official said that a unilateral deal with Hamas is unrealistic because Israel has the terrorists in prison that Hamas wants to be released, among other things that the U.S. cannot provide.

“We have considered all possible options to free the hostages and bring them home to their families. Because of Hamas’s demands, there has not been a formal offer for a side deal made, because no such deal is possible,” the official said.

“Hamas wants two things that only Israel can deliver: a ceasefire and nearly 1,000 Palestinian prisoners currently in Israeli jails. Every other proposal has gone nowhere because that is what Hamas demands for the hostages,” the official added.

“President Biden and the rest of the U.S. government remain fully committed to returning the hostages, including Americans, to their families. And we continue to work, day and night, to complete the ceasefire and hostage release deal that is under discussion.”


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Ich śmierć jest hańbą dla zachodniego sumienia

Czas potępić tchórzliwe milczenie zachodnich liberałów w obliczu faszyzmu Hamasu.


Ich śmierć jest hańbą dla zachodniego sumienia

Brendan O’Neill
Tłumaczenie: Małgorzata Koraszewska

 


Odkrycie ciał sześciu izraelskich zakładników w tunelu w Rafah potwierdza to, co wielu z nas wiedziało o Hamasie – że jest to machina do zabijania Żydów, która maskuje się jako ruch narodowo-wyzwoleńczy. Że nie ma żadnego celu poza prześladowaniem i rzezią narodu żydowskiego. Że, pomimo całego piania pożytecznych idiotów na Zachodzie o „oporze” i „dekolonizacji”, ich ideologia jest niczym więcej i niczym mniej niż faszystowskim terroryzowaniem mieszkańców państwa żydowskiego. „Brutalne morderstwo” tych sześciu ludzi, których jedyną zbrodnią – była ich żydowskość, jest najkrwawszym dowodem na to, że Izrael ma w Hamasie nie tylko wroga militarnego, ale także jadowicie rasistowskie, egzystencjalne zagrożenie.

Ale odkrycie zabitych Żydów rzuca ostre światło również na innych ludzi. Nie tylko na Hamas, ale także na nas, Zachód, a zwłaszcza na tę jego część, która nazywa siebie „postępową”. Kiedy zobaczyłem zdjęcia czterech mężczyzn i dwóch kobiet zabitych przez swoich porywaczy w ciemnym tunelu w Rafah, pomyślałem sobie: są ludzie w mojej społeczności tutaj w Wielkiej Brytanii, którzy oszpecili plakaty tych ludzi. Są ludzie na moich ulicach, którzy bazgrali na ich twarzach słowo „kolonizator”. Są ludzie w mojej profesji, którzy opisali dzień, w którym zostali porwani, jako „dzień świętowania”. Są ludzie w Londynie – i Nowym Jorku, Berlinie, Sydney – którzy wyrazili solidarność nie z tymi sześcioma pojmanymi Żydami, ale z rasistami, którzy ich pojmali.

I to dało mi do myślenia: dziś nie wystarczy potępianie Hamasu. Musimy również zapytać, jak to się stało, że tak wielu na Zachodzie podziela wypaczoną, bigoteryjną nienawiść Hamasu do tych sześciu istot ludzkich. Dlaczego tak wielu na Zachodzie usprawiedliwiało ich porwanie, niszczyło ich podobizny i fałszywie nazywało prześladowania ich „oporem”. Barbarzyństwa odkrytego w Rafah dokonał Hamas. Ale sumienie Zachodu nie jest całkowicie niewinne tej zdeprawowanej zbrodni.

Powiedzmy sobie jasno: horror w Rafah to coś, co niektórych postępowych ludzi na Zachodzie „rozradowało”, jest czymś, co „świętowali”. To jest Hamas, to jest jego „opór”. Cała szóstka, według IDF, została „brutalnie zamordowana” na krótko zanim ich znaleziono. Byli to: Hersz Goldberg-Polin, 23 lata, Izraelczyk-Amerykanin; Alexander Lobanov, 32-letni ojciec dwójki dzieci; Carmel Gat, 40-letnia kobieta z Tel Awiwu, która odwiedzała swoich rodziców w kibucu Be’eri w dniu pogromu 7 października; Almog Sarusi, 27-latek, który uwielbiał „podróżować po Izraelu swoim białym SUV-em ze swoją gitarą”; Eden Jerushalmi, 24-latka, która pracowała jako barmanka na festiwalu muzycznym Nova; i Ori Danino, 25 lat, który miał rozpocząć studia na kierunku elektrotechnika, gdy go porwano.

Wszyscy wykazali się niezwykłym heroizmem w obliczu faszystowskiego ataku Hamasu na państwo żydowskie 7 października 2023 r. Aleksander Lobanov pomagał ewakuować ludzi z festiwalu Nova, po czym uciekł z pięcioma innymi osobami do lasu Be’eri, gdzie został schwytany przez Hamas. Hersz Goldberg-Polin schronił się z innymi w schronie przeciwbombowym. Kiedy zabójcy Hamasu wrzucili granaty, próbując wymordować Żydów w środku, łapał je i wyrzucał z powrotem. Stracił przy tym jedną rękę. Ori Danino zdołał wydostać się z festiwalu Nova, ale potem wrócił, aby pomóc innym i został schwytany.

Almog Sarusi został schwytany, ponieważ pozostał przy swojej dziewczynie po tym, jak została postrzelona i ciężko ranna. Ona zmarła, a on został porwany, a jego miłość do dziewczyny wpędziła go w nienawistne ramiona Hamasu. Carmel Gat została opisana jako „anioł” przez uwolnionych zakładników: opowiadali, jak uczyła ich jogi i medytacji, aby pomóc im „wytrwać w niewoli”. A Eden Jerushalmi zadzwoniła na policję 7 października i szczegółowo opisała, co działo się na festiwalu Nova, zanim sama została schwytana. Jej ostatnie słowa brzmiały: „Znajdźcie mnie, okej?”

To jest prawdziwy opór. Nieprzygotowani, nieuzbrojeni, ci młodzi ludzie robili, co mogli, aby stawić opór antysemickiemu okrucieństwu najeźdźczej armii z Gazy. Odparli jej granaty, uratowali kilkoro ludzi, których ta armia obrała za cel, zajęli się ofiarami jej rasistowskiego sadyzmu. Nie prosili o wojnę, nie spodziewali się wojny, nie zasłużyli na wojnę. Ale kiedy nadeszła, brutalnie wdzierając się do ich kibuców i na teren festiwalu, podjęli działania, które pomogły zminimalizować cierpienia narodu żydowskiego. Jest świadectwem szalonego moralnego chaosu zachodnich radykałów i ich oderwania od wartości cywilizacyjnych, że nazywają rasistowskich najeźdźców na Izrael „oporem”, a żydowskich bohaterów, którzy stawiali opór, „kolonizatorami”.

Ale to wykracza poza głupawą „lewicową” apologetykę Hamasu. Wykracza poza usprawiedliwianie terroru. Można argumentować, że samozwańcze postępowe sumienie Zachodu jest nie tylko zadowolone z barbarzyństwa Hamasu, ale także współwinne. Wielu na Zachodzie odegrało aktywną rolę w usprawiedliwianiu porwania ludzi takich jak Goldberg-Polin, Lobanov, Gat, Sarusi, Jerushalmi i Danino. Aktywnie wzmacniali twierdzenia porywaczy, że są bojownikami ruchu oporu i aktywnie zapobiegali podnoszeniu świadomości o ofiarach porwań, w szczególności przez niszczenie plakatów z ich twarzami. Byli czymś więcej niż biernymi świadkami pogromu – byli nieopłacanymi PR-owcami zbirów dokonujących pogromu.

Rozważ dzikie tłumy antysemitów, które zrywały plakaty ze zdjęciami porwanych ludzi z budynków publicznych i latarni. Sześcioro zabitych w Rafah z pewnością było na niektórych z tych plakatów. Rzeczywiście, w kwietniu w Melbourne w Australii, ogromny mural „Bring Them Home” przedstawiający twarz Hersza Goldberg-Polina i innych został pomazany graffitti przez antyizraelskich agitatorów. Na jego twarzy i twarzach innych uprowadzonych Żydów namalowali wielkimi literami napis „WOLNA PALESTYNA”.

Ta odruchowa, rasistowska alergia na wszelkie działania mające na celu podniesienie świadomości na temat izraelskich zakładników była czystą manipulacją ze strony Hamasu. Niszcząc plakatysmarując je kałem lub pisząc na nich „kolonizator”, zachodni izraelożercy niewolniczo wzmacniali twierdzenie Hamasu, że ci ludzie nie są niewinni. Że zasługują na prześladowania. Że absolutnie nie powinniście współczuć, a wręcz powinniście nienawidzić takich osób jak ta szóstka młodych mężczyzn i kobiet, którzy byli więzieni, brutalnie traktowani i zamordowani w Rafah. To, że ludzie na Zachodzie, w praktycznie każdym większym mieście, pomagali Hamasowi w odczłowieczaniu Żydów w niewoli, powinno nas przerazić do szpiku kości.

Albo rozważmy szaleńczą „radykalną” wrogość wobec wszelkich wysiłków Izraela mających na celu uratowanie swoich porwanych obywateli. Minęły zaledwie trzy miesiące od szaleństwa w mediach społecznościowych „Wszystkie oczy na Rafah”. Prawie 50 milionów ludzi, w tym celebryci, udostępniło to hasło na Instagramie, którego celem było potępienie Izraela za samo myślenie o wysłaniu wojsk do Rafah. Teraz wiemy, że to właśnie tam przetrzymywano w odrażających, straszliwych warunkach tych sześciu zakładników i innych. Teraz wiemy, że Hamas wykorzystywał Rafah jako bazę do ataku na Izrael. „Wszystkie oczy na Rafah” nie było postępowym okrzykiem – to był akt „przebudzonego” ugłaskiwania zbrodniarzy. „Zostawcie Rafah Hamasowi” – taki był chory podtekst tego bezmyślnego trendu. Niewystarczająco usatysfakcjonowani z profanowania wizerunków sześciu młodych Izraelczyków więzionych w Rafah, pełni świętego oburzenia ludzie Zachodu wściekali się wówczas na działania militarne, które mogłyby doprowadzić do ich uratowania. Uczynili siebie obrońcami niegodziwego panowania Hamasu nad Rafah.

Są tutaj pytania do Kamali Harris, na które musi odpowiedzieć. Wydała teraz mile widziane, pełne gniewu oświadczenie w sprawie rzezi sześciu zakładników, opisując ją jako „oburzający skandal”. A mimo to przez miesiące stanowczo nakazywała Izraelowi, aby nie rozpoczynał „poważnej operacji wojskowej” w Rafah. Będą „konsekwencje”, ostrzegała. Obecnie wiadomo, że w Rafah przetrzymywany był obywatel amerykański. Teraz zabity. Czy to pierwszy raz w historii amerykański przywódca ostrzegał przed „konsekwencjami” za próbę uratowania Amerykanina, a nie za porwanie Amerykanina? Jak podsumowuje „National Review”, „Kamala Harris ostrzegła Izrael przed ‘konsekwencjami’, jeśli dokona inwazji na Rafah, gdzie Hamas właśnie zamordował amerykańskiego zakładnika”.

Teraz liczy się tylko jedno pytanie: czy warto walczyć o żydowskie życie? Niektórzy z nas uważają, że tak. Inni, poczynając od ludzi na najwyższych stanowiskach politycznych po wściekłych antysemitów na ulicach, wydają się myśleć inaczej. Łatwo jest widzieć moralny chaos Zachodu w sprawie Izraela-Hamasu jako konsekwencję starego problemu, „uśpienia rozumu”, uśpienia naszego sumienia. Ale w rzeczywistości sumienie Zachodu było bardzo rozbudzone, nadpobudliwe i głośne, i stanęło po stronie nie porwanych Żydów, ale ich porywaczy. Miejmy nadzieję, że pamięć o sześciu zabitych będzie błogosławieństwem – i miejmy nadzieję, że ich śmierć będzie lekcją dla Zachodu, który wydaje się całkowicie moralnie zagubiony.


Brendan O’Neill – znany brytyjski publicysta i komentator polityczny, wieloletni naczelny redaktor „Spiked” publikujący często w „The Spectator”. W młodości zapalony trockista, członek Rewolucyjnej Partii Komunistycznej i autor artykułów w „Living Marxism”. (Jak się wydaje, z tamtych poglądów została mu wiedza o tym, jak ideologia może odczłowieczać.)


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Tucker Carlson and the turning point for right-wing antisemitism

Tucker Carlson and the turning point for right-wing antisemitism

Jonathan S. Tobin


The former “Fox News” host’s platforming of Holocaust denial could blow up the GOP on the eve of the presidential election. Can Trump and J.D. Vance summon the will to condemn him?

.
Tucker Carlson, the former “Fox News” cable-TV host ho now has his own show, speaks on stage on the fourth day of the Republican National Convention at the Fiserv Forum in Milwaukee on July 18, 2024. Photo by Chip Somodevilla/Getty Images.

In a more perfect or at least saner world, we could afford to ignore Tucker Carlson. The former Fox News host’s ties to former President Donald Trump make his recent foray into crackpot lunacy with a program about Holocaust denial—on his show that appears on X, the social-media platform formerly known as Twitter and owned by billionaire entrepreneur Elon Musk—something that must be addressed, especially by conservatives.

In such a world, we might also not have to worry whether X, which is, more than ever, the principal venue for free political discourse, might come under attack from the government. The goal of X’s critics is to return to the situation that existed before Musk bought it in 2022 when it was a place where, at the behest of the federal government, dissent from current liberal orthodoxy could be censored.

But that is not the world we live in. The dilemma of what to do about Carlson’s descent from mainstream conservative pundit to full-blown extremist crank is separate from the issue of threats to shut down or in some way prevent X from being a place where discourse, whether good or bad, can remain relatively free. Yet Musk’s since deleted endorsement of Carlson’s Holocaust-denial show, came amid a torrent of attacks on the ability of X to operate. Challenges by the European Union, its banning by Brazil, and threats from liberal pundits and the resurfacing of comments made in 2019 by Vice President Kamala Harris in which she shows her comfort with censoring political opponents on the platform, have put its future into question.

The imperative to marginalize Jew-haters

The immediate issue facing Republicans is whether they are willing to countenance the continued presence of someone who is no longer hiding their antisemitic views in their presidential candidate’s inner circle on the eve of a crucial election. If they can’t summon the will to banish him to the fever swamps of American political life, they will not only be giving a crucial boost to otherwise marginal antisemites on the right but essentially conceding the election to the Democrats.

In this context, the questions to ask about Carlson are not confined to the justified outrage about his fawning, two-hour-long interview with faux podcast “historian” Daryl Cooper, during which Nazi motivations and culpability for the Holocaust were falsely downplayed and Winston Churchill, rather than Adolf Hitler, was depicted as the true villain of World War II.

It is now incumbent on all decent people, and especially those on the right, to demand that Carlson no longer be treated as a mainstream figure. Call it cancel culture, if you like, but the notion that someone who thinks it is acceptable or legitimate to question the truth about the Holocaust ought not to have access to a potential president, as Carlson appears to have with Trump, is entirely reasonable. That remains true even if Trump’s pro-Israel policies are the opposite of those of the former Fox News host.

During his seven-year run on Fox, Carlson built an enormous following. It might well be said that during the Black Lives Matter summer of 2020, he became the tribune of contemporary conservatism with his articulate critique of the moral panic that swept the nation in the wake of the death of George Floyd at the hands of Minneapolis police officers and the “mostly peaceful” riots that ensued. Though his soft spot for tinfoil-hat controversies was no secret, such as his fascination with UFO conspiracy theories, his main focus was on the issues that most conservatives and many centrists cared about, such as illegal immigration, critical race theory indoctrination and corrupt liberal elites that seek to squelch opposition to their continued hold on power.

The one indication of a problem with Jews was his steadfast avoidance of any discussion of Israel. During his time on Fox, Israel was the one word that was almost never mentioned between 8 p.m. and 9 p.m. Though his animus towards the Jewish state was not exactly a secret, in this way he avoided clashing with the sensibilities of the Republican (especially conservative Christian) electorate that made his show the most popular on cable TV news.

Tucker without guardrails

Jonathan S. Tobin – is editor-in-chief of JNS (Jewish News Syndicate). Follow him @jonathans_tobin.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Izrael zrównany z nazistami na zdjęciach z łódzkiego getta. ‘Nowe oblicze antysemityzmu’

Naklejka porównująca Izrael do nazistów (Robert Grześkowiak)


Izrael zrównany z nazistami na zdjęciach z łódzkiego getta. ‘Nowe oblicze antysemityzmu’

Robert Grześkowiak


Fotografie upamiętniające ofiary Holocaustu umieszczono na Starym Rynku w związku z 80. rocznicą likwidacji łódzkiego getta. Na jednej z instalacji ktoś umieścił naklejkę z napisem: “Izrael jest nazistowskim państwem”.

– To jest po prostu haniebne. Brakuje słów, aby to opisać – komentuje dr Adam Sitarek, historyk z Uniwersytetu Łódzkiego.

Zdjęcia z łódzkiego getta. Gwiazda Dawida i zrównana z nazistowską swastyką

Wystawa „Nieobecni. Getto łódzkie 1940-1944″, której otwarcie zainaugurowało obchody 80. rocznicy likwidacji łódzkiego getta, miała na celu upamiętnienie ofiar Holocaustu poprzez wielkoformatowe fotografie jego mieszkańców, wyeksponowane w przestrzeni Starego Rynku w Łodzi.

Na jednej z instalacji, która przedstawia m.in. mapę łódzkiego getta, ktoś umieścił naklejkę z napisem: „Izrael jest nazistowskim państwem”. Naklejka nie powstała spontanicznie, lecz wydrukowana, co może sugerować, że jest ich więcej. I mogą się pojawić w jeszcze innych miejscach w Łodzi. Pod drukiem, już długopisem narysowano, gwiazdę Dawida i zrównano ją z nazistowską swastyką.

Pan Jarosław, przechadzający się w okolicy z psem, nie dowierza w pierwszej chwili, gdy pytam go o naklejkę. – Szczeniactwo, jeszcze bez znajomości historii. Albo po prostu skończony kretyn. Innego rozwiązania nie widzę – mówi krótko.

– To, co się dzieje w Palestynie, jest okropne i rzeczywiście wymaga potępienia – zauważa łodzianka Barbara, którą również spotykam na Starym Rynku. – Jednakże rząd Izraela a ofiary Holocaustu to dwie różne opowieści, których nie powinno się mieszać. Moim zdaniem zrobił to ktoś, komu brakuje wiedzy i świadomości.

Historyk: Konflikt izraelsko-palestyński to kamuflaż dla antysemityzmu

– Najbardziej przerażające jest dla mnie to, że na zdjęciach z getta łódzkiego – niejako na żydowskich grobach i miejscu pamięci tragedii – gwiazdę Dawida zrównywano ze swastyką – mówi dr Sitarek.

Według niego wcale nie chodzi tu o konflikt izraelsko-palestyński. – Stał się on raczej kamuflażem dla ukrytego antysemityzmu, który teraz po prostu jest łatwiej wyrażać. Bo, oczywiście, można nie zgadzać się z polityką Izraela i we współczesnym świecie mamy mnóstwo możliwości na eksponowanie tej niezgody – tłumaczy. – Ale umieszczanie z premedytacją takiego symbolu, który zrównuje Izrael z nazistami, na wystawie poświęconej rocznicy likwidacji łódzkiego getta, gdzie są zdjęcia ofiar Holocaustu, to nie jest żadna krytyka rządu Izraela. To kolejna forma antysemityzmu, z którą zmagamy się od końca XIX wieku, a która przybiera różne formy. Zawsze bowiem szukano pretekstu, aby usprawiedliwiać swoją nienawiść do Żydów: najpierw Protokoły Mędrców Syjonu, potem proces Bejlisa, dyskusja o Jedwabnym, itd. Teraz wykorzystuje się konflikt na Bliskim Wschodzie jako iskrę wyzwalającą dawne, lecz cały czas obecne w społeczeństwach na całym świecie, sentymenty antysemickie.

Do sprawy odniósł się również Urząd Miasta Łodzi. – To akt chuligaństwa, który nie ma nic wspólnego z wartościami i tradycją Łodzi wielokulturowej – mówi rzecznik prasowy Paweł Śpiechowicz. I podkreśla: – Nie ma naszego przyzwolenia na używanie takich porównań z wykorzystaniem symboli nazistowskich.


Robert Grześkowiak – Student polonistyki na Uniwersytecie Łódzkim. Jako dziennikarz zajmuje się tematami społecznymi. Wielbiciel długich rozmów.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Zwierzęca dzikość i energia – Rozmowa z Avishai Cohenem

Avishai Cohen Foto & Bild | kunstfotografie & kultur, musik & konzert, jazz Bilder auf fotocommunity


Zwierzęca dzikość i energia – Rozmowa z Avishai Cohenem

TOMASZ HANDZLIK


Avishai Cohen

Urodzony w Izraelu kontrabasista, kompozytor i aranżer. Dorastał w położonym na północy kraju mieście Kabri. Od 9 roku życia uczył się gry na fortepianie, a następnie sięgnął po gitarę basową. Po dwóch latach służby w izraelskiej armii, gdzie grał w zespole reprezentacyjnym, rozpoczął studia w klasie kontrabasu Michaela Klinghoffera. Po kolejnych dwóch latach przeniósł się do Nowego Jorku, gdzie uczył się jazzu w Mannes College The New School for Music. Tuż po studiach został zaproszony do zespołu słynnego panamskiego pianisty Danilo Pereza, z którym nagrał album „Panamonk”. W 1996 roku dołączył do sekstetu „Origin” Chicka Corei, a siedem lat później założył własny zespół Avishai Cohen Trio. Nigdy jednak nie przerwał współpracy z gwiazdami. Pojawiał się u boku takich gigantów jak Bobby McFerrin, Roy Hargrove, Herbie Hancock czy Paquito D’Rivera, zaś opiniotwórczy amerykański magazyn „Down Beat” okrzyknął go wizjonerem gatunku i jednym z najciekawszych muzyków ostatnich lat. Na swym koncie Cohen ma 12 autorskich albumów.
Podczas 13. Bielskiej Zadymki Jazzowej LOTOS JAZZ FESTIVAL artysta zaprezentował najnowszy z nich – „Seven Seas”. Była to światowa premiera nagrania


„Muzyka Bliskiego Wschodu czerpie z wielu kultur – arabskiej, żydowskiej, bałkańskiej, europejskiej, afrykańskiej. I właśnie to jest największe piękno muzyki. Świat staje się mniejszy” – mówi basista i kompozytor Avishai Cohen, który wystąpił właśnie podczas 13. Bielskiej Zadymki Jazzowej

TOMASZ HANDZLIK: Nie wiedziałem, że jazz jest tak popularny w Izraelu.


AVISHAI COHEN: Popularny to chyba niewłaściwe słowo. Ale z pewnością cieszy się coraz większym zainteresowaniem ludzi młodych, którzy nie tylko słuchają, ale coraz częściej chcą się uczyć jazzu.

A ja myślałem, że u was to tylko tradycyjny folk i żydowskie pieśni.

Dziś najpopularniejsza muzyka to ta, którą gra się w radiu. A ona niestety niewiele ma wspólnego z tradycją jakiegokolwiek kraju. Pozostaje tylko nadzieja, że dobra muzyka zawsze znajdzie swoich słuchaczy.

Ty ich znajdujesz bez trudu?

Tak naprawdę wybrałem jazz dla samego siebie. Gram dla poczucia wolności, jakie daje mi improwizacja. Zawsze kochałem nieograniczoną możliwość kreowania własnego muzycznego świata. I to w ciągu jednej chwili.

Podobno inspirował Cię Jaco Pastorius?

To jeden z tych artystów, których kocham najbardziej, którzy ukształtowali mnie jako muzyka. Bo jeśli chodzi o bas, to właśnie Jaco był najważniejszy. Oczywiście obok Bacha, Stevie Wondera i jeszcze paru im podobnych (śmiech).

Avishai Cohenem “Seven Seas”

Ale Pastorius to był świr. Tymczasem Ty wyglądasz na zupełnie normalnego i spokojnego faceta.

To nieważne. Mnie fascynowało jego brzmienie. Kiedy go słuchałem, nie mogłem uwierzyć, że to gra bas. Bo w tych dźwiękach było coś zarówno ponadludzkiego, jak i ponadinstrumentalnego. Jakaś zwierzęca energia, dzikość, żywotność. Brzmienie Pastoriusa oczywiście nie sprowadzało się jedynie do tych dźwięków basu, ale całokształtu jego postaci jako artysty. To właśnie jego „ja” ubrane było w ten potężny dźwięk.
A czy ja jestem spokojny i opanowany? Teraz, w trakcie rozmowy, pewnie tak. Oszczędzam energię. Ale kiedy wychodzę na scenę, potrafię być bardziej żywiołowy. Jest we mnie ta druga, mroczna, nieco dzika natura. Przecież każdy człowiek ma w sobie tę drugą naturę, która potrafi się ujawnić na scenie czy w innych, zupełnie wyjątkowych sytuacjach. Wolę wewnętrzny spokój, bo tak łatwiej się żyje. Zwłaszcza, że bycie szalonym nie zawsze wychodzi na dobre. Ale z drugiej strony, będąc taką oazą spokoju na scenie, musiałbym chyba grać wyłącznie jazzowe ballady.

A Ty przecież jesteś twardy. Zwłaszcza, że służyłeś w izraelskiej armii.

Nie pchałem się wcale do wojska, nie chciałem być żołnierzem. Ale w Izraelu każdy musi swoje odsłużyć. Ja postanowiłem grać w wojskowej orkiestrze, bo to było jedyne rozwiązanie, żeby nie nosić karabinu i nie musieć walczyć. A muzykę kochałem od zawsze. Miałem więc dużo szczęścia, trafiając do garnizonowej orkiestry. Oczywiście nie mogłem tam grać takiej muzyki, jaką sobie wymarzyłem, ale i tak sporo się nauczyłem.

Graliście wojskowe marsze?

Nie. Przeważnie izraelski rock i pop, bo to najbardziej podobało się pozostałym żołnierzom.

To dlaczego wyniosłeś się do Nowego Jorku?

Bo zacząłem traktować jazz bardziej serio. A wiadomo, że Nowy Jork to mekka jazzu. Najlepsze miejsce dla młodego muzyka. Poszedłem więc do szkoły, zacząłem odkrywać tamtejszą scenę i już wiedziałem, że była to najlepsza decyzja życia.

Było łatwiej niż w Izraelu?

Nie do końca. Byłem młodym chłopakiem, który przyjechał do zupełnie obcego miasta i musiał jakoś zapłacić za szkołę i czynsz. Nikt mnie jeszcze nie znał, nie miałem doświadczenia jako basista i nie dałbym rady wyżyć z grania. Początkowo pracowałem więc na budowie, potem grywałem na ulicach i w metrze. Początki były trudne, ale traktowałem to jak wyzwanie, którego szukałem i które było mi potrzebne. Potem przyszło pierwsze zaproszenie do latynoskiego zespołu szkolnych kolegów. I zacząłem wreszcie żyć z grania.

Muzyk z Bliskiego Wschodu grający latynoski jazz? Niezła historia!

To jednocześnie dziwne i całkiem normalne. Bo przecież muzyka Bliskiego Wschodu czerpie z wielu kultur – arabskiej, żydowskiej, bałkańskiej, europejskiej, a czasem przypomina nawet muzykę afrykańską. Właściwie możesz ją połączyć z każdą inną kulturą, jeśli tylko wyczuwasz podobieństwo w rytmie, groove’ach. I właśnie to jest największe piękno muzyki. Świat staje się mniejszy.

Spodziewałbym się, że jadąc do Nowego Jorku, nawiążesz raczej współpracę z Johnem Zornem. Próbowałeś?

Nie, choć dzisiaj każdy mnie o to pyta. Nie twierdzę, że nie byłoby to ciekawe, bo Zorn to świetny muzyk, a mój muzyczny świat zbudowany jest na tych samych korzeniach, wpływach i wartościach. Ale lubię inne wzorce, lubię ulegać wpływom rzeczy, na których nie byłem wychowywany, których jeszcze nie znam.

Magazyn „Down Beat” okrzyknął Cię „wizjonerem gatunku” i umieścił na liście najlepszych basistów świata.

Kiedy byłem młodszy myślałem, że byłoby wspaniale, gdyby ktoś kiedyś powiedział, że jestem znakomitym basistą. Teraz patrzę na muzykę w trochę szerszym kontekście. Nie myślę już tylko w kategoriach basu i basistów. Po prostu uwielbiam siedzieć w tym świecie. I tyle. I nieważne, co mówią czy piszą. Artysta nie powinien tego traktować zbyt serio, zwłaszcza gdy pada hasło, że jesteś geniuszem. Najważniejsza w tym zawodzie jest aktywność.

A ten szerszy kontekst?

To moja recepta na muzykę. Największy dar, jaki mam. Ja po prostu kocham różne gatunki i brzmienia. Oczywiście muzyka musi być dobra, ale styl nie ma znaczenia. Kiedy przyjechałem do Nowego Jorku, grywałem reggae z bardzo poważnymi przedstawicielami tego nurtu, ale grałem też funky, rocka, a zdarzyło się nawet, że sięgałem po flamenco. Próbowałem chyba wszystkiego. Najważniejsza jest otwartość na nowe doznania. To samo dziś zresztą powtarzam wszystkim młodym muzykom, bo najlepszą dla nich nauką jest rozszerzenie horyzontów, poznanie tylu rzeczy, ile się tylko da. To kształtuje duszę muzyka. A ostatni składnik tej recepty to bycie szczerym z samym sobą.

Więc twoja muzyka to nie tylko jazz?

Nie. I prawdę mówiąc nigdy nie grałem takiego typowego jazzu. Zwykle krążyłem wokół tej definicji.

A jednak grałeś z Bobbym McFerrinem, Chickiem Coreą, Herbie Hancockiem. To giganci jazzu.

Zagrałem, bo to oni mnie zaprosili, a ja akurat miałem na to wielką ochotę. I nie widzę w tym nic nadzwyczajnego. Były to oczywiście bardzo wymagające i ambitne projekty, ale taka jest muzyka. Na tym polega wyzwanie.
Tak naprawdę trudniejsze od współpracy z gwiazdami jest bycie liderem własnego zespołu. Bo im więcej obowiązków, tym robi się ciężej. Pojawia się stres, bo to ty jesteś teraz za wszystko odpowiedzialny. A przy tym jest też dużo więcej radości i zadowolenia. To jeden z powodów, dla których warto żyć.

Czujesz się już spełniony?

Tak, tyle że ciągle mi mało.

Nadal mieszkasz w Nowym Jorku?

Mieszkałem tam 12 lat. W 2004 roku wróciłem do Tel Awiwu.

Macie tam kluby jazzowe?

Niewiele. Ale ludzie i tak znajdują sposoby na granie. Jeśli tylko chcą. Ja przeważnie występuję poza Izraelem. W USA i Europie. Do Tel Awiwu wracam, żeby się zrelaksować, napisać coś nowego. Bo takiej okazji nie mam w innych częściach świata.

Tel Awiw się nie zmienił?

Raczej nie. Może poza paroma zwyczajnymi rzeczami, które dzieją się w każdym rozwijającym się mieście. Ale kocham to miasto, to wciąż cudowne miejsce do życia


Tomasz Handzlik – Dziennikarz muzyczny, współpracuje m.in. z „Gazetą Wyborczą” i dwutygodnik.com, studiował muzykologię na Uniwersytecie Jagiellońskim, gra na trąbce.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com