W poszukiwaniu jądra ciemności

W poszukiwaniu jądra ciemności

Andrzej Koraszewski



Czytamy gazety, słuchamy radia, oglądamy telewizję próbując się rozeznać w tym dziwnym świecie. Mogło by się zdawać, że dziś jest to łatwiejsze niż było dwieście czy trzysta lat temu. Dzięki komunikacji elektronicznej w ciągu kilku minut mogę się dowiedzieć o strzelaninie w Meksyku, o trzęsieniu ziemi w Japonii, czy o zamieszkach w Nepalu.

W elektronicznych wersjach gazet zrezygnowano z układania kolejnych wydań dziennika. Wiadomości wrzuca się jak leci. Informacja, że pijany rowerzysta spadł z nasypu, wypycha informację, że Turcja bombarduje Kurdów. Informacyjna kakofonia dostarcza nam wiadomości z globalnej wioski, ale wydawcy dzienników nie pełnią już roli przewodników. Śledząc wiadomości ze świata musimy sami układać priorytety, decydować co jest ważne, co zaklasyfikować do kategorii ciekawostek, a co pominąć jako całkowicie nieistotne.

W systemie komunistycznym informacje ułożone były w staranny sposób, by przekonać nas do wizji świata zgodnej z aktualną linią partii. Mam wrażenie, że czytając „Trybunę Ludu” zbyt łatwo odwracaliśmy znaki prawda – fałsz. Młodość i obcowanie z systemem totalitarnym wpychały nas w manichejski dualizm.

Czarno-biały świat dobra i zła, prawdy i fałszu, zachęca do teorii spiskowych. Żyliśmy w świecie niedostatku informacji, więc mieliśmy skłonność do wróżenia z fusów. Zabawnie wyglądają tamte uczone analizy kto koło kogo stał na trybunach, sztuka czytania między wierszami, próby przewidzenia, co może być jutro, za rok, za dziesięć lat. Upadek komunizmu był najrzadziej przewidywaną możliwością.

Co porządkowało strumień skąpych informacji? Poszukiwanie wskazówek, czy będziemy mieli trochę więcej wolności, czy będzie łatwiej żyć i czające się pytanie główne – czy powróci groza wojny. Wojny toczyły się przez cały czas. Wojna koreańska, wybuchy na Bliskim Wschodzie, Wietnam, Kambodża, miliony ginące w Afryce, komunizm walczący o lepsze z faszyzmem w Ameryce Południowej. Pozornie wszystko było podporządkowane centralnemu konfliktowi między Wschodem i Zachodem, między komunistycznym totalitaryzmem i demokracją. Oczywiście nie była to cała prawda. Wywiady obcych mocarstw podgrzewały odwieczne lokalne antagonizmy, konflikty takie jak między Indiami i Pakistanem wymykały się z naszych schematów. Rodząca się Unia Europejska interesowała niewielu, większość nie próbowała nawet zrozumieć konfliktów między Francją i Ameryką, czy jeszcze bardziej złożonych napięć między Wielką Brytanią i Niemcami.

Wojny były tak daleko, że walka o talon na małego fiata skutecznie wyciszała poczucie śmiertelnego zagrożenia.

Co porządkuje nasz odbiór informacji ze świata? Egoizm, odczucia moralne, poszukiwanie prawdy? Z pewnością nasze zmysły są nastawione na wyłapywanie zagrożenia. Zagrożenie innych może budzić silniejsze lub słabsze reakcje moralne. Czy zwróciła Pani uwagę jak mało dociera informacji o tym co dzieje się w Kongo? Niewielu interesuje się kto tam z kim walczy i dlaczego, zagraniczni dziennikarze nie widzą powodu do odwiedzania tego kraju. Patrice Lumumba, Mobutu, to nazwiska, które ludziom nic nie mówią. Ile milionów ludzi zginęło w Kongo od chwili opuszczenia tego kraju przez Belgów? 10? 15? Podobno tylko w tym tysiącleciu około pięciu milionów. Kongo jest nadal naszym jądrem ciemności.

Nasze busole moralne są wyrobem chałupniczym. Materiał do ich konstrukcji pobierany jest z religii, lokalnej kultury, mają tu przemożny wpływ doświadczenia życiowe dziadków i rodziców, przypadkowe spotkania, literatura, media. Czasem jeden nauczyciel może zmienić naszą busolę moralną w instrument zasadniczo różniący się od tych, którymi posługują się sąsiedzi. Zmiana na dobre lub na złe. Może nauczyć nas odrazy do grasujących w Internecie nienawistników, może włączyć w szeregi tych, do których inni czują odrazę. W naszym współczuciu pozostaniemy wybiórczy, nie mamy innej możliwości.

Z wielkiego świata wybieramy miejsca, które interesują nas bardziej. Często są one związane z głęboko zakorzenionymi mitami. Zdumiewające jak często pojawia się tu mit Żyda – żydokomuna, żydowski kapitalizm, spiskowe teorie pozwalają idiocie czuć się intelektualistą. Zbyt często odwracamy oczy od Konga i gapimy się na Bliski Wschód, wsiadamy do pociągu Orient Express w przekonaniu, że patrząc przez okno zobaczymy wszystko.

Chciałbym Pani opowiedzieć o pewnej, na pozór nieistotnej wiadomości. Palestyńska Rada Ustawodawcza to liczący 132 posłów parlament palestyński. Ostatnie wybory do tej rady odbyły się w 2006 roku. Wiążących ustaw podejmować się nie da, zarówno z powodu konfliktu OWP z Hamasem, jak i z powodu tego, że wielu posłów siedzi w izraelskich więzieniach za działalność terrorystyczną. Brak ważnej legitymacji wyborców wydaje się tu być przeszkodą najmniejszą. W budynku palestyńskiego parlamentu jest jednak jakieś życie i 26 lipca 2015 roku Rada ostrzegła przed próbami ograniczenia zasiłków dla uchodźców. Chodzi o UNRWA czyli utworzoną 8 grudnia 1949 roku Agendę Narodów Zjednoczonych dla Pomocy Uchodźcom Palestyńskim na Bliskim Wschodzie. Agenda miała pomóc w szybkim rozwiązaniu problemu palestyńskich uchodźców. Jak to się stało, że zamiast rozwiązania przyniosła utrwalenie problemu na całe pokolenia?

W lipcu 2015 roku przewodniczący Rady w komunikacie prasowym oświadczył, że nowa polityka UNRWA jest „deklaracją wojny z uchodźcami”.

Obawiamy się – pisał dalej – że jest to powrót do prób osiedlenia uchodźców, jakie były podejmowane w latach pięćdziesiątych. Prób, którym lud palestyński przeciwstawił się z całej mocy i wobec których nadal będzie się opierał. Wezwał również Palestyńczyków, by opierali się przeciw tej „konspiracji”.

Od czasu założenia UNRWA rozwiązano lepiej lub gorzej problem dziesiątków milionów uchodźców w Pakistanie i z Pakistanu, dziesiątków milionów uchodźców w Afryce, maleńki Izrael (oczywiście bez żadnej pomocy ONZ), borykał się z rozwiązaniem problemu uchodźców z krajów muzułmańskich, których było więcej niż uchodźców palestyńskich. Międzynarodowa społeczność zrobiła wszystko, co było w jej mocy, by zmienić Palestyńczyków w amunicję przeciw Izraelowi.

Elity palestyńskie żyły i żyją z tego, że świat pomaga w utrwalaniu statusu Palestyńczyków jako pariasów w krajach arabskich. To elity palestyńskie protestują przeciwko przyznaniu Palestyńczykom praw obywatelskich w ich krajach zamieszkania. To elity palestyńskie domagają się, by Palestyńczycy pozostawali bezpaństwowcami, pozbawionymi prawa do pracy, opieki zdrowotnej, prawa do jakiejkolwiek stabilności.

W oczach większości zachodnich polityków OWP jest całkowicie wiarogodnym partnerem Izraela w negocjacjach pokojowych. Jest to partner, który nie odważa się rozpisać wyborów, bo jest zbyt duże prawdopodobieństwo, że utraciłby władzę na rzecz bardziej radykalnego Hamasu, jest to partner negocjacji pokojowych, który nie odważa się powiedzieć, że uznaje prawo Izraela do istnienia, bo taka deklaracja grozi śmiercią własną i członków rodziny, jest to partner, który prawdopodobnie szczerze i nie bez powodu wierzy, że poprawa położenia Palestyńczyków to najgorsza rzecz, jaka mogłaby spotkać palestyńskie elity.

Czy wierzy Pani w jakąś uniwersalną moralność? Moralność wyprowadzona z religii i mitów plemiennych aż nazbyt często okazuje się moralnością Kalego. Z ewolucyjnego punktu widzenia jest to zrozumiałe, nasza empatia wyrasta ze związków rodzinnych, z wielkimi oporami akceptując stopniowo innego.

Czytała Pani Pejzaż moralny Sama Harrisa? Zaczynając ten list sądziłem, że zatrzymam się przy tej próbie odpowiedzi na pytanie, czy nauka może nam pomóc w naszych wyborach moralnych. Fascynująca książka, tak odległa od codziennej lektury wiadomości ze świata.

W życiu codziennym wsiadamy w Orient Express i jedziemy na poszukiwanie umiarkowanych fanatyków. Znajdujemy ich w Teheranie, w Ankarze, w Ramallah. Gniewamy się na Izrael. Na kogoś musimy się gniewać. Izrael nie ma przekonania do umiarkowanych fanatyków, źle wybiera swoich polityków, z jakiegoś dziwnego powodu nie ufa ludziom powtarzającym, że ten kraj trzeba wymazać z mapy świata, a jego mieszkańców wrzucić do morza. Patrząc z okna pociągu Orient Express, to stanowisko izraelskich polityków wydaje się zupełnie niedorzeczne.

Grono wiernych czytelników Pani blogu wsiada do pociągu Orient Express w poszukiwaniu jądra ciemności. Odnosi się wrażenie, że bilety dostali w spadku.

P.S. Nie czytałem o umiarkowanych fanatykach z Kongo. Z tego kraju doniesienia pisane są innym kodem. W ogóle trudno dokopać się do informacji z Konga, chyba że sięgamy do kongijskiej prasy.


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com