Wszyscy mamy brudne serca? O ojcu w SB, Żołnierzach Wyklętych i stalinowskich katach opowiada Anna Kłys
Anna Wittenberg 

Stach wstąpił do milicji, zabił sowieckiego żołnierza, uciekł z więzienia i na dobę dołączył do leśnej bandy. Młynarek też zaraz po wyzwoleniu wstępuje do milicji, ale staje się dowódcą plutonu egzekucyjnego, przed którym staje Stach. Kto jest bohaterem?
Anna Kłys pracując nad książką o Żołnierzach Wyklętych dowiedziała się przypadkiem, że jej ojciec był w SB. – Obciążenie mentalne, ekonomiczne, genetyczne? O jakim poziomie mogę mówić? – zastanawia się. A później opowiada mi o “Resortowych dzieciach”, własnych korzeniach, i przeszłości tych, którym dzisiaj chcemy stawiać pomniki.
O pani.
Co panią interesuje?
To, co wydarzyło się wtedy, kiedy pracując nad książką o Żołnierzach Wyklętych dowiedziała się pani, że ojciec był w SB.
Wszystko, co wtedy czułam, o czym myślałam jest zapisane w “Brudnych sercach”. Nie wyrosła mi druga głowa, ani trzecia ręka, nie zmieniłam się fizycznie, tyle tylko że błyskawicznie przesiadłam się z wygodnego auta, do trzęsącej furmanki. Runął mi cały świat, tylko tyle.
Da się wyleczyć z “wirusa czerwonej zarazy”? Tak pani opisuje bycie córką oficera SB.
Czerwona zaraza, komunistyczny pomiot, esbecki bachor… To nie ja nazywam siebie „pomiotem ubeckim“, tylko taki obowiązuje język w dyspucie internetowo-ulicznej. Upłynęło sporo czasu, zanim dość swobodnie zaczęłam mówić o sobie w tym kontekście. Pisać mogłam od razu, ale rozmawiać jakoś nie.
Mimo że wszyscy wiedzieli? Portret pani ojca był pokazany na wystawie IPN na jednym z głównych poznańskich placów.
Ale ja nie wiedziałam. Ani tego, kim był ojciec przed moim urodzeniem, ani tego że była taka wystawa i że moi przyjaciele o tym wiedzą. Że stałam się tematem towarzyskich pogawędek o moralności. Nie widziałam tej wystawy, nikt się nawet nie zająknął przy mnie o tym, że coś takiego miało miejsce.
Wtedy, kiedy dowiedziałam się, zresztą zupełnie przypadkowo, dzięki internetowi, o przeszłości mojego ojca, napisałam listy do bliskich mi osób. I dopiero wtedy dowiedziałam się, że oni wszyscy wiedzieli. Wtedy to bardzo przeżywałam, ale teraz mam dystans. Żartuję, że jestem najlepszym wywiadowcą świata, bo mało jest osób, które od urodzenia były uczone jak szukać informacji, jak łączyć fakty. Albo, kiedy palnę coś wyjątkowo złośliwego o kimś, to mogę sama siebie przywołać do porządku, i powiedzieć, że wychodzi ze mnie ubek. Teraz mogę się z tego śmiać. Nie dlatego, że lekceważę ten temat, ani że jestem wyjątkową cyniczką. Ale dlatego, że przerobiłam w sobie tę historię.
Nie jestem karmicznym ciałem urzędu bezpieczeństwa.
Obciążenie mentalne, ekonomiczne, genetyczne? O jakim poziomie mogę mówić? O jakiej odpowiedzialności za przeszłość? Odpowiadam za siebie, za moje tu i teraz. Za to jestem odpowiedzialna. Za moją ocenę tego co robił mój ojciec. Dlatego opowiedziałam swoją historię, żeby przez własny ekshibicjonizm pokazać, jak trudna to jest droga, jak potwornie bolesna – ale możliwa. Żeby te tysiące i tysiące ludzi żyjących w Polsce, w XXI wieku zrobiły ten maleńki krok i dały sobie radę z tajemnicami własnych rodzin, albo co musi być jeszcze potworniejsze – z własnymi tajemnicami.
W pani przypadku, to było czterdzieści lat tajemnicy…
Czytaj dalej to: Wszyscy mamy brudne serca?…
twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com