Pamiętniki z Hajfy 46

Pamiętniki z Hajfy 46

redakcja


Kolejna część zapisków Dany Keren, która mieszkała w Izraelu w latach sześćdziesiątych, potem wyjechała do Kanady i kilka lat temu zrobiła ponownie aliję do Izraela.

W tę ortografię trzeba się wczuć..

 

Wojsko plus, już nie mówiąc o terroryźmie

1. Ślup Spadkobierczyni – czwartek

Odbył się na czas, mimo, że ja się miałam spóźnić. Już zaczyna się chupa, a tu nagle dzwoni telefon (mój znaczy się). Jakaś baba beszczelnie się dopomina o extra klucz do mieszkania jej córki. Kazałam jej zadzwonić do mnie jak wrócę z wojska. Kto ma czas na takie beszczelne baby. Spatkobierczyni Danusi Yeruszalajmskiej była przepiękna i para młoda była rozanielona. I żeby im tylko dobrze było razem. Ślup odbył się w kibucu, i wszystkie jerozolimskie kolenżanki stawiły się. Dostałyśmy stół dla Polaniyot i plotkowałyśmy jak najęte, aż przyszedł czas wracać do Haify. Siostra Yerushalajmskiej wzięła mnie spowrotem i dzięki Bogu, że jakiś Izraelczyk wymyślił Waze, bo inaczej byśmy się kręciły po izraelskich szosach po dziś dzień.

2. piątek

Najpierw musiałam (po bardzo późnej poślubnej nocy) popędzić na 9:15 do zastępczyni mojego doktora M., czyli do Dr. Gitel. Przyszłam po lekarstwo, mój własny doktorek gdzieś się szwenda, dr. Gitel stwierdza: aaaa, masz cukrzycę. Nie mam cukrzycy oświadczam, mam wręcz odwrotnie. To po co bierzesz to lekarstwo? Żebys miała się o co pytaćć, do jasnej cholery. Dr. Gitel drukuje receptę na lekarstwo i mi daje, kiwając przez cały czas głowa z dezaprobatą. Trudno. Teraz do apteki, potem do supermarketu niedaleko doktora – ostatnie zakupy na wojskowe poczeby.

Potem idę do domu, bo mój fryzjer ma się zjawić o godz. 3-ciej po południu. On jest pobożny człowiek, więc 3-cia to trochę poźno dla niego w piątek. Zdążylam dotrzeć do domu, napić się świeżo kupionej kawusi – dzwoni telefon. Fryzjer się pyta, kiedy będziesz w domu? Jusz!!! – to ja mogę jusz przyjść, pyta sie fryzjer. No i dostałam ostrzyżenie (nie mylić z ostrzeżeniem) i już byłam potem wypucowana na wojsko. Moja sąsiadka nie przestaje wydzwaniać, same tragedie i katastrofy związane ze zbliżającym się remontem naszego budynku. Również dwie inne właścicielki mieszkań, obydwie architektki – wydzwaniają do mnie. UFF! Jadę do wojska odpocząć od tych kretyństw.

Odpoczynek był Pierwsza Klasa

3. – wojsko

W koncu nadchodzi niedziela, ja jade na lotnisko, gdzie jest pierwsze spotkanie wszystkich wolontariuszy, ktorzy tego dnia zaczynaja “sluzbe”. Dojezdzam taksowka do stacji Bat Galim, ciagne duza i ciezka walizke, musze ja ciagnac po schodach do wejscia, wiec jasna rzecz, ze z wrazenia nie zauwzylam ochrany i wtargnelam sobie tam i zasuwam prosto do kasy. Giweret!!!! – obruszyl sie ochraniacz. Twoja walizka musi przejsc przez rentgen, CT i MRI! Przeciez nie moge jej podniesc, odpowiadam. Ja podniose mowi ochraniacz.

Walizka okazala sie o dziwo zupelnie koszerna – kasjerka sprzedaje mi bilet dla antycznej staruszki po czym ja nie mam pojecia gdzie mam isc dalej. No i jak zwykle w naszym fspanialym kraju – podchodzi do mnie uprzejmy pan i sie pyta czy moze mi pomoc. widocznie mam rozpacz wymalowana na mojej twarzy. Nie przydaje sie fcale moj totalny brak rozeznania sie w terenie.Tak, tak, tak!! – pomocy i SOS! no i wzial moja walizke przez rozne przeszkody w stacji, ktora akurat byla w stanie remontu (ja juz dostaje swira od tych remontof) i doprowadza mnie prosto do pociagu, ktory akurat nadjechal i bierze moja walizke do srodka. Ktos mi daje miejsce, tlok jest nieziemski. W niedziele rano i w czwartek po poludniu odbywa sie przemieszczenie narodu (przede wszystkim militarnego).

Z wygodnego domu do baz wojskowych i spowrojtkiem w czwartel po poludniu. Dotarlam na lotnisko, ide do grupy wolontariuszof z angielsko jezycznych krajow a tu nagle slysze: Serwus Danka! – a to Poldek, nasz kolega obecnie z Anglii chyba, ale ja go znam z ’67-go roku z Jerozolimy, wiec fajnie go spotykac od czasu do czasu w roznych miejscach w Izraelu. Nasza organizatorka woła ludzi ze swojej listy i przychodzi moja kolejka, ona przykleja mi do bluzki nazwe bazy i rejestruje. Nagle widze, ze w mojej bazie bedzie grupka ludzi, bylych Kanadyjczykow, ktorych poznalam pare lat temu na innej bazie. Ja szukam kolezanek do pokoju i oznajmiem: kto chce kawe do lozka rano – pojsc za mna! Od razu zjawily sie dwie panie, wiec teraz bedziemy razem. Ja je nazywam “my coffee mates”, czyli smietanka do kawy.

Dostarczamy wolontariuszy do dwoch baz, za co dostalismy w prezencie lunch w jednej z nich i w koncu docieramy do naszej bazy zwanej Shomera, i zamieszkalej przez Chativa 300 czyli Dywizja nr. 300. Nasza instruktorka opowiada nam o umieszczeniu nas w domkach (pokojach). Okazuje sie, ze jeszcze dwie panie chca kawy wiec w piatke wzielysmy barak na piec osob (wlasciwie na 10 – ale milosciwie nikt nam nie kazal spac na gornej polce).

barak1

Na zarekirowanej laweczce znajduje sie nasz barek kawowy, a w “szafie” za barkiem -moja walizka

12. 10.15
Wchodzimy do naszego baraku, a jedna z pan, żachnela sie: what schmutz! Schmutz, schmutz, schmutz! i pobiegla szukac narzedzi do wyczyszenia naszego baraku (good luck with that)! Rowniez oznajmia z rozpacza w glosie, ze ani nie ma makijazu na buzi, ani nie ma wylakierowabarak22nych paznokci. Powaznie zastanawialam sie jaki bedzie jej los w sluzbie wojskowej. Ale niespodzianie ta pani byla absolutnie super. Nastepnego ranka mielismy miec czas do zorganizowania swoich wlasnych smieci a tu nagle nasza superwajzorka przychodzi i mowi, ze obudzili ja i jestesmy pilnie potrzebni na innej bazie. Skrzatnelismy sie i dosc szybko dojechalismy do tej bazy jadac jeszcze bardziej na polnoc. Jak juz dojechalismy, powiedziala nam superwajzorka, ze na tej bazie nie wolno fotografowac niczego, nawet nie pustej sciany i w ogole ta baza nie istnieje i my na tej bazie nigdy nie bylismy. No, moze tam nie bylismy, ale zesmy sie tam napracowali. Malowalismy cala baze, sciany, drzwi, nawet skaly, ktore podtrzymuja bunkier obserwacyjny. Jutro do nich wracamy

 

Czytaj dalej tu: Pamiętniki z Hajfy 46


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com