NAZA i dwadzieścia pięć minut nienawiści


NAZA i dwadzieścia pięć minut nienawiści

Anjuli Pandavar


Zmiana zachodziła wewnątrz umysłu, który dobrowolnie poddawał się tej masowej kontroli myśli.


Kłamstwa nie są sednem sprawy; sednem jest wypaczanie prawdy.


„Potworność Dwóch Minut Nienawiści nie polegała na tym, że człowiek musiał odgrywać swoją rolę, lecz przeciwnie — na tym, że nie sposób było powstrzymać się od udziału. Po trzydziestu sekundach wszelkie udawanie stawało się zawsze zbędne. Ohydna ekstaza strachu i mściwości, pragnienie zabijania, torturowania, roztrzaskiwania twarzy młotem kowalskim zdawały się przepływać przez całą grupę niczym prąd elektryczny, przemieniając człowieka, nawet wbrew jego woli, w wykrzywionego grymasem, wrzeszczącego szaleńca. A jednak odczuwana wściekłość była emocją abstrakcyjną, pozbawioną kierunku, którą można było przerzucić z jednego obiektu na drugi niczym płomień palnika. I tak w jednej chwili nienawiść Winstona nie była wcale skierowana przeciw Goldsteinowi, lecz przeciwnie – przeciw Wielkiemu Bratu, Partii i Policji Myśli; w takich chwilach jego serce zwracało się ku samotnemu, wyszydzanemu heretykowi na ekranie, jedynemu strażnikowi prawdy i zdrowego rozsądku w świecie kłamstw. A jednak już w następnej chwili był jednym z otaczającymi go ludźmi i wszystko, co mówiono o Goldsteinie, wydawało mu się prawdą.”
(George Orwell, Rok 1984)

Nie mogli zabijać, torturować ani roztrzaskiwać twarzy młotem kowalskim. Byli na to zdecydowanie zbyt cywilizowani. W końcu był to Międzynarodowy Festiwal Filmowy w Wenecji. Mogli jedynie stać ramię w ramię – demonstrowało to stanowczość, jeden cel i jeden wspólny umysł – i klaskać, raz za razem uderzając w dłonie, by wywoływać gwałtowne wybuchy powietrza; było to nieświadome nawiązanie do zawartego w filmie NAZA twierdzenia o dokonywanym przez IDF „masowym zabijaniu na skalę przemysłową”, które samo w sobie stanowiło aluzję do Holokaustu. Tytuł filmu to hebrajskie określenie „strat ubocznych”, a zarazem podwójna aluzja do słów „Nazi” i „Gaza”. Film, wyreżyserowany przez dwoje izraelskich dziennikarzy, Yuvala Abrahama i Rachel Szor, miał na festiwalu swoją premierę.*

George Orwell zgłębiał psychologię Dwóch Minut Nienawiści. Warto zadać pytanie, co dzieje się w umyśle i emocjach wyrafinowanego nienawistnika Żydów, który musi przebrnąć przez dwadzieścia pięć minut nienawiści. Można sobie wyobrazić, że wygląda to tak:

Oklaski zaczęły się jako zapewnienie: nie martwcie się, mimo że jesteście Żydami, tutaj jesteście bezpieczni. Poza tym powiedzieliście nam to, co chcieliśmy usłyszeć.

Po trzydziestu sekundach tego festiwalu ostentacyjnego demonstrowania własnej cnoty wzrok przestaje wypatrywać, kto w tłumie mógłby mnie rozpoznać, i przenosi się na dwoje cherlawych, kruchych, bezbronnych, wręcz żałosnych Żydów na scenie, którzy nie skrzywdziliby nawet muchy – starannie wykreowany obraz, maksymalnie odległy od IDF, nic, co mogłoby kogokolwiek „uruchomić”.

Uruchomić co?

Pomieszany strach i odrazę zwykłego antysemityzmu czy przemoc pełnowymiarowej nienawiści do Żydów?

W drugiej minucie oklaski niczym nie różniły się od tych z pierwszej – przynajmniej dla zewnętrznego obserwatora. Zmiana zachodziła wewnątrz umysłu, który dobrowolnie poddawał się tej masowej kontroli myśli.

Było coś afirmującego, coś satysfakcjonującego, coś dającego poczucie siły w byciu anonimową kroplą w tym, co umysł wyobraża sobie jako dziki potok zalewający świat — zwykły odurzający materiał masowej psychozy.

To była ich przemoc na ich polu bitwy: każde klaśnięcie było zabójstwem, torturą albo roztrzaskaniem twarzy.

Poprzez dwoje wynędzniałych Żydów ściskających na scenie swoją nagrodę patrzyli na ekran za nimi, gdzie na własne oczy ponownie widzieli i na własne uszy ponownie słyszeli IDF wyliczające, ilu palestyńskich zabitych trzeba osiągnąć, aby dokonać ludobójstwa.

Rozmazani Żydzi na scenie byli teraz równie niewyraźni jak rozmazane, bezimienne i bezcielesne głosy ponownie odtwarzane na ekranie za twórcami filmu.

Kiedy minęły pierwsze dwie minuty, każdy bał się przestać klaskać, aby pozostali nie zaczęli podejrzewać, że nie jest dostatecznie zaangażowany, że ma wątpliwości albo – uchowaj Boże – potajemnie popiera syjonistów.

Każdy więc klaskał dalej, obserwując, jak klaszczą inni.

Mija pięć minut i bez obracania głowy – jedynie wodząc gałkami ocznymi – każdy wypatruje i nasłuchuje najmniejszego spadku tempa lub zachwiania rytmu, za którym mógłby podążyć, są bowiem z natury naśladowcami, łatwo dającymi sobą kierować.

Ramiona zaczynają boleć.

To nie jest głupie.

Mija dziesięć minut. Dłonie bolą, a oni klaszczą z takim samym zapałem jak przez pierwsze trzydzieści sekund.

Łopatki płoną żywym ogniem.

Poświęcenie.

Oczywiście nic na miarę palestyńskiego poświęcenia, które jest prawdziwym poświęceniem – poświęceniem dzieci.

Poświęcamy się w geście solidarności z zabijaniem palestyńskich dzieci, ponieważ życie Palestyńczyków ma znaczenie.

Ich urojenia napędzają samowystarczalną maszynę perpetuum mobile, maszynę, która nie mogła przestać klaskać.

Po kwadransie kark i barki są napięte, ramiona, początkowo uniesione wysoko i wyprostowane przed siebie, opadły już wzdłuż tułowia, więc klaszczą z łokciami przyciśniętymi do ciała, a w pośladkach pulsuje tępy ból.

To nie jest śmieszne.

Wciąż niczym nieróżniące się z zewnątrz oklaski ponownie przeobrażają się wewnętrznie – tym razem po to, by pokrzepić i zachęcić od dawna cierpiących Palestyńczyków, żeby nigdy się nie poddawali.

Jesteśmy z wami, klaszczemy dla was.

Mija dwadzieścia minut, a oni jadą już na wysokooktanowym paliwie moralnej wyższości – każde klaśnięcie jest strzałem wymierzonym w żołnierza IDF.

Żaden Zio nie potrafi tak klaskać.

TO pójdzie w świat.

Zwycięstwo jest pewne.

Drżące kolana zostają szybko przywołane do porządku, a ich właściciele modlą się, żeby nikt tego nie zauważył.

Zaciśnięte szczęki łapie skurcz.

To nie jest szaleństwo.

Osoba pilnująca czasu dała znak.

Ktoś gdzieś opuścił jedno klaśnięcie.

Nieliczni, którzy to usłyszeli, przestali klaskać.

W dwudziestej piątej minucie przestali już wszyscy, nieco oszołomieni tym, czego właśnie dokonali:

Izraelski film NAZA, dokumentujący trwające masowe zabijanie palestyńskich cywilów przez siły izraelskie, otrzymał dwudziestopięciominutową owację na stojąco podczas Międzynarodowego Festiwalu Filmowego w Wenecji.

Więź była osiągnięta…


Link do oryginału:

Murtadd to Human
NAZA and the Twenty-Five Minutes Hate
Read more

Murtadd to Human, 20 września 2026


Anjul Pandavar, urodzona w Południowej Afryce w muzułmańskiej rodzinie, zna czarne karty islamu tak, jak niektórzy z nas znają czarne karty Kościoła katolickiego. Islam broniący się przed współczesnością coraz głębszym fundamentalizmem, islam który sprzymierzył się z nazizmem, islam gloryfikujący nienawiść i barbarzyństwo, dotarł jej zdaniem do punktu zwrotnego. Wielu mieszkańców muzułmańskiego świata zaczyna dostrzegać, że ich religia nie tylko cofa ich do średniowiecza, uniemożliwia współżycie z innymi, ale również niszczy ich życie codzienne.

Autorka książki Islam, Wiara a człowieczeństwo wydanej w przekładzie na język polski nakładem wydawnictwa Stapis.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com