Photo: Léonid Brejnev et Vladimir Poutine – svoboda.org.
Antysyjonizm jako narzędzie wojny hybrydowej
Paul Bargetto
Sowiecka syjonologia, Rosja Putina i strategiczne wykorzystywanie języka antysemickiego w latach 1967–2026
Na długo zanim antysyjonizm stał się jednym z głównych języków moralnych radykalnej polityki na Zachodzie, dopracowano go w korytarzach KGB jako skuteczne narzędzie wojny hybrydowej. Nie znaczy to, że każdy krytyk Izraela jest rosyjskim agentem ani że każde oskarżenie kierowane pod adresem Izraela zostało wymyślone w Moskwie. Chodzi o coś znacznie bardziej konkretnego, a zarazem groźniejszego. Najbardziej totalne, demonizujące i nastawione na wywoływanie silnych emocji odmiany współczesnej retoryki antysyjonistycznej wyrastają wprost z sowieckiego języka politycznego stworzonego z myślą o destabilizowaniu przeciwnika. Podczas zimnej wojny język ten służył delegitymizowaniu zachodniego sojusznika, zbliżeniu Moskwy do świata postkolonialnego i pogłębianiu podziałów w liberalnych demokracjach. Dziś okazuje się przydatny z bardzo podobnych powodów.
Po 1967 roku instytucje sowieckie stworzyły, ujednoliciły i zaczęły eksportować cały system antysyjonistycznego języka, w którym dawne motywy antysemickie połączono ze słownikiem antyimperializmu, antykolonializmu i antyfaszyzmu. Syjonizm przedstawiano jako rasizm, faszyzm, kolonializm, apartheid oraz ukrytą potęgę o globalnym zasięgu. W tym samym środowisku rozwinięto także praktykę odwracania znaczenia Zagłady, łącznie z twierdzeniem, że Żydzi czy też syjoniści sami stali się nowymi nazistami. Dobrym punktem wyjścia do poznania tego zjawiska są badania Izabelli Tabarovsky nad sowieckim antysyjonizmem i jego późniejszymi wcieleniami, a także prace Dariusza Stoli dotyczące polskiej kampanii antysyjonistycznej z lat 1967–1968.
Władimir Putin nie stworzył tego instrumentu. On go odziedziczył. Przez piętnaście lat służył w KGB, z czego sześć spędził w Dreźnie, i zawodowo dojrzewał w kulturze instytucjonalnej, w której tzw. środki aktywne, agenci wpływu, dezinformacja, organizacje fasadowe oraz celowe podsycanie podziałów politycznych były czymś zupełnie zwyczajnym, należały do podstawowych narzędzi państwa. Były generał KGB Oleg Kaługin nazywał działalność wywrotową „sercem i duszą” sowieckiego wywiadu. Jej celem nie było zwyczajne przekonanie przeciwnika do własnych racji. Chodziło o osłabienie Zachodu, rozbijanie jego sojuszy od środka i zasiewanie nieufności.
Raport Global Engagement Center Departamentu Stanu USA ze stycznia 2024 roku pokazuje tę genealogię jeszcze wyraźniej. Według jego autorów wykorzystywanie antysemityzmu przez Kreml nie jest współczesną improwizacją, ale częścią znacznie starszego repertuaru państwowych metod, którego ciągłość można prześledzić od Imperium Rosyjskiego, przez Związek Sowiecki, aż po dzisiejszą Federację Rosyjską. Kolejni władcy, służby bezpieczeństwa i kontrolowane przez państwo media sięgały po antysemickie narracje, aby kompromitować przeciwników, dzielić społeczeństwa innych państw oraz osłabiać rzeczywistych lub wyobrażonych wrogów zarówno w kraju, jak i za granicą. To szersze tło jest istotne, ponieważ pokazuje, że sowiecka syjonologia nie pojawiła się nagle w roku 1967. Była późnozimnowojenną wersją znacznie starszego rosyjskiego zwyczaju politycznego: wykorzystywania żydowskości i wyobrażeń o żydowskiej potędze do realizacji interesów państwa.
Wojna przeciwko Ukrainie bardzo wyraźnie pokazuje tę ciągłość. Moskiewska propaganda ponownie sięgnęła po język „denazyfikacji”, przedstawiała Ukraińców jako nazistów, a prezydenta Wołodymyra Zełenskiego jako zasłonę skrywającą rzekomy nazizm ukraińskiego państwa. Pamięć o Zagładzie została wykorzystana do usprawiedliwienia agresji. Badacze współczesnego rosyjskiego antysemityzmu oraz historii Ukrainy zwracają uwagę, że narracje te wyrastają ze starych wzorców sowieckich: używania symboliki nazistowskiej wobec przeciwników politycznych oraz manipulowania historią Żydów dla osiągania celów geopolitycznych.
Ten sam mechanizm myślenia i ten sam arsenał retoryczny można dziś odnaleźć w kampaniach antyizraelskich, w których Izrael przedstawiany jest jako państwo nazistowskie, ludobójcze, apartheidowe albo z samej swojej natury pozbawione prawa do istnienia. To nie jest przypadkowe podobieństwo. To ponowne uruchomienie broni sprawdzonej jeszcze w czasach zimnej wojny.
We współczesnym zachodnim dyskursie najostrzejszym ostrzem tej broni stało się słowo „ludobójstwo”. W prawie jest to pojęcie wyjątkowo poważne, wymagające dowodów, postępowania i rozstrzygnięcia sądowego. W świecie propagandy działa jednak często inaczej: natychmiast podnosi temperaturę moralnego oskarżenia. Spłaszcza historię, usuwa kontekst, spycha na margines szczególny charakter wydarzeń z 7 października i symbolicznie ustawia żydowską samoobronę w miejscu zajmowanym wcześniej przez nazizm. Sowiecki antysyjonizm specjalizował się dokładnie w takim odwracaniu ról. Jeffrey Herf pokazał, że już podczas wojny libańskiej w 1982 roku środowiska radykalnie antysyjonistyczne w Niemczech Wschodnich i Zachodnich posługiwały się wobec Izraela językiem ludobójstwa. International Holocaust Remembrance Alliance zwraca z kolei uwagę na szerszy problem zniekształcania pamięci o Zagładzie przez nieuprawnione analogie i odwracanie ról sprawców oraz ofiar.
Dla Polski i Europy ma to bezpośrednie znaczenie z punktu widzenia bezpieczeństwa. Antysyjonizm funkcjonuje dziś w znacznie szerszym środowisku rosyjskiej wojny hybrydowej: obok cyberataków, finansowania politycznego, manipulacji medialnej, sabotażu, operacji wpływu i podsycania protestów prowadzących do coraz głębszej polaryzacji. Na skrajnej lewicy można go uruchomić poprzez język antykolonializmu i antyimperializmu. Na skrajnej prawicy działa poprzez teorie spiskowe, natywizm oraz resentyment cywilizacyjny. Dla Moskwy szczególnie cenna jest właśnie jego zdolność do przekraczania granic ideologicznych. Spójność nie jest potrzebna. Wystarczą silne emocje, uproszczony podział moralny i szkody wyrządzane przeciwnikowi.
Jak po 1967 roku zbudowano sowiecką syjonologię
Punktem zwrotnym była wojna sześciodniowa z czerwca 1967 roku. Wrogość władz sowieckich wobec żydowskiego życia i swobody przemieszczania się Żydów istniała oczywiście dużo wcześniej, lecz klęska wspieranych przez Moskwę państw arabskich stworzyła nowy problem ideologiczny. Związek Sowiecki potrzebował języka, który jednocześnie pozwalałby odbierać Izraelowi legitymację, chronić prestiż Moskwy i mobilizować sojuszników w świecie arabskim, w krajach postkolonialnych oraz w części zachodniej lewicy. Z tego wyrasta zjawisko nazwane później „syjonologią”.
Warto jednak od razu odrzucić wizję, według której stworzyła ją jakaś bezosobowa abstrakcja o nazwie „Związek Sowiecki”. Za tym procesem stali konkretni ludzie i konkretne instytucje. Nikołaj Mitrochin pokazał, że już na początku lat sześćdziesiątych wokół takich postaci jak Jurij Iwanow i Jewgienij Jewsiejew zaczął powstawać rozpoznawalny krąg antysyjonistyczny. Zaplecze instytucjonalne zapewniał mu Iwan Miłowanow z Wydziału Międzynarodowego Komitetu Centralnego. Izabella Tabarovsky pokazuje z kolei, jak ta sieć łączyła nadzór partyjny, politykę bliskowschodnią, akademicką legitymizację i produkcję propagandy w jeden trwały system.
Raport Departamentu Stanu USA jest szczególnie cenny, ponieważ przypomina również to, co wydarzyło się przed rokiem 1967. Prowadzi czytelnika od antysemickich fałszerstw późnego okresu carskiego, w tym rozpowszechniania Protokołów mędrców Syjonu, poprzez sowiecką kampanię przeciwko „kosmopolitom” i stalinowski „spisek lekarzy”, aż po powrót tych samych metod w epoce postsowieckiej.
Z tej perspektywy syjonologia nie była zerwaniem z wcześniejszą rosyjską tradycją. Była jej przepisaniem na język marksizmu-leninizmu. Teoria spiskowa zaczęła występować jako analiza antyimperialistyczna. Dawny obraz Żyda jako ukrytego wywrotowca został zastąpiony obrazem syjonisty, który potajemnie organizuje zachodnią potęgę. Ta ciągłość pomaga zrozumieć, dlaczego po 1967 roku sowiecki antysyjonizm tak szybko przybrał instytucjonalną formę i dlaczego okazał się tak trwały.
Jednym z głównych organizatorów tego systemu był Jurij Iwanow. Mitrochin opisuje go jako jednego z pierwszych aktywistów tego środowiska, natomiast Tabarovsky umieszcza bezpośrednio pod Miłowanowem w sekcji bliskowschodniej Komitetu Centralnego. Iwanow odpowiadał między innymi za kontakty z izraelskimi komunistami, dobrze mówił po angielsku i podróżował po Bliskim Wschodzie, również do Izraela.
Za namową Miłowanowa napisał wydaną w 1969 roku książkę Ostorożno: Sionizm!, znaną po angielsku jako Beware: Zionism! albo Caution: Zionism! – po polsku najnaturalniej: Uwaga: syjonizm!. Według Tabarovsky w Związku Sowieckim sprzedano około 800 tysięcy egzemplarzy, a książkę przetłumaczono na co najmniej szesnaście języków.
Jej znaczenie wynikało przede wszystkim z formy ideologicznej, jaką Iwanow nadał starym uprzedzeniom. Klasyczny spiskowy antysemityzm przepisał na jedyny dozwolony wówczas język filozoficzny, czyli marksizm-leninizm. „Ukryta żydowska potęga” stała się „międzynarodowym syjonizmem”. Teorie o żydowskiej kontroli finansów i mediów zostały przedstawione jako krytyka imperializmu. Dzięki temu dawne uprzedzenia mogły swobodnie krążyć w środowiskach, które odrzuciłyby jawnie rasistowski antysemityzm. Ten schemat nadal łatwo rozpoznać w twierdzeniach o niezwykle potężnym „lobby syjonistycznym”, które rzekomo zmusza zachodnie państwa do działania wbrew ich własnym interesom.
Jewgienij Jewsiejew wnosił do tego środowiska nieco inny kapitał. Mitrochin podaje, że pod koniec lat pięćdziesiątych ukończył MGIMO, Moskiewski Państwowy Instytut Stosunków Międzynarodowych, następnie pracował w Instytucie Filozofii Akademii Nauk ZSRR, był zastępcą przewodniczącego Rosyjskiego Towarzystwa Palestyńskiego przy Akademii, prowadził wykłady dla moskiewskiej organizacji partyjnej oraz towarzystwa Znanie, a przez pewien czas pełnił nawet funkcję osobistego tłumacza języka arabskiego Nikity Chruszczowa i Leonida Breżniewa.
Tabarovsky dodaje, że wcześniej pracował w ambasadzie sowieckiej w Kairze i zachował kontakty na wysokim szczeblu z Ministerstwem Spraw Zagranicznych, Komitetem Centralnym oraz KGB. Pomagały mu w tym również rodzinne powiązania z Borysem Ponomariowem, wpływowym szefem Wydziału Międzynarodowego KPZR.
W opublikowanej w 1971 roku książce Fascism under the Blue Star – Faszyzm pod niebieską gwiazdą – Jewsiejew pomógł utrwalić jeden z najbardziej żywotnych chwytów sowieckiej propagandy: utożsamienie syjonizmu z nazizmem i faszyzmem.
Było to czymś więcej niż zwykłą obelgą. Powstał schemat odwracający znaczenie Zagłady, w którym państwo żydowskie można było przedstawić jako moralnego spadkobiercę reżimu odpowiedzialnego za wymordowanie europejskich Żydów. Współczesna retoryka, która z definicji opisuje Izrael jako państwo nazistowskie albo natychmiast sięga po oskarżenie o ludobójstwo jako narzędzie całkowitej delegitymizacji, porusza się w obrębie tego dziedzictwa – niezależnie od tego, czy jej autorzy zdają sobie z tego sprawę.
Walerij Skurłatow reprezentował najbardziej nacjonalistyczne skrzydło tego środowiska. Aleksander Janow opisywał go jako ważnego moskiewskiego działacza Komsomołu, natomiast Marlene Laruelle uznała za jednego z najbardziej radykalnych autorów sowieckiej syjonologii i późniejszą znaczącą postać ruchu nacjonalistycznego oraz neopogańskiego, który współtworzył kulturę postsowieckiej skrajnej prawicy.
Mitrochin wskazuje, że Skurłatow przygotował później program specjalnego kursu z 1984 roku zatytułowanego Krytyka ideologii syjonizmu. Traktował go niemal jak programowe podsumowanie poglądów całego środowiska, a zawarte w nim motywy szeroko rozpowszechniano w sowieckiej literaturze antysyjonistycznej.
Książka Skurłatowa Zionism and Apartheid – Syjonizm i apartheid – z 1975 roku pomogła z kolei usystematyzować w sowieckiej propagandzie porównanie Izraela z Republiką Południowej Afryki. Ma to znaczenie, ponieważ określanie Izraela mianem państwa apartheidu nie wyrosło z neutralnego porównania przeprowadzonego po bezstronnym badaniu obu systemów. Kształtowało się w środowisku politycznym, które równocześnie promowało rasistowskie i neopogańskie mity.
Te same treści rozpowszechniano następnie przez media i kulturę masową. Szczególną rolę odegrał pseudodokumentalny film z 1973 roku Secret and Open: The Aims and Deeds of the Zionists – Tajne i jawne: cele i działania syjonistów. Współczesne rosyjskie źródła same określają go jako propagandę antysemicką, a w 2021 roku państwo rosyjskie wpisało film na federalną listę materiałów ekstremistycznych.
Polski Marzec 1968 jako model zastosowania tej metody
Polska kampania antysyjonistyczna z lat 1967–1968 była jednym z pierwszych i najbardziej wyrazistych zastosowań tego nowego języka poza samym centrum sowieckim. Dariusz Stola pokazał, że zaczęła się jako kampania wymierzona w Izrael po wojnie sześciodniowej, lecz bardzo szybko przekształciła się w wewnętrzną kampanię antyżydowską.
Słowo „syjonista” pozwalało przedstawiać polskich Żydów, również całkowicie zasymilowanych obywateli, jako podejrzaną grupę wewnętrzną działającą w interesie obcego państwa. W ten sposób można było atakować studentów, intelektualistów, rywali w aparacie partyjnym czy ludzi kultury, nie sięgając otwarcie po rasowy język antysemityzmu.
Kampania służyła jednocześnie wielu celom politycznym. Pomogła zdławić sprzeciw po protestach studenckich Marca 1968, zmienić układ sił między frakcjami wewnątrz aparatu władzy, dostosować Warszawę do sowieckiej polityki bliskowschodniej oraz doprowadziła do wymuszonej emigracji około 13 tysięcy polskich Żydów.
Z punktu widzenia bezpieczeństwa wniosek pozostaje aktualny. Antysyjonizm pozwalał władzy skierować społeczne niezadowolenie przeciwko wykreowanemu wrogowi wewnętrznemu, a represje przedstawiać jako formę patriotycznej czujności.
Ten mechanizm wciąż jest łatwy do rozpoznania. Posługiwanie się określeniem „syjonista” umożliwia agresywne sugerowanie związków z Żydami i rzekomą żydowską potęgą, a zarazem pozostawia furtkę: zawsze można później zapewnić, że „przecież chodziło tylko o syjonizm”. Przeciwnika można w ten sposób przedstawić jako obcego, nielojalnego, podporządkowanego cudzym interesom albo moralnie skażonego. Retoryka, której pozornym przedmiotem jest polityka zagraniczna i Izrael, bardzo łatwo przenosi się na krajowych przeciwników politycznych.
Dlatego doświadczenie Polski z 1968 roku ma znaczenie wykraczające poza historię antysemityzmu. Było jednym z pierwszych przykładów wykorzystania antysyjonistycznego języka jako narzędzia wojny kognitywnej.
Poza Izraelem: antysyjonizm w szerszym arsenale Związku Sowieckiego
Związek Sowiecki nigdy nie traktował antysyjonizmu jako odrębnego, izolowanego zagadnienia. Był on jednym z elementów znacznie większego repertuaru tzw. środków aktywnych. Współczesna analiza CSIS dotycząca rosyjskiej wojny prowadzonej przeciwko Zachodowi w cieniu otwartego konfliktu przypomina klasyczne narzędzia sowieckie: dezinformację, agentów wpływu, organizacje fasadowe, wspieranie organizacji rewolucyjnych i terrorystycznych, szantaż polityczny, porwania oraz zabójstwa.
Istota problemu nie sprowadza się do tego, że ZSRR wspierał brutalnych pośredników i organizacje zbrojne. Moskwa potrafiła połączyć produkcję ideologiczną, tajne operacje, walkę dyplomatyczną i wspieranie przemocy politycznej w jeden system działania.
W takim właśnie kontekście należy widzieć poparcie dla Organizacji Wyzwolenia Palestyny i związanych z nią organizacji palestyńskich. Badania Przemysława Gasztolda dotyczące Polski, bloku sowieckiego oraz międzynarodowego terroryzmu potwierdzają, że państwa bloku wschodniego utrzymywały tajne stosunki z organizacjami palestyńskimi, dostarczały im broni, organizowały szkolenia i wykorzystywały kanały handlowe oraz wywiadowcze do podtrzymywania współpracy. OWP otrzymywała wsparcie wojskowe ze Związku Sowieckiego, a sowieckie służby utrzymywały kontakty również z bardziej radykalnymi ugrupowaniami palestyńskimi pozostającymi poza bezpośrednim otoczeniem Jasera Arafata.
Badania Jeffreya Herfa nad Niemiecką Republiką Demokratyczną dopełniają tego obrazu. Pokazują, że prowadzona przez NRD niewypowiedziana wojna przeciwko Izraelowi nie ograniczała się do propagandy i dyplomacji. Obejmowała również wojskowe i wywiadowcze wsparcie państw arabskich oraz OWP, a także współpracę organizacji palestyńskich z częścią radykalnej zachodnioniemieckiej lewicy.
Do tego samego obrazu należą działania wokół rezolucji ONZ „Syjonizm jest rasizmem”, sojusz z OWP oraz szersza sieć powiązań między palestyńskim terroryzmem a zachodnioniemieckimi organizacjami rewolucyjnymi, widoczna choćby w związku z porwaniem samolotu do Entebbe.
Sprawa palestyńska nie była wyjątkiem. Stanowiła część większego sowieckiego i wschodnioeuropejskiego ekosystemu wspierania „ruchów narodowowyzwoleńczych” oraz wybranych organizacji zbrojnych na różnych kontynentach.
Stopień bezpośredniego zaangażowania Moskwy oczywiście się różnił. Na Bliskim Wschodzie i w części Europy był często łatwiejszy do wykazania. W Ameryce Łacińskiej znacznie częściej działano poprzez pośredników: Kubę, lokalne partie komunistyczne albo struktury wywiadowcze. Intensywność wsparcia rosła lub malała w zależności od tego, jak Moskwa oceniała ryzyko i możliwe korzyści.
Samo istnienie szerokiej infrastruktury wsparcia jest jednak dobrze udokumentowane w badaniach nad sowieckim internacjonalizmem i „środkami aktywnymi”. Prace Tobiasa Rupprechta dotyczące sowieckiej polityki w Ameryce Łacińskiej, materiały Wilson Center poświęcone aktywności ZSRR i Kuby oraz opracowania CSIS wskazują na ten sam wzorzec: antyimperialistyczny język, tworzenie kadr, niejawne wsparcie i geopolityczny oportunizm nie funkcjonowały oddzielnie. Wzajemnie się wzmacniały.
To istotne, ponieważ antysyjonizm nigdy nie dotyczył wyłącznie Żydów czy Izraela. Pomagał również połączyć bardzo różne konflikty w jedną antyzachodnią mapę moralną. Państwo, które szkoliło i zbroiło palestyńskie organizacje, mogło równocześnie podtrzymywać sieci rewolucyjne na innych kontynentach, wspierać zaprzyjaźnione ruchy wyzwoleńcze, pozyskiwać europejskich radykałów i wykorzystywać lokalne konflikty separatystyczne lub antypaństwowe.
Antysyjonizm był jednym z ideologicznych spoiw, dzięki którym wszystkie te zjawiska można było przedstawić jako element jednej globalnej walki. Nadawał całemu systemowi czytelność, a przede wszystkim siłę emocjonalną.
RPA, ruchy wyzwoleńcze i język apartheidu
Sowiecka aktywność w Afryce nie była pobocznym epizodem. Stanowiła część tego samego światowego systemu, który uczynił antysyjonizm językiem łatwym do przenoszenia z jednego konfliktu na drugi.
Moskwa inwestowała nie tylko w broń. Inwestowała w ludzi: szkolenie kadr i oficerów, stypendia, edukację polityczną i partyjną, radio oraz instytucje akademickie. Constantin Katsakioris pokazuje, że wśród studentów z portugalskich kolonii afrykańskich kształcących się w ZSRR w latach 1960–1974 wyjątkowo licznie reprezentowani byli członkowie MPLA, PAIGC i FRELIMO, czyli ruchów prowadzących walkę zbrojną przeciwko Portugalii.
W latach 1963–1967 Centralna Szkoła Komsomołu przeszkoliła 59 działaczy PAIGC, 18 Angolczyków oraz 13 Mozambijczyków. Uniwersytet Patrice’a Lumumby powstał z myślą o kształceniu przyjaznej wobec ZSRR, socjalistycznie nastawionej inteligencji, ale był tylko najbardziej widoczną częścią znacznie większego systemu.
W 1967 roku w samym Związku Sowieckim studiowało 4241 studentów z Afryki, natomiast we wszystkich socjalistycznych państwach Europy Wschodniej łącznie 8847. Ta skala ma znaczenie. Pokazuje, że wpływy sowieckie rozchodziły się poprzez ludzi i instytucje równie skutecznie jak poprzez dostawy broni.
Ludzie ukształtowani przez ten system nie byli abstrakcyjnymi „rewolucjonistami” czy „bojownikami o wolność”, lecz konkretnymi przyszłymi przywódcami politycznymi.
José Eduardo dos Santos, późniejszy prezydent Angoli, studiował w latach 1963–1969 w Instytucie Nafty i Gazu w Baku. Prowadził działalność polityczną wśród angolskich studentów przebywających w ZSRR, a następnie przeszedł specjalistyczne szkolenie wojskowe w zakresie łączności, zanim powrócił do MPLA.
Oficjalna biografia byłego prezydenta Republiki Południowej Afryki Thabo Mbekiego podaje, że w okresie pracy w londyńskim biurze ANC, między 1967 a 1970 rokiem, przeszedł także szkolenie wojskowe w Związku Sowieckim.
SWAPO Sama Nujomy funkcjonowało w ramach tej samej międzynarodowej sieci. Z badań Christiana Williamsa nad obozem SWAPO w Kongwa w Tanzanii wynika, że Namibijczycy, bojownicy FRELIMO i członkowie ANC spotykali się tam w przestrzeni ukształtowanej przez międzynarodowe szkolenia wojskowe, między innymi w Egipcie i ZSRR.
W Afryce Południowej pomoc sowiecka pozostawiła po sobie trwały kapitał polityczny. South African History Online wskazuje, że oficjalne związki pogłębiły się po masakrze w Sharpeville oraz delegalizacji ANC i Kongresu Panafrykańskiego. Moskwa zgodziła się nadawać Radio Moskwa do tego regionu, ANC otworzył później przedstawicielstwo w Moskwie, a bojownicy Umkhonto we Sizwe – zbrojnego skrzydła ANC – szkoleni w ZSRR stali się częścią militarnej presji wywieranej na system apartheidu.
Arianna Lissoni wskazuje, że przejście MK do działań partyzanckich w dużym stopniu zależało od wsparcia państw afrykańskich i socjalistycznych, w tym Związku Sowieckiego. Vladimir Shubin w swoich pracach dotyczących sowieckich, a następnie rosyjskich stosunków z RPA pokazuje, jak ważne były te związki jeszcze pod koniec zimnej wojny.
Nie oznacza to, że afrykańskie ruchy wyzwoleńcze były po prostu sowieckimi marionetkami. Oznacza natomiast, że ZSRR zbudował w tych środowiskach rzeczywiste zasoby zaufania, wdzięczności, znajomości instytucjonalnej i ideologicznej bliskości. Później właśnie te ruchy zdobyły ogromny autorytet moralny w światowych debatach o rasizmie i wyzwoleniu.
Ma to zasadnicze znaczenie dla zrozumienia dalszego losu antysyjonistycznego języka. W Republice Południowej Afryki zetknął się on z wyjątkowo silnym symbolem moralnym: apartheidem.
Po 1948 roku słowo „apartheid” zyskało na świecie niezwykłą moc delegitymizującą. W latach siedemdziesiątych dyplomacja sowiecka pracowała już nad trwałym związaniem syjonizmu z rasizmem i systemem segregacji rasowej w RPA.
Saul Dubow przestrzega, że analogia między Izraelem a apartheidem jest często politycznie bardzo skuteczna, choć znacznie słabsza pod względem analitycznym, a analogii nie należy mylić z rzetelnym porównaniem historycznym. Właśnie ta dysproporcja pomiędzy siłą polityczną a precyzją historyczną uczyniła z niej tak użyteczne narzędzie.
Pozwala ona umieścić Izrael w emocjonalnym krajobrazie walki przeciwko apartheidowi. Wówczas nie chodzi już o krytykę konkretnej polityki izraelskiego rządu. Państwo żydowskie trafia do tej samej kategorii moralnej co jeden z najbardziej potępianych systemów XX wieku.
W tym szerszym kontekście należy również rozpatrywać sprawę wniesioną przez Republikę Południowej Afryki przeciwko Izraelowi do Międzynarodowego Trybunału Sprawiedliwości. Formalnie jest to rzeczywiste postępowanie prawne wszczęte 29 grudnia 2023 roku na podstawie Konwencji o ludobójstwie.
Reuters, relacjonując południowoafrykański wniosek i pierwsze postanowienie Trybunału z 26 stycznia 2024 roku, podkreślał elementy istotne dla tej analizy: Pretoria wystąpiła o środki tymczasowe, Trybunał uznał za wiarygodne przynajmniej niektóre twierdzenia dotyczące praw Palestyńczyków, na których ochronę powoływała się RPA, i nakazał Izraelowi podjęcie działań mających zapobiegać czynom objętym Konwencją o ludobójstwie. Nie nakazał jednak zawieszenia broni.
To jest realny spór prawny i nie można go po prostu sprowadzić do propagandy. Równie realny jest jednak jego kontekst polityczny.
W czerwcu 2024 roku ministrowie spraw zagranicznych państw BRICS wprost odnieśli się do środków tymczasowych zastosowanych przez MTS w postępowaniu RPA przeciwko Izraelowi, łącząc tę sprawę z szerszym postulatem stworzenia bardziej reprezentatywnego ładu międzynarodowego oraz poparciem dla pełnego członkostwa Palestyny w ONZ.
Chiny publicznie z zadowoleniem przyjęły decyzje Trybunału, a we wrześniu 2024 roku podniosły swoje relacje z Republiką Południowej Afryki do poziomu „wszechstronnego strategicznego partnerstwa współpracy w nowej epoce”, podkreślając koordynację obu państw w sprawach Globalnego Południa.
Rosja również politycznie poparła RPA i wykorzystuje tę sprawę jako część szerszej argumentacji, według której państwa zachodnie stosują prawo międzynarodowe wybiórczo.
Sprawa przed MTS funkcjonuje więc na dwóch poziomach. Jest realnym postępowaniem prawnym, a jednocześnie częścią dyplomatycznego środowiska BRICS, w którym Rosja i Chiny mają oczywisty interes w przedstawianiu Izraela jako symbolu zachodnich podwójnych standardów i w podważaniu moralnej spójności Zachodu w czasie trwającej wojny w Ukrainie.
Dzisiejsza Rosja próbuje ponownie wykorzystać kapitał zbudowany przez ZSRR w Afryce. Raport Danish Institute for International Studies z 2024 roku opisuje rosyjską politykę wobec Afryki po rozpoczęciu pełnoskalowej wojny przeciwko Ukrainie jako połączenie dyplomacji, kampanii miękkiej siły, aktywności wojskowej spod znaku Grupy Wagnera oraz operacji informacyjnych wpływających na miejscowych aktorów, głosowania w ONZ i obchodzenie sankcji.
Badanie francuskiego IRSEM z 2024 roku pokazuje, że współczesna rosyjska retoryka antykolonialna nie jest ozdobnikiem. Jest strategiczną narracją, która ma legitymizować rosyjską politykę zagraniczną, atakować Zachód poprzez odwracanie oskarżeń oraz trafiać do odbiorców w krajach Globalnego Południa.
Stockholm Center for Eastern European Studies dochodzi do podobnego wniosku w bardziej powściągliwych słowach. Rosja nadal korzysta z dobrego wizerunku, jaki Związek Sowiecki zbudował dzięki poparciu dla walki z apartheidem w RPA, jednocześnie przystosowując tamtą pamięć do potrzeb współczesnej geopolityki.
W tym kontekście posługiwanie się przez Republikę Południowej Afryki językiem apartheidu i ludobójstwa wobec Izraela ma znaczenie wykraczające daleko poza sam Bliski Wschód. Czerpie z symbolicznego autorytetu autentycznej walki przeciwko rasizmowi nawet wówczas, gdy poszczególne pojęcia zostają rozciągnięte lub użyte instrumentalnie.
Dlatego rosyjskie wpływy w Afryce należą do tematu tej analizy. Pomagają zrozumieć, jak kapitał polityczny pozostawiony przez ZSRR, pamięć antykolonialna i współczesna wojna informacyjna spotykają się dziś w jednym polu strategicznym.
Europejski radykalizm, palestyńska walka zbrojna i wpływy sowieckie
Relacje pomiędzy europejskimi organizacjami terrorystycznymi a światem sowieckim trzeba opisywać precyzyjnie. Materiał dowodowy nie potwierdza uproszczonego obrazu, w którym Moskwa osobiście sterowała każdym aktem terroryzmu w Europie. Pokazuje jednak bardzo gęstą sieć kontaktów, pomocy logistycznej, szkoleń, bezpiecznych miejsc schronienia, wsparcia ideologicznego i wspólnych przestrzeni operacyjnych.
Ben de Jong zauważa, że około 1980 roku zarówno KGB, jak i wschodnioniemiecka Stasi utrzymywały rozbudowane kontakty z OWP, a KGB szkoliło wojskowo część palestyńskich partyzantów. Badania Jeffreya Herfa pokazują z kolei, że OWP i zachodnioniemiecka skrajna lewica spotykały się nie tylko w retoryce, lecz również w praktycznym działaniu.
Szersze badania nad terroryzmem podkreślają ponadto znaczenie ponadnarodowych powiązań pomiędzy organizacjami stosującymi przemoc polityczną. W latach siedemdziesiątych środowisko palestyńskie stało się jednym z głównych węzłów tej internacjonalizacji.
Dwa elementy są tu szczególnie ważne. Po pierwsze, blok sowiecki nauczył się łączyć język, logistykę i polityczną legitymizację. Ideologia dawała organizacjom zbrojnym wspólny, uniwersalny język. Szkolenia i broń dostarczały środków działania. Dyplomacja i media zapewniały zasięg.
Po drugie, antysyjonizm pomagał zacierać granice między lokalnym konfliktem a globalną konfrontacją. Dzięki niemu radykalny student w Europie Zachodniej, palestyński bojownik działający w Libanie i sowiecki propagandysta siedzący w Moskwie mogli opisywać własne działania przy użyciu tego samego języka moralnego.
Właśnie dlatego ten obszar nadal powinien interesować analityków bezpieczeństwa. Nie chodzi o nostalgię za zimną wojną. Chodzi o pamięć instytucjonalną. Państwo, które raz nauczyło się zamieniać poczucie krzywdy w polityczny sojusz, a ideologię w ponadnarodową mobilizację, zachowuje tę wiedzę również wtedy, gdy zmieniają się jego partnerzy i klienci.
Dziedzictwo Putina: kultura KGB, środki aktywne i ciągłość strategii
Putin nie jest po prostu rosyjskim nacjonalistą, który przypadkiem ma za sobą karierę w sowieckich służbach. Jest produktem instytucji, która traktowała dezinformację, manipulację i wywoływanie podziałów jako podstawowe narzędzia siły państwa.
Tę ciągłość potwierdzają zarówno biografie Putina, jak i analizy rosyjskich operacji wpływu. Spędził piętnaście lat w KGB, w tym sześć lat w Dreźnie. Steve Abrams, analizując sowieckie „środki aktywne” we współczesnej Rosji, przekonuje, że dzisiejsze rosyjskie działania należy rozumieć raczej jako unowocześnioną wersję technik sowieckich niż całkowicie nową doktrynę.
Do podobnego wniosku dochodzi opracowanie Ośrodka Studiów Wschodnich Active Measures. Russia’s Key Export, które opisuje współczesne rosyjskie operacje jako rozwinięte i udoskonalone odmiany wcześniejszych metod.
Raport Departamentu Stanu USA dodaje jeszcze jeden ważny element. Antysemityzm w epoce Putina nie jest w nim przedstawiany jako przypadkowy produkt uboczny rosyjskiej retoryki, lecz jako świadome przedłużenie dawnych praktyk dezinformacyjnych Kremla.
Przykłady są wymowne. Rosyjscy urzędnicy i państwowe media nazywali Ukrainę oraz jej sojuszników nazistami, antysemitami i rusofobami. Demonizowali Wołodymyra Zełenskiego, który jest Żydem, a jednocześnie rozpowszechniali twierdzenia, według których sami Żydzi mieli należeć do szczególnie gorliwych nazistów. Historia Zagłady i II wojny światowej była dostosowywana do bieżących potrzeb politycznych.
To nie chaos ideologiczny, lecz metoda. Antysemityzmu używa się wtedy, gdy przynosi korzyść, a odkłada na bok, gdy przestaje być potrzebny. Liczy się wytworzenie podejrzliwości i moralnego zamętu u odbiorcy.
Szczególnie trafny pozostaje opis celu sowieckich „środków aktywnych” sformułowany przez Kaługina. Nie chodziło przede wszystkim o przekonanie odbiorcy. Chodziło o korozję. Celem były zaufanie, spójność i poczucie pewności wewnątrz społeczeństwa przeciwnika.
Ta logika idealnie pasuje do współczesnej Rosji. Rosyjskie operacje informacyjne bardzo często nie próbują stworzyć jednej historii, w którą uwierzą wszyscy. Wystarczy, że pogłębią istniejące podziały. Sprzeczne wersje wydarzeń wcale nie są problemem, jeśli wywołują większy chaos, zmęczenie informacyjne i wzajemną nieufność.
Antysyjonizm znakomicie nadaje się do takiej metody działania. Może uderzać bezpośrednio w Izrael. Może też pośrednio służyć przeciwko Ukrainie, przenosząc uwagę Zachodu, jego emocje i polityczną presję z wojny prowadzonej przez Rosję na Bliski Wschód.
W Europie może przeciwstawiać sobie mniejszości, studentów instytucjom, uliczny aktywizm porządkowi publicznemu, a politykę moralnych gestów – myśleniu strategicznemu. W zależności od odbiorcy można mówić innym językiem: na lewicy antykolonialnym, na prawicy spiskowym albo cywilizacyjnym.
Ukraina i Izrael w tej samej propagandowej matrycy
Najbardziej widoczna współczesna ciągłość dotyczy języka nazizmu. W przypadku Ukrainy Kreml zainwestował ogromne środki w przekaz, według którego kraj ten jest faszystowski, nazistowski albo wymaga „denazyfikacji”.
Yaron Gamburg pokazuje, że antysemityzm oraz zniekształcanie pamięci o Zagładzie stały się częścią rosyjskich operacji dezinformacyjnych kierowanych do odbiorców zachodnich. Rosyjscy politycy wielokrotnie manipulowali historią Żydów, aby dyskredytować Ukrainę i Zełenskiego.
Taras Kuzio i Michal Wawrzonek wskazują z kolei, że motyw „ukraińskich nazistów” ma głębokie korzenie w propagandzie zarówno sowieckiej, jak i postsowieckiej, i nadal zajmuje centralne miejsce w rosyjskiej narracji wojennej.
W tym miejscu raport Departamentu Stanu szczególnie wzmacnia argument niniejszej analizy. Pokazuje, że rosyjska propaganda antysemicka dotycząca Ukrainy nie sprowadza się do nazywania Ukraińców nazistami.
Obejmuje również groteskowe twierdzenie, że Żydzi sami odgrywali zasadniczą rolę w nazizmie; sugestię, że żydowskie pochodzenie Zełenskiego w jakiś sposób maskuje albo wręcz potwierdza ekstremizm jego państwa; oraz stary sowiecki zabieg polegający na oderwaniu słowa „nazizm” od jego historycznego związku z antysemityzmem.
Kiedy już ten związek zostanie zerwany, określenie „nazista” można przypisać właściwie każdemu. Ten sam system propagandowy może więc jednocześnie twierdzić, że Ukraina jest nazistowska, a Izrael – nazistowski lub ludobójczy, nie odczuwając żadnej sprzeczności.
Spójność nie jest celem. Celem jest delegitymizacja przeciwnika poprzez maksymalnie silne moralne oskarżenie.
Ukraina odpowiedziała na tę tradycję także na poziomie prawa. We wrześniu 2021 roku Rada Najwyższa przyjęła ustawę o zapobieganiu antysemityzmowi i zwalczaniu go. Ustawa zdefiniowała antysemityzm, wskazała jego główne przejawy, wprowadziła zakaz takich działań oraz odpowiedzialność prawną.
W kwietniu 2026 roku prezydent Wołodymyr Zełenski podpisał zmiany w artykule 161 kodeksu karnego, które wyraźnie objęły antysemickie czyny odpowiedzialnością karną, przewidując surowsze kary w przypadkach kwalifikowanych.
Badania porównawcze pokazują, że tak szczegółowe rozwiązania nadal należą w Europie do rzadkości. Rumunia wprowadziła odpowiednie przepisy karne w 2018 roku ustawą nr 157/2018, ale większość państw europejskich nadal korzysta z ogólnych regulacji dotyczących przestępstw z nienawiści, negowania Zagłady i krajowych strategii walki z antysemityzmem zamiast odrębnych ustaw poświęconych wyłącznie temu zjawisku.
W kontekście rosyjskiej wojny informacyjnej kontrast jest znamienny: Ukraina, którą Moskwa uporczywie przedstawia jako państwo nazistowskie, wprowadziła bardziej jednoznaczną ochronę prawną przed antysemityzmem niż wiele długo istniejących demokracji europejskich.
W przypadku Izraela ten sam schemat działa w nieco innej formie. Państwo żydowskie przedstawiane jest jako nazistowskie, ludobójcze, faszystowskie lub apartheidowe z samej swojej natury.
W obu przypadkach oskarżenie wykracza daleko poza krytykę konkretnych decyzji czy działań. Ma odebrać przeciwnikowi legitymację na poziomie jego samej tożsamości. Przeciwnik przestaje być stroną, która postępuje źle, popełnia błędy albo używa nadmiernej siły. Zostaje wyrzucony poza granice tego, co w ogóle może być uznane za politycznie i moralnie dopuszczalne.
Właśnie dlatego słowo „ludobójstwo” odgrywa tak wielką rolę. W masowej mobilizacji politycznej nie działa wyłącznie jako zarzut prawny. Staje się słowem-kluczem całkowitej delegitymizacji. Potrafi spłaszczyć historię, usunąć odpowiedzialność drugiej strony i sprawić, że każdy kontrargument sam zaczyna wyglądać jak coś moralnie podejrzanego.
Sowiecka tradycja antysyjonistyczna przygotowała grunt pod taki sposób myślenia, normalizując utożsamianie Żydów, syjonistów i Izraelczyków z faszyzmem.
Współczesny ruch antyizraelski nie stworzył tego mechanizmu. Odziedziczył go i znacznie wzmocnił. Projekt Indiana University badający antyizraelskie organizacje kampusowe odnotował gwałtowny wzrost znaczenia słowa „ludobójstwo” po 7 października 2023 roku, szczególnie podczas fali studenckich obozowisk protestacyjnych w 2024 roku.
Wynika z tego jeszcze jeden ważny wniosek. Rosyjskiej wojny informacyjnej wymierzonej w Izrael nie należy oddzielać od rosyjskiej wojny przeciwko Ukrainie.
Institute for National Security Studies w Tel Awiwie argumentował, że rosyjskie operacje wpływu związane z wojną w Gazie są częścią znacznie szerszej kampanii kognitywnej przeciwko Zachodowi. Jej celem jest osłabianie solidarności, podważanie pozycji Stanów Zjednoczonych i pogłębianie napięć wewnątrz społeczeństw państw sojuszniczych.
W praktyce oba zestawy haseł działają równolegle. Ukraińcy są nazistami. Izraelczycy są nazistami. Zełenski maskuje nazizm. Żydowska państwowość jest rasizmem. Izraelska wojna jest ludobójstwem.
Zmienia się przeciwnik. Matryca delegitymizacji pozostaje ta sama.
Polska i Europa w warunkach wojny hybrydowej
Znaczenie Polski jest oczywiste. To państwo frontowe wobec wojny w Ukrainie, ważny węzeł logistyczny europejskiej obrony i zarazem jedno z głównych miejsc, w których Rosja może próbować wyczerpywać społeczne poparcie dla Ukrainy.
Rosyjskie działania hybrydowe w Polsce i wokół niej obejmują cyberataki, dezinformację, presję na granicach, sabotaż oraz operacje informacyjne mające przenosić odpowiedzialność z Rosji na Ukrainę albo NATO.
W wystąpieniu z września 2024 roku polski minister spraw zagranicznych mówił, że po naruszeniu polskiej przestrzeni powietrznej przez rosyjskiego drona skoordynowana kampania dezinformacyjna w ciągu jednego dnia dotarła do milionów polskich użytkowników i próbowała skierować ich gniew przeciwko Ukrainie oraz Sojuszowi Północnoatlantyckiemu zamiast przeciwko Moskwie.
CERT Polska opisywał również destrukcyjne cyberataki wymierzone w polską infrastrukturę energetyczną w sposób nasuwający skojarzenie z celowym sabotażem lub podpaleniem.
W tym środowisku retoryka antysyjonistyczna tworzy kolejną linię podziału. Nie zastępuje przekazu antyukraińskiego czy antynatowskiego, lecz go uzupełnia.
Te same środowiska internetowe, które rozpowszechniają przekazy antyszczepionkowe, antysystemowe czy antyukraińskie, mogą równie łatwo przejść do tematyki antyizraelskiej. Wszystkie te narracje służą bowiem temu samemu nadrzędnemu celowi: zwiększaniu nieufności i emocjonalnej niestabilności.
EU DisinfoLab dokumentowało, jak sieci działające w polskich mediach społecznościowych przechodziły od przekazu antyszczepionkowego do antyukraińskiego, często wzmacnianego przez środowiska skrajnej prawicy.
Nie ma powodu zakładać, że antyizraelska mobilizacja istnieje w całkowitej izolacji od tej samej infrastruktury cyfrowej i politycznej.
Przykład pojawił się w Sejmie 14 kwietnia 2026 roku. Konrad Berkowicz z Konfederacji pokazał izraelską flagę, na której Gwiazdę Dawida zastąpiono swastyką, i powiedział, że „Izrael to nowa III Rzesza”.
Zdarzenie opisały Notes from Poland i Polskie Radio, zwracając uwagę również na użyte przez posła oskarżenie o ludobójstwo oraz natychmiastową reakcję marszałka Włodzimierza Czarzastego. Tego samego dnia polskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych wydało oficjalne oświadczenie, uznając gest za obraźliwy wobec Żydów, Izraelczyków oraz pamięci o Zagładzie.
Znaczenie tego wydarzenia nie kończy się jednak na samej parlamentarnej prowokacji. Notes from Poland zwróciło uwagę, że oficjalne konta Konfederacji oraz konto Sławomira Mentzena ponownie rozpowszechniały nagrania z wystąpieniem i łączyły je ze zbiórkami pieniędzy.
Nie jest to oczywiście dowód poparcia większości społeczeństwa, a komentarze w internecie nie są badaniem opinii publicznej. Pokazuje jednak, jak szybko prowokację z sali sejmowej można zamienić w znacznie większe wydarzenie cyfrowe, w którym antyizraelski gniew, antysemicka symbolika, odwracanie znaczenia Zagłady i język ludobójstwa zaczynają funkcjonować razem.
Strategiczna wartość antysyjonizmu we współczesnej Europie polega właśnie na tym, że pogarsza warunki podejmowania rozsądnych decyzji. Utrzymuje liberalne instytucje w stanie ciągłego moralnego alarmu. Sprzyja polityce absolutnych oskarżeń. Przekształca lokalne społeczności żydowskie w symbolicznych przedstawicieli odległego konfliktu. Daje zarówno aktywistycznej lewicy, jak i spiskowej prawicy wygodnego, silnie nacechowanego emocjonalnie przeciwnika.
A przede wszystkim pomaga spychać z centrum debaty rosyjską agresję, przyszłość Ukrainy i kwestię europejskiej obronności.
Wnioski dla polityki państwa
Z tej analizy wynika kilka praktycznych wniosków.
Po pierwsze, antysyjonizmu nie powinno się traktować wyłącznie jako patologii społecznej czy problemu kultury akademickiej. W określonych formach należy go również analizować jako system propagandowy mający znaczenie dla bezpieczeństwa państwa. Nie oznacza to kryminalizowania zwykłej krytyki polityki Izraela. Chodzi o świadomość, że część najbardziej agresywnego języka obecnego dziś w debacie ma korzenie w tradycji wojny kognitywnej rozwijanej przez wrogie państwo.
Po drugie, odwracanie znaczenia Zagłady i analogie do nazizmu powinny być traktowane także jako wskaźniki strategiczne. Jeżeli w debacie politycznej normalizuje się utożsamianie Żydów, Izraelczyków czy syjonistów z nazistami albo z ludobójstwem, mamy do czynienia z czymś więcej niż samym uprzedzeniem. Uruchamiany jest język stworzony po to, by usuwać moralne hamulce i maksymalizować polaryzację. Ten sam mechanizm działa również w odniesieniu do Ukrainy.
Po trzecie, uniwersytety, media i instytucje państwowe potrzebują historycznie zakorzenionego języka, który pozwoli odróżniać prawomocny spór od gotowych pakietów propagandowych.
Problemem nie jest sam fakt, że ludzie spierają się o Bliski Wschód. Problem zaczyna się tam, gdzie do obiegu wchodzą gotowe schematy całkowicie odmawiające Żydom politycznej legitymacji, automatycznie zamieniające każdą wojnę w „ludobójstwo” albo tłumaczące każdy konflikt wszechogarniającą teorią „syjonistycznej potęgi”.
Po czwarte, Polska powinna włączyć antysemityzm i skrajnie antysyjonistyczną agitację do szerszych analiz zagranicznej manipulacji informacyjnej i ingerencji.
Oznacza to konieczność patrzenia ponad podziałami instytucjonalnymi. Narracje antyukraińskie, antynatowskie, antyelitarne teorie spiskowe i skrajne przekazy antyizraelskie często należą do tego samego ekosystemu destabilizacji. Reakcja państwa powinna więc opierać się na wspólnej analizie służb odpowiedzialnych za bezpieczeństwo, edukację i komunikację zamiast zajmowania się każdym z tych zjawisk osobno.
Zakończenie
Najbardziej radykalną współczesną odmianę antysyjonizmu najlepiej rozumieć jako stare narzędzie wojny politycznej wykorzystane ponownie w nowych warunkach.
Po 1967 roku sowieckie instytucje nadały mu spójną formę. W Polsce roku 1968 pokazano, w jaki sposób można wykorzystać go w praktyce przeciwko przeciwnikom wewnętrznym. Następnie został umiędzynarodowiony poprzez propagandę, dyplomację oraz sieci wsparcia powiązane z ruchami rewolucyjnymi i organizacjami zbrojnymi. Za rządów Putina powrócił jako element znacznie szerszego systemu wojny hybrydowej.
Jego współczesna skuteczność bierze się z czterech wzajemnie powiązanych możliwości: odwracania znaczenia Zagłady, odbierania legitymacji żydowskiemu prawu do samostanowienia, łączenia bardzo różnych konfliktów i krzywd w jeden emocjonalny front oraz pogłębiania podziałów wewnątrz społeczeństw demokratycznych.
Szczególna wartość przywołanego w tej analizie raportu Departamentu Stanu USA polega na pokazaniu, jak długą historię ma ten repertuar.
Nie zaczął się wraz z Putinem. Nie zaczął się również od konfliktu arabsko-izraelskiego. Sowiecka syjonologia była częścią znacznie starszej rosyjskiej tradycji państwowej, w której antysemicki język raz po raz wykorzystywano do ochrony reżimu, destabilizowania przeciwników za granicą i odwracania moralnych ról.
Ten szerszy kontekst wzmacnia zasadniczy wniosek: wojowniczy, totalizujący antysyjonizm opisany w niniejszym tekście należy analizować zarówno jako ideologię i uprzedzenie, jak i trwałe narzędzie wojny politycznej.
Związek z Ukrainą nie jest przypadkiem.
To samo państwo, które domaga się „denazyfikacji” Ukrainy, korzysta na tym, że Izrael nazywany jest nazistowskim i ludobójczym, społeczności żydowskie stają się politycznie izolowane, liberalne instytucje pogrążają się w moralnej panice, a europejskie społeczeństwa tracą zdolność rozsądnego ustalania hierarchii zagrożeń.
W tym sensie antysyjonizm nie jest reliktem przeszłości. To stara broń, która nadal pozostaje w użyciu.
Przed politykami stoją zatem dwa równoległe zadania. Muszą chronić swobodę debaty, również ostrej debaty o Izraelu, a jednocześnie umieć rozpoznawać i nazywać historyczne pochodzenie najbardziej toksycznych schematów retorycznych znajdujących się dziś w obiegu. Powinni również traktować manipulowanie antysemickim i antysyjonistycznym językiem jako element tego samego środowiska bezpieczeństwa, do którego należą rosyjska dezinformacja, sabotaż, niejawne operacje wpływu i polityczna destabilizacja.
Jeżeli tego związku nie dostrzegą, nadal będą odpowiadać na strategiczne zagrożenie tak, jak gdyby mieli do czynienia jedynie z kulturowym nieporozumieniem.
Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com