Archive | April 2025

Zapomniana walka. Udział ŻZW w powstaniu w getcie warszawskim

Zapomniana walka. Udział ŻZW w powstaniu w getcie warszawskim


Zapomniana walka. Udział ŻZW w powstaniu w getcie warszawskim

Autor: dr Bartosz Borys


W czasie powstania w getcie warszawskim zbrojny opór oddziałom niemieckim stawiły Żydowska Organizacja Bojowa oraz Żydowski Związek Wojskowy. Jednak z wielu powodów przez lata udział tej drugiej organizacji pomijano, zniekształcano lub marginalizowano, zarówno w Polsce, jak i w Izraelu, a symbolem oporu zbrojnego była jedynie ŻOB. 77. rocznica wybuchu powstania w getcie warszawskim pozwala przybliżyć historię walki zbrojnej rewizjonistów i los członków stworzonej przez nich organizacji zbrojnej.

Powstanie w getcie warszawskim, płonące kamienice na rogu Zamenhofa 25/Wołyńska 2. Raport Stroopa

Mianem „rewizjonistów” określa się zazwyczaj prawicowe przedwojenne organizacje i partie żydowskie. Trzon bojowników ŻZW wywodził się z organizacji Betar, założonej w 1923 r. przez Władimira (Ze’ewa) Żabotyńskiego. Betar opowiadał się za syjonizmem, a także przeciwko socjalizmowi i kapitalizmowi, odrzucał też marksizm. Stawiało go to w opozycji do lewicowych stronnictw, które dominowały w ruchu syjonistycznym i w getcie warszawskim dały początek ŻOB.

Wokół historii ŻZW narosło wiele mitów, które w dużej mierze wyjaśniła dopiero publikacja Bohaterowie, hochsztaplerzy, opisywacze: wokół Żydowskiego Związku Wojskowego autorstwa Dariusza Libionki i Laurence’a Weinbauma z 2011 r.

Sytuacja w getcie warszawskim po Wielkiej Akcji

Wstrząsem dla getta była wielka akcja likwidacyjna, przeprowadzona przez Niemców latem 1942 r. Większość jego mieszkańców, ok. 300 tysięcy osób, została wywieziona do obozu zagłady w Treblince. W rezultacie działające w getcie grupy rewizjonistyczne, takie jak Betar, Masada czy Irgun, podjęły współpracę i próby zjednoczenia. Podobnie było w przypadku syjonistycznych ugrupowań lewicowych, które doprowadziły do powstania ŻOB-u. Trudno jednak powiedzieć, kiedy nastąpił moment zawiązania samej organizacji zbrojnej rewizjonistów. Najsilniejszą z grup rewizjonistycznych był Betar. Rewizjoniści nie prowadzili niemal, w przeciwieństwie do innych organizacji w getcie, działalności wydawniczej lub edukacyjnej, stąd brak materiałów, które mogłyby przybliżyć tło powstania ŻZW. Wiadomo natomiast, że w 1942 r. wielu członków Betaru przebywało w okolicach Hrubieszowa, gdzie w większości zostali zamordowani przez Niemców. Nieliczni wrócili do getta warszawskiego i w późniejszym czasie włączyli się w tworzenie organizacji zbrojnej.

Jeden z członków ŻZW, którego znamy jedynie pod pseudonimem „Rudy Paweł”, włączył się w działalność rewizjonistów dopiero na początku 1943 r. W swoich wspomnieniach, spisanych niedługo po powstaniu w getcie zaznaczył, że ŻZW został utworzony dopiero w styczniu lub lutym 1943 r. Opis działalności grupy znamy z zapisków historyka i twórcy konspiracyjnej grupy Oneg Szabat Emanuela Ringelbluma, który znał wiele szczegółów dotyczących historii ŻZW, nie podał jednak daty i okoliczności jego powstania.

Zarówno członkowie ŻZW, jak i ŻOB-u wiedzieli, że kontakty po stronie „aryjskiej”, zwłaszcza z przedstawicielami polskiego podziemia, są im niezbędne, zarówno po to, by mieć dostęp do broni, jak i do pomocy logistycznej. Najprawdopodobniej osoby związane z ŻOB-em jak i z rewizjonistami podjęli w podobnym czasie próbę nawiązania współpracy z polskim podziemiem, ale – jak zauważają Libionka i Weinbaum – jedynie próba ŻOB-u zakończyła się powodzeniem, a w konsekwencji organizacja ta zmonopolizowała kontakty z Armią Krajową. W związku z tym to właśnie perspektywa ŻOB-u na warunki panujące w getcie szczątkowym, istniejącym po wielkiej akcji likwidacyjnej, stała się dla strony polskiej decydująca.

Czy możliwe jednak było połączenie sił i stworzenie jednej organizacji zbrojnej w warszawskim getcie? Współpraca między różnymi organizacjami, nie tylko między syjonistami lewicowymi i rewizjonistami, była nieraz z powodu różnic w poglądach politycznych nie do przyjęcia. W skład ŻOB-u nie wchodzili ani rewizjoniści, ani początkowo Bund[1]. Z drugiej strony, Komenda Główna AK chciała kontaktować się z jedną organizacją, która reprezentowałaby najważniejsze siły polityczne w getcie. Doprowadziło to do założenia organizacji politycznej, Żydowskiego Komitetu Narodowego oraz towarzyszącej mu Komisji Koordynacyjnej, która powstała ze względu na chęć usatysfakcjonowania Bundu, nie akceptującego politycznego programu syjonistów z ŻOB-u. W opisie składu ŻKN-u, przygotowanym przez Henryka Wolińskiego z Referatu Żydowskiego Biura Informacji i Propagandy AK w wiadomości z 3 listopada 1942 r., pojawili się „rewizjoniści”. Z czasem jednak byli oni coraz bardziej marginalizowani. Przedstawiciele rewizjonistów nie mogli porozumieć się z przywódcami ŻOB-u, nie chcieli się również podporządkować tej organizacji i przekazać swojego arsenału. Jak zauważają Libionka i Weinbaum: „doszło do sporu o przywództwo i żadna ze stron nie ustąpiła”. Tak więc ostatecznie obie grupy działały oddzielnie.

Jeden z członków Betaru i ŻZW Adam Halperin tak wyjaśniał powody braku porozumienia między ŻOB-em i rewizjonistami: „Dlaczego powstała ŻZW, druga niezależna organizacja bojowa warszawskiego getta? Wynikało to z faktu, że liderzy ŻOB, pierwszej organizacji, odmówili włączenia Betaru jako odrębnego oddziału w ramach organizacji. (…) Przywilej grupowego członkostwa, rozciągnięty na wszystkie inne organizacje, nie obejmował Betaru. Jego członkowie mogli zgłaszać jednostkowy akces, lecz odmówiono zgody na przyłączenie się zorganizowanemu blokowi”.

_en_Plac_Muranowski_w_Warszawie.jpg
Plac Muranowski w Warszawie, ok. 1941 r. Druga z prawej kamienica nr 7/9, która mieściła komendę ŻZW podczas powstania w getcie

Zbrojownia na Muranowskiej

Nie sposób z całą pewnością stwierdzić, jak duża była liczebność ŻZW. Według Biura Informacji i Propagandy KG AK ze stycznia 1943 r. miało to być ok. 150 osób, uzbrojonych dzięki zakupom broni i kontrolujących tunel między gettem a stroną „aryjską” przy Muranowskiej. Są przekazy mówiące o kilkudziesięciu osobach, a w niektórych publikacjach, jak chociażby w książce Getto warszawskie: przewodnik po nieistniejącym mieście Barbary Engelking i Jacka Leociaka przeczytamy, że przed wybuchem powstania liczebność ŻZW wynosiła ok. 260 osób.

Z pewnością nie wszyscy członkowie ŻZW byli związani w jakikolwiek sposób z ruchem rewizjonistycznym. Przynajmniej część dołączyła do organizacji, gdyż nie mogli lub nie chcieli dołączyć do ŻOB-u. Z kolei dla ŻZW kluczowe było posiadanie przez potencjalnych członków broni i umiejętności obsługiwania jej, a nie konkretne poglądy polityczne.

ŻZW nabywała broń dzięki kontaktom z PLAN-em (Polską Ludową Akcją Niepodległościową), w czym pośredniczył jej przedstawiciel Cezary Ketling-Szemley, znany też pod pseudonimami „Janusz”, „Ketling” i „Arpad”. Według Ringelbluma i „Rudego Pawła” środki na zakup broni pochodziły z akcji ekspropriacyjnych prowadzonych przez rewizjonistów w getcie, w czasie których wymuszano pieniądze od osób majętnych. ŻZW nie otrzymała, w przeciwieństwie do ŻOB-u, broni od polskiego podziemia, a kontakty PLAN-u z ŻZW miały charakter handlowy.

_en_ketling1.jpg
Cezary Ketling-Szemley

Muzeum Powstania Warszawskiego

Kwatera główna ŻZW mieściła się przy Muranowskiej 7/9. W przededniu wybuchu powstania odwiedził ją Ringelblum: „Obejrzałem arsenał ŻZW. Lokal mieścił się w niezamieszkanym domu, tzw. dzikim domu przy ul. Muranowskiej 7, w 6-cio pokojowym lokalu na pierwszym piętrze. W pokoju kierownictwa było zainstalowane pierwszorzędne radio, przynoszące wiadomości z całego świata, obok stała maszyna do pisania. Członkowie kierownictwa ŻZW, z którymi prowadziłem rozmowę przez kilka godzin, byli uzbrojeni w rewolwery zatknięte za pasem. W dużych salach na wieszakach znajdowała się broń różnego rodzaju, a więc ręczne karabiny maszynowe, karabiny, najrozmaitszego rodzaju rewolwery, ręczne granaty, torby z amunicją, mundury niemieckie, którymi tak skutecznie posługiwano się w akcji kwietniowej, itp. W pokoju kierownictwa był wielki ruch, jak w prawdziwym sztabie armii; odbierano tu rozkazy dla skoszarowanych «punktów», w których gromadzono i szkolono przyszłych bojowców. Przynoszono raporty o ekspropriacjach, dokonanych przez poszczególne grupy u zamożnych osób na rzecz uzbrojenia ŻZW. W mojej obecności zakupiono tam u byłego oficera armii polskiej broń za ćwierć miliona złotych, na co dano zaliczkę 50 tys. zł; zakupiono dwa karabiny maszynowe po 40 000 zł; większą ilość granatów ręcznych i bomb”.

Miejsce to opisał również jeden z niewielu członków ŻZW, którzy przeżyli wojnę, Ryszard Walewski (Abraham Lewi), w 1948 r.: „Organizacja ta miała główną siedzibę w domu przy ul. Muranowskiej 7/9, gdzie mieściła się jej główna kwatera i komenda oraz gdzie były skoszarowane jej główne siły zbrojne. W podziemiach tego domu, o betonowych stropach, został zbudowany bunkier z uwzględnieniem wszystkich przepisów «architektoniki podziemnej», z wszelkimi akcesoriami użytkowymi i obronnymi i z bezpośrednim przejściem na stronę „aryjską”. Naziemne kondygnacje domu zostały zamienione na silną fortecę obronną. Poza tym domem poszczególne oddziały ŻZW rozmieszczone zostały w blokach po stronie nieparzystej początkowych numerów ulicy Muranowskiej”. Jak podają Libionka i Weinbaum, Walewski dodał, że ŻZW miała Muranowskiej 2 karabiny maszynowe. Na podstawie dostępnych relacji i przebiegu walk skłaniają się oni ku ocenie, że ŻZW mogła mieć maksymalnie 2–3 karabiny maszynowe.

_en_Pawe__Frenkel_and_Dawid_Apfelbaum__ZW_Memorial_Warsaw.JPG
Kamienny blok znajdujący się na Trakcie Pamięci Męczeństwa i Walki Żydów w Warszawie, upamiętniający Pawła Frenkla jako przywódcę ŻZW. Wymieniony jest na nim również jako dowódca jednego z oddziałów ŻZW Dawid Apfelbaum, postać, która najprawdopodobniej nigdy nie istniała.

Wikipedia, Yanivreg, CC-BY SA 3.0.

Zagadka przywódcy ŻZW

Najprawdopodobniej przywódcą ŻZW był związany z Betarem Paweł Frenkel, choć przez lata dość popularny był mit, że przywódcą grupy był niejaki Dawid Apfelbaum, postać najprawdopodobniej fikcyjna. W przypadku samego Frenkla nie sposób potwierdzić, że Paweł jest jego prawdziwym imieniem, a nie pseudonimem. Ważną pozycję w ŻZW zajmował inny betarowiec, związany też z Nową Organizacją Syjonistyczną, Leon Rodal.

_en_frenkel_sm2.jpg
Podobizna Pawła Frenkla, autor nieznany

O obu z nich wspominał Ringelblum w liście z 13 grudnia 1943 r., napisanym w czasie ukrywania się w bunkrze „Krysia” na warszawskiej Ochocie, skierowanym do Adolfa Bermana z Żydowskiego Komitetu Narodowego: „Listę współpracowników firmy [ŻOB] otrzymałem. O szeregu osób mam dane biograficzne (…). Należałoby zebrać dane o wszystkich (rok urodzenia, miejsce zamieszkania, zawód rodziców, wykształcenie, cechy charakteru, udział w rozmaitych przedsięwzięciach, ostatnie przedsięwzięcie itp.) (…) Dlaczego nie ma danych o ŻZW? Dla historii winien zostać ślad o nich, mimo iż nie są nam sympatyczni”. Dwa tygodnie później, w liście z 27 grudnia 1943 r. pisał: „Co się tyczy rewizjonistów, nie mam o nich danych. W T[rawnikach] rozmawiałem z panem Cwikowskim. On był bardzo niezadowolony z ich pracy. Jego krytyka pokrywała się z naszą, ale pomimo to trzeba się starać o uzupełnienie listy. Ja znam tylko dwa nazwiska: Rodalski i Frenklowski. Ostatni (brunet) był kierownikiem firmy. Trzeba kogoś z nich lub ich kolegów wyszukać”. Wspomniany w liście Cwikowski to zaszyfrowane nazwisko innego członka ŻZW Dawida Szulmana, którego Ringelblum poznał w obozie pracy w Trawnikach, dokąd sam został wywieziony przez Niemców na początku powstania w getcie. Szulman stał się w Trawnikach jednym z przywódców obozowej konspiracji. Zdaniem Libionki i Weinbauma fakt, że Ringelblum wskazuje Frenkla jako „kierownika firmy” przesądza, że to on był przywódcą ŻZW.

_en_Leon_rodal.jpg
Leon Rodal

Z kolei Mosze Arens, badacz historii ŻZW, były minister spraw zagranicznych i minister obrony Izraela, wspomina Dawida Apfelbauma jako członka komendy ŻZW. Najprawdopodobniej jednak ŻZW nie było kierowane kolektywnie przez trio Frenkel-Rodal-Apfelbaum, o którym wspomina Arens, lecz, podobnie jak ŻOB, miało jednego konkretnego komendanta. Brak również wiarygodnych dokumentów, które potwierdzałyby istnienie samego Apfelbauma. Natomiast wspominany już wcześniej Adam Halperin z ŻZW również wymieniał Frenkla jako przywódcę grupy. Pisał: „P. Frenkel z Betaru stał na czele ŻZW”, do członków komendy zaliczał natomiast: Natana Schulza, Salka Hasensprunga, Leona Rodala, Eliahu Halbersteina oraz Icchaka Bielawskiego, a wśród członków wymienia Dawida Wdowińskiego i Michała Strykowskiego.

Wybucha powstanie w getcie

W czasie powstania w getcie warszawskim kluczowym dla ŻZW miejscem była kwatera na Muranowskiej 7/9. Organizacja kontrolowała tunel łączący ten budynek z sąsiednim, znajdującym się jednak już po „aryjskiej” stronie. Parzysta strona ul. Muranowskiej została wyłączona z getta na krótko przed wielką akcją likwidacyjną. Komisarz dzielnicy żydowskiej Heinz Auersweld wydał decyzję w tej sprawie 23 czerwca 1942 r. Sam tunel zbudowano najprawdopodobniej w czasie wielkiej akcji albo już po jej zakończeniu. Oddziały ŻZW mieściły się jednak jeszcze w dwóch innych miejscach, w szopie Toebbensa i Schulza była grupa dowodzona przez Pinchasa Tauba, a w szopie szczotkarzy przy Świętojerskiej grupa Chaima Łopaty.

ŻOB z kolei miała swoją kwaterę główną początkowo przy Miłej 29 i obejmowała kilkuset członków. Podzielona była na grupy liczące od 10 do 12 osób, które znajdowały się w różnych lokalizacjach na terenie getta. Przywódcą organizacji był wywodzący się z organizacji młodzieżowej Ha-Szomer Ha-Cair („Młody Strażnik”) Mordechaj Anielewicz, a po jego śmierci 8 maja zastąpił go Marek Edelman z Bundu.

Niemcy wkroczyli do getta z zamiarem jego likwidacji 19 kwietnia 1943 r. Dysponowali ogromną przewagą liczebną i materiałową. Dowódca SS i niemieckiej policji w Warszawie SS-Oberführer (pułkownik) Ferdinand von Sammern-Frankenegg rzucił do walki esesmanów, policjantów, żandarmów, żołnierzy Wehrmachtu i oddziałów ukraińskich, uzbrojonych w karabiny, pistolety maszynowe, lekkie i ciężkie karabiny maszynowe, działa, miotacze płomieni, wozy pancerne i czołgi. Atak przeprowadzono z dwóch stron – od Nalewek i skrzyżowania Gęsiej z Zamenhofa. Jednak po dwóch godzinach walk, z powodu silnego oporu powstańców, siły niemieckie się wycofały. Von Sammern-Frankenegg został odwołany. Nowym dowodzącym likwidacją warszawskiego getta został SS-Brigadeführer (generał major) Jürgen Stroop i po krótkiej przerwie oddziały niemieckie weszły do getta ponownie. Na rogu Nalewek i Gęsiej ciężkie walki toczył ŻOB, na placu Muranowskim – ŻZW.

Zdaniem Ryszarda Walewskiego, nie znajdującego się jednak w kręgu decyzyjnym ŻZW, a także „Rudego Pawła”, Związek miał następujący plan walki z Niemcami: stawić opór zbrojny, dopóki jest to możliwe, a następnie wyjść z getta tunelem na stronę „aryjską” i prowadzić z Niemcami walkę partyzancką.

O samym udziale ŻZW w walkach pisał Ringelblum w swoim eseju Stosunki polsko-żydowskie w czasie drugiej wojny światowej. Uwagi i spostrzeżenia: „Nie będziemy tu szczegółowo opisywać przebiegu walk z Niemcami w kwietniu 1943 r. Walczyły poszczególne grupy w getcie, w «szopie» szczotkarskim, na ulicy Świętojerskiej, na terenach «szopu» Schultza, Toebbensa itd. Walczono na dachach domów, na których powiewały sztandary: polski i syjonistyczny (biało-niebieski). W poniedziałek 18 kwietnia [chodziło o 19 kwietnia — B.B.] z czwartego piętra na Nalewkach 32 byłem naocznym świadkiem takiej walki na ul. Muranowskiej”. Według Libionki i Weinbauma Ringelblum mógł obserwować walkę z udziałem ŻZW. Nie ma natomiast pewności, czy widział na własne oczy wywieszone sztandary, czy też dowiedział się o nich od kogoś innego, pisząc esej już w bunkrze „Krysia”.

Motyw wywieszenia flag – polskiej biało-czerwonej i żydowskiej biało-niebieskiej przez powstańców pojawiał się w wielu przekazach dotyczących powstania, trudno jednak z całą pewnością potwierdzić lokalizację sztandarów. Gdyby znajdowały się na rogu pl. Muranowskiego i Nalewek 42, Ringelblum, ukrywający się wtedy na Nalewkach 32, mógłby je zobaczyć. Walczący rewizjoniści przez wywieszenie sztandarów chcieli podkreślić swój patriotyzm i przywiązanie do polskich symboli narodowych. Trudno sobie wyobrazić taki gest ze strony lewicowych grup syjonistycznych. Informacja o flagach pojawiła się w niektórych sprawozdaniach polskiego podziemia, m.in. w dokumencie sporządzonym przez kontrwywiad Delegatury Rządu na Kraj z 23 kwietnia 1943 r., podobnie w wydawanym przez Delegaturę „Nowym Dniu” z 21 kwietnia 1943 r. Informacji takiej nie było z kolei w Biuletynie Informacyjnym AK, ani w depeszach wysyłanych do rządu na emigracji w Londynie.

Sam udział w walkach ŻZW był nieraz pomijany w kręgach osób związanych z ŻOB-em. Marek Edelman w 1945 r. książce Getto walczy. Udział Bundu w obronie getta warszawskiego pisał o walkach w dniu 19 kwietnia: „(…) trwają zacięte boje na placu Muranowskim. Niemcy atakują tu ze wszystkich stron. Osaczeni bojowcy bronią się zawzięcie, w nadludzkich zmaganiach odpierają natarcia. Zostają zdobyte dwa kaemy i wiele innej broni. Zostaje spalony czołg niemiecki. To już drugi tego dnia”. Łączniczka Bundu Władka Meed pisała o walkach rewizjonistów nie podając poprawnej nazwy ŻZW: „Tego samego dnia na placu Muranowskim rozegrała się jeszcze jedna bitwa w obronie ostatniej reduty. Walczył tam oddział bojowy, zorganizowany przez inną z podziemnych organizacji działających na terenie getta. Był to prawicowy Rewizjonistyczny Ruch Syjonistów, niezależny od Organizacji Bojowej. Dość dobrze uzbrojony, skutecznie odparł kilka ataków i przez dwa dni z rzędu utrzymywał rejon Muranowskiej w swoich rękach”. Z kolei Cywia Lubetkin z ŻOB-u zaznaczyła w swoich wspomnieniach, że „członkowie rewizjonistycznej grupy bronili odważnie ulicy. 20 kwietnia odparli wszystkie ataki Niemców i zadali im ciężkie straty”. Natomiast łącznik ŻOB-u z polskim podziemiem Icchak Cukierman pisał o ŻZW bez wspominania nazwy: „grupa prowadziła silną i odważną obronę swojej ulicy. 20 kwietnia odpierali niemieckie ataki, zadając nieprzyjacielowi ciężkie straty”.

Po walkach na pl. Muranowskim część bojowników wyszła z getta przez tunel, nie ma jednak pewności kiedy to nastąpiło. W źródłach napotykamy daty od 20 do 22 kwietnia. „Rudy Paweł” pisał: „22 kwietnia wycofujemy się na „aryjską” stronę na skutek rozkazu p. podchorążego, który jest cały czas z nami. Niektórzy z nas nosili niemieckie mundury, wszyscy hełmy. Znajdujemy się na Muranowskiej w mieszkaniu. Mamy broń, około 200 granatów — karabiny. Jest nam tu niewygodnie. Dozorca dostarczał nam jedzenia”. Część bojowników – 44 osoby — zorganizowała sobie transport do willi w Michalinie, którą wynajął dla nich wspomniany już wcześniej Cezary Ketling-Szemley. Jednak po kilku dniach, 30 kwietnia, grupę odkryła policja granatowa i niemiecka żandarmeria, doszło do strzelaniny, w której część bojowników zginęła.

Wstępny plan ŻZW na walkę partyzancką z Niemcami po wyjściu z getta pokazywał brak znajomości realiów po stronie „aryjskiej”. Brakowało jakiegokolwiek wsparcia dla ŻZW ze strony polskich organizacji, które umożliwiłoby jego członkom aktywną walkę z Niemcami poza gettem. Niektórzy z bojowników po wyjściu z getta znaleźli się w zakonspirowanych mieszkaniach. Tak było w przypadku Pawła Frenkla, który wraz z grupą bojowników ukrył się na Grzybowskiej 11/13.

Bunkry wśród ruin

Ci, którzy nie wyszli z getta, nadal walczyli. Niewiele wiadomo o działaniach grupy Łopaty w szopie szczotkarzy, jej członkowie w większości zginęli później w getcie centralnym. O walkach oddziału z szopu Schultza i Toebbensa krótko pisał Adam Halperin, ale również bez szczegółów. Większość ze znajdujących się tam bojowników dowodzonych przez Pinchasa Tauba, a później Dawida Szulmana, wśród których byli Natan Schulz, Icchak Binenkorn, Jakow Perlemuter, Aleksander i Jakub Rosenfeldowie, zginęła. Niewielkie grupy walczyły też na Nalewkach 39, Nowolipiu 25 i Lesznie 36 oraz 40. Jedyną z walczących w szopach osobą, która żyła jeszcze przez pewien czas, był Dawid Szulman.

Sztab ŻOB-u w pewnym momencie przeniósł się na Miłą 18, gdzie bojownicy znaleźli schronienie w bunkrze Szmula Oszera i związanych z nim ludzi z półświatka. Jednakże 8 maja Niemcy odkryli bunkier i zablokowali jego pięć wyjść. O ile cywile wyszli na wezwanie Niemców, to większość bojowników na apel Arie Wilnera ps. „Jurek” popełniła samobójstwo. W ten sposób zginęło ok. 120 bojowników ŻOB-u, w tym dowódca Mordechaj Anielewicz. Kilka osób, m.in. Tosia Altman, wyszło przez szóste, nieobstawione przez Niemców wyjście. Z kręgu ŻOB-u wojnę przeżyło kilkanaście osób, m.in. Cukierman i Edelman.

Poza walką z powstańcami Niemcy przeszukiwali getto w poszukiwaniu ludności cywilnej poukrywanej w bunkrach, aby wywieźć ich do Treblinki lub do obozów pracy na Lubelszczyźnie. W swoim raporcie po zakończeniu powstania w getcie Stroop wspomniał, że zniszczono na terenie getta 631 bunkrów, co prawdopodobnie było zawyżoną liczbą. Warunki w bunkrach były bardzo trudne, ich mieszkańcy musieli zachować ciszę, aby nie wykryli ich pacyfikujący getto Niemcy. W kryjówkach było gorąco, panował niezwykły ścisk i odór, były trudności z przygotowaniem jedzenia. Niemcy zaczęli podpalać kolejne domy, aby zmusić znajdujących się w nich ludzi do wyjścia. Sytuacja ukrywających się osób stała się wtedy dramatyczna. Wielu zginęło w płomieniach, inni zostali wywiezieni lub zastrzeleni po wyjściu ze schronów. Według raportu Stroopa, między 20 kwietnia a 16 maja 1943 r. Niemcy zabili lub pojmali 56 065 osób, z czego 7 tys. zamordowali na miejscu, 6929 wysłali do obozu zagłady w Treblince, ok. 6 tys. zginęło w walce, w wyniku zatrucia lub w pożarach, a 36 tys. wysłano do obozów pracy na Lubelszczyźnie. Dane te są jednak z pewnością zawyżone, miały uzasadniać trudności z trwającą dłużej niż przewidywano likwidacją getta, w którym prawdopodobnie nie znajdowało się więcej niż 40 tys. osób.

Symbolicznym końcem powstania w getcie było wysadzenie w powietrze wieczorem 16 maja 1943 r. Wielkiej Synagogi na Tłomackiem. Stroop w swoim raporcie napisał wtedy: „Żydowska dzielnica mieszkaniowa w Warszawie przestała istnieć”.

Przeżyli nieliczni

Część członków ŻZW została z getta wywieziona do obozów pracy. W obozie pracy w Trawnikach znalazł się wspomniany wcześniej Dawid Szulman, dowodzący w pewnym momencie grupą w szopie Schultza i Toebbensa. Współpracował w Trawnikach z zesłanym tam Ringelblumem, samemu będąc czołową postacią konspiracji w obozie. Dzięki tej znajomości Ringelblum, korespondując później z Adolfem Bermanem, przekazywał wiele istotnych materiałów na temat realiów życia w obozie. Sam Szulman zginął w masowej egzekucji 3 listopada 1943 r. w czasie niemieckiej operacji „Erntefest”, która zakończyła Akcję Reinhardt, mającą na celu wymordowanie całej ludności żydowskiej na terenie Generalnego Gubernatorstwa. W Trawnikach zginął również związany z rewizjonistami Cwi Zylberberg. Natomiast na Majdanku zginął związany dawniej z Betarem Hering, nie ma jednak pewności, czy był członkiem ŻZW. Na Majdanek trafił też Dawid Wdowiński, który później został przeniesiony do obozu pracy w Budzyniu, gdzie więźniowie pracowali przy produkcji części do samolotów. Udało mu się przeżyć wojnę.

_en_Dawid_Wdowinski.jpg
Dawid Wdowiński, 1940 r.

Z kolei wspominany w tekście wielokrotnie „Rudy Paweł” znalazł kryjówkę w znajdującym się przy Chłodnej 17 mieszkaniu Dawida Klina „Kleina”, należącego do Bundu. Miał spotkać się tam z „Antkiem” Cukiermanem, który opisał go jako „dobrze mówiącego po niemiecku rudzielca”. „Rudy Paweł” przeniósł się później na Powiśle, gdzie zastał go wybuch powstania warszawskiego, do którego – według Dawida Klina – miał dołączyć jako ochotnik i wkrótce zginąć.

Przywódca ŻZW Paweł Frenkel zginął na Grzybowskiej 11/13 wraz z niewielkim oddziałem. Mieszkanie zostało zadenuncjowane i oddział niemiecki pojawił się tam 19 czerwca 1943 r. Po kilku godzinach walk członkowie oddziału popełnili samobójstwo wysadzając bunkier. Informację tę potwierdzają Wdowiński i Halperin. Ten drugi napisał: „wszyscy bojowcy zginęli, a wśród nich komendant Paweł Frenkel i członkowie komendy”.

Podziały światopoglądowe i śmierć najważniejszych członków ŻZW sprawiły, że rola rewizjonistów w oporze zbrojnym przeciwko Niemcom była marginalizowana, pomijana lub przeinaczana. Było tak zarówno w przypadku polskiej historiografii, w której pojawiały się fikcyjne postaci takie jak Dawid Apfelbaum, czy też wzmianki o współpracy z podziemną Organizacją Wojskową (od 1944 r. Korpusem Bezpieczeństwa), jak i w historiografii izraelskiej. Reprezentująca rewizjonizm syjonistyczny w Izraelu partia Herut na piedestał wynosiła Ecel (Narodową Organizację Wojskową), która walczyła w Palestynie z Brytyjczykami i Arabami, pomijała natomiast walkę rewizjonistów w diasporze. Niemniej jednak wiele faktów dotyczących ŻZW i jej roli w powstaniu w getcie wciąż pozostaje niejasnych. Z braku dokumentów i bardziej szczegółowych relacji nie sposób ich zweryfikować.


Źródła:

Archiwum Ringelbluma. Konspiracyjne Archiwum Getta Warszawy. Tom 29a. Pisma Emanuela Ringelbluma z bunkra, red. Eleonora Bergman, Tadeusz Epsztein, Magdalena Siek, Warszawa 2018

Archiwum Ringelbluma. Konspiracyjne Archiwum Getta Warszawy. Tom 34. Getto warszawskie, cz. II, red. Tadeusz Epsztein, Warszawa 2016

Anna Bikont, Niespotykany wysyp kombatantów [https://www.holocaustresearch.pl/index.php?mod=news&show=225&template=print, dostęp: 1.04.2020]

Mosze Arens, Flagi nad gettem: rzecz o powstaniu w getcie warszawskim, Kraków 2011

Barbara Engelking, Jacek Leociak, Getto warszawskie – przewodnik po nieistniającym mieście, Warszawa 2001

Dariusz Libionka, Laurence Weinbaum, Bohaterowie, hochsztaplerzy, opisywacze: wokół Żydowskiego Związku Wojskowego, Warszawa 2011

69 lat manipulacji historią Żydowskiego Związku Wojskowego [https://dzieje.pl/aktualnosci/libionka-69-lat-manipulacji-historia-zydowskiego-zwiazku-wojskowego; dostęp: 1.04.2020]

Justyna Majewska, Powstanie w getcie warszawskim, Żydowski Instytut Historyczny, www.jhi.pl, dostęp: 1.04.2020

Emanuel Ringelblum, Stosunki polsko-żydowskie w czasie drugiej wojny światowej: uwagi i spostrzeżenia, Warszawa 1988

Ruta Sakowska, Ludzie z dzielnicy zamkniętej. Żydzi w Warszawie w okresie hitlerowskiej okupacji: październik 1939-marzec 1943, Warszawa 1975

Jürgen Stroop, Żydowska dzielnica mieszkaniowa w Warszawie już nie istnieje!, oprac. Andrzej Żbikowski, Warszawa 2009

Paweł Szapiro, Powstanie w getcie warszawskim [w:] Polski słownik judaistyczny. Dzieje, kultura, religia, ludzie. Tom 2, red. Zofia Borzymińska, Rafał Żebrowski, Warszawa 2003


Przypis:

[1] Komisja Koordynacyjna powstała po to, żeby umożliwić współpracę między ŻOB-em a Bundem ponad podziałami politycznymi, natomiast Bund niejako stał się częścią ŻOB-u w czasie powstania, podporządkowując wspólnemu kierownictwu swoje 4 oddziały bojowników.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Trump said to have called off planned Israeli strike on Iran

Trump said to have called off planned Israeli strike on Iran

David Isaac


The U.S. president’s decision came “after months of internal debate” about whether to pursue a military or diplomatic option.

Israeli Air Force fighter jets conducting a joint flight with an American B-52 strategic bomber are seen in an image published on March 6, 2025. Credit: IDF.

Israel intended to strike Iran’s nuclear facilities as early as May, a plan that would have required American assistance. But U.S. President Donald Trump decided against an attack in favor of negotiations, The New York Times reported on Wednesday.

Trump’s decision came “after months of internal debate” about whether to pursue a military or diplomatic option. Even hawkish members of Trump’s cabinet expressed skepticism that a military strike could destroy Iran’s nuclear ambitions, resulting in a “rough consensus” that for the time being negotiation was the better option, the Times reported.

The Times said it had spoken to multiple officials who had been briefed on Israel’s plans. Most were interviewed on condition of anonymity.

Israel, which has long been preparing for an attack on Iran, with or without U.S. help, sees the current situation as favorable to a strike on Iran’s nuclear sites.

Israel’s air force has already eliminated most of Iran’s air defenses, and has severely damaged Iran’s proxy Hezbollah in Lebanon. The fall of Syrian President Bashar al-Assad in December eliminated a key Iranian ally that acted as a conduit for Iranian arms to Hezbollah.

According to the Times, senior Israeli officials pitched a plan to their American counterparts that would have combined an Israeli commando raid on underground Iranian nuclear sites with a bombing effort that would have involved U.S. aircraft.

The goal was to set back Iran’s ability to develop a nuclear weapon by a year or more.

However, Israel’s military said the commando operation wouldn’t be ready until October. As Netanyahu wanted the timeline for an attack sped up, Israeli planners shifted to a proposal for an extended bombing campaign, necessitating U.S. support, the paper reported.

U.S. officials were open to considering Israel’s plans. U.S. Gen. Michael E. Kurilla, head of U.S. Central Command, and National Security Adviser Michael Waltz discussed how the United States might support such an attack, according to the Times.

U.S. assistance would have focused on responding to Iranian retaliation against Israel, and ensuring the attack itself was successful. (U.S. forces assisted Israel in intercepting Iranian missile attacks in April and October of last year.)

Iran’s attacks were ineffective, with most of its missiles and drones failing to reach their targets. Israel’s counterattacks against Tehran’s anti-aircraft systems left the country naked to attack, something Israel wants to capitalize on, the Times said.

However, during a meeting with Netanyahu in the Oval Office on April 7, Trump announced that he would pursue talks with Iran.

The Israeli prime minister, in a video released by his office the next day, said an agreement would work only if Iran agreed to completely dismantle its nuclear facilities.

“They go in, blow up the installations, dismantle all of the equipment under American supervision and carried out by America—this would be good,” he said.

He warned that Iran may try to play for time. “The second possibility—that will not be—is that they drag out the talks, and then there is the military option. Everyone understands this. We spoke about this at length,” he said, referring to his discussions with the U.S. president.

Trump agreed on this point, telling the press on Wednesday that he wouldn’t allow talks to drag on. “We have a little time, but we don’t have much time,” he said.

The president also didn’t rule out a military option, stating that it “absolutely” remains an option. “With Iran, if it requires military, we’re going to have military. Israel will obviously be very much involved in that and be the leader in that,” he said.

Trump has signaled readiness to directly attack Iran before.

On March 17, he accused Iran of orchestrating attacks by Yemen’s Houthi rebels and warned that any further aggression from the group would result in severe retaliation.

“Let nobody be fooled! The hundreds of attacks being made by Houthi, the sinister mobsters and thugs based in Yemen, who are hated by the Yemeni people, all emanate from, and are created by, IRAN,” Trump wrote in a post on Truth Social.

The United States has moved significant military assets into the region, including the USS Carl Vinson and USS Harry S. Truman.

Nimitz-class aircraft carrier USS Carl Vinson (CVN 70), underway in the U.S. 3rd Fleet area of operations, sails through the Pacific Ocean on its way to participate in Exercise Rim of the Pacific (RIMPAC) 2024. Photo by Mass Communication Specialist 3rd Class Marissa A. Johnson/U.S. Navy.

Last month, the United States sent multiple B-2 bombers to a military base on the island of Diego Garcia in the Indian Ocean.

With a range of 6,900 miles, the B-2 is the only stealth aircraft that can carry the GBU-57, a 30,000-pound “bunker-buster” bomb known as the Massive Ordnance Penetrator.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Backlash Grows in UK as Hamas Mounts Legal Challenge Against Terrorist Designation

Backlash Grows in UK as Hamas Mounts Legal Challenge Against Terrorist Designation

Ailin Vilches Arguello


Demonstrators hold Israeli and British flags outside the Law Courts, during a march against antisemitism, after an increase in the UK, during a temporary truce between the Palestinian Islamist terrorists Hamas and Israel, in London, Britain, Nov. 26, 2023. Photo: REUTERS/Susannah Ireland

A growing wave of condemnation is mounting in the UK after lawyers representing the Palestinian Islamist group Hamas sought to challenge the organization’s terrorist designation, prompting fierce criticism from British Members of Parliament and Jewish organizations.

Last week, Hamas filed a legal petition arguing for its removal from the United Kingdom’s list of proscribed terrorist groups, describing itself as “a Palestinian Islamic liberation and resistance movement whose goal is to liberate Palestine and confront the Zionist project.”

Riverway Law submitted a claim to UK Home Secretary Yvette Cooper on behalf of senior Hamas official Moussa Abu Marzouk, who also provided a witness statement in the case. Given that accepting funds from Hamas would violate British law, the firm is providing pro bono representation to the terrorist group.

“The British government’s decision to proscribe Hamas is an unjust one that is symptomatic of its unwavering support for Zionism, apartheid, occupation, and ethnic cleansing in Palestine for over a century,” the filing reads. “Hamas does not and never has posed a threat to Britain, despite the latter’s ongoing complicity in the genocide of our people.”

Hamas’s military wing, the al-Qassam Brigades, had been banned in Britain since 2001, but the Interior Ministry broadened the ban to include the group’s political entities in 2021, arguing that Hamas functions as a unified organization rather than separate branches.

“I would be very surprised if the British government agrees to remove Hamas from the proscribed list,” Jonathan Turner, chief executive of UK Lawyers for Israel, told The Algemeiner in an exclusive interview.

“The UK is not entirely sympathetic to Israel, but it’s still very unlikely they would rule in favor of Hamas.”

In applying for removal from the list of proscribed organizations, Turner explained that Hamas does not deny being a terrorist group but rather argues that it is undesirable for it to remain banned.

In its filing, Riverway Law outlines three primary grounds for why Hamas should be removed from the terrorist list. The first argument contends that the UK’s ongoing proscription of Hamas violates international law, including the British government’s obligation not to be complicit in genocide, which Hamas claims is being perpetrated by Israel in Gaza.

Additionally, it highlights the UK’s alleged responsibility to end “the unlawful occupation of Palestinian territories,” referencing the 2024 International Court of Justice (ICJ) advisory opinion that Israel’s presence in the West Bank and East Jerusalem is illegal.

The second argument claims that proscribing Hamas violates the European Convention on Human Rights, particularly the rights to freedom of expression and assembly, as UK law prohibits the promotion or support of proscribed organizations. Hamas argues that this ban restricts open debate on the Palestinian issue and peaceful demonstrations, while also being discriminatory since Israel is not similarly proscribed.

The third argument asserts that the proscription is disproportionate and not sufficiently justified. Hamas argues that there is no direct threat to the UK, that its violence is a “legitimate response to occupation,” and that the proscription undermines Palestinians’ democratic will when they elected Hamas.

The terrorist group violently eliminated its Palestinian opposition in a brief conflict in 2007, when Hamas took full control of Gaza after winning legislative elections the prior year.

Turner countered that all three arguments lack merit, emphasizing that rights such as freedom of expression and assembly can be lawfully restricted under UK and international law to protect national security, public safety, and the rights or property of others.

He also pointed out that Hamas still holds 59 of the hostages abducted during its invasion of and massacre across southern Israel on Oct. 7, 2023, and that hostage-taking is a crime against humanity under international conventions.

“Hamas is a very vicious terrorist organization,” he told The Algemeiner.

Earlier this week, British Shadow Justice Secretary Robert Jenrick announced that he had reported Riverway Law attorney Fahad Ansari for supporting Hamas and jihad, as well as the firm’s potential breach of sanctions regulations.

“The legal profession is being damaged by ideologues exploiting their status to platform extremism,” Jenrick wrote in a post on the X social media platform. “This isn’t about free speech. It’s about a man who repeatedly crosses the line into open support for terrorism — all while the authorities look away.”

Shadow Foreign Secretary Priti Patel also criticized the legal effort, calling Hamas an “evil Iranian-backed terrorist organization, which kidnaps, tortures, and murders people, including British nationals.”

More British citizens (18) were killed during the Hamas-led Oct. 7 onslaught than in any foreign terrorist attack since Al Qaeda struck the US on Sept. 11, 2001.

“They pose an ongoing threat to our security and to the peace and stability of the Middle East and have weapons and training facilities that put lives at risk and threaten our interests,” Patel said in a statement. “They show no respect for human rights, life, and dignity and have oppressed people living in Gaza for too long.”

“Those campaigning to end the proscription of Hamas fail to understand the seriousness of the threats this terrorist organization poses,” the statement read.

Campaign Against Antisemitism (CAA), a UK-based Jewish civil rights group, also dismissed the case as a “bad-faith attempt to promote genocidal antisemitism,” rejecting the argument that proscribing Hamas stifles political engagement. They argued that it’s still possible to campaign for Palestinian rights, criticize Israel, or support a two-state solution to the Israeli-Palestinian conflict without endorsing Hamas or terrorism.

Riverway Law’s legal challenge on behalf of Hamas came less than a month after a group of British lawmakers released a new and extensive report documenting the atrocities of the terrorist group’s Oct. 7 atrocities across southern Israel.

The report showed that, in total, about 7,000 Hamas-led Palestinian terrorists killed 1,182 people, wounded more than 4,000 others, and kidnapped 251 hostages — 210 living and 41 dead bodies at the time of their abduction — during the onslaught. The study detailed Hamas’s planning, the weapons used, and the violence which occurred at each location, including gristly details of sexual violence, torture, and the desecration of corpses.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Biesy napadają raz jeszcze


Biesy napadają raz jeszcze

Andrzej Koraszewski


Obserwacja, że rewolucja pożera własne dzieci, nie jest nowa. Przypominanie jej na ogół nie gasi rewolucyjnego ducha. Możemy pytać o przyczyny i mechanizmy, zastanawiać się nad ludzką naturą i nadal będziemy mieli gwarancję, że kolejne pokolenia ulegną pokusie ponownie. Rewolucja jest boska, na początku każdej rewolucji jest Słowo, obietnica stworzenia świata. Trudno się oprzeć takiej pokusie, próżno namawiać na analizę doświadczeń przeszłości.

Grubo ponad pół wieku temu, a dokładniej w 1971 roku Andrzej Wajda wystawił w krakowskim teatrze Biesy Dostojewskiego, odpowiadając nie tylko na wyzwanie, jakim jest pokazanie filozoficznych dylematów na deskach teatru, ale również pokonując opór władzy, świadomej, że rosyjski pisarz na długo przed rosyjską rewolucją obnażył naturę rewolucyjnego romantyzmu.

Publikacja Biesów w odcinkach zaczęła się równo sto lat wcześniej, książka była reakcją na przenikające do Rosji rewolucyjne nastroje, które niespełna pół wieku później miały zaowocować bolszewicką rewolucją. Wajda pokazywał Biesy przez pryzmat bagna Rosji i bagna komunistycznej rewolucji. Dziś moglibyśmy oglądać tę książkę Dostojewskiego przez pryzmat psychologii ewolucyjnej, albo odczytując ją w świetle szaleństwa odrzucenia zachodniej cywilizacji i wartości rewolucji amerykańskiej, w epoce postprawdy i miłości do islamofaszyzmu, sprzedawanej na jarmarkach uczuć jako miłość do dzieci.

Benjamin Carlson jest amerykańskim eseistą, który pisze, że jego pierwsze spotkanie z Biesami było wkrótce po zamachach z 11 września 2001 roku, miał szesnaście lat i książka rosyjskiego pisarza z drugiej połowy XIX wieku była dla niego wstrząsającym wprowadzeniem do dwudziestego pierwszego wieku. Powraca do niej i stwierdza z goryczą: „Nie czytam jej jako traktatu politycznego. Czytam ją tak, jak inni odwiedzają grób”.

Rewolucyjny duch przybiera różne postaci, ale wzorzec pozostaje ten sam.

„Czego nauczyła mnie, młodego Amerykanina, ta książka, która czytana w deszczu na werandzie, w cieniu narodowej traumy, głęboko ukształtowała mój pogląd na świat?

Spośród wielu spostrzeżeń, które trudno zliczyć, chyba najważniejsze jest to, że ruchy idealistyczne często przeradzają się w swoje przeciwieństwa.”

Oglądając historycznie odległe sceny, w kulturowo odmiennym kraju, Carlson przygląda się jak uśmiechnięci agitatorzy roztaczają uroki rewolucji szerząc chaos, podłość i mordy. Jedni, autentycznie przekonani wyznawcy nowej religii, inni bezgranicznie cyniczni, naiwni zradykalizowani studenci, krzykliwi ateiści, kawiarniani filozofowie. Opisy odległych w czasie i przestrzeni scen są przerażająco znajome.

Cierpienia Stawrogina różnią się nieco od cierpień młodego Wertera. Zbuntowany ziemianin, oficer carskiej armii, urzekający fizycznie i charyzmą amoralności. Magnetyzm nihilizmu. Czy wybrany przez Carlsona cytat jest najbardziej znamienny: „Każda niezwykle haniebna, całkowicie poniżająca, nikczemna i przede wszystkim śmieszna sytuacja, w jakiej kiedykolwiek znalazłem się w swoim życiu, zawsze wzbudzała we mnie, obok skrajnego gniewu, niewiarygodną rozkosz”?

Kim są ludzie, dla których burzenie jest większą wartością niż próby poprawienia ludzkiego losu?

„W połowie książki radykałowie po raz pierwszy zbierają się w tajemnicy. Są poważni, zelektryzowani ważnością swojej misji. Wierzą, że są awangardą nowego społeczeństwa. Ale ich przywódca, Piotr Wierchowienski, ignoruje ich i zajmuje się obcinaniem paznokci.

On wie to, czego oni nie wiedzą: ich ideały nie mają znaczenia. Prawdziwą grą jest władza.

A potem pojawia się fragment, o którym cały czas myślę, wypowiedziany przez Szygałowa, który opracował rygorystyczny system wyzwolenia ludzkości.”

Szygałow jest teoretykiem. Nie przekazuje instrukcji, formułuje jakieś prawa historii, z których wynika, że obietnica nieskończonej wolności musi prowadzić do nieskończonego despotyzmu. To świat socjopatów, udających szlachetność i dążących do tyrani. Władza rozumiana jako rząd dusz, siła sprawcza pozwalająca słowem popchnąć motłoch do grabieży i mordów. Boskość manipulacji.

Zastanawiam się, czy wracać myślami do Stalina i Trockiego, czy przeskoczyć do współczesności, do sposobu wykorzystania śmierci Georga Floyda, czy do relacji palestyńskiego dysydenta, cytującego Marwana Barghoutiego, palestyńskiego polityka opisującego swoją rolę w wywołaniu drugiej intifady:

„Wiedziałem, że koniec września [2000] był ostatnią szansą wybuchu, ale kiedy Szaron dotarł do Meczetu Al-Aksa, był to najbardziej odpowiedni moment na wybuch intifady… W noc poprzedzającą wizytę Szarona wziąłem udział w panelu w lokalnej stacji telewizyjnej i wykorzystałem okazję, aby wezwać społeczeństwo do udania się rano do Meczetu Al-Aksa, ponieważ nie można było pozwolić, żeby Szaron dotarł do Al-Haram al-Sharif ot tak i spokojnie odszedł. Skończyłem i poszedłem do Al-Aksa rano… Próbowaliśmy wywołać starcia, ale bez powodzenia z powodu różnic zdań, które pojawiły się z innymi osobami w kompleksie Al-Aksa w tym czasie… Po wyjściu Szarona zostałem przez dwie godziny w obecności innych osób, omówiliśmy sposób reakcji i to, jak można zareagować we wszystkich miastach, a nie tylko w Jerozolimie. Skontaktowaliśmy się ze wszystkimi [palestyńskimi] frakcjami”.

Kłamstwa i spiski. Socjopata używa języka, który ma ukryć głód dominacji, a który ujawnia się w momentach ich apeli do najmroczniejszych instynktów. Kult śmierci? U Dostojewskiego to odrzucenie Boga i pragnienie jego zastąpienia. Ale kult śmierci można podeprzeć i wzmocnić religijnym autorytetem. Ważna jest wiara, że warto umierać dla mordu.

W zakończeniu swojego eseju Benjamin Carlson pisze, że każdy ruch, który płonie zbyt mocno, przyciągnie fanatyków i cynicznych niszczycieli. Piękne słowa zmieniają się w sztandary tłuszczy żądającej krwi, a to jest świadomie planowane i organizowane przez tych, dla których rząd dusz jest wartością.

„Zawsze zakładamy, że ostrzeżenia moralne są przeznaczone dla innych. Ale Dostojewski nie odpuszcza ci tak łatwo. Ostrzeżenie nie dotyczy twoich wrogów. Dotyczy ciebie” – pisze Carlson.

Zastanawiam się jak odmiennie odbiera to ostrzeżenie czytający dziś Biesy katolicki kapłan w Watykanie, amerykański eseista wchodzący w dorosłość w XXI wieku, czy psycholog ewolucyjny, pamiętający o tym, czego genialny pisarz nie wiedział.

Książki Dostojewskiego to psychologiczne traktaty, ale u Dostojewskiego moralność jest sprzężona z religią i tradycją, to podejście nie mogło i nie daje nam odpowiedzi na pytanie, dlaczego socjopaci z taką łatwością budzą biesy.

Na okrzyk „wolno zabijać” możesz reagować pobożnym Allahu Akbar, albo ateistycznym „Od rzeki do morza”, tęsknota do wolności mordu pozostaje ta sama, biesy zawsze czekają tylko na stosowną chwilę.

Dziś papierowe wydania Biesów leżą zakurzone w bibliotekach, próba ich przybliżenia na Instagramie byłaby większym wyzwaniem niż to, z którym zmagał się Wajda wystawiając je jako sztukę w teatrze. Kulty śmierci przygasają częściej z powodu przeżarcia się rewolucji własnymi dziećmi, niż z powodu refleksji moralnej tych, którym geny i tradycja rodzinna utrudniły akceptację wezwań socjopatów.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Harvard’s ‘resistance’ to Trump isn’t about science or academic freedom

Harvard’s ‘resistance’ to Trump isn’t about science or academic freedom

Jonathan S. Tobin


The school would rather lose $9 billion in federal funding than offend the left and give up woke indoctrination policies that enable and encourage antisemitism.

Harvard University sweatshirts are displayed for sale in a school store window on its campus in Cambridge, Mass., on April 15, 2025. Photo by Joseph Prezioso/AFP via Getty Images.

It’s nice to know that the school that is widely considered to be the most prestigious institution of higher education in the United States is willing to stand up for its principles. Unfortunately, the main principle for which Harvard University is standing up—and earning deafening applause from liberal elites in politics and the media—is the right to go on enabling and encouraging the hatred of Jews.

Of course, that’s not the way the political left is spinning the announcement that Harvard would defy the demands of the Trump administration to cease its tacit support of the surge of antisemitism since the Hamas-led terrorist attacks in southern Israel on Oct. 7, 2023.

For Trump’s “progressive” opponents who have acquired near-total control of higher education in the United States, the demands are unacceptable. They would rather lose federal funding, which is crucial to their survival, than end discrimination in admissions and hiring rooted in the woke catechism of diversity, equity and inclusion (DEI) that creates viewpoint uniformity that excludes conservatives and supporters of Israel. They also refuse to adopt disciplinary policies against those who advocate for Jewish genocide and harass Jewish students, or prevent the pro-Hamas mobs on their campuses from wearing masks while they commit their acts of intimidation and violence.

For the far left, their refusal to treat antisemites the way they would bigots who threatened African-Americans or Hispanics is a heroic act of “resistance.”

In a letter sent to the government by the school’s attorneys in response to the ultimatum sent by President Donald Trump’s Joint Task Force to Combat Antisemitism, Harvard’s president, Alan M. Garber, said: “Neither Harvard nor any other private university can allow itself to be taken over by the federal government.”

Cheers from Obama and Israel-bashers

The task force has targeted Harvard and several other elite institutions, such as Columbia University, Brown University, Cornell University, Northwestern University, Princeton University and the University of Pennsylvania, for scrutiny and threatened to end all federal funding to these schools if they don’t enact fundamental reforms. So far, Harvard, which is the richest of American universities with an endowment of $53.2 billion, and which gets $9 billion a year in aid from Washington, is the only one to say it will not comply.

According to former President Barack Obama, “Harvard has set an example for other higher-ed institutions—rejecting an unlawful and ham-handed attempt to stifle academic freedom.” He was echoed by NeverTrump former jurist J. Michael Luttig, who told The New York Times: “This is of momentous, momentous significance. This should be the turning point in the president’s rampage against American institutions.”

Times opinion columnist M. Gessen endorsed Harvard’s stand, saying, “No other response should have been possible by the logic of the law—or the logic of academic freedom or the logic of democracy.” Gessen, who has falsely compared Israel’s efforts to defend itself against Hamas terrorism to the Nazi’s tactics in the Holocaust, was just sorry because Harvard’s act of “self-respect” was so rare in a country where so many were prepared to treat Trump’s victory as giving him the right to govern and roll back the left’s excesses.

Obama and Luttig may be correct on one point: The hosannas for Harvard being sung by liberal pundits and academics across the nation are likely influencing some of the other institutions targeted by Trump’s task force. Columbia University, which had agreed to the administration’s demands, is already backtracking.

Its president, Katrina Armstrong, told a Zoom call with faculty that the school planned on reneging on its pledges but then resigned. Her replacement, Claire Shipman, has doubled down on this. Less than a day after Harvard’s announcement, Shipman declared that the academic institution would not allow the federal government to “require us to relinquish our independence and autonomy.” She went on to say that she would “reject heavy-handed orchestration from the government that could potentially damage our institution and undermine useful reforms” and that any agreement in which federal officials dictated “what we teach, research or who we hire” would be unacceptable.

Decades of federal ‘interference’

The notion that Trump’s demands are an unpardonable interference in academia may sound reasonable. Or at least they might have prior to the passage of the U.S. Civil Rights Act of 1964, which prohibits discrimination based on race, color or national origin in any program or activity that receives federal financial assistance. And lest there be any confusion on this point, the Obama, Trump and Biden administrations all agreed that Jews were covere by the Title VI protections of the Civil Rights Act.

From that point forward, the federal government was given free rein to interfere in the life of schools like Harvard. That interference took the form of rules that, among other things, made any discrimination against minorities like blacks and Hispanics illegal, and the adoption of “affirmative action” diktats that had an enormous impact on their hiring and admissions policies. Those schools that didn’t like it were informed that they could forget about receiving federal money. And that is what some conservative institutions like Hillsdale College or a number of fundamentalist Christian schools did to protect their independence.

Nor is it about defending science, as so many of those who have rationalized opposition to Trump have asserted.

It’s true that the bulk of Harvard’s funding goes to its medical institutions. That raises the possibility that the fallout from this conflict might hurt important research and health care. It has persuaded some to say that Trump is going too far in threatening funding to these universities, all of whom depend on Washington to maintain their scientific establishments.

Yet would anyone currently decrying Trump’s moves defend the funding of any medical school, hospital or research facility if it involved giving a seal of federal approval to an institution that discriminated against racial minorities protected by the Civil Rights Act? To the contrary, the same voice raised in defense of the “resistance” to Trump would demand the defunding of any entity—no matter how vital its scientific or medical research—that targeted blacks or allowed a chapter of the Ku Klux Klan to operate with impunity on their grounds or in their school buildings? Yet that is exactly what Harvard, Columbia and many other schools did by allowing pro-Hamas groups that support Jewish genocide to operate freely.

Moreover, as author Heather Mac Donald has pointed out, the impact of the DEI policies being defended by Harvard has led to discrimination and the lowering of standards throughout the sciences and math. That poses a far greater threat to American medicine and scientific research than Trump’s request that these schools give up their woke policies and stop antisemitism.

So, let’s be clear about what’s actually at stake in this controversy. It’s not science or academic freedom. It’s about elite schools wishing to remain in thrall to progressive orthodoxies on race and Western civilization that have fueled the surge in Jew-hatred.

Part of this can also be explained by politics.

The success of the left’s long march through American educational institutions over the past decades has created a situation in which conservatives and Zionists are rarities on college and university faculties. A career in academia for anyone who dissents from DEI and woke orthodoxy, as well as the notion that Israel and Jews are “white” oppressors who must be suppressed, can only do so by keeping their opinions to themselves. To openly dissent against the left’s toxic myths about critical race theory, intersectionality or settler-colonialism theory is to effectively guarantee that you won’t be hired for any post in the humanities and social sciences and to never obtain tenure even if you do get that far. Republicans or anyone who openly supports Trump are virtually an extinct species among those who work in higher education.

That’s why faculties like the ones at Harvard and Columbia have been so vocal in their support for the pro-Hamas mobs that target Jews and in defense of Middle East studies programs, often funded by Islamist sources like the Emirate of Qatar that have become hotbeds of antisemitism.

However, it also creates a dynamic on campus that makes any accommodation with a Trump administration that left-wing Democrats view as beyond the pale, even on anything as clearly legitimate as a response to the rampant antisemitism that has been on display since Oct. 7, as a betrayal. Indeed, so strong is the pull of partisanship that many leading liberal Jewish groups like the Anti-Defamation League, the American Jewish Committee and even Hillel have put themselves on record as having reservations about Trump’s all-out effort to fight antisemitism or even to oppose it. In a country where politics now assumes the role that religion used to play in most people’s lives, opposing Trump is clearly a higher priority for many of those who identify as liberals or Democrats than combating Jew-hatred.

What Harvard is really fighting for

This debate isn’t about Trump’s alleged authoritarian tendencies. It is being triggered by the stubborn refusal of the most prestigious and venerable of American institutions, such as Harvard and Columbia, to ensure the safety of Jews and to give up practices in admissions, discipline and hiring that ensure their continued adherence to leftist ideologies that are at war with the Western canon and Jewish survival.

The cheers for Harvard’s stand are a reflection of the emotional needs of a portion of the American electorate that is overrepresented in the credentialed elites that venerate schools like Harvard. Their anger at the 2024 election results, hatred for Trump and affinity for woke racialism are so deep that they are willing to figuratively die on a hill that involves their support for or acquiescence to the legitimacy of a genocidal war waged against the only Jewish state on the planet. That is a telling indication of, as Rep. Elise Stefanik (R-N.Y.) put it, how “Harvard University has rightfully earned its place as the epitome of the moral and academic rot in higher education.”

Trump’s response to such defiance must be resolute. If Harvard won’t give up its toleration and support for antisemitism, then it must lose every penny of federal funding. And the same should go for any other school that follows its example. The pious platitudes about democracy, science or academic freedom that we are hearing from Trump’s opponents notwithstanding, the only thing they are really fighting for is the right to empower those who seek to harm Jews.


Jonathan S. Tobin is editor-in-chief of the Jewish News Syndicate, a senior contributor for The Federalist, a columnist for Newsweek and a contributor to many other publications. He covers the American political scene, foreign policy, the U.S.-Israel relationship, Middle East diplomacy, the Jewish world and the arts. He hosts the JNS “Think Twice” podcast, both the weekly video program and the “Jonathan Tobin Daily” program, which are available on all major audio platforms and YouTube. Previously, he was executive editor, then senior online editor and chief political blogger, for Commentary magazine. Before that, he was editor-in-chief of The Jewish Exponent in Philadelphia and editor of the Connecticut Jewish Ledger. He has won more than 60 awards for commentary, art criticism and other writing. He appears regularly on television, commenting on politics and foreign policy. Born in New York City, he studied history at Columbia University.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com