Izrael nie podlega debacie


Izrael nie podlega debacie

Uri Kurlianchik


Od dziesięcioleci dzieje się pewna wyjątkowo głupia rzecz, za którą odpowiadają nie tylko wrogowie Izraela, ale również środowiska proizraelskie.

Mam na myśli rzekomą debatę o legitymizacji Izraela, czyli o jego „prawie do istnienia”.

Wyjaśnię dlaczego.

Państwa nie podlegają debacie. Nie istnieje żadna zasada prawa międzynarodowego, historiografii ani nawet zwykłej logiki, która by to przewidywała.

To tak, jakby podejść do człowieka i zapytać go: „Jakim prawem żyjesz? Wyjaśnij swoje narodziny. Czy twoje narodziny były uzasadnione? Podaj mi powód, dla którego żyjesz, bo jeśli nie, to cię zabiję”.

To szaleństwo, prawda?

Tak zachowałby się psychopata.

A jednak dokładnie to ludzie robią Izraelczykom każdego dnia. I z jakiegoś powodu Izraelczycy wdają się z tymi ludźmi w długie wywody o historycznych roszczeniach, więzi z tą ziemią, historii i tym podobnych kwestiach.

Dlaczego?

Nikt przecież nie podchodzi do Turka i nie mówi: „Udowodnij, że jesteś genetycznie związany z tą ziemią. Udowodnij, że twoja religia pozwala ci mieszkać w Turcji. Udowodnij, że Turcja jest państwem reprezentującym tureckość”.

Gdyby ktoś tak zrobił, Turcy wyśmialiby go, a potem wyrzucili za drzwi. I słusznie.

Turcja istnieje dlatego, że grupa ludzi nazywających siebie Turkami jest wystarczająco silna, by bronić swoich granic. To wszystko. Nie są nikomu winni wyjaśnień, dlaczego istnieją, ani nie muszą nikomu uzasadniać swojej polityki imigracyjnej. To wyłącznie ich sprawa.

A przecież Turcja jest, technicznie rzecz biorąc, kolonią osadniczą.

Turcy przybyli z Azji Środkowej i podbili ten region, odbierając go Grekom. Dopuścili się licznych ludobójstw. W istocie byli zdecydowanie najbardziej krwawym państwem w historii Bliskiego Wschodu.

W samym XX wieku zabili i wypędzili miliony Greków, Ormian, Asyryjczyków i Kurdów.

Okupują Cypr, będący państwem członkowskim Unii Europejskiej, i nadal rozbudowują tam swoje nielegalne (czyż nie zabawnie jest nazywać „nielegalnym” wszystko, czego się nie lubi?) osiedla. Prowadzą czystki etniczne wobec Kurdów w Syrii i zastępują ich arabskimi osadnikami na skalę wielokrotnie większą niż cokolwiek innego, co dzieje się obecnie na Bliskim Wschodzie.

A jednak nikt nie podchodzi do przypadkowego Turka i nie pyta: „Jakie masz prawo do Turcji? Na jakiej podstawie Turcja istnieje?”.

Niektórzy ludzie (choć zdecydowanie zbyt nieliczni) krytykują państwo tureckie, ale nikt nie twierdzi, że Turcja nie jest prawdziwym państwem ani że Turcy nie są prawdziwym narodem. Taki mechanizm po prostu nie istnieje wobec nikogo poza Izraelem.

Nikt nie robi tego wobec Japonii, Belgii, Indonezji czy Kataru.

Nikt nie robi tego wobec państw, które dosłownie powstały zaledwie kilka lat temu, często na skutek arbitralnych decyzji europejskich mocarstw, takich jak Kosowo czy Sudan Południowy.

Z jakiegoś powodu tylko istnienie Izraela pozostaje przedmiotem nieustannej debaty.

A rzecz wygląda następująco: zgodnie z prawem międzynarodowym i zwykłą logiką, gdy państwo już istnieje, to po prostu istnieje. I tyle. Debata jest zakończona. Nie istnieje żadna norma prawa międzynarodowego, zgodnie z którą państwo może utracić prawo do istnienia z powodu X, Y czy Z. Nie istnieje też żaden mechanizm prawny pozwalający społeczności międzynarodowej sponsorować ludobójstwo (bo właśnie to w praktyce oznacza stwierdzenie, że „jakieś państwo nie ma prawa istnieć”).

Jak miałoby to w ogóle działać? Czy samą definicją suwerenności nie jest właśnie to, że grupa ludzi potrafi obronić swoje granice i posiada własne państwo? Jak można ustanawiać przepisy sprzeczne z rzeczywistością?

Narody nie muszą udowadniać swojej czystości genetycznej. Nie muszą wykazywać historycznego uzasadnienia swojego istnienia. Nie muszą dowodzić religijnego mandatu.

Wystarczy, że istnieją.

To jedyna odpowiedź, jakiej Izraelczycy powinni udzielać ludziom domagającym się od nich uzasadnienia prawa do życia w Izraelu lub pytającym o ich tytuł do tej ziemi.

Nie musicie przeskakiwać przez przeszkody ustawione wyłącznie przed wami.

Po raz kolejny: nikt nie wymaga od Francuza udowodnienia, że ma dokładnie te same geny co ludzie żyjący we Francji trzy tysiące lat temu. Nikt nie żąda od Australijczyka, by znalazł fragment Pisma Świętego uzasadniający jego obecność w Australii, a następnie bronił go w prowadzonej w złej wierze debacie ze swoimi przeciwnikami.

Izraelczycy są jedynym narodem na świecie poddawanym temu upokarzającemu rytuałowi.

Po prostu odmówcie.

Ponad sto lat temu, na długo przed powstaniem suwerennego państwa Izrael, wybitny żydowski pisarz Ze’ew Żabotyński napisał następujące słowa w odpowiedzi na oszczerstwa kierowane przeciwko Żydom w Imperium Rosyjskim:

„Czy nasi sąsiedzi rumienią się dlatego, że chrześcijanie w Kiszyniowie wbijali gwoździe w oczy żydowskich niemowląt? Ani trochę. Chodzą z podniesioną głową — i słusznie, ponieważ osobowość narodu jest suwerenna, nie odpowiada przed nikim i nie ma obowiązku tłumaczyć się, nawet wtedy, gdy wydarzy się coś wymagającego wyjaśnienia.

[Żydzi] nie są zobowiązani zdawać przed nikim sprawy ze swojego istnienia. Nie zdajemy egzaminu i nikt nie ma prawa żądać od nas odpowiedzi na dowolne oskarżenie, jakie zechce wobec nas wysunąć. Byliśmy tutaj przed nimi i będziemy tutaj także po nich. Jesteśmy tacy, jacy jesteśmy. Nie będziemy inni i nie chcemy być inni.”

Istniejemy, ponieważ istniejemy. I tyle.

Nie ma tu nic do dyskusji. Nie musimy udowadniać czystości rasowej, religijnego mandatu ani naszych historycznych praw.

Mam izraelski paszport.

Jestem Izraelczykiem.

Koniec dyskusji.


Link do oryginału:

Uri Kurlianchik
Israel Is Not a Debate
There is a very stupid thing that’s been going on for decades and it’s something pro-Israel groups are just as guilty of as Israel’s enemies…

Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com