Mroczne dzieje Jerozolimy
Maciej Nowicki

Panorama Jerozolimy o zachodzie słońca. Widok na kopułę meczetu Al’Aksa
O Herodzie, który trzymał zamordowaną żonę w miodzie, podpórkach pod pośladki na krzyżu i o tym, że pielgrzymi po modlitwie nie stronili od cielesnych uciech – opowiada „Newsweekowi” wybitny brytyjski historyk Simon Sebag Montefiore.
Zanim zaczęliśmy rozmowę o „Jerozolimie”, Montefiore poprosił mnie o przekazanie następujących słów: – Kocham Polskę. Moi przodkowie walczyli w 1863 roku po polskiej stronie przeciwko Rosjanom. Pracuję teraz nad książką o dynastii Romanowów – dlatego niebawem przyjadę do Polski. I już nie mogę się tego doczekać. W „Jerozolimie” jest bardzo niewiele o Polsce. Obiecuję, że w kolejnej książce będzie bardzo dużo.
Newsweek: Jeden z pana przodków, Moses Montefiore, sfinansował pierwszą żydowską kolonię w Jerozolimie w XIX wieku. To dlatego postanowił pan napisać tę książkę?
Simon Sebag Montefiore: Zdecydowałem się na to z zupełnie innego powodu. To był świetny sposób na napisanie historii Bliskiego Wschodu w pigułce, w pewnym sensie nawet historii świata. Pojawia się tutaj tyle fascynujących postaci: król Dawid, Salomon, Jezus, Konstantyn, Mahomet, Baldwin I, Ryszard Lwie Serce, Saladyn, Sulejman Wspaniały. Poza tym czytelnicy kochają krew, ja chyba jeszcze bardziej. A historia tego miasta pełna jest śmierci wszelkiego typu: były masakry, egzekucje, ćwiartowanie, wypruwanie flaków, nawet eksplodujące zadki. W Jerozolimie pociągało mnie z grubsza to samo co w historii Rosji: szalone tempo, melodramatyczny patos, okrucieństwo.
Newsweek: Rodzinne koneksje nie miały znaczenia?
Simon Sebag Montefiore: Niewielkie. Moses Montefiore był typowym wiktoriańskim tytanem, który sam sobie wzniósł mauzoleum. Prawdę mówiąc, nie znosiłem go. Gdy zacząłem pisać „Jerozolimę”, zastanawiałem się, czy poświęcić mu choć jedno zdanie. Za karę. Bo co roku w święto Paschy musiałem słuchać opowieści, jak wracał z Jerozolimy, a na Morzu Śródziemnym rozpętał się sztorm. Wszyscy się bali, że statek zatonie. I wtedy stał się cud: Moses wrzucił do wody kawałek macy z poprzedniej Paschy i morze się uspokoiło. Ten „rodzinny święty” zaczął mnie interesować dopiero, kiedy zajrzałem za fasadę: dowiedziałem się m.in., że jego życie seksualne było – delikatnie powiedziawszy – kontrowersyjne. Po osiemdziesiątce miał dziecko z 16-letnią pokojówką.
Newsweek: Pan nie tylko lubi śmierć. Pan lubi pisać o ludziach potworach. Poświęcił im pan nawet oddzielną książkę. W „Jerozolimie” aż się od nich roi.
Simon Sebag Montefiore: To prawda. Potwory są bardzo skuteczne w polityce i sprawach międzynarodowych. Fascynują mnie, bo mają ogromny wpływ na historię naszego gatunku. Tu nie chodzi tylko o jawnych psychopatów, w rodzaju Stalina, któremu poświęciłem dwie książki. Weźmy jedną z najważniejszych postaci w dziejach Jerozolimy – Konstantyna. Ten pierwszy cesarz chrześcijanin zarządził egzekucję żony: za cudzołóstwo została wrzucona do wrzątku (trudno uznać tę karę za typowo chrześcijańską). Zabił też najstarszego syna – tak jak Iwan Groźny czy Piotr Wielki. Chrześcijańscy panegiryści rzadko wspominają o tych faktach. Zresztą Sulejman Wspaniały, uważany za niezwykle tolerancyjnego władcę, również zamordował własnego syna. A Ryszard Lwie Serce, uchodzący za uosobienie rycerskości, wyrżnął – na pokaz – kilka tysięcy muzułmańskich jeńców: kobiety, starców, dzieci…
Czytaj dalej tu: Mroczne dzieje Jerozolimy
twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com