Archive | 2015/06/17

Gdy ISIS brutalnie traktuje kobiety, panuje żałosne milczenie feministek

Gdy ISIS brutalnie traktuje kobiety, panuje żałosne milczenie feministek

Phillys Chesler

Tłumaczenie: Małgorzata Koraszewska


Feministki zgubiły się. Ogłuszająca cisza wobec najnowszych brutalnych zbrodni ISIS czyni to aż nazbyt ewidentnym.

Pięćdziesiąt lat temu kobiety amerykańskie rozpoczęły kampanię wyzwolenia, walcząc o wolność i równość. Przeprowadziłyśmy rewolucję w świecie zachodnim i stworzyłyśmy wizję dla dziewcząt i kobiet na całym świecie.

Druga Fala feminizmu była różnorodnym ideologicznie ruchem, który zapoczątkował zrozumienie w społeczeństwach, że kobiety są dyskryminowane ekonomicznie, reprodukcyjnie, politycznie, fizycznie, psychicznie i seksualnie.

Feministki miały jeden uniwersalny standard praw człowieka – nie byłyśmy kulturowymi relatywistkami – i nazywałyśmy mizoginię po imieniu, niezależnie od tego, gdzie ją znajdowałyśmy.

Jeszcze w 1997 r. Większość Feministyczna zajęła ostre stanowisko przeciwko talibom i burce. W 2001 r. 18 tysięcy ludzi pod przewodem feministycznych znakomitości ekstatycznie wiwatowała, kiedy Oprah Winfrey zdjęła kobiecą burkę na wydarzeniu feministycznym – ale zrobiła to bezpiecznie na Madison Square Garden, nie w Kabulu lub Kandaharze.

Sześć tygodni temu Human Right Watch udokumentował “system zorganizowanych gwałtów i napaści seksualnych, niewoli seksualnej i przymusowych małżeństw przez siły ISIS”. Ich ofiarami były głównie kobiety i dziewczęta jazydzkie, niektóre zaledwie 12-letnie, które kupowali, sprzedawali, gwałcili zbiorowo, bili, torturowali i mordowali, kiedy próbowały uciec.

W maju, jak doniosły media kurdyjskie, dziewczęta jazydzkie, które uciekły lub zostały uwolnione, opowiadały, że trzymano je na wpół nagie razem z innymi dziewczętami i małymi, 9-letnimi dziewczynkami. Jedna z nich była w ciąży, kiedy ją uwolniono. Dziewczęta „obwąchiwano”, wybierano i sprawdzano, czy są dziewicami. Wojownicy ISIS chłostali lub przypalali uda dziewcząt, jeśli odmawiały wykonania „skrajnych” aktów seksualnych, które naśladowały filmy pornograficzne. W jednym wypadku amputowano nogi dziewczyny, która próbowała uciec.

Te potworności są zbrodniami wojennymi i zbrodniami przeciwko ludzkości – niemniej amerykańskie feministki nie żądają od prezydenta Obamy uwolnienia pozostałych kobiet-niewolnic ani nie żądają interwencji militarnej lub wsparcia dla milionów przerażonych uchodźców cywilnych w Iraku i Syrii.

Panuje zdumiewająca cisza.

Nadchodząca konferencja Krajowej Organizacji Kobiet nie ma na porządku obrad ISIS ani Boko Haram. Choć większość niedawnych dorocznych konferencji Studiów Feministycznych istotnie skupiała się na polityce zagranicznej, interesowała je wyłącznie Palestyna, kraj, który nigdy nie istniał i poparcie dla którego jest często synonimem stanowiska antyizraelskiego. Prywatnie feministki faworyzują brak interwencji i brak przemocy oraz potrzebę wielostronnych działań.

Co się dzieje?

Feministki są na ogół lewicowe i widzą “Amerykę” i białych chrześcijan-mężczyzn jako swoich najbardziej niebezpiecznych wrogów, ale milczą w sprawie islamskich barbarzyńców takich jak ISIS.

Feministki ostro krytykują chrześcijaństwo i judaizm, ale są dziwnie niechętne przeciwstawieniu się islamowi – jak gdyby zrobienie tego było „rasistowskie”. Nie rozumieją, że religia jest wiarą i ideologią, nie zaś kolorem skóry.

Te nowe pseudo-feministki bardziej troszczą się o rasizm niż o seksizm i nieproporcjonalnie skupiają się na zachodnim imperializmie, kolonializmie i kapitalizmie niż na długiej i trwającej historii islamskiego imperializmu, kolonializmu i rasizmu wobec czarnych, niewolnictwa, przymusowych nawróceń i apartheidu płci i wyznania.

A dlaczego? Są przerażone, że uzna się je za “politycznie niepoprawne” i będą z tego powodu demonizowane i odrzucone.

Bliski Wschód i Zachodnia Afryka płoną; Iran gwałci cywilne obywatelki i torturuje więźniów politycznych; talibowie pakistańscy strzelają do dziewczynek za próbę zdobycia wykształcenia i okaleczają je kwasem żrącym, jeśli ich zasłony zsuną się – niemniej Krajowa Organizacja Kobiet nie uchwaliła żadnej rezolucji sprzeciwiającej się temu.

Feministki dwudziestego pierwszego wieku muszą przeciwstawić się mizoginistycznym ruchom totalitarnym. Muszą na nowo ocenić globalne zagrożenia wolności i ponownie rozpalić naszą pierwotną pasję dla uniwersalnej sprawiedliwości i wolności.

New York Post, 7 czerwca 2015
http://nypost.com/


Phyllis Chesler

Emerytowana profesor psychologii i praw kobiet na City University w Nowym Jorku. Profesor Chesler opublikowała setki badań i tysiące artykułów, koncentrując się w ostatnich latach na problemach przemocy i tzw. zabójstw honorowych. Niektóre z jej książek, takie jak Women and Madness, należą już do klasyki. Jej opublikowana w 2013 roku piętnasta książka, An American Bride in Kabul, zdobyła National Jewish Book Award w kategorii pamiętników. Niebawem oczekuje się kolejnego wydania jej książki The New Anti-Semitism, która po raz pierwszy ukazała się w wydawnictwieGefen Publishing 2003 roku, które przygotowuje również jej zbiór artykułów na ten sam temat. Jest również członkiem ISGAP – Institute for the study of Global Antisemitism and Policy, w ramach którgo prowadzi badania.


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Niebezpieczeństwa bojkotowania Izraela

Niebezpieczeństwa bojkotowania Izraela

Mudar Zahran
Tłumaczenie: Małgorzata Koraszewska


Mimo faktu, że mamy wiek XXI, nienawistnicy nie zmienili swojej mentalności, ale zmienili metody i hasła. Trudniej jest w sposób społeczny lub prawny przyszpilić nienawiść, ponieważ wielu nienawistników używa zastępczych oświadczeń o swojej misji, by krzywdzić swoje ofiary.

Dobrym przykładem jest antysemityzm. Wydaje się, że antysemici dzisiejsi mogą z łatwością twierdzić „kochamy Palestyńczyków”, zamiast „nienawidzimy Żydów”. Za tą metodą opowiada się ruch przeciwko Izraelowi Boycott, Divestment, Sanctions (BDS)

BDS jest niebezpieczny dla nas wszystkich i może poważnie zaszkodzić Zachodowi, Arabom ogólnie, a Palestyńczykom w szczególności.

Jako jordański Palestyńczyk jestem świadkiem tego, że większość ruchów BDS nie dba o Palestyńczyków. Mogę to autorytatywnie potwierdzić; osobiście zwracałem się do wielu znanych odłamów tego ruchu, prosząc ich o bojkotowanie krajów arabskich za sposób, w jaki traktują moich rodaków i ani razu nie spotkałem się choćby z minimalnym zainteresowaniem. Dowodzi to, że korporacyjna kultura BDS obraca się wokół demonizowania Izraela, nie zaś wokół dbałości o Palestyńczyków.

Kiedy patrzymy na fakty, wezwanie do bojkotu Izraela jest dość absurdalne. Izrael dostarcza Palestyńczykom najwięcej miejsc pracy. Niemal wszyscy moi przyjaciele i krewni na Zachodnim Brzegu pracują dla firm izraelskich, niektórzy także wewnątrz izraelskich osiedli. Samo to jest dowodem, jak mało BDS dba o Palestyńczyków, bo jeśli izraelskie firmy zostaną zamknięte z powodu BDS, jak Palestyńczycy zarobią na życie?

Nie zapominajmy, że jedynymi krajami na Bliskim Wschodzie, które bezwarunkowo pozwalają Palestyńczykom pracować, są Izrael i Arabia Saudyjska. Wszystkie inne kraje narzucają drastyczne warunki na zatrudnianie Palestyńczyków. W Libanie Palestyńczycy mają zakaz pracy w 72 zawodach, w tym w zawodzie lekarskim. W Syrii Palestyńczycy są głodzeni, bez pracy i bez dochodów w obozie Jarmuk zarówno przez reżim Assada, jak przez rebeliantów islamskich. W Jordanii, gdzie Palestyńczycy stanowią większość populacji, mamy zakaz pracy w większości instytucji rządowych. Ale nigdy nie słyszysz, by ruch BDS choćby wspomniał o tych krajach.

Orędownicy BDS zbijają ten argument twierdzeniem, że ruchowi chodzi nie tylko o środki do życia, ale także o “godność”, a przede wszystkim o “prawa polityczne”. No cóż, zobaczmy, jak Palestyńczycy otrzymują godność i prawa polityczne poza Izraelem: Arabowie izraelscy (z których część identyfikuje się jako Palestyńczycy) mają 16 ze 120 miejsc w Knessecie, a stanowią mniej niż 20 procent populacji Izraela. Z drugiej strony, miliony Palestyńczyków w Syrii i Libanie nie mają ani jednego przedstawiciela w żadnym organie ustawodawczym, mimo że żyją tam od ponad pięćdziesięciu lat. W Jordanii Jordańczycy palestyńskiego pochodzenia mają mniej niż 10% miejsc w parlamencie, mimo że stanowią ponad 80% populacji (jak wskazuje depesza ambasady USA w Ammanie). Niemniej BDS celuje wyłącznie w Izrael, nie zaś w któryś z tych krajów arabskich.

Niesprawiedliwość i oczywiste uprzedzenia, jakie charakteryzują ruch BDS, szkodzą nie tylko Izraelowi, ale w rzeczywistości są szkodliwe dla nas wszystkich. Wygnanie firm izraelskich z obszarów ze znaczną populacją palestyńską da w wyniku bezrobocie wśród młodych mężczyzn, a wszyscy wiemy, że głodny mężczyzna, to gniewny mężczyzna. Ci mężczyźni mogą z łatwością zradykalizować się jeszcze bardziej niż już są, co jest bardzo niebezpieczne dzisiaj, kiedy islamiści próbują podpalić cały Bliski Wschód.

Większa radykalizacja Palestyńczyków oznacza więcej kłopotów dla Izraela, a więcej kłopotów dla Izraela oznacza szkodę dla jedynej stabilnej i kompetentnej siły w Lewancie, która mogłaby przeciwstawić się rosnącej w siłę grupie Państwa Islamskiego. Państwo Islamskie nie ukrywa swojego zamiaru uderzania w Zachód i mówi otwarcie, że po zdobyciu Jerozolimy pójdzie na Waszyngton i na Biały Dom.

Szkody dla Izraela, a w rzeczywistości dla nas wszystkich, są nie tylko ekonomiczne. Demoniczny wizerunek, jaki BDS próbuje przykleić Izraelowi, gra na rękę islamistom, jak gdyby demonizowanie Izraela dawało im więcej powietrza.

Islamiści w naszym regionie nie są głupi; używają tych samych haseł, których używa ruch BDS: “prawa dla Palestyńczyków”, “sprawiedliwość dla naszych palestyńskich braci” i “sprawiedliwość dla Palestyny”. Zasadniczo, dzięki BDS, islamiści mają gotowe hasła, którymi manipulują opiniami przeciętnego człowieka Zachodu i Araba. Wszystko w imię „obrony” Palestyńczyków. Dlaczego ruch BDS nie chce bronić nas w Libanie, Syrii, Iraku lub w Jordanii?

Jako Jordańczyk-Palestyńczyk, syn uchodźców, z pewnością nie zgadzam się z Izraelem w całym katalogu spraw, ale jestem wystarczająco mądry, żeby wiedzieć, iż w naszym regionie wybór jest między Izraelem a Państwem Islamskim/Iranem/Hamasem/Hezbollahem. Jeśli zwyciężą te drugie, lub jeśli nabiorą sił, szybko znajdą drogę do Waszyngtonu, Londynu, Paryża, Brukseli, Ammanu i Kairu.

Trzeba uczciwie powiedzieć, że ruch BDS naraża nas wszystkich na niebezpieczeństwo i może w wyniku spowodować długotrwałe tarapaty, jakie będą musiały znosić nasze dzieci.

Ludzie Zachodu, Arabowie ogólnie, Palestyńczycy i wszyscy inni muszą zrozumieć, że Izrael jest jednym z głównych kamieni węgielnych bezpieczeństwa na Bliskim Wschodzie. Czy nam się Izrael podoba, czy nie, czy wybieramy kochanie go, czy nienawidzenie, nie stać nas na zagrażanie interesom Izraela, ani dzisiaj, ani kiedykolwiek w przyszłości. Może nie tego my, Arabowie, pragniemy, ale jest to fakt.

Tymczasem ludziom o zdrowym rozsądku nie wolno podpisywać się pod pochopną lekkomyślnością, nienawiścią i głupotą ruchu BDS, bo to pociągnie za sobą bardzo wysoką cenę dla nas wszystkich.


Mudar Zahran

Jordański Palestyńczyk, pisarz i dziennikarz, nauczyciel akademicki, mieszka w Wielkiej Brytanii. Jego artykuły pojawiają się często w prasie amerykańskiej. Islamiści wielokrotnie grozili mu śmiercią. W grudniu 2013 roku sąd w Jordanii skazał zaocznie Mudara Zahrana na ciężkie roboty za „podżegnie do nienawiści i szkalowanie własnego narodu”. Zahran jest Sekretarzem Generalnym koalicji jordańskiej opozycji.

[ The dangers of boycotting Israel
Israelhayom, 5 czerwca 2015 ]


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com