Archive | 2015/06/12

Bohaterowie, hochsztaplerzy, opisywacze – historia ŻZW [2]

Bohaterowie, hochsztaplerzy, opisywacze – historia ŻZW [2]

aszw/ ls/



Mieczysław Apfelbaum, patron jednego z warszwskich skwerów, rzekomy komendant Żydowskiego Związku Wojskowego, jest postacią fikcyjną, a historia tej formacji roi się od przekłamań – uważają historycy Dariusz Libionka i Laurence Weinbaum.

Właśnie ukazała się książka “Bohaterowie, hochsztaplerzy, opisywacze – wokół Żydowskiego Związku Wojskowego” będąca efektem współpracy dwóch historyków – Polaka Dariusza Libionki i Izraelczyka Laurence’a Weinbauma.

Publikacja przedstawia historię Żydowskiego Związku Wojskowego (ŻZW), jednej z dwóch, obok Żydowskiej Organizacji Bojowej, organizacji bojowych warszawskiego getta. ŻZW jest jedną z najmniej znanych organizacji konspiracyjnych okupacyjnej Warszawy. Większość bojowców tej formacji poległa w powstaniu w getcie. W dodatku bojowcy ŻZW to żydowscy “żołnierze wyklęci”, ich działalność nie pasowała do przyjętego po wojnie dyskursu o powstaniu w warszawskim getcie. ŻZW to formacja wywodząca się z przedwojennego żydowskiego ruchu narodowego, Betaru. Członkowie lewicowego ŻOB-u np. Marek Edelman określali ich jako “żydowskich faszystów”.

O działalności ŻZW wiemy bardzo niewiele, a w dodatku historia tego ugrupowania, jak dowodzą Libionka i Weinbaum, od końca lat 50. stała się przedmiotem manipulacji. Historię ŻZW, w którym mieli walczyć przedwojenni polscy żołnierze żydowskiego pochodzenia ściśle współpracując z polską konspiracją, wydobyli z zapomnienia Henryk Iwański i Tadeusz Bednarczyk. Twierdzili oni, że nie tylko dostarczali do getta żywność i leki, ale również współorganizowali ŻZW i brali udział w powstaniu w getcie.

We wspomnieniach Iwańskiego i Bednarczyka pojawiła się charakterystyczna scena – podczas powstania w getcie 27 kwietnia 1943 roku na placu Muranowskim, bronionym przed Niemcami przez bojowców ŻZW, zawisły obok siebie dwie flagi – izraelska i polska. Ten przemawiający do wyobraźni symbol polsko-żydowskiego braterstwa broni został podchwycony przez wielu badaczy i historyków.

Henryk Iwański zrobił ogromne wrażenie na Chai Lazar, izraelskiej dziennikarce, która w 1962 r. przyjechała do Warszawy szukać informacji o ŻZW. Uwierzyła w jego historię, opisała ją w książce, popularyzując w ten sposób postać Iwańskiego. W 1964 r. przyznano mu medal Sprawiedliwy wśród Narodów Świata, odbierał go razem z Ireną Sendlerową i Władysławem Bartoszewskim. Bednarczyk również starał się o przyznanie mu medalu Sprawiedliwych, jednak bezskutecznie. Zajął się za to pisaniem książek i artykułów przedstawiających ogromną skalę pomocy udzielanej Żydom z warszawskiego getta przez Polaków, które publikował w kraju i za granicą.

Jedną z osób, które utrzymywały kontakt z Iwańskim i Bednarczykiem, reprezentujących jak twierdzili Korpus Bezpieczeństwa (jedną z mniej znanych struktur polskiej konspiracji) miał był Mieczysław Apfelbaum, komendant ŻZW. Romantycznym akcentem opowieści był pierścień z lwem, barankiem i gwiazdą, który rzekomo służył do kontaktów między grupą polskich konspiratorów a Apfelbaumem. Pierścień ten został przez Iwańskiego przekazany do Izraela i po dziś dzień traktowany jest tam jak swego rodzaju relikwia

Świadectwa złożone przez Iwańskiego, Bednarczyka i ich znajomych z kręgu tzw. “drużyny pierścienia” (tak w latach 60. zaczęli się określać) zostały poddane w książce Libionki i Weinbauma gruntownej analizie. Wszystkie te relacje okazały się zmyślone w celu uzyskania przywilejów kombatanckich, choć znalazły chętnych słuchaczy wśród historyków, zwłaszcza tych, którym z różnych względów zależało wyeksponowaniu polskiej pomocy dla żydowskiego ruchu oporu. Historia Iwańskiego została poważnie potraktowana m.in. przez jeden z najlepszych znawców konspiracji warszawskiej, Tomasza Strzembosza, który w artykule opublikowanym w 1978 r. na łamach „Więzi” nazywał „bitwę” na placu Muranowskim największym co do długości i użytych sił starciem w getcie warszawskim. Opowieści o ŻWZ, Iwańskim i Bednarczyku weszły też do tomu “Ten jest z Ojczyzny mojej” Władysława Bartoszewskiego i Zofii Lewinówny.

W latach osiemdziesiątych pojawiły się – tym razem w USA, Izraelu i Australii – kolejne apokryfy rzekomych bojowców ŻZW, które przyczyniły się do ugruntowania mitów i przekłamań. W 2004 roku prezydent Lech Kaczyński uczcił postać Mieczysława Apfelbauma nadaniem jego imienia jednemu ze skwerów na warszawskiej Woli. Z pracy Libionki i Weinbauma wynika jednak, że ta postać jest częścią legendy wymyślonej przez bezwzględnych hochsztaplerów w celu wyłudzenia uprawnień kombatanckich, odznaczeń, pieniędzy i honorów.

“Materiały dotyczące członków +drużyny pierścienia+ przechowywane w archiwum IPN oraz archiwum byłego ZBOWiD, rozstrzygają ostatecznie, że nie byli oni tymi, za kogo się podawali. Ukazują one nie tylko żałosne epizody w ich peerelowskich biografiach. W wypełnionych własnoręcznie przez naszych bohaterów formularzach zgłoszeniowych do ZBOWiD nie znajdziemy żadnych informacji o współpracy z żydowskimi bojownikami, o ŻZW, czy wreszcie bohaterskich czynach w czasie powstania w getcie w kwietniu 1943 r. Odkryjemy natomiast nieudolne próby tworzenia wojennych biografii, najpierw na podstawie rzekomego udziału w powstaniu warszawskim, a później w powstaniu w getcie. (…) Iwański nie był oficerem, nie należał do AK, nie brał udziału ani w jednym, ani w drugim powstaniu. Niewykluczone, że prowadził jakieś interesy z gettem, może nawet stykał się z jakimiś osobami z kręgu ŻZW, ale to wszystko” – piszą Libionka i Weinbaum.

Badacze podkreślają, że ich odkrycia nie przeczą istnieniu Żydowskiego Związku Wojskowego, który niewątpliwie działał, jego członkowie walczyli w powstaniu w getcie m.in. na placu Muranowskim. Libonka i Weinbaum wskazują też, że za właściwych przywódców ŻWZ należy uznać Leona Rodala i Pawła Frenkla. Rodal, ur. 1913 w Kielcach, dziennikarz („Moment”, „Di Tat”), zginął prawdopodobnie 20 kwietnia 1943 r. Frenkel był przedwojennym działaczem Betaru w Warszawie, jak wynika z meldunków polskiego podziemia, zginął 19 czerwca 1943 r. w kamienicy przy Grzybowskiej 11. O postaci Mieczysława Apfelbauma inne źródła niż relacje Iwańskiego i Bednarczyka milczą.

“Trudno oprzeć się wrażeniu, że osoba i działalność Apfelbauma miały legitymizować bojowe zasługi członków +drużyny pierścienia+ (…). Oni sami z kolei byli potrzebni dla dowiedzenia ogromu polskich zasług wobec Żydów. Taką rolę pełnią zresztą nadal. Historyczni przywódcy ŻZW jako żydowscy nacjonaliści zupełnie się do propagandowego wykorzystania nie nadają. Apfelbaumowi można natomiast przypisać polski patriotyzm i noszenie biało-amarantowej opaski” – piszą historycy. Także epizod wywieszenia podczas bitwy na Placu Muranowskich dwu sztandarów – polskiego i żydowskiego – jest, zdaniem badaczy, piękną legendą, nieznajdującą niestety potwierdzenia w poważnych źródłach historycznych.

Książka “Bohaterowie, hochsztaplerzy, opisywacze” Dariusza Libionki i Laurence’a Weinbauma ukazała się nakładem Stowarzyszenia Centrum Badań nad Zagładą Żydów. (PAP)


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Do odpowiednich gremiów

Do odpowiednich gremiów

Andrzej Szpilman
(za pozwoleniem autora z Fecebook’a)



Do odpowiednich gremiów.
1.6.2015
Szanowni Panstwo,

Jako, ze jestem urodzony w 1956 roku, a mój Ojciec – Władysław Szpilman zmarł w 2000 roku, miałem sporo czasu (44 lata) by usłyszeć od Ojca o jego krewnych i rodzinie, a także rozeznać się w tych istotnych dla mnie relacjach.

W rodzinach o żydowskich korzeniach, w rezultacie zorganizowanej przez Niemców eksterminacji, krewni i rodzina to rzadkość.

Władysław Szpilman należał do wąskiej grupy najbardziej znanych, ocalałych z holocaustu i to z następujących powodów

1) Wspomnienia wojenne pod t. “Smierć miasta” zostały wydane drukiem w 1946 roku i w tym okresie nastąpił ich częściowy przedruk na łamach gazety “Przekrój”. Historia ocalenia Władysława Szpilmana stała się wówczas bardzo znana wszystkim ludziom w Polsce.
Należałoby oczekiwać, że dla krewnych Ojca nie było nic łatwiejszego niż nawiązanie z nim kontaktu, choćby przez Polskie Radio, gdzie nieprzerwanie do 1963 roku pracował.

2) Popularność Władyslawa Szpilmana była tym większa, że do początku lat 60-tych nie było telewizji, zaś głównym medium było Polskie Radio i jego dwa programy. I w nich pojawiało się nazwisko Władysława Szpilmana niemal każdego dnia, jako ¥e w Radiu występował jako pianista i tam też nadawano ciągle jego piosenki, będące przebojami, a trzeba wiedzieć, że prawie zawsze wymieniano w owym czasie nazwiska autora tekstu i kompozytora..

Niezrozumiałe i w mojej opinii wykluczone jest istnienie w Polsce osób powiązanych więzami rodzinnymi z Władysławem Szpilmanem, o których bym nie wiedział. Nie było powodu, by tacy, jeśli by byli po wojnie przy życiu, nie nawiązali z nami kontaktu i przed Ojcem się nie ujawnili.
Stąd wielkim szokiem jest dla mnie informacja, jakoby pan Przemysław Szyszka mógł być ze mną spokrewniony. Nie wierzę tego rodzaju twierdzeniom.

Jestem głęboko przekonany, że p. Szyszka nie może nawet udzielić informacji na temat genealogii moich przodków i nie może przedstawić mi jakichkolwiek wiarygodnych dla mnie dokumentów, które mogłyby świadczyć o jakichkolwiek więzach rodzinnych pomiędzy nim i mną.
Tym bardziej nie mogę uwierzyć w jakiekolwiek moralne uzasadnienie, dla używania mojego nazwiska przez osobę z nami nie spokrewnioną, która w niewytłumaczalny dla mnie sposób nazwisko Szpilman przyjęła ( i nie słyszałem do tego czasu, by pan Szyszka korzystał z mojego nazwiska w okresie przed sukcesem książki i filmu Pianista ).
Wielokrotnie miałem osobiście okazję przeżyć, jak silnie emocjonalnie reagują ludzie na wiadomość, że jestem synem Władysława Szpilmana, bohatera książki i filmu Pianista.

Dochodzące do mnie sygnały, jakoby “mój kuzyn” (jakoby syn mojego Wuja Henryka Szpilmana, który miałby w tajemniczych okolicznościach przeżyć holocaust i z jakichś tajemniczych powodów się nie ujawniać) żył w Warszawie były dla mnie wstrząsające i oburzające.
Uważałem to za nieprawdę i efekt konfabulacji lub jakiegoś koszmarnego nieporozumienia ze strony osób takie informacje mi przekazujących.
Jeśli tego typu proceder nadal będzie kontynuowany, pozostanie on w mojej opinii próbą podszywania się pod pokrewieństwo z osobą ogólnie znaną i szanowaną, w celu odniesienia korzyści osobistych, szczególnie wśród ludzi z zagranicy, nie znających dobrze moich relacji rodzinnych.
W najbliższym czasie skorzystam więc z mediów, by o tym zjawisku poinformować opinię zagraniczną.

Z poważaniem: 
Andrzej Szpilman


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com