Archive | 2015/06/06

Zakazane głosy o wojnie

Zakazane głosy o wojnie

Agnieszka Zagner


5 czerwca 1967 r. rozpoczęła się wojna sześciodniowa. W ciągu sześciu dni izraelska armia wygrała wszystko, co było do wygrania: zajęła Strefę Gazy, Półwysep Synaj, Wzgórza Golan, Wschodnią Jerozolimę, Zachodni Brzeg.

Izrael trzykrotnie powiększył swoje terytorium. Pokazał, jak wygrywać wojny. Gorzej, jeśli chodzi o wygrywanie pokoju.

Wojna sześciodniowa w pamięci historycznej Izraelczyków jest wielkim triumfem, pokonaniem Goliata przez Dawida, dziełem na miarę boskiego stworzenia świata, któremu również wystarczyło sześć dni, by dokonać dzieła. Ta wojna to jeden w ważniejszych punktów izraelskiej historii, ogromny powód do dumy, bo w zaledwie sześć dni Izrael przekonał wszystkich sąsiadów dookoła, że nie warto z nim zadzierać. Odarł z godności Egipt, Syrię, Jordanię, rzucając je na kolana… Żołnierze Cahalu stali się bohaterami, dumą narodu.

Nikt nie dzielił włosa na czworo, nikt nie pytał o szczegóły. Upojenie zwycięstwem wyłączało jakiekolwiek skrupuły. Zresztą o jakich skrupułach ma być mowa, skoro przed wojną w Izraelu panowało przekonanie, że kraje ościenne dążą do jego likwidacji, kolejnego Holokaustu. W tej wojnie nie chodziło więc tylko o zwycięstwo, ale i o przetrwanie. Izrael dowiódł, że potrafi zwyciężać wojny i nie pozwoli, by ktokolwiek mu zagroził.

Tyle historia. Może nawet nie byłoby specjalnej okazji, by o niej wspominać, przecież rocznica też nieokrągła. Postanowiłam jednak przypomnieć Państwu o tej wojnie, ponieważ do dziś jestem pod silnym wrażeniem filmu dokumentalnego, który również i Państwu gorąco polecam. Chodzi o film „Zakazane głosy”, uderzający w mit wojny sześciodniowej.

Tuż po zakończeniu wojny grupa Amos Oz i dziennikarz Avraham Szapira jeździli od kibucu do kibucu, nagrywając na gorąco głosy wracających z walki żołnierzy. Cenzura wojskowa zatrzymała 70 proc. relacji, ale dziś można usłyszeć już wszystkie „zakazane” wcześniej głosy (30 proc. relacji trafiło wcześniej do wydanej przez Szapirę książki „Siódmy dzień: Żołnierze mówią o wojnie sześciodniowej”).

Z relacji wyłania się przejmujący obraz – często rozterek moralnych żołnierzy, ale często po prostu suchej relacji z pola walki. Żołnierze mówią wprost, że mają poczucie, że dokonywali mordów, zabijając cywilów lub nieuzbrojonych żołnierzy arabskich armii. Któryś z nich opowiada o ewakuacji jednej z arabskich wiosek: starszy mężczyzna, wyglądający na takiego, który nigdy wcześniej nie opuszczał tego miejsca, wrócił do swojego domu po rzeczy, zapakował je w koc i zapłakał.

Jeszcze inny o arabskich żołnierzach mówi: „Było mi ich żal, ale kiedy patrzyłem na tych biednych facetów, zastanawiałem się, jakby oni nas traktowali? To nie są istoty ludzkie”. Innemu żołnierzowi uciekające z Jerycha rodziny palestyńskie skojarzyły się z Holokaustem, okupacja izraelska Zachodniego Brzegu kojarzyła się z okupacją Europy przez Hitlera… Opowiadają o brzydkiej twarzy wojny, takiej, o którą zwycięzcy właściwie się nie pyta.

Jak można pytać, skoro ta sama armia zajęła Wschodnią Jerozolimę, otworzyła drogę do Ściany Płaczu? Nie ma przecież świętszych kamieni… W filmie pojawia się i ten wątek (matka jednego z poległych żołnierzy mówi, że Jerozolima nie jest warta nawet paznokcia jego syna), plus szereg wątpliwości, czy kamienie są ważniejsze od ludzi, od śmierci żołnierzy. Plus dylematy, że armia nie podbiła armii, lecz przepędziła z domów zwykłych mieszkańców. Trochę gorzkie to zwycięstwo.

Wojna sześciodniowa. Ówczesny minister obrony Mosze Dajan, szef sztabu Icchak Rabin, gen Rehavam Zeevi i gen. Narkis we Wschodniej Jerozolimie.  ILAN BRUNER, GPO, 07/06/1967, Wikipedia, CC by SA.

Wojna sześciodniowa. Ówczesny minister obrony Mosze Dajan, szef sztabu Icchak Rabin, gen Rehavam Zeevi i gen. Narkis we Wschodniej Jerozolimie. ILAN BRUNER, GPO, 07/06/1967, Wikipedia, CC by SA.

Oglądając film, miałam poczucie, że słyszę dokładnie to, co myśleli ci żołnierze wtedy, zaraz w pierwszych dniach po wojnie. Jeszcze nie zdążyli sobie niczego przefiltrować, mówili „na surowo”, tak jak było. Dlatego ten film wydaje mi się tak ważny. Nie jest opowieścią po latach, przypomnieniem historii, jest czystą historią.

W filmie zastosowano ciekawy zabieg – dawni żołnierze dziś są właściwie niemymi świadkami tamtej historii. Wielu z nich dziś nadal wierzy, choć coraz mniej, w szanse na pokój. Jeden mówi wręcz, że z biegiem lat stał się bardziej prawicowy.

Ani tamta wojna, ani tym bardziej wojna Jom Kipur, nie przyniosły pokoju. Nikomu. Trudno więc mówić o zwycięstwie. I jeszcze trudniej się z niego cieszyć.

Oczywiście, kilkaset tysięcy dzisiejszych osadników nie będzie ronić łez, mówię raczej o ludziach takich jak Amos Oz, David Grossman, Abraham Jehoszua i trochę innych lewicowych zapaleńców, którzy wciąż wierzą w magiczne słowo na „p”.

Tyle że większość Izraelczyków chyba już coraz mniej w nie wierzy, patrząc choćby na wyniki ostatnich wyborów. Widać przecież, że dziś można mieć pewność, że Izrael potrafi wygrać jeszcze niejedną wojnę. I prawie pewność, że nie będzie z tego ani jednego pokoju.


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Kurt Weber

Kurt Weber

Ewa Nawój, wrzesień 2007.


Kurt Weber, fot. Beata Zawrzel/Reporter

Kurt Weber, fot. Beata Zawrzel/Reporter

Operator filmowy i reżyser, wybitny pedagog, wykładowca sztuki operatorskiej. Urodził się w Cieszynie w 1928 roku. Zmarł 4 czerwca 2015 roku
w Moguncji (Niemcy).

W wieku 11 lat Kurt Weber wraz z rodziną znalazł się pośród polskich obywateli żydowskiego pochodzenia, którzy w 1939 roku uchodząc przed hitlerowskim najazdem, podjęli wędrówkę na wschód. Po dwuletnim pobycie we Lwowie rodzina Webera została wywieziona przez Rosjan do azjatyckiej części ZSRR i osadzona w obozie dla uchodźców, potem podjęła dalszą drogę. Jako młody chłopiec Kurt Weber poznał kino od strony kabiny projekcyjnej, w 1945 w Leninabadzie w Tadżykistanie ukończył kurs dla kinooperatorów. Po powrocie w 1946 do Polski, nie dostawszy się na medycynę, wyjechał do Niemiec, gdzie w amerykańskiej strefie okupacyjnej pracował jako kinooperator w kinie objazdowym wyświetlającym filmy w obozach dipisów. Po roku powrócił do Polski, gdzie w Łodzi rozpoczął studia operatorskie i reżyserskie w świeżo otwartej szkole filmowej, ostatecznie decydując się na zawód operatora. Studia ukończył w 1953 roku.

Podjął pracę jako operator kamery pod kierunkiem Stanisława Wohla i na rodzimej uczelni na stanowisku asystenta profesora Wohla.

W latach 1950. i 60. Kurt Weber zrealizował zdjęcia do kilku znaczących filmów, sam w 1955 wyreżyserował film dokumentalny o tragedii warszawskiego getta. Pierwszą samodzielną pracą operatorską Kurta Webera w fabule były zdjęcia do zrealizowanego w 1958 filmu w reżyserii Czesława Petelskiego Baza ludzi umarłych. Później m.in. do filmów Kazimierza Kutza, Tadeusza Konwickiego, Janusza Majewskiego i Aleksandra Ścibora-Rylskiego. Kurt Weber – obok Mieczysława Jahody, Jerzego Lipmana i Jerzego Wójcika uplasował się w czołówce polskich operatorów filmowych debiutujących w latach 50.

Na łódzkiej uczelni pozostał do roku 1969, pod koniec pełniąc funkcję dziekana wydziału operatorskiego. W tymże roku, na skutek sterowanej przez władze antysemickiej nagonki, zdecydował się opuścić Polskę, zrzekając się obywatelstwa i deklarując chęć wyjazdu do Izraela.

Krajem jego emigracji stały się jednak Niemcy Zachodnie, gdzie początkowo pracował przy produkcjach telewizyjnych, by potem, na długie lata, dać pierwszeństwo powołaniu pedagogicznemu. Kurt Weber uczył adeptów sztuki operatorskiej m.in. na uczelniach w Berlinie Zachodnim, Hamburgu, Monachium. W roku 1979 został profesorem uniwersytetu w Moguncji na wydziale sztuki, którego jest współtwórcą.

Po przemianach ustrojowych 1989 roku Weber sporadycznie odwiedza Polskę. Był m.in. jurorem na Międzynarodowym Festiwalu Filmów Krótkometrażowych w Krakowie, na festiwalu w Gdyni i w Warszawie na festiwalu Żydowskie Motywy. Odwiedza też miejsce swego urodzenia, Cieszyn, gdzie w 2002 zorganizowano retrospektywny przegląd jego prac filmowych. Kurt Weber jako autor filmu dokumentalnego Pod jednym niebem otrzymał Grand Prix w Karlovych Varach w 1956 roku.

Kadr z filmu "Baza ludzi umarłych", reżyseriia: Czesław Petelski, zdjęcia,: Kurt Weber, 1959. fot . Polfilm / East News

Kadr z filmu “Baza ludzi umarłych”, reżyseriia: Czesław Petelski, zdjęcia,: Kurt Weber, 1959. fot . Polfilm / East News

Już debiutem operatorskim, jakim była Baza ludzi umarłych, głośny film w reżyserii Czesława Petelskiego według opowiadania Marka Hłaski Następny do raju, Kurt Weber udowodnił, że należy do czołówki polskich operatorów. Film ten zapisał się w historii kina w dużej mierze także za sprawą zdjęć jego autorstwa.

“Smutną atmosferę filmu walnie wspierają zdjęcia Kurta Webera umiejętnie budującego nastrój obrazami ciężkich, nisko przemieszczających się nad górzystym pejzażem chmur, rozjeżdżonych dróg, deszczowych i śnieżnych nawałnic. Na pierwszym planie w tle potężne, jak przedpotopowe zwierzęta, ciężarówki, rozklekotane, pełznące z maksymalnym wysiłkiem na stromych podjazdach, zrywające hamulce na karkołomnych serpentynach, obarczone ponad miarę. Pejzaż współgra z nastrojami bohaterów, ewokuje ich brutalną grę z losem i nieprzystępną przyrodą” – czytamy w szkicu Stanisława Ozimka (red. Jerzy Toeplitz, “Historia filmu polskiego” t. 4, Warszawa 1980).

Porównywano Bazę… do realizmu poetyckiego filmów Marcela Carné i, co narzuca się w sposób aż nadto oczywisty, do Ceny strachu Henri-George’a Clouzot. W znacznym stopniu było to zasługą zdjęć Webera, naturalistycznych, ale zarazem symbolicznych, budujących nastrój.

Sam Weber w jednym z wywiadów (rozmowa z Krystyną Garbień, “Film”5/65) odkrywał nieco kuchni dotyczącej środków technicznych zastosowanych w tym filmie. Założeniem plastycznym Bazy…, mówił, było ukazanie szerokiego, nieskończonego pejzażu. Zdjęcia plenerowe realizował w pochmurnej aurze, kiedy zanika linia horyzontu. We wnętrzach zaś dążył do ukazania zamknięcia bohaterów, także psychicznego, wynikającego z faktu, że są skazani na nieustanne przebywanie ze sobą i ciągłą wzajemną obserwację. Efekt ten osiągnął stosując odpowiednie oświetlenie.

Weber mistrzowsko dopasował styl zdjęć do ekspresjonistycznego charakteru pierwszych filmów Petelskiego. Poza Bazą ludzi umarłych dotyczy to dwóch kolejnych filmów tego reżysera: Kamienne niebo i Czarne skrzydła (zrealizowanych wspólnie z Ewą Petelską).

Kadr z filmu "Salto", reżyseria: Tadeusz Konwicki, zdjęcia: Kurt Weber, 1965. Na zdjęciu: Andrzej Łapicki i Zbigniew Cybulski., fot. Studio Filmowe Kadr/Filmoteka Narodowa/www.fototeka.fn.org.pl

Kadr z filmu “Salto”, reżyseria: Tadeusz Konwicki, zdjęcia: Kurt Weber, 1965. Na zdjęciu: Andrzej Łapicki i Zbigniew Cybulski., fot. Studio Filmowe Kadr/Filmoteka Narodowa/www.fototeka.fn.org.pl

 

Czytaj dalej tu: Kurt Weber


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com