Archive | December 2015

Niemcy: Salaficcy “pracownicy organizacji humanitarnych”

Gatestone InstituteNiemcy: Salaficcy “pracownicy organizacji humanitarnych” rekrutują uchodźców

Soeren Kern


  • Salafici, pozujący jako pracownicy organizacji charytatywnych, przeczesują niemieckie ośrodki dla uchodźców w poszukiwaniu nowych rekrutów spośród prawie miliona azylantów, którzy przybyli do kraju w tym roku z Afryki, Azji i Bliskiego Wschodu. Niektórzy salafici dają uchodźcom pieniądze i ubrania. Inni oferują usługi jako tłumacze i zapraszają migrantów do swoich domów na herbatę.
  • “Absolutystyczna natura salafizmu stoi w sprzeczności ze znaczną częścią porządku konstytucyjnego w Niemczech. W szczególności, salafizm odrzuca demokratyczne zasady rozdziału państwa od religii, suwerenności narodu, samookreślenia religijnego i seksualnego, równości płci i podstawowego prawa do integralności fizycznej…Ruch ten ma też tendencję do aktów przemocy.” — Niemiecka miejscowa agencja wywiadowcza.
  • “Przyjdźcie do nas. Pokażemy wam Raj.” — Pamflety salafickie rozprowadzane w Schleswig-Holstein.
  • Wielu młodych muzułmanów w Niemczech “wierzy w teorie spiskowe, ma poglądy antysemickie i nie myśli demokratycznie”. Dla tych ludzi “Islam jest ich jedyną tożsamością.” — Ahmad Mansour, były członek Bractwa Muzułmańskiego, pisarz i ekspert do spraw Islamu.
  • Wszystkie dominujące grupy muzułmańskie w Niemczech przestrzegają fundamentalistycznych interpretacji Islamu i są nastawione kontra Zachód. — Ansgar Mönter, redaktor naczelny, Neue Westfälische.

Według najnowszych oszacowań niemieckiego wywiadu, liczba radykalnych wyznawców salafizmu w Niemczech zwiększyła się ponad dwa razy w przeciągu ostatnich pięciu lat.

Salafici, pozujący jako pracownicy organizacji humanitarnych, przeczesują również niemieckie ośrodki dla uchodźców w poszukiwaniu nowych rekrutów spośród prawie miliona azylantów, którzy przybyli do Niemiec w tym roku z Afryki, Azji i Bliskiego Wschodu.

Miejscowy duchowny przemawia do uchodźców muzułmańskich w niemieckim mieście Münster. Władze lokalne wkrótce po tym wystąpieniu zerwały kontakty z organizacją duchownego ze względu na podejrzenia radykalnego Islamizmu. (Zdjęcie: zrzut ekranu z klipu Westfälische Nachrichten).

Doniesienia Hansa-Georga Maassena, dyrektora niemieckiej lokalnej agencji wywiadowczej, Bundesamt für Verfassungsschutz (BfV), pojawiły się wraz z rosnącą obawą, że dżihadyści związani z Państwem Islamskim zinfiltrowali Niemcy udając uchodźców.

W wywiadzie z 3 grudnia, udzielonym berlińskiej gazecie Der Tagesspiegel, Maassen powiedział, że liczba salafitów w Niemczech wynosi obecnie 7900 osób. Wzrosła ona z 7000 w roku 2014, z 5500 w 2013, z 4500 w 2012 i z 3800 w 2011.

Mimo, że salafici stanowią tylko niewielki procent z szacowanych sześciu milionów muzułmanów mieszkających dziś w Niemczech, pracownicy wywiadu twierdzą, że większość osób, które przyciąga ideologia salaficka to podatni na wpływy młodzi muzułmanie, zarówno mężczyźni, jak i kobiety, gotowi dokonywać aktów terroryzmu w imię Islamu wręcz na zawołanie.

Salafici – którzy wyznają coś, o czym mówią, że był to pierwotny Islam, wyznawany w VII i VIII w. – otwarcie twierdzą, że chcą zastąpić panującą w Niemczech (i reszcie świata) demokrację islamskim rządem, opartym na prawie Szariatu.

W swoim rocznym raporcie za 2014, opublikowanym w czerwcu 2015 r., agencja BfV podała, że salafizm jest “najbardziej dynamicznym ruchem islamistycznym w Niemczech.” Dodała też:

“Scena salafizmu stanowi potężne źródło rekrutacji do dżihadu. Ideologia salaficka utrzymuje, że opiera się tylko i wyłącznie na zasadach wyłożonych w Koranie i na przykładzie proroka Mahometa oraz pierwszych trzech pokoleń muzułmanów. Ruch ten ma też tendencję do aktów przemocy. Prawie bez wyjątku, wszyscy ludzie mający związek z Niemcami, a którzy dołączyli do dżihadu [Państwa Islamskiego] mieli wcześniejsze kontakty ze strukturami salafizmu. Także w 2014 r., salafici próbowali zwrócić na siebie uwagę poprzez organizowanie wieców i prowokacji, w tym kampanii “READ!” i Policji Szariatu.”

Agencja BfV nawiązuje tu do prób wprowadzenia Szariatu przez salafitów na ulicach Wuppertalu, miasta w Nadrenii Północnej-Westfalii, kraju związkowym mającym najbardziej liczną populację muzułmańską w Niemczech. Salafici organizowali też zmasowaną kampanię nawracania i rekrutacji ,”Projekt READ!”, której celem miało być podarowanie każdemu domostwu w Niemczech niemieckiego przekładu Koranu.

We wcześniejszym raporcie agencji BfV napisano:

“Absolutystyczna natura salafizmu stoi w sprzeczności ze znaczną częścią porządku konstytucyjnego w Niemczech. W szczególności, salafizm odrzuca demokratyczne zasady rozdziału państwa od religii, suwerenności……

Czytaj dalej tu: Niemcy: Salaficcy “pracownicy organizacji…


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Pope Francis, ‘suffering fuels terror’? Look at the Jews

Pope Francis, ‘suffering fuels terror’? Look at the Jews

Gheula Canarutto Nemni


Dear Pope Francis,

In the impassioned plea for social justice you made in an address to Kenyan lawmakers in Nairobi last week, you asserted that “violence, conflict and terrorism…are fueled by fear and desperation…born of poverty and frustration.”

Francis says terrorism ‘born of poverty’ (foto: EPA)
 (foto: EPA)

Yet nothing, not even desperation, can justify terrorism. The roots of terrorism lie only in hatred-based education. We Jews have a lot of experience with desperation. But our history shows other more constructive ways out of it. Desperation has never been a justification for Jews to commit violent acts in the name of our religion.

We have been paraded through the streets of Rome in chains while our Sanctuary in Jerusalem was in flames. We have been thrown into amphitheaters where hungry lions and spectators waited for our blood. We have been burnt in autos-da-fé, we have been called marranos, our candle lighting and prayers in our ancestral tongue have been banned. We have been expelled from Spain. We have wandered through many countries looking for a new home.

We have been massacred in pogroms, our synagogues sacked, our children enlisted in armies from which they never came back. We have been deprived of our right to work, to own, to vote, to speak. We have been robbed of that dignity which every human being should enjoy by right when he is born.

Our gold teeth were torn from our mouths and our arms branded as if we were animals for the slaughterhouse. We have been told for centuries ‘go back to your homeland’ and now that we are home they tell us ‘get out of there’.

We Jews are an indissoluble part of the historical fabric of our world. The Jewish presence is the common thread in most of the countries on the globe. In every place on we arrived on this earth, we produced poets, mathematicians, physicists, writers, politicians, scientists, doctors, inventors. Even when we were closed in ghettos we have never stopped writing, thinking, discussing, producing good. We have never put our lives on standby, not even for a little while.

Despite all this, we have not been covering our heads with ashes for thousands of years. We loaded our destiny onto our shoulders and bound our ancestors’ heritage to our hearts and we went searching for a new place where we could breathe again.

If you have been taught that every instant on this earth is the biggest richness you own, and that life is the most precious gift you received when you were born, there is neither the time nor the will to wallow in self pity. And there is no room for resentment.

We returned, without our parents, our brothers, our children, our husbands and wives, to Germany, Italy and France. We stood beneath the windows of our homes looking in at strangers now living in places that belonged to us before the war. We rolled up our sleeves, revealing numbers stamped with fire on our arms, and we started everything again from scratch.

Countries interested in migration waves should study Jewish history and our integration model. In every new place we arrived, we had our golden rule: Never slip on your tears.

We have not waited around for compassion from the countries that opened their borders for us. We tried from the very start tried to integrate ourselves in the social fabric of the place that was hosting us. And while thanking them, we contributed our talents to development and progress, ours and theirs.

There are those who use desperation as a justification for murdering innocents. And there are those who put aside desperation, locking it in the memory drawer, and try to climb back to the top, focusing on new opportunities.

Dear Pope Francis, Secretary John Kerry, Hillary Clinton, and hundreds of world influencers who are looking for a reason, for a motif, behind the transformation of individuals into lethal splinters. Even if you delved into the personal, tragic lives of these killers (though in most cases they live at at exactly the same standard as those in the society around them), even if it was really like this, nothing, NOTHING, can justify an act of blind violence against another human being. Nothing, nothing, can give the right to one individual to deprive another of his tomorrow. Looking for justifications means only one thing: preparing the soil for the next brutal act, G-d forbid.

History has never mistreated a nation more than it has mistreated the Jewish people. But everywhere that the wind of hate has transported us, we integrated, we learned the local language, reciting by heart Whitman, Eliot and Dickinson. We invented the pareve cheesecake. Integration is something you have to want and work at every single day.

We have never asked the place that hosted us to adapt itself to our rules. “Dina demalchuta dina” — the law of the land must become your law too — says the Talmud. Real integration, even for the most desperate people, can be realized. But it depends, first and foremost, on values transmitted by the religion, families and teachers of those who have just arrived. And it depends on the will to become part of society in a constructive and positive way.


Gheula Canarutto NemniGheula Canarutto Nemni is an educator and novelist living in Milan, Italy. Her most recent book is (Non) si puo avere tutto—You Can[‘t] have it All, Mondadorid


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Każdego dnia myślę o powrocie – rozmowa z Gonem Ben Ar

Każdego dnia myślę o powrocie – rozmowa z izraelskim pisarzem Gonem Ben Ari

Ula Rybicka


Gon Ben Ari /fot. Goni Riskin
Gon Ben Ari /fot. Goni Riskin

Wyprowadziłeś się z Izraela.

Przeprowadziłem się do Nowego Jorku dwa lata temu i od tamtej pory każdego dnia myślę o powrocie.

W antologii „Tel Awiw Noir” znajduje się Twoje opowiadanie „Usuń historię przeglądania”. Co by było, gdyby ludzie – tak jak przeglądarki internetowe – mogli pozbywać się swojej przeszłości?

Rasa ludzka od zawsze bawiła się ideą wymazywania swojej historii. Gdy wyobrażamy sobie osobę cieszącą się zdrowiem psychicznym, to widzimy, że jej teraźniejszość i przyszłość nie są ograniczone przez jej przeszłość. W gabinecie terapeuty, nawet gdy celem jest dotarcie do tłumionych wspomnień, przypomnienie sobie o nich tak naprawdę służy temu, by zapomnieć. Na przykład ofiara gwałtu będzie zachęcana do przywołania traumatycznego wydarzenia, ale tylko po to, by uświadomić sobie jego konsekwencje oraz umniejszyć ich wagę.

W moim rozumieniu tradycyjny judaizm – taki, z którym się utożsamiam i który znacznie różni się od tego, co zwykliśmy określać mianem judaizmu jako zinstytucjonalizowanej religii – był bardzo powiązany z tą ideą. Żyd, poprzez codzienną modlitwę i medytację, powinien przypominać sobie, że stworzenie świata odbywa się każdego dnia od nowa. Ta myśl odbiega od naszego postrzegania czasu: jutro nie jest jedynym rezultatem dzisiaj, tak, jak dzisiaj nie jest jedynie rezultatem wczoraj. Wczoraj mogłoby mieć nieskończoną liczbę rezultatów dzisiaj, a dzisiaj może mieć nieskończoną liczbę rezultatów w postaci jutra. Choć umysł ludzki postrzega to jako proces linearny, tak naprawdę wcale tak nie jest.

Te zagadnienia interesują mnie zarówno z filozoficznego, jak i politycznego punktu widzenia. Obecnie mieszkam w Nowym Jorku, ale większość życia spędziłem w Izraelu, gdzie przywłaszczenia pamięci i ukierunkowania na przeszłość nie da się uniknąć. „Usuwanie historii” rozumie się tam jako rodzaj zdrady: w opinii wielu historia jest tym, co legitymizuje nie tylko nasze istnienie w tej części świata, lecz także nasze agresywne zachowanie. Od dzieciństwa uczą nas swego rodzaju laickiego dodatkowego przykazania dotyczącego Zagłady – mamy nakazane, by „pamiętać i nigdy nie zapomnieć”.

Przykazanie pamięci jest oczywiście dobre, ale przykazanie, by nie zapominać – niekoniecznie. Traumatyczne doświadczenia są uzależniające. Kuszą, by zbudować osobowość wokół traumy, ponadto zwalniają od odpowiedzialności za własne czyny, umiejscawiając winę w wydarzeniu z przeszłości. Na przykład niektóre ofiary gwałtu „pamiętają i nigdy nie zapominają” i cała ich osobowość to osobowość ofiary. Natomiast niektórym udaje się „pamiętać i zapomnieć”, dzięki czemu mogą jednocześnie uporać się z traumą z przeszłości i wydostać z kleszczy tożsamości ofiary.

W przeciwieństwie do ofiar gwałtu, Ocalonym z Zagłady nie pozwala się zapomnieć o traumie – czy ktokolwiek dołączyłby do Sił Obronnych Izraela, gdyby zapomnieli? – i w ten sposób ich rany nie mogą się naturalnie zagoić. Mam poczucie, że Izrael, starając się opowiedzieć swoją historię, posługuje się jedynie przekonaniem, że teraźniejszość i przyszłość to wyniki zdarzeń z przeszłości, a dokładniej – Zagłady. Przez utrzymywanie tego przekonania Izrael nie tylko unika możliwości terapii, lecz także oddala się od tradycyjnej myśli żydowskiej.

Myślisz, że możliwa jest zmiana tego paradygmatu i zastąpienie myślenia zorientowanego na przeszłość myśleniem o przyszłości?

Wydaje mi się, że właśnie to robimy. Jedna z lekcji, którą czerpiemy z postmodernizmu, to świadomość, że przeszłość i teraźniejszość są subiektywne. Można więc powiedzieć, że nie istnieją, a na pewno nie w taki sposób, jak o nich dotychczas myśleliśmy. Przeszłość okazuje się wielogłosowa i fragmentaryczna, a więc jej potencjał nie jest tak silny jak niegdyś.

Przykładowo, jeśli jesteś Izraelczykiem, otacza cię bardzo agresywna narracja tego kraju. Opiera się na idei, że ludzie, których kiedyś torturowano, muszą mieć teraz swoje bezpieczne miejsce. Moi rodzice są w stanie odtworzyć ten dyskurs w niezmieniony sposób. Natomiast moje pokolenie korzysta z Internetu, a zatem nie może dłużej ignorować narracji Innego i alternatywnego spojrzenia na przeszłość. Staje się jasne, że Palestyńczycy też posiadają własny dyskurs, który zderza się z naszą wizją. Co oznacza, że żadna z historii tak naprawdę nie jest prawdziwa – ani ich, ani nasza.

Gon Ben Ari /fot. Goni Riskin

Gon Ben Ari /fot. Goni Riskin

Przeszłość można widzieć na wiele sposobów. Kiedy patrzę na to optymistycznie, wydaje mi się, że w przyszłości nie będzie już pewników. Nikt nie dopuści, by jakiś rząd stwierdził, że określona wizja przeszłości jest jedynie prawdziwa, ponieważ wszyscy będą mieli swoje konta na Facebooku, Twitterze i YouTube. Z mediów społecznościowych korzystają tak różnorodni ludzie, że, gdy tylko pojawi się coś nowego, tysiące kontestatorów opowie o danym problemie z własnej perspektywy. Ponieważ każdy z nich, mówiąc w skrócie, przeżywa coś zupełnie innego.

Oczywiście można to wyrazić w o wiele łatwiejszy sposób. Na przykład najlepsze, czego można sobie życzyć, to by „stać się tym, kim chce się być, nie pozwalając przeszłości na to, by nam przeszkodziła”. I czy to nie jest ta zmiana: z myślenia o przeszłości na myślenie o przyszłości?

Czy jesteś zdania, że literatura ma wpływ na ludzkie zachowania oraz na to, jak ludzie postrzegają swoje życie?

Myślę, że przez to, że jestem o to wielokrotnie pytany – i sam o to pytałem nie raz, ponieważ od dziesięciu lat jestem dziennikarzem i przeprowadzam wywiady – mogę wskazać na coś, co wszyscy staramy się ignorować. Mianowicie literatura, a przynajmniej sam tekst, bez przerwy oddziałuje na świadomość. Rozmawiasz właśnie z człowiekiem urodzonym w Izraelu. To znaczy – z człowiekiem, który większość życia spędził pośrodku konfliktu tekstów. Izrael został zbudowany, ponieważ dwie książki nakazały ludziom, by to zrobili. Była to Biblia i „U wrót nowego życia”. Jednak problematyczne było, że jednej grupie także Koran nakazywał żyć na tym terytorium. Brytyjczycy, którym żadna księga nie kazała zostać, bez słowa opuścili to miejsce.

Niektórzy historycy, jak Motti Golan czy Norman Finkelstein, jako książkę, która uczestniczyła w powstaniu Izraela, wskazują również „Mein Kampf”, ponieważ to ona zapoczątkowała cierpienie milionów Żydów, a to z kolei doprowadziło do powstania bezpiecznego dla nich kraju.

Gdy oddziałuje na nas sztuka, pewna porcja niewidzialnej i trudnej do określenia jakości tworzonej przez autora staje się częścią nas lub tym, co zwykliśmy nazywać duszą. Zatem to, kim jestem, jest rezultatem przeczytanych książek, filmów, które obejrzałem i muzyki, jakiej słuchałem. Jestem przekonany, że tak zwana ewolucja kulturowa jest nam o wiele bliższa niż procesy dziedziczenia genów. Jeśli chcemy, możemy ująć to w religijnej terminologii: teologia mówi o tym, że niewidzialne zawsze prowadzi to, co widzialne. Niewidzialne, czyli moje myśli, buduje widzialne, czyli moje ciało, życie, świat.

Jako pisarz czujesz się odpowiedzialny za kreowane wizje świata?

Prenumerata

Tak, ale to nie ma nic wspólnego z byciem pisarzem. Poprzez zmianę siebie wszyscy zmieniamy świat. Powoli przekonujemy się, że nie jesteśmy aż tak ograniczeni, jak dotąd przypuszczaliśmy, oraz że każdy z nas kryje w swoim wnętrzu tak naprawdę wiele innych osób. Czuję, że moje życie skupia się na próbie zmiany siebie tak, by być coraz bardziej uczciwym wobec siebie samego, co nie jest łatwe, szczególnie w weekendy. Te zmiany w życiu są dla mnie trochę jak ping-pong, przerzucanie piłeczki między przyzwoleniem na eksperymentowanie a jednoczesną samokrytyką. To dotyczy zarówno pracy, jak i życia.

Nie wierzę w żadną wielką próbę zmiany świata, bo to po prostu oznacza chęć zmiany innych ludzi. Myślę, że to złe umiejscowienie idei przemiany. W moim odczuciu jestem tu po to, by stać się jeszcze bardziej radykalną wersją samego siebie. A kiedy widzę kogoś, kto naprawdę stara się być sobą, pomaga mi to zmienić siebie samego, a więc kreować inny świat. Świat zmienia się, jak mniemam, kiedy ludzie zmieniają siebie i potrafią odpowiednio ukazać tę zmianę. Nie przemianę, która zaszła, lecz to, że trwają w procesie zmiany i że jest ona wciąż aktualna. To ważniejsze niż gdy ludzie obwieszczają, że wiedzą, jak powinno się naprawiać świat.

A jeśli mógłbyś wybrać swoją ojczyznę, to byłby to Izrael?

Ciężko powiedzieć, czy wybrałbym Izrael na miejsce swoich narodzin, bo to jedyne miejsce, które znam od tej strony. Nie wyobrażam sobie urodzić się w innym miejscu i wciąż być sobą. Wydaje mi się, że jeśli przychodzisz na świat właśnie w Izraelu, to musisz brać udział w dyskusji o moralności: Czy pójdziesz do wojska w wieku osiemnastu lat? Czy zagłosujesz przeciwko nienawiści? Takich pytań jest wiele i myślę, że w istotnym stopniu ukształtowały moją świadomość. Jednak kwestie te są bardzo złożone i ciągle weryfikowane przez niezliczoną ilość innych czynników. Nie wyobrażam sobie bycia wolnym od ciągłego zagrożenia wojną lub od zawstydzenia działaniami rządu.


Gon Ben Ari (ur. 1985) jest pisarzem, dziennikarzem i muzykiem. Jego opowiadania zostały opublikowane w antologiach „Tel Awiw Noir” (wydanie polskie: Claroscuro, 2015) oraz „Jews vs Aliens” (wydanie brytyjskie: Jurassic London, 2015). Autor dwóch powieści wydanych w Izraelu, obecnie pracuje nad trzecią. Jego artykuły regularnie ukazują się w izraelskich i amerykańskich mediach. ∎


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Baby Among 11 Israelis Wounded in Attack in Jerusalem

Baby Among 11 Israelis Wounded in Car-Ramming Attack in Jerusalem

The site of the car-ramming attack in Jerusalem on Monday.
Photo: Israel Police.
The site of the car-ramming attack in Jerusalem on Monday. Photo: Israel Police.

A Palestinian terrorist rammed his Mazda into a group of Israelis standing at a bus stop in Jerusalem on Monday afternoon, Israeli news sources reported.

Three Israelis were moderately wounded, one of them a year-and-a-half-old baby, and eight others suffered different degrees of light injuries in the vehicular attack, which took place under the Chords Bridge at the entrance to the capital at around 3 p.m.

The terrorist, from the east Jerusalem neighborhood of Shuafat, was shot and killed by a civilian on the scene, before managing to take a large ax he had brought with him and use it to continue on a stabbing spree on foot.

Yossi Frankel, a volunteer from Zaka emergency response services who was one of the first to arrive at the scene, told The Algemeiner that he got there just after the terrorist had been killed and was being removed from the car, so it could be searched for weapons.

“It was a horrible mess, as it always is after a terror attack,” Frankel said. “But what made this one particularly difficult was the fact that the terrorist’s car, when it drove up onto the sidewalk, caused a fire hydrant to explode, and water was spraying everywhere. This made it hard to treat the wounded.”

After being treated on the scene by Frankel and other paramedics from Magen David Adom, all the wounded were evacuated to the Shaare Zedek and Hadassah/Ein Kerem Medical Centers in Jerusalem.

This attack was the latest in a series of daily terrorist incidents that has swept the country – particularly in Jerusalem and the West Bank – since the surge in Palestinian violence began two months ago.


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com