Archive | 2015/12/12

Turcja zabija w Kurdystanie, świat milczy

Turcja zabija w Kurdystanie, świat milczy

Uzay Bulut
Tłumaczenie: Małgorzata Koraszewska


Syria? Nie. Irak? Nie. Miasto kurdyjskie w Turcji zbombardowane przez tureckie siły rządowe.  <br />Kurdyjskie miasto Cizre w Turcji zostało we wrześniu zbombardowane przez tureckie siły bezpieczeństwa. Wiele domów doznało ciężkich uszkodzeń lub zniszczeń. Zdjęcia pokazują wiele budynków i pojazdów w mieście porytych przez kule.Syria? Nie.
Irak? Nie.
Miasto kurdyjskie w Turcji zbombardowane przez tureckie siły rządowe. Kurdyjskie miasto Cizre w Turcji zostało we wrześniu zbombardowane przez tureckie siły bezpieczeństwa. Wiele domów doznało ciężkich uszkodzeń lub zniszczeń. Zdjęcia pokazują wiele budynków i pojazdów w mieście porytych przez kule.

W latach 1990. armia turecka paliła wsie kurdyjskie; dzisiaj palą miasta kurdyjskie.

W tym miesiącu trzy dzielnice w kurdyjskim mieście Silvan w prowincji Diyarbakir – Tekel, Konak i Mescit – najpierw obłożono godziną policyjną, a potem atakowano od 3 do 14 listopada. Odcięto linie telefoniczne, dostawy wody i elektryczności.

Dzielnice, otoczone opancerzonymi pojazdami policyjnymi, ostrzelano następnie z czołgów i armat, które strzelały z wzgórz. Kule i bomby uderzyły w wiele domów; niektóre domy spłonęły[1].

Przedstawiciele biura gubernatora w Diyarbakir twierdzili, że akcja militarna miała na celu “usunięcie rowów i barykad” ustawionych przez młodzież kurdyjską, ale doniesienia przychodzące z miasta pokazują, że akcja w rzeczywistości była nacelowana na oczyszczenie etniczne miasta z jego rdzennej populacji, żyjącej tam od ponad dwóch tysięcy lat – Kurdów[2].

Firat Anli, zastępca burmistrza Diyarbakir, powiedział agencji informacyjne Firat (ANF): “Nie możemy w żaden sposób zdobyć informacji z tych dzielnic. Nie możemy wysłać żywności ani pomocy humanitarnej. Pacjenci na dializie, dzieci, starcy… Nie mamy żadnej informacji o ich sytuacji. Zostali odłączeni od reszty świata”.

Edip Erk, były deputowany prokurdyjskiej Ludowej Partii Demokratycznej, HDP, powiedział agencji informacyjnej Bianet:

“Trzech deputowanych HDP było w tych dzielnicach. Mówią, że jest tam wielu rannych. Nawet prawo stanu wojennego pozwala na zabranie rannych do szpitali, ale w Silvan oni [funkcjonariusze tureccy] na to nie pozwalają..

Instytucje publiczne w tych dzielnicach, takie jak ośrodki zdrowia, są zamknięte. Jest dramatyczny brak żywności. Poinformowaliśmy władze, że chcemy wysłać ciężarówkę z żywnością, ale jeszcze nie dostaliśmy odpowiedzi. Więc ciężarówka nadal czeka.

Szef policji w mieście powiedział nam, że nie on zawiaduje tą operacją. Robi to ministerstwo. To jest operacja militarna. Tutaj było to jak otwarte więzienie; teraz jest to otwarte centrum tortur”[3].

Policja do operacji specjalnych z meczetów i pojazdów opancerzonych ogłosiła mieszkańcom miasta: “ewakuujcie się z dzielnicy, albo będziemy do was strzelać”.

Jeśli Kurdowie wychodzili z domów, strzelano do nich. Jeśli zostawali w domach, byli bombardowani.

Silvan nie był pierwszym celem armii tureckiej po wyborach 7 czerwca. Wiele miast i miasteczek, które są bastionami kurdyjskiego ruchu narodowego – takich jak Diyarbakir, Cizre, Sirnak i Hakkari – było atakowanych[4].

“To musi być ta ‘nowa Turcja’, którą obiecali – powiedział Abdullah Zeydan, deputowany miasta Hakkari. – Teraz strzelają nawet do posłów do parlamentu. Nie wiem, skąd biorą tę władzę. Przed wyborami AKP obiecywała stabilność i pokój; ich koncepcją stabilności i pokoju jest używanie przemocy przeciwko posłom.”[5]

Ziya Pir, deputowany z HDP, powiedział, że urzędnik z ministerstwa spraw wewnętrznych powiedział mu, że “wymażą te trzy dzielnice Silvan z mapy… Zespoły sił specjalnych otwierają ogień do wszystkiego, co żywe”.[6]

Pir dodał, że ich rozmowy z władzami nie przyniosły żadnych rezultatów; gubernator i gubernator okręgu powiedzieli im, że “otrzymali rozkazy od władz wyższych”.

Niemniej biuro gubernatora Diyarbakir oświadczyło: “W centrum miasta podjęto wszystkie środki ostrożności, by zapewnić bezpieczeństwo życia i własności obywateli, zachować obecny pokój i stabilność, chronić obywateli przed wszelkimi aktami terroru i gwarantować bezpieczeństwo i porządek zgodnie z odpowiednimi ustawami”.

Prorządowe media świętowały te ataki. Na przykład, gazeta “Haberturk” z radością informowała: “W Silvan rozpoczęła się wielka operacja z udziałem czołgów”.

Silvan zamieniło się w wymarłe miasto. Podobno uciekło 20 tysięcy ludzi z miasta liczącego ponad 86 tysięcy.

Po Silvan zaś nowym celem rządu jest kurdyjskie miasto Nusaybin, w którym 89,4% głosowało na prokurdyjską partię HDP w wyborach 1 listopada.

13 listopada ogłoszono w tym mieście godzinę policyjna i trwa ona nadal. Ludzie są zamknięci w swoich domach.

Ramazan Kaya, lekarz pracujący w szpitalu państwowym Nusaybin, powiedział BBC, że jedna z jego krewnych musiała włożyć swoje dziecko do lodówki, by obniżyć jego wysoką gorączkę.

Do tych, którzy wychodzą z domu, strzela policja. Jedną z ofiar była Selamet Yesilmen (44 lata), matka pięciorga dzieci w kolejnej ciąży. Snajper zastrzelił ją przed jej domem 15 listopada. Dwoje spośród jej dzieci zostało ciężko rannych i są hospitalizowane. Yilmaz Tutak, który próbował biec na pomoc, także został postrzelony przez policję i zraniony.

Tahir Elci, prezes Izby Adwokackiej Diyarbakir, potwierdził, że Yesilmen została zastrzelona bronią, jakiej używają snajperzy; kule wnikają w ciało i eksplodują wewnątrz.

18 listopada Hasan Dal, 45 lat, został zamordowany w ogrodzie swojego domu. Jak dotąd rannych zostało 13 ludzi. Jedną z nich była Gule Tutak, matka Yilmaza Tutaka, postrzelonego wcześniej przez policję.[7]

To jest druga godzina policyjna w tym mieście od wyborów 7 czerwca. Pierwszą ogłoszono 1 października i trwała sześć dni. Ahmet Sonmez (61 lat) i Sahin Turan (25lat) zostali wtedy zabici przez policję.

Większość ludzi w tych miastach przez dziesięciolecia opierała się asymilacji narzuconej przez państwo tureckie. Nadal mówią językiem kurdyjskim i nadal domagają się praw narodowych i samostanowienia. To są wystarczające powody dla państwa tureckiego, by traktować te miasta jako wrogów, których należy zniszczyć.

Państwo tureckie nigdy nie traktowało grup nietureckich lub niemuzułmańskich moralnie ani sprawiedliwie. Morderstwo i zniszczenie stało się trwającą od wieku tradycją rządów tureckich. Dzisiaj, ucisk mniejszości w Turcji trwa z równą siłą. Sto lat temu reżim turecki masakrował Ormian, Greków anatolijskich i Asyryjczyków. Teraz przyszła kolej na Kurdów. Świat nadal milczy.


[1] Zdjęcia i filmy wideo z godziny policyjnej można obejrzeć tutaj: „’Wymazać z mapy?’ Sceny zniszczenia, kiedy armia turecka oblega kurdyjskie miasto Silvan (WIDEO)”, 11 listopada 2015, Russia Today

[2] “Nie ulega wątpliwości, że naród kurdyjski istniał jako określona grupa przez prawdopodobnie ponad dwa tysiące lat”, pisał badacz David McDowall w Modern History of the Kurds, I. B. Tauris; 2004.

[3] 3 listopada sześcioro Kurdów – Muslum Tayar, Sertip Polat, Engin Gezici, Ismet Gezici, Mehmet Gunduz i Yakup Sinba – zostało zastrzelonych przez policję. Jeden z nich, Engin Gezici, 24-letni ojciec trojga dzieci, został zamordowany przed swoim domem. Jego ciotka, Ismet Gezici, 55 lat, pobiegła mu na pomoc i także została zastrzelona. Deputowani HDP i inni przedstawiciele kurdyjscy próbowali odzyskać jego zwłoki, ale policja nie pozwoliła im na wejście do dzielnicy. Następnie trzech krewnych Gezici, mimo intensywnych ataków, weszło do dzielnicy i zabrało zwłoki. Zostali jednak zatrzymani i aresztowani przez policję, która zabrała zwłoki. Engin i Ismet Gezici zostali pochowani w Diyarbakir przy akompaniamencie wybuchów i strzałów karabinowych.

[4] Gazeta “Ozgur Gundem” informowała, że policja otworzyła ogień na kawiarnię w dzielnicy Feridun, w której nie ma godziny policyjnej. Mehmet Yavuz (45 lat), Seyfettin Kurt (44) i Abdulsamet Kesici (50) zostali ciężko ranni. Yavuz zmarł w drodze do szpitala. Abdullah Guney, 7 lat, został zraniony kulami, a Ibrahim Yazkent, 12 lat, granatem.

Tymczasem studenci uniwersyteccy w kurdyjskiej prowincji Hakkari zorganizowali protest, do którego dołączyli dwaj deputowani HDP. Obaj, a także Selma Irmak, zostali ranni. “Dołączyliśmy do demonstracji jako deputowani z Hakkari – powiedział Zeydan. – Zatrzymali nas i bez ostrzeżenia zaczęli nas atakować. To był nacelowany atak. Złamali mi rękę i mam siniaki i blizny na całym ciele”.

[5] “Kiedy mówiliśmy do policji, oni zaczęli strzelać – powiedział Irmak, który także został ranny. – Plastikowa kula uderzyła mnie w ucho. Celowali w nas i strzelali z bardzo bliska. Nagle użyli zarówno kanistrów gazowych, jak i kul plastikowych”. (Wideo)

[6] Pir kontynuował: “I to robią teraz. Strzelają do wszystkiego – włącznie z cywilami, nie przebierając. Żołnierze, policja i jacyś nieumundurowani ludzie, których nazywam ‘łowcy głów’ przetrząsają wszystko od góry do dołu, gdzie tylko widzą życie”. Pir powiedział, że w tych dzielnicach używali ciężkiej broni, czołgi zostały rozstawione na otaczających ten teren wzgórzach; ogień artyleryjski uderzał w budynki, cywile w grupach po 10 lub 15 osób ukrywali sie w piwnicach swoich domów.

[7] Agencja informacyjna Dicle informowała o niektórych rannych. Suleyman Altekin, 65 lat, został postrzelony przez policję, kiedy próbował dojść do domu swojego syna. Faysal Cakar i jego 10-letni syn, Cano Cakar, zostali ranni szrapnelami granatu rzuconego przez policję. Sirin Bilgin została postrzelona na balkonie swojego domu. Abdulkadir Yilmaz, 65 lat, doznał zawału serca i zmarł, ponieważ z powodu zablokowanych dróg dotarł do szpitala dopiero po trzech godzinach. Halime Guner (35 lat), matka trojga dzieci, została postrzelona w nogę przed swoim domem. Policja strzeliła w okno i ciężko zraniła Fatmę Kulat, 42 lata, kiedy była w swojej kuchni.


Uzay Bulut

Publicystka turecka mieszkająca w Ankarze. Pisze o sobie, że urodziła się jako muzułmanka.


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Brazilian Jews moving to Israel in record numbers, fleeing recession and violence


Brazilian Jews moving to Israel in record numbers, fleeing recession and violence

A new immigrant at Ben-Gurion airport kisses the tarmac as he makes aliya Photo By: REUTERS
Aliya

“In Israel, we don’t feel threatened with imminent violence. The feeling of security with our police and army plus unity of the population reinforces the generalized feeling that we are not alone.”

For four years, llana Lerner Kalmanovich rode a hot and crowded bus three hours each day to reach the Federal University of Rio de Janeiro, where she was pursuing degrees in physical education and nutrition.

Police raids into nearby slums, or favelas, often blocked the freeway, and stray bullets from gun battles with criminals were a constant threat. Even on the Federal University campus, the oldest and among the most prestigious in Brazil, Kalmanovich felt unsafe. Robberies were commonplace and, every now then, corpses were found in the nearby woods.

So in 2007, Kalmanovich moved to Israel. She had spent a whole year there a decade earlier on a youth movement program and fallen in love with the country. And though she holds German citizenship and could have built a new life for herself in Europe, there was never any doubt she would make her home in the Jewish state.

“Israel is the place where I feel at home, happy, among my people,” Kalmanovich told JTA. “We say ‘Shabbat shalom’ to the bus driver, to the garbage man, to the sales clerk. Everyone shares mostly the same social and economic level. We all celebrate the same national holidays. It’s like living in a huge kibbutz of 8 million people. Here I am the rule, not the exception.”

Kalmanovich is not alone. Immigration to Israel, or aliyah, from Brazil has more than doubled in the past four years, from 191 in 2011 to over 400 so far this year. The average growth in aliyah for all of Latin America in the same period was just 7 percent. Though it has approximately half the Jewish population of neighboring Argentina, Brazil has sent more immigrants to Israel for two years running. An estimated 120,000 Jews live in Brazil.

“They seek a better future,” said Gladis Berezowsky, 58, who helps run Beit Brasil, a nongovernmental organization based in Israel established in 2014 to assist Brazilians seeking to move to Israel.

Brazil, a nation of 200 million, is facing its steepest recession in a quarter century, with the economy expected to shrink by almost 2 percent this year – down from more than 7 percent GDP growth in 2010. The Brazilian real has shrunk 138 percent compared to the American dollar in the past five years and the inflation rate has edged up to 10 percent.

The country is also one of the bloodiest on earth, with more than 58,000 Brazilians dying a violent death in 2014.

“More people are killed every year in Brazil through intentional violence than anywhere else on the planet, including most of the world’s war zones combined,” said Robert Muggah, a research director of a Rio-based think tank that studies the intersection between violence and the drug trade.

“The absurd violence in Rio was postponing our plans to have children,” said Silvia Brafman, 33, who moved from Brazil’s second-largest city to Haifa in late October with her husband. “The high unemployment rate and lack of opportunities were the second reason to head for Israel. The current stabbing wave here does not scare us at all. What really frightens me most is the language, which can delay my entering the job market.”

Fabio Erlich, 33, hasn’t had that problem. Erlich, who moved last year with his wife and three daughters to the central Israeli city of Modiin, secured jobs at two Jerusalem yeshivas before he arrived with help from Brazilian friends who were already established in the country.

“We wanted to give our children a better quality of life in the educational, social and religious fields,” Erlich said. “Israel allows you to be a Jew with no limitations, not only in the outside but mainly deep within. Finding a job in Israel made our big Zionist dream come true.”

Brazilian Jews have traditionally boasted a comfortable upper-middle-class life, but things are changing. Several Jewish day schools have merged or are in the process in order to survive, while administrators at some of them say the number of scholarship applications has never been higher.

“We have seen a 100 percent rise in requests recently,” said Yehoshua Goldman, the chief Rio representative of Chabad, which runs Lar da Esperanca (Home of Hope), an organization for Jews in financial need.

Despite the economic slowdown, real estate prices have nearly tripled in some parts of Rio in the past five years. Carlos Cohen, 36, a skilled IT specialist, could not afford the exorbitant rents, so he found an apartment in a favela near his office. When his daughter was born, Cohen realized he needed to get out.

“The high-tech market here is very vibrant,” said Cohen, who moved to the coastal city of Netanya with his family in 2012. “You only remain jobless if you want. We are proud to call this place ours, where we can truly put our citizenship in practice. Urban violence here is nearly zero, the safety feeling is absolute. We now can finally raise our family in a better place.”

For Martin and Michele Teitelbaum, being robbed in broad daylight in Higienopolis, an upscale and heavily Jewish neighborhood of Sao Paulo, Brazil’s largest city, was the last straw. In 2010, they took their three children – ages 2, 5 and 7 – and headed for Raanana, a city in central Israel with a large population of immigrants from Europe and the Americas.

“In Brazil, I was merely one more trying to survive,” Martin said.

“Life was sort of superfluous there, with many inverted values,” Michele added. “Here in Israel we value what must be valued.”

Psychologist Rita Cohen Wolf is a neighbor of the Teitelbaums in Raanana, where she settled in 1977 after she had been robbed eight times in Brazil. The last time, she had a gun pointed at her head.

In 2014, Wolf posted an open letter to President Dilma Rousseff on Facebook in which she criticized the violence in Brazil. She was astonished to see it republished in the Brazilian press.

“In Brazil, violence is felt every day,” Wolf told JTA. “In Israel, we don’t feel threatened with imminent violence. The feeling of security with our police and army plus unity of the population reinforces the generalized feeling that we are not alone.”


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com