Archive | 2016/01/14

Historia – Żydowski Instytut Historyczny

Historia – Żydowski Instytut Historyczny

Główna Biblioteka Judaistyczna i Instytut Nauk Judaistycznych

Żydowski Instytut Historyczny jest rzadkim w Warszawie przykładem instytucji, która może się pochwalić swoim genius loci, “duchem miejsca”, ponieważ ma szczęście mieścić się w gmachu o własnych tradycjach historycznych.

Przed wojną gmach był siedzibą Głównej Biblioteki Judaistycznej oraz Instytutu Nauk Judaistycznych. Ten ostatni, otwarty 19 lutego 1928 r., stał się pierwszym żydowskim ośrodkiem naukowym i edukacyjnym w Europie uwzględniającym obok nauk teologicznych także nauki świeckie. W nowoczesnej placówce kształcono rabinów, kaznodziejów, nauczycieli religii mojżeszowej w szkołach publicznych i prywatnych, ale także pracowników gmin i żydowskich organizacji publicznych.Gmach Głównej Biblioteki Judaistycznej zbudowano w sąsiedztwie Wielkiej Synagogi na Tłomackiem. Autorem projektu budynku Biblioteki, wzniesionego w latach 1928–1936, był Edward Zachariasz Eber. Budynek harmonijnie nawiązywał do bryły Wielkiej Synagogi, a powstały w ten sposób kompleks architektoniczny tworzył prawdziwą ozdobę stolicy. Projektantem powstałej w latach 1876–1878 synagogi był Leander Marconi.

W czasie wojny nasz budynek był jednym z centrów życia społecznego warszawskiego getta. Zbiory Biblioteki liczyły wówczas około 30 tys. tomów. W grudniu 1939 zostały wywiezione przez Niemców. Większość książek zaginęła bezpowrotnie. Po utworzeniu getta warszawskiego, budynek Biblioteki znalazł się w jego granicach. Miała tu swoją siedzibę Żydowska Samopomoc Społeczna, jedyna żydowska organizacja, na której działalność wyraziły zgodę niemieckie władze okupacyjne.

Gmach Głównej Biblioteki Judaistycznej i Wielka Synagoga na Tłomackiem

Medium full hd synagoga instytut

Od 16 listopada 1940 do marca 1942 r. budynek Biblioteki znajdował się w obrębie getta. To tutaj odbywały się akademie literackie, spektakle teatralne spotkania dla dzieci oraz koncerty symfoniczne. Miały tu miejsce również zakonspirowane spotkania grupy Oneg Szabat (hebr.: Radość Sobotnia), która pod kierownictwem Emanuela Ringelbluma gromadziła wszechstronną dokumentację życia i zagłady Żydów w Polsce w okresie II wojny światowej.

16 maja 1943 roku, na znak zduszenia oporu w getcie warszawskim, SS-Brigadeführer und Generalmajor der Polizei Jürgen Stroop polecił wysadzenie w powietrze Wielkiej Synagogi i podpalenie gmachu Biblioteki. Dokonał w ten sposób symbolicznego aktu,,ostatecznego rozwiązania kwestii żydowskiej” w Warszawie. Ślady pożaru do tej pory są widoczne na posadzce głównego hallu Instytutu.

Ruiny Wielkiej Synagogi wysadzonej 16 maja 1943 roku na rozkaz Jürgena Stroopa

Medium full hd wielka synagoga

Wypalony budynek nowe władze Warszawy przydzieliły Centralnemu Komitetowi Żydów w Polsce, który po gruntownej odbudowie, sfinansowanej przez Joint (amerykańską żydowską organizację dobroczynną), ulokował tu swoją Centralną Żydowską Komisję Historyczną. Ta zajęła się ratowaniem pamięci o Żydach polskich, w tym zbieraniem w gmachu ocalałych resztek ich spuścizny kulturalnej: książek, archiwaliów, kultowych judaików, obrazów, rzeźb, etc.

W 1947 r. Komisja przekształciła się w Żydowski Instytut Historyczny, który mieści się w gmachu na Tłomackiem 5 do dnia dzisiejszego. Najcenniejszym spośród zbiorów Instytutu jest Archiwum Ringelbluma, odnalezione w gruzach warszawskiego getta w 1946 i 1950 roku.

Gmach dawnej Biblioteki jest znakiem wielowymiarowego życia duchowego i umysłowego Żydów przed wojną, duchowego oporu w czasie wojny, świadkiem śmierci społeczności i prób jej odrodzenia po 1945 roku. Teraz służy zachowaniu, odtwarzaniu i upowszechnianiu dziedzictwa Żydów polskich i pamięci o nich.

Big full hd wielka synagoga na t omackiem p. boczkowskiWielka Synagoga na Tłomackiem / P. Boczkowski


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Yossi Kuperwasser: Nożownicy Abbasa [wywiad]

Yossi Kuperwasser: Nożownicy Abbasa [wywiad]

Katarzyna Andersz


An Israeli police officer and reporters take cover during a rocket attack in the southern town of Sderot on December 30, 2008. / REUTERS/Nikola Solic (ISRAEL)

W porównaniu z poprzednim rokiem, kiedy ostrzał rakietowy z Gazy co chwilę przerywał spokój Izraelczyków, rok 2015 wydawał się niemal sielankowy. Od rakiet, wystrzeliwanych zresztą z o wiele mniejszą częstotliwością, nie został ranny żaden Izraelczyk. Jednak żydowski Nowy Rok przyniósł nową falę i formę terroryzmu. 13 września, w Rosz ha-Szana, zginął mieszkaniec Jerozolimy, którego auto zostało obrzucone kamieniami. Atak wydawał się być odosobnionym incydentem do czasu, kiedy kolejno 1 i 3 października w strzelaninie na drodze w Samarii i w atakach nożowników na Starym Mieście w Jerozolimie zginęło czterech Izraelczyków. Od tego momentu niemal codziennie na terenie całego kraju mają miejsce ataki, których bilans (według danych izraelskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych) wyniósł do tej pory 22 ofiary śmiertelne i ponad 200 rannych.


Yossi Kuperwasser – generał izraelskiego wywiadu wojskowego, były dyrektor generalny Ministerstwa Spraw Strategicznych

Kiedy i jak zaczęły się ataki terrorystyczne, których doświadczają ostatnio Izraelczycy?

Yossi Kuperwasser: Pierwsze ataki, w których zostało rannych kilkoro Izraelczyków, miały miejsce pod koniec września. Na samym początku października zastrzelone zostało młode małżeństwo. Samochód, w którym znajdowała się jeszcze czwórka ich dzieci, został zaatakowany z broni palnej na drodze koło Nablusu w Samarii. Potem ataki lub próby ataku – z użyciem noży, broni, samochodów taranujących przechodniów – powtarzały się niemal codziennie. Impulsem do ich przeprowadzenia miała być plotka, rozpowszechniana przez Ruch Islamski w Izraelu, o tym, że nasz rząd chce zmienić status Wzgórza Świątynnego. To właśnie Ruch Islamski nawołuje Palestyńczyków do tak zwanego „masowego oporu” (popular restistance), co w terminologii przez nich używanej oznacza ataki terrorystyczne bez użycia broni palnej.

Jest to, jak rozumiem, plotka zupełnie bez podstaw? Zmiana status quo Wzgórza Świątynnego nie była w ostatnim czasie tematem poddawanym pod dyskusję przez izraelski rząd lub opinię publiczną?

Izrael nie ma zamiaru zmieniać status quo z 1967 roku. To fałszywe oskarżenie, które od wielu lat regularnie rozpowszechnia Raed Salah, lider Ruchu Islamskiego w Izraelu, i Abu Mazen (Muhamed Abbas). Obaj chcą zdobyć poparcie społeczeństwa palestyńskiego i zmotywować Palestyńczyków do przeprowadzania ataków, dlatego potrzebują rozdmuchiwać takie pogłoski. W tym roku, żeby sprowokować falę ataków, też posłużyli się tym argumentem. Teraz już tego nie robią, bo stał się bezpodstawny. Izrael i Jordania, przy wsparciu Sekretarza Stanu USA Johna Kerrego, zawarli porozumienie w sprawie statusu Wzgórza Świątynnego.

Zostało jasno powiedziane, że Izrael nie ma żadnych intencji go zmieniać. To Palestyńczycy sami sobie szkodzą, sprzeciwiając się na przykład temu, żeby zainstalować tam monitoring, co Izrael wielokrotnie proponował. Boją się, że wtedy ludzie zobaczą, kto jest odpowiedzialny za zamieszki.

Sytuacja została więc wyjaśniona, a ataki na Izraelczyków trwają dalej.

Z punktu widzenia Palestyńczyków chodzi o zabicie Żydów. Ale zamachy mają też podłoże polityczne, służą temu, żeby przywrócić kwestię palestyńską z powrotem pod dyskusję na forum międzynarodowym. Palestyńczycy są sfrustrowani, bo marginalizuje się ich postulaty. W Europie pojawiły się ważniejsze kwestie, na przykład rosnący w siłę radykalny islam. Kiedyś wydawało się, że rozwiązanie kwestii palestyńskiej spowoduje, że Bliski Wschód odzyska stabilność. Dziś wszyscy wiedzą już, że to nie wystarczy, że problem polega przede wszystkim na walce radykalistów z ruchami umiarkowanymi czy liberalnymi. Palestyńczycy dążą więc do tego, żeby stać się głównym tematem w mediach i temu ta fala terroru ma służyć.

Będą chcieli podtrzymać dotychczasową strategię, czy zdecydują się na jeszcze bardziej efektowne metody, np. zamachy bombowe?

Ataki z użyciem noży czy samochodów do tej pory pozbawiły życia 22 Izraelczyków. To bardzo dużo i terroryści zdają sobie z tego sprawę. Nie sądzę więc, żeby Abu Mazen chciał zmiany strategii. Jest zadowolony z efektów i pochwala te napaści. W podobnym czasie – w okresie około dwóch miesięcy – w 2014 roku, podczas ostrzału ze strony Gazy, po stronie Izraela od rakiet zostało zabitych tylko 6 cywilów (nie liczę żołnierzy, którzy zginęli podczas lądowej operacji „Ochronny Brzeg” wewnątrz Gazy). Paradoksalnie łatwiej jest nam zapobiegać większym atakom – rakietowym czy bombowym.

Wydaje się, że Izrael jest bezsilny w walce z tego rodzaju terroryzmem.

Nie jest bezradny, ale na pewno stworzenie strategii odpierania tych napaści zajmie trochę czasu. Nikła jest tu rola wywiadu, bo ataki nie wymagają przygotowania – każdy w każdej chwili może wziąć nóż i podjąć działanie. Jeśli już dojdzie do tego rodzaju agresji, staramy się reagować szybko i minimalizować liczbę ofiar. Rozmieszczamy też policję i wojsko w strategicznych miejscach, sprawdzamy auta w punktach kontrolnych na granicy między Izraelem a Autonomią Palestyńską. Chcemy też, aby przeprowadzenie napaści spotykało się z ciężkimi konsekwencjami dla rodziny terrorysty, na przykład odebraniem pozwolenia na pracę w Izraelu. Nie wierzymy w to, że bliscy nie wiedzą o planach zamachowców. Może wizja potencjalnych konsekwencji będzie w stanie spowodować, że rodzina odwiedzie kogoś od jego pomysłu albo sami terroryści odstąpią od swoich planów, bo będą bali się o przyszłość swoich rodzin.

Jaka reakcja ze strony władz Autonomii Palestyńskiej spotyka terrorystów?

Władze popierają te ataki.

Media prezentują jednak terrorystów jako osoby działające w samotności, nie będące związane z żadną organizacją czy inspirowane przez polityków.
Nikt otwarcie nie nakłania do zabijania Żydów, ale władze rozpowszechniają ideę „masowego oporu”, która w praktyce nawołuje do przeprowadzania ataków. Rząd pomaga finansowo terrorystom trafiającym do więzienia, a także rodzinom tych, którzy zostają zabici.

Skąd ma na to pieniądze?

Od krajów europejskich! Oni dają je na pomoc Palestyńczykom, a władza wykorzystuje je w ten sposób. To duże sumy, około 6% budżetu. Opłaca się więc przeprowadzić zamach, bo są za to dobre pieniądze – albo dla ciebie, jeśli przeżyjesz, albo dla twojej rodziny, jeśli zginiesz.

Jaka jest teraz atmosfera w Izraelu?

Życie toczy się normalnie, chociaż ataki zdarzają się prawie codziennie i to już w prawie każdym mieście w Izraelu. Ludzie na pewno stali się bardziej ostrożni i czujni. Są tą sytuacją zmęczeni, boją się o swoje dzieci. Mają też świadomość, że takie rzeczy dzieją się nie tylko w Izraelu, ale że jest to część wojny przeciwko całej zachodniej kulturze, tak jak pokazały to ataki w Brukseli czy Paryżu. Nie jesteśmy jedynym krajem, który musi zmierzyć się z radykalnym islamem.

Ale póki co nikt nie nazywa tego, co dzieje się teraz w Izraelu, trzecią intifadą?

Nawet sami Palestyńczycy nie nazywają tego intifadą. Nazwa nie ma znaczenia, ważne, że Żydzi giną tylko dlatego, że są Żydami. ∎


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com