Archive | 2016/01/29

VII Edycja Konkursu im. Majera Bałabana

VII Edycja Konkursu im. Majera Bałabana

dr Agnieszka Żółkiewska


Ogłaszamy siódmą edycję organizowanego co dwa lata „Konkursu na najlepsze prace magisterskie i doktorskie o Żydach i Izraelu im. Majera Bałabana”.


Żydowski Instytut Historyczny im. Emanuela Ringelbluma w dniu 22 stycznia 2016 roku ogłasza siódmą edycję organizowanego, co dwa lata

Konkursu im. Majera Bałabana na najlepsze prace magisterskie i doktorskie o Żydach i Izraelu.
Oprawione prace konkursowe wraz z kompletem wymaganych dokumentów prosimy nadsyłać pocztą na adres:


Żydowski Instytut Historyczny
im. Emanuela Ringelbluma
ul. Tłomackie 3/5
00–090 Warszawa

do dnia 15 marca 2016 roku (za datę zgłoszenia pracy zostanie uznana data stempla pocztowego)
lub też dostarczyć osobiście do sekretariatu Instytutu.

Na zgłoszenie składają się:

  • poprawnie i kompletnie wypełniona karta zgłoszeniowa (tylko forma elektroniczna),
  • zgłoszenie uczestnictwa podpisane przez autora pracy wedle załączonego wzoru, (wydruk),
  • oświadczenie uczestnika podpisane przez autora pracy wedle załączonego wzoru, (wydruk),
  • oprawiony egzemplarz pracy w wersji obronionej w formie papierowej opatrzony numeracją stron oraz spisem treści (wydruk),
  • egzemplarz pracy w wersji obronionej w formie elektronicznej w formacie PDF, identyczny z egzemplarzem papierowym, opisany i dostarczony na nośniku elektronicznym (płyta lub pendrive), najlepiej spakowane w przezroczystą, foliową kopertę

Pracę oraz wszystkie wymagane dokumenty prosimy przesłać razem w tej samej, wzmocnionej kopercie.

Wyniki Konkursu ogłoszone zostaną w październiku 2016 roku na stronie internetowej ŻIH.

Prace oceniać będzie jury Konkursu, składające się z naukowców ŻIH oraz UW.

Przewodniczącym jury jest prof. dr hab. Andrzej Żbikowski, a sekretarzem dr Agnieszka Żółkiewska.

Zainteresowanych udziałem w Konkursie prosimy o zapoznanie się z załączonym Regulaminem, a także z oświadczeniem, zgłoszeniem uczestnictwa oraz kartą zgłoszeniową, których wypełnienie jest warunkiem przystąpienia do Konkursu. Wszelkie pytania prosimy kierować na adres mailowy: edukacja@jhi.pl  Uprzejmie prosimy, aby w tytule e-maila wpisać: konkurs Bałabana

Zapraszamy do udziału w Konkursie!

Skład jury:

  • Ryszard Burek – orientalista, wydawca, ŻIH
  • dr Helena Datner – historyczka, socjolożka, ŻIH
  • dr hab. Jan Doktór – historyk, ŻIH
  • dr Paweł Fijałkowski – historyk, archeolog, ŻIH
  • dr Alina Molisak – polonistka, badaczka literatury, UW
  • dr Katarzyna Person — historyczka, ŻIH
  • dr Anna Rosner – historyczka, ŻIH
  • dr Bożena Umińska-Keff – badaczka literatury, publicystka, poetka, ŻIH
  • prof. dr hab. Andrzej Żbikowski (przewodniczący) – historyk, ŻIH
  • dr Agnieszka Żółkiewska (sekretarz) – badaczka literatury, tłumaczka, ŻIH

Konkurs im. Majera Bałabana

Organizowany co dwa lata konkurs im. Majera Bałabana na najlepsze prace magisterskie i doktorskie o Żydach i Izraelu.

Pomysł Konkursu narodził się w Żydowskim Instytucie Historycznym w 1990 r. Uznaliśmy wówczas, że jest to potrzeba chwili. Po przełomie ustrojowym zaczęły powstawać prace z zakresu humanistyki, które przełamywały rozliczne tabu kultywowane w poprzedniej epoce. Jedną z takich białych plam były dzieje Żydów w Polsce. Wiedzieliśmy, że w różnych ośrodkach naukowych młodzi badacze podejmują ten temat, jednak nie bardzo było wiadomo gdzie i jakie prace powstają. Chcieliśmy, by ŻIH stał się miejscem, gdzie te prace mogłyby być przechowywane, służąc innym. Tak się też stało – nasze archiwum zgromadziło obszerną kolekcję prac konkursowych. Dziś możemy z dumą powiedzieć, że nasz Instytut stał się jedynym w Polsce centrum informacji o kierunkach podejmowanych badań w tematyce żydowskiej.

Mieliśmy ambicję, by dzięki konkursowi ŻIH miał wpływ na merytoryczny poziom badań nad dziejami i kulturą Żydów. To także się udało. Wielu uczestników naszych konkursów kontynuowało badanie tematyki żydowskiej, z sukcesem realizując kariery naukowe. Można wymienić prof. Grzegorza Berendta, który dostał w pierwszym konkursie (1991) wyróżnienie za pracę magisterską, a w trzecim – za doktorat. Obecnie kontynuuje swoje badania jako profesor na Uniwersytecie Gdańskim, szefując jednocześnie gdańskiemu oddziałowi Instytutu Pamięci Narodowej. Nagrodę otrzymała Bożena Szaynok, która jest obecnie profesorem na Uniwersytecie Wrocławskim, Eugenia Prokop-Janiec i Michał Galas — obecnie profesorowie UJ oraz prof. Wacław Wierzbieniec, obecnie rektor Uniwersytetu Rzeszowskiego. Jedna z laureatek Trzeciego Konkursu, Barbara Engelking, obecnie profesor, założyła Centrum Badań nad Zagładą Żydów. Inny uczestnik, Edward Kopówka jest teraz kierownikiem Muzeum w Treblince, a Sławomir Żurek stworzył Pracownię Literatury Polsko-Żydowskiej na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim im. Jana Pawła II.

Staramy się podtrzymywać kontakty z laureatami, dzięki czemu wiemy, że niektórzy, choć nie pracują naukowo, to działają — jako nauczyciele lub działacze społeczni — w swoich środowiskach na rzecz propagowania wiedzy o dziejach i kulturze żydowskiej oraz poprawy stosunków polsko-żydowskich.

Od roku 2009 roku konkurs ŻIH nosi imię profesora Majera Bałabana, wybitnego historyka polskich Żydów.

(na podstawie tekstu dr Aliny Całej, wieloletniej Przewodniczącej poprzednich edycji Konkursu)

O PATRONIE KONKURSU

Urodzony we Lwowie w 1877 roku Majer Bałaban jako pierwszy zastosował nowoczesne metody naukowe do badań nad dziejami polskiego żydostwa, przyczyniając do wielkiego postępu historiografii polskich Żydów. Uważał, czemu dawał wyraz w swoich książkach i artykułach, że społeczność polskich Żydów należała do najważniejszych i najbardziej twórczych w dziejach żydostwa na całym świecie. Jego prace o Żydach lwowskich, krakowskich i lubelskich stanowią po dziś dzień istotne kompendia wiedzy na ten temat. Podkreślał znaczenie badań historii polsko-żydowskiej zarówno jako integralnej części powszechnych dziejów Żydów, jak i kluczowego składnika historii Polski.

W czasie I wojny światowej służył jako rabin wojskowy w Lublinie. W okresie międzywojennym uczył, kierował Seminarium Rabinicznym w Warszawie, wykładał na Uniwersytecie Warszawskim i w Instytucie Nauk Judaistycznych, którego tradycje pielęgnuje do dziś, mieszczący się w jego dawnym gmachu Żydowski Instytut Historyczny im. Emanuela Ringelbluma. Nawet podczas okupacji hitlerowskiej, uwięziony w warszawskim getcie, Bałaban nie zaprzestał pracy naukowej. Zmarł na przełomie 1942/43 roku.


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Odznaczenia dla pracowników Teatru Żydowskiego

JEWISH.PLOdznaczenia dla pracowników Teatru Żydowskiego


Fot. Janusz Paliwoda/Teatr Żydowski

Po zakończeniu wczorajszego spektaklu „Noc całego życia” odbyła się uroczystość wręczenia odznaczeń pracownikom Teatru Żydowskiego.

Na wniosek Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego, za wzorowe, wyjątkowo sumienne wykonywanie obowiązków wynikających z pracy zawodowej, odznaczeni zostali:

MEDALEM ZŁOTYM ZA DŁUGOLETNIĄ SŁUŻBĘ

  1. Adam BALIŃSKI
  2. Marian DUTKOWSKI
  3. Jan GRENWALD
  4. Bolesław KULKOWSKI
  5. Grażyna MAKSIM
  6. Elżbieta ORZECHOWSKA
  7. Wojciech PIEŃKOWSKI
  8. Anna RYCZAŁEK
  9. Małgorzata SZURMIEJ-KRAUZE
  10. Iwona ZGIEP

Na wniosek Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego za osiągnięcia artystyczne, odznaczeni zostają:

ZŁOTYM KRZYŻEM ZASŁUGI

  1. Ewa DĄBROWSKA
  2. Teresa WROŃSKA

 

SREBRNYM KRZYŻEM ZASŁUGI

  1. Piotr SIERECKI

 

BRĄZOWYM KRZYŻEM ZASŁUGI

  1. Dariusz FALANA
  2. Ryszard KLUGE
  3. Małgorzata MAJEWSKA
  4. Joanna RZĄCZYŃSKA

twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Realizm po Auschwitz. Recenzja filmu „Syn Szawła” László Nemesa

Realizm po Auschwitz. Recenzja filmu „Syn Szawła” László Nemesa

Paweł Sawicki


W swoim nominowanym do Oscara fabularnym debiucie węgierski reżyser spogląda na Zagładę – niemal dosłownie – oczami kogoś, kto trafił na samo dno jej piekła. Czy balansując między dosłownością a symbolizmem, przybliża on widza do tego doświadczenia, czy może mu w tym przeszkadza?

Do dziś pamiętam, jak ogromne wrażenie zrobiło na mnie pierwsze spotkanie z Henrykiem Mandelbaumem, byłym więźniem Auschwitz i członkiem Sonderkommando (niem. ‘specjalna grupa robocza’), złożonego głównie z młodych i silnych Żydów zmuszonych przez Niemców do wykonywania pracy, którą ciężko określić inaczej niż nieludzka. Musieli oni obsługiwać urządzenia zagłady, wyjmować zwłoki z komór gazowych, przeszukiwać ciała, wyrywać złote zęby, obcinać włosy, palić zwłoki, podtrzymywać ogień na stosach spaleniskowych, polewając je ludzkim tłuszczem, kruszyć niedopalone kości w specjalnych młynkach, wyrzucać prochy…

Le fils de Saul - Laszlo Nemes - Photo 1

Kiedy staliśmy przy ruinach krematorium i komory gazowej V, pan Henryk opowiadał. Był obok, ale gdy patrzyłem mu w oczy, widziałem, że duchem gdzieś się oddala. Można było odczuć, że mówiąc o swojej „pracy” w Sonderkommando kilkadziesiąt lat temu, opowiada sceny, które wciąż ma przed oczami. Opowiadał o świecie niewyobrażalnym, świecie pojęciowo niedotykalnym. Słuchacze takich świadectw prześlizgują się tylko po powierzchni tego osobistego doświadczenia. Bo czy jesteśmy sobie w stanie wyobrazić, jak boli moment, kiedy staje się przed otwieranymi drzwiami komory gazowej i patrzy na górę stłoczonych zwłok? Co znaczy żyć, kiedy każdego dnia przechowuje się w pamięci obrazy zamordowanych niemowląt?

Od dziesięcioleci wsłuchujemy się w chór zeznań, relacji, wspomnień i zapisków, próbujemy przybliżyć się do tego doświadczenia, wypełnić przeróżnymi kolorami i odcieniami płótno osadzone w ramie zbudowanej z dat, faktów, dokumentów czy statystyk. W zmierzeniu się z naszą prywatną wyobraźnią starają się nam także pomóc/przeszkodzić (niepotrzebne skreślić) artyści. Taką próbą jest fabularny debiut węgierskiego reżysera László Nemesa.

48 godzin. 2880 minut. 172800 sekund

Sama fabuła „Syna Szawła” (trochę nie rozumiem, dlaczego polskie tłumaczenie tytułu nie korzysta z imienia Saul, ja pozwolę sobie pozostać przy tej wersji) węgierskiego reżysera László Nemesa (fikcyjna – co ważne i o czym za chwilę) jest bardzo prosta. Oto jesteśmy świadkami 48 godzin z życia Saula (w tej roli Géza Röhrig), węgierskiego Żyda, członka Sonderkommando w Auschwitz. W pewnym momencie w grupie ludzi wchodzących do rozbieralni komory gazowej dostrzega on chłopca, który przypomina mu jego syna. W głowie rodzi mu się jakaś szalona, niewyjaśniona obsesja. W ciągu następnych godzin Saul ryzykuje życiem (nie tylko swoim, lecz także innych więźniów), aby wydobyć zwłoki chłopca z komory gazowej i nie dopuścić do ich spalenia. Tu jednak jego szaleństwo się nie kończy. Chce, aby ciało zostało pochowane zgodnie z żydowską tradycją, w obecności rabina. Dowiaduje się, że znaleźć go może gdzieś w Sonderkommando, może w grupie rozsypującej prochy, może przy stosach spaleniskowych… Ukrywa ciało chłopca w pomieszczeniach mieszkalnych Sonderkommando i idzie na poszukiwania. Nie licząc się z niczym. Gotowy na wszystko.

Nemes zdecydował się w swojej filmowej opowieści na ciekawy zabieg formalny. Kamera jest niemal przyklejona do twarzy Saula. Nie odstępuje go ani na krok. Dzięki temu cały czas śledzimy nie tylko jego działania, lecz także pełną emocji twarz. Świat Sonderkommando jest gdzieś na drugim planie. Widzimy kolejne etapy procesu zagłady Żydów z całą jego przerażającą i przytłaczającą dosłownością, szaloną dynamiką, kakofonią dźwięków, różnorodnością używanych języków. Widzimy oszustwo prezentowane ofiarom przez esesmanów, a w końcu widzimy „pracowników” przy ich „pracy” – specjalnej „pracy”.

Widzimy też ślady zdarzeń prawdziwych, jak choćby wykonywanie przez członków ruchu oporu w Sonderkommando zdjęć dokumentujących przebieg eksterminacji. Warto pamiętać, że realne fotografie kobiet rozbierających się w pobliżu komory gazowej V, a także obraz spalania zwłok na otwartym powietrzu to dziś „antyikony” – jedne z najbardziej przejmujących obrazów z Auschwitz. Niezwykły jest także inny obraz – kadr pokazujący tylko korony drzew. Świadczy on o tym, jak mało czasu było na naciśnięcie migawki, jak ryzykowne było to zadanie. Te fotografie paraliżują. Oto ludzie w sytuacji krańcowo ekstremalnej, zdający sobie sprawę z nieuchronności swojego losu, chcą, aby świat na zewnątrz wiedział. Czy myśleli tylko o sobie współczesnych? Czy też tliła się w nich nadzieja, że w przyszłości istnieć będzie świat bez Auschwitz, a fotografie te będą świadczyć przez pokolenia?

Auschwitz widzimy wyłącznie „zza twarzy” lub pleców Szawła,
dzięki czemu dosłowność zrównoważona jest przedziwną intymnością.
Paweł Sawicki

Gdzieś w tle filmu wydarza się także powstanie, które faktycznie miało miejsce w Sonderkommando 7 października 1944 r. Nie miejsce tu, aby opisywać jego przebieg – odsyłam do opublikowanych niedawno przez Centrum Badań Muzeum Auschwitz wyników badań historyka dr. Igora Bartosika [1]. Wszystko ukazywane jest bardzo realistycznie. Dzięki temu, że obóz widzimy wyłącznie „zza twarzy” lub pleców Szawła, nie ma wrażenia epatowania brutalnością dla niej samej, a dosłowność zrównoważona jest – dzięki takiemu zabiegowi formalnemu – przedziwną intymnością. Niemniej jednak zaznaczyć należy, że jest to film skrajnie trudny i banałem byłoby określenie go jako „przeznaczonego dla dorosłego odbiorcy”. To film niewątpliwie przeznaczony dla odbiorcy przygotowanego i gotowego na tę konfrontację. To obraz momentami wywołujący w widzu niemal fizyczny ból, choć z punktu widzenia filmowej sztuki zrealizowany znakomicie. Może nawet zbyt znakomicie, bo przerażający świat krematoriów ukazany jest na ekranie z precyzyjną artystyczną konsekwencją. Chociaż wiemy doskonale, że Zagłada została zaplanowana w sposób racjonalny i każdy element procesu był przez sprawców dokładnie analizowany i poprawiany, to jednak z minuty na minutę coraz trudniej uwierzyć nam w fikcyjną historię bohatera umieszczoną w obozowych realiach. I być może dlatego symboliczne zakończenie filmu może wywołać pewien dysonans. Choć może jest ono właściwie bez znaczenia.

W pułapce realizmu?

Twórcy zaprezentowali swoją interpretację tego, jak mógł wyglądać Auschwitz. Nie wiem, czy chcę jednoznacznie oceniać i wartościować to, czy np. skondensowanie świata Sonderkommando do czasoprzestrzeni kilkudziesięciu godzin wychodzi tej opowieści na dobre, czy na złe. Nie chcę rozpoczynać debaty na temat tego, ile o judaizmie wie Saul i czy jego plan pochowania ciała w obecności rabina jest na pewno zgodny z zasadami żydowskiej religii. Nie chcę też rozkładać na czynniki pierwsze wszystkich historycznych szczegółów, wyliczać błędów czy niespójności. Problematyczna i wywołująca mocny wewnętrzny sprzeciw w osobie, która zawodowo zajmuje się historią obozu, jest chociażby scena pokazująca stosy spaleniskowe. W wielu elementach jest ona sprzeczna z tym, co wiemy z relacji świadków i dokumentów.

Choć widać, że twórcy filmu podjęli wysiłek sięgnięcia do źródeł, „Syna Szawła” nie należy traktować jako przykładu opowiadania o Auschwitz w sposób dokumentalny. Obóz jest tutaj narysowany grubą kreską – krematoria i komory gazowe wyglądają inaczej niż w rzeczywistości, sama architektura Birkenau nie została precyzyjnie odtworzona itp. Auschwitz potraktowany jest przez reżysera jako symbol, miejsce z jednej strony realne i wizualnie namacalne, a z drugiej strony coś niewyobrażalnego i nie do końca dotykalnego. Świat przedstawiony opiera się na wiedzy źródłowej, która jednak przechodzi przez filtr wrażliwości artystycznej twórców. I w żadnej mierze nie jest to zarzut. Nemes stara się bowiem przenieść opowieść dziejącą się w konkretnym miejscu na bardziej uniwersalny poziom opowiadania o tragedii człowieka, ludzi i ludzkości.

son-of-saul-1

Syn Szawła” pokazuje, że film przestaje bać się dosłowności w przedstawieniu Auschwitz i zaczyna zmierzać w stronę bardzo dobitnego realizmu. Nie wystarcza już symboliczne ujęcie dymiącego komina krematoryjnego czy esesmana wsypującego cyklon B do komory gazowej, przejmująca cisza lub emocjonalna muzyka, czy kilkusekundowa migawka ludzkich zwłok. Tutaj ów realizm, mimo tej dobitności, możemy jeszcze nazwać umownie symbolicznym, skoncentrowanym nie na rekonstrukcji szczegółów, lecz na oddaniu ducha historycznych wydarzeń. Nie wiem tylko, czy potrzebny jest on widzowi, bo coraz mniej rzeczy jest go w stanie poruszyć czy szokować, czy też dlatego, że pozwoli się on zbliżyć do czegoś, od czego chcemy uciec – od ciemnej otchłani rzeczywistości Auschwitz, stworzonej przez człowieka po to, aby człowieka w sposób industrialny przerabiać w proch, żeby z nienawiści zetrzeć z powierzchni ziemi nie tylko fizyczne osoby, lecz także wszystko, co definiuje ich człowieczeństwo. Bardzo ciężko jest zdefiniować tę cienką granicę, kiedy realistyczne przedstawienie Zagłady jeszcze służy ukazaniu prawdy, a kiedy jest już szokowaniem dla samego szokowania.

Nie wiem też, co sprawiło, że László Nemes postanowił opowiedzieć historię Saula, czy w ogóle trzeba ją było opowiadać. Być może kiedy odpowie na to pytanie w którymś z kolejnych wywiadów, ułoży mu się w końcu w głowie jakaś złota formuła, tak samo jak i mnie, od ponad ośmiu lat pracownikowi Miejsca Pamięci Auschwitz, układa się cały czas jedna dobra odpowiedź na zadawane po raz n-ty pytanie odwiedzającego: „Jak to jest pracować w tym miejscu?”.

Wiem jedno. Nie chcę oglądać „Syna Szawła” po raz kolejny.

*** (post scriptum)

„Syn Szawła” to obraz Auschwitz stworzony w twórczej wyobraźni László Nemesa, jednak czytając poniższy fragment relacji Henryka Mandelbauma, każdy z nas będzie musiał zmierzyć się z zamkniętym w niej fragmencie prawdy o Auschwitz wewnątrz swojej wyobraźni. Mimo wszystko autentyzm słów naocznych świadków ma większą moc niż film, który tylko interpretuje ich osobistą prawdę o obozie.

„Samo rzucanie ciał na stos także nie było łatwym zadaniem. Szczególnie w przypadku ciał osób tęższych. Wrzucanie do dołu osoby o większej posturze utrudniał fakt, że niełatwo było (pracując dwójkami) uchwycić ciało tak, aby odpowiednio silnie je rozkołysać. Ważne było także, aby ciało rzucone na stos upadło w miarę na jego środku. W przeciwnym przypadku następowało tylko częściowe zwęglenie ciała i musieliśmy przerzucać takie niedopalone szczątki za pomocą haków do sąsiedniego dołu, w którym akurat palił się ogień. Odnośnie samego spalania pragnę zaznaczyć, że najszybciej spalała się głowa, ręce i nogi. Reszta korpusu się zwęglała. Na dobrą sprawę można powiedzieć, że ogień, widoczny jako jęzory ognia, pokazywał się tyko w przypadku, gdy z tęższego ciała wydobywał się tłuszcz, ewentualnie członkowie Sonderkommanda polewali stos tłuszczem. Na końcach dołów znajdowały się bowiem zagłębienia, w których gromadził się niedopalony tłuszcz. Za pomocą naczyń, z których były wykonane prowizoryczne czerpaki, nabierano ten tłuszcz i polewano nim stos. Dzięki temu podsycano ogień. Niemniej sam sposób kremacji w dołach oceniam jako bardzo prymitywny, a nawet nieprzemyślany, ponieważ wyraźnie było widać, że proces spalania hamowany był przez brak dobrego dostępu powietrza od spodu stosu. Wnętrze dołu było jedną wielką tlącą się masą. Widok był przerażający i nie sposób opisać nie tylko jego wyglądu, ale także potwornego swądu towarzyszącego takiemu spalaniu” [2].


Przypisy:
[1] Igor Bartosik, „Bunt Sonderkommando 7 października 1944 roku”, Państwowe Muzeum Auschwitz-Birkenau, Oświęcim 2014.
[2] Henryk Mandelbaum, Archiwum Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau, Zespół Oświadczenia, t. 160, s. 151.


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com