Archive | 2016/01/31

Stowarzyszenie Dzieci Eichmanna

Stowarzyszenie Dzieci Eichmanna

Andrzej Koraszewski



Żyjemy w różnych narracjach, ale jesteśmy tolerancyjni. Można powiedzieć, że żyjemy w epoce wielkiej tolerancji. Trudno powiedzieć dlaczego te różne narracje tak często zaczynają się od Żydów i kończą na Żydach. Różnice zdań są nieznaczne. Jedni mówią, że są podli Żydzi, a inni, że Żydzi są podli. Wśród ludzi dobrze wychowanych stwierdzenie, że należy zabić wszystkich Żydów, jest nadal towarzyskim nietaktem, poparcie dla planów Eichmanna należy wyrażać ostrożnie, najlepiej podpierając się ekspertyzą żydowskich historyków i żydowskich obrońców praw człowieka.

Stowarzyszenie Dzieci Holocaustu zrzesza w Polsce około 600 osób. Jak pisano na ich stronie internetowej w 2013 roku, „obecnie nasi najstarsi członkowie mają 87 lat a najmłodsi 69” (nowszych informacji brak). Dzieci Holocaustu to ludzie pochodzenia żydowskiego, którzy podczas wojny byli małymi dziećmi i byli przez nazizm skazani na zagładę, ale zostali uratowani przez ludzi dobrych i odważnych. Naziści zabili półtora miliona żydowskich dzieci. Większość na terenach okupowanej Polski. Dzieci Holocaustu są już w podeszłym wieku i z każdym rokiem jest ich coraz mniej. Stowarzyszenie Dzieci Eichmanna nie ma problemów z naborem nowych członków jest niezwykle prężne i z każdym miesiącem zdobywa nowe masy sympatyków. Stowarzyszenie nie jest formalnie zarejestrowane, zrzesza ludzi w ten lub inny sposób popierających ostateczne rozwiązanie kwestii żydowskiej.

Sam Adolf Eichmann w wiele lat po wojnie, na emigracji w Argentynie, kierował swoje nadzieje raczej do muzułmanów niż do mieszkańców Zachodu. Uważał, że to muzułmanie ocenią go sprawiedliwie i uznają szlachetność jego planów ostatecznego rozwiązania kwestii żydowskiej. W roku 1956 pisał:

Wy, 360 milionów mahometan, z którymi mam silny związek wewnętrzny od dni mojej więzi z waszym Wielkim Muftim Jerozolimy. Wy, którzy macie większą prawdę w surach waszego Koranu, wzywam was, byście mnie osądzili.

Nadzieje, że wynik tego osądu będzie pozytywny nie były płonne. W wydanej 60 lat później książce Piotr Ibrahim Kalwas opisuje swoją rozmowę ze starym egipskim profesorem, który z rozpaczą mówił o rosnącej od lat trzydziestych ubiegłego wieku popularności „Mein Kampf” w krajach arabskich. Nazizm stał się częścią już nie tylko obłąkanych ambicji elit politycznych, ale mentalności arabskich społeczeństw. „Mein Kampf” nie zawierał jeszcze idei ostatecznego rozwiązania kwestii żydowskiej, jednoznaczny plan fizycznej eliminacji wszystkich Żydów naszkicowany został już po rozpoczęciu wojny i związany jest z nazwiskiem Adolfa Eichmanna właśnie.

W muzułmańskiej ideologii zamiar kontynuacji realizacji tego planu wyrażany jest pokrętnie przez odwołanie się do koranicznej obietnicy walki z Żydami do Dnia Sądu Ostatecznego, kiedy to ostatni Żydzi będą się ukrywać za drzewami i skałami, a drzewa i skały będą ludzkim głosem wzywać muzułmanów, by przyszli i ich zabili.

Ten mit religijny jest inkorporowany do konstytucyjnych dokumentów (Hamas), jest przywoływany przez czołowych polityków (Iran, Autonomia Palestyńska i wiele innych) jest obecny w nauczaniu islamu na wszystkich kontynentach.

Jeden z najważniejszych duchownych Bractwa Muzułmańskiego, Jusuf Karadhawi, u progu Wiosny Arabskiej mówił:

Przez całą historię Allah zsyłał na Żydów ludzi, którzy karali ich za ich zepsucie. Ostatnią karę wymierzył Hitler przy pomocy wszystkich rzeczy, które im zrobił – chociaż oni to wyolbrzymili – udało mu się pokazać gdzie ich miejsce. To była dla nich boska kara. Z wolą Allaha następnym razem odbędzie się to z rąk wiernych. Na zakończenie mojej mowy chcę powiedzieć, że jedną rzeczą, na którą mam nadzieję, jest to że kiedy moje życie zbliży się do końca, Allah udzieli mi możliwości pojechania do ziemi Dżihadu i oporu, choćby w wózku inwalidzkim. Będę strzelał do wrogów Allaha, Żydów, a oni rzucą na mnie bombę i w ten sposób przypieczętuję moje życie męczeństwem. Chwała Allahowi, Panu Światów. Niechaj miłosierdzie i błogosławieństwo Allaha będzie nad wami.

W tej narracji mamy nieustannie obecną negację Holocaustu i równocześnie zamiar jego dokończenia. Jest tu podziw dla Hitlera i równoczesne oskarżanie Izraelczyków o nazizm, jest odwoływanie się do praw człowieka i nagradzanie terroryzmu.

Widzimy tu często świadomość, że zachodni członkowie Stowarzyszenia Dzieci Eichmanna oczekują pewnej ostrożności w wyrażaniu swoich sympatii i formułowaniu celów. Charakterystyczny jest poniższy wywiad z członkiem Komitetu Centralnego Fatahu, a więc ugrupowania, które wskazywane jest przez Zachód jako wiarogodny partner rozmów pokojowych mających na celu ustanowienie palestyńskiego państwa.

Polityk Autonomii Palestyńskiej zapewnia, że Hitler nie był moralnie zdeprawowany, że był tylko odważny. Palestyński dziennikarz z uśmiechem aprobaty przerywa wywiad, mówiąc, że nie warto za taki wywiad trafić do więzienia. Z tym lękiem przed uwięzieniem za wywiad to pewna przesada, izraelskie władze okupacyjne nie posiadają jurysdykcji w Autonomii, chociaż czasem aresztują a nawet zabijają terrorystów. To ostatnie nazywane jest przez polityków zachodnich „pozasądowym zabójstwem”. Interesujące określenie na działanie w obronie własnej i pozbawienia życia terrorysty w trakcie zamachu na ludzkie życie. Ostatnio najczęściej i najgłośniej o tych „pozasądowych zabójstwach” mówiła szwedzka minister spraw zagranicznych, jednak nie ona jedna.

Izrael jest jedynym na świecie państwem, potępianym i karanym za walkę z terroryzmem. Te głosy są szczególnie głośne w Szwecji i Norwegii. Nic dziwnego, z obydwu tych krajów kilkadziesiąt lat temu setki ochotników zgłaszało się do Waffen SS. Atrakcyjność Stowarzyszenia Dzieci Eichmanna związana jest z długą tradycją.

Jeśli idzie o zachodnich sympatyków Stowarzyszenia Dzieci Eichmanna, to starają się oni być wierni pytaniu „czy wolno krytykować Izrael?”. Narracja tej krytyki ma swój kanon – nie słyszymy gróźb, nie widzimy aktów terroru, litujemy się nad terrorystą i jego rodziną, żądamy pokoju, nie wiemy i nie chcemy wiedzieć, co druga strona rozumie przez pokój. Mapy, na których nie ma już Izraela nic nam nie mówią i nie zwracamy na nie uwagi. Ludzie dobrze wychowani bronią praw człowieka i kierują się empatią. Tylko tym, niczym więcej.

Kiedy wychowany do nienawiści piętnastolatek morduje matkę sześciorga dzieci, „New York Times”, najbardziej prestiżowy dziennik na świecie, zamieszcza łzawy reportaż o eksmitowanej z mieszkania Arabce. Dziennikarze tej gazety nie dotarli do informacji, że dom przed 1948 rokiem był własnością Żydów i że został przejęty przez Arabów w czasie jordańskiej okupacji Jerozolimy, że po odzyskaniu własności arabska lokatorka nie została wyrzucona, że ostatecznie eksmitowano ją po latach odmowy płacenia czynszu. Zbieranie tych informacji byłoby niestosowne, pilnie potrzebny był reportaż o cierpieniach Palestyńczyków zamiast informacji o dokonanym dzień wcześniej mordzie. „New York Times” osiemdziesiąt lat temu również zaprzeczał jakoby Hitler miał jakieś niemoralne poglądy.

Oczywiście „New York Times” nie popiera zapowiedzi dokończenia planów Adolfa Eichmanna, ależ skąd, nawet o nich nie informuje.

NYT nie jest odosobniony, czołowe brytyjskie dzienniki od lat donoszą w tym samym stylu. Jerozolima jest największym skupiskiem zagranicznych korespondentów na świecie. Korespondentów z misją, korespondentów, którzy mają dostarczyć dowodów, że Izrael jest jądrem ciemności, a jego likwidacja będzie zbawieniem dla ludzkości. Korespondenci rozmawiają tylko z tymi, którzy mówią to, co korespondenci chcą usłyszeć, rządy płacą organizacjom dostarczającym sfabrykowanych dowodów, historycy i dziennikarze gotowi dostarczać odpowiednich materiałów są nie tylko noszeni na rękach, otrzymują również stosowne gratyfikacje. Praca zagranicznego korespondenta jest w Izraelu niezwykle ciężka, tylko najsilniejsi mogą się przebić do pierwszego szeregu.

Tylko wielkonakładowe pisma mogą sobie pozwolić na wysłanie do Izraela dobrze wyszkolonych korespondentów. Kłamstwo powtórzone milion razy staje się prawdą. Niezachwianą prawdą elit społecznych. Nic dziwnego, że Stowarzyszenie Amerykańskich Historyków debatuje nad rezolucją potępiającą Izrael. Na konferencji w Atlancie 9 stycznia 2016 rezolucja została odrzucona 111 głosami przeciwko 50. Interesujące jest jednak fakt, że jest to jeden epizod z całej fali niesłychanie podobnych działań. W tym samym czasie ponad siedemdziesięciu brytyjskich lekarzy zaproponowało wyrzucenie Izraela z World Medical Association. Znaczna część zachodniego akademickiego świata jest głęboko zanurzona w narracji Stowarzyszenia Dzieci Eichmanna.

Oczywiście kształceni na uniwersytetach i czytający prasę studenci podzielają poglądy swoich najbardziej postępowych nauczycieli.

Lisa Marie Mendez z University of California Los Angeles została skarcona przez władze uczelni za serię wpisów o „pieprzonych syjonistycznych świniach, mordercach palestyńskich dzieci, kapitalistycznych kolonialistach okradających inne rasy”. Studentka oskarża Żydów o rasizm, nazizm i dziesiątki innych grzechów. Jej poglądy nie dziwią, dziwi fakt, że ktoś jednak dostrzegł, że jest to mowa nienawiści i uznał, że należy zwrócić dziewczynce uwagę.

Ugruntowane poglądy tej studentki (i setek tysięcy jej rówieśników) oparte są na autorytecie organizacji Narodów Zjednoczonych, a w szczególności oenzetowskiej Rady Praw Człowieka, Amnesty Interniational, Human Rights Watch, wielkich, renomowanych mediów. Narracja wydaje się być ujednolicona, zmienne jest tylko nasycenie oszczędnym posługiwaniem się prawdą. Emerytowany dziennikarz BBC proponuje mi uzupełnienie lektur o świecie. Oferuje listę autorów pozwalających lepiej zrozumieć otaczającą mnie rzeczywistość. Ilan Pappe, Noam Chomsky, Norman Finkelstein, Judith Buttler, Max Blumenthal. Czytając tę listę zalecaną przez dziennikarza znanej z najwyższych standardów dziennikarstwa rozgłośni zaczynam podejrzewać, że jestem antysemitą, sami Żydzi. Pierwszy z tej listy, rzekomo historyk, ale deklaruje otwarcie, że fakty się dla niego nie liczą, drugi znany z negowania zbrodni Pol Pota, miłości do Mao, otwarcie popierający ludobójczy Hezbollah i otwarcie głoszący niechęć do Izraela wykraczającą daleko poza namiętność cytowanej studentki. Finkelstein autor książki „Przedsiębiorstwo Holocaust”, Buttler uważająca, że Hamas to pełnoprawna część światowej lewicy i Blumenthal, podobnie jak Buttler, nie tylko staranie ukrywający zbrodnie Hamasu, ale przez lata starający się udowodnić. że obrona życia obywateli Izraela jest zbrodnią przeciw ludzkości.

Tych zalecanych autorów łączy poparcie narracji otwarcie głoszącej zamiar dalszej realizacji planów Adolfa Eichmanna, łączy ich również żydowskie pochodzenie, stanowiące niezwykle cenne alibi dla nieżydowskich członków Stowarzyszenia Dzieci Eichmanna. Podzielający poglądy tych autorów zapewniają, że mając żydowskich nauczycieli nie mogą być antysemitami, że zajmują się wyłącznie krytyką Izraela, walczą o pokój i wspierają Palestyńczyków.

Wszyscy wspierają Palestyńczyków, chociaż czasem to poparcie ze strony feministek czy gejów może wydawać się odrobinę samobójcze. Również głęboko oddani walce z kolonializmem tracili czasem życie jadąc z poparciem dla wspólnej sprawy. (Patrz m. in. życie i śmierć Vittorio Arrigoni, włoskiego aktywisty na rzecz Hamasu.)

Rachel Wahba mieszka w San Francisco, jest psychoterapeutką, pochodzi z żydowskiej rodziny egipsko-irackiej. Jak pisze, współcześni muzułmańscy fundamentaliści proszą codziennie Allaha “Itbach el Yahud” – wyrżnij Żydów. Jej rodzice słyszeli ten okrzyk w Iraku i w Egipcie, dziś słyszymy go w Europie. Obok fizycznych morderczych napaści, widzimy zalew nieskrywanej ludobójczej nienawiści w Internecie.

Bandy Hezbollahu i Hamasu traktowane są przez romantycznych mieszkańców Zachodu jak bojownicy o wolność i sprawiedliwość. Ich nieodłączny okrzyk yitbach el Yahud pozostaje z jakiegoś powodu niezauważony.

Nie zawsze mam pewność, czy jest niezauważony, czy dyskretnie świadomie pomijany, właśnie dlatego, że jest aprobowany, ale nie wypada tego głośno mówić. Zapewne mamy tu cały wachlarz postaw i poglądów. Wielu ludzi informacji o tym okrzyku nie dopuszcza nawet do podświadomości, walczą przeciw kolonializmowi, walczą o wolność i demokrację. Inni, jak Adolf Eichmann, świadomie upatrują nadzieję w muzułmanach. Jeszcze inni nienawidzą jednych i drugich i marzy im się wielki Holocaust na półtora miliarda plus Żydzi.

Pod filmem Hamas uczy dzieci: zabijajcie wszystkich Żydów polski internauta pisze (zachowana pisownia oryginału):

No i bardzo dobrze, nienawidzę muzułmanów ale narodu obrzezanego również. Te dwie zarazy powinny być zmiecione z powierzchni ziemi. Kto odpowiada za tą inwazję muslimów? Chyba każdy nieco ogarnięty w temacie wie doskonale że to robota parchów. Solidarność to również twór żydlęcy. Od 25 lat rządzą nami same parchy, no i co? przelewa wam się z nadmiaru bogactwa. Już tyle polaków uciekło z judeopoloni, taki oni tu dostatek mieli. Nie chcieliście socjalizmu to macie dziki kapitalizm. Czyli brud, smród i ubóstwo oraz wszelką patologię. Ten kraj przez żydów nie istnieje.

Stowarzyszenie Dzieci Eichmanna ma miliony członków ze wszystkich warstw społecznych. Jego polski oddział jest ubogi i bez znaczenia. Od wojny i Zagłady minęło ponad siedemdziesiąt lat. Międzynarodowy porządek ustanowiony po tej wojnie rozpadł się ćwierć wieku temu, nowy porządek okazał się chwiejny i rodzi wiele niepokojów. Irracjonalną odpowiedzią na strach jest powrót do odwiecznych zabobonów. Dzieci Holocaustu powoli wymierają, Stowarzyszenie Dzieci Eichmanna zdobywa niezliczone ilości sympatyków. Awangarda z salonów mamrocze „Nigdy więcej” i powtarza pokojową propagandę tych, których głównym hasłem jest okrzyk yitbach el Yahud.


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


The Departure of the Jews and the Decline of Western Europe

The Departure of the Jews and the Decline of Western Europe

Michael Lumish


European Union Map
European Union Map-

In a piece by Italian journalist Giulio Meotti for Israel National News we read that the last Jews of Sweden are departing for more amicable locales.

He writes:


… Jews are fleeing Malmö. In the seventies, the community had more than 2,000 members: today there are less than 500. The others left for Stockholm or for Israel. The Simon Wiesenthal Center issued a warning to all Jews who visit Malmo, “hide public religious signs and do not speak Hebrew.”


The Departure of the Jews

Jews in Europe are not only losing their rights to walk in safety in the streets of their towns and neighborhoods, they are even being robbed of their public identity as Jews so that their “filthy-footed” presence does not incite the local Jihadis or Islamists into fits of bloody genocidal rage.

Meotti writes:


Before the attack in Copenhagen, a year ago, there were 23 children in the Jewish kindergarten in Malmö: today there are only 5 left. The armed guards in front of the school triggered panic and parents prefer to enroll their children in public school. It is the end of Jewish identity. Some people whispered that the synagogue of the city will soon be turned into a museum. From 2010 to today, the synagogue lost a third of the faithful. The rabbi, Shneur Kesselman, is constantly attacked in the streets: almost 200 episodes of anti-Semitism in ten years.


But this kind of thing has been going on for the Jews of western Europe, and particularly towns with high rates of Arab-Muslim immigration like Malmö, for many years now. It is not an exaggeration to say that traditional Arab-Muslim violent prejudice against Jews, now justified through the demonization of the Jewish state, is driving Jews out of their homes in Europe.

If a Jew cannot walk down the streets of Marseille without looking over his shoulder for the sudden appearance of a knife-wielding maniac screeching “Alahu Akbar” then Jews have lost their freedom to live like normal human beings in the European countries of their birth.

According to Meotti, a European Jewish Congress poll shows that around one-third of European Jewry, about 700,000 people, is considering emigration out of what is becoming a European nightmare.

Meotti concludes:


This is what Malmö teaches Jews all over Europe: for the Jews, the next step after removing the kippah is leaving the city and then the country. The once placid and civilized Sweden, the “paradise of refugees” has turned into a nightmare for the Jewish people.


Few non-Jews in Europe care about this unjust Quran-based malice toward the Jewish people because they think that nefarious “Zionists” support the allegedly racist, colonialist, imperialist, militaristic, genocidal, apartheid, racist State of Israel and, thus, richly deserve whatever beatings Arab-Muslims wish to dish out.

So, Jews have lost their freedom to live normal lives in Europe, but now native Europeans are learning what Jewish Europeans have known for a long time, i.e, they are not safe in their homes, their townships, or their country.

The Decline of Western Europe

In a relatively new German blog concerned with the immigration crisis we learn that in the small city of Hilden, Germany, a 36 year-old Iraqi migrant attempted to rape an 8 year old German girl who managed to escape. The German news media, in-line with Angela Merkel’s open-door immigration policies, barely covered the story, just as they are down-playing all such stories up to, and including, the mass immigrant attacks on women in the city of Cologne.

It took four days for the German news media to even bother covering that story.

The anonymous blogger writes:


So now even the most tolerant parent in Hilden will, from now on, probably stop letting his or her children walk around their small town alone. The chance of an incident just rose from tiny enough to be ignored to still very small, but no longer negligible. And everyone knows that this small but significant change in the level of social trust came about for one reason alone: that hundreds of strangers, mostly young single men from a vastly different culture, were brought into their sleepy community.


For Germans to live in fear of the “Syrian war-refugees” – which, for the most part, are not Syrian war-refugees – is to sacrifice a serious measure of their well-being, both physical and otherwise, and to rob their children of the freedoms that they, themselves, took for granted when they were young.

After the series of Taharrush Gamea in Cologne on New Years Eve, what the India Times calls The Sickening And Terrifying Arab Rape Game That Is Spreading Across Europe, Cologne’s Mayer, Henriette Reker, told the young women of her city, “It is always possible to keep a certain distance that is longer than an arm’s length.”

In Munich they have even started distributing flyers to immigrant men that suggest that assaulting women may not be a very good idea.

What accounts for this unbelievable stupidity, insensitivity, and refusal to take the necessary measures to clamp down on these remarkable scum, is politics. Reker, like many western European politicians, opinion makers, and media people, is heavily invested in the immigration policies of Merkel, Sweden, and the EU. She is, therefore, willing to fling young German women to the rapists rather than stand against an immigration policy that is violently shaking Europe and that could easily lead to the demise of its liberal, democratic nature.

Media Complicity

Read more: The Departure of…


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


I w Pruszkowie było getto… – 75 rocznica likwidacji getta w Pruszkowie

Pruszków MówiI w Pruszkowie było getto… – 75 rocznica likwidacji getta w Pruszkowie

Angelika Sobańska


Dzisiejsza ulica Komorowska w Pruszkowie jest jedną z wielu ulic pruszkowskich i nie wyróżnia się niczym. Jednak był czas, kiedy po jej jednej stronie nie mogli chodzić Polacy, a po drugiej Żydzi… Wtedy była ona granicą, jedną z czterech. A były to granice getta pruszkowskiego.

Getto

Dzisiejsze ulice getta są dla nas takie zwyczajne, bo idąc nimi nie znajdziemy śladów, że to na tym terenie wydzielono obszar getta. Nie ma tutaj zarysowanych granic getta jak w Warszawie – metalowymi płytami z napisem „Mur getta”, bo tutaj żadnego ogrodzenia, muru nie było. Terenu pilnował policjant, ale pozwalał Żydom wychodzić i nawet handlować. Oprócz Komorowskiej, granicami getta były ulice Armii Krajowej, Ceramiczna, Polna. W listopadzie 1940 r. Żydzi musieli się przenieść na ten obszar, opuszczając swoje mieszkania i zapewne nie bardzo wiedząc co będzie dalej z ich losem. Był to niewielki teren na którym musiało się pomieścić 1331 Żydów. Wcześniej mieszkało tutaj tylko 623 Polaków.

Patrząc na te liczby można sobie wyobrazić, że warunki nie były dobre i panowała ciasnota, a we wspomnieniach różnych ludzi się to potwierdza – Henryk Krzyczkowski, autor kilku książek o Pruszkowie ze swoich młodych lat, wspomina w „W cieniu Warszawy”, że „warunki ich życia były nadzwyczaj tragiczne. Tego nie da się opisać ani opowiedzieć.

Wyglądali coraz biedniej. (…) i z każdym dniem smutniejsi.” W getcie panował głód, ale Żydzi mogli liczyć na pomoc Pruszkowiaków, a do tej pomocy nawoływali także niektórzy księża z miejscowych parafii. Mimo tych problemów, w getcie starano się żyć normalnie – konspiracyjnie działała młodzieżowa organizacja syjonistyczna, dzieciom zapewniono naukę, kontynuowano działalność Żydowskiego Koła Dramatycznego.

Nie było jednak wolności, bezpiecznego domu, a wszędzie unosiła się niepewność jutra i strach. Niemcy, spotykanych Żydów na mieście, wyzywali, bili, kopali, a na koniec tego bestialskiego traktowania kazali im się ukłonić, jak wspomina Henryk Krzyczkowski.

Likwidacja

W styczniu 1941 r. zaczęła roznosić się wiadomość, że Żydzi z Pruszkowa zostaną wysiedleni. Już 25 stycznia nie pozwalano nikomu opuszczać getta. 30 stycznia 1941 r. o godz. 8 rano zaczęto wywozić Żydów do Warszawy. Najpierw przyjechano ciężarówkami po kobiety, dzieci i starszych mężczyzn i zawieziono ich do warsztatów kolejowych, w których poddano kąpieli i dezynfekcji. Z relacji świadków znany jest poniżający incydent, podczas którego żołnierze wpadli do wagonu z kąpiącymi się nagimi kobietami, golili im włosy oraz robili im zdjęcia. Ze względu na dużą ilość osób, nie poddano kąpieli wszystkich i zrobiono to dopiero w Warszawie.. Podróż specjalnym pociągiem trwała 4 godziny. Tak wyglądała deportacja Żydów pruszkowskich do getta warszawskiego… Zdecydowana większość już nigdy nie zobaczyła swojego miasta.


Rodzina Szpilbergów. Nikt nie ocalał.

Obchody 75 rocznicy likwidacji pruszkowskiego getta
Od tych strasznych wydarzeń, dziejących się tu, w naszym mieście, minęło już 75 lat.


Pierwszy raz w Pruszkowie odbędą się obchody upamiętniające likwidację getta pruszkowskiego. Wszystkich zainteresowanych zapraszamy w imieniu Książnicy Pruszkowskiej na 29 stycznia 2015 r. (piątek) na godz. 13:00 na teren znajdujący się w podwórzu kamienic na które można wejść przejściem pomiędzy kamienicami na ul. Bolesława Prusa 38 i 40.

Kiedyś pisałam już o tym miejscu- było to najważniejsze miejsce dla pruszkowskich Żydów, bo tutaj znajdowała się bożnica oraz rytualna łaźnia – mykwa, a także inne budynki żydowskie. Obchody będą kontynuowane także w sobotę 30 stycznia od 11:00. W obydwa te dni będzie można złożyć znicze i wieńce. Organizatorem jest Książnica Pruszkowska, a zaangażowaną osobą w organizowanie jest także m.in. pan Marian Skwara, któremu zawdzięczamy wiedzę o Żydach pruszkowskich, którą przedstawił on nam w swojej książce „Pruszkowscy Żydzi”.

Przy wejściu każdy otrzyma materiały na temat Żydów pruszkowskich, którzy zginęli w Holocauście oraz listę dzieci uczęszczających na lekcje religii mojżeszowej do szkoły powszechnej im. T. Kościuszki z których także prawie każde zostało zamordowane. Załączam te materiały do artykułu.


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com