Archive | June 2021

Organizer of Philadelphia Food Festival: We’re ‘Truly Sorry’ for Disinviting Israeli Vendor From Event

Organizer of Philadelphia Food Festival: We’re ‘Truly Sorry’ for Disinviting Israeli Vendor From Event

Shiryn Ghermezian


The Moshava food truck. Photo: Instagram.

The organizer of a Philadelphia food festival that was scheduled to take place over the weekend apologized on Wednesday for disinviting an Israeli-owned food truck from the event, which was ultimately cancelled amid outrage.

“We understand that our actions have hurt you and we are truly sorry. We want to be very clear that we do not support antisemitism or allow antisemitism in our spaces. Our actions were ignorant and inexcusable,” said Eat Up The Borders (EUTB), one of the organizers of the “Taste of Home” food festival, in a statement.

“We now see that excluding any particular vendor in the name of trying to protect them was the wrong decision,” the statement also said in part. “We did what we thought was best in the moment, but we failed.”

The festival, coordinated by EUTB and and the group Sunflower Philly, was called off less than a day after it was announced that the Moshava food truck, which serves Israeli cuisine, was disinvited from the gathering due to antisemitic threats of violence from anti-Israel activists.

EUTB explained in its statement that Moshava took part in the food festival in May 2021 and afterwards organizers received “some pushback from activists” who criticized the Israeli vendor’s involvement. EUTB’s responded by inviting a Palestinian food vendor to its June 2021 event, which Moshava was also invited to, but the Palestinian vendor pulled out before the festival “due to time constraints.”

“After attendees noticed the absence of the Palestinian food vendor, many suggested boycotting and protesting at the event,” EUTB said. “Two days prior to the event, we decided to prioritize the safety of all — Moshava, other vendors, and our guests — and postpone Moshava’s appearance until a future event. We made it clear that Eat Up The Borders and Sunflower Philly would like to continue working with them in the future, and work together to learn how to address such a fragile situation. We offered to give Moshava 10 percent of our door sales and vendors offered to share a portion of their proceeds to a cause they were apart of.”

“We were ignorant in our actions, and it was inexcusable,” EUTB added. “We are in touch with leaders from the Jewish and Palestinian community to aid us in our growth and further the conversation. We are truly sorry to Moshava, and the Jewish and Palestinian communities. We look forward to listening, learning, and growing from this.”

Moshava said in its own statement: “Although we were disappointed with how the situation was greatly mishandled we do not believe the organizers intention came from an antisemitic place but the threats they were receiving to their event were.”

Later on Wednesday, the Anti-Defamation League of Philadelphia welcomed the EUTB apology, saying that a number of Jewish groups would meeting with the event’s organizers to provide education and discuss further steps.

“We look forward to continuing this dialogue in order to realize our shared vision of a more just and equitable Philadelphia, in which people of all backgrounds and beliefs are treated with dignity and respect,” the group said on Twitter.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Brunatny Dolny Śląsk. Faszystowskie Odrodzenie Polski (Odc. 7)

Borys Nieśpielak / Forum


Brunatny Dolny Śląsk. Faszystowskie Odrodzenie Polski (Odc. 7)

PRZEMYSŁAW WITKOWSK


Na nazistowskim podglebiu wyrosła uliczna opcja narodowo-radykalna. Na ulice Wrocławia wylegli katoliccy terceryści i agresywni antysemici. Zdawało się przez chwilę, że stolica Dolnego Śląska stanie się „miastem nacjonalizmu”.

Oprócz Clubu 28 i zadrużan istnieje na Dolnym Śląsku jeszcze jedna grupa neofaszystów – tak samo antysemicka i rasistowska, ale zdecydowanie bardziej katolicka i nastawiona na duże, otwarte polityczne manifestacje. W pierwszej dekadzie naszego wieku to ona była zdecydowanie bardziej widoczna na ulicach i stadionie Śląska Wrocław.

Egzotyczna mieszanka

Pobicia, niszczenie mienia, ogromne marsze – Narodowe Odrodzenie Polski (NOP) przez kilka lat dominowało na lokalnej skrajnej prawicy, z Wrocławia czyniąc bazę wypadową „na Warszawę”. Kulminacją jego działania był 15-tys. Marsz Patriotów i atak na wykładzie Zygmunta Baumana.

Przez lata motorem dolnośląskiego NOP był ówczesny ogólnopolski rzecznik tego ugrupowania i członek jej prezydium Dawid G. rodem ze Świdnicy. Ten absolwent historii, a obecnie programista, w owym okresie był fotografem sportowym. Matką działacza jest Elżbieta G., była reprezentantka Polski w siatkówce i medalistka mistrzostw Europy i Polski, prezeska Miejskiego Klubu Siatkówki „Świdnica” oraz członkini Zarządu Dolnośląskiego Związku Piłki Siatkowej we Wrocławiu i wydziału młodzieżowego ogólnopolskiego związku. Po zakończeniu kariery związała się z PiS i pełniła funkcję radnej powiatu świdnickiego i sejmiku województwa dolnośląskiego. Z syna jest bardzo dumna. Jeszcze w 2005 r. startowała w wyborach samorządowych z list NOP.

Ideologia ugrupowania jest bardzo eklektyczna. Tzw. terceryzm albo trzecia pozycja to, najogólniej ujmując, jeden z prądów współczesnego neofaszyzmu, ruch jednocześnie antykapitalistyczny i antymarksistowski. Łączy katolicki dystrybucjonizm sformułowany przez brytyjskiego publicystę Gilberta Keitha Chestertona, korporacjonizm twórcy włoskiego faszyzmu Benito Mussoliniego, rumuński legionaryzm Codreanu Zelei oraz polski przedwojenny narodowy radykalizm ONR ABC. Do tego koktajlu dochodzi współczesny rewolucyjny nacjonalizm, etniczny separatyzm, ultrakatolicki lefebryzm czy nawet odrzucanie współczesnego papiestwa, Dżamahirija libijskiego przywódcy Muammara Kaddafiego. A wszystko w soczystym antysemickim sosie.

„Głównie chlanie”

NOP powstał już w latach 80. i początkowo był typową grupką narodowo-radykalną, oscylującą na obrzeżach polskiego życia politycznego, przez chwilę związaną nawet ze Zjednoczeniem Chrześcijańsko-Narodowym Wiesława Chrzanowskiego. Po nawiązaniu kontaktów z angielskimi i włoskimi neofaszystami przeszła ona pod wodzą Adama Gmurczyka radykalną metamorfozę. Grupa przejęła pismo „Szczerbiec”, które stało się główną trybuną neofaszyzmu w Polsce. NOP przyciągał co bardziej rasistowskich i antysemickich, ale jednocześnie ultrareligijnych skinheadów. Zniechęcał zaś wodzowskim prowadzeniem partii przez Gmurczyka.

Hitem wydawniczym NOP stał się „Mit Holocaustu” – książeczka z tekstami znanych negacjonistów Davida Irvinga i Roberta Faurissona, z której się dowiemy, że obozy Zagłady tak naprawdę były komfortowymi ośrodkami czasowego pobytu, komory gazowe wymyśliła komunistyczna propaganda, żadnego Shoah tak naprawdę nie było. Partia dzięki licznym kontaktom zagranicznym organizowała przez lata Obóz Letni Trzeciej Pozycji, gdzie po mszy uczestnicy trenowali sporty walki, strzelanie (broń krótka i długa) i ćwiczyli marszobieg na orientację, maskowanie, pierwszą pomoc, ewakuację rannego, czołganie w kanale burzowym.

– Wynajmowaliśmy ośrodek, kemping, na bramie wisiała flaga z falangą, na pierwszym obozie był jeszcze koncert. Wtedy było 70 osób, na drugim obozie już znacznie mniej. Trzy czwarte Polaków, trochę Rumunów, Czechów, innych narodowości – mówi o imprezie jej były uczestnik, dawny działacz NOP Paweł Bolek. – Głównie chlanie, wycieczki, strzelanie, był kupiony karabin do paintballu, ognisko na zamku – podsumowuje. Uczestnicy obozu podejrzewani byli w 1997 r. o zamordowanie przy szlaku wiodącym przez szczyt Narożnik w Górach Stołowych pary studentów. 25-letni Robert Odżga i 22-letnia Anna Kembrowska zginęli od strzałów w tył głowy. Ostatecznie nie udało się ustalić sprawców.

Sojusz z kibicami

O lokalnym znaczeniu NOP zadecydowały przede wszystkim ich liczne sojusze, zawiązane przez Dawida G. Kluczowe dla chwilowego sukcesu NOP we Wrocławiu okazało się zdobycie poparcia Romana Zielińskiego, wówczas lidera chuliganów Śląska Wrocław. Jeszcze w 2002 r. był on zwolennikiem startu kibiców Śląska do Rady Miasta z listy byłego przewodniczącego Unii Wolności Władysława Frasyniuka. W 2006 r. przeżył jednak „narodowe przebudzenie”, które opisał w książce „Jak pokochałem Adolfa Hitlera”, gdzie określił się jako antysemita, antykomunista, rasista, nacjonalista, wróg gejów oraz miłośnik dyktatury. Fotograf sportowy-nacjonalista Dawid G. i lider chuliganów Roman Zieliński szybko znaleźli wspólny język.

Na miejskim stadionie wznoszono ksenofobiczne okrzyki, zaczęły pojawiać się transparenty z napisami „skinheads”, krzyżem celtyckim, przekreślone sierpy i młoty, dziesięciometrowy transparent z hasłem „White Power” i inne nazistowskie symbole, jak „wilczy hak”, narodowo-radykalna „falanga” czy nacjonalistyczny „szczerbiec”. Buczano także z trybun na zawodników o innym niż biały kolorze skóry, wyzywano ich od małp, obrzucano bananami. Spotkało to we Wrocławiu m.in. Brazylijczyka Andrade Félixa, Nigeryjczyków Dawida Abwo, Hugo Enyinnayę czy Emmanuela Ekwueme.

Podobną przemianę przeszli kibice z Dzierżoniowa, Bielawy, Lubina czy Legnicy. Na marszach NOP zaczęły pojawiać się liczne reprezentacje fanów Śląska i Sparty Wrocław, ale także Promienia Żary, Chrobrego Głogów i Miedzi Legnica. Reprezentanta Gabonu Erica Mouloungui zwyzywano na fanpejdżu Śląska, a na stronie jednego ze stowarzyszeń kibicowskich pojawiły się sugestie, że powinien przedstawić dowód na to, że nie jest zarażony wirusem HIV.

„Tak się zabawia szlachta z Wrocławia”

Związany z chuliganami Śląska portal wroclawianie.info kolportował kilkadziesiąt wzorów naklejek, z których część zawierała rasistowskie i antysemickie napisy i rysunki: Hitlera z rzymskim salutem na tle flagi Śląska, hasła „Skinheads Hooligans 88” czy postacie trzech mężczyzn w glanach kopiących czarnego mężczyznę (i podpis: „Tak się zabawia szlachta z Wrocławia”). Demonstracje faszystów szybko urosły do kilkutysięcznych, a liderzy prawicowych ekstremistów wreszcie mogli przemawiać do tłumów.

Urząd miejski za prezydentury Rafała Dutkiewcza nie reagował. Dla magistratu problemem okazał się w tym kontekście stadion – wybudowany w 2012 r. na Euro za blisko 1 mld zł, a przynosił straty. Nietrafioną inwestycją było także przejęcie przez samorząd Śląska Wrocław, którego utrzymanie kosztuje rocznie kilkadziesiąt milionów złotych. Przy problemach z frekwencją na trybunach magistrat nie chciał sobie pozwolić na otwartą wojnę z kibicami. Efektem była coraz większa bezczelność i rosnąca liczba demonstracji.

Ultrakatolicy z neopoganami

Kolejny neofaszystowski sojusz należał już do bardzo egzotycznych. 21 marca 2007 r. przez wrocławski rynek przeszła demonstracja Narodowego Odrodzenia Polski i Nacjonalistycznego Stowarzyszenia Zadruga. Ramię w ramię, ochraniani przez policję, maszerowali ultrakatoliccy terceryści i neopoganie. Krzyczeli „Polska cała tylko biała”, „Polska dla Polaków”, „Każdy inny, wszyscy biali”, „Europa dla białych, Afryka dla HIV”, „Biała siła” i „Nasza święta rzecz, czarni z Polski precz”.

To było jedno z pierwszych publicznych działań Zadrugi. To młodsza i bardziej „ludowa” odnoga środowiska tzw. Rodzimej Wiary. Kiedy warszawski Niklot, mając intelektualne ambicje, rozważa aryjskie korzenie Słowian i hymny Rygwedy, Zadruga spotyka się raczej w lesie, żeby palić swastyki i runy i piec kiełbaski przy ognisku. Jej lider Dariusz P. „Wojsław” znany jest z zamiłowania do odważnej stylistyki (sumiaste wąsy, stroje wzorowane na przedwojennych) i pisania tekstów dla nacjonalistycznego zespołu Horytnica. Samo stowarzyszenie słynie z publikowania ledwie tylko przerobionych nazistowskich plakatów, gdzie zamiast swastyk umieszcza ich słowiańskie wersje – tzw. świaszczyce albo toporły Szukalskiego.

Zmiana warty

To część szerszej zmiany pokoleniowej w środowisku nacjopogan. Na jednego z liderów wyrasta w nim we Wrocławiu Rafał M. „Merol”, lider Wspólnoty Rodzimowierców „Watra”, były skinhead i muzyk, autor kilku książek o tematyce słowiańskiej. Jest neopogańskim kapłanem i zbiera fundusze na świątynię, która ma powstać we Wrocławiu. Od lat próbuje też budować karierę polityczną.

W przeciwieństwie do większości nacjopogan, będących raczej narodowymi socjalistami, ma poglądy wolnorynkowe. Działał w UPR Janusza Korwin-Mikkego, a wraz z Jarosławem Robertem Iwaszkiewiczem, późniejszym europosłem, był we władzach wrocławskiego oddziału Kongresu Nowej Prawicy. Po rozłamie w KNP przeszedł do Ruchu Narodowego i kandydował w wyborach samorządowych z ramienia tego ugrupowania. Do parlamentu startował z list Kukiz ’15.

Łącznikami „Watry” z nazistowską grupą Krew i Honor są Sylwia L. oraz „Szyja” i „Chińczyk” z zespołu lidera LTW, M.A.T. Project. Sylwia L. już w latach 90. związana była z Aryjskim Frontem Przetrwania. Dziś wydaje zin „Biały Grom. Pismo organizacji świadomości aryjskiej”. Wśród celów i dążeń grupy jest m.in. „wprowadzenie cenzury jako środka walki z demoralizacją narodu”. Recenzowane są tu także wszelkiego rodzaju neonazistowskie wydawnictwa muzyczne.

Przyjaciele z ONR

Początkowo dobre kontakty łączyły wrocławski NOP z ONR. Tu łącznikiem był niedawno zwolniony z IPN Tomasz Greniuch. Ówczesny lider narodowych radykałów karierę polityczną zaczynał właśnie w tej tercerystycznej partii. Uczestniczył nawet w II Rewolucyjnym Obozie Narodowego Odrodzenia Polski w Dusznikach Zdroju w wakacje 2000 r., a 11 listopada 2000 brał udział w zorganizowanych przez NOP obchodach Święta Niepodległości. Jeszcze w 2004 r. startował w wyborach z listy NOP do Parlamentu Europejskiego.

Dodatkowo łączyły radykałów wspólne wyjazdy NOP, Zadrugi i ONR na górę świętej Anny. Tam pod Pomnikiem Czynu Powstańczego demonstrowali ze świaszczycami, krzyżami celtyckimi i toporłami oraz wznosili okrzyki: „Żydzi, won z polskich stron!”, „Tu jest Polska, nie Izrael”, „Ani Unia, ani NATO, Polska tylko dla Polaków”. Działacze ONR, w tym Krzysztof F., Karol L. oraz Piotr B., wykonywali tzw. salut rzymski, popularnie nazywany hajlowaniem. Ci ostatni zostali za to skazani na pół roku więzienia w zawieszeniu na trzy lata, dozór kuratora sądowego i 1 tys. zł grzywny.

W kwietniu 2008 r. NOP i ONR postanowiły zorganizować w najstarszej części miasta – na Ostrowie Tumskim – wiec, by „uczcić polskich patriotów pomordowanych w Katyniu”. I znów pojawiły się transparenty wychwalające „Wielką Polskę” i hasła atakujące lewicę: „A na drzewach zamiast liści wisieć będą komuniści”. Doszło do starć z grupkami anarchistów i dopiero wtedy przedstawiciel magistratu rozwiązał manifestację. Policja zatrzymała ponad 200 osób, w tym przyszłego posła Konfederacji Grzegorza Brauna.

„Marsz Patriotów”

Przez kilka następnych lat raz NOP, raz ONR organizował regularnie w mieście demonstracje. A to wynajęli miejski tramwaj i jeździli nim po Wrocławiu w wagonach ozdobionych wielkim krzyżem celtyckim, hasłem „Biała siła” oraz reklamą ksenofobicznego portalu fuckpc.com, od czasu do czasu wznosząc okrzyki: „Raz sierpem, raz młotem czerwoną hołotę”. A to udali się nad Odrę, gdzie spalili kukłę przedstawiającą prof. Jana Tomasza Grossa i wrzucili ją do rzeki. Manifestowali też ku czci endeckich Narodowych Sił Zbrojnych, upamiętniając rocznicę powstania przedwojennego ONR, atak III Rzeszy na Rzeczpospolitą, wprowadzenie stanu wojennego czy zajęcie wschodniej Polski przez ZSRR. Żądali „ostatecznego rozwiązania problemu cygańskich koczowisk” i nazywali Wrocław „miastem nacjonalizmu”.

Kulminacją tych demonstracji był coroczny Marsz Patriotów, przez pierwszych kilka lat realna konkurencja dla dopiero rozkręcającego się warszawskiego Marszu Niepodległości. Grupował do 15 tys. ludzi. 11 listopada przyciągał bardziej narodowo-socjalnie nastawionych demonstrantów, a oprócz flag NOP dało się zauważyć transparenty Falangi, sieci Krwi i Honoru, Zadrugi oraz liczne flagi i banery kibicowskie. Początkowo antyfaszystowscy kontrmanifestanci z poparciem magistratu i lokalnej „Gazety Wyborczej” przeważali liczebnie. Jednak już w 2011 r. wrocławski rynek tonął w blasku pochodni niesionych przez nacjonalistów. Antyfaszyści zostali obrzuceni racami i płonącymi pochodniami. Rok później kontrmanifestowały już tylko dwie osoby.

Po marszu we Wrocławiu odbył się także zjazd z okazji 30. rocznicy istnienia NOP. Zaproszeni byli „Wielki Mag” Ku Klux Klanu David Duke, prorosyjski eksterrorysta Roberto Fiore z włoskiej Forza Nuova, delegacje ukraińskiej banderowskiej Swobody oraz niemieckiej neofaszystowskiej NPD. Rok później po marszu doszło już do regularnej bitwy. Uczestnicy zaatakowali skłot Wagenburg. Daniel S, jeden z jego mieszkańców, został skopany. Bito go kastetami, skakano po nim, połamano mu obojczyk, obie nogi i szczękę. Napastników było około setki. Zniszczyli samochody, wybili okna w wagonach mieszkalnych. Adam Gmurczyk, lider NOP, opublikował podziękowanie dla sprawców napadu. Umieścił na Facebooku grafikę z hasłem „To jest wojna. Nasz kraj, nasze zasady” oraz komentarz: „Jako człowiek – dziękuję im za to. Nie ustawajcie!”.

Walki przywódców

Początkiem końca ulicznej dominacji NOP we Wrocławiu były zajścia na Uniwersytecie Wrocławskim w czerwcu 2013 r. Kilkudziesięciu bojówkarzy pod wodzą Romana Zielińskiego i Dawida G. wdarło się wówczas na wykład prof. Baumana. Przez pół godziny okupowali salę, krzycząc do wiekowego socjologa: „Wypierdalaj”, „Raz sierpem, raz młotem czerwoną hołotę” i „Kogo zapraszasz, Dutkiewicz, kogo zapraszasz”. Wywoływany prezydent odpowiedział, że „nie będzie tolerował nacjonalistycznej hołoty”, domagał się zaostrzenia prawa, aktywniejszych działań rządu i surowych wyroków dla sprawców.

W latach 2014, 2015 i 2016 NOP utrzymywał jeszcze na wrocławskim marszu 10-tys. frekwencję. To jednak szczyt ich możliwości. Z działań politycznych wycofał się skazany za zajścia na uniwersytecie Dawid G., a wrocławscy kibice zaczęli odcinać się do Zielińskiego. Bez niego i stadionowych chuliganów NOP był w stanie zmobilizować 11 listopada 2017 r. ledwie 60 demonstrantów.

Po upadku NOP rozpoczęła się we Wrocławiu wojna nacjonalistycznych przywódców. Stanęli do niej Zieliński, Justyna Helcyk, Jarosław Bogusławski, Jacek Międlar i Piotr Rybak. Rybak to lokalny przedsiębiorca znany z tego, że w 2015 r. na wrocławskim rynku spalił kukłę symbolizującą Żyda, a w 2019 podczas obchodów rocznicy wyzwolenia KL Auschwitz zorganizował antysemicką demonstrację, podczas której głosił, że prawda o Holokauście została zafałszowana przez Żydów.

Helcyk to była już liderka dolnośląskiej brygady ONR. „Oni uważają, że białe kobiety niemuzułmańskie trzeba gwałcić!” – krzyczała do tłumu podczas antyislamskiej manifestacji zorganizowanej przez ONR we Wrocławiu jesienią 2015 r. „Biała Europa zmierza ku upadkowi. Rządzą nami żydowscy imperialiści, a przybysze wyrżną nas wszystkich w pień! Przyjadą po dzieci, staruszki i wszyscy będziemy bez głów! Nie pozwolimy, by islamskie ścierwo zniszczyło naród polski!”.

Bogusławski to kolejny lokalny przedsiębiorca. Kandydował dwukrotnie na prezydenta Wrocławia i do rady miejskiej, w tym w 2014 r. z poparciem Solidarności Walczącej i zmarłego niedawno marszałka-seniora i ojca premiera Kornela Morawieckiego. Międlar zaś to były członek ONR i ksiądz. Jeszcze jako duchowny zasłynął z antysemickich i antyislamskich przemówień na Marszu Niepodległości w 2015 r. i Marszu Patriotów w 2016. Wygłaszał również podobnej treści kazania, podczas których z ambony padały nacjonalistyczne, a nawet antysemickie hasła. Nazywano go duchowym opiekunem nacjonalistów.

Nowe pokolenie nacjonalistów

Po kilku latach przepychanek i zmian sojuszy skłócone i pełne wzajemnych urazów środowisko praktycznie się rozpadło. Helcyk z ONR odeszła z powodów osobistych, wyszła za mąż i zmieniła nazwisko. Pisowska prokuratura odwołała wobec niej zarzuty o nawoływanie do nienawiści. Bogusławski po mizernych wynikach w wyborach lokalnych zajął się działalnością gospodarczą, zaangażował w akcje antyaborcyjne i antyszczepionkowe. Dwa wyroki skazujące za przestępstwa z nienawiści wyciszyły nieco działalność Rybaka.

Międlar skłócony z dawnymi kolegami sam poprowadził we Wrocławiu kilkutysięczną demonstrację – Marsz Polski Niepodległej. 11 listopada 2019 r. miejscy urzędnicy zdecydowali się rozwiązać organizowany przez niego we Wrocławiu pochód po 20 minutach. Został też zatrzymany przez funkcjonariuszy ABW i doprowadzony do prokuratury, gdzie postawiono mu zarzuty nawoływania do nienawiści. Zieliński został pobity przez rywali spośród stadionowych chuliganów. Miał połamane obie nogi i długo leżał w szpitalu. W 2020 r. w wieku 59 lat zmarł. Dawid G. przestał być fotografem, jest programistą w jednej z zachodnich firm.

Dzieje dolnośląskiego neofaszyzmu tu się jednak nie kończą. Wyrasta jego nowe pokolenie: autonomiczni nacjonaliści, szturmowcy, czyli publicyści pisma „Szturm”, Marta N. i jej Ecolektyw. Ciągle istnieje też w mieście środowisko reakcyjnej skrajnej prawicy. W Sejmie zasiadają wrocławscy posłowie Konfederacji Grzegorz Braun i Krzysztof Tuduj. Lokalnie działają Robert Iwaszkiewicz, Halszka Bielecka, Bogdan Ludkowski, Zbigniew Jarząbek i Robert Maurer, trwa środowisko pism „Opcja na Prawo”(Józef Białek), „Stańczyk” (Tomasz Gabiś) czy Organizacja Monarchistów Polskich Adriana Nikla, aktywni są także naukowcy związani ze skrajną prawicą: Tadeusz Marczak, Damian Leszczyński, Roman Konik, Bogusław Paź czy Bartosz Jastrzębski. Trzeba pamiętać, co pisał Albert Camus: „Bakcyl dżumy nigdy nie umiera i nie znika, (…) nadejdzie być może dzień, kiedy na nieszczęście ludzi i dla ich nauki dżuma obudzi swe szczury i pośle je, by umierały w szczęśliwym mieście”.



Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Jews Feel Safer in Europe’s Conservative East Than Its Liberal West

CommentaryJews Feel Safer in Europe’s Conservative East Than
Its Liberal West A pervasive false impression.

Evelyn Gordon


This might be a contributing factor to the higher antisemitism in the West.”

The Joint Distribution Committee’s International Center for Community Development surveyed 893 Jewish leaders and professionals from throughout Europe and found that in general, Jews felt safe everywhere. Nevertheless, there was a stark difference between Eastern and Western Europe.


Evelyn Gordon, –  who writes for Commentary’s blog, is a journalist and commentator living in Israel.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Notices on Iran-Linked Websites Say They Have Been Seized by US

Notices on Iran-Linked Websites Say They Have Been Seized by US

Reuters and
Algemeiner Staff


Screenshot of the Press TV website notice.

Notices appeared on Tuesday on a number of Iran-affiliated websites saying they had been seized by the United States government as part of law enforcement action.

Iranian news agencies said that the US government had seized several Iranian media websites and sites belonging to groups affiliated with Iran such as Yemen’s Houthi movement.

Some sites later started to display as normal.

The website of the Arabic-language Masirah TV, which is run by the Houthis, read:

“The domain almasirah.net has been seized by the United States Government in accordance with a seizure warrant…as part of a law enforcement action by the Bureau of Industry and Security, Office of Export Enforcement and Federal Bureau of Investigation.”

The site quickly opened up a new, working website at www.almasirah.com.

Iran’s Arabic language Alalam TV said on its Telegram channel: “US authorities shut down Al-Alam TV’s website.”

A US Justice Department spokesperson had no immediate comment. Two US government sources indicated that the Justice Department was preparing an announcement on this issue.

The notices appeared days after a prominent hardliner and fierce critic of the West, Ebrahim Raisi, was elected as Iran’s new president and after envoys for Iran and six world powers including Washington adjourned talks on reviving their tattered 2015 nuclear accord and returned to capitals for consultations.

Notices also appeared on websites of Iran’s English-language Press TV and Lualua TV, an Arabic-language Bahraini independent channel which broadcasts from Britain.

“In what seems to be a coordinated action, a similar message appears on the websites of Iranian and regional television networks that claims the domains of the websites have been ‘seized by the United States Government’,” Press TV said on Twitter.

Last October, US prosecutors seized a network of web domains which they said were used in a campaign by Iran’s Revolutionary Guard Corps (IRGC) to spread political disinformation around the world.

The US Justice Department said then that it had taken control of 92 domains used by the IRGC to pose as independent media outlets targeting audiences in the United States, Europe, Middle East and Southeast Asia.

The semi-official Iranian news agency YJC agency said on Tuesday the US move “demonstrates that calls for freedom of speech are lies”.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Barbarossa, szok Stalina. 80 lat temu III Rzesza napadła na Związek Radziecki

Niemieckie wojska w drodze do Moskwy – na czele PzKpfw III Ausf G, październik 1941 r. (Fot. BE&W)


Barbarossa, szok Stalina. 80 lat temu III Rzesza napadła na Związek Radziecki

Bartosz T. Wieliński


Gen. Nikołaj Własik, szef ochrony Stalina, budzi przełożonego. – Pilny telefon. Na linii szef sztabu generał Gieorgij Żukow. Jest 22 czerwca 1941 r., godz. 3.45. Żukow melduje Stalinowi, że Luftwaffe bombarduje miasta wzdłuż granicy. Dyktator nie wierzy… Rozmowa z Anthonym Beevorem

.

Uważa, że bombardowania to prowokacja, w najgorszym wypadku spisek niemieckich generałów. To nie pierwszy telefon Żukowa. Kilka godzin wcześniej alarmował Stalina, że przez granice przeszedł kolejny niemiecki dezerter i ostrzegł, że jednostki Wehrmachtu przemieszczają się nad granicę, a rozkaz do ataku na ZSRR został wydany. Stalina to nie przekonuje, podobnie jak napływające od pół roku meldunki od coraz bardziej wystraszonych agentów wywiadu. – Brytyjczycy chcą nas wciągnąć w wojnę z Hitlerem – odpowiada na to dyktator.

Gdy wiosną sowieckie lotnictwo melduje, że niemieckie samoloty rozpoznawcze masowo naruszają granicę, a jeden samolot z czarnymi krzyżami na skrzydłach doleciał aż pod Moskwę, Stalin macha ręką. Atak Hitlera wydaje mu się sprzeczny z logiką. Po doświadczeniach pierwszej wojny światowej żaden niemiecki przywódca nie pozwoli sobie na wojnę na dwóch frontach. A przecież Wehrmacht i Luftwaffe mimo buńczucznych zapowiedzi niemieckich dowódców jeszcze nie rzuciły Wielkiej Brytanii na kolana.

Stalin nie wierzy w atak nawet wtedy, gdy niemieckie jednostki są już głęboko na terytorium sowieckim, zabrania Armii Czerwonej otwierać do nich ogień, by nie eskalować prowokacji.

– To nie wygląda na prowokację – mówi marszałek Siemion Timoszenko, ludowy komisarz obrony.

– Niemieccy generałowie, jeśli trzeba kogoś sprowokować, są w stanie zbombardować własne miasta – odpowiada Stalin.

Wiaczesław Mołotow, szef sowieckiej dyplomacji, dzwoni do niemieckiej ambasady. W słuchawce słyszy, że ambasador Friedrich-Werner von der Schulenburg jedzie do niego ze specjalną wiadomością. Ze spotkania z niemieckim dyplomatą wraca wstrząśnięty. – Niemcy wypowiadają nam wojnę – mówi.

Stalin jest w szoku.

Rozkazuje kontraktować, ale Niemcy miażdżą jednostki Armii Czerwonej. Radzieccy dowódcy nie są w stanie opanować chaosu, żołnierze po prostu rzucają broń. Większość pilotów nie może wystartować, setki samolotów Niemcy zniszczyli na pasach. Tydzień po ataku Wehrmacht zajmuje Mińsk. Stalin przekonany, że droga na Moskwę stoi przed Hitlerem otworem, jest przerażony. – Lenin stworzył to państwo, my je spier… – mówi.

Załamany zamyka się w swojej daczy. Odezwę do narodu wygłosi dopiero 3 lipca.

BARTOSZ T. WIELIŃSKI: 22 czerwca 1941 r. Hitler uderza na ZSRR. Stalin jest całkowicie zaskoczony, a przecież o tym, że III Rzesza szykuje atak, przestrzegali Brytyjczycy, radziecki wywiad, niemieccy dezerterzy. Dlaczego nie chciał w te przestrogi uwierzyć?

ANTHONY BEEVOR: Pytałem o to znanego brytyjskiego psychiatrę, którego pasją była historia najnowsza. Według niego Stalin zdradzał objawy schizofrenii paranoidalnej. Jego umysł pracował na dwóch poziomach. Po pierwsze, wydawało mu się, że może wszystko, po drugie, oceniał świat i ludzi według siebie. I do tego był pragmatykiem.

Najpierw przekonał więc samego siebie, że atak Hitlera na ZSRR byłby szaleństwem chociażby dlatego, że Niemcy odcięliby się od dostaw kluczowych surowców. Był też niesłychanie podejrzliwy, więc każdą informację o ataku traktował jako prowokację, której celem jest wciągnięcie ZSRR do wojny. To nawet układało się w logiczną całość – jednym z pierwszych, który przekazał informację o ataku, był brytyjski premier Winston Churchill. Wojna Niemiec z ZSRR była mu jak najbardziej na rękę, przecież uratowałby Wielką Brytanię. Stalin był pewien, że Churchill przeciw niemu spiskował.

Ignorował też doniesienia swojej ambasady w Berlinie, która nie tylko alarmowała o ruchach wojsk na niemiecko-radzieckiej granicy, ale też zdobyła słowniczki przygotowane dla Wehrmachtu z potrzebnymi rosyjskimi zwrotami typu: „stój” czy „ręce do góry”.

Czy w pierwszych godzinach po ataku Stalin był świadomy tego, co się dzieje na froncie?

– Nie. Nie przyjmował do wiadomości, że Hitler go zdradził, a z nadgranicznych oddziałów Armii Czerwonej zostały strzępy. Dopiero gdy przybył do Stawki – naczelnego dowództwa Armii Czerwonej, Żukow i inni generałowie pokazali mu na mapach, co się dzieje na froncie. Zdał sobie sprawę z rozmiarów katastrofy. Załamał się psychicznie.

Gieorgij Żukow, szef Sztabu Generalnego Fot. Domena publiczna

Stalin liczył się z tym, że zostanie pokonany. W październiku wezwano na Kreml Iwana Stamenowa, bułgarskiego ambasadora w ZSRR (Bułgaria była sojusznikiem III Rzeszy, ale w przeciwieństwie do Węgier czy Rumunii nie wzięła udziału w ataku na ZSRR), i Stalin wypytywał go o możliwość rokowań z Niemcami. Stamenow go wyśmiał: – Oszaleliście, nawet jeśli będziecie musieli wycofać się za Ural, to i tak wygracie.

Hitler całkowicie zlekceważył wnioski płynące z wojny japońsko-chińskiej. Wynikało z niej, że przewaga technologiczna to za mało, by wygrać wojnę. Armia japońska, która w 1937 r. zaatakowała Chiny, górowała nad armią Czang Kaj-szeka pod względem wyposażenia i wyszkolenia, ale Chińczyków było znacznie więcej. To samo można powiedzieć o Wehrmachcie i Armii Czerwonej. Japończycy na początku osiągali sukcesy, zajęli Szanghaj, Nankin, a potem ich atak osłabł, a podbicie Chin stało się nierealne. Japończykom nie przyszło do głowy, że Czang Kaj-szek wycofa się w głąb kraju i będzie prowadzić wojnę na wyniszczenie. Podobnie postąpił Stalin.

Rozległość podbitego terytorium w obu przypadkach odegrała dużą rolę – w Chinach, a potem w ZSRR najeźdźcy mieli zbyt mało żołnierzy, by je w pełni kontrolować. Byli bezsilni wobec ataków partyzantów. Napotkali opór ludności. Japończykom i Niemcom wydawało się, że stosując krwawe represje, złamią ducha walki, tymczasem było na odwrót.

Jak to było możliwe? Radzieckie społeczeństwo przeżyło tuż przed wojną wielką czystkę, tysiące ludzi siedziało w łagrach. Na Ukrainie niemieckich żołnierzy witano jak wyzwolicieli…

– Ukraina była szczególnie dotknięta przez sowieckie represje, miliony ludzi zmarły tam podczas Wielkiego Głodu. Nienawiść do Stalina była powszechna, wielu wydawało się, że Niemcy niosą im wolność. Ale Ukraińcy szybko doświadczyli niemieckiego terroru, nienawidzili Stalina, ale szybko jeszcze bardziej znienawidzili Niemców.

W innych częściach ZSRR kult wodza kwitł, nawet ludzie w gułagach byli przekonani, że za ich los nie odpowiada on, tylko jego urzędnicy. Dla wielu obywateli był jak car – postać bez skazy.

Jakim dowódcą był Stalin?

– Z biegiem czasu coraz lepszym, w odróżnieniu od Hitlera, który popełniał coraz więcej błędów. Odpowiedzialność Stalina za to, że Armia Czerwona na początku wojny poniosła tak olbrzymie straty, jest oczywista. Nie tylko dlatego, że zignorował informację o nadchodzącym ataku. To przecież on wydał żołnierzom rozkaz: „Ani kroku w tył”, a generałowie, mając na karku funkcjonariuszy NKWD z odbezpieczonymi pistoletami, bali się temu sprzeciwić. Skutki były opłakane.

Sam zniknął z życia publicznego. Ilja Erenburg, radziecki pisarz i korespondent „Izwiestii”, przejrzał wydania gazet z czasów wojny. Gdy sytuacja była dramatyczna, nie wspominały nazwiska Stalina, dopiero w grudniu, gdy odegnano Niemców spod Moskwy, zaczął pojawiać się na łamach.

Potem też popełniał błędy – na przykład w styczniu 1942 r., gdy rzucił Armię Czerwoną do ofensywy, licząc na to, że pogna Niemców tak jak car Francuzów w 1812 r. Jednak nie docenił Wehrmachtu, który zdołał odbudować siły. Pomylił się również później, gdy w 1942 r. Niemcy rozpoczęli kolejną ofensywę – myślał, że celem znów będzie Moskwa, a Hitler ruszył na Kaukaz.

Słuchał swoich generałów?

– W przeciwieństwie do Hitlera zdarzało mu się, szczególnie gdy zdał sobie sprawę, że zabraniając armii wycofywania się, popełnił błąd. Gdy we wrześniu 1942 r. rozpoczęły się walki o Stalingrad, posłuchał Żukowa i Wasilewskiego, którzy przedstawili mu plany kontrofensywy i otoczenia znajdujących się w mieście wojsk niemieckich.

U Stalina posłuch zdobywali młodzi i bezwzględni dowódcy, którzy nie cofali się przed niczym. W archiwach zachował się rozkaz Żukowa z lata 1941 r., który kazał rozstrzeliwać rodziny żołnierzy, którzy dostali się do niemieckiej niewoli. Gdyby ten rozkaz wprowadzono w życie, pod murem musiałby stanąć sam Stalin. Jego syn Jakow Dżugaszwili został wzięty do niewoli w lipcu 1941 r. pod Witebskiem.

Jeńcy radzieccy w prowizorycznym obozie, lato 1941 r. W pierwszych tygodniach wojny niemieckie jednostki zamykały w okrążeniach po kilkaset tysięcy żołnierzyJeńcy radzieccy w prowizorycznym obozie, lato 1941 r. W pierwszych tygodniach wojny niemieckie jednostki zamykały w okrążeniach po kilkaset tysięcy żołnierzy Fot. BE&W

Co ciekawe, w 1942 r. generałowie Stalina nie bali się już NKWD. Władza bezpieki nad armią załamała się, mniej mieli jej też oficerowie polityczni. Dzięki temu dowódcy stali się pewniejsi siebie, wreszcie mieli takie możliwości jak Niemcy. Bezpieka odzyskała kontrolę nad wojskiem dopiero po wojnie, gdy Stalin zaczął obawiać się zbytniej samodzielności generalicji, po wojennych sukcesach.

Który moment wojny z ZSRR był przełomowy?

– Z geopolitycznego punktu widzenia grudzień 1941 r. Hitler nie zdołał zająć Moskwy i rzucić Stalina na kolana. Koncepcja wojny błyskawicznej załamała się, a do wojny przystąpiły USA. Dzięki amerykańskiemu przemysłowi zbrojeniowemu możliwości aliantów wzrosły. Ale wówczas nic nie wskazywało na to, że to przełom: Ameryka została przecież upokorzona w Pearl Harbor, a Rommel parł w kierunku Kanału Sueskiego.

Z punktu widzenia psychologicznego i militarnego przełomem była bitwa o Stalingrad. Dla Stalina jego obrona miała kolosalne znaczenie, nosiło w końcu jego imię. Upadek Stalingradu mógł zdruzgotać morale, nie mówiąc już o tym, że miasto miało wielkie znaczenie strategiczne.

Hitler chciał za wszelką cenę zająć Stalingrad, bo nie mogąc osiągnąć zwycięstwa militarnego, potrzebował sukcesu symbolicznego. Plan podbicia Kaukazu okazał się bowiem równie niewykonalny, jak zajęcie Moskwy. Cena, jaką III Rzesza zapłaciła pod Stalingradem, była potworna – od listopada 1942 r. do końca stycznia 1943 r. Niemcy i ich sojusznicy stracili tam pół miliona żołnierzy.

Dwóch żołnierzy Wehrmachtu składa flagę ze swastyką, ZSRR, lato 1941 r.Dwóch żołnierzy Wehrmachtu składa flagę ze swastyką, ZSRR, lato 1941 r. Fot. East News

Armia Czerwona przez całą wojnę ponosiła gigantyczne straty, Stalin i jego generałowie nie liczyli się z życiem żołnierzy. Zachodni dowódcy byli przerażeni, gdy dowiedzieli się, że Sowieci wysyłają karne bataliony na pola minowe…

– To wynikało z ideologii: dla Stalina ludzkie życie nie miało wartości, liczyło się państwo. Dla państwa można było poświęcić tylu ludzi, ilu trzeba. Tak myśleli też jego generałowie i oficerowie.

Jaki wpływ na przebieg wojny miały dostawy amerykańskiego sprzętu w ramach Lend-Lease? Do ZSRR popłynęło mnóstwo uzbrojenia, o skali mówią liczby, np. prawie pół miliona samochodów, 22 tys. samolotów czy 13 tys. czołgów.

– Olbrzymi. Amerykanie zmechanizowali Armię Czerwoną. Dzięki ciężarówkom Dodge’a czy Studebakera tak szybko posuwała się na zachód, że w końcu dotarła do Berlina przed Amerykanami. Żołnierze i oficerowie byli sprzętem zachwyceni, Stalin też, ale słowem nie podziękował za pomoc.

Wielkie znaczenie miały też naloty dywanowe na niemieckie miasta. W 1943 r. Niemcy musieli wycofać z frontu wschodniego sporo samolotów myśliwskich i artylerię przeciwlotniczą. W efekcie radzieckie lotnictwo osiągnęło przewagę w powietrzu, Niemcy nie byli w stanie wykonywać lotów rozpoznawczych nad terytorium kontrolowanym przez Armię Czerwoną. Zapłacili za to straszną cenę – 22 czerwca 1944 r., w trzecią rocznicę napaści na ZSRR, ruszyła wielka sowiecka ofensywa, operacja „Bagration”. Atak całkowicie zaskoczył Niemców, a był jednym z najważniejszych w całej wojnie na wschodzie. Po błyskawicznej ofensywie Armia Czerwona doszła do Wisły. Kilka tygodni wcześniej alianci utworzyli we Francji drugi front. W tym momencie pewne było, że Niemcy poniosą klęskę. A największym zwycięzcą, mimo początkowej klęski, będzie Stalin.


Anthony Beevor – brytyjski historyk, oficer w stanie spoczynku. Autor m.in. książek: „Stalingrad”, „Berlin. Upadek 1945″, „D-Day. Bitwa o Normandię”, „Druga wojna światowa”, „Walka o Hiszpanię 1936-39″

Operacja „Barbarossa“

• Atak hitlerowskich Niemiec wraz z sojusznikami na Związek Radziecki nastąpił 22 czerwca 1941 r., rozpoczynając wojnę niemiecko-radziecką. Na froncie o długości 2900 km agresorzy zgromadzili największą inwazyjną armię w historii liczącą ok. 3,9 mln żołnierzy. Według planu wojska lądowe wspierane przez lotnictwo miały błyskawicznie zająć republiki bałtyckie i Leningrad, Moskwę oraz Ukrainę, do jesieni podbić niemal całe europejskie terytorium wroga: od Archangielska na północy po Astrachań na południu.

• Ostatecznie operacja załamała się 5 grudnia, gdy wojska radzieckie przeprowadziły udaną kontrofensywę, odrzucając przeciwnika z przedmieść stolicy.

• Do końca 1941 r. wojska inwazyjne poniosły straty z powodu co najmniej 775 tys. zabitych, rannych i zaginionych. W tym czasie zginęło także 800 tys. czerwonoarmistów, a sześć milionów zostało wziętych do niewoli, gdzie większość zmarła z powodu chorób i głodu. Częściowemu lub całkowitemu zniszczeniu uległo ok. 1710 miast i 70 tys. wsi.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com