Archive | March 2025

Masakra Hamasu z 7 października jest częścią dżihadu dla zniszczenia Izraela

Inwazja Hamasu na Izrael 7 października 2023 r. była częścią dżihadu Hamasu w celu zniszczenie Izraela i zastąpienie go państwem islamistycznym. Dżihad nie ma na celu uwolnienia więźniów ani usunięcia osiedli i punktów kontrolnych, ale wymordowanie Żydów i unicestwienie Izraela. Iran i Hamas nie przejmują się tym, że dziesiątki tysięcy Palestyńczyków straci życie, dopóki mają pozwolenie na prowadzenie dżihadu przeciwko Izraelowi. Każde porozumienie, które utrzyma Hamas u władzy, utoruje drogę islamistycznym mordercom, gwałcicielom i zabójcom dzieci do przeprowadzenia jeszcze większej liczby masakr na Izraelczykach. Na zdjęciu: terroryści z Hamasu paradują z trumną zawierającą szczątki zamordowanego przez nich izraelskiego zakładnika przed tłumem zwolenników w Chan Junus w Strefie Gazy 20 lutego 2025 r. (Zdjęcie: Abood Abusalama/Middle East Images via AFP)


Masakra Hamasu z 7 października jest częścią dżihadu dla zniszczenia Izraela

Khaled Abu Toameh
Tłumaczenie: Małgorzata Koraszewska


Część ludzi w Izraelu domaga się, by premier Beniamin Netanjahu ustąpił i zgodził się na żądanie Hamasu zakończenia wojny w Strefie Gazy, tak jakby atak Hamasu na Izrael 7 października 2023 r. był po prostu kolejną rundą walk z tą wspieraną przez Iran palestyńską organizacją terrorystyczną.

Ci Izraelczycy nie potrafią zrozumieć, że masakra 7 października to tylko kolejny etap dżihadu (świętej wojny) islamistów przeciwko Izraelowi.

Hamas nie zaatakował Izraela 7 października 2023 r. tylko dlatego, że chciał uwolnić palestyńskich terrorystów z izraelskich więzień lub poprawić warunki życia Palestyńczyków pod jego rządami w Strefie Gazy. Atak, w wyniku którego zamordowano 1200 Izraelczyków i zraniono tysiące innych, a także porwano ponad 250 osób do Strefy Gazy, był częścią dżihadu Hamasu, którego celem jest zniszczenie Izraela i zastąpienie go państwem islamistycznym.

Dla Hamasu i innych organizacji islamistycznych konflikt z Izraelem nie dotyczy więźniów, osiedli ani punktów kontrolnych. Jest to konflikt dotyczący samego istnienia Izraela na Bliskim Wschodzie. Dżihad nie ma na celu uwolnienia więźniów ani usunięcia osiedli i punktów kontrolnych, ale mordowanie Żydów i unicestwienie Izraela.

Od czasu brutalnego przejęcia Strefy Gazy w 2007 r. Hamas nie zrobił nic, aby pomóc lokalnym mieszkańcom. Zamiast budować szpitale, szkoły i inwestować w gospodarkę, Hamas, z pomocą Iranu i Kataru, przeznaczył ogromne zasoby na produkcję broni, takiej jak rakiety i pociski, oraz na budowę ogromnej sieci tuneli w całej Strefie Gazy. W rezultacie Strefa Gazy szybko stała się jedną z największych baz dżihadu i terroryzmu na Bliskim Wschodzie.

Po masakrze 7 października Hamas wielokrotnie potwierdzał swoje zaangażowanie w dżihad przeciwko Izraelowi. 21 lutego 2025 r. Hamas oświadczył, że jego “determinacja i zdecydowanie do kontynuowania drogą dżihadu aż do wyzwolenia i zwycięstwa wzrosły”. Dla Hamasu “wyzwolenie” oznacza eliminację Izraela poprzez dżihad i “zbrojny opór” (terroryzm).

dokumencie opublikowanym wkrótce po ataku z 7 października Hamas otwarcie przyznaje, że sprzeciwia się obecności Żydów w Izraelu. Dokument szczerze przyznaje, że konflikt nie rozpoczął się w wyniku Holokaustu ani gdy Izrael ogłosił niepodległość w 1948 r., ani 7 października 2023 r., ale 105 lat temu, “wliczając 30 lat brytyjskiego kolonializmu i 75 lat okupacji syjonistycznej”. Dokument wyjaśnia dalej, że Hamas “jest palestyńskim islamskim ruchem wyzwolenia narodowego i oporu. Jego celem jest wyzwolenie Palestyny i stawienie czoła projektowi syjonistycznemu”.

Karta Hamasu z 1988 r. podkreśla znaczenie dżihadu jako głównego środka Islamskiego Ruchu Oporu (Hamasu) do osiągnięcia swoich celów: należy prowadzić bezkompromisowy dżihad przeciwko Izraelowi i trzeba sprzeciwiać się wszelkim porozumieniom uznającym jego prawo do istnienia. Dżihad jest osobistym obowiązkiem każdego muzułmanina. Hamas, zgodnie ze swoją Kartą, postrzega “problem Palestyny” jako religijno-polityczną kwestię muzułmańską, a konfrontację izraelsko-palestyńską jako konflikt między islamem a “niewiernymi” Żydami. “Palestyna” jest przedstawiana jako święta ziemia islamska, więc surowo zabrania się oddawania nawet jednego centymetra z niej, ponieważ nikt (w tym arabsko-muzułmańscy władcy) nie ma do tego uprawnień.

Co znamienne, w Karcie zacytowano Hassana al-Bannę, założyciela Bractwa Muzułmańskiego w Egipcie w 1928 r., który powiedział: “Izrael powstanie i będzie istniał, dopóki islam go nie obali, tak jak obalił to, co było wcześniej”. Hamas jest palestyńską gałęzią Bractwa Muzułmańskiego.

Prezydent USA Donald J. Trump dobrze by zrobił, gdyby uznał Bractwo Muzułmańskie, źródło wszystkich islamskich organizacji dżihadystycznych, za Zagraniczną Organizację Terrorystyczną. Taki akt utrudniłby dalsze działanie tym krajom, które promują i finansują terrorystów dżihadystów.

Artykuł 2 Karty Hamasu stanowi:

“Ruch Oporu Islamskiego jest jednym ze skrzydeł Bractwa Muzułmańskiego w Palestynie. Ruch Bractwa Muzułmańskiego jest uniwersalną organizacją, która stanowi największy ruch islamski w czasach nowożytnych. Charakteryzuje się głębokim zrozumieniem, dokładnym pojmowaniem i całkowitym przyjęciem wszystkich islamskich koncepcji życia, kultury, wyznania, polityki, ekonomii, edukacji, społeczeństwa, sprawiedliwości i osądu, rozprzestrzeniania islamu, edukacji, sztuki, inflacji, nauki, wiedzy tajemnej i nawracania na islam”.

Od momentu założenia Hamas pozostał całkowicie wierny swojej Karcie. Hamas nigdy nie uznał prawa Izraela do istnienia; odrzucił wszystkie porozumienia pokojowe między Arabami a Izraelem, a co najważniejsze, nie tylko przeprowadził tysiące ataków terrorystycznych na Izrael, ale jego przywódcy przysięgli, że będą kontynuować ataki terrorystyczne “aż do unicestwienia Izraela“.

W zeszłym tygodniu pojawiła się informacja, że patron Hamasu, generał major Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej Iranu, Ebrahim Dżabbari, oświadczył, że irańska “Operacja Prawdziwa Obietnica 3 zostanie przeprowadzona we właściwym czasie, z precyzją i na skalę wystarczającą do zniszczenia Izraela i zrównania Tel Awiwu i Hajfy z ziemią”.

Masakra 7 października była tylko kolejnym etapem wysiłków grup islamistycznych zmierzających do wyeliminowania Izraela. Iran i Hamas nie przejmują się tym, że dziesiątki tysięcy Palestyńczyków straci życie, dopóki mają pozwolenie na prowadzenie dżihadu przeciwko Izraelowi.

To, co wydarzyło się 7 października, należy rozpatrywać w kontekście trwającego dżihadu Kataru, Iranu i Hamasu. Masakra 7 października była tylko kolejnym etapem wysiłków grup islamistycznych zmierzających do wyeliminowania Izraela. Po masakrach 7 października katarskie media rządowe konsekwentnie chwaliły masakry, a potem zapowiadały ich więcej.

Dwa tygodnie po ataku z 7 października przywódca Hamasu Chaled Maszaal przyznał, że jego grupa celowo poświęcała Palestyńczyków, aby osiągnąć cel w ramach dżihadu przeciwko Izraelowi: “Dobrze znamy konsekwencje naszej operacji z 7 października — powiedział . – Naród palestyński jest taki sam jak każdy inny naród. Żaden naród nie jest wyzwolony bez poświęceń”.

Każdy, kto wierzy, że Hamas porzuci dżihad w wyniku porozumienia o zawieszeniu broni, dopuszcza się skrajnego samooszustwa. Hamas nie wypełnił jeszcze swojej misji zniszczenia Izraela. Głównym celem Hamasu, zwłaszcza teraz, jest utrzymanie władzy po wojnie.

Grupa terrorystyczna w Gazie ponosi pełną odpowiedzialność za śmierć tysięcy Izraelczyków i Palestyńczyków. Każde porozumienie, które utrzyma Hamas u władzy, utoruje drogę islamistycznym mordercom, gwałcicielom i zabójcom dzieci do przeprowadzenia jeszcze większej liczby masakr na Izraelczykach.

Czas przypomnieć światu, co powiedział wysoki rangą funkcjonariusz Hamasu Ghazi Hamad po 7 października:

“Potop Al-Aksa [nazwa Hamasu na inwazję z 7 października] to dopiero pierwszy raz, a będzie drugi, trzeci i czwarty, ponieważ mamy determinację, siłę i możliwości walki… Izrael to kraj, dla którego nie ma miejsca na naszej ziemi. Musimy usunąć ten kraj”.

Niestety, nie ma alternatywy dla wykorzenienia Hamasu. W cywilizowanym świecie grupa terrorystyczna, która otwarcie dąży do ludobójczego zniszczenia, utraciła prawo do istnienia.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Kłamstwa, które tak niewielu przeszkadzają

Kłamstwa, które tak niewielu przeszkadzają


Andrzej Koraszewski


Kiedy pod przewodem ludzi takich jak Sekretarz Generalny ONZ i były oficer Wehrmachtu podejrzany o udział w zbrodniach wojennych Kurt Waldheim oraz kilku jego następców Komisja Praw Człowieka ONZ stała się już tak jednoznacznie antysemicka, że nie dawało się tego dłużej chować pod dywan, Kofi Annan postanowił, że jednak coś trzeba zrobić i 15 marca 2006 roku (na  mocy rezolucji Zgromadzenia Ogólnego), zlikwidowano Komisję i powołano Radę Praw Człowieka. Ta zupełnie nowa, jakże ważna, placówka ONZ została wyposażona w nowy statut, który między innymi stwierdzał:

„Rada Praw Człowieka będzie kierowała się zasadami powszechności, bezstronności, obiektywności, konstruktywnego międzynarodowego dialogu i współpracy, z myślą o wzmocnieniu przestrzegania i ochrony wszystkich praw człowieka – praw obywatelskich, politycznych, ekonomicznych, społecznych i kulturowych, włączając w to prawo do rozwoju.”

Ta część „nowych” celów była, jak się wydaje, zamaskowanym założeniem, że Rada nie będzie już tak stronnicza i tak skupiona wyłącznie na Izraelu jak Komisja Praw Człowieka ONZ. Nakazano wówczas, by ta jej bezstronność i obiektywność została zbadana po pięciu latach. (O ile się orientuję, polecenie zostało zignorowane.)

Jeśli ktoś miał najmniejszą nadzieję, że Rada będzie bardziej uczciwa niż Komisja to pewnie nie rozumiał dynamiki ewolucji Organizacji Narodów Zjednoczonych.

Dziś, po dziewiętnastu latach od tamtego „pamiętnego” wydarzenia, Rada Praw Człowieka jest nie tylko pośmiewiskiem, jest instytucją w której na straży praw człowieka stoją takie wzory cnót jak: Bangladesz, Chiny czy Katar (dużo więcej tam takich znakomitych obrońców praw człowieka), a na przestrzeni minionych lat nigdy nie było lepiej, więc trudno się dziwić, że Rada ma tylko jeden stały i niezbywalny punkt na każdej swojej sesji. Ten stały element prac Rady Praw Człowieka nosi nazwę: „Sytuacja praw człowieka w Palestynie i na innych okupowanych terytoriach arabskich” (zinstytucjonalizowany rezolucjami:  A/HRC/52/L.31A/HRC/52/L.32 i A/HRC/52/L.42 ) i działa pod starym hasłem „Die Juden sind unser Unglück”.

Najnowszy wyczyn Rady to raport Komisji Śledczej Rady Praw Człowieka ONZ pod wstrząsającym tytułem „Więcej niż człowiek może znieść”. Liczący 49 stron raport sporządzony pod kierunkiem słynnej prawniczki z RPA, Navi Pillay, oskarża Izrael o wszystkie takie zbrodnie, jakie zostały popełnione 7 października 2023 r. przez Hamas i jego cywilów. Dowiadujemy się więc, że Izrael celowo atakował kobiety i dzieci, że żołnierze IDF gwałcili kobiety, dzieci i mężczyzn, a ponadto blokowali dostęp do placówek zdrowia i ograniczali moce reprodukcyjne przy pomocy głodu.

Rozdział VI tego raportu (str. 19) nosi tytuł „Systematyczne stosowanie przez Izrael przemocy seksualnej i przemocy ze względu na płeć”. Autorzy raportu piszą:

78. Kobiece ciała i seksualność są często postrzegane jako związane z godnością narodu i innymi negatywnymi stereotypami płci, takimi jak honor kolektywu i kastracja. Kilku ekspertów zauważyło, że zarzuty przemocy seksualnej wobec izraelskich kobiet 7 października 2023 r. skutkowały próbami odbudowy izraelskiej męskości narodowej poprzez agresję i w odwecie za ataki przeprowadzone przez zbrojne skrzydło Hamasu i inne palestyńskie grupy zbrojne.

79. Izraelscy politycy użyli przemocy seksualnej popełnionej na izraelskich kobietach 7 października, aby zmobilizować poparcie dla operacji wojskowych ISF (izraelskiego lotnictwa) w Strefie Gazy i kontynuować wojnę, nazywając Hamas “reżimem gwałcicieli”, który uzbroił się w przemoc seksualną…

Szukając w tym raporcie dowodów tej systematycznej izraelskiej przemocy seksualnej dowiadujemy się, że „Izrael nie dostarczył dowodów przemocy seksualnej ze strony Hamasu” oraz że:

„Atakowanie placówek opieki zdrowotnej w zakresie rozrodczości, w tym poprzez bezpośrednie uderzenia na oddziały położnicze i główną klinikę leczenia niepłodności in vitro w Strefie Gazy, w połączeniu z wykorzystaniem głodu jako metody prowadzenia wojny, wpłynęło na wszystkie aspekty rozrodczości”.

Ten język wręcz zachwyca, nie ma tu najmniejszej wzmianki o wykorzystywaniu placówek medycznych przez organizacje terrorystyczne do celów militarnych, o lekarzach będących oficerami Hamasu, o broni znajdowanej na terenie szpitali, o zakładnikach przetrzymywanych na terenie szpitali, ani o ostrzeżeniach szpitali, że armia izraelska tam wejdzie z prośbą o ewakuowanie pacjentów. Często zresztą żołnierze IDF pomagali przy tej ewakuacji, podczas gdy z okien szpitala strzelali do nich bandyci z Hamasu. Czytamy natomiast  o „trwałych szkodach fizycznych i psychicznych oraz o cierpieniu kobiet i dziewcząt, ale także nieodwracalnych długoterminowych skutkach dla zdrowia psychicznego oraz perspektyw rozrodczych i płodności Palestyńczyków jako grupy”.

Znana kanadyjska prawiczka, profesor Anne Bayefsky w wywiadzie dla „Arutz Sheva” określiła ten raport jako kolejny przykład antysemickiego nastawienia wobec Izraela w ONZ. Trzyosobowa komisja składa się z ludzi, którzy mają długą historię antysemickich działań i które zostały wyznaczone do tego zadania właśnie ze względu na ich jednoznacznie antyizraelskie postawy. Szefowa śledztwa, Navi Pillay, od dziesięcioleci opowiada się za kłamstwem, że państwo żydowskie jest państwem rasistowskim, jak to ogłoszono w „Deklaracji Durban” ONZ z 2001 r. Jeden z członków tej “komisji śledczej” powiedział, że „lobby żydowskie” kontroluje media społecznościowe. W końcowej części raportu znajdujemy po raz kolejny porównanie Izraelczyków do nazistów. Według Navi Pillay, Chrisa Sidotiego i Miloona Kothariego, Izrael jest winny „eksterminacji”.

Premier Izraela Benjamin Netanjahu przedstawił własną odpowiedź na ten raport, nazywając Radę Praw Człowieka ONZ „antyizraelskim cyrkiem… ujawnionym jako antysemicka, skorumpowana, wspierająca terrorystów i nieistotna organizacja”.

O tej „nieistotności” nie jestem przekonany. Setki milionów ludzi nadal uważa ONZ za uczciwą organizację, a nawet autorytet moralny. Tym autorytetem podpierają się nie tylko prawicowi i lewicowi antysemici, ale z przesadną powagą traktują go media głównego nurtu i różnego rodzaju akademiccy badacze.

Możemy się zastanawiać nad pytaniem, kiedy Organizacja Narodów Zjednoczonych rozpoczęła stałą praktykę osłaniania łamania praw człowieka przez nieustanne obłąkane ataki na Izrael. Tendencje w tym kierunku widzieliśmy od samego początku, ale klarownym punktem zwrotnym była przyjęta 10 listopada 1975 roku rezolucja Zgromadzenia Ogólnego deklarująca, że syjonizm jest formą rasizmu i dyskryminacji rasowej (anulowana po upadku ZSRR).

Historia tej rezolucji jest interesująca, zgłosiła ją Uganda, a dziś wiadomo, że była przygotowana przez KGB kierowaną wówczas przez Andropowa. Po jej przyjęciu były nazista, a wówczas Sekretarz Generalny ONZ, Kurt Waldheim, urządził bankiet, na którym gościł sponsora tej rezolucji, krwawego dyktatora Ugandy, Idi Amina.

Zmiany po upadku ZSRR tylko na moment przygasiły antysemicką werwę ONZ. W dziesięć  lat później widzieliśmy antysemicką orgię podczas konferencji ONZ „przeciw rasizmowi” w Durban. Kolejne lata zmusiły do likwidacji Komisji Praw Człowieka ONZ, jednak przy radykalnie zmienionym składzie i charakterze Organizacji Narodów Zjednoczonych ta zmiana nie mogła już niczego zmienić.

Prawdę mówiąc ten raport nie powinien dziwić. O tym, dlaczego komisja ONZ pod kierunkiem Navi Pillay nie ma ani szczypty wiarygodności, mów Hillel Neuer, założyciel i dyrektor UN Watch:


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


New York Times Cheerleads for ‘Pro-Hamas’ Mahmoud Khalil

New York Times Cheerleads for ‘Pro-Hamas’ Mahmoud Khalil

Ira Stoll


A taxi passes by in front of The New York Times head office, Feb. 7, 2013. Photo: Reuters / Carlo Allegri

On March 9, US Immigration and Customs Enforcement arrested Mahmoud Khalil, a former Columbia University graduate student. Secretary of State Rubio posted on X, “We will be revoking the visas and/or green cards of Hamas supporters in America so they can be deported.” President Trump himself posted, “ICE proudly apprehended and detained Mahmoud Khalil, a Radical Foreign Pro-Hamas Student on the campus of @Columbia University. This is the first arrest of many to come.”

Anyone who expected straight-down-the-middle, impartial coverage of this issue from the New York Times would be disappointed. Instead, the paper’s news columns have turned themselves into cheerleaders for Khalil and his supporters, portraying him as a free-speech martyr.

In the four-and-a-half days since Khalil’s arrest, the Times has published at least 11 articles about it, with credits to no fewer than 13 reporters and two opinion columnists. The opinion columns set the tone with hyperbolic alarmism. “This Is The Greatest Threat to Free Speech Since the Red Scare,” one opinion headline put it, overlooking the McCain-Feingold campaign speech restriction legislation championed by the Times itself, signed into law by President George W. Bush, and eventually found unconstitutional by the Supreme Court.

The news articles read pretty much the same. One piece was by Eliza Shapiro, who last attracted notice for a flawed investigative series that targeted Orthodox Jewish schools in New York. Shapiro’s latest article included this passage: “The Columbia Jewish Alumni Association, which has been calling for aggressive action against pro-Palestinian demonstrators, praised Mr. Khalil’s detention in a series of social media posts, calling Mr. Khalil, without evidence, a ‘ringleader’ of the chaos at Columbia.”

These Columbia protesters are not “pro-Palestinian.” They are anti-Israel, pro-terrorism, and pro-Hamas. Likewise, it’s loaded to say the Columbia Jewish Alumni Association has been “calling for aggressive action” against the students who have been disrupting campus activities, including classes. The Jewish alumni have been calling for defensive action to protect the Jewish and Israeli students from the violent assaults, harassment, and social ostracism that has interfered with their education.

In the same sentence, the “without evidence” is such garbage — a classic tell of Times aggression toward whomever the phrase is applied to. The Senate Judiciary Committee Republicans offered up evidence including a New York magazine article describing Khalil as a “lead negotiator for Columbia University Apartheid Divest,” a group that has called for “total eradication of Western Civilization” and that the New York Times itself, in a brief moment of lucidity, acknowledged in an October 2024 headline “Pro-Palestinian Group at Columbia Now Backs ‘Armed Resistance’ by Hamas.”

Another Times reporter whose slant was clearly visible was Ana Ley. Her article acknowledged, “Mahmoud Khalil, 30, emerged as a public face of students opposed to the war, leading demonstrations and granting interviews.” So much for “without evidence.” But there, too, the bias shows; the students weren’t actually “opposed to the war”; they support Hamas’s war against Israel, that is, “armed resistance.” What they oppose is Israel fighting back in self-defense, with American assistance. A print version of Ley’s article included quotes from Israel boycott advocate “Sophie Ellman-Golan, the communications director of Jews for Racial & Economic Justice”; Ben Wizner of the ACLU; and a Columbia professor supportive of Mahmoud Khalil. That’s three sources on Mahmoud Khalil’s side, and virtually no representation of the point of view that supports deporting disruptive student protesters who are non-citizens. Perhaps the Times newsroom thinks this point of view is so reprehensible that Times readers need to be protected from exposure to it.

Columbia gives out the Pulitzer Prizes, which are a key to career advancement at the New York Times. Maybe the Times is hoping for a Pulitzer for its all-hands-on-deck defense of free-speech martyr Mahmoud Khalil? The free-speech aspect of the issue seemed somehow less salient to the Times newsroom when the Israel-haters at Columbia were disrupting the class of an Israeli professor, preventing him from speaking. It is almost enough to make a reader wonder whether the Times’ cause is really free speech, as a universally applied principle, or if what they are really dug in committedly in favor of is the ability of Columbia students and graduates to cheer on Hamas without any significant adverse consequences.


Ira Stoll was managing editor of The Forward and North American editor of The Jerusalem Post. His media critique, a regular Algemeiner feature, can be found here.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Bezczelny profesor terrorysta z uniwersytetu Columbia

Autor i amerykański historyk Bliskiego Wschodu, Rashid Khalidi, profesor studiów arabskich im. Edwarda Saida na Uniwersytecie Columbia w Nowym Jorku, przemawiający na Brooklyn Law School na imprezie organizowanej przez National Lawyers Guild, 23 stycznia 2009 r. Źródło: Thomas Good/Next Left Notes via Wikimedia Commons.


Bezczelny profesor terrorysta z uniwersytetu Columbia

Mitchell Bard
Tłumaczenie: Małgorzata Koraszewska


Rashid Khalidi, propagandysta podszywający się pod historyka, od dziesięcioleci przerabia historię Bliskiego Wschodu, tak aby pasowała do narracji palestyńskiej.

Podczas gdy protesty studentów dominują w nagłówkach gazet, prawdziwym zagrożeniem na kampusach uniwersyteckich jest kadra nauczycielska. Profesorowie mają moc kształtowania młodych umysłów, wykorzystują swój autorytet do forsowania osobistych planów pod przykrywką edukacji, zaś ich kontrola nad wystawianiem ocen może wywierać presję na studentów, by ideologicznie podporządkowali się. Jeśli jest jakaś pozytywna strona zamieszania od 7 października, to jest nią ujawnienie tysięcy profesorów, którzy nie są po prostu antyizraelscy, ale często są otwarcie antysemiccy.

Nigdzie ta korupcja środowiska akademickiego nie jest bardziej jaskrawa niż na Uniwersytecie Columbia, gdzie toksyczny wpływ Edwarda Saida wyznaczył ton dla pokolenia pseudonaukowców, którzy niemal zniszczyli dziedzinę studiów bliskowschodnich jako poważną dyscyplinę. Columbia utworzyła katedrę nazwaną na cześć Saida i przekazała ją Rashidowi Khalidiemu, byłemu rzecznikowi OWP. Khalidi, propagandysta podszywający się pod historyka, spędził dziesięciolecia na przepisywaniu historii Bliskiego Wschodu, aby pasowała do narracji palestyńskiej. Po ponad 20 latach na Uniwersytecie Columbia przeszedł na emeryturę w 2024 r., ale wcześniej zdążył otwarcie pochwalić pro-Hamasowskie tłumy, które terroryzowały żydowskich studentów od czasu ataków terrorystycznych dokonanych przez Hamas, w których zginęło 1200 osób w południowym Izraelu 7 października 2023 r.

Tytuł artykułu o nim w „Chronicle of Education” ujawnia ekstremizm Khalidiego: „Kiedy ktoś mówi, że jestem terrorystą, nie rani moich uczuć”. Artykuł Evana Goldsteina zaczyna się od przemówienia Khalidiego do studentów i wykładowców po tym, jak policja usunęła protestujących, którzy przejęli Hamilton Hall i rozbili obóz na terenie kampusu. Absurdalnie porównując protesty przeciwko Izraelowi do ruchów przeciwko rasizmowi i wojnie w Wietnamie, Khalidi zbagatelizował brutalną naturę Hamasu, nazywając go „podmiotem polityczno-wojskowo-ideologicznym”, a nie grupą terrorystyczną nastawioną na zniszczenie Izraela.

Z wiekiem Khalidi stawał się coraz bardziej radykalny, ponieważ zaczął postrzegać OWP jako zbyt umiarkowaną, a rozwiązanie w postaci dwóch państw jako „okrutny orwellowski żart”. Jest propagatorem „osadniczo-kolonialnego” bełkotu, aby opisać Izrael i racjonalizować terror, taki jak masakra Hamasu, jako „palestyński opór”. W artykule dla londyńskiego „Guardiana” powtarza argumenty Hamasu dotyczące „czystki etnicznej”, „klęski głodowej” i „ludobójstwa”, celowo ignorując fakty.

Jest historykiem, który nie zna historii, zawyża liczbę Palestyńczyków, którzy stali się uchodźcami w 1948 r. i fałszywie twierdzi, że zostali poddani „czystce etnicznej”. Podobnie jak większość Palestyńczyków, ignoruje 19 lat, podczas których Strefa Gazy była okupowana przez Egipt, a Zachodni Brzeg [Judea i Samaria] przez Jordanię, kiedy świat milczał, a Palestyńczycy nie stawiali swoim władcom żadnych żądań niepodległości.

Khalidi przyznaje, że nauczanie ewoluowało, coraz bardziej faworyzując narrację palestyńską. Motorem tej zmiany są post-syjonistyczni izraelscy nauczyciele akademiccy, którzy, jak to ujął politolog Shlomo Avineri, „są po prostu antysyjonistami” dążącymi do zniszczenia Izraela.

Khalidi odrzuca doniesienia o przemocy antysemickiej na terenie kampusu Columbia jako „całkowicie fałszywe”, twierdząc, że takie oskarżenia są wymysłem „republikańskich, prawicowych, antyedukacyjnych prostaków”. Jednak zespół zadaniowy ds. antysemityzmu Columbia udokumentował zupełnie inną rzeczywistość: żydowscy studenci spotykali się z nękaniem, przemocą słowną, ostracyzmem, a także przemocą fizyczną.

W raporcie pokazano przerażające przykłady: żydowskiego studenta fizycznie przyciśniętego do ściany, innego, któremu pokazują transparent z napisem „Następny cel Al Kassam” oraz szerzące się eksponowanie symboli i haseł Hamasu, które dla Żydów na terenie kampusu są wyraźnym podżeganiem do przemocy. Jednak dla Khalidiego nic z tego nie stanowi problemu. Zamiast tego broni on używania ludobójczych okrzyków, takich jak „Od rzeki do morza” pod pozorem wolności słowa, jednocześnie odrzucając pro-izraelski punkt widzenia jako „żałośnie słaby”.

Khalidi żąda, by sala wykładowa była przestrzenią, w której „można powiedzieć i zakwestionować wszystko”. Jednak studenci nie mogą kwestionować jego zniekształceń bez narażania swojego statusu na uniwersytecie. Profesorowi geografii nie wolno nauczać, że Ziemia jest płaska, a profesorowi studiów bliskowschodnich nie wolno przedstawiać antyizraelskiej propagandy jako faktu. Takie nauczanie  jest postępowaniem naruszającym   etykę akademicką.

Khalidi skrytykował zespół zadaniowy ds. antysemityzmu Uniwersytetu Columbia, nazywając jego członków niekompetentnymi. Jego prawdziwa pretensja? Że członkowie zespołu to Żydzi, którzy ośmielają się bronić Izraela i żydowskich studentów. Nie zaskakuje, że Khalidi odrzuca ich definicję antysemityzmu. Antysemici zawsze odrzucają definicje, które obnażają ich własną bigoterię.

Przedstawia siebie jako ofiarę, narzekając, że krytycy Izraela są uciszani, mimo że sam pisze, publikuje i mówi bez ograniczeń. Podobnie jak wielu lewicowych antysemitów, obwinia prawicę za antysemityzm na kampusach, podczas gdy skrajna prawica jest praktycznie nieobecna w środowisku akademickim. Prawdziwe niebezpieczeństwo pochodzi z lewicy, która dominuje w organizacjach wydziałowych i studenckich.

Pomimo przejścia na emeryturę, wpływ Khalidiego trwa, a obecni wykładowcy, tacy jak Joseph Massad, nadal rozpowszechniają ekstremistyczne poglądy. Celebrowanie terroryzmu i normalizacja antysemityzmu na terenie kampusu są bezpośrednimi konsekwencjami intelektualnej korupcji, której bronił Khalidi. Jego kariera jest ponurym ostrzeżeniem: uniwersytety stają się siedliskiem szerzenia nienawiści, gdy ideologia zastępuje naukę.


Mitchell Geoffrey Bard – Amerykański analityk polityki zagranicznej, redaktor i autor, który specjalizuje się w polityce USA – Bliski Wschód. Jest dyrektorem wykonawczym organizacji non-profit American-Israeli Cooperative Enterprise i dyrektorem Jewish Virtual Library.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


The US State Department’s hostility toward Israel

The US State Department’s hostility toward Israel

Joseph Puder


Michael Herzog, former Israeli ambassador to the United States, said “there are many within the State Department who are not just unfriendly to Israel but outright hostile.”

Michael Herzog, outgoing Israeli ambassador to the United States, speaking at his farewell event at the Israeli embassy in Washington, D.C., on Jan. 16, 2025. Photo by Shmulik Almany.

The role of the U.S. State Department in preventing the rescue of European Jews during World War II is well known. Top officials at Foggy Bottom instructed American consulates in Europe to make it difficult, if not impossible, for Jews trying to flee the Nazi death machine from coming to the United States. In the American Jewish community, the perception of the State Department is of a cabal of antisemites.

It doesn’t mean that everyone in the department was (or is) an antisemite, but clearly, the obstructionism that came from the leadership during the Holocaust years was responsible for the death of many thousands, if not millions, of Jews who could have been rescued.

Most recently, the State Department under President Joe Biden and headed by Secretary of State Antony Blinken continued the “tradition,” albeit, not against European Jews but rather toward the State of Israel.  According to Michael Herzog, former Israeli ambassador to the United States, hostile elements within the department actively sought to limit Israel’s military operations in the Gaza Strip and block key security decisions taken by the Netanyahu government. Herzog told Israel’s largest daily, Israel Hayom, that “there are many within the State Department who are not just unfriendly to Israel but outright hostile.”

Herzog revealed that officials at State warned their Israeli counterparts last year against a retaliatory strike against Iran following the Islamic Republic’s missile attack against Israel on Oct. 1, 2024, with nearly 200 ballistic missiles. Israel was warned that any action taken might escalate into a regional war. Although the Iranian attack caused little damage or casualties in Israel, Herzog told U.S. officials that in the Middle East, once attacked, rather than “containing it,” a counterstroke must hit back at the enemy harder and painfully. He said for Israel, retaliation was an existential matter. If Israel failed to respond to Iran, its deterrence would collapse, which would invite more attacks from Iran and its proxies.

Herzog said that Blinken also moved to implement targeted sanctions against the Israel Defense Forces Intelligence Unit 504. This unit deals with human intelligence and interrogation. Herzog said Blinken had “already made up his mind, but we managed to stop him just in time.”

Among Herzog’s disclosures was the fact that the State Department has a team focused specifically on tracking Israel’s use of U.S. weapons. This constitutes a double standard since America does not apply such a level of scrutiny to any other country.

The Biden administration also sought to pressure Israel against entering Rafah by delaying and freezing weapons shipments, including 2,000-pound bombs, which the administration justified on humanitarian grounds. Herzog made clear that although there was no formal arms embargo, “bureaucratic delays and political pressure slowed down deliveries at crucial moments.” These obstructions prolonged the war, inflicting increased casualties on Israelis and Palestinians.

Herzog concluded that “in the end, we had to work around U.S. pressure. If we had followed all their advice, our enemies would have sensed weakness. Instead, we acted in Israel’s best interest, even when it meant standing up to our closest ally.”

While Biden might have had pro-Israel instincts, he was under severe pressure from anti-Israel factions within his administration, especially those at State. The administration did little to curb violent antisemitic riots on U.S. college campuses, funded in large part by Qatar. Herzog stressed that the Biden administration “allowed bureaucrats with an anti-Israel agenda to influence U.S. policy, by making sure that nearly every Israeli request was delayed, watered down or obstructed.”   

Several Biden foreign-policy officials resigned over U.S. policy toward Gaza, including Josh Paul, former director of the State Department’s Bureau of Political-Military Affairs, who resigned in October 2023; and Tarik Habash, who worked for the U.S. Department of Education and resigned in January 2024.

The two have since formed an anti-Israel political action committee called A New Policy PAC. In an Oct. 16, 2024 interview with the Huff Post, they articulated their opposition, if not hostility, toward Israel, advocating among other things for boycotting the Jewish state. Said Paul, “I think it’s very clear that the policies that the United States has been pursuing, certainly for the last year and frankly before that, have been deeply harmful to the Palestinian people, but also to American interests where we are seeing ourselves, our credibility around the world shattered, the stability of the Middle East cast into doubt, and civil rights at home also increasingly damaged by the debate around this issue.”

Typically, Paul and Habash reflect an inherently anti-Israel, if not antisemitic attitude that is pervasive in U.S. institutions. They don’t blame the Hamas terrorists for repeated attempts to destroy Israel in accordance with the terror group’s charter, which culminated in the murderous Oct. 7 assault on Israel. Instead, they put the onus on Israel for its legitimate response against a murderous group that promised to repeat many more “Oct. 7” attacks on Israel. Their concerns for human rights don’t apply to the Israeli hostages kidnapped from their beds, raped, starved and tortured.

Fortunately for Israel, most American presidents and the majority of American citizens understand what Paul and Habash do not: Israel is a vibrant democracy that shares U.S. values and interests and is the only loyal and reliable partner Washington has in the Middle East.


The opinions and facts presented in this article are those of the author, and neither JNS nor its partners assume any responsibility for them.

Joseph Puder is the founder and director of the Interfaith Taskforce for America and Israel (ITAI).


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com