Archive | March 2025

Palestyńczycy: “Giniemy z powodu Hamasu”

Jeśli Palestyńczycy mieszkający w Strefie Gazy chcą zakończyć wojnę, muszą zbuntować się przeciwko Hamasowi i przekazać Izraelowi informacje o miejscu pobytu zakładników. Niestety, większość Palestyńczyków wydaje się niechętna, albo ze strachu przed Hamasem, albo po prostu dlatego, że identyfikują się z tą grupą terrorystyczną i jej celem zniszczenia Izraela. Na zdjęciu: demonstracja siły z okazji „wymiany” porwanych na skazanych terrorystów. (Zrzut z ekranu.)


Palestyńczycy: “Giniemy z powodu Hamasu”

Khaled Abu Toameh
Tłumaczenie: Małgorzata Koraszewska


Komentując rosnącą krytykę Hamasu, egipski politolog Chaled Hassan powiedział:

„Nigdy nie widziałem tylu mieszkańców Gazy wściekłych na Hamas.

Po raz pierwszy w życiu widzę, że zdecydowana większość mieszkańców Gazy traktuje ich z pogardą, na jaką zasługują.

Mogę z całą pewnością stwierdzić, że większość mieszkańców Gazy, których wypowiedzi widziałem w Internecie, chciałaby uwolnienia zakładników w zamian za powrót do zawieszenia broni.

Moim zdaniem, to jest coś wielkiego.

Naciski militarne działają”.

Palestyńczycy ponownie płacą wysoką cenę w wyniku odmowy Hamasu uwolnienia pozostałych 59 izraelskich zakładników (z których prawie połowa prawdopodobnie nie żyje) przetrzymywanych w Strefie Gazy od 7 października 2023 r. Tego dnia tysiące terrorystów z Hamasu i zwykłych Palestyńczyków najechało Izrael, mordując 1200 Izraelczyków i raniąc tysiące innych. Kolejnych 251 Izraelczyków – żywych i martwych – zostało porwanych do Strefy Gazy.

Od tego czasu Hamas mógł uniknąć większości śmierci i zniszczeń, jakie sprowadził na Palestyńczyków, po prostu uwalniając wszystkich zakładników, składając broń i oddając kontrolę nad Strefą Gazy.

Hamas jednak postanowił wciągnąć dwa miliony Palestyńczyków ze Strefy Gazy w wojnę, która pochłonęła życie tysięcy osób i zniszczyła duże części tej nadbrzeżnej enklawy.

Zawarte w styczniu porozumienie o zawieszeniu broni i zakładnikach, wynegocjowane przez USA, dało Hamasowi okazję do uwolnienia wszystkich zakładników i zakończenia wojny z Izraelem. Zamiast tego Hamas postanowił upokorzyć zakładników (i wszystkich Izraelczyków), przy przekazywaniu uwolnionych przedstawicielom Międzynarodowego Komitetu Czerwonego Krzyża.

Podczas odrażających pokazów zamaskowani uzbrojeni mężczyźni w mundurach wojskowych Hamasu i innych palestyńskich grup terrorystycznych pojawili się na ulicach po raz pierwszy od początku wojny. Podczas wojny niektórzy terroryści, udając niewinnych cywilów, pozbyli się mundurów i ukryli broń, a wielu znalazło schronienie wśród przesiedlonych rodzin w strefach humanitarnych w całej Strefie Gazy. Inni spędzili większość czasu ukrywając się w tunelach, w których przetrzymywali (i nadal przetrzymują) wielu izraelskich zakładników.

Umowa o zawieszeniu broni i zakładnikach upadła 18 marca, ponieważ Hamas najwyraźniej nie jest gotowy uwolnić wszystkich zakładników, rozbroić się i oddać kontroli nad Strefą Gazy. Hamas uważa zakładników za atut i „polisę ubezpieczeniową” na utrzymanie władzy.

Hamas twierdzi, że chce od Izraela zobowiązania, że zakończy wojnę, pozwalając jednocześnie grupie terrorystycznej zachować kontrolę nad Strefą Gazy. Hamas powiedział również, że chce gwarancji międzynarodowych, w tym od USA, że Izrael będzie przestrzegał takiego zobowiązania. Innymi słowy, Hamas mówi, że chce zachować kontrolę nad Strefą Gazy, aby móc w przyszłości dokonywać kolejnych ataków terrorystycznych na Izrael. Jego przywódcy już zagrozili przeprowadzeniem kolejnych masakr na Izraelczykach.

MEMRI podał 1 listopada 2023 r.:

„Ghazi Hamad z biura politycznego Hamasu powiedział w programie z 24 października 2023 r. w telewizji LBC (Liban), że Hamas jest gotowy powtórzyć operację ‘Potop Al-Aksa’ z 7 października [atak z 7 października] raz po raz, aż Izrael zostanie unicestwiony”.

Hamad oświadczył:

„Izrael to kraj, na który nie ma miejsca na naszej ziemi. Musimy usunąć ten kraj… Potop Al-Aksa to dopiero pierwszy raz, a będzie drugi, trzeci, czwarty…”

Przywódcy Hamasu wielokrotnie jasno dawali do zrozumienia, że ich organizacja terrorystyczna nie ma zamiaru złożyć broni.

9 marca 2025 r. podczas imprezy Hamasu w Egipcie na cześć palestyńskich więźniów uwolnionych przez Izrael w ramach Pierwszej Fazy zawieszenia broni między Izraelem a Hamasem, wysoki rangą funkcjonariusz Hamasu Chaled Maszaal powiedział, że Palestyńczycy nigdy się nie rozbroją i ostrzegł przed dużym „spiskiem” zagrażającym „przyszłości Strefy Gazy, jej administracji, reżimowi i broni oraz ruchowi oporu”. Dodał:

„Droga dżihadu i oporu jest drogą do odzyskania ojczyzny, honoru i wolności oraz uwolnienia więźniów [z izraelskiego więzienia]. Świat szanuje tylko silnych”.

Również w marcu inny wysoki rangą funkcjonariusz Hamasu, Sami Abu Zuhri, podkreślił, że jego grupa jest absolutnie przeciwna rozbrojeniu się i zrezygnowania z „walki zbrojnej” przeciwko Izraelowi. „Broń ruchu oporu jest czerwoną linią” – ostrzegł Abu Zuhri . Dodał, że wszelkie dyskusje na temat rozbrojenia Hamasu są „nonsensem” i że ta kwestia „nie podlega targom, dyskusji ani negocjacjom”.

Niektórzy liderzy Hamasu wyrazili gotowość zaakceptowania „technokratycznego” rządu w Strefie Gazy. Dla nich jednak nie oznacza to, że Hamas zakończy swoje panowanie nad Strefą Gazy. Rzecznik Hamasu Abdul Latif al-Kanoua powiedział, że jego grupa musi zatwierdzić członków rządu i jego mandat. Wyjaśnił, że pojęcie całkowitego wycofania się Hamasu z zarządzania jest „nieścisłe”.

Hamas stara się naśladować model libański, gdzie terrorystyczna organizacja Hezbollah, wspierana również przez Iran, od kilkudziesięciu lat działa jako państwo w państwie.

Przywódcy Hamasu — mieszkający w luksusowych hotelach i willach w Katarze, Libanie i Egipcie — najwyraźniej nie spieszą się z zakończeniem wojny. Wielu z nich uciekło ze Strefy Gazy wraz z rodzinami w ciągu ostatnich kilku lat w poszukiwaniu lepszego życia w krajach arabskich i islamskich. Ze swoich bezpiecznych domów i biur przywódcy Hamasu nadal wydają płomienne oświadczenia o odmowie ustępstw w celu zakończenia konfliktu. „[Izrael] łudzi się, jeśli myśli, że może na nas naciskać, eskalując swoje działania militarne” — powiedział wysoki rangą funkcjonariusz Hamasu, Osama Hamdan, w odpowiedzi na upadek porozumienia o zawieszeniu broni i zakładnikach.

Tymczasem jedynymi, którzy odczuwają żar płomieni, są Palestyńczycy w Strefie Gazy. W ciągu ostatnich kilku dni wielu mieszkańców Gazy zaatakowało w mediach społecznościowych Hamas za odmowę uwolnienia wszystkich zakładników i zakończenia wojny. Takie głosy rzadko docierają do zachodnich mediów. Chociaż wielu Palestyńczyków nadal popiera Hamas i „opór” przeciwko Izraelowi, coraz większa ich liczba wypowiada się przeciwko tej grupie terrorystycznej.

Mohammed Diab, mieszkaniec Strefy Gazy, napisał:

„Apeluję do Hamasu o wydanie zakładników i ustąpienie z jakiejkolwiek roli w rządzeniu Gazą. Ratowanie naszej krwi jest ważniejsze niż wasza przyszłość”.

Inny mieszkaniec Gazy, Abu Ezz Ahmed, powiedział:

„Każdy, kto ma choć odrobinę wiary, sumienia, patriotyzmu lub moralności, każdy, kto ma choć odrobinę miłości do mieszkańców Gazy, musi teraz podnieść głos i zażądać — natychmiast i bez zwłoki — aby Hamas wyzwolił Gazę w imię Boga, wydając zakładników i zabierając swoje ręce z Gazy. Umieramy z powodu Hamasu”.

Palestyński aktywista na rzecz praw człowieka i pokoju Hamza Howidy napisał:

„Co jest potrzebne, żeby się poddać? Ludzkie dusze? Straciliśmy wystarczająco dużo. Miasto [Gaza]? Całkowicie zniszczone…

A jednak Hamas odmawia [poddania się]. Nie z powodu siły, nie ze względu na strategię, ale dlatego, że poddanie się oznacza stawienie czoła własnej porażce. Oznacza przyznanie, że wszystko to – straty, zniszczenia, niewyobrażalne cierpienie – było na nic. A tego nie mogą znieść.

Więc trzymają się [władzy]. Nie dla ludzi, nie dla Gazy, ale dla siebie. Ponieważ poddanie się oznaczałoby oddanie władzy, którą zbudowali, kontroli, którą utrzymywali, i narracji, którą snuli przez dziesięciolecia. To nie oni szukają jedzenia w gruzach. To nie oni patrzą, jak ich dzieci umierają. Siedzą bezpiecznie, podczas gdy inni płacą cenę.

Ile jeszcze jest do stracenia, zanim zdecydują, że to wystarczy? A może prawda jest taka, że nigdy tego nie zrobią — ponieważ cierpienie Gazy nigdy nie było ich zmartwieniem, tylko bronią”.

Ahmad, użytkownik mediów społecznościowych ze Strefy Gazy, szydził z terrorystów z Hamasu za to, że ukryli się po upadku porozumienia o zawieszeniu broni i zakładnikach:

„Chodźcie, bohaterowie parad na gruzach domów, chodźcie, synowie [zbrojnego skrzydła Hamasu Izz a-Din] Al-Kassam. Wszyscy zdejmują mundury wojskowe, zakładają cywilne ubrania i kapcie i chowają się wśród przesiedleńców i namiotów”.

Palestyński dziennikarz i autor Ranem El Ali:

„Oświadczam, że nie wierzę w ten opór i wyrzekam się Hamasu i jego ideologii. Oddajcie więźniów, wy, ‘zwycięskie’ bestie. Dość męczenników i śmierci. Przekleństwo na tych, którzy na was głosowali [w palestyńskich wyborach parlamentarnych w 2006 r.]”.

Na koncie w mediach społecznościowych o nazwie „Z serca Strefy Gazy” zamieszczono pytania:

„Kto powierzył tym chorym psychicznie ludziom (Hamasowi) życie mieszkańców Gazy?  

Kto dał im prawo do decydowania o losie dwóch milionów ludzi? Hamas wolałby wyrwać życie z korzeniami niż rozbroić się, wolałby spowodować zniszczenie niż wycofać się, wolałby oddać Strefę Gazy potworowi ciemności niż dać jej ludziom promyk nadziei!”

Komentując rosnącą krytykę Hamasu, egipski politolog Chaled Hassan powiedział:

„Nigdy nie widziałem tylu mieszkańców Gazy wściekłych na Hamas.

Po raz pierwszy w życiu widzę, że zdecydowana większość mieszkańców Gazy traktuje ich z pogardą, na jaką zasługują.

Mogę z całą pewnością stwierdzić, że większość mieszkańców Gazy, których wypowiedzi widziałem w Internecie, chciałaby uwolnienia zakładników w zamian za powrót do zawieszenia broni.

Moim zdaniem, to jest coś wielkiego.

Naciski militarne działają”.

Choć takie głosy dochodzące ze Strefy Gazy są pozytywne i zachęcające, nie wystarczą, aby odsunąć Hamas od władzy. Jeśli Palestyńczycy mieszkający tam chcą zakończyć wojnę, muszą zbuntować się przeciwko Hamasowi i przekazać Izraelowi informacje o miejscu pobytu zakładników. Niestety, większość Palestyńczyków wydaje się niechętna, albo ze strachu przed Hamasem, albo dlatego, że po prostu identyfikują się z tą grupą terrorystyczną i jej celem zniszczenia Izraela.


Khaled Abu Toameh – urodzony w 1963 r. w Tulkarem na Zachodnim Brzegu, arabski dziennikarz, któremu wielokrotnie grożono śmiercią. Publikował między innymi w “The Jerusalem Post”, “Wall Street Journal”, “Sunday Times”, “U.S. News”, “World Report”, “World Tribune”, “Daily Express” i palestyńskim dzienniku “Al-Fajr”. Od 1989 roku jest współpracownikiem i konsultantem NBC News.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


„Chidusz” 6/2022: Męska teologia a kobiece doświadczenie

Fragment okładki „Chiduszu” 6/2022. Autorka: Katarzyna Modzelewska


„Chidusz” 6/2022: Męska teologia a kobiece doświadczenie

REDAKCJA


ZOBACZ, O CZYM PISZEMY W TYM NUMERZE „CHIDUSZU”. 

.

Choć wszyscy dobrze wiemy, że Bóg «w rzeczywistości» przewyższa rozróżnienie na płcie, zawsze mówimy o nim w męskich kategoriach. I nie chodzi tylko o to, że do opisu Boga używamy męskich zaimków (…). Wyobrażenia Boga zaczerpnięte są z męskiej strony stereotypowego podziału płci. Bóg jest więc naszym Ojcem, Panem, Królem, Pasterzem, a nigdy Królową czy Matką. (…) Kobietom odebrano prawo do nazywania. Począwszy od dnia, w którym Bóg przyprowadził do ogrodu Eden zwierzęta i kazał Adamowi je nazwać, poznajemy świat i zwracamy się do niego słowami mężczyzn.

To fragmenty kolejnych dwóch esejów wybitnej żydowskiej feministycznej teolożki Judith Plaskow z książki Nadejście Lilit, które publikujemy w „Chiduszu” 6/2022 w przekładzie Joli Różyło. W symboliczny sposób pokazujemy je na okładce: w modlitwie w synagodze uczestniczą tylko kobiety. Babińce – w tym przypadku balkony – są puste. Modlitwie przewodzi rabinka. Dystansujemy się od męskocentrycznego języka opisu Boga, wykorzystywanego jako narzędzie do wykluczenia kobiet (nie tylko) z religijnego przywództwa.

MĘSKA TEOLOGIA A DOŚWIADCZENIE KOBIECE

W eseju Męska teologia a doświadczenie kobiece Judith Plaskow dowodzi, że tworzenie przez wieki teologii prawie wyłącznie przez mężczyzn zniekształciło religijną wizję Boga i ogólnoludzkiego doświadczenia: Mój argument jest prosty: większość teologii jest pochodną specyficznego, męskiego doświadczenia i nazywania rzeczywistości, które wpłynęły na stworzenie jednostronnej wizji świata. Udając, że jest inaczej, zamykamy oczy na destruktywne efekty – w sferze osobistej, politycznej, teologicznej – jakie może nieść owa jednostronność. Tracimy również możliwość uczłowieczenia teologii dzięki celowemu uzupełnieniu jej o doświadczenie kobiece. Przeczytaj dalsze fragmenty eseju…

Nie bądź obojętny/a/e – dołącz do naszych osób patronujących! Wesprzyj naszą pasję w tworzeniu kultury żydowskiej

ŻYDOWSKA FEMINISTKA. KONFLIKT TOŻSAMOŚCI

W tekście Żydowska feministka. Konflikt tożsamości Plaskow wyjaśnia problematyczność stosunku kobiet do tradycji religijnej – i odwrotnie: Zebrałyśmy się tutaj, ponieważ świecki ruch na rzecz wyzwolenia kobiet sprawił, że konieczne jest przedyskutowanie pewnych żydowskich problemów; bo nie pozwolimy, aby definiowano nas jako Żydówki w sposób, w jaki nie godzimy się, aby definiowano nas jako kobiety. Prowadzi to do dysonansu nie wyłącznie – i nie przede wszystkim – dlatego, że ruch kobiecy jest ruchem świeckim, którego wartości staramy się zaaplikować do starożytnej tradycji religijnej, ale ponieważ ruch ten stanowi odrębną wspólnotę, wokół której być może chciałybyśmy zbudować nasze życia. Konflikt między dwiema różnymi społecznościami to zatem pierwszy poziom, na którym doświadczam kolizji między byciem kobietą a byciem Żydówką. Przeczytaj fragmenty eseju…

PODRABIANY DISNEYLAND. CZ. I

Podrabiany Disneyland w tłumaczeniu Joli Różyło to już drugie opowiadanie Shelly Orii z debiutanckiego zbioru Nowy Jork 1, Tel Awiw 0, które publikujemy w „Chiduszu”. Autorka porusza w swojej prozie cały wachlarz tematów – pisze o uzależnieniach, poliamorii, rodzicielstwie, emigracji. Powracającym wątkiem tych pełnych intymnych momentów historii, opowiadanych prosto i szczerze, są izraelsko-amerykańskie różnice kulturowe, niezadowolenie z życia w ojczyźnie, ale także trudności związane ze znalezieniem sobie miejsca w nowym świecie. Podrabiany Disneyland to historia mężczyzny, który bardzo chciałby poznać lepiej swoją ośmioletnią córkę Maję, ale brakuje mu dojrzałości i zdecydowania – nie tylko zresztą jako ojcu, ale też partnerowi, artyście, Izraelczykowi. Awner musi wziąć spawy w swoje ręce, ale przeszkadzają mu w tym jego paranoidalna natura i apodyktyczne kobiety, którymi się otacza.  

Była już piąta rano. Awner i Maja przedzierali się przez tłum na Penn Station. Dokąd biegli ci wszyscy ludzie tak wcześnie rano? Bał się, że ją zgubi, więc spróbował jeszcze raz. „No dalej, daj mi rękę”. Ale jego dłoń była mokra od potu – już mu to mówiła. Przyłożyła policzek do ramienia, mówiąc tym samym: nie, dzięki. Awner pomyślał, że chciałby żyć w świecie, w którym takim gestem mogliby posługiwać się dorośli mężczyźni. 

Zauważył, że Maja patrzy na jego beret. A może nie? Może tylko mu się wydawało? Winił za to Netę. Kiedy zadzwoniła, by oznajmić, że „nadała przesyłkę”, tuż przed odłożeniem słuchawki powiedziała:

– Awner, jeszcze jedno. Nie noś tej śmiesznej czapki, dobrze? Ona się jej wstydzi.

W s t y d z i  s i ę – co za paskudne określenie. 

– To nie Izrael, Neta. W Nowym Jorku ludzie noszą, co im się podoba.

– W Tel Awiwie też, tyle że tutaj powiedzą ci wprost, jeśli idiotycznie wyglądasz – odpowiedziała. – Poza tym ona jest małą dziewczynką i powoli wchodzi już w ten wiek. Po prostu zrób, o co cię proszę.

Awner westchnął do telefonu. 

– Neta, jeśli moja córka chce mnie o coś poprosić, to powinna sama to zrobić.

Od kiedy przeprowadził się do Nowego Jorku, potrafił się czasami postawić Necie w takich drobnych sytuacjach.

– Zachowujesz się jak nastolatek, Awner.

Przełożyła Jola Różyło

CHAIM GRADE. FAKTY Z ŻYCIA CZ. IV

Ostatnia część artykułu o życiu i twórczości wybitnego jidyszowego pisarza Chaima Gradego, autora powieści Aguna, wydawanej – po raz pierwszy w tłumaczeniu na język polski – w „Chiduszu”. Tekst jest wynikiem badań nad archiwum autora, przeprowadzonych przez historyczkę literatury Susanne Klingenstein i badacza Yehudah DovBera Zirkinda – absolwenta Uniwersytetu Telawiwskiego, pracującego obecnie dla David Cardozo Academy w Jerozolimie. Czwarta część artykułu opowiada o powojennym życiu Gradego –  jego powrocie do Wilna i ostatecznej emigracji przez Paryż do Stanów Zjednoczonych.

We Francji Grade nie był szczęśliwy. „Paryż mnie dołuje” – pisał do Opatoszu. „Żydowski styl życia jest tutaj jak modlitwa udręczonego sklepikarza, tyle że bez szabesu”. Nowy Jork jako nieprzejednane miasto emigrantów był otwarty i różnorodny. W listopadzie 1948 roku Chaim i Inna zamieszkali przy Sedgwick Avenue w Bronksie, a rok później przenieśli się do mieszkania przy 100 Van Cortlandt Park. Inna, wtedy dwudziestotrzylatka, znalazła pracę w Nowojorskiej Bibliotece Publicznej, a we wrześniu 1949 roku zapisała się na studia w New School of Social Research. W 1951 roku zaczęła doktorat z komparatystyki na Columbia University, ale nigdy go nie ukończyła.

Przełożyła Jola Różyło

AGUNA

SIÓDMY ODCINEK WYBITNEJ POWIEŚCI CHAIMA GRADEGO

Od „Chiduszu” 10/2021 publikujemy pierwsze polskie tłumaczenie Aguny Chaima Gradego w przekładzie Magdaleny Wójcik. W kolejnym odcinku będziemy m.in. świadkami dramatycznych wydarzeń między reb Lewim a jego córką Cirele: Reb Lewi rzuca się w jej stronę, lecz potyka się o coś i ciężko upada na próg. Cirele miała zamiar wyślizgnąć się niezauważona, lecz gdy widzi, że oczy wszystkich zwrócone są na nią, z hukiem otwiera drzwi na oścież. (…)

– Wypuśćcie mnie! – rozlega się dziecięcy płacz. – Chcę iść do panny młodej z kwiatami we włosach. Jej narzeczony ją opuścił, a ona mnie przeklęła, przeklęła mnie na pogrzebie dziadka! Nigdy nie wyjdę za mąż. Teraz jej narzeczony wrócił, więc ona nie jest już aguną…

– Córko! – reb Lewi przyciska czoło do drzwi, jakby przytulał się do jej ramienia.

– Wypuśćcie mnie! – dziewczyna zaczyna walić pięściami z drugiej strony. – Muszę iść powiedzieć pannie młodej z kwiatami we włosach, żeby uciekała razem z narzeczonym.

– Trzeba zawołać sąsiadów! – krzyczy ktoś.

– Niech przyjedzie karetka! – wtóruje mu kto inny.

– Nie! – rzęzi reb Lewi i jeszcze mocniej przyciska się do drzwi. – Ona się uspokoi!

– Nigdy się nie uspokoję! – Cirele miota się w zamkniętym pokoju. – Zbójco, nie uspokoję się! Chcesz rozdzielić pannę młodą z kwiatami we włosach od narzeczonego i zamknąć ją w domu wariatów. Tak jak zamknąłeś mnie i mamę!

– Wyskoczy przez okno! – mówi ktoś, drżąc przy tym ze strachu.

– A niech skacze! Niech skacze! – reb Lewi także zaczyna walić pięściami w drzwi, jakby zaraził się obłędem od córki.

QUEEROWY STAN WYJĄTKOWY

Prawdziwa historia miłego, żydowskiego chłopca, który wstępuje do Kościoła Scjentologii i odchodzi z niego po dwunastu latach, aby stać się tą uroczą kobietą, którą jest teraz

W dziesiątej części swoich wspomnień Kate Bornstein opowiada o długoletnim związku z Catherine (później Davidem), swojej karierze scenicznej i początkach pisania, oraz decyzji o wyprowadzce do Seattle i spełnieniu swoich sadomasochistycznych fantazji. 

Razem z Sailor i Lulą spekulowałyśmy, jak mógłby wyglądać nasz trójkąt, w którym byłabym ich poddaną. Nadal byłam z Davidem, ale dziewczyny powtarzały mi, jak bardzo chciałyby „zadać mi trochę bólu”. Nie wiedziałam, co to znaczy, ale z całego serca pragnęłam udowodnić im, że jestem w stanie to wytrzymać. Okrutna geografia udaremniała jakikolwiek prawdziwy kontakt fizyczny. Dziewczyny były jednak mądre i częściowo dlatego powoli się w nich zakochiwałam. Chciały mnie zranić, a ja chciałam być raniona. Sailor i Lula obmyśliły więc plan przetestowania moich rządz. Sailor będzie chwaliła się później, jak bardzo był on przebiegły i dosłownie teatralny.

– Kiedy masz kolejny występ?

Powiedziałam, że gram za trzy dni. Sailor roześmiała się.

– W porządku. Zrobisz tak: w piątek, kiedy będziesz na scenie, w pewnym momencie wbijesz sobie paznokieć w dłoń aż do krwi. Zadzwoń do nas, kiedy tylko wrócisz do domu z teatru.

Nosiłam wtedy długie, czerwone szpony, więc zadanie nie było trudne. Na koniec przedstawienia gaśnie światło. Później zapalane jest znowu, a ja kłaniam się i dziękuję publiczności. Wtedy to zrobiłam. Powoli wbiłam długi paznokieć w skórę prawej dłoni. Publiczność wiwatowała, uznając zapewne moją reakcję za łzy szczęścia. Było w tym więcej prawdy, niż sądzili.

Dziewczyny były zachwycone. Według Sailor możliwość sprawienia mi bólu na taką odległość była początkiem naszej relacji właścicielek i niewolnicy.

Nie uprawialiśmy seksu z Davidem już od jakiegoś czasu, za to w naszej długodystansowej relacji z Sailor i Lulą byłyśmy coraz bardziej pomysłowe. Byłam urzeczona prawdziwą uciechą, jaką czerpałam z poddaństwa, służby, niezwykłego paradoksu rozkosznego niewolnictwa za obopólną zgodą. W końcu zdałam sobie sprawę, że w San Francisco, podobnie jak wcześniej w Filadelfii, nie było już dla mnie miejsca. Postanowiłam więc opuścić miasto. 

Mainstreamowe lesbijki nie chciały mieć ze mną nic wspólnego z kilku powodów: byłam transseksualna, miałam chłopaka i byłam sadomasochistką. Nawet lesby sadomaso omijały mnie szerokim łukiem, bo lubiłam bawić się ostrymi przedmiotami i chciałam, żeby upuściły mi trochę krwi. Sailor i Lula, podobnie jak spora część sadomasochistycznych lesbijek w Seattle, uwielbiały zabawy z krwią. Pomyślałam, że mógłby to być mój nowy dom. Zadzwoniłam do dziewczyn z pytaniem, czy rozważyłyby wzięcie mnie do siebie jako swojej niewolnicy. Po sześciu latach spędzonych w San Francisco przeniosłam się do Seattle. Wszystkie trzy byłyśmy tym bardzo podekscytowane. Lula pomogła mi w przeprowadzce.

Przełożyła Jola Różyło

SZORTY

W krótkich artykułach z Polski i świata piszemy m.in. o kolejnych wątkach żydowskich w mailach Dworczyka, cywilnych małżeństwach (on-line) uznanych przez izraelski sąd, drugiej wojnie światowej i kwestii gazu według Joachima Brudzińskiego, łatwiejszym dostępie do aborcji w Izraelu, pierwszej koszernej restauracji z gwiazdką Michelina czy 81. rocznicy mordu w Jedwabnem.

ZAPRASZAMY DO LEKTURY

„Chidusz” dostępny jest w Empikach na terenie całego kraju, w Muzeum POLIN, ŻIH-u oraz w Cocofli we Wrocławiu. Wydanie elektroniczne można znaleźć na publio.pl. Roczna prenumerata krajowa od 90 zł (list ekonomiczny), roczna prenumerata elektroniczna za 60 zł. Zamówienia: office@chidusz.com. Przyjemnej lektury!


wroclawski-instytut-kulturyPartnerem wydawniczym tego numeru „Chiduszu” jest Wrocławski Instytut Kultury w ramach Wrocławskiego Programu Wydawniczego. wroclawski-program-wydawniczy



Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Israel Faces Dual Attacks as Houthis and Hamas Target Major Cities, IDF Expands Ground Operations in Gaza

Israel Faces Dual Attacks as Houthis and Hamas Target Major Cities, IDF Expands Ground Operations in Gaza

Debbie Weiss


A Houthi fighter mans a machine gun mounted on a truck during a parade for people who attended Houthi military training as part of a mobilization campaign, in Sanaa, Yemen, Dec. 18, 2024. Photo: REUTERS/Khaled Abdullah

Millions of Israelis scrambled for shelter overnight as Iran-backed Houthi terrorists in Yemen launched a ballistic missile at Israel, setting off air-raid sirens across the center of the country and the Jerusalem area, and was followed hours later by a Hamas rocket barrage targeting Tel Aviv on Thursday afternoon.

The Israel Defense Forces (IDF) reported intercepting the missile from Yemen before it entered Israeli airspace, while the Iron Dome intercepted a further three missiles from Hamas later on, triggering sirens throughout the metropolitan area. While there were no reported casualties, shrapnel from intercepted rockets was found in Rishon Lezion. The rocket fire came as the IDF expanded its ground operations in Gaza, warning Palestinian civilians to avoid the Netzarim Corridor, a strategic seven-kilometer road that bisects the enclave.

The United States has urged Israel not to respond directly to the Houthi missile strike, according to a Hebrew-language Ynet report citing an Israeli official. US forces already carried out airstrikes against the Houthis — who have targeted American and Israeli ships in the Red Sea and disrupted global shipping through the critical trade route — in recent days and told Israel to “allow them to handle the situation,” the report said.

Eitan Shamir, a security expert, noted that, regardless, it would not be wise — and neither within its capabilities — for Israel to secure the Red Sea without help.

“Achieving this objective cannot be accomplished by Israel alone and will require the involvement of the international community,” he told The Algemeiner. “The Israeli Navy lacks the capabilities to secure Israeli shipping in the southern Red Sea independently. Politically, it is also undesirable for Israel to take on the responsibility of addressing a problem that is internationally recognized, particularly since Israel is often accused of causing it due to its attacks on Gaza.”

Nevertheless, Shamir added, Israel’s “goal for ending the conflict is to ensure complete freedom of navigation to and from its waters.” 

Shamir, who is the director of Bar-Ilan University’s Begin-Sadat Center for Strategic Studies, also underscored recent US State Department decisions against the Houthis, including reinstating its foreign terrorist designation and its $15 million reward for information on its financing. Still, he said, “the impact of these actions on the Houthis’ blockade in the southern part of the Red Sea is currently unclear.”

Shamir highlighted reports suggesting that China was providing financial protection to the Houthis to ensure its own ships remain unharmed. 

The expansion of Iranian activities into the Mediterranean Sea has raised further concerns. Shamir highlighted the likelihood that Israel’s navy will need to increase its operational presence in both the Red Sea and Mediterranean, potentially requiring additional vessels to secure shipping lanes. Cooperation with the US Fifth Fleet and allied naval forces will remain crucial to maintaining stability in these waterways, he said. 

Shamir warned against unilateral action, saying, “It is not in Israel’s best interest to act unilaterally to deter the Houthis.” Instead, he urged Israel to let the US take the lead, including pressuring Iran, which “undoubtedly has influence over the Houthis, to stop the attacks on Israel.”

Meanwhile, the IDF targeted key Hamas and Palestinian Islamic Jihad terrorist operatives. Among those eliminated was Rashid Jahjouh, head of Hamas’s General Security Apparatus, who was responsible for maintaining internal security and intelligence operations, identifying and targeting “collaborators” and spreading propaganda. Also killed was Ayman Etsilah, a senior Hamas security official in Khan Yunis, and Ismail Abd al-Aal, a high-ranking figure in Islamic Jihad’s weapons smuggling network.

The IDF and Shin Bet confirmed that these operations were part of broader efforts to dismantle the leadership and infrastructure of terrorist groups in the enclave.

Hamas and Islamic Jihad, like the Houthis, are both backed by Iran, which provides the Palestinian terrorist groups with weapons and funding.

Several other Hamas leaders have been killed since Israel resumed strikes earlier this week, including Yasser Muhammad Harb Musa, who managed Hamas’s security portfolio, and Ayssam al-Dalis, the head of Hamas’s Gaza government. Mahmoud Marzouk Ahmed Abu Watfa, responsible for Hamas’s internal security, and Ahmed Abdulla Al-hata, the group’s Minister of Justice, were also among those targeted. 

The current escalation follows the collapse of a temporary ceasefire and hostage-release deal that lasted 42 days, during which the terror group released 30 living hostages and the remains of eight slain captives, while Israel freed nearly 2,000 Palestinian security prisoners.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Dziwaczne zainteresowanie Mahmoudem Khalilem

Mahmoud Khalil to ten w środku, z wąsami.


Dziwaczne zainteresowanie Mahmoudem Khalilem

Hugh Fitzgerald
Tłumaczenie: Małgorzata Koraszewska


Byłem zdumiony, gdy 10 marca słuchałem radia NPR, ponieważ w każdym wydaniu wiadomości przez cały dzień aż do godziny 16:00 (włączałem NPR co godzinę, żeby sprawdzić}, pierwsza lub druga wiadomość nie dotyczyła ponad 1000 alawickich cywilów zamordowanych w Latakii, ani masakr w Sudanie, ani rosyjskich rakiet wystrzelonych właśnie na Ukrainę, ani batalii budżetowej w Kongresie, ani wyboru Marka Carneya na premiera Kanady, ani ceł na Meksyk, Chiny i Kanadę.

Nie, ta pierwsza (lub druga) wiadomość dotyczyła Mahmuda Khalila, palestyńskiego studenta uniwersytetu Columbia, któremu właśnie odebrano zieloną kartę i który został zatrzymany przez ICE z zamiarem deportowania go.

Zastanawiałem się, skąd to przesadne zainteresowanie statusem tego raczej mało atrakcyjnego osobnika.

Choć właściwie nie zastanawiałem się, ponieważ historia niewinnego człowieka schwytanego przez przerażających agentów ICE (buty wojskowe, brunatne koszule, wstaw swój ulubiony strój nazistowski) łączy w sobie kilka modnych wątków: po pierwsze, prześladowany Palestyńczyk odważnie mówiący prawdę władzy, czyli wszechmocnemu lobby syjonistycznemu; ludzki aspekt, który porusza nasze serca — Khalil ma żonę, która jest w ósmym miesiącu ciąży, a teraz, podczas gdy ona pozostaje w akademiku Uniwersytetu Columbia, jej mąż znajduje się w areszcie ICE w ośrodku internowania La Salle w Luizjanie; po trzecie, kolejny przykład czystej okropności okrutnej i despotycznej administracji Trumpa.

Ci sami, co zwykle, byli oburzeni tym „atakiem na wolność słowa”. Oto kilku oburzonych: Knight Institute, NYCLU potępiają aresztowanie Mahmouda Khalila, SIPA ’24, wzywają uniwersytety do ochrony studentów i wykładowców, autorstwa Mirandy Lu, „Columbia Spectator”, 10 marca 2025 r.:

„Aresztowanie i grożenie deportacją studentów z powodu ich udziału w protestach politycznych to rodzaj działań, które zazwyczaj kojarzy się z najbardziej represyjnymi reżimami świata – napisał Jameel Jaffer, dyrektor wykonawczy Knight Institute, w niedzielnym oświadczeniu. – To naprawdę szokujące, że to dzieje się właśnie tutaj”.

Nie, „najbardziej represyjne reżimy świata” nie tylko cofają wizy dysydentom. Dokonują egzekucji tych, którzy angażują się w protesty polityczne: patrz Iran, Chiny, Rosja, Syria pod rządami Assada jako przykłady.

Donna Lieberman, dyrektor wykonawcza NYCLU, określiła zatrzymanie Khalila jako „celowy, odwetowy i skrajny atak na jego prawa gwarantowane Pierwszą Poprawką” i w niedzielnym oświadczeniu potępiła administrację Trumpa.

„Nielegalne zatrzymanie pana Khalila śmierdzi maccartyzmem – napisała Lieberman. – Jasne jest, że administracja Trumpa wybiórczo karze pana Khalila za wyrażanie poglądów, które nie są zatwierdzone przez MAGA – co jest przerażającą eskalacją represji Trumpa wobec wypowiedzi propalestyńskich i agresywnym nadużyciem prawa imigracyjnego”.

Były też oświadczenia Ilhan Omar (D-Mogadiszu), która napisała na Twitterze: „absolutnie oburzające. To jest nie-amerykańskie. Przymusowe zaginięcie Mahmouda Khalila tylko za konstytucyjnie chronioną mowę”.

„Przymusowe zaginięcie” Mahmouda Khalila? Omar chciała tym określeniem przypomnieć nam o studentach zamordowanych przez argentyńskie wojsko; stali się znani jako „los deparecidos”, „zaginieni”.

„Zaginięcie” kogoś oznacza zabicie go. Mahmoud Khalil nie został zabity. Nikt nie tknął ani jednego włosa na jego głowie. Po prostu odmówiono mu wielkiego przywileju posiadania amerykańskiej zielonej karty. Będzie miał również należyty proces — przesłuchanie przed sędzią imigracyjnym.

Potem była Rashida Tlaib (D-Jenin), która wtrąciła swoje histeryczne uwagi:

Uwolnić Mahmouda Khalila. To jest wzięte prosto z faszystowskiego podręcznika. Kryminalizacja sprzeciwu jest atakiem na naszą Pierwszą Poprawkę i wolność słowa – powiedziała Tlaib, który reprezentuje Michigan. – Unieważnienie czyjejś zielonej karty za wyrażenie poglądów politycznych jest nielegalne. Protestowanie przeciwko ludobójstwu nie jest przestępstwem.

A inna członkini Szwadronu, przedstawicielka Nowego Jorku Alexandria Ocasio-Cortez (D-Jack Daniels) powiedziała, że aresztowanie może stworzyć niebezpieczny precedens. Wiecie, od kamyczka do rzemyczka: najpierw przyszli po Mahmouda Khalila, a wkrótce przyjdą po wszystkich muzułmanów, a potem, na koniec, przyjdą po ciebie i mnie. Jest zaniepokojona zdolnością rządu do „znikania obywateli USA”:

Jeśli rząd federalny może pozbawić stałego rezydenta USA statusu legalnego rezydenta bez powodu lub nakazu, to może również przymusowo porywać obywateli USA – napisała na X Ocasio-Cortez – Każdy, z lewicy, prawicy lub centrum, kto podkreśla znaczenie praw konstytucyjnych + wolności słowa, powinien teraz bić na alarm.

CAIR utworzył specjalną stronę poświęconą Mahmudowi Khalilowi i list protestacyjny, który możesz podpisać przeciwko jego brutalnemu traktowaniu:

Aresztowanie Mahmouda Khalila, który ma zieloną kartę, stanowi szokującą eskalację obietnicy prezydenta Trumpa, że będzie karał chronione konstytucyjnie wypowiedzi i aktywizm. To aresztowanie i zatrzymanie z powodu orędownictwa Khalila na rzecz praw Palestyńczyków stanowi niebezpieczny precedens i zagraża wolnościom obywatelskim nas wszystkich. Wzywamy do natychmiastowego uwolnienia Khalila i potępiamy wszelkie próby zagrożenia środków utrzymania jednostek z powodu ich sprzeciwu.

CAIR-NY solidaryzuje się z Mahmoudem Khalilem i wszystkimi, którzy korzystają z prawa do walki o sprawiedliwość i prawa człowieka, i przyłącza się do apeli domagających się natychmiastowego uwolnienia

Szokująca eskalacja… kara za korzystanie z wolności słowa chronionej konstytucyjnie… niebezpieczny precedens… zagraża wolnościom obywatelskim wszystkich… itd., itd.

O straszne, straszne, najstraszniejsze!

Ale pomijając histerię, jakie są powody deportacji Mahmouda Khalila?

Elder of Ziyon ma kilka uwag na ten temat tutaj: The legal case to deport Mahmoud Khalil of ‘Columbia University Apartheid Divest’ is airtight, Elder of Ziyon, 10 marca 2025 r.:

Gdy zapoznamy się z odpowiednimi przepisami USA, sprawa deportacji Mahmouda Khalila staje się niepodważalna…

Departament Bezpieczeństwa Krajowego (DHS) oświadczył, że Khalil został zatrzymany „w oparciu o dekrety prezydenta Trumpa zakazujące antysemityzmu”, zarzucając mu udział w „działaniach powiązanych z Hamasem, uznanym za organizację terrorystyczną”.

Jakie są podstawy prawne aresztowania?

Khalil jest stałym rezydentem USA i posiada zieloną kartę.

Zgodnie z 8 Kodeksem Stanów Zjednoczonych § 1227 – Cudzoziemcy podlegający deportacji, „Każdy cudzoziemiec opisany w podpunkcie (B) lub (F) sekcji 1182(a)(3) niniejszego tytułu podlega deportacji”…

Nie ma też wątpliwości, że CUAD opowiada się za i popiera działalność terrorystyczną. Na przykład w pierwszą rocznicę 7 października rozdawał na terenie kampusu gazety zatytułowane „The New York War Crimes”, które zawierały tę całostronicowe „ogłoszenie”.


Oprócz tego, skandowane okrzyki CUAD zawierają wyraźne poparcie dla Hamasu („Tak, wszyscy jesteśmy Hamasem, świnio!” i „Al-Kassam, sprawiasz, że jesteśmy dumni, zabij teraz kolejnego żołnierza”).

Jednak nawet bez wyraźnego poparcia dla Hamasu, CUAD wielokrotnie chwalił „opór”, a „opór” ten jest terroryzmem.

Jednym z przykładów jest to, że chwalili strzelaninę z 1 października w Tel Awiwie, w której zginęło siedmiu cywilów, mówiąc: „1 października w Tel Awiwie doszło do strzelaniny, której celem były izraelskie siły bezpieczeństwa i osadnicy. Ten śmiały atak ma miejsce w trakcie trwającej eskalacji przemocy w regionie i podkreśla rosnącą determinację tych, którzy stawiają opór izraelskiej okupacji”.

Apologeci palestyńskiego terroru udają, że to kwestia wolności słowa. New York Civil Liberties Union potępił jego zatrzymanie:

„Zatrzymanie przez administrację Trumpa Mahmouda Khalila – posiadacza zielonej karty studiującego w tym kraju legalnie – jest celowe, odwetowe i stanowi skrajny atak na jego prawa wynikające z Pierwszej Poprawki”.

Pierwsza Poprawka jest w tym przypadku nieistotna.

W kontekście przytoczonych przeze mnie kodeksów prawnych CUAD może mieć lub nie mieć prawa do chwalenia terroryzmu w ramach wolności słowa, ale fakt, że chwali terroryzm i akty terrorystyczne, a także pozycja Khalila jako ich przedstawiciela, to jedyne kwestie, które mają tu znaczenie.

Innymi słowy, to właśnie Pierwsza Poprawka, która może pozwolić CUAD na publiczne chwalenie terroru Hamasu, dowodzi, że Khalil złamał prawo…

Teraz kolej na was, Jameel, Ilhan, Rashida, Alexandria, Nihad, Donna i wielu innych — jaka jest wasza odpowiedź?


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Don’t reject allies who oppose the red-green antisemitic alliance

Don’t reject allies who oppose the red-green antisemitic alliance

Jonathan S. Tobin


Leaders who plan to boycott a conference on antisemitism because of the presence of right-wingers show they aren’t serious about fighting Jew-hatred.

.

French far-right politician Marine Le Pen (second from right) and deputies including Sebastien Chenu to her right and Jordan Bardella, president of the National Rally (right) participate in a march against antisemitism from the Esplanade des Invalides to the Senate on Nov. 12, 2023 in Paris. Photo by Antoine Gyori-Corbis/Corbis via Getty Images.

At a moment in history when Jews are facing an unprecedented wave of post-Holocaust antisemitism, some of the leading lights of the Diaspora have other priorities. That’s the only conclusion to be drawn from the decision by a number of prominent figures and organizations to boycott a conference being sponsored by the government of Israel.

The event is an effort to convene an international response to the surge of Jew-hatred that has swept across the globe since the Hamas attacks in southern Israel on Oct. 7, 2023. Those who have pulled out of the conference, organized by Israel’s Minister of Diaspora Affairs and Combating Antisemitism Amichai Chikli, include Jonathan Greenblatt, CEO and national director of the Anti-Defamation League; Felix Klein, Germany’s antisemitism czar; Ephraim Mirvis, chief rabbi of the United Kingdom; and French Jewish author Bernard-Henri Lévy.

Their reason?

They won’t appear at the same event as members of what they term Europe’s “far-right” political parties such as France’s Rassemblement National, Hungary’s Fidesz Party or Spain’s Vox Party. Chikli’s critics feel that these parties are tainted by their association with the continent’s dark history of fascism and the Holocaust. The fact that they have all reconstituted themselves in recent years to deal with contemporary challenges and aligned themselves with Israel and against antisemitism is meaningless to them.

As much as these liberal and left-wing Jews are attacking Chikli for granting legitimacy to the new European right, their choice has little or nothing to do with the fight against antisemitism that is currently happening. Instead, it is just a reflection of how much of the traditional leadership of Jewish communities outside of Israel has prioritized partisan politics in their respective countries when they should be laser-focused on the struggle against Jew-hatred going on in the streets and on college campuses of the Diaspora.

Living in the past

It’s easy to see how the generation that came of age in the mid-20th century might instinctively draw back from conservatives, whether in the United States or Europe. Antisemitism on the left was far from unknown in that era, as even a cursory review of the actions of Joseph Stalin—the head of the totalitarian Soviet Union—reveals. But the primary threat to Jews then and in the previous century was from the right. It was the fascist right that perpetrated the Holocaust.

Even looking beyond the history of the events from 1933 to 1945 in Europe, throughout the Diaspora, it was invariably the political parties on the right that scapegoated or openly attacked Jews. Conservatives generally were at best neutral in this struggle while religious and right-leaning nationalist parties in Europe were almost always the ones who marginalized Jews or collaborated with the Nazis during the Shoah. Indeed, even in the United States, hostility to Jewish citizens was more likely to be found among religious believers than skeptics or liberals. Political liberals were far more likely to be among the defenders of Jewish rights than their political opponents.

We must honor the memory of those times, and never forget what led to the Holocaust and who it was that was responsible for the murder of 6 million Jews. But it is incumbent on those now alive to understand that the assumptions about antisemitism that were reasonable in the past no longer necessarily apply to the problems of the present.

The primary challenge to contemporary Jewish life comes from a different direction.

Antisemitism still exists on the right. The rise of a “woke right” in the United States in which a minority of conservative figures like media types Tucker Carlson and Candace Owens, who either platform Jew-haters and Holocaust deniers or engage in it themselves, is deeply troubling.

A sea change on the right

Still, in 2025, the parties and leaders who are most likely to be ardent defenders of Israel and opposed to antisemitism in their own countries are on the right.

President Donald Trump is the best example of this trend.

He has not only been the most pro-Israel president since the modern-day Jewish state was born in 1948. Trump has also done more to combat antisemitism on college campuses than any of his predecessors. The war he is waging on institutions of higher learning that enabled or tolerated the hatred of Jews is essential to that struggle. The administration’s efforts to rid the woke catechism of diversity, equity and inclusion (DEI) and other toxic leftist ideologies not just from higher education but other sectors of society has the potential to do a great deal to ensure the safety of American Jews. And it was his opponents who have largely embraced the doctrines of the “progressives” that are most associated with antisemitism today.

But to many political liberals, especially within the Jewish community, Trump remains anathema. That’s not only because of his policies they might oppose but because they still assume that a conservative populist must be an antisemite, no matter what he says or does.

That might have been true in the 1930s or ’40s. But not these days, when the sector of the population is most likely to be antisemitic is on the political left or members of mainline liberal Protestant denominations.

That’s the same reason that many liberal Jews assume that evangelical and conservative Christians have to be hostile to them or Israel, even though the vast majority are not only pointedly philo-semitic but the most ardent American friends Israel has.

And that’s also why the two political parties in the United States have essentially exchanged identities when it comes to attitudes toward Israel and the Jews. Where once the Republicans were at best divided in their stance even before the advent of Trump, they have since become a virtual lockstep pro-Israel party, eager to display friendship to Jews. The Democrats have gone in the opposite direction as progressives who embrace intersectional and woke ideology have split the party on Israel and rendered it—as the stances of former President Joe Biden and Vice President Kamala Harris showed—as, at best, neutral on the post-Oct. 7 surge of antisemitism.

Indeed, part of the problem is that Diaspora Jewish liberals are equally as disdainful of Prime Minister Benjamin Netanyahu and fellow Likud politicians like Chikli as they are of Trump since the two governments are seen as political allies.

The situation in Europe is more complicated, but the same unwillingness to live in the present applies.

A leftist-Islamist alliance

Antisemitism has always existed in the United States, though it was not a major political issue or official state policy. In Europe, attitudes toward Jews were a defining issue throughout the continent. Most right-wing parties can trace their origins to factions that were part of their nations’ dark past with respect to the treatment of Jews or the Holocaust.

People and political parties, however, do change.

The reasons for this may not be because they have all suddenly fallen in love with the Jews. The primary factor that caused people to change their minds is that in the 21st century, they understand that the threat to their nations isn’t coming from the Jews. It’s from the red-green alliance of Marxists and Islamists.

In the past, they may have seen Jews as outsiders who didn’t fit into a blood and soil version of national identity. But today, they rightly understand that the mass migration of Muslims from the Middle East and North Africa is fundamentally altering the character of many European nations for the worse. That is combined with neo-Marist efforts to discard the traditions of Western civilization as irredeemably racist, much like the left’s war on America via critical race theory and The New York Times’ “1619 Project.” This unlikely alliance of leftists and Islamists is producing a changing political landscape that could doom their national traditions and culture in places like Britain, France, Sweden and other countries. It’s also making them unsafe for Jews.

Recognizing this fact makes them realists as opposed to racists or xenophobes. And part of that realism is knowing that Jews and the State of Israel are their natural allies in an existential struggle for the future of Europe and the West.

The evolution of these parties is a long process. And some, particularly like those in Germany and Austria, haven’t completed that journey. Despite its electoral success, the German AfD Party remains tainted by the antisemitic attitude of some of its candidates for parliament and their nostalgia for the Nazi era. That’s also true of Austria’s Freedom Party.

That’s why they weren’t invited to the Jerusalem conference.

If Chikli had chosen to invite them, then the boycotters would have had a leg to stand on. Still, an argument can be made that encouraging people like AfD leader Alice Weidel, who has personally opposed antisemitism and supports Israel, would do more to combat antisemitism in Germany than shunning her.

Chikli wisely chose not to do so, but that didn’t matter to Diaspora liberals.

Other right-wing European parties have conclusively rejected their antisemitic past, as France’s RN has done, even though that obligated its leader, Marie Le Pen, to eject her late father from the party. Her putative successor, Jordan Bardella, who may be its candidate to lead the country at the next presidential election, has no such associations. Outspoken in opposing Jew-hatred and supporting Israel, he will be at the antisemitism conference. But he is just as unacceptable to many liberal Jews as open antisemites.

The same is true for their attitudes toward Hungarian Prime Minister Viktor Orbán, who is an ardent friend of Israel and his country’s Jewish community. Yet left-wingers not only routinely falsely accuse him of authoritarianism but also of being associated with antisemitism, even though Jews in Budapest are far safer than they are in London, Paris, Amsterdam or Stockholm—something that even his domestic political opponents will concede.

Those Jews who won’t associate with them or members of their parties often identify with the parties of the European left or center. Some, like Levy, a principled supporter of Israel but a man of the left, still cling to the idea that the right is not kosher.

He fails to see that it is the political left, such as the La France Insoumise Party (LFI), led by Jean-Luc Mélenchon, that is the current home of French antisemitism—and the clear and present danger to their country and its Jewish population. LFI combined with the supporters of French President Emanuel Macron to defeat RN in parliamentary elections earlier this year, despite the right-wingers getting the most votes. 

A luxury Jews can no longer afford

Some argue that the new European right are not reliable allies or are squeamish about opposition to mass immigration, even when it transforms some countries into hostile environments for Jews.

This makes no sense. That’s especially true for liberal Jews who can now see that their former allies have abandoned them in the wake of Oct. 7, and now, as many Democrats do, share or tolerate the views of the antisemitic intersectional left.

American Jewish liberals may see their domestic concerns, such as support for legal abortion, as more important than Trump’s backing of Israel and opposition to woke antisemitism. Their European counterparts, who face an even more virulent and popular strain of Jew-hatred, are even more misguided.

But in the wake of the atrocities done by Hamas and Palestinians in Gaza—and the way that the worst mass slaughter of Jews since the Holocaust encouraged and empowered antisemites everywhere—such attitudes are a luxury that Jews on either continent can no longer afford.

Former Soviet prisoner of Zion and Israeli political leader Natan Sharansky had it right when he posted on Facebook that he would attend the conference:

“For many years I’ve been stubborn and continue to insist even today that it’s important that the fight against anti-Semitism will include all political camps—from left to right.”

By standing aloof from Chikli and the antisemitism conference, people like Greenblatt are gratifying their fellow political liberals, as well as those who are opposed to the Israeli government, for reasons that have nothing to do with this issue. The same is true of European Jews who prefer to hold onto the political alliances of the past that no longer serve their community’s interests. But they have a responsibility to unite with all people—no matter where they stand on the political spectrum or their nation’s past—who are willing to support the Jews in a moment of unique peril. By shirking that duty in order, they are showing us what they consider to be most important, and it isn’t the safety of the Jewish people.


Jonathan S. Tobin is editor-in-chief of the Jewish News Syndicate, a senior contributor for The Federalist, a columnist for Newsweek and a contributor to many other publications. He covers the American political scene, foreign policy, the U.S.-Israel relationship, Middle East diplomacy, the Jewish world and the arts. He hosts the JNS “Think Twice” podcast, both the weekly video program and the “Jonathan Tobin Daily” program, which are available on all major audio platforms and YouTube. Previously, he was executive editor, then senior online editor and chief political blogger, for Commentary magazine. Before that, he was editor-in-chief of The Jewish Exponent in Philadelphia and editor of the Connecticut Jewish Ledger. He has won more than 60 awards for commentary, art criticism and other writing. He appears regularly on television, commenting on politics and foreign policy. Born in New York City, he studied history at Columbia University.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com