Archive | 2023/09/21

Donald Tusk, „człowiek Euroislamu” w Unii Europejskiej

Donald Tusk, „człowiek Euroislamu” w Unii Europejskiej

Grzegorz Lindenberg


Wielokrotnie w czasie kryzysu imigracyjnego 2015-2016 byliśmy krytykowani w mediach za nasze antyimigracyjne stanowisko. Wygląda jednak na to, że mieliśmy całkowitą rację, a potwierdzają to słowa samego Donalda Tuska.

W czasie kryzysu imigracyjnego w 2015-2016 roku stanowisko Stowarzyszenia Europa Przyszłości (wydawcy portalu Euroislam.pl) było jednoznaczne: uważaliśmy, że masową imigrację, która jest zagrożeniem dla spokoju społecznego, ładu politycznego i bezpieczeństwa krajów unijnych, trzeba powstrzymać. Pomagać uchodźcom z Syrii trzeba tam, gdzie się znajdują obecnie (Turcja, Jordania, Liban), a do Europy przyjmować wyłącznie osoby prześladowane z powodów politycznych i obyczajowych, których życie jest zagrożone.

Relokacja, wskazywaliśmy, jest błędem i odwracaniem uwagi od rzeczywistych problemów imigracji (dokumenty są tutaj  i tutaj, trzeba zwrócić uwagę, że pochodzą z pierwszego półrocza 2015 roku. – Wszystkie komentarze kursywą i w nawiasach pochodzą od autora artykułu – red.).

Jak się teraz okazało, identyczne do naszych poglądy miał Donald Tusk, wówczas przewodniczący Rady Europejskiej (zgromadzenia przywódców Unii Europejskiej). Wyszły niedawno jego dzienniki z tego okresu (Donald Tusk: „Szczerze”, wyd. Agora, 2019), z których wybraliśmy wszystkie fragmenty dotyczące kryzysu imigracyjnego 2015-2016. Z drugiej strony, wyważone stanowisko przewodniczącego RE – choć nie mieliśmy tak pełnego obrazu – zauważaliśmy wcześniej.

Czytając warto zwrócić uwagę na kilka rzeczy:
– brak przygotowania Unii Europejskiej na nagły napływ imigrantów i niezdolność Komisji Europejskiej (i innych unijnych instytucji) do stworzenia planu działania w trakcie kryzysu; natomiast po kryzysie żadne długoterminowe planowanie dla zapobieżenia podobnym kryzysom nie powstało;
– upieranie się przez KE przy programie relokacji imigrantów jako jedynym sposobie radzenia sobie z kryzysem, co jednak tylko zwiększało ich napływ;
– katastrofalną politykę kanclerz Angeli Merkel, która to polityka była przez imigrantów rozumiana jako zachęta do przybywania do Niemiec;
– szantażowanie UE przez prezydenta Turcji, Erdogana, napływem imigrantów; te szantaże mogą się powtarzać w przyszłości;
– niebezpieczeństwo (na razie tylko potencjalne) ogromnej imigracji z Egiptu, położonego zaledwie o 400 km od UE (Cypr).

Oto fragmenty książki Donalda Tuska (wszystkie wytłuszczenia w poniższym tekście pochodzą od redakcji Euroislam.pl.):

25 czerwca 2015

Spieramy się o propozycję Komisji Europejskiej dotyczącą obowiązkowej relokacji czterdziestu tysięcy uchodźców.

Do ataku dołączył Juncker, mówiąc, że kwietniowa decyzja o dobrowolności relokacji była podjęta pospiesznie i bez namysłu. Po raz pierwszy i ostatni w trakcie Rady Europejskiej odpowiedziałem po polsku: Nie mogę się zgodzić ze stanowiskiem Jeana-Claude’a, że kwietniowa decyzja była podjęta nierozważnie. Po długiej debacie wypracowaliśmy wspólne stanowisko, że mechanizm relokacji powinien się opierać na zasadzie dobrowolności. To Komisja Europejska przedłożyła później propozycję sprzeczną z tą decyzją Rady.

Po długiej dyskusji mamy wstępną zgodę na rozlokowanie 40 tysięcy uchodźców ale nie będzie to mechanizm obowiązkowy i stały. Nie sądzę, żeby się to kiedykolwiek zmieniło. Opór państw naszego regionu jest zbyt duży i poparty mocnymi argumentami. „Stała relokacja bez kontroli granic zwiększy tylko napływ nielegalnych imigrantów” – staram się tłumaczyć. „Nie ma mowy o polityce imigracyjnej bez efektywnej kontroli granic. Trzeba umieć zatrzymać falę setek tysięcy imigrantów, żeby móc pomóc prawdziwym uchodźcom uprawnionym do azylu politycznego, których są tysiące, ale nie setki tysięcy.”

10 września 2015

Turcy chcą mi pokazać jeden z obozów dla uchodźców.
Schodzimy do obozu. Przebywa w nim dziesięć tysięcy ludzi. Witają mnie z niezwykłą serdecznością. Jeden z rozmówców, przy aplauzie całego tłumu, prosi, żeby podziękować pani Merkel za zaproszenie i przeprasza (!), że jeszcze nie wyjechali do Niemiec, ale na razie nie mają transportu i dopiero zbierają pieniądze! Niektórzy pokazują mi na komórkach selfie, które jakiś uchodźca zrobił sobie dzisiaj z Angelą w Berlinie. Od razu stało się przebojem internetu. Ludzie tutaj interpretują je jako zaproszenie, chyba wbrew intencji pani kanclerz. Wszyscy w obozie już wiedzą, co znaczy niemieckie słowo „willkommen”, mają telewizję, internet, komórki. Znajomi i rodziny z Niemiec codziennie informują ich o sytuacji. Są autentycznie przekonani, że Europa czeka na nich z otwartymi ramionami.

(Trzy dni później Piotr Ślusarczyk publikuje artykuł pt. „Kabaret zielony balonik” o skutkach polityki „Willkommen” i naiwnym myśleniu imigrantów. Jednocześnie Jan Wójcik publikuje krytyczny artykuł wobec medialnego środowiska związanego z Donaldem Tuskiem, powołując się m.in. na słowa samego Tuska z początku kryzysu. Także we wrześniu ‘Gazeta Wyborcza’ publikuje wywiad Piotra Ibrahima Kalwasa z naszą redakcją „Twórcy portalu Euroislam: Otwórzcie Oczy” .)

20 września 2015

Nie ma już innych tematów niż migracja. Niemcy są zachwyceni sami sobą, pokazują Europie, co znaczy otwartość i gościnność, ale coraz wyraźniej widać, że szlachetne intencje i moralne pobudki niekoniecznie służą rozwiązaniu problemu.

Dziś rozmawiam z prezydentem Al-Sisim w Kairze. Egipt na razie skutecznie blokuje szmugiel migrantów, Sisi mówi, że dla Egiptu to kwestia honoru. Jednak na terytorium jego kraju zgromadziło się już kilkaset tysięcy migrantów. Liczy na pomoc, dużą pomoc, z uśmiechem tłumaczy, że jedna jego decyzja wystarczy, aby w stronę Europy ruszyła fala dziesięciu milionów młodych Egipcjan, którym musi zapewnić edukację i stworzyć miejsca pracy. „Tylko na to czekają” – stwierdza spokojnie i patrzy mi znacząco w oczy. To była jego odpowiedź na pytanie, czy Egipt zgodzi się na utworzenie nowych obozów dla uchodźców.


(Tydzień wcześniej publikuję w ‘Gazecie Wyborczej’ artykuł, w którym
 tłumaczę, że należy pomagać na miejscu, a imigrantów zniechęcać do przybywania do Europy. Gazeta wystawia aż trzech publicystów przeciwko zawartym tam tezom. Wynik „głosowania” czytelników przyciskiem „polub” –  2000 do 20 dla naszych poglądów. Wkrótce debata stanie się tak ostra, że GW zamknie możliwość komentowania. Próbujemy bezskutecznie przekazać Platformie Obywatelskiej na podstawie tych nastrojów, że jak nie zmieni kursu, to przegra nadchodzące wybory jeszcze bardziej.)

23 września 2015

Rada Europejska (..) Opowiadam o statystykach z porannych raportów, jakie przygotowali eksperci nasi i UNHCR. Wynika z nich, że ludzi wyrzuconych ze swych siedlisk przez wojny, represję i nędzę jest w północnej Afryce oraz na Bliskim i Środkowym Wschodzie kilkanaście milionów. To potencjalni imigranci, a Europa jest i będzie dla nich głównym celem. Wnioski są trzy: trzeba natychmiast odbudować granice zewnętrzne Unii, zwiększyć radykalnie pomoc dla Afryki i krajów takich, jak Jordania czy Turcja, pomóc w rozlokowaniu uchodźców, którzy już są na terenie Unii i mają powody, by domagać się azylu. Narasta świadomość, że mamy do czynienia z problemem cywilizacyjnym na długie lata. Nie ma prostych rozwiązań, tylko ciągła i bardzo trudna praca.


(O tym także pisaliśmy w maju 2015 roku, we wspomnianym na początku opracowaniu, to problem na najbliższe dekady, tymczasowe środki go nie rozwiążą)


Jeśli nie będzie kontroli na zewnętrznych granicach Unii, to nieuchronnie pojawi się ona na granicach wewnętrznych i będziemy mogli zapomnieć o Schengen (2015).

5 października 2015

Erdoğan ma oczekiwania. Może zatrzymać albo chociaż zredukować falę uchodźców, ale pyta przy okazji: „A co z rozmowami na temat przystąpienia Turcji do Unii i ruchem bezwizowym; czy pokryjemy koszty utrzymania migrantów na jego terenie, czy będziemy w pełni solidarni z nim w walce z kurdyjskimi terrorystami?”. Migranci stają się użytecznym narzędziem polityki wymuszania ustępstw.

6 października 2015

W Parlamencie Europejskim powtarzam swoją mantrę, ale po raz pierwszy tak mocno kładę nacisk na ochronę granicy zewnętrznej. „Żeby pomóc uchodźcom, nie możemy wpuszczać wszystkich chętnych. Jeśli nie będzie kontroli na zewnętrznych granicach Unii, to nieuchronnie pojawi się ona na granicach wewnętrznych i będziemy mogli zapomnieć o Schengen.


„Skupianie się na relokacji tylko przyciągnie migrantów” – staram się tłumaczyć, ale z sali wieje chłodem. Podzielona jest na dwa obozy: pełnego otwarcia i całkowitego zamknięcia Europy, a tłumaczenie, że nie ma efektywnej pomocy bez skutecznej kontroli granicznej, jest rzucaniem grochem o ścianę
. Chcą się oburzać, zamiast się zastanawiać, jak rozwiązać problem.

16 października 2015

Tylko we wrześniu 150 tysięcy osób przeszło z Turcji do Unii. Zanosi się na to, że w październiku będzie ich jeszcze więcej. Ta fala zmienia nastroje społeczne nawet w najbardziej do tej pory proimigrancko nastawionych krajach. Powoli do wszystkich dociera, że bez skutecznej ochrony zewnętrznej granicy Unii odtworzą się granice wewnątrz Unii. Schengen umrze. To ważne także dla bezpieczeństwa wewnątrz Unii. W fali płynącej z Turcji mogą się znaleźć terroryści. Nikt tego nie kontroluje, nikt nie wie, kto do nas trafia. Z tego powodu mają powstać tzw. hot spoty, przez które powinien przejść każdy imigrant, który trafił do Europy.


(Ostrzegaliśmy przed tym w 2015 roku, po czym pełnomocnik rządu ds. równego traktowania prof. Małgorzata Fuszara
 zwróciła się z wnioskiem do Prokuratora Generalnego o zbadanie, czy nasze działanie nie jest przestępstwem. Tusk miał szczęście, że tego co napisał, nie opublikował wtedy, bo też trafiłby do prokuratury. A wśród imigrantów w latach 2014-2018 znalazło się ponad 100 terrorystów).

24 października 2015

„Jeśli liberalne wartości oznaczać mają abdykację z obowiązku ochrony terytorium i zapewnienia bezpieczeństwa swoim obywatelom, to znaczy, że już przegraliśmy” – mówię do liberałów holenderskich, zgromadzonych na Dniu Europy w Hadze.

9 listopada 2015

Merkel z lekkimi pretensjami, że w jakimś wywiadzie skomentowałem negatywnie jej politykę migracyjną. Powiedziała niedawno, że fala migracyjna jest za duża, by ją zatrzymać, na co odrzekłem, że jest dokładnie odwrotnie, że ta fala jest zbyt duża, żeby jej nie zatrzymywać.

10 listopada 2015

Jestem na Malcie, jutro rozpocznie się szczyt Unia – Afryka. Naszym celem jest zmiana modelu współpracy z krajami afrykańskimi na bliższy hiszpańskiemu: pomagamy wam, ale tylko wtedy, gdy wy przyjmujecie z powrotem własnych obywateli, którzy nie mają prawa do azylu i przebywają nielegalnie na terytorium Unii. Ale to wciąż w Brukseli bardzo niepopularny pogląd.

12 listopada 2015

Cały dzień dyskutujemy o nowych formach współpracy, ostrożnie dobieramy słowa, chcemy być wobec siebie eleganccy, ale prawda jest brutalna: jeśli chcemy ograniczyć falę imigrantów, musimy zacząć płacić bez porównania więcej niż do tej pory.

Plan dla Afryki, obliczony na dziesiątki, może setki miliardów euro, żeby pomóc realnie zmienić tamtejszą rzeczywistość, brzmi politycznie poprawnie, ale mało kto wierzy w jego skuteczność.

17 listopada 2015

Po szczycie spotkanie z Erdoğanem, który podniesionym głosem straszy mnie i Junckera, że zaraz otworzy granice i do Bułgarii i Grecji puści autobusy z imigrantami. Bez żadnej kontroli. „I co, będziecie do nich strzelać?” – pyta z agresywną ironią. „Znajdziemy sposób, żeby ich zatrzymać i odesłać” – odpowiadam, sugerując, że granica na Bałkanach jest już kontrolowana. Trochę spuszcza z tonu, ale prowokuje Junckera („Ty, Juncker, pamiętaj, że Luksemburg jest mniejszy od średniego miasta w tej prowincji” – zwraca się do niego po nazwisku). Staram się tonować nastrój, ale w głowie mam jedną myśl: musimy kontrolować granice, inaczej będziemy bezradni wobec szantażu.

22 listopada 2015

Niestety, prawda jest taka, że z głównych stolic europejskich ale i z Komisji wciąż płynie komunikat: przepuszczajcie. Jak to zmienić? Rozmowy z Erdoğanem w Antalyi nie pozostawiają wątpliwości: jeśli sami nie poradzimy sobie z zamknięciem szlaku bałkańskiego, Turcja może żądać od nas, czego tylko zechce. I będziemy musieli jej to dać.

Niby wszyscy chcą współpracować, ale jak do tej pory nigdzie – ani w Afryce, ani na Bałkanach – nie znalazłem chętnych do organizowania obozów przejściowych na własnych terytoriach.

18 grudnia 2015

Pocieszam się, że w końcu do wszystkich dotarło, iż kluczowa jest ochrona zewnętrznej granicy Unii, a nie relokacje. Lepiej późno niż wcale. Ale nie wystarczy zapisać w konkluzjach punktu o ochronie granic. Nie wierzę też, że nowa propozycja Komisji, by utworzyć Europejską Straż Graniczną, rozwiąże problem. Potrzeba więcej Europy, ale przede wszystkim potrzeba większej aktywności państw członkowskich.

19 lutego 2916

Przyjęliśmy konkluzję w sprawie imigracji. A w niej jedno kluczowe zdanie: musimy skończyć z polityką przepuszczania imigrantów przez kolejne granice na szlaku bałkańskim. Na Bałkanach mogę w końcu powiedzieć: bądźcie gotowi na zamknięcie granic. Taka po wielu miesiącach sprzecznych komunikatów będzie teraz wola całej Unii.


(W tym samym czasie zawierane jest ostatecznie porozumienie z Turcją. Do dzisiaj trwają dyskusje, czy to zamknięcie granic na Bałkanach, czy zapłacenie Turcji powstrzymało falę imigracyjną w tamtym czasie. W marcu 2016 piszę artykuł
 krytykujący to porozumienie, a nadzieje związane z nim uważam za przesadne.)

19 sierpnia 2016

Merkel jest zaniepokojona moimi propozycjami w sprawie migracji. Spieramy się dłuższy czas, ale bardzo mocno obstaję przy swoim: nie relokacja, ale ochrona granicy zewnętrznej powinna być naszym priorytetem. Niby się zgadza, ale obawia się, że zmiana paradygmatu będzie interpretowana jako jej porażka.

11 października 2017

W Nikozji mam do wykonania proste, zdawałoby się, zadanie – wyrazić jednoznacznie solidarność w konflikcie z Turcją o prawo do wierceń na wodach terytorialnych Cypru. Ale Grecy, Niemcy i Holendrzy nie chcą zaogniać relacji z Ankarą, boją się, że Erdogan skieruje do Europy kolejną falę imigrantów.

13 grudnia 2017

„Ta idea głęboko dzieli państwa Unii i przykuła nieproporcjonalnie dużo uwagi w stosunku do rezultatów; w tym sensie okazała się nieefektywna”. W ten sposób oceniłem w swoim liście do liderów temat kwot imigracyjnych. Za jakiś czas pewnie trudno będzie w to uwierzyć, ale dziś te słowa spowodowały w Brukseli histerię, a ja zostałem wyzwany od anty-Europejczyków. Chciałbym już zamknąć ten temat niepotrzebnie wywołany przez Komisję na wyraźną sugestię Berlina. Wielokrotnie ostrzegałem Schulza i Junckera przed konsekwencjami, ale uparli się i sprowokowali ostry konflikt, który nie przyniósł żadnych pozytywnych rezultatów.


(Pół roku wcześniej ukazuje się u nas
 analiza pokazująca hucpęzwiązaną z procedurą relokacji, łamanie umów, pozorowanie jej realizowania przez większość państw i sztuczny podział – istniejący wśród polityków, bo większość obywateli Europy jest w ogóle przeciwko imigracji z krajów muzułmańskich)


Pierwsza publikacja: https://euroislam.pl/donald-tusk-czlowiek-euroislamu-w-unii-europejskiej/ 26.02.2020

Grzegorz Lindenberg  – Socjolog, dr nauk społecznych, jeden z założycieli „Gazety Wyborczej”, twórca „Super Expressu” i dwóch firm internetowych. Pracował naukowo na Uniwersytecie Warszawskim, Uniwersytecie Harvarda i wykładał na Uniwersytecie w Bostonie. W latach ’90 w zarządzie Fundacji im. Stefana Batorego. Autor m.in. „Ludzkość poprawiona. Jak najbliższe lata zmienią świat, w którym żyjemy”. (2018), “Wzbierająca fala. Europa wobec eksplozji demograficznej w Afryce” (2019).


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


One Day More

One Day More

EPHRAIM FRUCHTER


Moving to Israel translated to losing the ‘second day’ of most Jewish holidays in addition to gaining perspective on their practice.

.

SMITH COLLECTION/GADO/GETTY IMAGES

Growing up Orthodox outside the Land of Israel meant observing a second day for most Jewish holidays. But making aliyah has meant recalibrating clocks and expectations. Phrases like “first day” and “second day” are now, for me, more an anachronism of place than of time.

As the High Holiday season approaches, sentimental reflections upon celebrating chagim in the diaspora repeatedly make landing. But the winding path of adjustment (or readjustment?) to Israel also weaves together with the spiritual jet lag I feel between my childhood home and my homeland.

The primary symbol of yontif in exile was, most prominently, all those extra hours for activities. When it came to spiritual pursuits, staying up all night learning during “the time of the Giving of our Torah” meant that when I awoke, the holiday wasn’t already practically over. The very existence of raucous Simchat Torah shabbatons in my high school years depended on those bonus 24 hours. And two evenings for retelling the story of the Exodus at Passover created space for more shtick, cute divrei Torah, and melodious singing without the lurking pressure to hastily squeeze everything in.

With the excess time for mundane matters, opening a box of Risk or Monopoly didn’t seem preposterous, since I had an additional day on the horizon. There was absolutely no way I could have gotten sweet carpet burn if I couldn’t play competitive knee hockey with my cousins for two straight days. Ultimately, there was a certain quality to quantity. Allowing myself to become enveloped by extended holiness surely led to an appreciation of its advantages. (But thankfully, the rabbis never ruminated on a two-day Yom Kippur-fest.)

All this does not preclude the particular drawbacks I faced as a resident of chutz la’aretz. For one thing, in the spirit of what King Hezekiah’s scholars recorded, “If you find honey, eat only what you need, lest you fill yourself and throw it up.” (Proverbs 25:16) The two and sometimes three days of feasting—when a holiday fell on a Thursday and Friday, which then led directly into Shabbat—frequently left me feeling overindulged and reluctant to even look at food. Now imagine the symptoms from the ever more popular catered hotel getaway. Furthermore, the pleasure in long afternoon walks, or dancing on Simchat Torah, was tempered by the knowledge that sweat generated today would stick around tomorrow and the next day. The specter of subsisting on Axe spray for cleanliness was a lurking menace. When the occasion for chol hamoyed trips arrived, there were usually fewer days to spare. So each Rosh Hashanah, when even in Israel two days are observed, I vainly comforted myself with the thought that “at least now they will understand how the other side lives.”

Before making aliyah, I visited Israel for a regel or two. Each time, my religious practice during the second day of a holiday represented an attempt to grapple with the fact that yes, I was in the Promised Land, but only as a window-shopper. At first, I was sentenced by the family rabbi to even keep “two days” in Israel, accompanied by an awkward second Seder with Israeli cousins curiously looking on. Later, I was condemned to the bizarre “one-and-a-half days” club, which always required clarification that no, it didn’t mean I could turn lights on after noon, even if in all other respects I wasn’t glorifying the day with special blessings or prayers. All the while, I was left to be envious of my luckier friends who got to pretend to be locals and enjoy another day of chol hamoed for tiyulim. The resulting unpleasant sensations of outsiderness in place of the expected warm and fuzzy ones left an indelible mark.

After I moved to Israel, visiting family abroad who hadn’t made the move entailed a mirror ordeal in strangerhood and alienation. Clearly, fulfilling the ceremonial and positive commandments for the second day was no longer necessary. So I decided to enjoy a few extra glasses of wine the second night of Passover. However, I strictly avoided messing with everyone else’s holy day vibes, even if they preferred I did, which always required clarification that no, being Israeli now didn’t mean that I can turn the light on for them. The wandering melody sung between the verses of birkat kohanim, generally only outside Israel, embodied this tension. Having strolled among the melody every yom tov of my youth, I was transported to familiar territory upon hearing it again in the diasporic time zone. However, it was like reuniting with a former high school friend. On a rational and intellectual level, I accepted the jovial reality of the encounter. Yet, it was impossible to ignore the seemingly unbridgeable chasm of diverging paths and narratives spawned by years of separation. Instead of a place I wished to belong to but didn’t, this was a place where I once belonged but had chosen to leave.

If according to Rabbi Abraham Joshua Heschel, in his book The Sabbath, the Jewish people build palaces in time, the communities of Israel and the diaspora reside in very different wings. For one thing, if calendrical uncertainty first arose out of ineffectual torch communication (Mishna Rosh Hashanah 2:2), it has since inflated into its own corpus, and therefore its own exclusive umwelt. For two day-ers, the surrounding environment and culture can be at best indifferent and at worst hostile to the festival atmosphere. Certainly, the contemporary tendency to congregate in suburbia allows for the veneer of a wider societal celebration. But even this seal is not hermetic. Internally, the disconnect from the agricultural cycle in Israel, caused by both modern living and the local climate, cannot be ignored. Snow in the sukkah and before the Seder are not improbable. I have been told the discrepancy is even greater in the Southern Hemisphere. Something just feels off. We need to sync (resync?) our celebrations.

In the contentious first-century sectarian debate between the Pharisees and Boethusians regarding the correct date of Shavuot, an elderly Boethusian justified the yearly fixing of the festival on Sunday by claiming that Moses enshrined a long weekend (Shabbat followed by Shavuot on Sunday) to maximize the enjoyment of the Jewish people (Menachot 65b). While any American expat can testify to the benefits of an extra day for errands, the Talmudic discussion outrightly rejects this approach. Based on this, Israelis might characterize the acceptance and tolerance of the holiday arrangement in exile as settling for a comfortable but compensatory galut mediocrity. A possible response might resort to geonic claims of Sinaitic or prophetic precedence for two days of chag (Otzar Geonim Beitzah 4b) to pardon a preference for the unique aspects of this “double time.” In addition, as we are now is not the only way to be. The ever-evolving relationship between a people and their God necessarily carries the baggage of unplanned detours and the passport stamps from places far, far away. It is all part of the package.

So this year, spray on extra deodorant, pile on some more dessert, and take pleasure in the beauty of those amplified moments with your family and friends. There’s still more awaiting tomorrow.


Ephraim Fruchter is a third-year Geoinformatics and Business major at Hebrew University.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Missouri Adopts Leading Antisemitism Definition in Announcement of Jewish American Heritage Month

Missouri Adopts Leading Antisemitism Definition in Announcement of Jewish American Heritage Month

Shiryn Ghermezian


Missouri Governor Mike Parson. Photo: Screenshot

Missouri Gov. Mike Parson (R) on Tuesday declared September Jewish American Heritage Month, announcing at the same time that his state was also adopting the International Holocaust Remembrance Alliance’s (IHRA) working definition of antisemitism, which has been embraced by dozens of governments and hundreds of civic institutions around the world.

“Missouri’s own Harry S. Truman was the first world leader to officially recognize Israel as a legitimate Jewish state, and we continue our proud support for members of the Jewish faith today,” Parson said in a statement. “While we always want to recognize, honor, and appreciate the contributions members of the Jewish faith make to our culture and communities across the state, we especially want to do so during Jewish American Heritage Month.”

Parson added that his government and the state of Missouri “unequivocally reject antisemitism towards Jewish people and bigotry of any kind. Today and every day, we say hate and discrimination have no home in Missouri.”

IHRA, an intergovernmental organization comprised of dozens of countries including the US and Israel, adopted a non-legally binding “working definition” of antisemitism in 2016. Since then, the definition has been widely accepted by Jewish groups and well over 1,000 global entities, from countries to companies. The US State Department, the European Union, and the United Nations all use it. Parson’s press release also noted that 31 US states have adopted the definition.

According to the definition, antisemitism “is a certain perception of Jews, which may be expressed as hatred toward Jews. Rhetorical and physical manifestations of antisemitism are directed toward Jewish or non-Jewish individuals and/or their property, toward Jewish community institutions and religious facilities.”

IHRA provides 11 specific, contemporary examples of antisemitism in public life, the media, schools, the workplace, and in the religious sphere. Beyond classic antisemitic behavior associated with the likes of the medieval period and Nazi Germany, the examples include denial of the Holocaust and newer forms of antisemitism targeting Israel such as demonizing the Jewish state, denying its right to exist, and holding it to standards not expected of any other democratic state.

Rabbi Yaakov Menken, founder of the Coalition for Jewish Values — an Orthodox advocacy organization — welcomed Parson’s announcement.

“The most important piece of this declaration is the recognition of the [IHRA] definition of antisemitism … because the most recent facade for antisemitism is being masked as if it’s a political position and legitimate position,” Menken told the Missouri-based television station KYTV.

According to the Anti-Defamation League, antisemitic incidents in Missouri doubled from 2021 to last year amid a record high across the US overall.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com