Archive | January 2016

Palestyńscy dziennikarze przeciw robieniu z dzieci morderców

Palestyńscy dziennikarze przeciw robieniu z dzieci morderców

C. JacobTłumaczenie: Małgorzata Koraszewska


Społeczeństwo i kierownictwo palestyńskie popierają szeroko zakrojoną przemoc, którą przedstawiciele Autonomii Palestyńskiej (AP) nazwali „powstaniem powszechnym”, a Hamas nazywa „intifadą”.

AP i Hamas nie potępiają ataków nożowniczych ani strzelania do Izraelczyków, a ich przedstawiciele i media usprawiedliwiają obecną falę terroryzmu, traktują jej uczestników jak znakomitości, upamiętniają zamachowców, którzy zostali ”męczennikami” i wychwalają sprawców, którzy przeżyli zamachy. Oskarżają także Izrael o dokonywanie egzekucji Palestyńczyków, szczególnie dzieci, i nadal twierdzą, że Izrael zamierza zmienić status quo w meczecie Al-Aksa[1].

Mimo atmosfery podżegania i oskarżania Izraela przez AP kilku palestyńskich dziennikarzy i intelektualistów, włącznie z Hafezem Al-Barghoutim, byłym redaktorem naczelnym gazety AP, „Al-Hayat Al-Jadida” i członkiem Rady Rewolucyjnej Fatahu, krytykowało te ataki, a szczególnie te, których sprawcami były dzieci. Wyrazili oburzenie na uczestnictwo w atakach nożowych na Izraelczyków nastolatków, twierdząc, że nie jest to miejsce dla dzieci i że ich dzieciństwo i życie muszą być chronione. Oskarżyli kierownictwo organizacji palestyńskich o „kupczenie krwią dzieci” i wysyłanie ich, by ginęły, przez zachęcanie ich do dokonywania takich ataków i wychwalanie i gloryfikowanie tych, którzy to zrobili. Nawoływali do wpojenia społeczeństwu i młodzieży wartości życia, uczenia się i pracy zamiast wartości szukania śmierci.

Niektórzy autorzy wzywali także Palestyńczyków do unikania ataków na cywilów izraelskich z powodów zarówno praktycznych, jak moralnych. Na poziomie moralnym argumentowali, że Palestyńczycy muszą zachować swoje człowieczeństwo; na poziomie praktycznym argumentowali, że ataki na cywilów, szczególnie w obecnym czasie, szkodzą walce palestyńskiej i powodują, że jest ona kojarzona z globalnym terroryzmem, któremu przewodzi ISIS. Kilku dziennikarzy wzywało także do zaprzestania ataków nożowniczych z powodu ich małej skuteczności i wysokiego kosztu w śmiertelnych ofiarach palestyńskich i nawoływali do znalezienia alternatywnych sposobów walki.

Poniżej podajemy fragmenty artykułów z palestyńskiej prasy:

Krytyka uczestniczenia dzieci w atakach nożowniczych: musimy chronić ich dzieciństwo

Niektórzy autorzy występowali przeciwko zachęcaniu dzieci do przeprowadzania ataków, wzywając ludzi, by chronili ich dzieciństwo i nie wysyłali ich na śmierć. 11 listopada 2015 r. Hafez Al-Barghouti napisał: „Od początku mówiliśmy: nie wysyłajcie swoich dzieci w bój, mimo że okupant nie rozróżnia między dziećmi, młodzieżą i dorosłymi… Nie wolno nam wciągać dzieci w cykl przemocy… Także Prorok Mahomet odmawiał wciągania dzieci do walki… Powinniśmy trzymać nasze dzieci z daleka od demonstracji na terenach konfliktów i starć, żeby mogły doświadczyć dzieciństwa. Nawet jeśli jest to trudne dzieciństwo, jest lepsze niż dzieciństwo rannego, więźnia lub męczennika, którzy są całkowicie pozbawieni dzieciństwa”[2].

W innym artykule zatytułowanym “W obronie dzieciństwa” Al Barghouti napisał: “Nie oklaskujcie tych dzieci-nożowników i nie bądźcie z nich dumni, bo to stało się krwawą grą. Ci, którzy krzyczą, gratulując dziecku, że wyciągnęło nóż lub uczennicy za wzięcie pary nożyczek, powinni patrzeć na te dzieci, jakby były ich własnymi. Czy zgodziliby się na wrzucenie swojego syna do tego tygla?”[3]

Dziennikarz Mohammed Daraghmeh zgodził się z twierdzeniem, że ataki są bezcelowe. W artykule w “Sawt Al-Nisa”, dodatku o sprawach kobiecych i społecznych do gazety AP “Al-Ayyam”, zwracając się do młodzieży napisał: „Nie maszerujcie ku śmierci. Palestyna potrzebuje was żywych. Możecie wściekać się, buntować, wychodzić na ulice i do punktów kontrolnych. Możecie blokować drogi, krzyczeć i uczynić, że głuchy świat usłyszy wasze głosy. Jeśli ich nie słyszy dzisiaj, to usłyszy jej jutro. Ale nie umierajcie. Ojczyzna potrzebuje was żywych. To prawda, będzie oznaką hańby dla Palestyńczyków, młodych i starych, jeśli pozostaną milczący w obliczu okupacji lub będą zajęci własnymi sprawami i zapomną o ojczyźnie. Jednak nie mogą być tylko dwie opcje: milczenie lub szaleństwo. Milczeliśmy przez długi czas i dzisiaj ogarnęło nas szaleństwo destrukcyjnego odwetu. Młody człowiek pchnięty do granic wytrzymałości przez okupację może stracić zdolność myślenia, ukryć nóż i wyjść na ulice, by szukać symbolu okupacji i go zarżnąć. To zdarza się i będzie zdarzać, ale to pozostaje na poziomie indywidualnych czynów. Młodzież Palestyny nie może pędzić na śmierć w ten sposób. Niedużej liczby żołnierzy zabitych w atakach nożowych nie można porównywać z dużą liczbą młodzieży palestyńskiej, która leży zanurzona we własnej krwi u stóp uzbrojonych i wyszkolonych żołnierzy.

Kiedy skończyła się druga intifada, wstaliśmy jak jeden i powiedzieliśmy: popełniliśmy błędy tutaj i tam; czasami szaleliśmy, a czasami traciliśmy nasze ludzkie uczucia. Nikt podczas tej intifady nie miał odwagi powiedzieć tego, co zostało powiedziane przy jej bolesnym zakończeniu, bo mogliby doznać krzywdy. Dzisiaj jednak musimy spojrzeć na siebie z odwagą i nazwać rzeczy po imieniu… Istotnie, każdy, kto bierze nóż i atakuje żołnierza, popełnia samobójstwo, bo dobrze wyszkolony i uzbrojony żołnierz zabije go. Codziennie kilku młodych Palestyńczyków ginie, niemniej my milczymy albo nawet wychwalamy ich śmierć. Powinniśmy powstać jak jeden i powiedzieć ‘dość’…

Dla palestyńskiej młodzieży, która straciła nadzieję i szuka zemsty, mówię to, co mówię do moich dzieci: wyjdźcie na ulice, idźcie i protestujcie. To jest tylko jedna runda konfliktu, która nie przyniesie końca konfliktu, ale raczej nowy etap, który jest konieczny dla każdego z nas… Palestyna jest problemem międzynarodowym, którego nie rozwiąże runda nożowych zamachów samobójczych ani protestów i wieców, ale tylko kiedy świat zrozumie, że musi interweniować i narysować granice, jak to zrobił w Bośni i Hercegowinie, w Kosowie i w Północnej i Południowej Korei. Jak długo jeszcze musimy czekać? Aż nadejdzie ten dzień.

Musimy chronić życie naszych dzieci i kontynuować walkę narodową… Jeśli ktoś zapyta, czy poprzednia walka bez przemocy przeciwko okupacji (pierwsza intifada) przyniosła koniec okupacji, zapytam w odpowiedzi: czy militarna walka zbrojna tego dokonała? Problem palestyński nie jest lokalny, ale jest to problem międzynarodowy, który świat stworzył i tylko świat może go rozwiązać, ale nie zrobi tego, jeśli pozostaniemy milczący lub popełnimy samobójstwo”[4].

Jihad Harb, politolog i publicysta witryny internetowej Amad, którą prowadzi były minister AP, Hassan ‘Asfour, wezwał w artykule do zaprzestania ataków nożowniczych, ponieważ ich sens się wyczerpał. Wyraził nadzieję, że kierownictwo palestyńskie posłucha go i będzie chronić życie młodzieży, „która bez sensu jest poddawana egzekucjom na punktach kontrolnych”. Według niego „większość tych, którzy przeprowadzili takie operacje lub próbowali je przeprowadzić, lub ci, którzy zostali zabici z powodu twierdzeń, że próbowali dźgnąć, byli poniżej 18 roku życia i nie mogli poradzić sobie z dobrze chronionymi, uzbrojonymi i wyszkolonymi żołnierzami. Operacje nożowe dały Izraelowi pretekst do zabijania naszych młodych mężczyzn i kobiet na punktach kontrolnych… Wezwanie do kierownictwa i organizacji palestyńskich, by działali na rzecz powstrzymania ataków nożowych – mimo że to kierownictwo i organizacje same nie przyłączyły się do tych, którzy prowadzą tę działalność – jest po to, by chronić życie naszych synów i córek, których Palestyna potrzebuje, by budować lepszą przyszłość. Nie jest to wezwanie do tadhijja spokoju, ale raczej do innego skierowania działalności i rozwinięcia metod i środków powszechnego oporu”[5].

Krytyka kultury śmierci

Dziennikarz Mahmoud Fanoun wypowiadał się za kulturą walki, zwycięstwa i życia w miejsce kultury bezsensownej śmierci: “Słyszysz dzieci młodsze niż 10 lat, pragnące umrzeć śmiercią męczennika… Dziecko pragnie umrzeć zamiast żyć, walczyć z wrogiem, zabić go i pokonać go. Chce ofiarować się na śmierć z rąk wroga. Dlaczego? Dlaczego nie chce terroryzować wroga i trwać, aż wróg opuści Palestynę?… Kiedy młody człowiek umiera z nożem w ręku – jaka jest w tym mądrość? Jest bitwa. Z jednej strony jest wróg, jego armia i jego osadnicy, a z drugiej strony jest chłopiec. Bitwa kończy się jednostronnie: wróg zabija palestyńskiego wojownika zanim nawet przystąpi do swojego skrytego ataku. W tej bitwie wróg zwycięża i pokonuje młodego człowieka zanim nawet zrobił cokolwiek. Gdyby młody człowiek planował ten atak, mógłby zaatakować i przeżyć lub tylko zostać ranny. Istnieją reguły wojny… Mówią, że życie jest tylko korytarzem do następnego życia i dlatego jest w porządku, jeśli życie jest krótkie, bo na jego końcu jest raj i czarnookie dziewice. Ta wiara nie gniewa wrogów; wręcz przeciwnie, są szczęśliwi, że pokonali młodzież, a ich żołnierze dostają nagrody, podczas gdy my przeżywamy tragedię utraty młodego życia i rozgoryczenia młodzieży za ich porażkę w bitwie przeciwko żołnierzom.

Dotyczy to także hasła Arafata: ‘Miliony męczenników maszeruje na Jerozolimę’. Dlaczego męczenników? Czy walczymy mieczami i jesteśmy zmuszeni czołgać się do Jerozolimy, podczas gdy wróg jest uzbrojony w duże ilości broni palnej? Dlaczego nie postanowić podbić i zwyciężyć, a wtedy możemy przybyć bezpieczni i cali, nawet jeśli kilku z nas zostanie zabitych? To są reguły wojny. Ta kultura śmierci nie wpływa na wroga; wręcz przeciwnie, wróg cieszy się z niej… Wybieramy się na śmierć i istotnie giniemy, podczas gdy wróg nadal okupuje kraj od końca do końca. Osiągamy męczeństwo, jeśli osiągamy cokolwiek, podczas gdy wróg osiąga ojczyznę, zamiast tego, byśmy go pokonali i pozostali przy życiu”[6].

Krytyka przywódców organizacji palestyńskich: zachęcają oni dzieci, by przeprowadzały ataki, ale nie posyłają własnych dzieci

Autorzy krytykowali także przywódców organizacji palestyńskich, oskarżając ich o zachęcanie dzieci do przeprowadzania ataków, ale nie posyłając własnych dzieci do walki ani nie przeprowadzając ataków samodzielnie. Hafez Al-Barghouti napisał: “Niektóre organizacje i klany, które są bankrutami moralnymi, posuwają się zbyt daleko ze swoimi sloganami, działając tak, jakby każde dziecko było potężną armią. Wygłaszają wypowiedzi, skandują hasła i wzywają do rozszerzenia akcji, ale w praktyce kupczą tylko krwią innych i plasują się jako patroni naszej krwi, nigdy nie przelewając ani kropli krwi własnej”[7].

Dzień wcześniej Al-Barghouti krytykował Hamas, który zachęca dzieci do uczestniczenia w akcjach przemocy: “Nie wolno nam zachęcać dzieci, by uderzyły w nie kule na ulicach. To prawda, nie możemy uspokoić szalejącego ducha i gotującej się krwi, ale świadomość publiczna przeciwko atakom nożowniczym dzieci może stworzyć atmosferę, która zredukuje bezcelową motywację do maszerowania w pułapki i wnyki okupanta, które są wszędzie”[8].

Ostrzejszą krytykę wyraził dziennikarz ‘Amid Dwaikat z stacji radiowej „Głos miłości”, który napisał: „Niech pokażą się ci, którzy powodują, że dzieci dochodzą do takiego stanu. Niech pokażą nam własne dzieci. Nie wzywajcie do dalszych ataków, kiedy sami siedzicie bezpiecznie w waszych gabinetach. Bóg wie, w jakich kurortach wasze dzieci spędzają wakacje. Dzieci nie są robotami, które uruchamiacie naciśnięciem guzika i możecie zatrzymać, kiedy chcecie. Krew tych dzieci obciąża wasze sumienie”[9].

Moahmmed Daraghmeh wezwał przywódców organizacji politycznych, by przemówili: “Kierownictwo musi skierować wzbierającą wściekłość narodową w protest przeciwko okupacji. Protest bez śmierci; protest, który jest cały życiem, rewolucją i nadzieją na zmianę”[10].

Dziennikarz Ihab Al-Jariri z Radio 24 FM powiedział podobnie: “Ci, którzy piszą teorie na Facebooku, zza ekranów komputerów i popierają ideę dzieci przeprowadzających ataki nożownicze, i zachęcają je, by to robiły, powinni najpierw zrobić to sami i dopiero potem prosić dzieci, by poszły w ich ślady”[11].

Krytykę kierowano nie tylko wobec tych, którzy zachęcają dzieci do prowadzenia ataków i wychwalają je, ale także wobec tych, którzy milczą. Emad Al-Asfar z Ośrodka Rozwoju Mediów na uniwersytecie Birzeit zwrócił się do przywódców organizacji palestyńskich na swojej stronie Facebooka: „Wyślijcie własnych ludzi z nożami i przestańcie przyjmować z radością i wychwalać działania dzieci, ponieważ podżegacie je, by umierały na próżno. Jeszcze gorsi niż wy są ci, którzy nie występują przeciwko śmierci, szczególnie osobowości medialne i intelektualiści”[12].

Szkoły powinny uczyć dzieci miłości do życia a nie do śmierci

Niektórzy autorzy argumentowali, że szkoły powinny uczyć dzieci miłości do życia i wyjaśniać im, że opór niekoniecznie oznacza wybranie bezsensownej śmierci. Hafez Al-Barghouti napisał: “Musimy wyznaczyć specjalne lekcje dla małych dzieci w szkołach i uczyć je, jak uniknąć drogi do nikąd… Lepiej, żeby wróg nas zabił, niż żebyśmy mieli zachęcać dzieci do marszu w tym celu na próżno… Śmierć nie jest celem samym w sobie, nie wychwalajcie jej więc, żebyśmy nie umierali na próżno. Jest naszym obowiązkiem wychowanie młodszego pokolenia i wpojenie mu miłości do życia, uczenia się i pracowitości”[13].

Publicysta “Al-Ayyam”, Muhannad ‘Abd Al-Hamid, pisał o potrzebie „programów w szkołach i mediach dla wzmocnienia pozytywnych wartości, takich jak wolność i wyzwolenie spod okupacji, jak również doskonałość moralna i ludzka, i sprawiedliwość… Istnieje potrzeba kwestionowania norm społecznych i kulturowych, dyskurs polityczny i medialny, i wszystko inne, co może zachęcić dzieci do odrzucenia akcji przemocy, która jest sprzeczna z jakością dzieciństwa i rozwojem naturalnym”. Wezwał także do przyjęcia polityki narodowej, która zachęca dzieci do uczestnictwa w protestach bez przemocy, takich jak marsze z pochodniami, pokazy sztuki i festiwale muzyczne „daleko od starć i przemocy”[14].

Bloger Muhammad Abu ‘Allan, który pisze o mediach izraelskich, wezwał palestyńskiego ministra edukacji, Sabri Saidama “do wysłania przesłania dla dzieci w szkołach, że muszą najpierw zakończyć długą drogę edukacyjną zanim mogą zastanawiać się nad stanięciem wobec pewnej śmierci… Opór wobec okupacji niekoniecznie oznacza umieranie na próżno…”[15]

Mahmoud Fanoun Napisał: “Dlaczego uczymy dzieci umierania zamiast uczyć je walki, planowania i szkolenia do bitwy?… Dlaczego uczymy młodzież i dzieci, by ginęły, do takiego stopnia, że młody człowiek nie tylko chce, by ludzie mówili do jego matki ‘O, matko męczennika, krzycz z radości’[16] , ale wręcz marzy o tym”[17].

Wezwania do czystej walki i unikania ataków na cywilów

Udział dzieci w atakach wywołał także debatę o moralnym wymiarze walki, takim jak narażanie dzieci palestyńskich na niebezpieczeństwo, a także atakowanie izraelskich cywilów – co nie jest tematem często omawianym w mediach palestyńskich. Kilku autorów wzywało do unikania ataków na izraelskich cywilów, żeby zapewnić moralny charakter walki i/lub nie dać światu powodu do nazwania walki palestyńskiej terroryzmem i częścią globalnego dżihadu prowadzonego przez ISIS.

Jeden z rzadkich artykułów nawołujących do unikania ataków na cywilów został opublikowany przez publicystę Hamadę Farana w gazecie AP, „Al-Ayyam”. Odpowiadając na artykuł dziennikarza Ariego Szawita w izraelskiej gazecie „Haaretz”, który zajmował się terrorem żydowskim przeciwko Palestyńczykom, Farana wyraził nadzieję, że intelektualiści palestyńscy okażą tę samą odwagę i sprzeciwią się palestyńskim atakom na cywilów, ponieważ jest to terroryzm. Napisał on: „Walka palestyńska przeciwko żydowsko-syjonistycznemu przedsięwzięciu Izraela jest prawomocna, sprawiedliwa a nawet niezbędna, by zapewnić, że Izrael zapłaci wysoką cenę za okupację… Jednak walka palestyńska musi być oczyszczona z wszelkich podejrzeń o terroryzm i nie wolno jej obierać za cel żydowskich cywilów Izraela. Musi być humanitarną i sprawiedliwą walką przeciwko imperialistycznemu przedsięwzięciu, które okupuje ziemię palestyńską i musi być całkowitym przeciwieństwem islamskiego terroryzmu Al-Kaidy i ISIS… Musimy zrozumieć znaczenie wymiaru moralnego walki ludu palestyńskiego, żeby świat czuł solidarność i identyfikował się ze sprawą palestyńską i z walką przeciwko imperializmowi Izraela. Musimy być odważni i potępić każdy akt terroryzmu, czy dokonują go Palestyńczycy lub Arabowie, muzułmanie lub chrześcijanie”[18].

Podobnie napisał Hafez Al-Barghouti: “Musimy unikać nieludzkich czynów, żeby zachować nasze człowieczeństwo…”[19] W innym artykule napisał: “Prawdą jest, że czyny samotnych atakujących nie są kierowane przez nikogo i nie można ich powstrzymać naciśnięciem guzika, ale świadomość publiczna musi niemniej być nakierowana na kontrolowaną i moralną walkę”[20].

Musimy utrzymywać walkę w czystości, żeby uniknąć przyrównania do ISIS

Dziennikarz Mohammed Daraghmeh także wzywał do unikania ataków na cywilów podając powody praktyczne.. Napisał w “Sawt Al-Nisaa”, dodatku ds. kobiecych i społecznych gazety “Al-Ayyam”: „Świat rozwiąże problem palestyński tylko jeśli zachowamy humanitarny charakter naszej walki. Świat nie zaakceptuje ataków nożowniczych i pojazdami przeciwko cywilom, tak jak nie zaakceptował zamachów samobójczych. Jeśli będziemy dokonywali takich czynów, świat, który próbujemy zwerbować dla naszej sprawy, potępi nas i zdystansuje się od nas. Stracimy jego poparcie i na końcu drogi znajdziemy się sami, tak jak na końcu intifady Al-Aksa. Nasze dzieci chwytają za noże kuchenne z powodu emocji. Musimy stanąć i powiedzieć im: Marnujecie swoje życie i nasze. Palestyna potrzebuje was żywych”[21].

Barghouti w jednym ze swoich artykułów także skupił się na kwestii możliwego porównania z ISIS. Napisał, że Palestyńczycy nie powinni działać tak blisko w czasie do zamachów paryskich, bo to tylko im zaszkodzi: „Mamy obowiązek powstrzymania naszych synów i córek przed pójściem w ślady fanatyków i przed przeprowadzaniem bezużytecznych ataków, ponieważ wrogowie w swoich mediach i dyplomacji kojarzą te ataki z atakami terrorystycznymi prowadzonymi przez organizacje w Paryżu i gdzie indziej, w celu przedstawienia nas jako nieludzkich… Po atakach [11] września w Nowym Jorku ówczesny premier izraelski, Ariel Szaron przyjął określenie ‘terroryzm’, które było stosowane wobec tych ataków, i zastosował je do naszej walki narodowej. Ostrzegałem wówczas przeciwko temu i wzywałem do zachowania niskiego profilu aż burza po zamachach w Nowym Jorku ucichnie. Niemniej określenie ‘terroryzm palestyński’ stało się powszechne i było używane zamiast ‘terroryzm’. Dzisiaj, po atakach w Paryżu, musimy zachować niski profil, żeby uniknąć kojarzenia ze zbrodniami ISIS i jemu podobnych. Świat drzemie i nie obudzi się prędko, i dlatego musimy nauczyć się lekcji i czekać… Walka musi poczekać na właściwe okoliczności i na mężczyzn nie zaś na chłopców… Nie możemy stracić panowania i musimy zachować istotę sprawy palestyńskiej…”[22]

* C. Jacob jest pracownikiem badawczym w MEMRI.


Przypisy:

 

Od Redakcji

To najbardziej liberalne głosy po stronie związanej z władzami „umiarkowanej” Autonomii Palestyńskiej. Ta strona wskazywana jest jako wiarogodny partner pokojowych rozmów. Nie widać tu nikogo uznającego prawo Izraela do istnienia, ani zwolenników pokojowej koegzystencji.    

Źródło: MEMRI, Badania i analizy Nr 1216, 5 stycznia 2016-01-07


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


The Nazi Roots of the Boycott-Israel Movement

The Nazi Roots of the Boycott-Israel Movement – Same campaign, new promoters.

Steven Plaut


The so-called “BDS” movement is nothing less than a poorly-disguised campaign of bigotry and aggression against Jews by anti-Semites and jihadists.

While its roots go back far earlier, ever since the 1930s the first manifestation of Nazi-like anti-Semitism has been to organize economic boycotts against Jews. On the day Hitler came to power in 1933 he ordered a nationwide campaign of BDS or “boycotts, divestment and sanctions” against Germany’s Jews. It was of course only the opening round in economic warfare and aggression directed against Jews. The Germans claimed that they were actually the victims of the Jews, who were occupying German territory. Sound familiar?

The Arab countries quickly took note of the lessons from Germany. As soon as Israel’s existence and independence were proclaimed, the Islamofascist world announced a total BDS campaign, including a trade embargo, against Israel. This boycott was generally also implemented against non-Israeli Jews, removing any doubt as to the real agenda of the boycotters. That boycott is still by and large in effect, although here and there one can see cracks in it. Syrian Arabs injured by the Assad junta feel no hesitation to flee to the Israeli border and ask for medical assistance, which they get for free, and Arabs from the Gulf states quietly fly to Israel to get medical treatments.

The latest manifestation of Boycott-the-Jews anti-Semitism is in the campus “BDS” movement. Like the previous boycotts, the newer “BDS” is nothing more than a here. The resemblance to Judith Butler and her recent appearance at the Brooklyn College Hatefest is, in the immortal words of Yoggi Berra, too coincidental to be a coincidence.

It is more than a bit ironic that the anti-Semites who are running the so-called BDS campaign choose to adopt for themselves a term that has an older meaning of pathological aggression in those suffering from dementia. In psychiatry, BDS stands for Behavioral Dyscontrol Scale. But the psychiatrists got only part of the picture right. Probably a better definition of BDS is Bigots, Dingbats and Scoundrels. An entire web site that mocks PACBI.org, the main BDS organization, is a must-see at Pacbi.com. The original anti-Semitic PACBI name stands for the “Palestinian Campaign for the Academic and Cultural Boycott of Israel.” The mock site defines “Pacbi” as Pathetic Assholes Conspiring to Boycott Israel.

Its front page message is worth citing:

BDS-ers come from the goosestepping Neo-Nazi Right, from the bedwetting radical Left, from the “anarchist” anarcho-fascist movements, from the various front groups for the “International Solidarity Movement” or ISM (which stands for “I Support Murderers”). BDS is the official mantra of the anti-Semitic vermin and their genocidal fellow travelers, who are attempting to get the world to boycott Israel. The BDS scum consist of anti-Jewish racists seeking the annihilation of Israel and strive for a second Holocaust of the Jewish people. They work to achieve this while pretending that they think Israel mistreats Arabs. If they had been alive in the 1930s and 1940s, they would all have been participating in the German movement to boycott and divest from Jews.

Omar Barghouti is the Arab graduate student in Israel who set up the original BDS organization, PACBI.org. He was a bit foolishly admitted as a MA student (in philosophy) into Israel’s Tel Aviv University and then decided to show his gratitude for that by organizing a one-jihadist pogrom against the existence of the country that was educating him. (The philosophy department at TAU is itself a den of anti-Israel radical leftist agitprop.) So the leading advocate of world boycotts of Israeli academic institutions is unwilling to boycott them himself and drop out of his own degree program. He stayed registered in the “Zionist” institution, collecting his cushy fellowship handouts.

But the irony does not end there. Barghouti is not a Palestinian at all. He was born in Qatar and was raised in Egypt, making him a sort of Edward Said “Palestinian,” meaning a non-Palestinian.

Barghouti not only hates Jews. He also hates white people and proclaims them to be an inferior race! Really! He is quoted thus: “For some peculiar reason Omar Barghouti, BDS’s leading activist makes some biologically determinist remarks. He for instance declares that he won’t take a lecture from a ‘white person’. But Barghouti doesn’t stop there, he clearly makes a connection between ‘skin colour’, political stand and violence. It seems as if Barghouti is also aware of himself making a racist statement when he suggests that ‘the white race is the most violent in history of mankind.’” So says the Egyptian.

In his exposeé of Barghouti in Frontpage Magazine, writer Daniel Greenfield reveals: “Omar Barghouti is a distant cousin of Marwan Barghouti and Mustafa Barghouti. Marwan Barghouti is a major terrorist leader serving five life sentences for numerous murders. Mustafa Barghouti was a Soviet-educated Communist leader and a candidate for the presidency of the Palestinian Authority.” He adds: “Omar Barghouti tried to latch on to Occupy Wall Street by claiming to represent ‘the global 99 percent.’ Considering how much money and power the Barghoutis have, they are the 1 percent, both locally and globally. Anyone who has seen the mansions of the ruling elite in the West Bank can only laugh at Omar’s assertion that Israel is part of the 1 percent exploiting the rest of humanity, while the influential clans like the Barghoutis are the 99 percent.”

Writing on the Huffington Post, the left-of-center French philosopher Bernard Henry Levi called the BDS “movement” a lot of “crap.” He explains:

Why? First of all, because one boycotts totalitarian regimes, not democracies. One can boycott Sudan, guilty of the extermination of part of the population of Darfur. One can boycott China, guilty of massive violations of human rights in Tibet and elsewhere. One can and should boycott the Iran of Sakineh and Jafar Panahi, whose leaders have become deaf to the language of common sense and compromise. One can even imagine, as we once did with regard to the fascist generals’ Argentina or Brezhnev’s USSR, boycotting those Arab regimes whose citizens’ freedom of expression is forbidden and punished, if necessary, in blood. One does not boycott the only society in the Middle East where Arabs read a free press, demonstrate when they wish to do so, send freely elected representatives to parliament, and enjoy their rights as citizens. Regardless of what one thinks of the policies of its government, one does not boycott the only country in the region and, beyond the region, one of the unfortunately limited number of countries in the world where voters have the power to sanction, modify, and reverse the position of said government.

The racism of the boycotters is not even hidden from view. The BDS gang are not boycotting any Israeli Arabs and not even Israeli leftist Jews, at least not usually. In fact they do not even boycott Israeli Arabs who own property and assets in the “occupied” West Bank. After all, if you thought that no Israelis have the right to own property there because it is “occupied” territory, almost like Corsica, how come the Israeli Arabs who do so get a free pass from the BDSholes, the term a growing number of commentators are calling them?

The other irony of course is that BDS aggression and warfare harms Israeli Arabs and other non-Jews, as well as Jews. To the extent that Israeli exports are harmed, those working in export industries lose out, and there are plenty of Arab workers and entrepreneurs affected. Not just in Israel but also in the “West Bank.” The BDSholes recently decided to target “Sodastream,” an Israeli company that makes fashionable environmentally-friendly nifty devices for dispensing carbonated water for mixing drinks. The boycott of it by the BDS gang is harming Palestinian employees of the company.

But you’ve got to hand it to the boycotters. They hate Jews so much that they want Jews harmed even if the campaign also harms Arabs. After all, Arabs are nothing more than an instance in collateral damage in the holy war of aggression and jihad against the Jews. In the view of the BDSholes, Arabs never are entitled to any human rights protection in Arab countries. Arabs need protection only when this serves to undermine, endanger, and demonize the Jews. In all other cases, let them eat stale pita!


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


One of the Greatest Jewish Philanthropists You Never Heard Of

One of the Greatest Jewish Philanthropists You Never Heard Of

Ronda Robinson


One of the Greatest Jewish Philanthropists You Never Heard Of

Julius Rosenwald, a Jewish peddler’s son who never finished high school, rose to become the chairman of Sears, Roebuck & Company and a modest philanthropist who gave away $62 million in his lifetime, including seed money for more than 5,000 schools for black children in the early 1900s.

More than 80 years after his death, Rosenwald’s story is making headlines around the world, thanks to award-winning Washington, D.C., filmmaker Aviva Kempner. She released her new feature-length documentary, “Rosenwald,” in August. Thus far, it has played in more than 90 theaters in markets across the United States, such as Atlanta, Boston, Chicago, Los Angeles, Miami, New York, Philadelphia and San Francisco.

“I greatly admire Rosenwald’s philanthropy. He gave away $62 million to various causes, which in today’s dollars is closer to $1 billion,” says Kempner, whose films illuminate the untold stories of Jewish heroes. Her previous documentaries include “Partisans of Vilna,” “The Life and Times of Hank Greenberg,” and “Yoo-Hoo, Mrs. Goldberg.” She calls Rosenwald “the greatest philanthropist you’ve never heard of.”

“I felt that this story was too important to go unnoticed. It is a great Jewish legacy that I am excited to make better known. At a time when financial hardships abound and civil rights issues unfortunately still exist, it is imperative that Julius Rosenwald’s story be told now.”

Julian Bond
Julian BondTwelve years ago Kempner was attending a lecture at the Hebrew Center on Martha’s Vineyard in Massachusetts and heard about Julius Rosenwald. She listened to Julian Bond, the late American civil rights leader, talk about his family’s connection to Rosenwald, who built schools and housing for blacks in the early 1900s and provided grants for promising black artists and writers. Immediately, the story had her hooked.

Kempner felt Rosenwald embodied the Jewish values of tikkun olam (repairing the world) and tzedakah (charity).

After the talk, she told Bond, “I’m going to make this film.” Thus began a collaboration that lasted 12 year, with Bond serving as her main consultant on the film. Interviewees include famous actors, authors, rabbis and politicians, as well as Rosenwald’s descendants.

Julius Rosenwald

Julius RosenwaldRosenwald grew up across from President Abraham Lincoln’s family in Springfield, Illinois. He went into the clothing trade with his family and ended up in Chicago, where he had an opportunity to become a partner with Richard Sears in 1895. He proved an excellent manager, helping to make Sears the largest retailer in the country. The peddler’s son became rich beyond his wildest dreams and built a block-long house for his family.

However, the film reveals an endearing humility. In a sound-bite from the documentary, Rosenwald says, “Most people are of the opinion that because a man has made a fortune, that his opinions on any subject are valuable. Don’t be fooled into believing that if a man is rich, he is smart. … Most large fortunes are made by men of mediocre ability who tumbled into a lucky opportunity and couldn’t help but get rich.”

Rosenwald had two personalities, according to his great-grandson: a tough, profit-driven businessman and a civil rights champion who wanted to help blacks go to school and live the American dream.

Rosenwald with Booker T. Washington
Rosenwald with Booker T. Washington

read more: Greatest Jewish Philanthropists You Never Heard Of


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Przywódcy palestyńscy zapowiadają kolejny rok przemocy

Gatestone InstitutePrzywódcy palestyńscy zapowiadają kolejny rok przemocy

Khaled Abu Toameh Tłumaczenie: Małgorzata Koraszewska


Uzbrojeni hamasowcy na paradzie z makietą rakiety w Gazie. (Zdjęcie: i24 News video zrzut z ekranu)

Nie dając swojej ludności żadnej nadziei na przyszłość, Fatah i Hamas mówią Palestyńczykom, że powinni szykować się na więcej przemocy i więcej rozlewu krwi w 2016 roku.

W odrębnych przesłaniach do Palestyńczyków w przeddzień nowego roku te dwie rywalizujące partie palestyńskie przysięgły prowadzić, a nawet nasilić, ataki tzw. „oporu” na Izrael. Nie trzeba dodawać, że nie było tam nawet wzmianki o pokoju, współistnieniu lub tolerancji.

Zamiast życzyć Palestyńczykom szczęśliwego i pomyślnego Nowego Roku, zarówno Fatah, jak Hamas mówią swoim ludziom w Strefie Gazy i na Zachodnim Brzegu, by przygotowali się do wzmożonej przemocy i ataków “oporu” przeciwko Izraelowi. Te dwie partie nie mają nic do zaoferowania Palestyńczykom poza rozlewem krwi i rozpaczą.

Hamas, który od niemal 10 lat rządzi Strefą Gazy, przygotowuje, według własnych doniesień, nową falę zamachów samobójczych przeciwko Izraelczykom. Poprzednim razem, Hamas prowadził zamachy samobójcze w Izraelu podczas drugiej intifady w latach 2000-2005, powodując zniszczenia i dewastacje dla Palestyńczyków.

Różne doniesienia sugerowały, że Hamas rozważa teraz aktywację swoich “uśpionych komórek” na Zachodnim Brzegu w przygotowaniu do ponownego podjęcia zamachów samobójczych przeciwko Izraelczykom. Według tych doniesień, Hamas planuje także obieranie za cel oficerów służb bezpieczeństwa i polityków.

Hussam Badran, wysoki rangą funkcjonariusz Hamasu w Strefie Gazy, odmalował ponury obraz tego, co czeka Palestyńczyków w 2016 r. W przesłaniu do Palestyńczyków Badran ogłosił, że obecna fala terroryzmu, o której mówił „Intifada Al-Kuds”, nasili się w nadchodzącym roku. Wspomniał także nie wprost, że Hamas istotnie rozważa wznowienie ataków samobójczych przeciwko Izraelczykom: „Rok 2016 będzie rokiem rozwoju i nasilenia intifady i wszystkich form operacji oporu”.

Jego przesłanie, podobnie jak wypowiedzi wielu dygnitarzy Hamasu, nie zawierało żadnej wzmianki na temat trudnych warunków życiowych Palestyńczyków pod rządami Hamasu w Strefie Gazy. Kiedy Badran i inni dygnitarze Hamasu mówią o prowadzeniu „wszystkich form oporu” przeciwko Izraelowi, w istocie mówią o planach rozpoczęcia zamachów samobójczych i innych ataków terrorystycznych przeciwko Izraelczykom.

Noworoczne przesłanie Hamasu nie oferuje Palestyńczykom w Strefie Gazy żadnej nadziei, że ich przywódcy działają na rzecz zakończenia ich nieszczęść. Nie ma obietnicy pomocy rozwiązania problemu bezrobocia lub biedy w Strefie Gazy. Nie ma żadnej obietnicy pomocy w rozwiązaniu kryzysu w stosunkach z Egiptem, którego wynikiem jest zamknięcie przejścia granicznego Rafah między Gazą a Egiptem przez większość 2015 r.

Jak gdyby tego było mało, w zeszłym tygodniu Hamas zakazał Palestyńczykom w Strefie Gazy obchodzenia Nowego Roku. Funkcjonariusze bezpieczeństwa Hamasu ostrzegli właścicieli restauracji i hoteli, że nie wolno im organizować przyjęć noworocznych, mówiąc, że ta praktyka jest „obca naszej tradycji i wartościom i jest pogwałceniem nauczania islamskiego”. Hamas uzasadniał także ten zakaz twierdząc, że Palestyńczycy w Strefie Gazy muszą okazać solidarność ze swoimi braćmi na Zachodnim Brzegu, którzy od początków października prowadzą kampanię ataków nożowniczych i samochodowych na Izraelczyków.

Przez zakazanie obchodów Nowego Roku Hamas idzie w ślady innych islamistycznych grup terroru, takich jak Państwo Islamskie, które potępiło takie obchody jako “nie-islamskie”. Te grupy uważają przyjęcia noworoczne za część tej samej kultury Zachodu, która starają się zastąpić ekstremistycznym islamem i prawem szariatu.

Hamas nie może tolerować scen rozradowanych Palestyńczyków, świętujących nadejście nowego roku. Nie chce widzieć młodych Palestyńczyków spędzających czas w restauracjach, kawiarniach i hotelach. Zamiast tego Hamas chce, by młodzi Palestyńczycy dołączyli do ich armii i przygotowywali się do dżihadu przeciwko Izraelowi. Hamas woli widzieć młodych Palestyńczyków w mundurach wojskowych i z bronią. Chce, by młodzi mężczyźni zamiast świętowania i radowania się, kopali więcej tuneli pod granicami Gazy z Izraelem i z Egiptem.

Także rządząca na Zachodnim Brzegu Fatah, frakcja prezydenta Mahmouda Abbasa, która w tym tygodniu obchodziła 51 rocznicę swojego pierwszego ataku zbrojnego na Izrael, ma nadzieję, że rok 2016 przyniesie więcej przemocy. Wielu funkcjonariuszy i grup Fatahu zaznaczyło tę rocznicę przysięgą nasilenia „oporu” przeciwko Izraelczykom i wzywaniem Palestyńczyków, by włączyli się w „walkę” przeciwko Izraelowi.

Zbrojne skrzydło Fatahu, Brygady Męczenników Al-Aksa, użyły tej okazji, by wygłosić jeszcze jedną groźbę o rozpoczęciu ataków terrorystycznych na Izraelczyków. “Pozostajemy oddani opcji walki zbrojnej” – obwieściła ta grupa w ulotce rozprowadzanej na Zachodnim Brzegu. „Będziemy kontynuować drogą męczenników aż do wyzwolenia całej Palestyny”.

Prezydent Mahmoud Abbas, który jest także szefem Fatahu, również nie miał niczego do zaoferowania swojej ludności w przeddzień Nowego Roku, poza dalszymi słowami nienawiści i oporu wobec Izraela. W przemówieniu do Palestyńczyków Abbas raz jeszcze usprawiedliwił obecną falę przemocy, mówiąc, że jest to „wynik trwania okupacji i osiedli i bezczeszczenia naszych miejsc świętych”. Dodał: „Nasz lud nie skapituluje, nie podda się ani nie zaakceptuje poniżenia”.

Kiedy Abbas przemawiał do narodu, zamaskowani Palestyńczycy w Betlejem zaatakowali kilka restauracji i sal, gdzie miały odbyć się przyjęcia noworoczne. Świadkowie powiedzieli, że zamaskowani mężczyźni otwarli ogień na restauracje, sale i pojazdy, żeby nie dopuścić do świętowania przez Palestyńczyków. Według świadków napastnicy byli z frakcji Fatahu Abbasa, nie zaś z Hamasu.

Przywódcy Fatahu i Hamasu raz jeszcze pokazali, że nie mają niczego do zaoferowania Palestyńczykom poza przemocą, zniszczeniem i śmiercią. Ci przywódcy chcą, by ich ludność pozostawała w nastroju bojowym w celu dalszego prowadzenia walki z Izraelem. W takim razie rok 2016 nie wygląda obiecująco dla Palestyńczyków pod obecnymi rządami Fatahu i Hamasu.


Khaled Abu Toameh – urodzony w 1963 r. w Tulkarem na Zachodnim Brzegu, palestyński dziennikarz, któremu wielokrotnie grożono śmiercią. Publikował między innymi w “The Jerusalem Post”, “Wall Street Journal”, “Sunday Times”, “U.S. News”, “World Report”, “World Tribune”, “Daily Express” i palestyńskim dzienniku “Al-Fajr”. Od 1989 roku jest współpracownikiem i konsultantem NBC News.


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Warszawa: chrześcijanie przeszli w Marszu Poparcia dla Izraela. Była kontrmanifestacja

Warszawa: chrześcijanie przeszli w Marszu Poparcia dla Izraela. Była kontrmanifestacja

Marsz Poparcia dla Izraela w Warszawie

Ulicami Warszawy przeszli chrześcijanie, którzy wyrazili poparcie dla Izraela. Oto relacja z marszu.

Podczas wydarzenia organizatorzy wręczyli przedstawicielowi warszawskiej synagogi deklarację poparcia dla państwa żydowskiego.

– Chcielibyśmy wręczyć tę deklarację jako wyraz naszych serc, tego, co czujemy do Izraela, w imieniu tej Polski, która Izrael kocha i za nim staje – oświadczył jeden ze współorganizatorów marszu – Edward Ćwierz.

W deklaracji podkreślono, że chrześcijanie z różnych wspólnot wyrażają “wdzięczność wielu pokoleniom Żydów za ich ogromny, bezcenny wkład w rozwój Polski”.

Przypomniano też, że oba kraje są połączone “tysiącletnią wspólnotą dziejów”, a także, że “nie można rozumieć historii Polski bez obecności w niej Żydów”.

„Kiedy zabijani są niewinni ludzie, w tym kobiety i dzieci – stańmy za Izraelem. Z nową siłą podnosi się antysemityzm w Europie i na świecie, wzmaga się islamski terroryzm – sprzeciwmy się” – apelowano.

Edward Ćwierz podkreślił też, że marsz miał charakter “modlitewny”. Przypomniał, że “Bóg bardzo kocha Izrael”.

Uczestnicy śpiewali pieśni, tańczyli i modlili się. Obejrzeli też występ artystyczny.

– Mamy wspólne korzenie. W Biblii jest wyraźnie określone, że mamy błogosławić Boży naród, stać razem. Mamy razem być błogosławieństwem dla całego świata. My jesteśmy tego częścią. Uważamy, że nienawiść nie jest niczym dobrym i nie rozwiązuje żadnych problemów. Chcemy pokoju, a Żydzi ze względu na wspólną historię powinni być dla Polaków kimś bliskim – mówił jeden z uczestników pochodu.

Wdzięczność chrześcijanom za okazanie solidarności wyraziła izraelska ambasada.

– Jeszcze nigdy nie widziałam tak dużej demonstracji poparcia dla Izraela – powiedziała ambasador Anna Azari.

Pochód zorganizowano przy wsparciu wielu kościołów i organizacji, w większości protestanckich.

Marsz przebiegał pokojowo, choć starała się go zakłócić niewielka grupa kontrmanifestantów – przedstawicieli Narodowego Odrodzenia Polski. Przynieśli oni ze sobą transparenty i flagi Palestyny. Wznosili też okrzyki, w których wyrażali wsparcie dla Autonomii i potępienie Izraela. Mówili, że solidaryzują się z Palestyńczykami, ponieważ, według nich, są oni “uciskani”.

W reakcji na okrzyki kontrmanifestantów, którzy skandowali między innymi “precz z żydowską okupacją” i “precz z syjonizmem”, chrześcijanie nazwali ich “przyjaciółmi” i postanowili ich pobłogosławić.

Jak dokładnie wyglądał marsz, można zobaczyć na filmach poniżej.

 

 

 


Forum Żydów PolskichWarszawa: Marsz Poparcia dla Izraela

Pokojowy marsz poparcia dla Izraela przeszedł dziś ulicami Warszawy.

Organizatorami Marszu byli chrześcijanie z kościołów i wspólnot którzy są przyjaciółmi Izraela.

Niech nasze poparcie dla narodu żydowskiego będzie słyszane i widziane. Będziemy również modlić się za Izrael i narody zgodnie z Psalmem 122,6 – Módlcie się o pokój Jerozolimy; oby się powodziło przyjaciołom twoim” – powiedzieli organizatorzy.

Wobec trwającej w Izraelu 3 intifady, kiedy zabijani są niewinni ludzie, w tym kobiety i dzieci – stańmy za Izraelem.

Z nową siłą podnosi się antysemityzm w Europie i na świecie, wzmaga się islamski terroryzm –sprzeciwmy się.

Wobec licznych i niesprawiedliwych rezolucji ONZ skierowanych przeciwko Izraelowi – stańmy za prawdą.

Wobec takich wydarzeń jak spalenie kukły Żyda we Wrocławiu – powiedzmy NIE!

Uczestnicy marszu pokazali, że jako Polacy i chrześcijanie wspierają Izrael i sprzeciwiają się antysemityzmowi. Uczestnicy mieli ze sobą flagi Izraela i Polski.

Trasa marszu przebiegała od pl. Grzybowskiego do siedziby ambasady Izraela przy ul. Krzywickiego. Marsz wyruszył o godz. 13: 30.

Przed Ambasadą, do zgromadzonych wyszła pani ambasador Anna Azari i podziękowała uczestnikom za wsparcie Izraela.

Marsz wsparły te organizacje:
Ruch „Polska dla Jezusa”
Fundacja „Polania” Kraków
Kościół Chrześcijan Wiary Ewangelicznej, zbór „Nowe Jeruzalem”, Radzyń Podlaski
Kościół Misja „Nowy Początek” w Skarżysku-Kamiennej
Zbór Zielonoświątkowy „Eklezja” w Gdyni
Kościół Chrześcijański „Wieczernik” Kielce
Kościół „Droga” w Warszawie
Kościół Jezusa Chrystusa „Syjon” w Rzeszowie
Fundacja „Na Murach Miasta” w Gliwicach


foto: Paweł Czyszek


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com