Archive | May 2016

Prawda nie leży pośrodku


Prawda nie leży pośrodku

Marcin Kościelniak


Prawda nie leży pośrodku
Zrealizowany z Teatrze Żydowskim spektakl Moniki Strzępki i Pawła Demirskiego, poświęcony wydarzeniom Marca, zaczyna się sceną z „Dziadów”. Cóż za przewrotny pomysł! – w narodowy arcydramat wpisać losy polskich Żydów. Płonne nadzieje… Fragment „Dziadów” okazuje się quasi-cytatem ze spektaklu Dejmka, który twórcy z przekąsem nazywają największym spektaklem w dziejach. Nie profanacja, nie krytycyzm, nie subwersja – ale właśnie owa kąśliwość jest charakterystyczna dla przedstawienia.

Ale czy można się było spodziewać czegoś innego? Paweł Demirski w temacie polskiego antysemityzmu wykazywał się dotąd zaskakującą dla niego ostrożnością. W 2009 roku, po „Sztuce dla dziecka”, Demirski mówił w „Didaskaliach” o schematach myślenia o polskim antysemityzmie narzuconych z jednej strony przez „myśl endecką”, z drugiej – „Gazetę Wyborczą”. „Zajmujemy się duchami z przeszłości, a nie rzeczywistym problemem lub jego brakiem” – tłumaczył, debatę o Holokauście nazywając „niby-ważnym tematem polskiego teatru”. W „Nie-Boskiej komedii” (2014) antysemityzm pokazywał jako problem modny, komercyjny i zgrany, jako pożywkę dla „komisji moralnej paniki”. W wywiadzie dla stołecznej „Wyborczej” przed premierą „Dobrze żyjcie – to najlepsza zemsta” Demirski mówił o „istniejącym czy nieistniejącym polskim antysemityzmie”. Przedstawienie w Teatrze Żydowskim jest ilustracją tej mętnej filozofii.

Nie chcę się czepiać szczegółów, chociaż można na przykład zapytać, dlaczego głównym bohaterem Demirski uczynił Żyda – członka aparatu komunistycznej władzy, a nie Żyda – działacza opozycji. Przypuszczam, że nie chciał ulec presji „poprawności politycznej” – wszak właśnie ona jest jednym z głównych przedmiotów jego troski.

Demirski i Strzępka kilkakrotnie suponują widzom, że przyszli na spektakl, by utwierdzić się w swoich lewicowych poglądach. (To, używając nomenklatury Demirskiego, czytelnicy „Gazety Wyborczej”.) Pogląd o polskim antysemityzmie twórcy uznają za łatwiznę intelektualną i modę. To ciekawe spojrzenie w przypadku duetu, który onegdaj był nazywany „wściekłym” z racji tego, że w każdym spektaklu krytykował neoliberalny kapitalizm. To rzecz jasna nie był pogląd mainstreamowy, ale zupełnie niszowy, prywatny i oryginalny.

Trzeba oddać sprawiedliwość – Demirski i Strzępka atakują ze sceny również widzów, którzy mają poglądy odwrotne: prawicowe i antysemickie („endeckie”). Ciosy rozdzielają zatem po równo. Ale właśnie ta równowaga, dbałość o zachowanie rzekomych proporcji i rzekomego obiektywizmu – właśnie to jest największą mielizną spektaklu.

Modrzew, symbolizujący niekłamane losy głównego bohatera, w finałowej scenie pada łupem pił tarczowych w rękach przedstawicieli dwóch grup. Po jednej stronie Demirski ustawił tych, którzy uczestniczyli w antysemickiej nagonce roku 1968. Są zatem główni aktorzy politycznych działań – Gomułka i Moczar – i podlegający im aparatczycy. Można odnieść wrażenie, że polski antysemityzm jest kwestią pragmatyki politycznej i wystarczy, że politycy nie będą zwodzić obywateli, a zniknie. Gomułka i Moczar ponoszą pełną odpowiedzialność za polski Marzec – to chce powiedzieć Demirski i czyni to bez zażenowania. Jest co prawda scena, w której Polak bije Żyda w sposób bezinteresowny, zastanawiając się głośno, co nim kieruje: nie z (politycznej) góry, ale od środka. To chyba jedyny moment w historii teatru Demirskiego i Strzępki, kiedy przyznają, że czegoś nie wiedzą.

Nie wiedzą – a raczej nie przyjmują wiedzy, która jest na wyciągnięcie ręki. Po drugiej stronie Demirski i Strzępka ustawiają naukowców, którzy żerują na losach Żydów, pisząc doktoraty i habilitacje. Holokaust i Marzec są paliwem ich karier, losem Żydów interesują się z niskich pobudek. Demirski i Strzępka dyskredytują tę grupę bezwzględnie, a razem z nią – trudno to odebrać inaczej – wiedzę o polskim antysemityzmie. Wbrew swoim zwyczajom, nie sypią nazwiskami, ale łatwo je wymienić. Jak rozumiem, do kosza idzie Gross, Tokarska-Bakir, cały pion Centrum Badań nad Zagładą Żydów – to wszystko cyniczni karierowicze, a dostarczona przez nich wiedza to intelektualna łatwizna.

Demirski i Strzępka dyskredytują naukowców, którzy według nich żerują na losach Żydów. Razem z nimi – trudno to odebrać inaczej – dyskredytują też wiedzę o polskim antysemityzmie

 

Podział świata zaproponowany przez Demirskiego i Strzępkę przypomina mi wywód Jarosława Sellina w Radiu ZET. Na pytanie, czy Marian Kowalski powinien być zapraszany do TVP, Sellin powiedział, że jest przeciwko cenzurze, a nacjonalizm Kowalskiego zestawił z poglądami „skrajnie lewicowymi” innych gości TVP. Wzniesienie się na niedostępny „lewakom” poziom „obiektywizmu” stało się wytrychem, który nacjonalizm wprowadził do debaty publicznej jako możliwą opcję intelektualną (przy jednoczesnych zapewnieniach, że nacjonalizm się potępia). Twierdzę, że przedstawicielom tej opcji Demirski i Strzępka – z pewnością wbrew własnym intencjom – dostarczają paliwa.

rekomendował: 
Leon Rozenbaum

Twórcy w temacie polskiego antysemityzmu próbują ustawić się pomiędzy dwiema „skrajnościami”. Rzecz w tym, że jest to konstrukcja myślowa skrajnie fałszywa – i dlatego nie ma żadnego „pomiędzy”, nie ma żadnego „poza”. Prawda nie leży pośrodku. Jest tylko wiedza o polskim antysemityzmie, znajomość historii i mechanizmów społecznych. Po drugiej stronie jest dyskredytowanie tej wiedzy, kluczenie, gadanie o „istniejącym czy nieistniejącym polskim antysemityzmie”. Choć, oczywiście, wyrażam tu tylko pogląd, jakże mainstreamowy.


Marcin Kościelniak Asystent w Katedrze Teatru i Dramatu UJ, zastępca redaktora naczelnego „Didaskaliów”, recenzent „Tygodnika Powszechnego”. Publikował m.in. w „Tekstach Drugich”, „Dialogu”, „Notatniku Teatralnym”, „Theater der Zeit”. Autor książek: „«Młodzi niezdolni» i inne teksty o twórcach współczesnego teatru” (2014), „Prawie ludzkie, prawie moje. Teatr Helmuta Kajzara” (2012) oraz tomu z wyborem tekstów Helmuta Kajzara „Koniec półświni. Wybrane utwory i teksty o teatrze” (2012).


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Livni: Set aside egos, create bloc that can win elections

Livni: Set aside egos, create bloc that can win elections

Times of Israel staff


Zionist Union MK says public must decide who will lead a new faction that will stop ‘evil’ Netanyahu government.

MK Tzipi Livni during a Zionist Union party meeting in the Knesset, March 28, 2016. (Yonatan Sindel/Flash90)MK Tzipi Livni during a Zionist Union party meeting in the Knesset, March 28, 2016. (Yonatan Sindel/Flash90)

A ay after branding the appointment of Avigdor Liberman as defense minister a national “crisis of ethics,” Zionist Union MK Tzipi Livni called Saturday for Israeli politicians to set aside personal ambitions and work together to defeat the “evil” government of Prime Minister Benjamin Netanyahu. By uniting, she said, lawmakers could create a bloc capable of winning the public’s trust at the next elections.

“There is the hope that this is now an opportunity for all those who see what’s happening to unite into one major camp to fight — all the parties that represent values different to the ones that this government represents,” Livni wrote on Facebook. “We have to tell the truth: the parties’ political sagas are far less important right now, and that includes the Labor party primaries. The important thing is to now stand up together and produce an alternative bloc that can win the public trust,” she said.

“I call on the public to decide who will lead the bloc that will stop this evil government. Ego battles must be put aside. I hope that those who rejected this idea in the past now understand that it is clear that the future of Israel’s values are at stake, it’s the right thing to do. The public will decide between those who prefer their own egos and those who put the state before themselves.”

Livni told Channel 2 television on Friday night that the prime minister’s decision to appoint the far-right Yisrael Beytenu leader as defense minister and oust former IDF chief Moshe Ya’alon from the position “is not merely a political event.”

“This is a crisis — not only of leadership but of ethics,” she said. Netanyahu, she continued, “had a choice between two ministers of defense, one who backed the army’s code of ethics and its top echelons and its commanders, and the second who went to demonstrate against them.” She was referring to Liberman’s s show of solidarity at the military courthouse where Elor Azaria, the soldier who in March shot dead a wounded Palestinian attacker in Hebron, was on trial for manslaughter.

MK Merav Michaeli of the Zionist Union party at the Knesset,
November 02, 2015. (Miriam Alster/Flash90)
MK Merav Michaeli of the Zionist Union party at the Knesset, November 02, 2015. (Miriam Alster/Flash90)

Zionist Union MK Merav Michaeli made a similar appeal Saturday, urging Finance Minister Moshe Kahlon of the 10-seat Kulanu party “to immediately leave the dangerous Netanyahu government and establish a sane government.”

Speaking in Tel Aviv, Michaeli also dismissed calls from members of the Zionist Union — among them its leader Isaac Herzog — to bring Ya’alon into the party.

“Ya’alon is man of the right. Granted, in this delusional and crazy government, he is a balanced and sane voice who safeguards the army and is committed to democracy, but a right-wing man even so. The Zionist Union is not for him,” Michaeli said, according to Army Radio.


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Anti-Semitism in Britain’s Labour Party: Rotting from the head down

Gatestone InstituteAnti-Semitism in Britain’s Labour Party: Rotting from the head down

Gatestone Institute Gatestone Institute


Anti-Semitism isn’t new to the UK Labour Party, and its recent anti-Semitic outbursts shouldn’t surprise anyone. Labour Party leader Jeremy Corbyn has ordered an “independent inquiry” into the party’s anti-Semitism. Douglas Murray, a Distinguished Senior Fellow of the Gatestone Institute, explains in the video below how Labour’s anti-Semitism problem starts at top of the party, and why this inquiry won’t solve anything.

 


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Wyzwolenie naszej Jerozolimy

Wyzwolenie naszej Jerozolimy

Daniel C. Greenfield
Tłumaczenie: Małgorzata Koraszewska


Kiedy Legion Arabski z Jordanii zajął połowę Jerozolimy, przeprowadził czystkę etniczną populacji żydowskiej i anektował miasto – jedynym państwem, które uznało tę aneksję była wówczas Wielka Brytania, która dostarczyła również oficerów, broni i szkolenia Legionowi, umożliwiając ten podbój. Oficerowie, tacy jak pułkownik Bill Newman, major Geoffrey Lockett i major Bob Slade, pod dowództwem Glubba Paszy, lepiej znanego jako generał John Bagot Glubb, którego syn później nawrócił się na islam, najechali Jerozolimę i użyli sił muzułmańskich, którymi dowodzili, by umożliwić podział i czystkę etniczną Jerozolimy.

Od tego czasu tamta aneksja i czystka etniczna uzyskały międzynarodowy mandat. W jakiejkolwiek innej sprawie byłoby całkowicie niewyobrażalne potępienie przez społeczność międzynarodową ludzi z grupy „wyczyszczonej” etnicznie, którzy przeżyli próbę ludobójstwa, za powrót do miasta, w którym żyli. Jest jednak standardową polityką Departamentu Stanu i Foreign Office potępianie Żydów za mieszkanie w tych częściach Jerozolimy, które zostały oczyszczone etnicznie przez muzułmanów, nazywanie ich „osadnikami” żyjącymi w „osiedlach” i opisywanie ich jako „przeszkody dla pokoju”. Pokoju opartego na zaaprobowaniu czystki etnicznej.

Określanie żydowskich domów w Jerozolimie, będącej jednym z najstarszych miast świata, miastem, które wszystkie trzy religie regionu kojarzą z Żydami i historią żydowską, mianem “osiedli” jest triumfem wypaczonego języka, przed którym Orwell musiałby uchylić kapelusza. Jak można mieć „osiedle” w mieście starszym of Londynu i Waszyngtonu? Żeby to zrozumieć, trzeba zapytać dyplomatów z Londynu i Waszyngtonu, którzy twierdzą uparcie, że kolejna runda kompromisów izraelskich przyniesie pokój w całym regionie.

Powiadają, że w Jerozolimie są trzy religie, ale w rzeczywistości są tam cztery religie. Czwartą religią jest prawdziwa Religia Pokoju, ta, która nieustannie żąda krwawych ofiar, by umożliwić pokój, która twierdzi uporczywie, że będzie pokój, kiedy wygna się Żydów z Judei i Samarii, wygna z ich domów w Jerozolimie i znowu uczyni z nich tułaczy i żebraków. Co dziwne, ta religia nie ma na imię islam – to jest dyplomacja.

Dyplomacja powiada, że granice 1948 r. ustanowione przez najeźdźcze armie arabskie, powinny być ostatecznymi granicami i że kiedy Izrael zjednoczył rozdarte miasto w 1967 r., był to akt agresji, podczas gdy kiedy siedem armii arabskich najechało na Izrael w 1948 r., był to prawomocny sposób ustalania granic. Kiedy Jordania etnicznie wyczyściła wschodnią Jerozolimę, ustaliła standard, który Izraelczycy są zobowiązani dochowywać do dziś przez trzymanie się z dala od wschodniej Jerozolimy.

Wiceprezydent Biden tak zdenerwował się, że władze miejskie Jerozolimy częściowo zatwierdziły budowę kilku budynków w mieście podczas jego wizyty, że dostał jednego ze swoich legendarnych napadów złości. Hillary Clinton zajrzała do MSNBC, żeby powiedzieć Andrei Mitchell, iż “To była obraza. I była to obraza nie tylko wobec Wiceprezydenta, który na to nie zasłużył”. David Axelrod przeglądał swój słownik synonimów i wyłonił się nazywając to “afrontem” i “obelgą”. Dwa za cenę jednego.

Artykuły redakcyjne w gazetach potępiały rząd izraelski za ciężką zniewagę wobec administracji Obamy. „Prowokacja Izraela” krzyczała pogrubioną czcionką „Chicago Tribune”, opisując to jako „bombę dyplomatyczną”, która wybuchła Bidenowi w twarz. „Atlantic”, ochoczy do włączenia się w licytację metafor, pisał o Izraelu wymierzającym Bidenowi policzek. Dołączyła horda innych publicystów, żeby opisać, jak Izraelczycy kopali i bili biednego wiceprezydenta, trzymając jego głowę w muszli sedesowej.

To czy Joe Biden był ofiarą Żydów, czy też Żydzi byli ofiarami Joe Bidena, jest kwestią perspektywy. Administracja Hitlera bardzo się zdenerwowała, kiedy odkryli, że żydowscy sportowcy będą brać udział w Olimpiadzie w Berlinie w 1936 r. Kiedy dokonujesz czystki etnicznej, ofiary mają pozostać niewidoczne. Jest w złym guście pokazanie się i zdobycie złotych medali na Olimpiadzie albo też odbudowywanie swoich zniszczonych synagog. Jest to obraźliwe dla czyścicieli etnicznych i ich wspólników.

Brzmi to jak ostre oskarżenie, ale jest całkowicie i niezaprzeczalnie prawdziwe.

Kiedy muzułmanie wprowadzają się do żydowskiego miasta, biedny Joe nie płacze, że został zbombardowany dyplomatycznym afrontem i pobity menorą. Kiedy kraje muzułmańskie finansują budowę muzułmańskich domów w Izraelu, nie ma gniewnych oświadczeń Clinton i żadnego walenia słownikiem synonimów przez Davida Axelroda. Muzułmańskie domy w Jerozolimie lub gdziekolwiek indziej w Izraelu nie są problemem. Problemem są tylko domy żydowskie. Nie chodzi o Izrael. Gdyby chodziło o Izrael, to Arabowie z obywatelstwem izraelskim powodowaliby równie głośne wycie Bidena. Tylko Żydzi są problemem.

Cały Proces Pokojowy jest w rzeczywistości przedłużonym rozwiązaniem najnowszego etapu Problemu Żydowskiego. Problemem, jak to stwierdziło tak wielu dyplomatów, jest to, że Żydzi żyją w miejscach, których chcą Arabowie. Przed 1948 r. Żydzi żyli w Gazie, ale zostali stamtąd wygnani, wrócili, a potem zostali znowu wygnani przez własny rząd, który podporządkował się żądaniom międzynarodowym. Teraz tylko Hamas żyje w Gazie i bez Żydów jest tam tak pokojowo i przyjemnie jak w Niemczech nazistowskich.

Są jednak nadal Żydzi na Zachodnim Brzegu i trzeba się ich stamtąd pozbyć. Kiedy wygna się wystarczająco dużo Żydów, zapanuje pokój. To nie jest akapit z Mein Kampf ani jakieś szalone kazanie z telewizji Autonomii Palestyńskiej – to jest konsensus społeczności międzynarodowej. Ten konsensus stwierdza, że jedynym powodem, dla którego nadal nie ma pokoju, jest to, że niewystarczająco dużo Żydów zostało wygnanych ze swoich domów. Czystka etniczna na rzecz pokoju nie poszła wystarczająco daleko.

Będzie pokój, kiedy znikną wszyscy Żydzi. To jest z pewnością niezaprzeczalne. Spójrzcie tylko na Gazę, albo na Egipt, Irak lub Afganistan, który ma w sumie dwóch Żydów i obaj dobrze po siedemdziesiątce. Albo na Pakistan, Arabię Saudyjską i Syrię, gdzie pokój panuje teraz, kiedy wszyscy Żydzi zniknęli. Ktoś mógłby powiedzieć, że przemoc wydaje się wzrastać proporcjonalnie do liczby muzułmanów, ale wszyscy wiemy, że byłaby to wypowiedź rasistowska. Z drugiej strony sugerowanie, że przemoc rośnie wraz z liczbą Żydów żyjących na ziemi, której chcą muzułmanie, jest tylko dyplomacją. Jest faktem zdroworozsądkowym, o którym wszyscy mający coś wspólnego z polityka zagraniczną wiedzą, że jest prawdą.

Skąd będziemy wiedzieć, kiedy muzułmanie mają już całą ziemię, której chcą? Kiedy ustanie przemoc. Wszyscy wiedzą, że porozumienia nic nie znaczą. Niezależnie od tego ile podpisze się kawałków papieru, bomby i rakiety nadal wybuchają; rzeczywiste, takie które zabijają ludzi, nie fikcyjne, które denerwują wiceprezydentów. Jedynym sposobem osiągnięcia porozumienia jest szukanie po omacku, oddawanie parceli za parcelą ziemi, aż wybuchy ustaną lub aż muzułmanie spełnią swój pierwotny cel zepchnięcia Żydów do morza.

Jest to cudowna rzecz w dyplomacji, jeśli jesteś dyplomatą, i straszna rzecz, jeśli jesteś kimkolwiek innym i nie masz bezpiecznej ucieczki, kiedy dyplomacja zawiedzie. A dyplomacja w tym regionie zawsze zawodzi. Camp David i każde porozumienie, jakie Izrael zawarł z krajami muzułmańskimi, nie jest warte papieru, na którym go spisano.

W 1966 r. Jerozolima była miastem rozdartym na dwoje, rozdzielonym drutem kolczastym i kulami snajperów muzułmańskich. Dyplomacja nie zjednoczyła tego miasta. Izrael prowadził dyplomację niemal do gorzkiego końca, aż zrozumiał, że nie ma żadnego wyboru i musi walczyć. Izrael nie rzucił się radośnie w wojnę, jego przywódcy robili, co mogli, by uniknąć konfliktu, prosząc społeczność międzynarodową o interwencję i powstrzymanie Egiptu przed rozpoczęciem wojny.

Kiedy Izrael poszedł na wojnę, jego przywódcy nie chcieli wyzwalać Jerozolimy, chcieli, by Jordania pozostała neutralna. Także, kiedy Jordania wkroczyła do wojny, nie chcieli wyzwalać miasta. Opatrzność i wrogość muzułmanów zmusiła ich do wyzwolenia Jerozolimy i zmusiła ich do zatrzymania jej. Teraz niektórzy z nich chcieliby ją oddać jako kolejną ofiarę krwawemu bóstwu dyplomacji, którego ołtarz ocieka krwią i palonymi ofiarami.

Kiedy obchodzimy Jom Jeruszalajim, Dzień Jerozolimy, ważne jest pamiętanie, że miasto jest zjednoczone i wolne, ponieważ zawiodła dyplomacja. Największy triumf zdarzył się, ponieważ dyplomacja okazała się beznadziejna i bezużyteczna w odstraszeniu ludobójczych ambicji muzułmańskich. Gdyby Izrael poddał się naciskom międzynarodowym i gdyby Nasser był tak subtelny jak Sadat, to Wojna Sześciodniowa wyglądałaby jak Wojna Jom Kippur, ale walki odbywałyby się w granicach z 1948 r. – i Izrael najprawdopodobniej nie istniałby dzisiaj.

Kiedy Żydzi wspominają wielki triumf Dnia Jerozolimy, czyściciele etniczni i ich wspólnicy zajęci są szukaniem sposobów na wygnanie Żydów z Jerozolimy, z miasteczek, wsi i miast. Nie chodzi o arabskich mieszkańców Jerozolimy, którzy wielokrotnie zapewniali, że chcą pozostać częścią Izraela. Nie chodzi o pokój, który nie pojawił się po poprzedniej rundzie ustępstw i nie pojawi się także po tej. Chodzi o rozwiązanie problemu żydowskiego.

Jak długo Żydzi pozwalają definiować siebie jako problem, będzie bardzo wielu ofiarujących rozwiązanie. A rozwiązanie nieodmiennie polegają na zrobieniu czegoś z Żydami. Jest zrozumiałe, że jeśli Żydzi są problemem, rozwiązaniem jest przeniesienie ich lub pozbycie się ich. Krwawy bóg dyplomacji zawsze zakłada, że to oni są problemem. Jest mniej kłopotów przy definiowaniu Żydów jako problemu, niż byłoby przy definiowaniu muzułmanów jako problemu. Same liczby pokazują, że tak jest.

Dzień Jerozolimy jest przypomnieniem, czym jest prawdziwy problem i jakie jest rzeczywiste rozwiązanie. Problemem jest muzułmańska okupacja Izraela. Problemem jest islamizacja Jerozolimy. Problemem jest muzułmańska przemoc w poparciu muzułmańskiej okupacji Izraela i wszystkich innych miejsc. Izrael jest rozwiązaniem. Tylko kiedy wyzwolimy się od kłamstw, kiedy przestaniemy wierzyć, że jesteśmy problemem i zrozumiemy, że jesteśmy rozwiązaniem. Tylko kiedy uwolnimy się od Joe Bidenów i Peterów Beinartów, Jimmy Carterów i ludzi takich jak Barack Obama, Gilad Atzmon i Jeremy Ben Amin. Tylko wtedy wyzwolenie, które zaczęło się w 1967 r. zostanie dopełnione.


Daniel Greenfield

Amerykański pisarz i publicysta, mieszka w Nowym Jorku. Prowadzi stronę internetową Sultan Knish.


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Tajemnice starych druków na Warszawskich Targach Książki

Tajemnice starych druków na Warszawskich Targach Książki

  • 19 maja 2016 (czwartek) 10.00–18.00
  • 20 maja 2016 (piątek) 10.00–19.00
  • 21 maja 2016 (sobota) 10.00–19.00
  • 22 maja 2016 (niedziela) 10.00–17.00.

Do zobaczenia na Narodowym!


Zapraszamy w piątek na godz. 12 na Scenę A na Stadionie Narodowym.


W drugim dniu Warszawskich Targów Książki zapraszamy na spotkanie z dr Magdaleną Bendowską i dr. hab. Janem Doktórem, autorami wystawy „Amsterdam polskich Żydów. Stare druki ze zbiorów Żydowskiego Instytutu Historycznego”, którzy opowiedzą o tajemnicach starodruków składających się na ekspozycję.

Aktywnych uczestników spotkania czeka cenna niespodzianka, którą będzie można odebrać po zakończeniu spotkania. Uwaga! Prosimy być czujnym i postępować zgodnie ze wskazówkami prowadzących!

Szczęśliwcy niech skierują później swe kroki na stoisko Księgarni na Tłomackiem (163/V).

Natomiast wszystkich gości Warszawskich Targów Książki zainteresowanych samą wystawą zapraszamy do siedziby Żydowskiego Instytutu Historycznego przy ul. Tłomackie 3/5. Z biletem wstępu na Targi wejście na ekspozycję jest darmowe!

Serdecznie zapraszamy.


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com