עדן בן – זקן – כל העיר שלנו
פאר טסי הערוץ הרשמי
twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com
עדן בן – זקן – כל העיר שלנופאר טסי הערוץ הרשמי
twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

„To dla nas nadzwyczajne, że możemy być zaangażowani w tak ważny i historyczny projekt. To jest pierwszy i niestety ostatni raz, kiedy Holocaust Survivors Band będzie grać w Polsce. Nasze pokolenie jest ostatnim pokoleniem, które ma bezpośredni kontakt z Ocalałymi z Holocaustu. Musimy zrobić, co w naszej mocy, aby być ich świadkami i oddać należny honor” – mówi Jonny Daniels, pomysłodawca i organizator koncertu, Prezes Fundacji From the Depths.
„Dla nas jako największej żydowskiej organizacji w Polsce to prawdziwy zaszczyt gościć tych wspaniałych polskich żydów, którzy po raz pierwszy od czasu wojny wracają do Polski. Poprzez piękną muzykę to wydarzenie połączy nas wszystkich i wzmocni naszą misję, jaką jest kreowanie nowego życia Żydów w Polsce” – podkreślił Artur Hofman Przewodniczący TSKŻ, które jest głównym organizatorem wydarzenia.
Pan Saul Dreier (90 lat), perkusista, urodził się w Krakowie, w młodości przeżył trzy obozy koncentracyjne. W jednym z obozów, baraku, w którym przebywał był także kantor. Dla zabicia czasu, więżniowie stworzyli męski chór, a Pan Dreier, towarzyszył im uderzając dwie łyżki o siebie. Po wojnie Pan Dreier pracował jako wykonawca budowlany w New Jersey.Pan Reuwen “Ruby” Sosnowicz (86 lat), urodził się w Warszawie, wojnę spędził ukryty przez polskiego rolnika, śpiąc obok krów. Po wojnie trafił do obozu przesiedleńców w Niemczech, gdzie nabył swój pierwszy akordeon. Po wojnie Pan Sosnowicz pracował jako fryzjer oraz zawodowy muzyk.
Pan Dreier i Pan Sosnowicz nigdy nie zapomnieli o przeszłości. Chcą pamiętać swoje życie w latach młodości zamin pojawił się Hitler. Dla nich muzyka jest katharsis. Holocaust Survivor Band przywołuje słodko-słone wspomnienia z dzieciństwa, ale ponad wszystko jest celebracją życia.
26 lipca 2016 (wtorek) godz. 19:00
Holocaust Survivors Band
Warszawska Orkiestra Sentymentalna
specjalny gość wydarzenia Muniek Staszczyk
Pl. Grzybowski 12/16 w Warszawie
Wstęp wolny



twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com
Kto zabił 200 tys. litewskich Żydów? Rozmowa z Rutą Vanagaite, autorką książki ‘Nasi’Marcin Kącki
Ludzie dowiedzieli się ode mnie, że pod ziemią leżą ich sąsiedzi. Rozmowa z Rutą Vanagaite, autorką książki “Nasi” o mordowaniu Żydów przez Litwinów.
Ruta Vanagaite FOT. JULIUS KALINSKAS / 15MIN
CV: Ruta Vanagaite (ur. w 1955) – litewska teatrolożka, producentka telewizyjna, twórczyni festiwali teatralnych, właścicielka agencji public relations, szefowa programu historycznego “Aktywna pamięć europejska”
W ilu miejscach na Litwie doszło do mordu na Żydach?
– Znanych jest 220, w których zginęło prawie 200 tys. Żydów. W większości udział brali w tym Litwini, w ciągu trzech miesięcy 1941 roku. Skala była tak duża, że zaraz potem sami się przerazili i zaczęli niedobitkom pomagać. Wtedy też pojawiło się słowo, którego nie ma w innych językach krajów, gdzie doszło do Holokaustu: “zydsaudis”, czyli osoba mordująca Żydów.
Opisuje to pani w książce, która pół roku temu wywołała na Litwie burzę. Ale nie jest pani historykiem.
– Byłam krytykiem teatralnym, potem dziennikarką, pisałam do gazet litewskich. W latach 80. wyjechałam do Finlandii, wyszłam tam za mąż. Wróciłam, zostałam dyrektorem artystycznym w teatrze, byłam producentką w telewizji. Przed kilkoma laty realizowałam unijny projekt skierowany do młodzieży pt. “Być Żydem”. Potem trafiłam na wykład dla nauczycieli, podczas którego mówiono o Holokauście. Wyszłam z niego wstrząśnięta, bo po raz pierwszy usłyszałam, kto tak naprawdę mordował Żydów na Litwie, że nie byli to żadni zbrodniarze, hitlerowcy, ale zwykli Litwini. Chciałam dowiedzieć się więcej. Zaczęłam szukać protokołów śledczych, zapisów z ekshumacji, których po wojnie dokonywali Rosjanie.
W szkole w czasach radzieckich uczono nas, że to faszyści mordowali. Ale jacy faszyści? Pewnie Niemcy. Moje dzieci już po 1989 r. nie wiedziały o miejscach kaźni, o Ponarach [lasy koło Wilna, w których Niemcy i kolaborujący z nimi Litwini zamordowali ok. 100 tys. cywilów – Żydów, Polaków, Rosjan, Romów]. Zaczęłam czytać prace litewskich historyków. Pisali o tym, ale poza akademickie biblioteki to nie wyszło. Nikt tego nie czytał, nie rozmawiał o tym, żeby to przeszło bez echa. Mam wrażenie, że władzy o to chodziło. Gdy pytałam kilku historyków, dlaczego o tym nie mówią głośniej, słyszałam: to zbyt niebezpieczne. Tak powiedział mi jeden z nich, gdy dał mi swoje książki. Nie chcą ryzykować swojej pozycji zawodowej. Centrum Holokaustu w Izraelu kilka lat temu, jak usłyszałam od historyków, przesłało do litewskiego rządu list z nazwiskami prawie 5 tys. Litwinów, którzy brali udział w mordach, ale list ten pozostaje utajniony. Nie wiadomo, o jakie nazwiska chodzi. Sprawę przemilczano, a gdy chciałam otrzymać list, usłyszałam, że jest własnością rządu. Wtedy, w 2015 roku, postanowiłam napisać książkę.
Wcześniej wydała pani poradnik dla kobiet.
– “Nie babie lato”, o kobietach po czterdziestce, o tym jak być szczęśliwą (śmiech). To bestseller. Wydawnictwo poprosiło mnie o kolejną, która byłaby hitem, ale powiedziałam – teraz dostaniecie o Holokauście. Byli zdziwieni, kręcili nosem, mówili, że lepiej odłożyć to na później, aż zmieni się sytuacja geopolityczna. Bali się, że Putin wykorzysta książkę, by mówić, że jesteśmy faszystami. Ale kiedy, spytałam, zmieni się ta sytuacja? Za 20 lat? Nie, muszę napisać to teraz. Zgodzili się, ale poprosili, by do dnia publikacji o książce nie mówić. Bali się, że politycy litewscy będą naciskać, by książka się nie ukazała. No to milczałam. Po publikacji w dwa dni sprzedał się cały pierwszy nakład “Naszych” – 2 tys. To na Litwie, która ma 3 mln mieszkańców, olbrzymia sprzedaż w tak krótkim czasie.
Dlaczego politycy mieliby naciskać?
– Bo zbyt wielu Litwinów było zaangażowanych w mordowanie Żydów. W podręcznikach szkolnych mówi się o tym w pokrętny sposób, minimalizuje się liczbę sprawców. Nie podaje się precyzyjnych informacji, w jakich miejscach i ilu zbrodniarzy brało udział w mordach. Nikt nie robił wywiadów ze świadkami tych zbrodni, którzy mieszkają w tych wsiach. Spotkałam się z tym, że nauczyciele miewają antysemickie nastawienie, więc czego mogą nauczyć dzieci. Politycy wiedzą, że trzeba by na nowo napisać historię stosunków litewsko-żydowskich: kto strzelał, konwojował ofiary, rozdawał broń. To nie było kilkunastu zbrodniarzy, ale cały system państwowy – policja, administracja, politycy, którzy kolaborowali z Niemcami – był zaangażowany w mord. Wielu, także politycy, ma w rodzinach morderców, dlatego nie pasuje im taka historia. Wolą mówić, że podczas wojny byliśmy bohaterami, że walczyliśmy o wybicie się na niepodległość z ZSRR.
Mam w domu zegar ścienny i szafę sprzed wojny po babci. Mieszkała w Panevezys, gdy doszło do pogromu. Gdzie ona to mogła kupić? Skąd miała takie meble? Nie byłoby jej na to stać, choć była nauczycielką. To rodzi we mnie pytania i każdy Litwin, który ma w domu coś cennego, nietypowego, powinien zadać sobie pytanie: skąd moi dziadkowie to mieli? Litwini byli przed wojną bardzo biedni. Gdy zginęło 200 tys. Żydów, pozostało po nich 50 tys. domów i miliony fantów.
Jeden ze sprawców, który rozstrzeliwał Żydów, mówi: “Nie wiem, dlaczego to robiłem, nie miałem pieniędzy, chciałem żyć lepiej, nikt się nie zastanawiał”.
– Mówią o tym tak, jakby nie strzelali do ludzi, ale do zwierząt. To był efekt propagandy niemieckiej, ale powtarzała to litewska władza. Mówiła: Żydzi nie są ludźmi, stoją na drodze do naszej niepodległości. Propaganda niemiecka mówiła, że wszyscy Żydzi to bolszewicy, Litwini to podchwycili, usłyszeli w radiu, czytali w gazetach. Żydzi byli zamożni, a nasi stale byli u nich zadłużeni. Z protokołów przesłuchań wynika, że to mógł być jeden z powodów pozbycia się Żydów, którzy mieli sklepy i dawali w nich na kredyt. A skoro nie ma Żyda, to nie ma długu.
Ilu było litewskich zbrodniarzy?
– Mówi się o ponad 5 tys. Litwinów, którzy bezpośrednio brali udział w rozstrzeliwaniu Żydów. Ale wg historyków potrzeba by kilku lat badań specjalnego zespołu, żeby dokładnie to ustalić. Podczas okupacji w naszej administracji było ledwie 660 Niemców, a Litwinów około 20 tys. To nasze samorządy, policja tworzyły listy Żydów, których rozstrzeliwano. To Litwini prowadzili Żydów nad doły, które wykopała miejscowa ludność. A kto nie mordował, ten miał udział w grabieży. W Panevezys stworzono listę pożydowskich fantów do podziału: 2 tys. męskich spodni, 7 tys. koszul, 10 tys. poszewek, ręczniki, płaszcze dla dzieci, ponad 4 tys. elementów odzieży dziecięcej i tysiące innych przedmiotów – materace, talerze, filiżanki. W sumie około 80 tys. rzeczy rozdano wśród mieszkańców Panevezys tuż po tym, gdy zamordowano 4,4 tys. Żydów. Każdy mieszkaniec otrzymał trzy-cztery fanty, a Niemcy zabierali najcenniejsze meble i inne przedmioty. To wszystko dane historyczne. Tak to wyglądało w każdym miejscu kaźni.
W latach 1941-44 Zenonas Blynas, sekretarz generalny Partii Narodowej, członek rządu litewskiego, opisywał w dzienniku swoje kontakty z nazistami. Cytuje pani fragment jego listu, w którym prosi, by przekazać Fuhrerowi “nasze najszczersze wyrazy wdzięczności za wyzwolenie Litwy od terroru żydowsko-bolszewickiego”. Relacjonuje też postępy masakry: “Rozmawiałem z szefem administracji regionalnej Rokiskis – kopią głęboki na trzy metry dół, by doprowadzić grupę 100 Żydów”. Jakiś policjant pisze: aresztowano wszystkich mężczyzn.
– Zarówno ci, którzy przygotowywali listy z Żydami do wymordowania, jak i bezpośredni sprawcy traktowali to jak normalną pracę. Przychodzili do niej rano, robili spisy, pili herbatę, mordowali i dostawali za to pensję. Najczęściej Niemcy tylko miejsca kaźni fotografowali.
Pracując nad książką, zjeździłam prawie 40 takich miejsc, gdzie leży po 3-10 tys. zamordowanych i zakopanych… Nie mogę już chodzić na cmentarz moich rodziców, bo ciągle przypominają mi się tamte miejsca. Nie mogę kłaść kwiatów na ich grobie, bo wiem, że w całym kraju leżą ludzie pochowani jak szczury, i czuję, że mi nie wypada, skoro nie uporaliśmy się z tyloma anonimowymi grobami.
Jak są upamiętnione te miejsca?
– Albo nie ma żadnej informacji, albo takie, że sprawcami są Niemcy lub faszyści i “lokalni pomocnicy”. Na żadnym nie ma wzmianki, że dokonali tego Litwini. Nikt nie chodzi na nie w Święto Zmarłych, nie stawia świeczki, nie kładzie kwiatów. Gdy pytałam miejscowych, mówili mi, że są ważniejsze sprawy, że to nie nasza historia, bo to byli Żydzi. Przy tym jeden ze sprawców wspomina: po strzelaniu do Żydów szedłem się wyspowiadać.
A jedna z kobiet, świadków, mówi, że ludzie tak bardzo pragnęli mordować, że tylko księża mogli to przerwać. Ale nie przerwali, bo Kościół był antysemicki albo wielu księży uległo tej propagandzie. W batalionach zabójców służył ksiądz, który po egzekucjach dawał rozgrzeszenie.
Szokuje pani opisami z ekshumacji, których dokonano po wojnie. Opisuje trupy dzieci, kobiet.
– O to chodzi! Specjalnie nie oszczędzam, niech czytają, niech wiedzą, bo ludziom brakuje empatii, nie potrafią dostrzec, że pod tą ziemią leżą ludzie, ich sąsiedzi, bo nikt im tego nie powiedział albo nie chcą pamiętać.
Pyta pani mieszkankę jednej z wiosek, w której wymordowano Żydów: kto strzelał? Ona mówi – Niemcy.
– Była żoną partyzanta i być może brał on udział w egzekucjach. To przykład obrony wizerunku swojej rodziny. Inna kobieta, która była świadkiem mordów, mówi mi dzisiaj: “Nie ujawniajcie mojego nazwiska, bo chcę żyć”.
Kogo się boi?
– Dzieci tych zabójców, wnuków, bo nadal mieszkają koło niej, w tej samej wsi. Wielu moich rozmówców zastrzegało, by nie ujawniać ich nazwisk. Ale są też świadectwa pamięci, choć dziwne. W Panevezys ktoś postawił krzyż ku czci litewskiego bohatera, o którym wioska wie, że to morderca Żydów, a ktoś inny ten krzyż ciągle przewraca.
Polskie wydanie książki będzie miało jeszcze jednego autora – Efraima Zuroffa z Centrum Szymona Wiesenthala. Ale w litewskiej książce nie jest podpisany.
– Pomagał mi przy jej tworzeniu, podróżowałam z nim po miejscach kaźni, ale specjalnie pominęliśmy jego nazwisko w wydaniu litewskim. Zuroff jest na Litwie znienawidzony, bo od lat przekonuje, byśmy rozliczyli się z mordów na Żydach. Powtarzał często, że Litwini mordowali Żydów jeszcze przed wkroczeniem Niemców, z czym się nie zgadzam – uznano go za fanatyka. Dopiero gdy mnie spotkał, powiedział: jest pani pierwszą osobą na Litwie, z którą mogę spokojnie o tym porozmawiać, która otwarcie mówi o “żydowskiej sprawie”. Dotychczas rozmawiał z politykami, którzy nie chcieli o tym słyszeć. Nie wiedział też, że litewscy historycy pisali o tym, bo nikt go nie informował. Efraim miał nieco przegięte pojęcie o mordach, uważał, że naprawdę wszyscy Litwini mordowali Żydów albo nie mieli nic przeciwko zbrodni. Podczas pracy nad książką zrozumiał, że wśród nas byli porządni ludzie, nabrał do nas szacunku, choć Litwa to dla niego trauma osobista: jego rodzina została zamordowana w Ponarach.
Polski tytuł książki brzmi “Podróż z wrogiem”.
– Bo tak Efraim był na Litwie traktowany. Dzięki naszej wspólnej pracy przestał rozmawiać z Rosjanami, nie udziela im wywiadów.
Co to znaczy?
– Dla Putina sprawa mordu na Żydach była rzeczywiście pretekstem, by rozgrywać swoją politykę przeciwko Litwie, by dzielić nasze społeczeństwo. Najważniejszym więc argumentem, jakim się przeciwko Efraimowi posługiwano, było: opłacany przez Putina. Sama w to wierzyłam, dopóki nie poznałam prawdziwej historii o mordowaniu Żydów.
A teraz?
– Uważają, że to ja jestem przekupiona przez Putina (śmiech). Efraim jest Żydem, a ja Litwinką, co jeszcze pogarsza moją sytuację, bo jestem nazywana “zdrajczynią”. A przecież kilka lat temu zrobiłam słynny projekt “Soviet bunkier” – to była ekspozycja podziemna, obraz najstraszniejszych rzeczy, jakich doświadczyliśmy od ZSRR. Propaganda rosyjska nienawidziła tego projektu, więc myślałam, że mam immunitet, by zmagać się z naszymi litewskimi grzechami. Myliłam się.
Po wydaniu książki, pod koniec ubiegłego roku, przyjechała do mnie telewizja litewska. Rozmawialiśmy, a potem pytają: może pani pokazać akt urodzenia? Tak, ale po co? Bo w internecie czytaliśmy, że pani jest Żydówką. Byłam w szoku, ale szukałam i nie mogłam znaleźć. W programie poszła taka sugestia: zapewne bała się pokazać, że jest Żydówką. Przykre reakcje odczułam też w najbliższym otoczeniu. Znajomi mówili: po co ci ta historia, to sprawa Żydów, po co do tego wracać, to było tak dawno, Żydzi są sami sobie winni, pomagali deportować naszych na Syberię.
Te same argumenty padają w Polsce.
– Dlatego na Litwie zwą mnie “litewskim Grossem”, w tonie negatywnym. Myślałam, że ludzie chcą znać prawdę, ale nawet znajomi intelektualiści pytali mnie: “Żydzi ci płacą?”. Przyjaciółka: “Spójrz mi w oczy i powiedz, że nie opłacają cię Żydzi”. W internecie wylała się na mnie lawina nienawiści: kupiona przez Żydów, Rosjan, dostała za książkę majątek – padają nawet przykłady, że mam willę w Szwajcarii, co jest oczywiście bzdurą.
Mój syn i córka powiedzieli mi, że po raz pierwszy w życiu są ze mnie tak bardzo dumni, choć gdy syn, 20-latek, spotyka kolegów, słyszy: “Skoro Putin płaci twojej matce, to może nam postawisz piwo”.
Jak zareagowały litewskie władze?
– Widziałam w telewizji kilka programów o mojej książce, w których politycy mówili, że pojawiła się w tym samym czasie co książka “Miasta śmierci” Mirosława Tryczyka, o pogromach Żydów dokonanych przez Polaków, a to, ich zdaniem, świadczy o skoordynowanej akcji z zewnątrz.
Mówił to ktoś poważny?
– M.in. Arturas Paulauskas, były przewodniczący litewskiego parlamentu, szef komitetu do ścigania zbrodni nazistowskich i sowieckich. Rzecznik rządowego departamentu bezpieczeństwa oświadczył, że książka zagraża bezpieczeństwu narodowemu. Nie chcą się rozliczać, bo pełno jest pomników albo ulic imienia bohaterów litewskich, którzy zasłużyli się po wojnie albo w walce o niepodległość, a teraz trzeba by pokazać, że podczas wojny brali udział w mordach.
Nie ma innych reakcji?
– Są, często traumatyczne. Na spotkaniu autorskim kobieta powiedziała mi, że pochodzi ze wsi, w której mieszkał jeden z oprawców. Że miał córkę, był normalny, lubiany, ale nigdy nie mógł wziąć swojej córki na ręce. Wtedy wieś jeszcze nie wiedziała, że mordował żydowskie dzieci. Otrzymałam wiele świadectw opisujących późniejsze losy sprawców, opisy, jak te doświadczenia przenosiły się na ich dzieci, jak żyły w cieniu mordów. Natchniona tymi rozmowami myślę teraz o kontynuacji, o rozmowach z dziećmi oprawców. Wiem, że wielu będzie chciało rozmawiać, bo przeżyłam to przy pierwszej książce. Pytani, jak było – zaczynali płakać. Przychodzą też do mnie, dzwonią i piszą ludzie, którzy po lekturze “Naszych” jeżdżą do swoich dziadków i też pytają: jak było? Ci dziadkowie dowiadują się też, że tak było w innych wioskach, w całym kraju. Bali się wcześniej pytać, bo byli pewni, że taka tragedia wydarzyła się tylko w ich wiosce, miasteczku.
Czego dowiedziała się pani o swojej rodzinie?
– Wiem, że mój dziadek przygotowywał listę aktywistów żydowskich, którzy zostali później zamordowani. Może nie wiedział, po co ta lista była robiona? Ale potem dostał za to kilku sowieckich niewolników do pracy. Sąsiad dziadka otrzymał dom i kilka hektarów ziemi po Żydach za to, że konwojował ich na miejsce kaźni. Opisuję to, by pokazać, że być może w każdej rodzinie jest taki przypadek i trzeba o to pytać, by nie zapomnieć, że taka tragedia, gdy się powtórzy, to dotknie zwykłych ludzi. Mąż mojej cioci ze strony ojca uciekł po wojnie do USA. Przysyłał nam stamtąd paczki, ale zawsze podpisywał się damskim nazwiskiem. Rodzice mówili, że się ukrywa, bo chcą go dopaść za to, że mordował Żydów, gdy podczas wojny był komendantem posterunku policji. Po jego śmierci na Litwę wróciła jego żona i mówiła o Żydach w okropny sposób. Moja kuzynka, która też dostawała dżinsy z Ameryki od wujka, po książce przestała się do mnie odzywać. Też uważa, że zdradziłam.
Wiedzą, co robił podczas wojny?
– Tak, ale rodzina z USA zrzuciła się na pomnik dla męża cioci, a zbudował go mój ojciec. Jest na nim informacja, że był bohaterskim powstańcem.
Wideo “Dużego Formatu”, czyli prawdziwi bohaterowie i prawdziwe historie, Polska i świat bez fikcji. Wejdź w intrygującą materię reportażu, poznaj niezwykłe opowieści ludzi – takich jak Ty i zupełnie innych.
twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com
Israel – Ashkelon – Afridar with Djordje Balasevic sings Ljudmila
twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com
Szachy z Towarzystwem Społeczno-Kulturalnym Żydów w PolsceOprac. Katarzyna Brodacka, Krzysztof Bielawski
Dziś Międzynarodowy Dzień Szachów. Dla czytelników Wirtualnego Sztetla przygotowaliśmy wybór artykułów z „Fołks Sztyme” oraz fotografii ze zbiorów Towarzystwa Społeczno-Kulturalnego Żydów w Polsce.
Zajęcia szachowe w jednym z klubów młodzieżowych TSKŻ (autor nieznany, zdjęcie z kolekcji TSKŻ)
Sukces młodego żydowskiego gracza szachowego w Łodzi
Redakcja „Dziennika Łódzkiego” znów zorganizowała w Młodzieżowym Domu Kultury turniej szachowy pod nazwą Młodzież gra w szachy. Wśród ponad setki młodych uczestników turnieju pojawił się 12-letni uczeń V klasy Dawid Frydman, który zajął II miejsce. W „Dzienniku Łódzkim” podkreślono znakomitą grę młodego szachisty Dawida Frydmana, który od redakcji otrzymał dyplom pamiątkowy i piękny komplet szachowy. Warto tu wspomnieć, że pierwsze kroki jako szachista Dawid Frydman stawiał w sekcji szachowej łódzkiego TSKŻ.
Źródło: Grzywacz J., Sukces młodego żydowskiego gracza szachowego w Łodzi, „Fołks Sztyme” z 04.06.1957.
Gracze szachowi z Żydowskiego Klubu Ludowego w Łodzi wygrali 5:3
W łódzkim Klubie Ludowym odbył się pierwszy występ drużyny szachowej przy TSKŻ i zawody klasy A z drużyną „Tramwajarza”. Zawody odbyły się między ośmioma parami zawodników. Salę wypełniali widzowie – sympatycy obu drużyn. W zawodach, które zakończyły się wynikiem 5:3 na naszą korzyść, udział wzięli: Meir Geller, Izrael Kersz, Fajwel Poguściuk, Ilia Kurycki, Szymon Wiener, Aron Poguściuk, Dawid Frydman i Berta Zelman.
Szachiści w siedzibie TSKŻ w Żarach (autor nieznany, zdjęcie z kolekcji TSKŻ)
W klasie A gra 7 drużyn z całej Łodzi, a to był nasz pierwszy turniej. Należy się zatem troszczyć o teoretyczne i taktyczne przeszkolenie naszej drużyny. Wielu bowiem dobrych graczy szachowych z Łodzi przyszło do Klubu Ludowego i niestety przy szachownicach nie posiedziało długo. Dlatego niebawem odbędzie się cykl wykładów o teorii szachowej. Wykładowca przyjedzie z Polskiego Związku Szachowego. Ostatnio wzmocniła się grupa młodzieżowa, ale mogłaby osiągnąć więcej. Należy także zainteresować szachami kobiety.
Źródło: Szarfharc D., Gracze szachowi z Żydowskiego Klubu Ludowego w Łodzi wygrali 5:3, „Fołks Sztyme” z 18.02.1961.
Pierwszy turniej szachowy Żydowskich Klubów Młodzieżowych w Śródborowie
W niedzielę, 6 czerwca, nasi młodzi szachiści przyjechali do Śródborowa na pierwszy turniej szachowy Żydowskich Klubów Młodzieżowych, istniejących przy oddziałach TSKŻ. Kilka miesięcy temu brali udział w eliminacjach, teraz podeszli do starcia finałowego. O godz. 10.00 sędzia sportowy Emanuel Stein wygłosił tradycyjną formułę: „Zawody się rozpoczęły. Zaczynamy odliczanie czasu”. Dziesięć głów pochyliło się nad czarno-białymi szachownicami. Od tego momentu ważne były tylko 32 czarne i białe figury. Grało pięć par zawodników. Walka była zacięta. Toczyła się zażarta dyskusja wśród licznie zgromadzonych młodych kibiców i ich rodziców. Także neutralny sędzia od czasu do czasu włączał się do tej dyskusji.
Rozgrywki szachowe w Klubie Dziecięco-Młodzieżowym przy TSKŻ w Dzierżoniowie (autor nieznany, zdjęcie z kolekcji TSKŻ)
Turniej zakończył się o godz. 16.30. W finale pierwszego turnieju szachowego Żydowskich Klubów Młodzieżowych w Polsce zwyciężył 16-letni Adam Grobler z Krakowa (4,5 punktu na 5 możliwych). Drugie miejsce zajął Aleksander Kuperman z Lublina (4 punkty na 5), a trzecie – Szymon Ehrlich z Legnicy (3,5 na 5). Zwycięzcy otrzymali dyplomy oraz książeczki oszczędnościowe PKO z wkładami 500 zł, 400 zł i 300 zł. Wszyscy uczestnicy zawodów dostali pióra wieczne – prezent od wydziału oświatowego TSKŻ.
Źródło: Pierwszy turniej szachowy Żydowskich Klubów Młodzieżowych w Śródborowie, „Fołks-Sztyme” z 17.06.1965.
Artykuł powstał w ramach projektu Identyfikacja i opis zdjęć ze zbiorów Towarzystwa Społeczno-Kulturalnego. Żydów w Polsce oraz Gustawa Russa, finansowanego przez Fundację Konrada Adenauera.
twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com