Archive | 2016/08/08

Różne zawiłości historyczne

Różne zawiłości historyczne

Jakub Berski


Fragment okładki "Chiduszu" o pogromie kieleckim. Autorka: Edyta MarciniakFragment okładki “Chiduszu” o pogromie kieleckim. Autorka: Edyta Marciniak

„Polacy spalili Żydów w stodole”, rozpoczyna rozmowę Monika Olejnik. „To jest opinia pani redaktor, powtarzana za panem Grossem”, odpowiada minister edukacji Anna Zalewska, tuż po 75 rocznicy pogromu w Jedwabnem, 12 lat po zakończeniu (kolejnego i ostatniego) śledztwa Instytutu Pamięci Narodowej, które wykazało, że rola Polaków w realizacji mordu była decydująca.

Olejnik pyta dalej: kto dokonał pogromu w Kielcach? Zalewska odpowiada, że różne były zawiłości historyczne. Z trudem zgadza się, że zbrodni ktoś jednak dokonał. Precyzuje, że byli to jacyś antysemici i zdaje się być bardzo zadowolona, że w końcu udało jej się znaleźć jakąś odpowiedź. Olejnik nie przestaje dopytywać, ale z odpowiedzi Zalewskiej niewiele wynika. Może poza tym, że minister najwyraźniej wyszła z założenia, że lepiej będzie powiedzieć cokolwiek, niż przyznać, że tych zbrodni dokonali Polacy. W 70. rocznicę tragicznych wydarzeń w Kielcach, 10 lat po zakończeniu (kolejnego i ostatniego) śledztwa Instytutu Pamięci Narodowej, podczas którego nie znalazł się nawet jeden dokument potwierdzający sowiecką prowokację.

Więcej o pogromie czytaj w lipcowym „Chiduszu” dostępnym w Empikach od 25 lipca, w Centrum Informacji Żydowskiej we Wrocławiu od 22 lipca

W 2001 roku, gdy śledztwo w sprawie Jedwabnego było jeszcze w toku, Jan Nowak-Jeziorański mówił, że skoro poczuwamy się do zbiorowej dumy z osiągnięć indywidualnych Polaków, powinniśmy także poczuwać się do zbiorowego wstydu. Jeżeli będziemy umniejszali tę zbrodnię, cały naród polski stanie się w oczach świata wspólnikiem zbrodni. Z moralnego punktu widzenia i ze względu na dobre imię Polski konieczny jest jakiś akt żalu. Nie czekajmy na to, aż zakończy się dochodzenie – konkludował – bo może to potrwać długo, powinniśmy uprzedzić jego wyniki i przeprosić, tak jak Willy Brandt, który uklęknął przed pomnikiem Bohaterów Getta w Warszawie, choć sam ręki do Zagłady nie przyłożył. Jeziorański stwierdził, że właśnie dzięki takim gestom świat nie mówi już o zbrodniach niemieckich, tylko nazistowskich i dla naszego wspólnego, polskiego interesu – jeżeli już nie przez wzgląd na moralność chrześcijańską – powinniśmy dokonać aktu skruchy.

Tymczasem według „Gazety Wyborczej”, z przyzwoleniem burmistrza Jedwabnego zbiera się w 75 rocznicę pogromu w Jedwabnem podpisy pod projektem ustawy nakazującej ekshumację zamordowanych tam Żydów. Pod projektem podpisała się już większość mieszkańców miasteczka. To jedyna nadzieja dla znacznej części polskiego społeczeństwa, żeby ostatecznie przerzucić całą odpowiedzialność za zbrodnię w Jedwabnem na Niemców. Przyglądając się jednak dyskusji wokół Jedwabnego i Kielc łatwo można odgadnąć, że niezależnie od wyników ekshumacji, część zainteresowanych osób nadal będzie wierzyć tylko w swoją teorię. Podobnie jak kwestionuje się śledztwa Instytutu Pamięci Narodowej i większość dokumentów historycznych. Zresztą przy odrobinie złej woli zakwestionować można nawet najbardziej niezbite dowody zbrodni.

Przypomnijmy: wśród możliwych wersji historii pogromu kieleckiego dominują dwie narracje. Pierwsza odtwarza tok wydarzeń na podstawie zachowanych źródeł, starając się sprawiedliwie oddzielać fakty i dokumenty od domysłów i plotek. Według niej nie istnieją dokumenty, na podstawie których można by udowodnić, że pogromy w Kielcach i Jedwabnem był prowokacją sowiecką, komunistyczną, nazistowską, syjonistyczną czy jakąkolwiek inną.

Druga, sprzeczna z pierwszą, ma za zadanie rzekomo bronić dobrego imienia Polski i próbuje za wszelką cenę zdyskredytować istniejące źródła historyczne. W jej myśl Sowieci (Niemcy) przygotowali pogrom w Kielcach (Jedwabnem), aby skompromitować Polaków na arenie międzynarodowej, bo przecież niemożliwe jest, żeby przedstawiciele narodu, który ma najwięcej drzewek pamięci w instytucie Yad Vashem w Jerozolimie, bestialsko zamordowali swoich sąsiadów.

Pomimo braku dokumentów na potwierdzenie tej teorii ma ona wielu zwolenników nie tylko w kręgach skrajnej prawicy ale, co zaskakujące, ostatnio również w mediach publicznych. W lipcu w Programie Pierwszym Polskiego Radia wyemitowano wiele audycji próbujących wyjaśnić Jedwabne i Kielce w myśl drugiej, konspiracyjnej teorii dziejów.

Nie wydaje się, aby kiedykolwiek w Polsce mogło dojść do przepracowania trudnej historii XX wieku, skoro niemożliwe jest zaakceptowanie podstawowych faktów dotyczących wydarzeń sprzed 70 czy 75 laty. I nie zmieni tego kolejna ekshumacja.

Po wypowiedziach minister Zalewskiej Związek Gmin Wyznaniowych Żydowskich w RP wystosował do niej list, w którym czytamy: „Działając w porozumieniu z Muzeum Polin oraz Stowarzyszeniem Żydowski Instytut Historyczny, Związek wystosował do Pani Minister zaproszenie – podpisane przez Lesława Piszewskiego, Przewodniczącego Związku Gmin Wyznaniowych Żydowskich w RP, Michaela Schudricha, Naczelnego Rabina Polski, oraz profesora Dariusza Stolę, Dyrektora Muzeum Historii Żydów Polskich – do odwiedzenia Muzeum, gdzie będzie mogła się dowiedzieć, że sprawcami tych zbrodni na Żydach byli Polacy. I ofiary, i sprawcy byli obywatelami Rzeczypospolitej.” Czy Anna Zalewska z tego zaproszenia skorzysta, wydaje się jednak niestety bardzo wątpliwe. ∎


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Book tells of Jews’ escape via Japan

The Japan TimesBook tells of Jews’ escape via Japan

Keiji Hirano


Sonia Reed, her husband and their three children at home in the United States in 1958. Reed escaped from Nazi persecution via Japan by using a transit visa issued by Japanese diplomat Chiune Sugihara in 1940. | COURTESY OF JUDITH LERMER CRAWLEY/KYODO

A former official of the semigovernmental Japan National Tourism Organization has published an English-language version of his research on Jews who escaped via Japan from wartime persecution by the Nazis.

Akira Kitade, 70, initially published the book in Japanese two years ago, based on a study of the behind-the-scenes role Japan played in supporting the efforts of Chiune Sugihara, who, as an acting consul in the then-Lithuanian capital of Kaunas in 1940, saved thousands of Jews from the Holocaust by issuing transit visas.

Sugihara, often referred to as Japan’s Oskar Schindler, died at the age of 86 in 1986. Schindler, the German factory owner in Poland, provided Jews with a safe haven during World War II and was depicted in the Steven Spielberg film “Schindler’s List.”

Kitade’s Japanese and American friends living in New York translated the book, titled “Visas of Life and the Epic Journey — How the Sugihara Survivors Reached Japan,” into English. The translated version, published by Tokyo-based Chobunsha Co., will be sold at major bookstores in Japan and at their U.S. outlets.

Kitade found out in 1998 that a former supervisor of his had been engaged in a mission to escort Jews, who were fleeing Europe, from Vladivostok to Tsuruga, Fukui Prefecture, by passenger boat.

The Jews were to continue on their journey, ultimately reaching destinations such as the United States, via the port cities of Yokohama and Kobe.

The supervisor, Tatsuo Osako, worked for Japan Tourist Bureau, currently JTB Corp., and made more than 20 round trips across the Sea of Japan from late 1940 to the spring of 1941 for the transfer of the Jews. He was seconded to the JNTO in 1966 to work with Kitade.

Kitade’s interest in the mission pushed him to continue researching it after retiring from the JNTO in 2004. He found that Osako, who died in 2003 at the age of 86, had developed friendships with the Jews during their voyage and that people in Tsuruga had received the Jews warmly in general.

“What Mr. Sugihara did for the sake of Jews is widely known, and I was impressed that unknown, ordinary people like Mr. Osako were also involved in the life-saving mission,” Kitade said.

A public bathhouse in Tsuruga opened its facilities to the Jewish refugees for free, while an elementary school principal told the students during a morning assembly not to look down on the Jews only because they were poorly clad, as they were exiled from their homes in the wake of the war, according to his research.

Kitade also found that Osako kept a photo album that contained seven pictures of Jewish refugees — a man and six women, each accompanied by messages to him in Bulgarian, French, German, Norwegian or Polish, along with names and dates.

Staring at them, Kitade had an urge to try to locate them and find out more about their lives since taking the voyage. To seek clues, in 2010 he visited with Jewish people who had landed at Tsuruga before emigrating to the United States, along with other so-called Sugihara survivors.

While he was unable to locate any clues about the seven during the trip, he was strongly encouraged by the survivors to issue an English version if he wrote a book about his research so they could also read it.

To his surprise, while preparing for publishing the English version, he was recently contacted by a Japanese journalist now living in Canada and who also follows the Sugihara survivors. She said she had found out about one of the six women.

One person she interviewed was a niece of the woman and happened to see the photos of the seven Jews from the Osako album on the website of a Holocaust memorial in Israel.

Kitade provided the photos to the Israeli Embassy in Japan a few years ago, with the expectation they might allow him to reach out to the seven people or their family members.

The woman in the photo was named Sonia Reed, originally from Poland, who lived on Long Island and died in 1997 at age 73. She was survived by three children.

Reed and her late husband, a Jewish man from Berlin, ran a sheet-metal plant and invested in Japanese products. They traveled to Japan twice, according to their children.

“I plan to visit the United States again this year to give the original photo of Sonia to her children,” Kitade said.

He now hopes the English version of his book will be widely read and enable him to locate the remaining six people.

“If I could meet with them or their families, I want to ask them how they survived the wartime hardships” and share their stories, he said.


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Ewa Demarczyk Piosenki

rmf24 - Strona główna
Ewa Demarczyk Piosenki

PAP


16 stycznia 1941 roku w Krakowie urodziła się Ewa Demarczyk. Artystka przeszła do historii jako wielka gwiazda polskiej piosenki. Kilkanaście lat temu zakończyła publiczną aktywność.

 

Ewa Demarczyk jako dziecko uczyła się gry na fortepianie, podczas nauki w szkole średniej zafascynowała się jednak sceną kabaretową. Ukończyła krakowską średnią Szkołę Muzyczną w klasie fortepianu, ale w 1961 r. zadebiutowała na deskach “Cyrulika”, kabaretu Akademii Medycznej w Krakowie. Pierwszy raz zaśpiewała publicznie na krakowskim Balu Rymarza. Kilka miesięcy później postanowiła zdawać do PWST i dostała się za pierwszym razem, choć komisja nisko oceniła jej warunki zewnętrzne, dykcję i ruch na scenie. W następnym roku Demarczyk zerwała z Cyrulikiem i rozpoczęła współpracę z Piwnicą pod Baranami. Tak rozpoczął się najlepszy okres jej kariery, kiedy w repertuarze miała “Czarne anioły”, “Taki pejzaż”, “Karuzelę z madonnami”. W 1963 roku jako nieznana jeszcze szerszej publiczności debiutantka wygrała festiwal w Opolu.

 

Kilka miesięcy później na festiwalu w Sopocie zobaczył Demarczyk dyrektor paryskiej Olympii Bruno Coquatrix i zaprosił ja na występy do Francji. To będzie moja druga Edith Piaf – miał powiedzieć. Tak się jednak nie stało. Demarczyk odrzuciła dwuletni kontrakt, jaki zaproponował jej Coquatrix, miała już jednak status gwiazdy w kraju. Na jej koncerty przychodziły tłumy, płyty rozchodziły się w rekordowych nakładach, wygrywała kolejne konkursy i festiwale. Nagradzano ja też za granicą. W 1973 roku Ewa Demarczyk zerwała z Piwnicą pod Baranami, postawiła na budowanie samodzielnej kariery.

Od 1985 r. artystka prowadziła w Krakowie Teatr Muzyki i Poezji, nazywany Teatrem Ewy Demarczyk. Placówkę zamknięto w 2000 r.

 

Ostatni koncert Ewy Demarczyk z zespołem odbył się 8 listopada 1999 roku w Teatrze Wielkim w Poznaniu. Sala żegnała ją owacją na stojąco. W lutym następnego roku artystka rozwiązała zespół. Od tamtego czasu spotykała się z przyjaciółmi coraz rzadziej, stopniowo wycofywała się z życia.

 


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com