Archive | 2016/08/10

Prof. Andrzej Friszke: Szefowa MEN do dymisji

Prof. Andrzej Friszke: Szefowa MEN do dymisji

Jacek Nizinkiewicz


IPN został opanowany przez PiS – twierdzi Andrzej FriszkeIPN został opanowany przez PiS – twierdzi Andrzej Friszke / Foto: Fotorzepa, Mateusz Dąbrowski

– Polityka historyczna przegra, bo to ideologia, a nie historia – mówi były członek Rady IPN prof. Andrzej Friszke

Rzeczpospolita: Czym dla historyka jest polityka historyczna?

Prof. Andrzej Friszke, Instytut Studiów Politycznych PAN, były członek Kolegium Instytutu Pamięci Narodowej i członek Rady IPN: Nie całkiem wiadomo. To, co robi obecna władza, jest dowartościowywaniem moralnym polskiego ludu. To jest dowartościowywanie nie państwa, nie kultury, ale zwykłych, przeciętnych ludzi. Nie oficerów, tylko zwykłych żołnierzy, nie liderów „Solidarności”, tylko zwykłych działaczy.

Czy to błąd? Zawsze dostrzegani byli tylko ci ze świecznika.

Zgadzam się z tym, że potrzebne jest powiedzenie tym zwykłym ludziom, że byli po właściwej stronie, że coś od nich zależało. Tylko bardzo niebezpiecznie jest budowanie opozycji: przywódcy i elity kontra szarzy żołnierze. Jednak dzieje wojen, a także tak skomplikowanych rewolucji jak nasza zależały w dużej mierze od decyzji przywódców. To, co się obecnie tworzy, jest historią ahistoryczną.

Jarosław Kaczyński mówi, że faktycznym przywódcą „Solidarności” był jego brat, Lech Kaczyński.

Lech Kaczyński ma swoje miejsce w historii opozycji i „Solidarności”. Nie trzeba fałszować historii, żeby zaznaczyć jego rolę.

Jak ważną rolę odgrywał Lech Kaczyński w „Solidarności”?

Nie rolę przywódczą, ale był ważną postacią w tym ruchu. Od początku był jednym ze znanych działaczy regionu gdańskiego.

Jarosław Kaczyński w bardzo ogólny sposób mówi o przywództwie swojego brata, ale gdyby chciał być precyzyjny, to okazałoby się, że chodzi o lata 1989 i 1990, czyli czas, kiedy Lech Wałęsa zajmował się wielką polityką i swoją kampanią prezydencką. W tym czasie Lech Kaczyński, jako wiceprzewodniczący Komisji Krajowej, zajmował się tą może mało efektowną, ale ważną działalnością polegającą na odbudowywaniu związku zawodowego.

W tym czasie rzeczywiście można powiedzieć, że Lech Kaczyński przewodził „Solidarności”?

Administrował, załatwiał sprawy. Przywódcą był Wałęsa. Osobą bardzo ważną w sztabie związkowym był Lech Kaczyński, który jako specjalista od prawa pracy doskonale nadawał się do tej roli.

Jarosław Kaczyński odegrał ważną rolę w obalaniu komunizmu?

Jarosław Kaczyński był współpracownikiem opozycji od 1976 roku. Jednym z wielu. Był też działaczem „Solidarności” niskiego szczebla. Nie był członkiem kierownictwa, nawet delegatem na zjazd, nie wymyślał koncepcji, nie miał wpływu na zachowania większej grupy ludzi. W 1988 r. został jednym z sekretarzy KKW, czyli zarządu „Solidarności” wychodzącej z podziemia. Jako znacząca osoba objawił się w sierpniu 1988 roku, kiedy m.in. obok Geremka i Mazowieckiego był współautorem deklaracji, która była przedłożona władzom PRL, gdy Kiszczak zaproponował rozmowy. W obradach Okrągłego Stołu uczestniczył jako jeden z członków zespołu ds. praworządności, kierowanego przez sędziego Adama Strzembosza. Latem roku 1989 był wysyłany przez Wałęsę na rozmowy z ZSL i z SD, żeby ich odciągać od PZPR-u. Chodził tam i był skuteczny.

W autobiografii „Porozumienie przeciwko monowładzy” pisze o sobie, że był doradca zarządu regionu Mazowsze.

To jest niepoważne. Był pracownikiem Ośrodka Badań Społecznych przy regionie Mazowsze, którym kierował Antoni Macierewicz. Był takim samym pracownikiem jak Ludwik Dorn, Bronisław Komorowski czy Jan Skórzyński. Doradcami powołanymi przez zarząd regionu byli Kuroń, Michnik oraz trzej prawnicy – Olszewski, Chrzanowski, Grabiński. Kropka. Więcej nie było. Jarosław Kaczyński w swojej książce przypisuje sobie role przywódcze, kiedy tak naprawdę był zwykłym działaczem. Nie miał żadnego kręgu zwolenników, był jedną z osób z kręgu Macierewicza.

Czy w Jedwabnem Niemcy zabili Żydów, jak twierdzi dr Jarosław Szarek?

To jest kłamstwo.

Zarzuca pan kłamstwo nowemu szefowi IPN.

Nie do końca. On się teraz wycofuje, próbuje niuansować. Ale zachwiał poczuciem prawdy, wprowadził dysonans.

Wcześniej podobnie mówiła Anna Zalewska, szefowa MEN.

To, co zrobiła pani Zalewska, było co najmniej ucieczką od powiedzenia prawdy. W mojej ocenie ta pani nie ma odwagi cywilnej, skompromitowała się.

Pojawiają się zdania o potrzebie dokończenia przerwanych ekshumacji.

Ekshumacje zostały przerwane decyzją Lecha Kaczyńskiego, ówczesnego ministra sprawiedliwości, który uszanował religijną wrażliwość Żydów. Nawet jeśli ekshumację się dokończy, będą podobne wyniki. Politycy próbują wyprzeć winę określonej grupy Polaków za zbrodnię w Jedwabnem.

Jak wypowiedź minister edukacji narodowej o pogromie kieleckim: „różne były zawiłości”, czy o Jedwabnem: „Jedwabne to fakt historyczny, w którym doszło do wielu nieporozumień i bardzo tendencyjnych opinii”, wpłynie na pracę historyków?

Minister edukacji narodowej po takich słowach powinna podać się do dymisji. U każdego uczciwego nauczyciela dostałaby ocenę niedostateczną.

Anna Zalewska będzie zachęcać nauczycieli do odwagi, nie do poprawności politycznej i manipulacji.

Pani Zalewska wysłała komunikat do nauczycieli, że nie należy mówić prawdy, jeśli może być dla jakichś sił politycznych niewygodna. W moich oczach, i dla wielu środowisk, ta pani straciła autorytet. Podważył swą wiarygodność również szef IPN, który z mocy ustawy odpowiada za prawdę historyczną, mówiąc, że za zbrodnię w Jedwabnem odpowiadali Niemcy. Prezes IPN porusza się w dwóch obszarach: opinii publicznej w Polsce i opinii publicznej na świecie. I wiele środowisk, różnych instytucji, zajmującymi się zbrodniami niemieckimi, zagładą Żydów, które są partnerem IPN, odebrało wypowiedź nowego szefa instytutu źle. Szef IPN musi być wiarygodny. Sam nie może mówić nieprawdy i podważać miarodajnych ustaleń śledztwa, bo szkodzi wizerunkowi Polski. Jeśli rządzącym zależy na prostowaniu nieprawdy o Polsce na świecie, to sami nie możemy zakłamywać historii.

IPN ma wrócić do tradycji Janusza Kurtyki – powiedział wicemarszałek Sejmu Ryszard Terlecki.

To nie jest dobry prognostyk, kiedy polityk mówi, jak ma funkcjonować apolityczny IPN. Również powrót instytutu do tradycji Kurtyki nie wróży dobrze.

Pan nie był zwolennikiem Janusza Kurtyki.

I nigdy tego nie ukrywałem. Po pierwsze, nie podobał mi się nacjonalistyczny ton, który wnosił. Po drugie, nie podobał mi się patriotyzm budowany tylko na militariach, a nie na patriotyzmie obywatelskim. Po trzecie, prezes Janusz Kurtyka dążył do tego, żeby IPN mówił jednym głosem, a instytut powinien być instytucją pluralistyczną, zdolną do dialogu z ludźmi o różnych wrażliwościach.

Dzisiaj jest?

Nie jest. IPN został opanowany przez PiS. I to jest wielki problem.

Dlaczego?

Ci, którzy nie będą potrafili się identyfikować z taką ideologią i takim przekazem, taką wrażliwością, będą negowali IPN i jego inne ustalenia. Partia rządząca próbuje zbudować jeden model patriotyzmu, jeden model budowania polskości i jeden model rozumienia tradycji. To są dążenia totalistyczne! Tego nigdy nie było. Odniesienie do tradycji, patriotyzmu i polskości zawsze było pluralistyczne. Tak było przed wojną, tak było po wojnie, nie mówię o PRL, mówię o opozycji i emigracji. Polska powinna być pluralistyczna i IPN, mówiąc o tradycji, też powinien być pluralistyczny.

polecił:
Leon Rozenbaum

Jaką przyszłość ma IPN?

IPN będzie lansował PiS-owską wizję historii i tradycji. Będzie następowało rozchodzenie się ich wizji świata i tradycji z tym, co piszą inni historycy. Prawdopodobnie dojdzie do osłabienia więzi instytutu ze światem akademickim, światem badaczy, autorów monografii. Może się okazać, że instytutowi będzie zależało tylko na politycznej narracji, a nie na faktach. IPN będzie wykonawcą polityki historycznej PiS. A jak PiS chce przedstawiać historię, pokazał chociażby przypadek z Władysławem Bartoszewskim.

Czym się skończy polityka historyczna?

Bankructwem. Tego już próbowano w PRL. Manipulowanie historią skończy się tym, że normalni ludzie nie będą wierzyć w nową wersję historii. Znajdą się tacy, co uwierzą we wszystko, nawet na przekór faktom. Ale odsuwanie niewygodnych tematów i budowanie poczucia własnej racji i siły na kłamstwie i manipulacji prowadzi do życia w fikcji. Polityka historyczna przegra, bo to ideologia, a nie historia. Ale szkody poczyni. Stworzy jakiś zastęp ludzi wierzących w mity i odrzucających fakty. Będzie elementem poplątania języków.


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Philip Bialowitz (1925–2016)

Philip Bialowitz (1925–2016)

Krzysztof Bielawski


W wieku 91 lat odszedł Philip Bialowitz – uczestnik powstania w Sobiborze, autor książki Bunt w Sobiborze. Opowieść o przetrwaniu w Polsce okupowanej przez Niemców.

Philip Bialowitz na obozie Laudera w Wiśle (fot. Krzysztof Bielawski)

Philip Bialowitz (właśc. Fiszel Białowicz) urodził się 25 grudnia 1925 r. w Izbicy – mieście, w którym Żydzi przez wiele lat stanowili od 84% do 100% mieszkańców.

Po pobycie w izbickim getcie, w kwietniu 1943 r. razem z rodziną został wysłany do niemieckiego nazistowskiego obozu zagłady w Sobiborze. 14 października 1943 r. wziął udział w powstaniu więźniów i wydostał się na wolność. Końca wojny dotrwał w ukryciu.

Po wojnie Philip Bialowitz wyemigrował do Stanów Zjednoczonych. Jego życiową misją było dawanie świadectwa o Zagładzie. Na każdym kroku podkreślał, że wypełnia polecenie przywódcy powstania Aleksandra Peczerskiego, który przykazał powiadomienie wszystkich o tym, co działo się w Sobiborze.

Philip Bialowitz razem z synem Josephem napisał książkę Bunt w Sobiborze. Opowieść o przetrwaniu w Polsce okupowanej przez Niemców. Podróżował po całym świecie, przestrzegając ludzi przed wojną i zagrożeniami wynikającymi z nacjonalizmu, antysemityzmu i ksenofobii; udzielał licznych wywiadów.

 

Rabin Szalom Dow Ber Stambler wspomina Philipa Bialowitza (nagranie: Krzysztof Bielawski, Przemysław Jaczewski)

Ostatni raz spotkaliśmy się w warszawskiej Synagodze im. Nożyków jesienią 2014 r., podczas święta Simchat Tora. Philip Bialowitz miał wtedy dużo energii i planów. Tańczył z Torą wokół bimy. Mówił, że wkrótce jedzie do Holandii na spotkanie z młodzieżą.

Kilka tygodni później Philip Bialowitz został potrącony przez samochód. Od tej pory jego stan zdrowia znacznie pogorszył się.

Philip Bialowitz odszedł w sobotę, 6 sierpnia 2016 roku.


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Israeli Navy Sets Sights on Narco-Subs

Israeli Navy Sets Sights on Narco-Subs as Greatest Imminent Challenge to Maritime Security

Lea Speyer



Israel’s navy is preparing for the day when it will be forced to confront a new and imminent threat: small submarines normally used for smuggling narcotics, Defense News reported on Thursday.

“In the maritime world, subsurface threats are multiplying. Many are garage technology submarines that drug lords have built in their backyards. Others are much more sophisticated,” said Rear Adm. Yossi Ashkenazi, the head of the Israeli Navy’s Materiel Command. “If criminals can deliver 10 tons of drugs over long distances undetected, terrorists can do the same with weaponry.”

Ashkenazi told Defense News that though there is no “firm indication” that Hamas and Hezbollah are utilizing narco-subs, he said it is only a matter of time, as the narcotics trade and terrorism become increasingly linked. “We’re very carefully watching this. The possibility of these unmanned subs getting leaked to other organizations puts us in a place where we have elevated our awareness of how to deal with subsurface threats,” he said.

As reported by The Algemeiner, following Operation Protective Edge, the 2014 war between Israel and Hamas, the Israel Air Force warned that the terrorist organization that runs Gaza might try to exploit narco-submarines to replenish its then-depleted arsenal.

Ashkenazi told Defense News that, as part of bolstering its defense and detection abilities, the navy is working closely with two Israeli defense contractors — Rafael and Elbit — to develop its technological capabilities.

The move to improve the Israeli Navy’s underwater capabilities underwater extends above water, as well, according to Defense News, which reported that after more than a decade of talks with the US Navy, the Israeli Navy will purchase 76mm rapid-fire guns to outfit Israel’s surface fleet of Sa’ar-4.5 vessels, US-built Sa’ar-5 corvettes and four new Sa’ar-6 corvettes.

“We’ve been waiting for this gun for many, many years,” an Israel Navy captain said.

Narco-subs are semi-submersible vessels, making them very hard to detect through radar since they travel right below the water’s surface. Most times, they are camouflaged to blend in with the water.


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com