Archive | June 2021

“Wall Street Journal”: pandemia koronawirusa mogła mieć źródło w chińskim laboratorium

Instytut Wirusologii Chińskiej Akademii Nauk w Wuhan. (Fot. Yomiuri Shimbun / AP Photo / East News)


“Wall Street Journal”: pandemia koronawirusa mogła mieć źródło w chińskim laboratorium

Maria Kruczkowska


Amerykański dziennik powołuje się w swojej publikacji na poufny raport w sprawie pochodzenia wirusa. Przygotowało go związane z wywiadem USA laboratorium Lawrence’a Livermore’a w Kalifornii.

.

Demokraci, którzy nie wierzyli byłemu prezydentowi Donaldowi Trumpowi, gdy ten mówił o „chińskim zarazku” i wymknięciu się go z laboratorium w Wuhanie, ostatnio zmienili zdanie i biorą pod uwagę właśnie taki scenariusz. Sugeruje go poufny raport kalifornijskiego laboratorium Lawrence’a Livermore’a, o którym pisze poniedziałkowy „Wall Street Journal”. Gazeta powołuje się na rozmówców, którzy mieli do niego dostęp.

Raport przygotował „Wydział Z” laboratorium związany z amerykańskim wywiadem. Jego ustalenia są oparte na analizie genomu koronawirusa, cząsteczki materiału genetycznego SARS-CoV-2.

To istotny głos w globalnej debacie o źródłach pandemii, bo kalifornijski ośrodek badawczy jest uważany za wiodący w USA w kwestiach biologicznych. Z raportu wynika, że kwestia początków pandemii wymaga dalszego dochodzenia.

Raport WHO nie zamknął sprawy

Dokument sporządzony przez „Wydział Z” kalifornijskiego laboratorium, który jest związany z wywiadem, zamówiła poprzednia administracja. Donaldowi Trumpowi – oskarżany o zaniedbania na początku pandemii prezydent mówił o „chińskim zarazku”, który miał się wymknąć się z laboratorium wojskowego w Wuhanie – raport służył do celów wyborczych, co wzbudziło nieufność jego oponentów. Wątpliwości przybyło, gdy pod koniec rządów poprzedniej administracji ówczesny sekretarz stanu Mike Pompeo powtarzał, że istnieją „znaczące dowody”, że wirus pochodzi z chińskiego laboratorium, ale żadnego takiego dowodu nie przedstawił.

Jeszcze w lutym, gdy do Wuhanu pojechała misja ekspertów Światowej Organizacji Zdrowia (WHO), uważano, że kolebką koronawirusa był tamtejszy „mokry” targ z egzotycznymi żywymi zwierzętami. To tam miało dojść do zakażenia się człowieka od nietoperza lub łuskowca. W stopę strzelili sobie wtedy sami Chińczycy, którzy na oczach świata zamiast postawić na przejrzystość, robili wszystko, by utrudnić pracę misji. Pekin wpuścił ekspertów, ale pokazał im tylko to, co chciał.

Mimo wątpliwości w wydanym w marcu raporcie eksperci napisali, że kolebką pandemii był przypuszczalnie targ w Wuhanie, na którym zarazek mógł się przenieść od nietoperza, być może za pośrednictwem jeszcze jednego zwierzęcia, może łuskowca, na człowieka. Raport WHO, z widocznymi słabościami, nie zamknął sprawy.

Za oceanem powrócono do pogrzebanej hipotezy o zarazku, który wymknął się z laboratorium. 

Zwrot w Białym Domu

W maju „Wall Street Journal” ujawnił dokument, z którego wynika, że w listopadzie 2019 r., miesiąc przed początkiem pandemii, w Instytucie Wirusologii Chińskiej Akademii Nauk w Wuhanie trzech badaczy trafiło do szpitala z objawami nieznanej choroby. Przeczyło to oficjalnej narracji Pekinu, że pierwszy chory na COVID-19, mieszkaniec Wuhanu, został przyjęty do szpitala 8 grudnia. Po tej rewelacji na Chiny i WHO posypały się gromy.

A w Białym Domu doszło do zwrotu. Pod koniec maja prezydent Joe Biden poinformował, że zlecił wspólnocie wywiadowczej – grupie 18 rządowych agencji śledczych, w tym CIA i NSA – „podwojenie wysiłków” na rzecz zidentyfikowania pochodzenia koronawirusa.

Wywiad amerykański rozważa obecnie dwa alternatywne scenariusze – mówił pod koniec maja Biden. Według pierwszego w laboratorium, w którym prowadzono badania nad wirusem, popełniono błąd, a efektem było jego przeniesienie się na człowieka. Prezydent nie odrzuca jednak hipotezy o odzwierzęcym wirusie.

Uzbrojony w raport z czasów poprzedniej administracji Waszyngton wzywa Pekin do wyjaśnienia początków pandemii. Na odpowiedź nie musiał długo czekać.

WHO rozkłada ręce

Waszyngtonu „nie obchodzą fakty ani prawda, a USA mają zerowe zainteresowanie poważnymi naukowymi badaniami nad pochodzeniem wirusa” – odpowiedział niezwłocznie rzecznik MSZ Chin Zhao Lijian. To jeden z chińskich „tygrysich wojowników”, przedstawicieli ultranacjonalistycznej dyplomacji, która z niczego się nie tłumaczy, a na zarzuty odpowiada atakiem.

– Ich [USA] celem jest wykorzystanie pandemii do stygmatyzacji, manipulacji politycznej i zrzucania winy. Nie szanują nauki, zachowują się nieodpowiedzialnie wobec życia ludzkiego i podejmują przeciwskuteczne środki w walce z wirusem – dodał Zhao.

Tymczasem WHO rozkłada ręce. Na płynącą w jego kierunku krytykę Mike Ryan, wysoki rangą przedstawiciel organizacji, odpowiadał w poniedziałek, że WHO nie jest w stanie zmusić krajów członkowskich do ujawnienia dodatkowych danych o początkach COVID-19. Zamiast tego obiecuje, że organizacja zainicjuje badania, które umożliwią przeniesienie studiów nad początkami wirusa „na wyższy poziom”.

W sporze wypowiedział się kilka dni temu główny amerykański wirusolog Anthony Fauci. Ekspert zaapelował do Chin o ujawnienie dokumentacji medycznej dziewięciu chorych, których dolegliwości mogą dostarczyć ważnych wskazówek, czy doszło do ucieczki wirusa z laboratorium.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Biden i Iran: pokusa uratowania zombi

W poniedziałek “Najwyższy Przewodnik” Ali Chamenei powiedział, że “wyzwolenie Palestyny” jest “celem numer jeden islamskiej ummah”, stawiając jasno sprawę, że nawet jeśli “umowa nuklearna” zostanie przywrócona, starcie dwóch wizji przyszłości na Bliskim Wschodzie nie dobiegnie końca. Na zdjęciu: Chamenei spotyka się z Hassanem Nasrallahem, szefem libańskiej organizacji terrorystycznej, Hezbollahu (Zdjęcie: khamenei.ir)


Biden i Iran: pokusa uratowania zombi

Amir Taheri
Tłumaczenie: Małgorzata Koraszewska


Sądząc po tym, co mówią irańscy i amerykańscy dyplomaci, zaangażowani w obecne rozmowy, by ożywić konającą “umowę nuklearną”, okno możliwości otwarte przez zwycięstwo Joego Bidena w zeszłorocznych wyborach prezydenckich prawdopodobnie zamknie się w ciągu następnych kilku tygodni.

Irańska strona twierdzi, że tylko porozumienie osiągnięte, kiedy zespół prezydenta Hassana Rouhaniego nadal jest u władzy, przynajmniej nominalnie, miałoby realną szansę na przepchnięcie go przez przeszkody wobec tej międzynarodowej ugody, jakie piętrzą się w Republice Islamskiej. Dla USA jednak problem polega na tym, że choć prezydent Biden jest pełen chęci do przypieczętowania umowy w nadziei na normalizację stosunków z islamistycznym reżimem, nie może być pewien, że zespół w Wiedniu będzie w stanie spełnić jakąkolwiek daną przez siebie obietnicę.

Jest jasne, że obie strony wygłaszają potoki nonsensownych informacji, by ukryć głęboko zakorzenione różnice pod czymś, co udaje umowę o tym, co jest fałszywie postawioną kwestią. Teheran będzie obiecywał, że zdemontuje pewną liczbę centryfug, które uruchomił, by wzbogacać uran potrzebny do budowy bomb, o których twierdzi, że nigdy ich nie chciał i nie będzie się o nie starał. Ta obietnica umożliwi Bidenowi twierdzenie, że odniósł dyplomatyczne zwycięstwo i będzie mógł chwalić się, że zapobiegł nuklearnemu wyścigowi zbrojeń w tym najbardziej na świecie niestabilnym regionie. W zamian USA pomogą mułłom złagodzić ich problem braku gotówki i zapewnią wystarczająco dużo pieniędzy, by płacić siłom bezpieczeństwa w kraju i “dżihadystom” za granicą.

Problem polega na tym, że wyczarowanie takiej sztuczki może nie być łatwe.

Przede wszystkim, rozumiejąc, że strona amerykańska jest chętna do produkowania dymnej zasłony informacyjnej, irańska strona podnosi stawki.

W poniedziałek “Najwyższy Przewodnik” Ali Chamenei powiedział, że “wyzwolenie Palestyny” jest “celem numer jeden islamskiej ummah“, stawiając jasno sprawę, że nawet jeśli “umowa nuklearna” zostanie przywrócona, starcie dwóch wizji przyszłości na Bliskim Wschodzie nie dobiegnie końca. Następnego dnia rzecznik Rouhaniego, Ali Rabi’i, powiedział, że Iran zamierza podnieść kwestię palestyńską i “przebudowanie regionu” podczas negocjacji w Wiedniu. Irańska strona próbuje także uzyskać zniesienie ponad tysiąca sankcji narzuconych na Republikę Islamską w sprawach nie związanych z “umową nuklearną”, bez oferowania jakichkolwiek ustępstw w zamian.

Rzecznik Rouhaniego dorzucił jeszcze sensacyjną informację: jakąkolwiek umowę zawrą oficjalni przedstawiciele formalnego rządu Iranu w Wiedniu, będzie ona musiała być zaaprobowana “na wyższym szczeblu” w Teheranie. Innymi słowy, Chamenei ma weto, którego może użyć, kiedy tylko uzna to za właściwe. To umożliwi Chameneiemu używanie przypuszczalnej umowy, rekwizytu “dobrego samopoczucia”, by przekonać Irańczyków do wzięcia udziału w nadchodzących wyborach prezydenckich, które reklamuje jako referendum w sprawie legitymacji swojego reżimu. Kiedy już skończy się farsa wyborcza, może powrócić do taktyki “oszukaj i wycofaj się”, którą opisuje jako “heroiczną elastyczność”. Użył tej taktyki wiele razy nie tylko do idiotycznego planu upichconego przez byłego prezydenta Baracka Obamę, ale również do wielu umów, jakie Teheran zawarł z Unią Europejską, Chinami i Rosją.

Zapał z jakim amerykańska strona goni za umową w Wiedniu jest zakorzeniony w starym złudzeniu, jakie Biden żywi wobec irańskiej rewolucji od 1979 roku. Z powodów, których nie jestem w stanie pojąć, już młody senator Biden miał w sercu wielką słabość do wspaniałej chomeinistycznej rewolucji, która obaliła reżim Szacha.

W 2004 roku w Davos w Szwajcarii Biden odbył długie spotkanie z Kamalem Charrazim, ówczesnym ministrem spraw zagranicznych mułłów, wyrażając nadzieję, że przyszła Demokratyczna administracja będzie kontynuować otwarcie prezydenta Billa Clintona na Teheran, podobno zatrzymane przez prezydenta George’a W Busha.

Czego Biden nie wiedział, lub postanowił ignorować, to że Charazzi był – jak mówił koordynator polityki zagranicznej Unii Europejskiej, Chris Patten – “aktorem grającym ministra spraw zagranicznych”.

Biden nie wiedział jeszcze o jednym: cały projekt chameinistyczny został wzniesiony na mistyczno-ideologicznym antyamerykanizmie, bez którego reżim mułłów czułby się słaby.

Fascynacja młodego Bidena rewolucją Chomeiniego mogła być zrozumiała 40 lat temu. Szach był przez lata oczerniany przez większość prasy amerykańskiej, świat akademicki i elity polityczne. Magazyn “Time” nazywał ajatollaha Chomeiniego “Gandhim islamu” i umieścił go na okładce. Henry Precht, dyplomata odpowiedzialny za politykę wobec Iranu w administracji prezydenta Jimmy’ego Cartera, przypominał bez przerwy, że przecież USA powstały dzięki “rewolucji przeciwko królowi”. Jest także ustalonym faktem, że Amerykanie częściej wybaczają swoim wrogom niż swoim przyjaciołom.

W bardziej rzeczowych kategoriach: Iran był znacznie ważniejszy 40 lat temu niż jest dzisiaj. Z drugą najdłuższą granicą ze Związkiem Radzieckim był ważnym atutem w kontekście zimnej wojny. Doradca Cartera ds. bezpieczeństwa narodowego, Zbigniew Brzeziński, marzył o islamskim “zielonym lasso” rzuconym przeciwko sowieckiemu imperium. W owym czasie USA potrzebowały także bliskowschodniej ropy naftowej i mogły używać postrzeganego irańskiego zagrożenia dla Arabów jako środka złagodzenia ich nacisku na Izrael.

Dzisiaj żaden z tych czynników nie odgrywa dłużej roli. Zimna wojna skończyła się, Iran został usunięty z rynku naftowego, a Arabowie posuwają się ku normalizacji stosunków z Izraelem dla własnych powodów.

Tak więc nie ma pilnej potrzeby ratowania chomeinistycznego reżimu z czyśćca, jaki dla siebie stworzył. Republika Islamska dzisiaj jest bladym cieniem tego, czym była 40 lat temu, kiedy uwiodła Bidena. Zbliżając się do krawędzi tego, co może być upadkiem systemu, ajatollah Chamenei wygląda jak nic nierozumiejący kapitan zbłąkanego statku podczas olbrzymiego sztormu.

Minister spraw zagranicznych, Mohammad Dżavad Zarif, ocenia, że ten reżim zombie w Teheranie potrzebuje minimum 60 miliardów dolarów rocznie, by ustać na nogach i dokonywać intryg, jakich potrzebuje, by przeżyć.

Rozmowy w Wiedniu mogą skończyć się dostarczeniem Teheranowi gotówki, jakiej potrzebuje, by pozostać w grze. Pytanie, które Biden powinien zadać, brzmi: czy taki wynik służy interesom USA, nie wspominając o irańskim narodzie, który pragnie zmiany kierunku?


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


All truth of Hamas attacks on Israel

All truth of Hamas attacks on Israel

SkyNews


Hamas holding Hostages 2 million people in Gaza.
Hamas reject’s any international and Israeli assistance to invest in Gaza population. Help to release 2 million hostages in Gaza from Hamas.

 


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com

 


Świat akademicki dla Hamasu


Świat akademicki dla Hamasu


Andrew Pessin
Tłumaczenie: Małgorzata Koraszewska


Rozpaczam nad światem akademickim.

Rozpaczam nad Żydami.

Kiedy Islamski Ruch Oporu (lepiej znany w świecie jako Hamas) zrzucał tysiące śmiercionośnych rakiet na izraelskie kobiety, dzieci i mężczyzn, świat akademicki głośno i donośnie proklamował poparcie dla tych starań o zamordowanie tak wielu Żydów, jak to możliwe.

Petycje, deklaracje, oświadczenia były wszędzie, od głównych uniwersytetów i dyscyplin akademickich do samorządów studenckich w Stanach Zjednoczonych, Kanadzie, Europie – w zasadzie jedynych pozostałych miejsc na Ziemi, skąd Żydzi nie są jeszcze niemal całkowicie etnicznie wyczyszczeni– podpisane kolektywnie przez profesorów, studentów i absolwentów, wyrażające „solidarność” z Palestyńczykami: Harvard, Princeton, Brown, Stanford, Georgetown, Vanderbilt, CUNY, żeby wymienić tylko kilka.

Oczywiście wyrażanie solidarności z cierpiącymi ludźmi jest wspaniałe. Poza sytuacjami, jak w tym wypadku, kiedy to wyrażenie solidarności można jedynie rozumieć jako aprobatę dla zamordowania tak wielu innych ludzi, jak to możliwe.

Zacznijmy od tych, którzy odpalali rakiety.

Karta Hamasu pokazuje jego cele w sposób kryształowo jasny. Islamski Ruch Oporu „dąży do podniesienia sztandaru Allaha nad każdym centymetrem Palestyny”, „Kiedy nie ma islamu, będzie pełno konfliktów… i będą wybuchały wojny”, „Izrael … będzie istniał, aż islam unicestwi go”, „Dżihad jest naszą drogą a śmierć na rzecz Allaha jest najwznioślejszym z naszych pragnień” i „Inicjatywy i tak zwane pokojowe rozwiązania i międzynarodowe konferencje są sprzeczne z zasadami Islamskiego Ruchu Oporu”. Ci ludzie na akceptują żadnego “pokoju” ani “rozwiązania w postaci dwóch państw”: otwarcie dążą do zniszczenia jedynego żydowskiego państwa na świecie, domu połowy Żydów świata i będą kontynuowali „konflikt, wojny i dżihad” aż osiągną ten cel.

A jeśli myślicie, że ten cel pośrednio wzywa do śmierci tylko milionów Żydów, którzy tam żyją, Karta rozwiewa także to złudzenie cytując z islamskiej, świętej tradycji: “Dzień Sądu Ostatecznego nie nadejdzie, aż muzułmanie będą walczyć z Żydami (zabijając Żydów), kiedy Żyd ukryje się za kamieniami i drzewami, kamienie i drzewa powiedzą: ‘O muzułmaninie… za mną jest Żyd, przyjdź i zabij go’”. Ten tekst nie ogranicza mordowania Żydów do “syjonistów”, jako że o wiele stuleci wyprzedza powstanie nowoczesnego państwa Izrael; ani też nie ogranicza mordowania Żydów do Ziemi Izraela.

Zatwierdza mordowanie Żydów, gdziekolwiek mogą być Żydzi.

Nie jest również to pragnienie Hamasu, by mordować Żydów, czymś niewyraźnym i abstrakcyjnym.

7 maja, tuż przed rozpoczęciem wojny rakietowej przez Hamas, członek Biura Politycznego Hamasu i były minister spraw wewnętrznych, Fathi Hammad, dał garść konkretnych i praktycznych propozycji w słowach podobnych do tych, jakich przywódcy Hamasu używają nieustannie od dziesięcioleci. Przed kamerami stacji telewizyjnej kierowanej przez Hamas wezwał: “Ludzie Jerozolimy, chcemy, byście obcinali głowy Żydów nożami. Swoją ręką przetnij arterię stąd. Nóż kosztuje pięć szekli. Kup nóż, naostrz go i po prostu obcinaj [ich głowy]. To kosztuje tylko pięć szekli”.

A jeśli pragnienie zamordowania tak wielu Żydów, jak to możliwe, nie wystarcza, Hamas jest także mizoginistyczny, jest przeciwko LGBTQ+, przeciwko demokracji i przeciwko chrześcijaństwu. Nie całkiem błyszczący przykład liberalno-postępowego ideału, który tak dominuje zachodni świat akademicki.

Można by pomyśleć, że takie bezdyskusyjne fakty mogą zasługiwać na słowo krytyki zachodniego świata akademickiego, kiedy taki ruch wybiera się na masowe mordowanie Żydów dokładnie tak, jak to nieustannie zapowiada.

Zamiast tego widzimy dosłownie orgię potępień, w całości skierowaną w odwrotnym kierunku.

Ta orgia nie zawierała ani jednego słowa przeciwko próbie masowego mordowania Żydów, ale wiele gniewnych słów przeciwko Żydom, którzy starali się bronić przed masowym mordem. Liberalni, postępowi członkowie świata akademickiego odpowiedzieli litanią zażaleń przeciwko liberalnemu, postępowemu, demokratycznemu Izraelowi w celu uzasadnienia próby dokonania masowego morderstwa przez anty-liberalny, anty-postępowy ruch.

Ta głęboka intelektualna porażka idzie w parze z głęboką moralną porażką i ujawnia utrzymującą się nienawiść do Żydów, która leży u podstaw tego zachowania.

Wybierzmy kilka zaledwie punktów dla ilustracji. Skupię się na oświadczeniu Brown University, ale podobne uwagi stosują się do nich wszystkich.

Kiedy rakiety leciały na żydowskie głowy, ciało pedagogiczne, studenci i absolwenci Brown University powiedzieli:

“Potępiamy nieustanne starania Izraela o wywłaszczenie i wysiedlenie 28 palestyńskich rodzin w dzielnicy Szejk Dżarrah w Jerozolimie, żeby zastąpić ich izraelskimi osadnikami. Niedawna próba wysiedlenia jest częścią długotrwałego projektu czystki etnicznej i wywłaszczenia”.

Trudno upakować więcej kłamstw i wypaczeń faktów w jeden krótki akapit. Opis faktów znajduje się tutaj, ale w skrócie, prywatny spór między właścicielem nieruchomości a nie płacącymi czynszu lokatorami staje się tutaj próbą wywłaszczenia grupy etnicznej w aranżacji narodowego rządu. Dla porządku: muzułmańska populacja Jerozolimy wzrosła 600% przez te niemal sześćdziesiąt lat od czasu, kiedy Izrael ponownie zjednoczył miasto. W tym samym czasie arabska populacja na Zachodnim Brzegu wzrosła o około 350%. Cokolwiek dzieje się tutaj, nie jest to “czystka etniczna”.

“Potępiamy trwające bombardowanie i zamordowanie co najmniej 145 [do 17 maja] palestyńskich mężczyzn, kobiet i dzieci w Gazie, wysiedlenie około 10 tysięcy Palestyńczyków w Gazie w wyniku izraelskiej ofensywy i systematyczne i umyślne niszczenie infrastruktury Gazy, już osłabionej przez trwającą dziesięciolecia blokadę”.

Nie ma tu wzmianki o przyczynie tego bombardowania: o agresji ze strony Hamasu i dążeniu Izraelczyków do zatrzymanie rakiet wystrzeliwanych na ich kraj. Nie ma rozróżnienia między cywilami a wojownikami, ani udokumentowanego faktu, że Izrael posuwa się bardzo daleko i robi to wielkim kosztem, by uderzać tylko w terrorystów i minimalizować ofiary cywilne. Nie ma wspomnienia o setkach rakiet Hamasu, które spadły za wcześnie – na mieszkańców Gazy – i które z pewnością spowodowały wiele z tych ofiar śmiertelnych. Nie ma żadnego dowodu na oszczercze twierdzenie o „systematycznym i umyślnym niszczeniu infrastruktury” ani informacji, że (1) rakiety Hamasu uszkodziły elektrownie produkujące elektryczność dla Gazy i (2) Hamas umyślnie celował w przejście graniczne Gaza-Izrael, kiedy pomoc humanitarna była przekazywana dla Gazy. Ani też nie ma wzmianki o fakcie, że izraelska blokada ogranicza tylko materiały militarne i że mimo “osłabiającej blokady” w Gazie są wytworne hotele, luksusowe domy i samochody, pięciogwiazdkowe restauracje i Hamas nie miał problemów z produkowaniem gigantycznego arsenału pocisków i olbrzymiej sieci tuneli – mimo blokady.

“Potępiamy brutalny atak izraelskiej policji na muzułmańskich wiernych w kompleksie meczetu Al-Aksa gumowymi kulami, granatami ogłuszającymi i gazem łzawiącym podczas świętego miesiąca ramadanu”.

Nie ma wzmianki o fakcie, że podczas ramadanu dosłownie setki tysięcy muzułmańskich wiernych modliło się spokojnie w Al-Aksa, że z całego Bliskiego Wschodu tylko w Izraelu jest wolność wyznania, że prawdziwa religijna dyskryminacja w Izraelu obejmuje tylko niesłychane restrykcje, które zakazują Żydom odwiedzania lub modlenia się w ich najświętszym miejscu, na Wzgórzu Świątynnym. Ani nie ma wzmianki o fakcie, że “rajd” policji  był tylko odpowiedzią na pełne przemocy rozruchy dokonywane przez muzułmanów ani o fakcie, że meczet Al-Aksa był używany jako magazyn kamieni i bomb zapalających.

“Potępiamy reżim medycznego apartheidu Izraela. Izrael odmówił Palestyńczykom na Zachodnim Brzegu i w Gazie bardzo potrzebnych podczas śmiertelnej pandemii szczepionek na COVID-19, organizując wychwalany na arenie międzynarodowej i niezwykle efektywny program szczepienia dla izraelskich osadników, którzy mieszkają nielegalnie na całym Zachodnim Brzegu”.

W powodzi kłamstw i wypaczeń rywalizujeto w podłości z wcześniejszym akapitem i niewątpliwie należy do kategorii oszczerstw o rytuale krwi. Szczegóły można znaleźć tutaj, ale w skrócie: Izrael nie miał żadnego obowiązku szczepienia nie-obywateli (niemniej zaszczepił ich setki tysięcy); Palestyńczycy nigdy nie prosili o szczepionki od Izraela ani o izraelską pomoc, a zamiast tego, dokładnie zgodnie z Porozumieniami z Oslo i zgodnie z ich wysokim stopniem autonomii, sami zatroszczyli się o swoich obywateli. Izrael w żaden sposób nie ograniczał tego i pomagał, kiedy go o to proszono. Jedyne ograniczenia opierały się na palestyńskich możliwościach płacenia za szczepionki, ale nikt tu nie wspomniał o polityce Autonomii Palestyńskiej “płaca za mordowanie”, która daje finansowe bodźce Palestyńczykom, by mordowali Żydów i której budżet wystarczyłby na szczepionki dla całej palestyńskiej populacji. Ani też nie ma wzmianki o fakcie, że Hamasu rzekomo nie było stać na szczepionki, ale jakoś było stać na wyprodukowanie olbrzymiego arsenału broni i na sieć tuneli (której koszt wycenia się na miliard dolarów).

W momencie, kiedy to piszę, tysiąc nauczycieli akademickich, studentów i absolwentów otwarcie dołączyło swoje nazwiska do tego oświadczenia.

Nie ma tam żadnego starania o to, by być “sprawiedliwym” lub “zrównoważonym”, lub żeby pokazać konkurującą perspektywę, lub choćby przez moment zastanowić się nad myślą, że konflikt, który trwa już od co najmniej stu dwudziestu lat, który wolę nazywać „izraelsko-palestyńsko-żydowsko-arabsko-muzułmańskim konfliktem” (czyli IPJAMC), zawiera te właśnie wszystkie elementy (i wiele innych) i może być odrobinę skomplikowany. Można by pomyśleć, że nauczyciele akademiccy mogą być wrażliwi na złożoność, zdolni ją ogarnąć, odrzucić nadmierne uproszczenia, zrozumieć, że tam, gdzie prawda jest skomplikowana,  stanowisko musi być zniuansowane.

Niczego takiego w tym nie ma.

W rzeczywistości widzimy odwrotność: otwarcie, entuzjastycznie poparli jednostronność.

Nie musicie ufać tylko moim słowom. Tutaj jest oświadczenie “Gender Studies Departments In Solidarity With Palestinian Feminist Collective”, którego język jest odbiciem języka tak wielu innych wypowiedzi ze świata akademickiego, podpisany (w chwili pisania tego artykułu) nie przez indywidualne osoby, ale przez około 150 całych wydziałów, programów lub ośrodków:

Nie podpisujemy się pod retoryką “obu stron”, która wymazuje militarną, ekonomiczną, medialną i globalną przewagę, jaką Izrael ma nad Palestyną. To nie jest “konflikt”, który jest zbyt “kontrowersyjny lub złożony”, by go ocenić. Izrael używa brutalnej przemocy, karzącej biurokracji i systemu prawnego, by wygnać Palestyńczyków z ich prawowitych domów i usunąć naród palestyński z ich ziemi.

Mniejsza o poważne zaburzenie racjonalności, kiedy sygnatariusze wydziałów “Women’s Studies” i “Gender Studies” stają po stronie mizoginistycznego, anty-LGBTQ, islamistycznego reżimu przeciwko demokratycznemu państwu, w którym kobiety mogą ubierać się, w co chcą, chodzić na randki, z kim chcą, być premierami i uczestniczyć w jedynej paradzie Gay Pride na Bliskim Wschodzie.

Mniejsza o poważny atak na akademicką wolność, kiedy całe wydziały przysięgają wierność politycznemu stanowisku, szczególnie takiemu, gdzie rzeczywiście istnieje „kontrowersja” (mimo zapewnień, że nie istnieje). Można tylko współczuć profesorom bez etatu lub potencjalnym studentom oraz członkom personelu, którzy mogą nie podzielać stanowiska, jakie cały wydział zadeklarował jako jedyną prawdę.

Jest gorzej.

Kiedy Hamas otwarcie dąży do wykonania swojego otwarcie zadeklarowanego starania o zamordowanie tak wielu Żydów, jak to możliwe, ci uczeni deklarują, że nie ma w tym niczego “kontrowersyjnego”, że nie ma “konfliktu” tutaj i że nie ma “dwóch stron” tej kwestii.

To znaczy, nie ma dwóch stron w sprawie tego, czy jest akceptowalna próba zamordowania tak wielu Żydów, jak to możliwe.

Przy takiej postawie nie zaskakuje, że na stronie internetowej figuruje palestyńska flaga z logo z wizerunkiem zaciśniętej pięści, z której kapie krew. (Można zastanawiać się, czy te uniwersytety mają reguły przeciwko popieraniu i podżeganiu do przemocy.)

Jeszcze raz.Czy pamiętacie, że muzułmańska populacja Jerozolimy wzrosła o 600% od zjednoczenia tego miasta przez Izrael? Lub że arabscy obywatele Izraela mają więcej wolności i ogólnej zamożności niż Arabowie w jakimkolwiek innym kraju arabskim? I że wielu Palestyńczyków (a także arabskich obywateli Izraela) podżeganych  przez przywódców Autonomii Palestyńskiej i Hamasu, podjęło w ostatnich latach kampanię, której rezultatem były dosłownie setki ataków nożowniczych i taranowań samochodami wymierzonych w Żydów? Żeby nie wspomnieć 40 tysięcy rakiet, jakie Hamas wystrzelił na Izrael, od kiedy przemocą przejął Gazę w 2007 roku przez zamordowanie swoich przeciwników z Autonomii Palestyńskiej?

Czy nie jest możliwe, że jednak może być coś więcej w tej sprawie, że jednak jest jakaś druga strona?

Na wszystkich uniwersytetach jest wiele wydziałów lub programów zajmujących się badaniami tożsamości: Women’s Studies, Race and Gender Studies, LGBTQ+ studies, Black Studies, Palestinian Studies itd. Konsekwentnie prowadzący te programy są także jawnymi samozwańczymi rzecznikami grup, które badają (osobny problem dla świata akademickiego, ale o tym innym razem). Istnieją także liczne programy Badań Żydów i Badań Izraela. To dziwne, ale te programy nie tylko rzadko kiedy otwarcie orędują za Żydami lub Izraelem, ale pracują tam osoby, które otwarcie orędują przeciwko przedmiotom ich badań.

Nie jest więc niespodzianką, że około 200 “uczonych z wydziałów Badań nad Żydami i Izraelem” wskoczyło na platformę potępiania Izraela, kiedy Hamas rozpoczął swoją najnowszą kampanię masowych morderczych ataków na Żydów.

Oświadczyli: “Potępiamy państwową przemoc, jakiej izraelski rząd i jego siły bezpieczeństwa dopuszczają się w Gazie”. A więc Żydzi, z rakietami spadającymi im na głowy, zostają potępieni za próby zatrzymania ognia rakietowego.

“[Potępiamy] wysiedlenie palestyńskich mieszkańców Szejk Dżarrah i innych dzielnic wschodniej Jerozolimy”. Tak więc Izraelowi nie pozwala się na stosowanie swoich etnicznie neutralnych praw na terytorium pod swoją administracją, których celem jest ochrona właścicieli nieruchomości, kiedy lokatorzy odmawiają płacenia czynszu. Lub ściślej: Izrael musi stworzyć oparte na etniczności prawa, które nie pozwolą, by żydowscy właściciele nieruchomości mieli jakiekolwiek prawa, kiedy lokatorami są Arabowie. Albo jeszcze ściślej: Nie wolno żądać od Arabów, by płacili czynsz Żydom.

“[Potępiamy] zdławienie obywatelskich protestów na Zachodnim Brzegu, we wschodniej Jerozolimie, żydowsko-arabskich miastach i palestyńskich miastach i wsiach w Izraelu”. A więc Arabom trzeba pozwolić na rozruchy bez żadnych ograniczeń i całkowicie bezkarnie. Nieważne, że dziesiątki synagog podpalono i wandalizowano, że były morderstwa i próby morderstw, rozbijanie i palenie samochodów itd.

W skrócie: Izrael nie ma pozwolenia na obronę przed próbami masowego morderstwa, na egzekwowanie swoich etnicznie neutralnych praw ani na zachowanie porządku publicznego. Żydzi, innymi słowy, nie tylko nie mają pozwolenia na jakikolwiek rodzaj suwerenności tutaj, ale nie mają także pozwolenia na życie tutaj.

“Podzielamy i odczuwamy ból Gazańczyków, którzy stracili i nadal tracą członków rodziny, domy, własność, przedsiębiorstwa, instytucje kulturalne, obiekty medyczne i cywilną infrastrukturę w wyniku izraelskich bombardowań”.  Najwyraźniej nie było miejsca w tym długim oświadczeniu na podzielanie i odczuwanie bólu Izraelczyków, którzy nawet po wydaniu miliardów dolarów na Żelazną Kopułę, schrony i systemy alarmów rakietowych, jak również na rozległe systemy minimalizowania ofiar cywilnych po drugiej stronie, sami są mordowani i okaleczani, a ich własność niszczona przez tysiące rakiet i są indywidualnie obiektami ataków nożowniczych, taranowania samochodami i linczu.

Było jednak dosyć miejsca na wspomnienie, że syjonizm – żydowski ruch samostanowienia w żydowskiej ojczyźnie przodków, który uratował miliony istnień żydowskich dzięki temu, że odniósł sukces – równa się ich zdaniem z “niesprawiedliwym, trwającym i niezrównoważonym systemem żydowskiej supremacji, etniczno-narodowej segregacji, dyskryminacji i przemocy wobec Palestyńczyków”.

Nie było jednak miejsca, by wspomnieć, że Izrael ma jedną z najbardziej zróżnicowanych pod względem “etniczno-narodowym” populacji na tej planecie, że stara się utrzymać (nie zawsze z pełnym powodzeniem) równość wobec prawa, że był obiektem niesłabnącej „przemocy państwowej” ze strony sąsiednich państw i grup terrorystycznych oraz przemocy indywidualnej ze strony indywidualnych Palestyńczyków wobec indywidualnych Żydów.

A “żydowska supremacja”?

Goebbels byłby dumny.

To były wypowiedzi “uczonych z wydziałów Badań nad Żydami i Izraelem”, kiedy rakiety leciały gradem na żydowskie głowy. (Potencjalni darczyńcy wydziałów badań nad Żydami i Izraelem powinni o tym wiedzieć.)

Dziwne: byli tak zajęci popieraniem Hamasu w tym konflikcie, że kompletnie zapomnieli o potępieniu Hamasu, który otwarcie wzywa do mordowania Żydów w imię zaprowadzenia islamu “na każdym centymetrze Palestyny”, za jego islamską supremację.

Oj!

Być może jakąś pociechą będzie fakt, że zagrzebane w ich obszernym elaboracie jest to jedno zdanie: “Stwierdzamy ból, strach i gniew izraelskich Żydów i palestyńskich obywateli Izraela, którzy stracili bliskich i domy w wyniku niedających się usprawiedliwić masowo odpalanych rakiet Hamasu”. Można niemal usłyszeć, jak mówią do siebie wzajemnie: “Patrzcie, jesteśmy ‘zrównoważeni’, bo wspomnieliśmy ‘niedające się usprawiedliwić i masowe rakiety’ Hamasu”.

Oczywiście, nie potępiają tych rakiet w sposób, w jaki potępiali wszystko co dotyczy Izraela, tylko “stwierdzają” ból, strach i gniew, cokolwiek to znaczy. I jakąkolwiek pociechę można znaleźć w tym niemal niewidocznym przyznaniu, że rakiety są “niedające się usprawiedliwić i masowe”, z pewnością szczerość tego zdania podważa fakt, że przeważająca większość oświadczenia stanowi w istocie usprawiedliwianie odpalania tych rakiet. Prawdopodobnie można z tego czerpać równą pociechę, jaką miałaby kobieta, która właśnie została barbarzyńsko zgwałcona i której powiedziano by: “To, oczywiście było niedające się usprawiedliwić działanie, ale popatrz, jak ty się ubierasz”.

I istotnie, jest to równie obraźliwe.

Dominującym ideałem na zachodnich uniwersytetach jest progresiwizm, włącznie z dbaniem i troską o zmarginalizowanych i uciskanych. Te instytucje chlubią się także, że są zajęte dążeniem do prawdy. A jednak, kiedy etnicznie zróżnicowany, demokratyczny kraj aspiruje do tych samych ideałów – który robi więcej, by bronić i podnieść pozycję kobiet, LGBTQ+ i religijnych mniejszości niż jakikolwiek inny kraj w regionie i którego arabska mniejszość jest obecna we wszystkich zawodach, w rządzie i w Sądzie Najwyższym – jest atakowany przez  religijną, ekstremistyczną grupę, która przejęła panowanie nad Gazą przez morderczy zamach i rządzi od tego czasu żelazną pięścią, dławiąc wszelki sprzeciw, uciskając kobiety i chrześcijan, prześladując i zabijając gejów, a także otwarcie deklaruje i otwarcie dąży do celu zamordowania tak wielu Żydów, pojawia się pytanie – jak to możliwe, co się dzieje?

Te instytucje porzucają wszelkie zainteresowanie prawdą, wszelkie zainteresowanie głoszonymi przez siebie ideałami i widzą tylko “jedną stronę”, antyprogresywną, skrajnie prawicową stronę, tę, która chce mordować Żydów.

Tu nie chodzi o żadną konkretną izraelską politykę ani o zachowanie Izraelczyków.

Tu chodzi o całkowite usunięcie Żydów z Ziemi Izraela – i z wszystkich innych miejsc.

Może istotnie jest pora, by Żydzi usunęli się z tych instytucji, w których wyraźnie nie są mile widziani.

Rozpaczam nad światem akademickim.

I rozpaczam nad Żydami.


Jest profesorem na Connecticut College. Opublikował szereg książek w tym The Jewish God Question: What Jewish Thinkers Have Said About God, The Book, The People, and the Land orazThe 60-Second Philosopher and Anti-Zionism on Campus: The University, Free Speech, and BDS.
Możesz go śledzić na Twitterze @AndrewPessin

Ma również stronę internetową www.andrewpessin.com


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


How old are the Dead Sea Scrolls? Carbon-dating project to offer answers

How old are the Dead Sea Scrolls? Carbon-dating project to offer answers

ROSSELLA TERCATIN


The project and some preliminary results were presented at a conference at the university last week: while in many instances, some scrolls might be more ancient than previously thought.

A fragment from the Dead Sea Scrolls that underwent genetic sampling to shed light on the 2,000-year-old biblical trove is shown to Reuters at the Israel Antiquities Authority (IAA) laboratory in Jerusalem June 2, 2020.
(photo credit: REUTERS/RONEN ZEVULUN)

A new project combining carbon-14 dating and digital paleography might soon solve the riddle of the age of the Dead Sea Scrolls.

The initiative, carried out at the University of Groningen in the Netherlands, marks the first time in decades that a significant number of Dead Sea Scrolls fragments have undergone radiocarbon dating.

The scholars are still working on publishing their findings in an academic journal, but the project and some preliminary results were presented at a conference at the university last week.

In many instances, the new model confirmed the assessment of earlier researchers that some scrolls might be more ancient than previously thought.

The Dead Sea Scrolls are a corpus of some 25,000 fragments unearthed in caves on the shores of the Dead Sea in the 1940s and 1950s. The artifacts include some of the most ancient manuscripts of the Bible, other religious texts that were not accepted in the canon and nonreligious writings.
Carbon-14, or radiocarbon, dating is a method of age determination that depends upon the decay to nitrogen of radiocarbon (carbon-14).

Because of the destructive nature of the analysis, which requires sacrificing a sliver of the parchment, the Antiquities Authority (IAA) has been very hesitant to allow this kind of research. The IAA is tasked with preserving the fragments.

A major carbon-14 project on some 14 fragments was carried out at the beginning of the 1990s.

Over the past few years, major technological advances have significantly reduced the impact of certain kinds of analysis on the physical preservations of the scrolls. As a result, the IAA, whose mission is to find the right balance between new research and the preservation of the scrolls for posterity, has allowed scholars to perform new work.

Some 30 scrolls have been subjected to the University of Groningen’s project. The results of 25 of them have been used to train a specific algorithm carrying out the paleographic analysis of the collection.
Paleography is the study of ancient or antiquated writings and inscriptions. In the case of the Dead Sea Scrolls, it has been crucial to date the artifacts, which according to most scholars, date between the third century BCE and the first century CE.

However, several uncertainties have remained.
“When it comes to dating the manuscripts, there is the problem that for most of the period, we have no internally dated manuscripts, and the few that we have date from the outer ends of the timescale,” Prof. Mladen Popović, the head of Groningen’s Qumran Institute and the leader of the project, said at the conference.

During the course of their research, the scholars discovered that some of the manuscripts they had already considered were more ancient than previously thought. The development might have major implications for the field.

They also realized that the scribal practices developed in a less-standardized and consistent manner than earlier experts had envisioned.
“With regard to dating the manuscripts, the data from our model shows that there was not a nice continuous progression and development of characters, but rather that sometimes there was a lot of development and sometimes not so much,” Popović said. “The characters were not developing in a linear homogeneous manner throughout these periods.”

“Our paleographers will say that they can date Dead Sea Scrolls with a precision of 25 to 50 years’ date range, and [the research] is yet to substantiate their model,” he said. “Pending new data in the future, we dare say that we have a model that works consistently and is able to date manuscripts with an empirically based precision that was not possible before. This is a huge advance for the field.”


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com