Instytut Wirusologii Chińskiej Akademii Nauk w Wuhan. (Fot. Yomiuri Shimbun / AP Photo / East News)
“Wall Street Journal”: pandemia koronawirusa mogła mieć źródło w chińskim laboratorium
Maria Kruczkowska
Amerykański dziennik powołuje się w swojej publikacji na poufny raport w sprawie pochodzenia wirusa. Przygotowało go związane z wywiadem USA laboratorium Lawrence’a Livermore’a w Kalifornii.
.
Demokraci, którzy nie wierzyli byłemu prezydentowi Donaldowi Trumpowi, gdy ten mówił o „chińskim zarazku” i wymknięciu się go z laboratorium w Wuhanie, ostatnio zmienili zdanie i biorą pod uwagę właśnie taki scenariusz. Sugeruje go poufny raport kalifornijskiego laboratorium Lawrence’a Livermore’a, o którym pisze poniedziałkowy „Wall Street Journal”. Gazeta powołuje się na rozmówców, którzy mieli do niego dostęp.
Raport przygotował „Wydział Z” laboratorium związany z amerykańskim wywiadem. Jego ustalenia są oparte na analizie genomu koronawirusa, cząsteczki materiału genetycznego SARS-CoV-2.
To istotny głos w globalnej debacie o źródłach pandemii, bo kalifornijski ośrodek badawczy jest uważany za wiodący w USA w kwestiach biologicznych. Z raportu wynika, że kwestia początków pandemii wymaga dalszego dochodzenia.
Raport WHO nie zamknął sprawy
Dokument sporządzony przez „Wydział Z” kalifornijskiego laboratorium, który jest związany z wywiadem, zamówiła poprzednia administracja. Donaldowi Trumpowi – oskarżany o zaniedbania na początku pandemii prezydent mówił o „chińskim zarazku”, który miał się wymknąć się z laboratorium wojskowego w Wuhanie – raport służył do celów wyborczych, co wzbudziło nieufność jego oponentów. Wątpliwości przybyło, gdy pod koniec rządów poprzedniej administracji ówczesny sekretarz stanu Mike Pompeo powtarzał, że istnieją „znaczące dowody”, że wirus pochodzi z chińskiego laboratorium, ale żadnego takiego dowodu nie przedstawił.
Jeszcze w lutym, gdy do Wuhanu pojechała misja ekspertów Światowej Organizacji Zdrowia (WHO), uważano, że kolebką koronawirusa był tamtejszy „mokry” targ z egzotycznymi żywymi zwierzętami. To tam miało dojść do zakażenia się człowieka od nietoperza lub łuskowca. W stopę strzelili sobie wtedy sami Chińczycy, którzy na oczach świata zamiast postawić na przejrzystość, robili wszystko, by utrudnić pracę misji. Pekin wpuścił ekspertów, ale pokazał im tylko to, co chciał.
Mimo wątpliwości w wydanym w marcu raporcie eksperci napisali, że kolebką pandemii był przypuszczalnie targ w Wuhanie, na którym zarazek mógł się przenieść od nietoperza, być może za pośrednictwem jeszcze jednego zwierzęcia, może łuskowca, na człowieka. Raport WHO, z widocznymi słabościami, nie zamknął sprawy.
Za oceanem powrócono do pogrzebanej hipotezy o zarazku, który wymknął się z laboratorium.
Zwrot w Białym Domu
W maju „Wall Street Journal” ujawnił dokument, z którego wynika, że w listopadzie 2019 r., miesiąc przed początkiem pandemii, w Instytucie Wirusologii Chińskiej Akademii Nauk w Wuhanie trzech badaczy trafiło do szpitala z objawami nieznanej choroby. Przeczyło to oficjalnej narracji Pekinu, że pierwszy chory na COVID-19, mieszkaniec Wuhanu, został przyjęty do szpitala 8 grudnia. Po tej rewelacji na Chiny i WHO posypały się gromy.
A w Białym Domu doszło do zwrotu. Pod koniec maja prezydent Joe Biden poinformował, że zlecił wspólnocie wywiadowczej – grupie 18 rządowych agencji śledczych, w tym CIA i NSA – „podwojenie wysiłków” na rzecz zidentyfikowania pochodzenia koronawirusa.
Wywiad amerykański rozważa obecnie dwa alternatywne scenariusze – mówił pod koniec maja Biden. Według pierwszego w laboratorium, w którym prowadzono badania nad wirusem, popełniono błąd, a efektem było jego przeniesienie się na człowieka. Prezydent nie odrzuca jednak hipotezy o odzwierzęcym wirusie.
Uzbrojony w raport z czasów poprzedniej administracji Waszyngton wzywa Pekin do wyjaśnienia początków pandemii. Na odpowiedź nie musiał długo czekać.
WHO rozkłada ręce
Waszyngtonu „nie obchodzą fakty ani prawda, a USA mają zerowe zainteresowanie poważnymi naukowymi badaniami nad pochodzeniem wirusa” – odpowiedział niezwłocznie rzecznik MSZ Chin Zhao Lijian. To jeden z chińskich „tygrysich wojowników”, przedstawicieli ultranacjonalistycznej dyplomacji, która z niczego się nie tłumaczy, a na zarzuty odpowiada atakiem.
– Ich [USA] celem jest wykorzystanie pandemii do stygmatyzacji, manipulacji politycznej i zrzucania winy. Nie szanują nauki, zachowują się nieodpowiedzialnie wobec życia ludzkiego i podejmują przeciwskuteczne środki w walce z wirusem – dodał Zhao.
Tymczasem WHO rozkłada ręce. Na płynącą w jego kierunku krytykę Mike Ryan, wysoki rangą przedstawiciel organizacji, odpowiadał w poniedziałek, że WHO nie jest w stanie zmusić krajów członkowskich do ujawnienia dodatkowych danych o początkach COVID-19. Zamiast tego obiecuje, że organizacja zainicjuje badania, które umożliwią przeniesienie studiów nad początkami wirusa „na wyższy poziom”.
W sporze wypowiedział się kilka dni temu główny amerykański wirusolog Anthony Fauci. Ekspert zaapelował do Chin o ujawnienie dokumentacji medycznej dziewięciu chorych, których dolegliwości mogą dostarczyć ważnych wskazówek, czy doszło do ucieczki wirusa z laboratorium.
Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com