Archive | August 2023

Co wspólnego mają Polska i Izrael? I dlaczego tak wiele? Wieliński rozmawia z Gebertem

Prezydent Andrzej Duda i premier Benjamin Netanjahu podczas wizyty polskiego prezydenta w Izraelu, w styczniu 2017 roku (Fot. Grzegorz Jakubowski/KPRP)


Co wspólnego mają Polska i Izrael? I dlaczego tak wiele? Wieliński rozmawia z Gebertem

Bartosz T. Wieliński


Jakie zmiany w systemie sądownictwa są forsowane przez rząd Netanjahu? W jaki sposób może dojść do pozbawienia izraelskich mediów niezależności? Jak wyglądają relacje Izraela z USA? Jak olbrzymie analogie widać w polityce izraelskiej i polskiej? Bartosz T. Wieliński rozmawia z Konstantym Gebertem.

Bartosz T. Wieliński: Benjamin Netanjahu postawił na swoim – przeforsował swoją wersję „deformy” sądownictwa. Ludzie się jej sprzeciwili, protestowali na ulicach, pewnie będą dalej protestować. W związku z tym chcę zapytać, dokąd zmierza państwo Izrael? Czego jeszcze możemy się spodziewać?

Konstanty Gebert*: Nie jestem prorokiem, tylko dziennikarzem, który widzi, co się dzieje. Po pierwsze więc, Netanjahu postawił nie tyle na swoim, co na cudzym. Istnieje poważna wątpliwość, czy on rzeczywiście chce zdemolować izraelski ustrój państwowy, doprowadzić do kryzysu w stosunkach ze Stanami Zjednoczonymi i pozostawić Izrael osamotniony wobec zagrożeń, czy raczej zabrakło mu siły, żeby przeciwstawić się swoim partnerom koalicyjnym – faszyzującej skrajnej prawicy, której bardzo zależy na trzech elementach „deformy”, jak to trafnie określiłeś, wymiaru sprawiedliwości, z których pierwszy właśnie został przeforsowany.

Jaki to element? 

– Został prawnie zdjęty obowiązek przestrzegania przez rząd wymogu roztropności w swoich decyzjach. To w praktyce znaczy na przykład, że Netanjahu będzie mógł mianować, tak jak mu z koalicyjnej układanki wychodziło, szefa koalicyjnej partii Szas Arje Deriego na ministra finansów. Netanjahu chciał to już zrobić, kiedy zawiązał koalicję, po wyborach w grudniu zeszłego roku, ale Sąd Najwyższy mu zabronił. Sąd stwierdził, że byłoby czymś skrajnie nieroztropnym powierzać finanse politykowi, który ma dwa wyroki za oszustwa podatkowe, w tym jeden, który dostał rok wcześniej. 

Kto się lepiej zna na podatkach niż ten, który na nich oszukiwał?  

– Można powiedzieć, że w tym jest pewna logika, bo ministrem bezpieczeństwa narodowego w Izraelu jest polityk, który ma na karku kilka wyroków za podżeganie do terroryzmu i do nienawiści międzyetnicznej, a śledztw kilkanaście. 

Więc może rzeczywiście w tym szaleństwie jest jakaś metoda, ale jeżeli tak, to myślę, że miliony Izraelczyków powiedzą: „beze mnie”. I te miliony wychodzą na ulicę od 30 tygodni, w pokojowych demonstracjach. To zupełnie niebywałe – choć policja zaczęła już bić, nie ma jak dotąd ani jednego wyraźnie poszkodowanego policjanta. 

Tydzień po tym, jak parlament Izraela, Kneset, uchwalił, że rząd nie musi zachowywać się roztropnie, na ulicach było ponad 200 tysięcy ludzi, policja zachowywała się brutalnie, demonstranci odpowiadali biernym oporem, nie było żadnej przemocy. Chwilowo nic więcej się nie wydarzy, bo Kneset poszedł na długą przerwę w obradach, na wakacje, a potem na wielkie święta żydowskie, więc zbierze się najwcześniej w październiku, ale do uchwalenia są jeszcze dwa fundamentalne elementy tego zamachu na sądownictwo. 

Czyli? 

Przyznanie Knesetowi prawa do odrzucania wyroków Sądu Najwyższego, a drugie to jest przyznanie rządowi większości miejsc w komisji mianującej sędziów. Cenę polityczną rząd już zapłacił, przeforsowując ten pierwszy element „deformy”, czyli zniesienie wymogu roztropności, więc zasadniczo nic ich już nie powstrzymuje przed tym, żeby uchwalić element drugi i trzeci, po którym Izrael przestanie być państwem prawa.  

Można więc przypuszczać, że pójdą dalej, do końca, tym bardziej że zlekceważyli nie tylko te setki tysięcy ludzi, którzy demonstrują od 30 tygodni na ulicach, ale też wyniki badań opinii publicznej, które jednoznacznie mówią, że dwie trzecie Izraelczyków jest przeciwne zamachowi na wymiar sprawiedliwości, którego zresztą w programie żadnej partii nie było. 

Czym więc jest ta „deforma”? 

– To taka przyjemna niespodzianka, jaką Netanjahu wyciągnął z zanadrza, kiedy już miał władzę. Netanjahu mógł zlekceważyć wszystko, ale jednego nie może: sondaże jednoznacznie mówią, że gdyby teraz się odbyły wybory, jego partia, główna partia koalicji, Likud (izraelski odpowiednik polskiego PiS-u) straciłby jedną trzecią głosów. 

Po takiej klęsce wyborczej nawet Likud, kompletnie zaszczuty przez Netanjahu, jednak pozbyłby się takiego przywódcy i na tym skończyłaby się jego kariera polityczna. Pozostałaby tylko kariera sądowa, czyli procesy o korupcję, nadużycia władzy i oszustwa, które nadal się toczą przed sądem powszechnym. A skoro do tego Netanjahu nie może dopuścić, to za wszelką cenę musi utrzymać tę koalicję, a koalicjanci mówią: tak, my sobie życzymy zniesienia wymogu roztropności; a przywódca koalicyjnej partii Szas ma zostać ministrem finansów. 

Danie Knesetowi prawa odrzucania wyroków Sądu Najwyższego to pomysł faszystów z koalicji, którym do tej pory sąd zabraniał kolonizowania Zachodniego Brzegu, oraz przyznanie rządowi większości miejsc w komisji mianującej sędziów. Cena polityczna już została zapłacona, ale nie do końca. 

Stany Zjednoczone jednoznacznie potępiły ten zamach na sądownictwo, Partia Demokratyczna odwraca się od Izraela i może się tak stać, że poparcie dla Izraela, które było w Stanach w ostatnim pół wieku ponadpartyjne, stanie się wyłącznie domeną Republikanów, a przecież póki co mamy administrację demokratyczną. To by oznaczało zerwanie kontaktów między Waszyngtonem a Jerozolimą. Na takie ryzyko Netanjahu być może nie będzie chciał pójść, a już na pewno nie będą chcieli pójść bardziej przytomni członkowie jego administracji z ministrem obrony generałem Jo’awem Galantem na czele. 

Chcę dopytać o Likud. To jednak jest partia, możemy się nie zgadzać, ale z jakąś akceptowalną, pozytywną historią. 

– Menachem Begin założył partię Herut [Herut po hebrajsku znaczy wolność], która współtworzyła państwo Izrael. Była to partia oczywiście w opozycji do Partii Pracy, ale to jednak była partia, która akceptowała rozwiązania demokratyczne, które dzisiaj są obalane, akceptowała rolę Sądu Najwyższego w Izraelu. W Izraelu nie ma Trybunału Konstytucyjnego, jest Sąd Najwyższy, który tę funkcję pełni podobnie jak w Stanach Zjednoczonych.

I to jest zjawisko podobne też do tego, co się dzieje z Partią Republikańską, węgierskim Fideszem, który też był partią wolnościową. Prawo i Sprawiedliwość też nie było przecież partią bolszewicką u swego zarania. Co się dzieje z takimi ruchami prawicowymi, konserwatywnymi, odwołującymi się do tradycji, że w tym klimacie, jaki mamy w trzeciej dekadzie XXI wieku, stają się one partiami autorytarnymi. Dążą do obalenia fundamentalnych rozwiązań ustrojowych, prawnych, do zniszczenia demokracji, która w sumie dała im w tym państwie władzę. Jak byś ten proces określił? 

Do tej listy partii, które dokonały dziwnego zwrotu, mógłbyś jeszcze dołączyć AK Parti (Partię Sprawiedliwości i Rozwoju) prezydenta Erdogana w Turcji, Janatę w Indiach. To są wszystko partie, które były partiami prawicowo-populistycznymi, ale mieszczącymi się w pełni w kanonie demokracji, po czym się na tę demokrację zamachnęły. A zamachnęły się dlatego, że ku właściwie zdumieniu niemal wszystkich politologów okazało się, że w demokracji polityka tożsamości nie tylko nie zanika, ale rozkwita. 

Wszystkie te partie, oprócz tego, że były prawicowo-populistyczne, wyrażały opinię i wartości części społeczeństwa: konserwatywnej, i to często zasadne, uważającej się za marginalizowaną i wykluczoną przez część bardziej liberalną, wykształconą, zurbanizowaną, która dominowała w życiu politycznym i budowała państwo, które opierało się na procedurach, a nie na tradycji. 

Państwo, które było ślepe na kolor skóry, kastę, orientację seksualną. Takie państwo, w którym część konserwatywna czuła się coraz bardziej nie u siebie, aż poczuła moc i okazało się, że jest ich więcej niż tych reformujących liberałów, których można po prostu pogonić. Co prawda po drodze okazuje się, że żeby pogonić tych liberałów, trzeba zdemolować państwo, ale w końcu jesteśmy suwerenem. 

To jest argument, którego wielokrotnie używał Netanjahu, że przeciwnicy polityki jego rządu są przeciwnikami demokracji, bo elektorat wypowiedział się w demokratycznych wyborach, w związku z tym rząd, który ten elektorat suwerennie wyłonił, może wszystko. 

Przerwę ci na sekundkę. Chciałem zacytować słowa nieżyjącego już Kornela Morawieckiego… 

...z ust mi je wyjąłeś – „prawo to nie świętość, nad prawem jest dobro narodu”, wola suwerena. Pod tymi słowami podpisze się PiS, Likud, Janata, AK Parti, Fidesz i Republikanie. Na tym właśnie polega fatalna pułapka demokracji, mianowicie demokracja opiera się nie tylko na formalnych prawach, ale też na pewnej konwencji, że państwo nie jest czyjeś, państwo jest dobrem wspólnym. Hasło na pomniku premiera Jana Olszewskiego „Czyja będzie Polska” znakomicie podsumowuje ten punkt widzenia. Państwo jest czyjeś i trzeba je komuś zabrać. Państwo Izrael funkcjonowało bez konstytucji, bez drugiej izby parlamentu dlatego, że Izraelczycy mieli poczucie, że to państwo jest dobrem wspólnym, 

W związku z tym jest granica, której w walce z przeciwnikami politycznymi nie można przekroczyć, bo inaczej państwo może zginąć, a jest otoczone przez wrogów. Ale dzisiaj sytuacja jest inna, nikt Izraelowi bezpośrednio nie zagraża, z wyjątkiem Iranu, ale przeciwko Iranowi Izrael ma sojuszników: Arabię Saudyjską i Stany Zjednoczone. Skoro nikt nam nie chce skoczyć do gardła, to nareszcie sami możemy, i skoczyliśmy. To brzmi strasznie polsko. Związki między Izraelem a Polską są bardzo duże. 

Ale żeby aż tak!? Żeby demontaż demokracji odbywał się według polskich wzorów?! Wiceminister Jabłoński chwalił się, że udzielali „pomocy intelektualnej” Izraelczykom. Czy to było kopiowanie wzorów? Czy to może jest w DNA autokratów: nienawiść do sądów, do sędziów, do tego, że ktoś jest nad nimi i może dać im po łapach…

– Jak sami widzimy, to jest nie tylko model Polski czy Izraela. Ta zaraza się szerzy i nie można jej tylko sprowadzić do polskiego doświadczenia politycznego, ale tutaj rzeczywiście związki polityczne między Polską i Izraelem są zdumiewające. 

Kiedy próbuję tłumaczyć jakimś zagranicznym znajomym polską scenę polityczną, to Belgowie czy Kanadyjczycy wymiękają mniej więcej po dziesięciu minutach. Mówią, że to jest zbyt dziwne, zbyt tajemnicze, zbyt egzotyczne, nic nie rozumieją. 

Izraelczykom wystarczy tylko przetłumaczyć nazwy partii. Nasz Likud nazywa się PiS, nasz Kahol Lavan nazywa się Koalicja Obywatelska, nasz Szas nazywa się PSL, nasza Awoda nazywa się Lewica i wszystko pasuje toczka w toczkę z kulturami politycznymi tych partii włącznie. 

Ale nasz PSL jest jednak po jasnej stronie mocy, nie jest jak Szas.  

– No nie, ale po pierwsze, posiada uniwersalną zdolność koalicyjną, po drugie, w koalicji Szas jest rzecznikiem rozsądku, bo Szas ma bardzo wyraźną wizję polityczną, on chce pieniędzy dla swoich i jeżeli je dostanie, to on nie zamierza wywracać ustroju do góry nogami, pakować opozycji do więzień, podważać niezawisłości sądów, to ich w ogóle nie interesuje, chce tylko pieniędzy dla swoich. Widzisz tutaj wielkie różnice?   

Nie, faktycznie.  

– To jest też partia religijna, a PSL zawsze odwołuje się do ludowego katolicyzmu. Oczywiście różnica polega na tym, że w Izraelu masz też partie arabskie, których związek z państwem bywa kwestionowany. 

W Polsce mamy mniejszość niemiecką.

– No nie, mniejszość niemiecka ma jeden głos w parlamencie, ale gdyby II Rzeczpospolita zezwoliła na demokratyczne życie Ukraińców i miałbyś w Sejmie partie ukraińskie, które mówią: no tak, no niestety, musimy żyć w tym państwie, bo tak nam się przytrafiło, ale nie oczekujcie od nas, żebyśmy się tą Polską zachwycali, to wtedy miałbyś pełny obraz.  

Mało tego, każdy polski obserwator, który się przygląda temu, jak funkcjonuje Kneset, natychmiast czuje się jak w domu, bo regulamin Knesetu jest w Polsce natychmiast rozpoznawalny. Pisał o tym m.in. Izaak Grünbaum, poseł większości polskich międzywojennych sejmów, który użył regulaminu Sejmu jako punktu wyjścia.  

Miesiąc temu był w Warszawie minister Amichai Chikli, minister ds. diaspory i walki z antysemityzmem, odbył jakieś konsultacje z rządem polskim, szczegółów nie znamy. W każdym innym kraju, gdyby się społeczność żydowska dowiedziała o wizycie Chikliego, byłyby demonstracje protestacyjne. Tak go witają w Stanach Zjednoczonych po tym, jak pokazał krytykom gest Lichockiej ze środkowym palcem, a w Polsce? Tę wizytę utajniono, a nas nie ma zbyt wielu, żeby tak móc sobie z dnia na dzień demonstrować…  

I Chikli, i polski rząd uważają Sorosa za zło wcielone, z którym należy walczyć. I Chikli, i polski rząd uważają, że LGBT to przegięcie i powinni siedzieć raczej cicho. I Chikli, i polski rząd uważają, że jest czymś groteskowym, żeby z budżetu państwa finansować media, które pozwalają sobie na krytykę rządu. 

Te związki będą nas dalej prześladować, nawet jeżeli uda się wyprostować sytuację w Indiach, na Węgrzech, w USA i w Turcji. Przekleństwo wspólnego pochodzenia będzie nam w Polsce i w Izraelu jeszcze dawało w skórę.  

Ostatnio przeczytałem, że w Izraelu to się nie skończy na sądzie – kolejnym celem są dziennikarze, także w mediach publicznych. Jak to tam się rozgrywa? W Polsce dziennikarzy wzięli pod but od razu, w ciągu miesiąca TVP została przejęta przez PiS. Jak taka operacja może się odbyć w Izraelu?  

– Dopóki w Izraelu sądy są jeszcze niezawisłe, taka operacja nie może się odbyć. Polityczne zwolnienia w państwowych mediach natychmiast skutkowałyby odwołaniem do sądu i sąd by rząd pogonił, bo tu akurat to jest bezdyskusyjne – dziennikarzy nie wolno karać za poglądy. Mało tego, oczekuje się, że dziennikarze będą mieli poglądy i będą umieli je uzasadnić.   

Media drukowane są w znacznym stopniu prorządowe. „Haaretz”, na który lubią się powoływać zewnętrzni krytycy Izraela, jest potęgą internetową w swoim angielskim wydaniu, natomiast hebrajskie wydanie papierowe sprzedaje około 20 tysięcy egzemplarzy w kraju, w którym czołowy tabloid sprzedaje pół miliona. Rozstrzygającą kwestią jest więc to, co będzie się działo z mediami elektronicznymi (w tym publicznymi).  

Minister Chikli wspominał, że nie tyle należy zwalniać dziennikarzy z tych mediów, tylko po prostu sprywatyzować media państwowe. Lewica i liberałowie nie mają pieniędzy. Są wielkie interesy finansowe rozmaitych magnatów przemysłowych, izraelskich i z diaspory, którzy mają prawicowe poglądy, bo mają w tym swój ekonomiczny interes. Pomysł jest więc taki, żeby sprywatyzować media państwowe, które kupią następnie ci, którzy będą mieli pieniądze. Z tego korzyść jest potrójna. Po pierwsze, dziennikarze nie będą się czepiali rządu, po drugie, rząd będzie miał zastrzyk gotówki, a po trzecie, nowe media już będą zachowywały się tak jak trzeba, czyli będą chwaliły rząd. Ale znowu do tego trzeba się najpierw pozbyć sądów.  

Chcę cię jeszcze zapytać o relacje amerykańsko-izraelskie. To też jest paralela do tego, co się dzieje między Polską a Stanami Zjednoczonymi. Z tego, co wiemy, Jarosław Kaczyński czeka do przyszłego roku, aż Donald Trump znów zostanie prezydentem i wszystko wróci do normy, czyli po prostu nie będzie się czepiać tego, co się w Polsce dzieje, a na razie Bidena chce przeczekać. Uważa, że Polska ma atuty: położenie blisko Ukrainy czy bazę w Rzeszowie. Ameryka nie może po prostu sobie odpuścić Rzeczypospolitej. Ameryka nie może też odpuścić sobie Izraela, więc czy podobne trzymanie na Amerykanów mają Izraelczycy?  

Ja nie jestem pewien, czy Ameryka nie może sobie odpuścić Izraela. Po pierwsze, część amerykańskiego establishmentu już to zrobiła. Kiedy prezydent Izraela Jicchak Herzog przemawiał w kongresie, jego występ został zbojkotowany przez dziesięciu ważnych polityków lewicy Partii Demokratycznej. 

Tymczasem Herzog jest z innej politycznej bajki. On jest z Awody, czyli Izraelskiej Partii Pracy. To jest trochę tak, jakby wystąpienie Trzaskowskiego, który zostałby prezydentem Polski, w kongresie zbojkotowała lewica, bo im się nie podobają rządy Kaczyńskiego. Innymi słowy, ważni politycy demokratyczni są gotowi powiedzieć, że nie chcą po prostu mieć z Izraelem nic wspólnego i ponieść ryzyko wyborcze takiego stanowiska. To jest nowe i jeszcze bardzo mniejszościowe, ale z kolei dwóch byłych ambasadorów amerykańskich w Izraelu napisało artykuł w „Washington Post”, wzywając do tego, żeby rozważyć, czy naprawdę Stany muszą udzielać Izraelowi tej ogromnej pomocy wojskowej, jakiej udzielają, skoro razem z tą pomocą nie idzie żaden wpływ na to, co Izrael robi, a to, co robi, szkodzi amerykańskim interesom.  

Wśród prawicy izraelskiej pojawiają się głosy, że to właśnie był bardzo dobry pomysł, żeby się odpępowić od Amerykanów, bo amerykańska pomoc wojskowa służy wyłącznie finansowaniu zakupów amerykańskiej broni przez armię izraelską, czyli te pieniądze zostają w całości w Stanach i to się dzieje kosztem rozwoju izraelskiego przemysłu zbrojeniowego. 

Znakomity projekt myśliwca Lawi (eksperci nie mają wątpliwości, że był lepszy niż F-16) utonął dlatego, że Amerykanie powiedzieli: jeżeli chcecie się pchać z takim myśliwcem, to my nie kupimy ani jednej sztuki, a jak będziecie sprzedawali do Chin, no to za to zapłacicie. Amerykanie ukrócili dążenia Izraelczyków do rozwoju własnego przemysłu wojskowego, więc więź z Izraelem nie jest niepodważalna. 

Natomiast Biden dokonał bardzo sprytnego manewru, mianowicie zintensyfikował trwające jeszcze od czasów Trumpa dążenia, żeby Izrael i Arabia Saudyjska nawiązały stosunki dyplomatyczne. Gdyby to się udało, to dla Netanjahu byłby tak ogromny triumf, że nikt by się go nie czepiał o takie drobiazgi jak sądy czy dziennikarze. Stosunki z Arabią Saudyjską oznaczałyby nie tylko to, że wreszcie świat arabski zawiera z Izraelem pokój (z wyjątkiem być może Syrii, ale Syria sama ze sobą nie może zawrzeć pokoju, a co dopiero z Izraelem), ale też ze względu na status Arabii Saudyjskiej w świecie muzułmańskim oznaczałoby to stosunki z Pakistanem i Indonezją. To by był definitywny koniec bojkotu Izraela i na tym by Netanjahu bardzo zależało.  

Rzecz w tym, że Saudyjczycy stawiają ostre warunki, od Amerykanów żądają traktatu na poziomie natowskim, w którym Amerykanie gwarantowaliby bezpieczeństwo królestwa. Poza NATO Amerykanie mają takie traktaty tylko z Japonią i Koreą Południową. Żądają nieograniczonego dostępu do amerykańskiego przemysłu zbrojeniowego, jeżeli Izrael by się wycofał z amerykańskiej pomocy wojskowej, no i żądają zgody Amerykanów na saudyjski cywilny program atomowy (co dla Izraela byłoby nie do przyjęcia, bo oznacza wyścig atomowy na Bliskim Wschodzie). Mało tego, Saudyjczycy też żądają od Izraela! Mianowicie chcą całkowitego zwrotu w relacjach z Autonomią Palestyńską, to znaczy, że Izrael musiałby formalnie, prawnie ustawą w Knesecie zagwarantować, że nie anektuje Zachodniego Brzegu, że nie zbuduje na Zachodnim Brzegu ani pół domu więcej oraz przekazać Autonomii Palestyńskiej część terytorium, które Izrael teraz kontroluje. Dla partnerów koalicyjnych Netanjahu to oczywiście jest pakiet całkowicie nie do przyjęcia.  

Jest mało prawdopodobne, żeby to się Bidenowi udało, bo musiałby dostać zgodę Kongresu, a dlaczego Republikanie w Kongresie mieliby mu pomagać? Gdyby jednak Bidenowi ten numer wyszedł, to Netanjahu może wystąpić w Knesecie, zwrócić się do opozycji i powiedzieć: słuchajcie, mamy możliwość zawarcia pokoju z Saudyjczykami, ale ja z tymi partnerami, których mam teraz w koalicji, tego pokoju nie mogę podpisać, bo oni się nie zgadzają. No to ja się ich pozbędę, wy wstąpcie do mojego rządu i będziecie nawet mogli uczestniczyć w chwale tego, że to wy podpisaliście pokój z Saudyjczykami, tylko proszę mi się odczepić od tego, co ja chcę robić z sądami, dziennikarzami… 

Diabelska alternatywa! 

– Absolutnie diabelska alternatywa, ale to jest dokładnie taka polityka, jaką Netanjahu zawsze uprawiał. Polityka transakcyjna, polityka emocjonalnego i politycznego szantażu. Gdyby Bidenowi to się udało, uratowałby Netanjahu, uratowałby pokój na Bliskim Wschodzie, pewnie dostałby Nobla i tym samym reelekcję miałby niemal zagwarantowaną. A co więcej, prasa saudyjska już pisze, że szansa na zawarcie pokoju z Izraelem jest duża, a jeden z komentatorów dodał: to już jest inny Izrael, bardziej skorumpowany, mniej demokratyczny, nie taki znowu różny od nas. Witamy na Bliskim Wschodzie! Na Bliskim Wschodzie możemy się dogadać. 

To w sumie był policzek pod adresem wszystkich tych, którzy demokratyczny Izrael budowali, także naszych rodaków.  

– I tych setek tysięcy, którzy demonstrują na ulicach. Ale jeżeli w pakiecie jest rzeczywista gwarancja pokoju, to wolisz żyć w państwie zagrożonym, ale demokratycznym i praworządnym, czy w państwie mniej demokratycznym, mniej praworządnym, ale absolutnie bezpiecznym? Jak się ma dzieci, zaczyna się na to patrzeć trochę inaczej. 

To jest ta alternatywa, którą właśnie autokraci chcą nam postawić. „My wam dajemy bezpieczeństwo, a wy zapomnijcie o jakichś tam prawach do protestowania, wolności słowa, bezpieczeństwo jest najważniejsze”. To jest złe myślenie, bo można mieć jedno i drugie. 

– A jeżeliby była taka możliwość, żeby Putin zgodził się zawrzeć pokój z Ukrainą, ale za cenę tego, że zmieni się konstytucja Ukrainy, że tam żadnej demokracji nie będzie, tylko będzie tak jak u nas?

Myślę, że to jest też nie do przyjęcia. 

– Znajdą się Ukraińcy, którzy by się na to zgodzili, no bo ile można być zabijanym?! No na tym polega siła tej oferty autokratów, że oni nie tylko oszukują, oni dają też coś konkretnego. 

No tak, ale to jest ciągle zatruty prezent. To jest tak jak wybór Polski w roku 1939. Ulec Hitlerowi czy z nim walczyć za cenę zagłady dużej części narodu.  Za cenę tragedii, w którą się weszło.  

– Gdyby rząd rzeczywiście wiedział, że alternatywą do kapitulacji jest Zagłada, to może podjąłby inną decyzję. Warszawa naprawdę liczyła na to, że zachodni sojusznicy ruszą z pomocą. A gdyby rząd wiedział, że to się skończy sześcioma milionami zabitych, zniszczeniem Warszawy i utratą połowy terytorium w Związku Sowieckim oraz niepodległości na następnych 50 lat, ja nie wiem, jaką by podjął decyzję. 

Z jednego sporu politycznego w Izraelu, zamachu na izraelską demokrację, w małym kraju rodzi się tysiąc spraw. To są tematy dotyczące istoty demokracji, istoty naszej zachodniej cywilizacji.   

– Dlatego Izrael jest tak ciekawy, bo jest naprawdę laboratorium. Tam wszystko widać. Na ogół to, co się dzieje w zaciszu gabinetów i wychodzi po latach, w Izraelu wychodzi, zanim się jeszcze dokona, bo mamy niezależne media. I dlatego to jest tak fascynujące.   


*Konstanty Gebert ps. „Dawid Warszawski” – polski psycholog żydowskiego pochodzenia, tłumacz, dziennikarz i nauczyciel akademicki, od 1989 do 2022 roku publicysta “Gazety Wyborczej”. Pod koniec maja ukazała się jego najnowsza książka „Pokój z widokiem na wojnę. Historia Izraela” (Agora). Autor jest jednym z najwybitniejszych polskich dziennikarzy. Był twórcą i pierwszym naczelnym żydowskiego miesięcznika „Midrasz”. Prowadzi podcast o Izraelu „Ziemia zbyt obiecana”. Jego poprzednia książka „Ostateczne rozwiązania. Ludobójcy i ich dzieło” została w tym roku nominowana do Nagrody „Nike”.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Michigan state senator apologizes for visit to Israel

Michigan state senator apologizes for visit to Israel

JERUSALEM POST STAFF


Michigan State Senator Sylvia Santana said that she “should have exercised better discretion” before going on the trip.
.

Senator Sylvia Santana.  /  (photo credit: Wikimedia Commons)

Michigan State Senator Sylvia Santana apologized on Thursday for making a trip to Israel.

According to the Dearborn Press & Guide, Santana received backlash from visiting Israel from members of the Arab-Muslim community in her district, which includes Dearborn and Dearborn Heights.

Taking to social media via Facebook and X, Santana said she “should have exercised better discretion” about accepting the invitation for the Michigan Jewish Federation-sponsored visit.

“It has come to the attention of my constituents, specifically those in the Arab/Muslim community that I recently visited Israel in my capacity as a state senator. This is a trip offered to state lawmakers to learn more about Michigan’s relationship with Israel.”

“After speaking with friends and members of the community I recognize my presence on this trip has sparked anger and disappointment by many in the Arab/Muslim community. For this I truly apologize, seek your forgiveness, and hope that you will understand that I had no malicious intent. There is no perfect combination of words that I can offer that truly reflects the feelings in my heart. My only goal was to learn about this region of our world and to improve my understanding of matters related to Michigan.”

The Western Wall and the Dome of the Rock in the Old City of Jerusalem (credit: wallpaperflare)

Exercising proper discretion 

Santana said that she “should have exercised better discretion,” and sought guidance from community leaders before going on the trip.

“I hope those who know me will continue to support me and reflect on my dedication and all that we have accomplished together,” she wrote. “I understand now more than before the level of pain, sensitivity, and deep-rooted emotions that this trip has produced.”

Her statements provided mixed responses, the Dearborn Press & Guide added.

Hussein M. Dabajeh, the legislative director for Wayne County Commissioner Sam Baydoun, wrote in reaction: “You have many friends in the Arab American community that you could have talked to before committing to this trip and we could have talked to you about many reasons why you should not have taken this trip. You have no actual idea how big of a deal this trip actually was to half your constituents.”

Another constituent, Khalil Rammal, responded on Facebook that “there’s no excuse for you to visit Israel when your Democratic President himself refuses to meet with Israel’s prime minister. Even pro-Israeli lobby organizations are speaking out for the first time in history and calling for the reduction of US military aid to deter Israel’s expansionism. The majority of the world including European politicians have boycotted Israel. We are disappointed in your visit. I don’t know if an apology will be enough.”

However, another constituent, Ociel Torres, responded that Santana shouldn’t have to apologize for” taking a trip to a free country

“There are other states in the Muslim world that engage in apartheid against Palestine. You did nothing wrong and the antisemitism is rife in various communities. Israel has a right to exist.”


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Israel Daily news Full episode- August 9, 2023

Israel Daily news Full episode- August 9, 2023

ILTV Israel News


Defense Minister Gallant sends a warning to Hezbollah, anti-terror operations continue unabated, and former US Ambassador Michael Oren talks about the Diaspora Jews. And much more.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


„Chidusz” 2/2023: Rosa Cynthii Ozick

Okładka Magdaleny Pelc do „Chiduszu” 2/2023 przedstawiająca Rosę Lublin, główną bohaterkę opowiadania „Rosa” Cynthii Ozick


„Chidusz” 2/2023: Rosa Cynthii Ozick

REDAKCJA


CYNTHIA OZICK, ROSA 

Opowiadanie Rosa Cynthii Ozick opublikowane zostało w „New Yorkerze” w 1983 roku. Jest ono kontynuacją wydanego trzy lata wcześniej Szalaktórego pierwszy przekład na język polski zaprezentowaliśmy w „Chiduszu” 1/2023. Tytułową Rosę Lublin, „wariatkę i obdartuskę”, tym razem spotykamy na Florydzie, gdzie wiele lat po wojnie wciąż zmaga się z traumą Zagłady, utraty dziecka i ojczyzny. Oba teksty, świetnie przełożone przez Agę Zano, uznawane są za jedne z najważniejszych i najlepszych dzieł Ozick. To obowiązkowe pozycje na liście lektur o Zagładzie.

„TYGODNIK POWSZECHNY” LICZY, ILU ŻYDÓW ZGINĘŁO Z RĄK POLAKÓW 

Michał Okoński w „Tygodniku Powszechnym” liczy, do ilu żydowskich ofiar Polacy przyłożyli rękę w czasie wojny. Wcale nie jest jednak oczywiste, że odejmowanie w jego działaniu nie powinno być dodawaniem. 

Fragment polemiki Michała Bojanowskiego:

Podstawowe pytanie, jakiego nie zadaje sobie Okoński, brzmi: Dlaczego Szymon Datner założył, że tylko 10% Żydów podjęło próbę ratowania się przed śmiercią? Dlaczego ci, którzy uniknęli masowych deportacji do obozów zagłady, nie chcieli się ratować? Dlaczego, jak słusznie pyta Anna Bikont, Żydzi poszli do Hotelu Polskiego? Odpowiedź jest bardzo prosta: nie mieli nadziei na przetrwanie. Wiedzieli, że po tzw. aryjskiej stronie staną się od razu łowną zwierzyną, że aby przeżyć, potrzebują bardzo dużo szczęścia i sporo pieniędzy. Wiedzieli, że Polak za lokum zapłaci miesięcznie tyle, ile Żyd musi często zapłacić za jeden dzień, że inni szmalcownicy, co akurat nie oskubywali na śmierć swoich lokatorów (bo wyrzucenie na ulicę kończyło się śmiercią), czekali tuż za bramą getta albo mogli w każdej chwili zapukać do kryjówki z propozycją szantażu nie do odrzucenia. Żydzi wiedzieli, że „ucieczka” z getta tak naprawdę zaczyna się dopiero po jego opuszczeniu. Stąd najpewniej tylko 10% śmiałków. Można chyba założyć, że z tych samych powodów część Żydów „rezygnowała” z ukrywania się i „wracała” do gett. Bo – poza ewentualną tęsknotą za bliskimi – jaki miałby być inny powód rezygnacji z chęci przeżycia?

YEHOSHUA ELLIS, RABIN OD CMENTARZY

Dwie torby podróżne, w nich głównie ubrania, modlitewnik, ulubione kipy. Tyle miał ze sobą, kiedy w 2003 roku przyjechał do Polski po raz pierwszy. Społeczność skupiona wokół synagogi Nożyków nie była duża, ale jako początkujący wówczas żydowski edukator czuł, że to miejsce wyjątkowe. Był młody, zaangażowany i lubił pracę z ludźmi, mimo to niespecjalnie miał na siebie pomysł. Po roku wolontariatu, mając niespełna 26 lat, postanowił nie wrócić już do domu, do Stanów. Zrozumiał, że w Polsce brakuje rabinów i zdecydował: zostanie jednym z nich.

W lipcu, po dwudziestu latach od pierwszego przyjazdu do Warszawy, rabin Yehoshua Ellis wyjeżdża na stałe z Polski, by objąć posadę rabina w synagodze Shearith Israel w Montrealu. Myślę, że moja rodzina potrzebuje zmiany, a ja nowych wyzwań i nieco normalności – opowiada Pauli Szewczyk o powodach wyjazdu. Wojna, a po niej represje komunistyczne wyrządziły tu tyle krzywd, że normalne życie żydowskie w Polsce ledwie istnieje. Sam dużo pracuję z martwymi Żydami. To miłe, bo nie narzekają. Myślę jednak, że już czas popracować z żywymi

 JAK NIE BYĆ ZJADACZEM WIATRU?

Boris Cyrulnik (rocznik 1937) jest najbardziej znanym francuskim neuropsychiatrą. O swoich rodzicach nie wie prawie nic. Dzięki spektakularnej ucieczce z transportu w 1944 roku ukuł teorię résilience – odporności psychicznej. Jest autorem ponad dwudziestu książek z zakresu psychologii i psychiatrii, sprzedających się we Francji w ogromnych nakładach. 

Fragment rozmowy:

Anna Pamuła: Tęskni pan czasem za mamą?

Boris Cyrulnik: Całe życie. Zniknęła, gdy miałem niecałe sześć lat. Nie mam konkretnych wspomnień, ale czuję, że dała mi poczucie bezpieczeństwa. W sumie to jestem tego pewien, ponieważ nawet w chwilach największej rozpaczy czułem, że uda mi się przeżyć. Inni się poddają, bo może nie mają w sobie takiego zapału. Ktoś go we mnie rozpalił i dzięki temu zawsze wiedziałem, że życie ma sens. To była mama. Wydaje mi się też, że ktoś opiekował się nią w czasie ciąży. Z badań wiemy, że mózg i psychika dziecka zaczynają kształtować się podczas ciąży. Trzeba wtedy koniecznie zadbać o to, by rodzina, mąż lub partner rozumieli, że muszą dać w tym czasie kobiecie spokój, nie mogą narażać jej na stres. Mówię moim pacjentom, żeby się nie martwili, że odzyskają ją potem, ale na czas ciąży niech po prostu będą przy niej, bo matki otoczone opieką otaczają następnie tą opieką dziecko, które noszą. To częściowo dzięki mojej mamie zrozumiałem, że muszę się ukryć, kiedy w 1944 roku zostałem aresztowany i uwięziony w synagodze wraz z grupą innych dzieci. Mimo że dawali nam pyszne mleko skondensowane. Wszystkie te dzieci zostały wysłane do Auschwitz, a ja przetrwałem, bo schowałem się w toalecie. Potem ukryłem się pod ciałem umierającej kobiety, gdzie znalazła mnie pielęgniarka. To była ta pani z telewizji. 

Anna Pamuła: Czego pan żałuje? 

Boris Cyrulnik: Tego, że nie wiem nawet, jaki był mój pierwszy język. Rodzice zapewne mówili między sobą w jidysz i po polsku, ale do mnie może już po francusku, żebym się szybciej zintegrował? Chciałbym to wiedzieć, bo ten pierwszy język zostawia ślady w mózgu na zawsze. Pierwsze dźwięki, ich melodia jest zapisana gdzieś bardzo głęboko. Jak pani jednak słyszy, moje korzenie tam nie sięgają. 

JUDITH PLASKOW, ROK AGUNY

Sam fakt istnienia kategorii aguny to akt przemocy wobec kobiet, plama na honorze społeczności żydowskiej i pogwałcenie praw człowieka, wymagające natychmiastowej interwencji – pisze ostro w eseju Rok aguny Judith Plaskow, jedna z najważniejszych współczesnych myślicielek żydowskich. Badaczka błyskotliwie argumentuje, dlaczego aguny są problemem wszystkich, a nie tylko osób ze społeczności ortodoksyjnych:

Biorąc pod uwagę przechodzenie Żydów między różnymi nurtami – oraz to, że w Izraelu wszelkie kwestie dotyczące małżeństw i rozwodów rozstrzyga halacha – każda Żydówka może na jakimś etapie życia odkryć, że przez brak getu (listu rozwodowego) nie przysługuje jej prawo do ponownego zamążpójścia. Co za tym idzie, dzieci takich kobiet mogą zostać uznane za mamzerim (bękarty), gdyż ich matka wyszła za mąż i urodziła je bez ważnego listu rozwodowego.

Po drugie utrzymywanie statusu aguny w dzisiejszych czasach to problem natury etycznej, na który powinno zwrócić uwagę całe środowisko żydowskie. Wielu Żydów i wiele Żydówek poświęca czas i energię na walkę z różnymi aspektami opresji wobec kobiet w społeczeństwie i w innych kulturach. Nadawanie statusu aguny to najpoważniejsza zbrodnia, jaką czyni kobietom judaizm, i właśnie dlatego powinno się ją uznać za palący problem, który dotyczy wszystkich Żydów.

Rok aguny to jeden z pięciu esejów Judith Plaskow, jakie publikujemy w tym „Chiduszu”. Pozostałe traktują o roli mężczyzn w kształtowaniu feministycznego judaizmu, ignorowaniu problematycznych fragmentów Biblii, konieczności łączenia spraw świeckich i religijnych oraz o istotności utrzymywania przestrzeni wyłącznie dla kobiet – miejsc, w których mogą one m.in. dalej pracować na rzecz równouprawnienia. Wszystkie pochodzą z książki The coming of Lilith.

OPERACJA „PUSZCZA”. O MILICYJNEJ AKCJI NA CMENTARZU ŻYDOWSKIM W WARSZAWIE

10 września 1961 roku, w święto Rosz ha-Szana, na cmentarzu żydowskim w Warszawie zauważono swastyki i napisy „Juden raus!” namalowane na nagrobkach żołnierzy poległych w trakcie obrony Warszawy we wrześniu 1939 roku. Organy ścigania sprawę potraktowały niezwykle poważnie i przeprowadziły operację „Puszcza”, której historię przedstawia Krzysztof Bielawski. 

Fragment artykułu:

Ważną rolę odegrali tajni współpracownicy MO, w tym jeden z mężczyzn zatrudnionych na cmentarzu żydowskim. Do akcji zaangażowano tajnego współpracownika o kryptonimie „Wyga” – Żyda, który miał nawiązać kontakt z kamieniarzem Marianem J.: „TW «Wyga» uda, że poszukuje grobu swojej rodziny pochowanej na cmentarzu żydowskim 30 lat temu (cmentarz nie posiada rejestru pochowanych i trudno jest odnaleźć grób z okresu przedwojennego) […]. Szukanie takiego grobu odbywa się przez dłuższy czas, tak że dojdzie między nimi do szeregu spotkań. […] «Wyga» nadmieni o swastykach […]. Dalszy tok rozmowy będzie kierował na ewentualne ustalenie, czy J. był sprawcą namalowania swastyki”. Oprócz tego Marian J. miał zostać objęty pięciodniową obserwacją. Na ponowne przesłuchania wezwano pracowników cmentarza żydowskiego i protestanckiego. 

Polecamy zwrócić szczególną uwagę na ostatni akapit tego artykułu.

CHODZI O SPODNIE I TAŁES

W niewielkiej, wydanej niedawno książce Spodnie i tałes Konstanty Gebert zaskakująco zestawia ze sobą i analizuje dwa spory. W pierwszym zabójcy kłócą się o to, komu należą się spodnie zdarte z Żyda, którego zamordowali w czasie Zagłady. Drugi – półtora tysiąca lat starszy – to fragment Talmudu, gdzie dwóch Żydów spiera się o to, do kogo należy tałes, który oboje znaleźli w tym samym momencie. Rozważania Geberta sprawią, że będziecie odlatywać daleko od spodni i tałesu, by jednak ostatecznie do nich powracać – ze zrozumieniem, że są one fundamentalne. 

Fragment rozmowy:

Konstanty Gebert: Większość systemów prawa zakłada przyjęcie zasady, że ludzi nie wolno mordować i że wszyscy ludzie są ludźmi. Nie jest otóż oczywiste, że zawsze tak myślimy. Pod władzą III Rzeszy Żydzi zostali wykluczeni z gatunku ludzkiego, wykluczeni dość skutecznie. W przytoczonym zeznaniu – co dla mnie jest kluczowe – nie ma cienia refleksji moralnej: „no dobra, ale zabiliśmy człowieka…”. Krawiec Chycek ewidentnie nie był człowiekiem. Przypuszczam – choć to oczywiście tylko mój domysł – że historyczny punkt wyjścia refleksji nad definicją człowieka był taki: nasza społeczność to ludzie, a wszystkie inne dwunogi, jakie spotykamy na swojej drodze, to zwierzęta. Albo mogą być niebezpieczne, albo my możemy stanowić zagrożenie dla nich. Zaś pojęcie rodzaju ludzkiego, do którego należą wszyscy ludzie łącznie z tymi, z którymi nie jesteśmy spokrewnieni, których nie znamy i którzy nawet czymś się od nas różnią, pewnie wzięło się z przeświadczenia, że tak będzie bezpieczniej, że skoro ja mogę kogoś nie uznać za człowieka, to ktoś może i mnie za niego nie uznać. Jeśli uznamy jednak Żydów za zwierzęta, to wprawdzie może w sprawie ich mordowania wybuchnąć duży spór prawny, jak o zabitego wołu – do kogo ten wół należy, kto go bardziej zarżnął. Samo zabicie wołu jest jednak dla tych przepychanek bez znaczenia, bo wół nie ma przyrodzonego prawa do życia. 

Michał Bojanowski: Wystarczy kogoś wykluczyć.

Konstanty Gebert: Albo nie „wkluczyć” kogoś do rodzaju ludzkiego, żeby też pozbawić go prawa do życia – i wtedy ten dialog morderców przestaje szokować. Oni nadal chcą żyć w społeczeństwie rządzącym się prawami i wartościami, które obowiązują wszystkich ludzi. Tyle tylko, że Żydów one nie obowiązują, bo Żydzi – tak jak woły – nie są ludźmi. I jeżeli skupimy się na tym, że tu o prawie i wartościach debatują mordercy, to pominiemy kwestię większą i ważniejszą – że umowa, zgodnie z którą wszyscy ludzie mają przyrodzone prawo do życia, jest właśnie tylko tym – umową. Nie jest czymś naturalnym, niepodważalnym. To, że wszystkim ludziom przysługuje prawo do życia, to też pewna konwencja, w dodatku niekoniecznie respektowana. Wymaga ona dodatkowej sankcji, na przykład takiej jak w judaizmie, gdzie wszyscy jesteśmy równi, bo wszyscy pochodzimy od jednego praprzodka – Adama.

NIE MA RZECZY NIEMOŻLIWYCH. DAVID RODIN I OPOWIEŚCI CHWALIPIĘTÓW

W „Chiduszu” 2/2023 publikujemy pierwsze polskie tłumaczenie opowiadań z książki Davida Rodina Draj barimer (Trzech chwalipiętów), wydanej w Nowym Jorku w 1940 roku. Draj barimer to zbiór historyjek różnej długości, opowiadanych sobie nawzajem przez trzech żydowskich chłopców z Nowego Jorku: Chaima, Moszego i Gecla – wyjaśniają prof. Monika Adamczyk-Garbowska oraz Piotr Sewruk, autorzy przekładu. Nieustannie rywalizują ze sobą, gdyż każdy z nich chce, by to właśnie jego historyjka najbardziej zaskakiwała słuchaczy ilością nagromadzonych w niej dziwówKliknij tutaj, aby przeczytać fragment artykułu na temat życia i twórczości Rodina oraz jedno z opowiadań

CMENTARZ ŻYDOWSKI W JELENIEJ GÓRZE I HISTORIE Z NAGROBKÓW

Kolejną osobą, której nagrobek jest jednym z siedmiu zachowanych na cmentarzu żydowskim w Jeleniej Górze, jest Mathilde Buttermilch. Marta Maćkowiak pisze nie tylko o niej, ale również o niezwykłych losach jej wnuka Hansa Keilsona, pisarza, którego geniusz objawił się światu dopiero w XXI wieku. Twórczość potomka Mathilde Buttermilch wciąż jednak czeka na polski przekład.

Fragment artykułu:

W 2007 roku, przez zupełny przypadek, tłumacz Damion Searls natknął się na kopię trzeciej książki Keilsona Komödie in Moll w koszu na przeceny przed jedną z austriackich księgarni i rozpoczął starania, by przywrócić dzieła niemieckiego pisarza do życia. Trzy lata później, w wieku stu lat i 77 lat po debiucie, Keilson wkroczył na międzynarodowy rynek literacki. Niewątpliwie pomogła mu w tym Francine Prose, która na łamach „The New York Timesa” nazwała go geniuszem, recenzując dwie jego książki: Das Leben geht weiter i Komödie in Moll [Komedia w tonacji molowej], którą dziennikarka okrzyknęła „arcydziełem”. W rozmowie z Philipem Oltermannem dla angielskiego „Guardiana” Keilson mówił: „Wydawało mi się, że ta recenzja była dość przesadzona, nie sądzisz? Kiedy ją przeczytałem, pomyślałem sobie: «Czy to naprawdę ja?». Nie jestem nawet prawdziwym pisarzem!”. Po chwili dodał jednak: „Powoli zachodzi chyba we mnie zmiana. Może jednak udało mi się stworzyć coś niecodziennego? Nie jest niczym niezwykłym, że dzieła literackie odkrywane są na nowo dziesiątki lat po ich napisaniu. Dziwną rzeczą w moim przypadku jest jednak to, że ja wciąż żyję, kiedy to się dzieje”.

CO WOLNO NA CMENTARZU?

Fragment książki Spodnie i tałes (Austeria 2023), w którym Konstanty Gebert m.in. wyjaśnia, skąd takie a nie inne zasady panują na cmentarzach żydowskich.  

Fragment:

Rzecz w tym, że – zgodnie z halachą – na cmentarzu żyć nie wolno. Cmentarz jest domem umarłych, a żywi mogą ich jedynie odwiedzać, bacząc przy tym, by nie urazić ich uczuć wykonywaniem w ich milczącej obecności działań, których zmarli już wykonywać nie mogą. Wolno modlić się w ramach rytuału pogrzebowego, który jest nastawiony na oddawanie czci zmarłemu, lecz nie można się modlić inaczej, studiować Tory ani nosić tefilin. Wszystko to bowiem podpada pod zakazaną kategorię „szyderstwa ze zmarłych” (baraita do Bereszit 18a). Wynika ona z Księgi Przysłów (17,5): „Kto szydzi z biednych, bluźni Bogu” – zmarli, niezdolni już do spełnienia choćby jednej micwy, są najbiedniejszymi z biednych. Na tej samej zasadzie zabronione jest tam również noszenie tałesu. 

Nie wolno też czerpać z cmentarza jakichkolwiek korzyści: nie można siadać na grobach ani zbierać na cmentarzu kwiatów czy owoców. Jedzenie i picie na cmentarzu oraz załatwianie tam potrzeb fizjologicznych także są zakazane. Zabronione jest wreszcie spędzanie na cmentarzu nocy, aby oddawać się nekromancji. Wszystkie te zakazy oznaczają, że normalne funkcjonowanie na cmentarzu jest ściśle ograniczone, a mieszkanie na nim – niemożliwe.

[W powyższym fragmencie usunięto przypisy.]

GNOJÓWKA Z HITLEREM

Michał Bojanowski przekonuje, że poparzenie nie jest najgorszą rzeczą, jaka może zdarzyć się podczas zrywania pokrzywy. Krótka opowieść o wrocławskim Sępolnie i osobliwej parze emerytów, tęskniącej za komorami gazowymi. 

Fragment felietonu:

Zupełnie jak na wsi, tyle że słynne niebieskie tramwaje mkną stąd w kilka minut do centrum, gdzie, rzut beretem, duszno i gorąco. Ten niemal niczym niezmącony spokój, przynajmniej na mojej ulicy, burzy nieco pewna kobieta. Jej choroba sąsiadom objawia się w ten sposób, że zazwyczaj raz na dobę krzyczy przez kilka minut w swoim mieszkaniu. W ciepłe miesiące, których w Polsce jak na lekarstwo, można, siedząc w ogródku, usłyszeć ten hałas. Trwa to jednak tylko kilka chwil. Nieopodal jej okien, w piękne, majowe popołudnie, kucałem przyczajony w krzakach, zrywając pokrzywy na gnojówkę… 

DOLINA POKOJU

Anna Knafo tym razem zabiera nas do Doliny Pokoju, niesamowitego miejsca w pobliżu Jokneam w Izraelu. To piękny zakątek, raj dla oczu i duszy, który w czasie izraelskiej (różnej od kalendarzowej) wiosny i wczesnym latem pokrywa się różnorodną roślinnością, kwiatami i ziołami.

Fragment artykułu:

Po ukończeniu nauki Ader pracował w sierocińcu w Kirjat Bialik koło Hajfy. Tam spotkał Żyda z Kamerunu, który powiedział mu, że jego imię występuje w Biblii, a ludzie z plemienia Aszer zamieszkują Jokneam. 

Informacja ta pomogła Aderowi podjąć decyzję o powrocie w okolice Jokneam i osiedleniu się tam. W 1960 roku poznał Adriana, imigranta z Rumunii, który był agronomem i – tak jak Aszer – weganinem. Wraz z nim kupił od Ester Kerensky z moszawy Jokneam działkę o powierzchni 0,8 ha, na której wcześniej prawdopodobnie znajdowała się osada Wzgórze Dwóch. Zakasali rękawy. Mieszkali w wieży wartowniczej, zbudowanej tam w latach 30. XX wieku, bez prądu i wody (przynosili ją z odkrytego przez Adriana źródła). Spędzali całe dnie na upartych próbach kultywowania dziewiczej ziemi. Własnymi rękami usuwali kamienie, sami tworzyli proste maszyny rolnicze do obróbki roli i zbiorów. W przeciwieństwie do innych ludzi umieścili na swojej bramie duży napis „Wstęp jest dozwolony” i zapraszali wędrowców, aby weszli, usiedli z nimi, zjedli i pozbierali owoce.

Nie wiadomo, jaka jest etymologia nazwy Dolina Pokoju, ale przypisuje się ją właśnie tym dwóm mężczyznom, którzy miłowali pokój i założyli tu swoje gospodarstwo.

WSZYSTKO TO UTKWIŁO MI W PAMIĘCI

13 listopada 2011 roku Krzysztof Bielawski przeprowadził rozmowę ze zmarłym w kwietniu tego roku Ryszardem Bielawskim, jednym z najstarszych polskich youtuberów, autorem licznych nagrań popularyzujących zabytki żydowskie w Polsce. Podczas wojny był on świadkiem zagłady społeczności żydowskiej w Szczuczynie na Białorusi. 

Fragment rozmowy:

Krzysztof Bielawski: W maju 1942 roku był pan świadkiem egzekucji szczuczyńskich Żydów. Czy może pan opisać te wydarzenia?

Ryszard Bielawski: Najpierw jechał samochód i Niemcy mówili, żeby nie wychodzić z domów. Od strony rynku zaczęli wyganiać Żydów. Wchodzili do każdego budynku i wypychali ich na ulicę, która prowadziła w kierunku Różanki. Nie przeganiali ich, ale zostawiali na ulicach, przed domami. Moi sąsiedzi stali na samym początku ulicy. Wyganiali Niemcy i żołnierze ubrani na czarno – kto to był, nie wiem, może jakaś policja. Podobno Niemcy mówili Żydom, że pójdą w kierunku stacji, że ich wywiozą. Jak cała kolumna ruszyła, to po 200–300 metrach stał samochód i tam kazali im skręcić w lewo, w boczną ulicę. Zastanawialiśmy się, co się dzieje, bo przecież nie jest to droga do dworca w Różance. My mieszkaliśmy w domu murowanym, on miał półtora piętra wzwyż i nadbudowany strych. Duże okno ze strychu wychodziło w kierunku, w którym ruszyła ta cała kolumna. Po pewnym czasie weszliśmy na strych. W oddali zobaczyliśmy już nie kolumnę, ale tłum zebrany pod lasem. Tłum wyglądał jak dywan ludzkich ciał. Oni klęczeli, a może siedzieli z głowami w dół. Po ich plecach biegali ci na czarno ubrani żołnierze. Jak ktoś z Żydów podnosił głowę, to go walili pałką. Klęczący nie mogli widzieć, co się dzieje przed nimi. Z tej grupy odganiano pewne osoby i było słychać strzały. 

ŻYDZI SĄ JAK WSZYSCY? JAK MÓWIĆ O ZAGŁADZIE?

Nie ma odpowiedniego języka do mówienia o dziewięćdziesięciu dziewięciu procentach ofiar Zagłady – pisze w swoim felietonie prof. Stanisław Krajewski. Zasadniczo nadal jest tak, że retorykę żołnierską uznaje się za wzorcową, a inne godne uznania postawy są co najwyżej dodatkiem. Na szczęście coraz więcej mówi się o cichym bohaterstwie, o oporze cywilnym, o szukaniu momentów normalności w świecie wywróconym do góry nogami(….)

W obecnej Polsce interesowne wykorzystywanie Zagłady jest nagminne. Wedle forsowanej przez rząd „polityki historycznej” Polacy na ogół pomagali Żydom, a powstańcy to część polskiego ruchu oporu. Podobnie brzmiał oficjalny przekaz za czasów PRL-u. Obecnie mówi tak premier i rząd. Najwyraźniej wierzy w to większość społeczeństwa. Tymczasem Polacy na ogół nie pomagali Żydom, a żydowscy powstańcy raczej nie byli wówczas traktowani jako część polskiego podziemia. Było wiele wyjątków, ale to nie one tworzyły regułę. Przypomniała o tym Barbara Engelking i została za to haniebnie zaatakowana. 

JAK POKOCHAŁAM POLSKĄ POLITYKĘ HISTORYCZNĄ #2

O meandrach polskiej (prawicowej) polityki historycznej pisze Katarzyna Markusz.

Fragment artykułu: 

Koniec maja obfitował w spektakularne wydarzenia z udziałem wybrańców narodu. Najpierw poseł Grzegorz Braun postanowił bronić naszego polskiego honoru i w czasie wykładu prof. Jana Grabowskiego w Niemieckim Instytucie Historycznym wdarł się na podest, wyrwał mikrofon, po czym uderzał nim dzielnie o pulpit, uniemożliwiając kontynuowanie spotkania. Potem Prawo i Sprawiedliwość opublikowało na Twitterze filmik łączący uczestników marszu opozycji z 4 czerwca z obozem Auschwitz. Z filmu dowiedzieliśmy się, że w obozie zginęło ponad milion ofiar, a ponieważ nie podano, kim one były, to łatwo się domyślić, że zapewne Polakami, a nie Żydami. Następnie już wprost mogliśmy przeczytać, że w czasie wojny zostało zamordowanych sześć milionów Polaków, co nie jest prawdą, ale nam takie szczegóły przeszkadzać nie powinny.

CHAIM GRADE, AGUNA 

PRZEDOSTATNI ODCINEK WYBITNEJ POWIEŚCI CHAIMA GRADEGO

OD „CHIDUSZU” 10/2021 PUBLIKUJEMY W ODCINKACH PIERWSZY POLSKI PRZEKŁAD AGUNY CHAIMA GRADEGO W TŁUMACZENIU MAGDALENY WÓJCIK. GRADE UZNAWANY BYŁ PRZEZ ŚRODOWISKO JIDYSZYSTYCZNE – OBOK BASZEWISA SINGERA – ZA NAJPOWAŻNIEJSZEGO KANDYDATA DO NAGRODY NOBLA Z LITERATURY ŻYDOWSKIEJ. W PRZEDOSTATNIM ODCINKU POWOLI ŻEGNAMY SIĘ ZE ŚWIATEM DAWNEGO ŻYDOWSKIEGO WILNA, W KTÓRYM CHASYDZI NIE SĄ MILE WIDZIANI, A RABINI WZBUDZAJĄ SZACUNEK NAWET WŚRÓD BYŁYCH REWOLUCJONISTÓW. 

Fragment powieści:

– Widzicie tę, która krzyczy? Przyszła bez męża, bo był najlepszym przyjacielem Mojszke Cyrulnika i bał się tu pokazać. Starsza, ta, którą prowadzi dwoje dziewcząt, też przyszła bez małżonka, bo ją zostawił.

– Stara, schorowana matka aguny mieszka w domu starców. Jest sparaliżowana i blisko jej na tamten świat. Nawet nie wie, że jej córka się powiesiła.

– A gdzie jest mąż aguny?

– Ten cap? Przecież ją porzucił. Ma szczęście, że się nie pojawił, bo z pewnością oberwałby kamieniem.

– Siostrzyczkom należałoby wydrapać oczy – zaczęły syczeć kobiety. – Niech nawet nie podchodzą do trumny. Ta nieszczęśnica była bardziej naszą siostrą niż ich.

Mimo łez Gołda poczuła panujące wokół niej wrogie milczenie. Zazwyczaj na pogrzebach spotyka się wielu przyjaciół. Obce kobiety podtrzymują żałobników pod ręce, płaczą i szepczą słowa otuchy, a zgromadzeni przyglądają się z twarzami pełnymi współczucia. Tym razem jednak ludzie odwracali się od Gołdy plecami, a niektórzy wręcz poszturchiwali ją z niechęcią. Zdało jej się, że słyszy wyłącznie jeden głos, dobiegający z czarnej trumny:

– Chciałaś mnie zmusić do ślubu z moim zaciętym wrogiem, byle tylko mąż cię nie zostawił, a tymczasem zabiłaś i mnie, i siebie. Teraz twojemu mężowi łatwiej będzie cię porzucić.

ANTYSEMITYZM NA KARTACH BRUNATNEJ KSIĘGI 

W nowej edycji Brunatnej Księgi, dokumentującej zdarzenia na tle rasistowskim i ksenofobicznym w ostatnich trzech latach, odnotowano blisko 270 wypowiedzi i zdarzeń o charakterze antysemickim.

Fragment artykułu Anny Tatar:

Do najbardziej kuriozalnych i szkodliwych antysemickich teorii spiskowych w kontekście wojny przeciwko Ukrainie należy ta o „Niebiańskiej Jerozolimie”, wedle której Żydzi z Izraela mieliby zasiedlić tereny południowo-wschodniej Ukrainy. W takim ujęciu winę za wybuch wojny rzekomo ponoszą właśnie Żydzi. Teoria ta była propagowana między innymi przez byłego warszawskiego radnego Rafała Mossakowskiego podczas manifestacji w stolicy 12 marca 2022 roku. W trakcie swojego wystąpienia przedstawił on kuriozalną antysemicką wizję przyszłych wydarzeń: „Ta wojna ma wiele kontekstów żydowskich. […] Na Ukrainie ma powstać Niebiańska Jerozolima w roku 2022. […] Ta wojna, dlatego, że są takie plany, o których się nikomu nie mówi, jest jedną wielką manipulacją”. I dalej: „Obywatele państwa położonego w Palestynie mają wracać do Polin. […] Polin to są te obszary w znacznej mierze ukraińskie, gdzie ta nacja chce wrócić”. 

SZORTY, CZYLI KRÓTKO NA RÓŻNE TEMATY

W krótkich artykułach piszemy m.in. o austriackich pomysłach na pamięć o nazistowskiej przeszłości, zniszczeniu cmentarza żydowskiego w Zabrzu, kontrowersjach wokół tablicy upamiętniającej getto ławkowe na Uniwersytecie Warszawskim, symbolicznym grobie twórców Archiwum Ringelbluma i o tym, co Polacy tak naprawdę myślą o Żydach. 

ZAPRASZAMY DO LEKTURY


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Australia will refer to West Bank as ‘occupied Palestinian territories’

Australia will refer to West Bank as ‘occupied Palestinian territories’-

LAHAV HARKOV


Australia stopped referring to the West Bank as occupied in 2014, now they plan to revert to this terminology.
.

Australian Prime Minister Anthony Albanese
(photo credit: LUKAS COCH/REUTERS)

The Australian government once again considers Israeli settlements in the West Bank to be in violation of international law, and will return to using the term “occupied Palestinian territories,” Australian Foreign Affairs Minister Penny Wong told parliament on Tuesday.

“The Australian government is strengthening its opposition to settlements by affirming they are illegal under international law and a significant obstacle to peace,” Wong said. “In adopting the term, we are clarifying that the West Bank, including East Jerusalem and Gaza, were occupied by Israel following the 1967 War, and that the occupation continues.”

Still, Wong said, Australia would remain a “committed friend of Israel.”

The change “reflects legal advice and UN Security Council resolutions” and will have Australia use the same language as the UK, New Zealand, and Europe, Wong pointed out. It comes after Canberra issued a statement last month saying that they were “deeply concerned” by the advancement of settlement plans, which they argued reduced “the prospects for peace” but did not say were illegal.

Australian ministers refrained from using the terms “occupied” or “occupation” in relation to the West Bank since 2014. Before that, the terms were used inconsistently, according to a report from the Australian Broadcast Corporation.

Penny Wong (credit: CHALINEE THIRASUPA/REUTERS)

Wong belongs to the Labor Party, which passed a resolution in June calling on Australia to “recognize Palestine as a state.” The party is holding another major conference next week.

Liberal MP Julian Lesser, who is Jewish, noted the timing of the conference to the ABC, saying “that Australian foreign policy is subject, while this government is in power, to the whim of the faction bosses within the Labor movement who are controlling their national conference.

“This decision will not help a two-state solution on the ground, it will only embolden and please… terrorist organizations, like Palestinian Islamic Jihad,” he said.

Shadow Foreign Minister Simon Birmingham told the ABC that it is “extremely regrettable that Labor’s internal differences are undermining the consistency of Australia’s position on these matters.”

Responses of local Jewish organizations to the decision

The Zionist Federation of Australia and the Executive Council of Australian Jewry said they are “deeply concerned” by the decision.

“Canberra was only made the capital of Australia in 1913, when the city had to be built from scratch, whereas Jerusalem has been the capital of the Jewish people for over 3,000 years.”

Arsen Ostrovsky

The organizations’ respective presidents Jeremy Leibler and Jillian Segal called the change “inaccurate, ahistorical, and counterproductive.”

“Describing East Jerusalem, the West Bank, and Gaza as ‘occupied Palestinian territories’ effectively denies any Jewish claim to the West Bank and Jerusalem. The most important Jewish holy sites of the Temple Mount and the Western Wall are in East Jerusalem, and there has been an unbroken Jewish presence in the West Bank for thousands of years,” they said. “Israelis and Palestinians have agreed to negotiate the division of the West Bank between them. Describing the territories as ‘Palestinian’ not only preempts the outcome of negotiations but is counterproductive.”

Segal and Leibler also argued that “the announcement will be used by Israeli and Palestinian hardliners to bolster support within their respective constituencies and put a peace agreement further out of reach.”

International Legal Forum CEO Arsen Ostrovsky called the decision “highly flawed and one-sided,” as well as “contrary to established principles of international law.”

“Despite highly biased political proclamations in some international arenas, such as the United Nations, the status of Judea and Samaria, which form a central and indisputable part of Jewish history, are subject to final status negotiations and to which Israel has a legitimate legal right,” Ostrovsky said.

“For the record,” he added, “Canberra was only made the capital of Australia in 1913, when the city had to be built from scratch, whereas Jerusalem has been the capital of the Jewish people for over 3,000 years.”

Ostrovsky also noted that Australia plans to deem Gaza occupied, even though Israel evacuated Gaza in 2005.

Last year, the Australian Foreign Ministry reversed a 2018 policy to recognize western Jerusalem as Israel’s capital, while it “acknowledged the aspirations of the Palestinian people for a future state with its capital in East Jerusalem.” The reversal took place on the holiday of Simchat Torah, further upsetting Australian Jewish organizations that opposed the change.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com