Papież w Auschwitz. Stary człowiek daje mu TO zdjęcie. “Chłopiec w trzecim rzędzie prycz to ja”

Papież w Auschwitz. Stary człowiek daje mu TO zdjęcie. “Chłopiec w trzecim rzędzie prycz to ja”

Piotr Idem


Światowe Dni Młodzieży. Papież Franciszek idzie w niemym marszu przez Auschwitz-Birkenau. Ma spotkać się z dwunastoma byłymi więźniami niemieckiego obozu. Stoją w rzędzie, każdy ma przywitać się z papieżem i zamienić z nim kilka słów. Nagle jeden z nich otwiera skoroszyt z dwoma zdjęciami. Wskazuje palcem na siebie.

Naftali Furst daje album papieżowi. Potem wyciąga długopis i drugi, identyczny skoroszyt. Na jego prośbę papież podpisuje zdjęcia (od. 24:26).

 

Komentatorzy telewizyjni są zdezorientowani, nie mówią ani kto wręcza zdjęcia, ani po co. Na liście ocalałych, jaką podają, nie ma osoby proszącej o podpis w skoroszycie pod zdjęciami.

W depeszach zagranicznych agencji imię i nazwisko Naftalego Fursta już się pojawia. Mieszkający od 1949 roku w Hajfie były więzień nie po raz pierwszy wskazuje na swoje obozowe zdjęcie mówiąc: “Dwunastoletni chłopiec w trzecim rzędzie drewnianych prycz to ja”.

Jak powstało to zdjęcie

Zdjęcie zrobił Harry Miller, fotograf amerykańskiej 3. Armii generała Pattona. Był 16 kwietnia 1945 roku, pięć dni po wyzwoleniu obozu koncentracyjnego KL Buchenwald. Więźniowie nie opuszczają swoich baraków, są wygłodzeni, więc natychmiastowe rzucenie się na jedzenie doprowadziłoby ich do śmierci. Miller robi zdjęcia obozu, w którym są jeszcze ludzie. Właśnie wtedy powstaje fotografia, na której w baraku na pryczy – jak twierdzi – leży Naftali Furst. Ta sama fotografia, którą wręczy papieżowi 29 lipca 2016 roku.

Wychudzony, nagi człowiek zakrywa przed obiektywem krocze obozową koszulą. Po lewej stronie ustawione są rzędy prycz. Na jednej z nich leży Elie Wiesel, laureat Pokojowej Nagrody Nobla z 1986 roku i twórca pojęcia “Holokaust”, w którym stracił najbliższą rodzinę: ojca, matkę i siostrę. Do Buchenwaldu trafił z Auschwitz-Birkenau, podobnie zresztą jak Naftali Furst, który – według swojej wersji – na zdjęciu leży o jedną pryczę wyżej od niego.

Więźniowie Buchenwaldu 5 dni po wyzwoleniu obozu. Naftali Furst utrzymuje, że jest na tym zdjęciu (fot. Private H. Miller/US Army/public domain)Więźniowie Buchenwaldu 5 dni po wyzwoleniu obozu. Naftali Furst utrzymuje, że jest na tym zdjęciu (fot. Private H. Miller/US Army/public domain)

Urodzony w 1932 roku Furst zaczął publicznie opowiadać o tym, co przeżył podczas wojny, dopiero w 1998 roku. Razem z bratem Shmuelem spisali wtedy swoje wspomnienia i zatytułowali je “Bracia Furst”. Ale pewnie nie doszłoby do tego, gdyby nie strach Naftalego, który bał się, że jego pamięć o tym, co przeżył, zabierze mu starość albo choroba. Do 1998 roku to, co go spotkało, tłumił w sobie. Jak pisze, o wszystkim wiedziała tylko garstka ludzi. Sam nie rozumiał jak to jest, że on i członkowie jego rodziny, z natury “płaczliwi”, podczas wojny nie zapłakali ani razu. Od publikacji wspomnień jeździ po świecie i pokazuje zdjęcia mówiąc: “Przeżyłem”.

Obóz

Po anszlusie Austrii i z nastaniem przyjaźni słowacko-niemieckiej mały Naftali, jego brat i rodzice, świecka żydowska rodzina z Bratysławy, muszą opuścić swój dom. A był wygodny, z pokojówką i nianią. Tracą dorobek całego życia. Tata Naftalego, stolarz, w szale rąbie siekierą meble. Wypędzeni przeprowadzają się do dziadka i wujka, którzy wynajmują małe mieszkanie w pobliżu. Naftali i jego brat czują, że są inni. Na ulicy dzieci śmieją się z nich, że są Żydami. Zaczynają rozumieć, co to może dla nich znaczyć. Co chwila się przeprowadzają. Ojciec próbuje zapewnić rodzinie bezpieczeństwo, pracując w swoim fachu. Tym samym zajmie się w obozie w Sered’, do którego trafią w 1942 roku. Spędzą tam z przerwami dwa lata.

To pierwszy obóz, do którego trafią, i ostatni, w którym będą mogli trzymać się całą rodziną. W Sered’ dostają dla siebie pomieszczenie trzy na cztery metry. Muszą pomieścić się we czwórkę. Tkwią w napięciu, że zaraz zostaną wywiezieni ze Słowacji do Rzeszy albo na tereny okupowanej Polski. W listopadzie 1944 roku trafiają do Auschwitz. Numery obozowe: Naftali B-14026, ojciec B-14024, brat B-14025, mama A-26097. Rozdzielają ich, ale bracia starają się trzymać razem.

Naftali nie potrafi pogodzić się z tym, co się stało. Nie może uwierzyć, że znalazł się w Auschwitz. Zaczyna wygrażać Bogu w latrynie. Dziś wspomina:

“To było na początku mojego pobytu w Auschwitz. Poszedłem do latryny. Byłem tam kompletnie sam i zacząłem przeklinać Boga na wszystkie możliwe sposoby, jakie mogłem znać w swoim wieku. Czekałem na karę, ale nic się nie stało. W tym momencie straciłem wiarę w to, że ktoś taki jak Bóg mógłby mi pomóc”.

Potem przeżywa marsz śmierci. Opisuje go tak: Przez trzy dni i noce, w cienkich spodniach i koszuli, idzie pieszo z Auschwitz do Gliwic. Jest zima, styczeń 1945 roku. W Gliwicach pakują go do wagonu wypełnionego na metr śniegiem. Z zapaleniem płuc dojeżdża do KL Buchenwald. Z obozowego szpitala zabierają go do siebie więźniarki wcielone do burdelu w Buchenwaldzie. Tam udaje mu się doczekać do 11 kwietnia, dnia wkroczenia wojsk amerykańskich.

Naftali Furst wśród więźniów bloku dziecięcego 66 w Buchenwaldzie. To drugie zdjęcie, które wręczył papieżowi (fot. public domain)
Naftali Furst wśród więźniów bloku dziecięcego 66 w Buchenwaldzie. To drugie zdjęcie, które wręczył papieżowi (fot. public domain)

Przeżyli

Cała rodzina Naftalego odnajduje się po wojnie. Spotykają się w Bratysławie. Naftali jest tam pierwszy. Początkowo nikogo nie może znaleźć. Jedzie do Pieszczan, gdzie spotyka ciotkę i wujka. Z audycji radiowych dowiaduje się, że jego mama dożyła wyzwolenia w obozie w Lippstadt, wraca więc do Bratysławy. Tam czeka na niego ojciec, który po Auschwitz trafił do Dachau. Po godzinie zjawia się mama. Brat chory na tyfus, w ciężkim stanie, leży w szpitalu w Pradze. Ale żyje.

W 1949 roku Shmuel i Naftali wyjeżdżają do Izraela. Rok później dołączają do nich rodzice, którzy nie widzą dla siebie miejsca w nowym, czechosłowackim ustroju. W Izraelu Naftali będzie mieszkał w kibucu, służył w armii, fotografował, uczył się jeździć samochodem. Zostanie ojcem i dziadkiem.

Naftali Furst: Człowiek nie jest ścianą lub salą tortur

Dziś mówi, że kiedy dobrzy ludzie są pasywni, źli ludzie wygrywają wojny. W wywiadach przed spotkaniem z papieżem w Auschwitz mówi o drugim cudzie w swoim życiu. Pierwszy przeżył w wieku dwunastu lat, gdy ocalał z Holokaustu. Drugim jest dla niego spotkanie z papieżem w dawnym miejscu kaźni.

Pytam Naftalego Fursta, dlaczego na spotkanie z papieżem w Auschwitz zabrał zdjęcia. – Chciałem nadać temu spotkaniu dodatkowego znaczenia, w miejscu, gdzie tak wiele wycierpiałem. Te zdjęcia, które wręczyłem papieżowi, ilustrują cierpienia i tortury, jakie były częścią życia w obozach koncentracyjnych, w tym KL Auschwitz. Chciałem, by papież nie tylko zobaczył ocalałych, ale też ich poczuł. Tych, którzy dokładnie w tym miejscu, w którym staliśmy z papieżem, przeżyli horror. Bo żyjąca osoba myśli, czuje, pamięta. Człowiek nie jest ścianą lub salą tortur. Poza tym chciałem mieć pamiątkę z mojego spotkania z papieżem. Teraz ona jest wieczna – mówi.


Więcej o Naftalim i innych dzieciach z Buchenwaldu można dowiedzieć się z filmu Stevena Moskovica “Kinderblock 66 – Return to Buchenwald”:

 


Piotr Idem. Fotograf. Z aparatem nie rozstaje się nigdy. Zdobywca Grand Prix PUOT Expo 2013. Dotąd publikował zdjęcia i teksty w “Gazecie Wyborczej”, “Dużym Formacie”, “Tygodniku Powszechnym”, “Newsweeku”, “Wprost” i “Doc! Photo Magazine”. Jego pracę można śledzić na blogu piotridem.blogspot.com.


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com