Czarny rynek izraelskich adopcji

Czarny rynek izraelskich adopcji

KATARZYNA ANDERSZ


Shoshana Yihaya Tawelli straciła dwóch synów urodzonych w 1951 i 1952 roku. Obaj rzekomo umarli tuż po porodzie, Shoshana nie zdążyła im nawet nadać imion. Urodziła jeszcze córkę. Wciąż wierzy, że uda jej się ich odnaleźć. /fot. edut-amram.orgShoshana Yihaya Tawelli straciła dwóch synów urodzonych w 1951 i 1952 roku. Obaj rzekomo umarli tuż po porodzie, Shoshana nie zdążyła im nawet nadać imion. Urodziła jeszcze córkę. Wciąż wierzy, że uda jej się ich odnaleźć. /fot. edut-amram.org

OD UZYSKANIA NIEPODLEGŁOŚCI W 1948 ROKU IZRAEL MUSIAŁ PORADZIĆ SOBIE Z NAPŁYWAJĄCYMI ZE WZMOŻONĄ SIŁĄ FALAMI EMIGRANTÓW. NOWO POWSTAŁE PAŃSTWO NIE BYŁO NA TO DOSTATECZNIE PRZYGOTOWANE, NIC WIĘC DZIWNEGO, ŻE EMIGRANCI NIE WZBUDZALI ENTUZJAZMU WŚRÓD STARYCH, PRZEDWOJENNYCH OBYWATELI. BYŁA JEDNAK GRUPA, KTÓREJ OBAWIANO SIĘ NAJBARDZIEJ – ŻYDZI MIZRACHIJSCY.

Jak w swojej książce „1949: Pierwsi Izraelczycy” przytacza historyk Tom Segev, izraelskie MSZ prosiło swoich urzędników za granicą o pomoc w zwiększeniu napływu Żydów europejskich, obawiając się, że wzrost populacji Żydów z biednych krajów Lewantu spowoduje spadek „poziomu kulturalnego kraju”. Icchak Rafael, pracownik Agencji Żydowskiej notował z kolei, że „materiał ludzki” w obozach dla osób przemieszczonych w Niemczech nie satysfakcjonuje go ze względu na typową w diasporze mentalność, ale i tak jest o wiele lepszy od tego z Północnej Afryki. Przyjęcie postrzeganych jako prymitywnych i zacofanych Żydów z krajów takich jak Jemen, Irak, Libia, Tunezja, czy Maroko było jednak koniecznością. W takich właśnie okolicznościach i przy takich nastrojach społecznych narodził się proceder, będący jednym z największych i do tej pory niewyjaśnionych skandali w Izraelu. Od 1948 roku do mniej więcej połowy lat 50. tysiące dzieci nowych emigrantów zaginęło w tajemniczych okolicznościach, w większości przypadków tuż po urodzeniu. O tym, jak doszło do tego procederu i jaką rolę odegrały władze Izraela w tuszowaniu afery, opowiada Shlomi Hatuka, działacz organizacji Amram, zajmującej się m.in. zbieraniem i dokumentacją historii rodziców i dzieci wtedy rozdzielonych.

Shlomi Hatuka – pochodzi z żydowskiej rodziny z Jemenu. Poeta, jeden z założycieli organizacji Amram oraz wydawnictwa Tangier

KATARZYNA ANDERSZ: PRZEŁOM LAT 40. I 50. W IZRAELU. KOBIETA PRZYCHODZI DO SZPITALA, RODZI DZIECKO.

Shlomi Hatuka: I wszystko wydaje się być w porządku, nie ma żadnych komplikacji, dziecko jest zdrowe. Następnego dnia, kiedy chce je zobaczyć, słyszy, że zmarło. Oczywiście nie pokazuje się jej ciała, nie wystawia aktu zgonu. Część z takich przypadków ma miejsce w obozach przejściowych. Kobiety oddają noworodki do domu dla dzieci i codziennie przychodzą je karmić. Bywa, że rano jeszcze zajmują się dzieckiem, a wieczorem dostają informację o jego śmierci. Mówi się im, że zachorowało. Jak to zachorowało – dziwią się – przecież kilka godzin temu było zupełnie zdrowe?

GDZIE DOCHODZI DO TAKICH SYTUACJI?

W całym kraju.

LICZBY?

Szacujemy, że sprawa dotyczy około pięciu tysięcy rodzin. Oficjalnie około 1200 rodziców wystąpiło przed komisjami śledczymi, ale wiemy, że wiele z nich w ogóle się na to nie odważyło. Być może nawet liczba pięciu tysięcy jest znacznie zaniżona.

MÓWIMY GŁÓWNIE O DZIECIACH ŻYDÓWEK JEMEŃSKICH.

Większość kobiet pochodziła z Jemenu, ale wiele było też z Iraku, Maroka. Generalnie prawie wszystkie były Żydówkami mizrachijskimi, czyli pochodziły z krajów Bliskiego Wschodu i Północnej Afryki, w większości zamieszkanych przez muzułmanów.

PRAWIE WSZYSTKIE? TO ZNACZY, ŻE DZIECI ODBIERANO TAKŻE ŻYDÓWKOM ASZKENAZYJSKIM?

Było kilka takich przypadków wśród kobiet przybyłych z Rumunii, z Polski. Te wszystkie historie łączy jednak to, że dotyczyły nowych imigrantów, którzy ledwo co osiedlili się w Izraelu.

CO WIEDZIELI RODZICE ADOPCYJNI? MIELI ŚWIADOMOŚĆ TEGO PROCEDERU, CZY MYŚLELI, ŻE WSZYSTKO ODBYWA SIĘ LEGALNIE?

Większość z nich musiała się czegoś domyślać, przede wszystkim dlatego, że na dokumentach adopcyjnych nie było podpisów biologicznych rodziców. Wiedzieli, że to podejrzana sprawa. Czy nie jest podejrzane, jeśli ktoś zaprasza do instytucji, gdzie umieszczone są same małe dzieci i pozwala ci wybrać którekolwiek chcesz? Byli na pewno tacy, którzy mieli świadomość tego, że biorą udział w handlu dziećmi.

CZY ZDARZAŁY SIĘ PRZYPADKI, GDY RODZICOM UDAŁO SIĘ ODZYSKAĆ DZIECKO? NIE WSZYSCY CHYBA WIERZYLI W TE NIEPRAWDOPODOBNE HISTORIE O ŚMIERCI.

Bywało, że szybka interwencja przynosiła skutek. Dlatego pozostali rodzice często żyli w poczuciu winy. Wyrzucali sobie, że byli zbyt słabi, że nie zrobili wszystkiego, żeby odnaleźć dziecko, dociec prawdy. Byli też tacy, kórzy nigdy nie przestali szukać i udało im się odzyskać dzieci.

AŻ TRUDNO UWIERZYĆ, ŻE MOŻNA DAĆ SOBIE WMÓWIĆ, ŻE PRZYSZŁA POWÓDŹ I DZIECKO UTONĘŁO. A TAKA JEST JEDNA Z HISTORII, KTÓRYMI SIĘ DZIELISZ. BRZMI NIEDORZECZNIE.

Tak, jest to zupełnie niedorzeczne, ale pamiętaj, że w latach 50. Żydzi mizrachijscy byli – i w pewnym stopniu dalej są – bardzo słabą grupą społeczną. Mieli status podobny do uchodźców. Pielęgniarki, lekarze – wszyscy byli Aszkenazyjczykami. Ludzie władzy byli Aszkenazyjczykami. A rodziców, którzy domagali się, żeby pokazano im zwłoki ich dzieci, często aresztowano, bo zakłócali porządek i byli głośni.

A MOŻE DZIECI ODBIERANO PROSTYM, NIEWYKSZTAŁCONYM PAROM, BO WYDAWAŁY SIĘ BARDZIEJ NAIWNE?

Mit, że Żydzi aszkenazyjscy byli lepiej wykształceni od Żydów mizrachijskich pokutuje w Izraelu od wielu lat. Na początku istnienia państwa nie było znacznych różnic w poziomie edukacji. Statystyki z lat 50. pokazują, że największy odsetek wykształconych nowych emigrantów pochodził z Iraku. Niestety, dziesięć lat później zaczęło się to różnicować i wykształconych Mizrachijczyków było już znacznie mniej. Kultura mizrachijska, wartość jej przedstawicieli, była deprecjonowana.

NASTAWIENIE ASZKENAZYJCZYKÓW SPRAWIŁO, ŻE PROCEDER NA TAK SZEROKĄ SKALĘ BYŁ W OGÓLE MOŻLIWY? PRZECIEŻ TO NIE BYŁA ZMOWA KILKU LEKARZY I PIELĘGNIAREK W JEDNYM MIEŚCIE.

Przypomnijmy sobie, o jakich czasach mówimy. Państwo Izrael powstało dzięki organizacjom założonych w latach 20. i 30. przez Żydów aszkenazyjskich. Po wojnie zaczęli napływać ocalali z Zagłady. Okaleczeni fizycznie i psychicznie, często nie mogli mieć własnych dzieci, zapotrzebowanie na adopcje było więc olbrzymie. Zorientowano się więc, że skoro popyt jest tak wielki, pojawia się świetna okazja na zarobek. W tym samym czasie do Izraela zaczęli napływać Żydzi afrykańscy, którzy z reguły mieli wiele dzieci, a poza tym byli traktowani w sposób bardzo pogardliwy. Ludzie mówili: „tyle dzieci, pewnie nawet nie mają ich z czego wykarmić”. Takie było usprawiedliwienie. W ten proceder było zaangażowanych wiele organizacji.

Mali opowiada historię swojej matki, która w 1949 r., w Pardesiji urodziła córkę Zionę. Zapamiętała jej piękne zielone oczy. Po trzech dniach zupełnie zdrowa Ziona zachorowała i zmarła. „Bóg daje, Bóg zabiera” - powiedziała zapłakana matka. Przed śmiercią poleciła pozostałym swoim dzieciom, żeby nigdy nie przestały szukać siostry. Wszystkie urodziły się już w domu, bo matka bała się ponownie iść do szpitala. /fot. edut-amram.orgMali opowiada historię swojej matki, która w 1949 r., w Pardesiji urodziła córkę Zionę. Zapamiętała jej piękne zielone oczy. Po trzech dniach zupełnie zdrowa Ziona zachorowała i zmarła. „Bóg daje, Bóg zabiera” – powiedziała zapłakana matka. Przed śmiercią poleciła pozostałym swoim dzieciom, żeby nigdy nie przestały szukać siostry. Wszystkie urodziły się już w domu, bo matka bała się ponownie iść do szpitala. /fot. edut-amram.org

czytaj dalej: Czarny rynek izraelskich adopcji


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com