Pogrom kielecki. Żadnej prowokacji nie było; była pani Zielińska, która krzyczała: “Żydówa, Żydowica! Weźcie ją!”. O książce Joanny Tokarskiej-Bakir
Anna Bikont
Istnieje co najmniej pięć wykazów ofiar pogromu, w których znalazły się w sumie 52 nazwiska. Ponad 40 zamordowanych zostało pochowanych na cmentarzu żydowskim w Kielcach 8 lipca 1946 r. Po złożeniu trumien w wykopie Stanisław Radkiewicz, minister bezpieczeństwa, oznajmił… (Fot. materiały wydawnictwa)
Tak wołali swoi, polscy sąsiedzi. Tokarska kosztem kilku lat życia spędzonych w archiwach udowadnia, że w Kielcach nie było prowokacji – ani sowieckiej, ani rodzimej, ubeckiej. I tylko nieliczni sprawiedliwi krzyczeli: „Bójcie się Boga, ludzie!”
„Bóg Polaków zamknięty w obozie, w baraku/ drży, gdy dzielni chłopcy z orzełkami na czapkach/ dobijają dziewczynki żydowskie, rurkami na odlew” – książkę Joanny Tokarskiej-Bakir otwiera wiersz Juliana Kornhausera z jego tomu „Kamyk i cień”.
Były już przecież o tym książki – Krystyny Kersten, Bożeny Szaynok, Jana Tomasza Grossa. Był dokument Marcela Łozińskiego „Świadkowie”, były IPN-owskie śledztwo i publikacje. Co jeszcze można napisać o pogromie kieleckim?
Wszystko. Wystarczy tylko poświęcić kilka lat życia na siedzenie w archiwach i czytanie kolejnych świadectw o zabijaniu niewinnych ludzi, mieć przenikliwy umysł, szeroką gamę narzędzi badawczych, etnograficznych, historycznych, kryminalnych oraz być empatyczną, upartą, odważną badaczką obdarzoną literackim talentem.
I już cała historia pogromu zostaje przenicowana na wskroś.
Pod klątwą. Społeczny portret pogromu kieleckiego Joanna Tokarska-Bakir Czarna Owca, Warszawa Premiera: 28 lutego
Tokarska przeprowadza wiwisekcję zbrodni i udowadnia, że prowokacji nie było – ani sowieckiej, ani rodzimej, ubeckiej. Udowodnienie, że czegoś nie było, wymaga żmudnej, drobiazgowej pracy. Autorka idzie za każdym tropem, weryfikuje każdy ślad. Otwiera nowe badawcze perspektywy, odkrywa całkiem nieznane karty, jak szeroki udział ludzi z Narodowych Sił Zbrojnyh w powojennych strukturach MO.
Ale przede wszystkim roztacza przed nami swoją nieśpieszną opowieść, społeczny portret pogromu zaczynający się od zdania: „Spośród bohaterów tego dnia najwcześniej na nogach jest Anczel Pinkusiewicz…”. Jest w tej opowieści miejsce na rzekę Sinicę, która była świadkiem mordów. Na sprawców. Na świadków, tych współczujących, jak dozorca domu na Plantach, Stach Niewiarski, który stał przed domem z krzyżem w ręku i krzyczał: „Tu nie ma żadnych piwnic, tutaj Żydzi nikogo nie zabili! Bójcie się Boga, ludzie! Czego chcecie?!”, i tych zagrzewających do mordów, jak pani Zielińska z tego samego domu na Plantach, która krzyczała: „Żydówa, Żydowica! Weźcie ją!”. I przede wszystkim na samych pomordowanych: Fanię Szumacher, Balkę Getner, Rachelkę Sonberg… Tych, o których się dało coś opowiedzieć.
Mimo ogromnych wysiłków autorki siedemnastu zamordowanych dalej pozostaje bez imienia i nazwiska.
Anna Bikont – reporterka, pisarka, od stanu wojennego publikowała w prasie podziemnej; z „Wyborczą” związana od 1989 roku. Autorka m.in. książek „My z Jedwabnego” (nagrodzonej Europejską Nagrodą Książkową), „I ciągle widzę ich twarze. Fotografia Żydów polskich” oraz właśnie wydanej biografii „Sendlerowa. W ukryciu”, współautorka (z Joanną Szczęsną) książki „Lawina i kamienie. Pisarze wobec komunizmu”
Joanna Tokarska-Bakir – antropolożka kultury i religioznawczyni, profesor nauk humanistycznych w Instytucie Slawistyki PAN, autorka m.in. książek: „Rzeczy mgliste” (2004), „Legendy o krwi” (2008, wydanie francuskie 2015), „Okrzyki pogromowe” (2012). Ostatnia książka „Pod klątwą. Portret społeczny pogromu kieleckiego”, wydawnictwo Czarna Owca, Warszawa, ukaże się 28 lutego.
Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com