Jeszcze kilka słów o Mielniku, „Fołks-Sztyme” Nr 30 (4789), 1986-07-26

fotografia – blog “Fotografie mogą zapadać w pamięć mocniej niż ruchome filmy, ponieważ stanowią oddzielne jednostki czasu, a nie jego przepływ. Telewizja – to strumień niestarannie dobranych obrazów, z których każdy wymazuje poprzednika ze świadomości widza. Nieruchoma fotografia – to chwila obdarzona przywilejem trwałości, można ją zamienić na niewielki, płaski przedmiot i oglądać do woli”. Susan Sontag
Jeszcze kilka słów o Mielniku, „Fołks-Sztyme” Nr 30 (4789), 1986-07-26

M. KOWAL


Bardzo wzruszony czytałem artykuł zamieszczony w „Fołks-Sztyme” (nr 14 z 5 kwietnia br.) pt. „Białostockie reminiscencje” opowiadający o moim rodzinnym miasteczku Miel­nik, który do wojny znany był jako Mielnik nad Bugiem. Mate­riał to cenny, niemniej jednak przedstawiony w nim obraz Ży­dów mielnickich w niektórych stwierdzeniach odbiega od ówcze­snej rzeczywistości. Pozwalam więc sobie przekazać kilka uwag, które skorygują zawarte w arty­kule informacje.

W opracowaniu tym nie wspomniano o „glince” Mielnickiej, gdzie przedsiębiorstwo Żydów wyjątkowo przyczyniło się do jej szerszego rozwoju i która dawała pracę miejscowym miesz­kańcom i ludziom z okolicy.

Stwierdzenie, że „na co dzień Żydzi zajmowali się handlem” jest dalekie od rzeczywistości. Z około 50-ciu rodzin żydowskich Mielnika tylko 4 miały sklepy spożywcze, a wśród nich najwięk­szy należał do P. Radzyńskiego, który m.in. sprzedawał trochę to­warów łokciowych, lecz aby kupić lepszy materiał ubraniowy trzeba było jechać do Siemiatycz. Pozostałe sklepy to małe, biedne sklepiki z tanimi produktami. Wymieniony Icko trochę handlo­wał końmi, lecz przede wszy­stkim zarabiał na życie jako fur­man.

Reszta Żydów to przeważnie rzemieślnicy — krawcy, szewcy, 1 stelmach, 1 rymarz, kilku cieśli i stolarzy. Rodzina Gardów miała olejarnię, Szachna miał prom rzeczny, była też koszerna jatka mięsna, a tuż przed wojną kilku Żydów weszło do spółki z Polakami i uruchomili fabrykę kafli. Moja rodzina z dziada pradziada trudniła się kowalstwem (stąd też moje nazwisko) i była jedyną w mieście, która zajmowała się rolnictwem. To chyba o nas opowia­da „babcia Wiera”, że nie mieli­śmy konia. Prawda, ale to było tylko przez kilka lat przed woj­ną, bo przed tym mieliśmy ko­nie, nawet bardzo dobre. Krowy oddawaliśmy na zimę okolicznym rolnikom, ponieważ baliśmy się sekwestratora bowiem byliśmy winni dużą sumę z racji zale­głych podatków, a nigdy nie można było przewidzieć kiedy złoży nam wizytę.

Żydzi Mielnika byli biedni, nie­wielu posiadało własne domy. Oprócz rzemieślników było chyba z 20 furmanów, znanych jako „Bałaguły”, którzy przewozili glinę z Mielnika do fabryk kaflowych w Siemiatyczach.

W Niemirowie, jak pisałem w języku żydowskim, cmentarz ma bardzo bogatą historię, ale jedno stwierdzam z absolutną pewno­ścią — nie było tam „Macewos”. Taki cmentarz był jedyny w Pol­sce. Byłem tam kilkakrotnie, bo­wiem na tym cmentarzu spoczy­wają moi pradziadowie, ponieważ w tamtych czasach w Mielniku nie było kirkutu. Powstał dopie­ro w 1863 roku, prawdopodobnie w okresie powstania styczniowe­go, kiedy to poległo dużo Żydów.

Jeszcze o Mielniku: nie wspom­niano w tym artykule o „pom­niku”, który stoi niedaleko rynku, wokół niego wznoszą się rui­ny starej twierdzy i kościoła. Stał też ładny budynek z małą salą zbudowany przez Rosjan na cześć stłumienia powstania styczniowe­go. Władze polskie zniszczyły go w latach 1934—35 roku prawie do­szczętnie.

Były kierownik szkoły pow­szechnej w Mielniku pan Anto­ni Sierpowski pisał historię Mielnika. Przez wiele godzin rozma­wiał z moim ojcem i starcami miasta, zwiedzał cmentarz, usta­lał poszczególne daty z nagrob­ków i z archiwów. Pamiętam jak z moim ojcem odwiedzili starą łaźnię nad rzeką, a daty wyryte na kamieniach świadczyły, że istnieje ona od 200 lat.

W polskiej encyklopedii nie­wiele miejsca poświęcono Mielnikowi, wspomniano o zjazdach Polsko-Litewskich, które odby­wały się w halach pod dachami, gdzie przechowywano w okresie zimy glinę. Historia niewiele po­świeciła miejsca Mielnikowi, nie wiadomo też czy praca pana Sierpowskiego ujrzała światło dzien­ne.

Tragiczny był koniec Żydów mielnickich. Mój syn odwiedził Mielnik, przywiózł zdjęcia ulic, domów, synagogi i zrujnowanego cmentarza. Ten obraz minionej przeszłości wstrząsnął mną do głębi.

Mimo tych uwag wyrażam głę­bokie uznanie za zamieszczony na waszych łamach artykuł. Jest to dla mnie i myślę, że jeszcze dla wielu bezcenną pamiątką.

M. KOWAL

Melbourne


Dziękujemy Panu Kowalowi za tę garść wspomnień o mieście, którego tradycja jeszcze żyje w pamięci starszych mieszkańców, a czy przetrwa w pokoleniach na­stępnych?

„Fołks-Sztyme”

Nr 30 (4789), 1986-07-26


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com