Zbrodnia w Hucie Pieniackiej. Udział ukraińskich ochotników znów jest tuszowany

Pogrzeb dwóch ukraińskich policjantów, którzy zginęli podczas pierwszej potyczki w Hucie Pieniackiej (Fot. domena publiczna)


Zbrodnia w Hucie Pieniackiej. Udział ukraińskich ochotników znów jest tuszowany

Grzegorz Motyka


Zdaniem Dmytra Czobita zbrodni w Hucie Pieniackiej dopuścili się nawet nie tyle Niemcy, ile polscy folksdojcze ze Śląska.

.

Przypomnijmy podstawowe fakty.

W 1943 r. Niemcy zaczęli formowanie w Galicji Wschodniej ukraińskiej 14. Dywizji SS „Galizien”. Z części ochotników utworzono kilka pułków policyjnych traktowanych jako jednostki szkoleniowe.

23 lutego 1944 r. patrol takich ochotników z 4. Pułku SS w starciu z polską samoobroną Huty Pieniackiej stracił dwóch ludzi.

Niemieckie dowództwo w odwecie poleciło zetrzeć wieś wraz z mieszkańcami z powierzchni ziemi. 28 lutego 4. Pułk dokonał pacyfikacji, mordując od 500 do 800 ludzi.

Dywizja SS „Galizien” w Hucie Pieniackiej

Udział ukraińskich ochotników w mordzie od dawna próbowano tuszować. Powoływano się przy tym na raport świadka wydarzeń Mychajła Chronowjata, z którego miało rzekomo wynikać, że zbrodni dopuściło się niemieckie komando SS. Jednak treść tego dokumentu w sposób oczywisty potwierdza udział w niej galicyjskich ochotników. Więcej, jego wymowa jest wręcz przytłaczająca.

Według Chronowjata 4. Pułk zajął o świcie wieś bez większego oporu słabej samoobrony. Mieszkańców wypędzono z domów i poprowadzono do kościoła, odnajdując przy tym ukrytych Żydów. Irytację ochotników wywołała konieczność puszczenia wolno niektórych osób, gdyż miały podpisaną folkslistę (a więc w świetle okupacyjnego prawa były Niemcami).

Owszem, Chronowjat zaznaczył, iż po wyjściu 4. Pułku jakieś niezidentyfikowane niemieckie komando spaliło wieś do cna, ale nawet jeśli nie dopuścił się w tym miejscu dezinformacji, to z jego raportu jasno wynika, że galicyjscy ochotnicy odegrali aktywną rolę w pacyfikacji faktycznie bezbronnej wsi.

Tragedia Huty Pieniackiej

Warto wspomnieć, że niemieckie dowództwo traktowało członków 4. Pułku jako żołnierzy dywizji SS „Galizien”. Dobitnie o tym świadczy fakt, iż zabitych pod Hutą Pieniacką 23 lutego żołnierzy uznano za pierwszych poległych tej jednostki, a w ich uroczystym pogrzebie wziął udział sam gubernator dystryktu Otto Wachter.

Pomimo to Czobit neguje jakąkolwiek ukraińską odpowiedzialność za tragedię Huty Pieniackiej. Z jednej strony rozpisuje się szeroko o przyczynach pacyfikacji, pisząc o polskiej „okupacji” Galicji, ucisku ukraińskiej ludności i pomocy, jakiej mieszkańcy Huty udzielali Armii Krajowej oraz sowieckiej partyzantce. Z drugiej zaś kategorycznie stwierdza, że „w czasie niszczenia Huty Pieniackiej nie było w niej żadnego żołnierza dywizji SS »Galizien«”.

Owszem, parę kompanii galicyjskich ochotników zajęło wieś i „pobyło” w niej kilka godzin, lecz byli oni… zbyt „przemęczeni nocnym przemarszem”, by dopuścić się zbrodni, i dlatego na czas egzekucji zastąpili ich inni żołnierze.

Galicyjscy ochotnicy mogli co najwyżej zabić jakieś pojedyncze osoby. Nawet Czobit nie zdołał podważyć możliwości, iż spalili oni żywcem komendanta samoobrony Kazimierza Wojciechowskiego. Zbudował więc całą opowieść o wzburzeniu żołnierzy SS na widok odnalezionych ciał poległych w dniu 23 lutego kolegów, na których odkryto jakoby ślady tortur i wycięte swastyki. W efekcie, jak komentuje Czobit: „Jedno nieludzkie barbarzyństwo doprowadziło do nie mniej straszliwego okrucieństwa”.

Polacy nas uciskali, potem sami siebie wymordowali

Mordu na mieszkańcach Huty zdaniem Czobita dopuścili się nawet nie tyle Niemcy, ile polscy folksdojcze ze Śląska wcieleni do 4. Dywizji SS. Choć tego nie dopowiada, to w uszach przeciętnego czytelnika sens jego wywodu brzmi następująco: Polacy nas uciskali, potem sami siebie wymordowali, a teraz próbują zrzucić winę na innych… Co najbardziej przykre, pod „rewelacjami” Czobita podpisało się w roli recenzentów kilku znanych ukraińskich naukowców. Pewnie uczynili to, sądząc, że bronią dobrego imienia narodu. W efekcie pokazali jedynie, iż zasady naukowej rzetelności są dla nich pustymi słowami.

To prawda, że decyzje o zgłaszaniu się na ochotnika do dywizji SS „Galizien” były motywowane patriotycznymi pobudkami i wypływały z marzeń o niepodległej Ukrainie.

Wielu Polaków dobrze to rozumie. Z tego jednak w żaden sposób nie może wynikać przyzwolenie na przemilczenie, a tym bardziej na zakłamywanie historycznych faktów o zbrodniach popełnionych na niewinnej ludności cywilnej.


Prof. Grzegorz Motyka – historyk, politolog, pracownik Instytutu Studiów Politycznych PAN

Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com