Henryk Sienkiewicz (Fot. domena publiczna)
Sienkiewicz rasistą? Żaden dawny autor nie zda egzaminu, któremu poddaje go dzisiejsza wrażliwość
Maciej Janowski
My na pewno nie zdamy egzaminu, jaki urządzą nam nasi potomkowie, liberalni inteligenci w XXII czy XXIII w. Boję się myśleć, za jakich potworów moralnych nas uznają.
* * *
Pod wpływem niedawnej dyskusji o miejscu „W pustyni i w puszczy” w kanonie lektur szkolnych zacząłem się zastanawiać. Czy Henryk Sienkiewicz był rasistą?
Czy „W pustyni i w puszczy” jest książką rasistowską?
Namysł był krótki, bo odpowiedzi są oczywiste: nie był, nie jest.
Uprzedzenia Sienkiewicza były uprzedzeniami jego czasów
Nie chcę tu bronić Sienkiewicza contre coeur, bo nigdy nie byłem jego specjalnym wielbicielem, nawet w dzieciństwie; nie chcę też bronić „W pustyni i w puszczy”, bo nie jest to ostatecznie najwybitniejsze dzieło polskiej literatury. Chodzi mi o pewne podejście do przeszłości, które mnie niepokoi.
Bo przecież jest jasne, że Sienkiewicz wyposażony był w cały zestaw kulturowych uprzedzeń na temat wyższości białego człowieka, europejskiej kultury etc., jakie były typowe dla inteligenta europejskiego jego epoki. Jest również jasne, że nie był rasistą w sensie biologicznym, bo nowoczesny rasizm jest dziełem nauk biologicznych z pierwszych dekad XX w. O tych naukach Sienkiewicz (rocznik 1846) pewnie niewiele wiedział. Uprzedzenia Sienkiewicza były uprzedzeniami jego czasów i robienie mu z tego powodu zarzutów jest bezsensowne.
Zresztą na tle swoich rówieśników nie był on jakimś strasznym nacjonalistycznym szowinistą.
Był raczej głosicielem lekko bezrefleksyjnego, tradycyjnego, polskiego patriotyzmu, do którego niepostrzeżenie wkradały się coraz silniejsze elementy nowoczesnego nacjonalizmu. Jednak do endeckiej ideologii egoizmu narodowego było mu daleko.
Nie jesteśmy mądrzejsi od naszych przodków
Ale ktoś może zapytać: nawet jeśli to wszystko prawda, nawet jeśli Sienkiewicz (czy jakikolwiek inny dawny autor) nie był rasistą w rozumieniu swojej epoki, to co to może nas dzisiaj obchodzić? Przecież chodzi nam o dzisiejszy odbiór jego książek. Być może powinniśmy zwracać uwagę na to, jaki negatywny wpływ mogą mieć dawne książki dzisiaj, a nie na to, jak należy oceniać poglądy autora na tle jego czasów?
Niby racja – ale w tej racji kryje się pułapka. Wrażliwość moralna z epoki na epokę się zmienia (na lepsze czy na gorsze?). Żaden autor piszący choćby kilkadziesiąt lat temu (a co dopiero dawniej) nie zda egzaminu, któremu poddaje go dzisiejsza wrażliwość, choćby był jak na swoją epokę najbardziej nawet otwarty i pozbawiony uprzedzeń. I vice versa: my również nie zdalibyśmy egzaminu z etyki, jakiemu poddaliby nas ludzie z dawnych epok. A już na pewno nie zdamy egzaminu, jaki urządzą nam nasi potomkowie, liberalni inteligenci w XXII czy XXIII w. (boję się myśleć, za jakich potworów moralnych nas uznają). Co robić w takiej sytuacji? Cenzurować lektury? Wybierać z dawnych autorów tylko te fragmenty, które uznajemy za zgodne z naszymi poglądami? Wydaje mi się to niegodne poważnych ludzi, zwłaszcza zwolenników wolności słowa. Można usunąć z list lektur absolutnie wszystko – nie tylko Sienkiewicza – to jednak byłby absurd. Taka postawa, w której poddajemy dawnych autorów bezwzględnej kontroli pod kątem naszych współczesnych poglądów, jest w istocie przejawem niesłychanego zadufania.
To tak, jakbyśmy mówili: patrzcie, o ile mądrzejsi, o ile lepsi moralnie jesteśmy od tych wszystkich dawno zmarłych.
Muszę przyznać, że ja nigdy jakiejkolwiek wyższości umysłowej czy moralnej nad ludźmi dawnych epok nie odczuwałem. Są elementy uprzedzeń etnicznych, genderowych czy innych u Szekspira, Dantego, Homera? Pewnie, że są, i co z tego? Mamy ich nie przekładać, nie wznawiać, nie czytać? Czy naprawdę nie ma u nich niczego poza uprzedzeniami?
Zaproszenie do dyskusji
A można przecież postąpić inaczej. Można czytać dawne teksty z maksymalną życzliwością, szukając w nich przede wszystkim tego, co dziś jeszcze wydaje nam się wartościowe (jest tego wiele, również u Sienkiewicza). A co z fragmentami, które budzą nasz sprzeciw? Mogą się one stać – i tutaj jest miejsce dla dobrego nauczyciela polonisty – zaproszeniem do dyskusji. Dyskusji, której celem ma być nie pognębienie autora i ukazanie naszej wyższości, lecz zrozumienie poglądów człowieka z innej epoki. Nawiasem mówiąc, u Sienkiewicza głównym tematem takiej dyskusji w moim przekonaniu powinno być nie tyle „W pustyni i w puszczy”, ile obraz stosunków polsko-ukraińskich w „Ogniem i mieczem”. Wiem dobrze, że obecna polityka oświatowa nie sprzyja ani ciekawym dyskusjom w szkole, ani dobrym nauczycielom; ale przecież kiedyś się to zmieni.
Maciej Janowski – historyk, zajmuje się dziejami Polski i Europy w XIX w.
Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com