Archive | 2022/03/07

Ostatnia rozmowa z Irit. Wspomnienie

Ilustracja: Karolina Lubaszko


Aktualnik
Ostatnia rozmowa z Irit. Wspomnienie

HENRYK GRYNBERG


„Wszystkie dziewczynki żydowskie w zasymilowanych domach stawały wtenczas na krzesełku z kokardą we włosach i deklamowały wierszyki. Tak się rodzice chwalili przez znajomymi: zobaczcie, jakie polskie są nasze żydowskie dzieci!” – opowiada Irit Amiel w ostatniej rozmowie, której udzieliła Agnieszce Piśkiewicz-Bornstein (Ostatnie fastrygi, Biblioteka „Narracji o Zagładzie”, Wydawnictwo Uniwersytetu Śląskiego, Katowice 2021). Oboje pochodzimy od rodziców, którzy „do swoich rodziców będą mówić jeszcze po żydowsku, ale do dzieci już po polsku”.

Mój dom był koszerny, a więc nie całkiem zasymilowany, lecz i mnie mama uczyła polskich wierszyków i popisywała się mną przed panią dziedziczką. Dlatego mogliśmy udawać normalne polskie dzieci, a także – co najważniejsze – „nie przyciągać kapusiów i szmalcowników, od których roiło się dosłownie wszędzie…”.

Oboje zawdzięczaliśmy też życie paru prawdziwym ludziom – ona polskiej pani, która „bardzo prosiła potem, żeby [o tym] nie mówić, broń Boże, ani słowa”, a ja i moja matka pani Taborowej z Grochowa, której śladu (przypuszczalnie z tego samego powodu) nie udaje mi się odnaleźć. Przede wszystkim jednak uratował nas polski język. Tu jeszcze jedna istotna uwaga: „najtrudniej było ukrywać żydowskie dziecko przed sąsiadami, bo oni się bardzo interesowali, żeby zarobić”. Może więc decydującym czynnikiem był nie tyle strach, o którym tak wiele się czyta, co raczej pieniądze. I drugi wniosek: szmalcownicy czyhali nie tylko na ulicy, lecz „dosłownie wszędzie”. „Jestem bardzo podejrzliwa” – mówi. Ja też. Ten instynkt również pomagał. Ona musiała rozstać się z rodzicami, ja tylko z ojcem. W niej „żył żal o to rozstanie”. Mnie kompensowała to rozstanie matka, ale i we mnie „żyje” nieracjonalny żal do nich obojga o rozstanie z moim półtorarocznym braciszkiem (patrz Miejsce urodzenia), który miał do nas całkowite zaufanie i to jego ostatnie ufne spojrzenie mam do dziś przed oczami.

Uratował nas język polski

Oboje znaleźliśmy się w Warszawie wiosną 1943 roku. Widzieliśmy i słyszeliśmy „chłopców z placu Trzech Krzyży”, którzy sprzedawali gazety i papierosy („papierosy swojaki, papieroooos!”) i wcale nie wydawali się „podejrzani” o to, że uciekli z getta. Ona spotkała ich parę lat później na drodze „do Nowego Kraju”, a ja w opowieści Józefa Ziemiana Papierosiarze z placu Trzech Krzyży. „Jak można być religijnym po Zagładzie? W ogóle tego nie rozumiem” – wyznaje. „Nie ma żadnego Boga, musisz sobie radzić sama” – dodaje, bo „jakby Pan Bóg istniał, to by ratował Korczaka i jego dzieci!”. Dla mnie, pięć lat młodszego, religia (katolicka) była schronieniem. Skryłem się w niej i nie chciałem wyjść (patrz Zwycięstwo). Obojgu nam podsuwano zastępczą wiarę świecką (Serce Amicisa, Nad czarną wodą Haliny Górskiej) – jej jeszcze na kompletach w getcie, mnie w dziecięcym sanatorium zaraz po orgii śmierci. Deską ratunku był syjonizm, bo „jedyna lekcja płynąca z Zagłady jest taka, że Żydzi muszą mieć swój własny kraj” i „być u siebie!”. Żeby nie było „na świecie w jakimkolwiek kraju takiej dziewczynki, która nie ma się gdzie schronić i dokąd uciec przed Treblinką…”. Ani małego chłopczyka, którego nie można ukryć. Ani matki z sześcioletnim dzieckiem, którzy jeżdżą tramwajem tam i z powrotem, nie mając gdzie uciec przez godziną policyjną i śmiercią (patrz Żydowska wojna). Dlaczego byliśmy tak bezbronni w tej wojnie przeciwko nam? Bo nie byliśmy u siebie. Gorzej, byliśmy na wrogim terytorium. Tylko u siebie można się naprawdę bronić, nawet bardzo długo, jak Izrael. Ona usłuchała i poszła za głosem tej wiary, a ja – za młody, by uciec – zostałem (patrz Zwycięstwo). Komunizm to też była wiara. Uległem, bo syjoniści wyjechali, a bez wiary nie dało się żyć. Jej wiara okazała się trwalsza. Ona nigdy nie wybaczyła światu „tej orgii żydowskiej krwi”. Ja też nie. Jak ona „nie mam zaufania do świata”. Ani „złudzenia, że jeśli cały czas będę czuwać, to coś zmienię”. Ale czuwam – jak ona czuwała – bo taki nasz obowiązek.

Wyszliśmy „z Egiptu: europejskiego, polskiego”. Z niewoli, która bywa czasem „wygodna” i „obłudna aż do mdłości”. Co widać zwłaszcza w Ameryce, i zwłaszcza dziś. Mamy „rachunki” ze światem, szczególnie z Europą, gdzie po milionach Żydów został „niewyobrażalny majątek: kamienice, wille, sklepy, działki, sady, place, perskie dywany, Rembrandty…”. Nie mówiąc o kontach bankowych i złocie (Złote żniwaPłuczkirecycling). Samego złota jest dosyć, by pokochać za nie „Palestyńczyków”. A do tego niezliczone „czapki bez głów”, „beznogie buty”, „bezdzietne nocniki” „porąbane bezdomne drzwi” (s. 81). Ona nie wzięła „żadnego grosza ani z Niemiec, ani z Polski”. Rozumiem jej bezkompromisowość, ale ja wziąłem, bo to moje grosze, nie ich. Miała za złe jednemu z rodowitych izraelskich przyjaciół, że kupił volkswagena-garbusa. A mój pierwszy samochód to był właśnie stary używany garbus, najlepsze, co mogłem kupić za swoją pierwszą nagrodę literacką, i wyobrażałem sobie, jak Hitler się w grobie przewraca, że nie tylko przeżyłem go, ale jeżdżę „jego” samochodem. Zresztą i ona przyznała, że wojnę sześciodniową „wygraliśmy nie tylko dzięki bohaterstwu naszych żołnierzy […], ale również dzięki [niemieckim] odszkodowaniom, bo mogliśmy kupić samoloty, które zbombardowały lotniska wroga”.

W przeciwieństwie do mnie wcale się nie dziwiła temu, co „tam” się działo w 1968 roku. „Że nienawidzą Żydów? Że chcą ich wyrzucić? To cena za to, że w ogóle zostali tam aż do 1968 roku”. „Nie było dnia w moim […] długim życiu, żebym żałowała, że wyjechałam z Polski i żyję w Izraelu […]. Kto lubi antysemitów, niech sobie tam siedzi, gdzie go nienawidzą…” – dodała. Ja też nigdy nie żałowałem, że wyjechałem, żałuję tylko, że nie do Izraela, zwłaszcza dziś, gdy świat znowu wpada w łapy skurwysynów i moja przybrana ojczyzna importuje żydożerstwo z całego – znów skurwionego – świata. Nie wiem, czemu ona twierdzi, że „Polska była, jest i pozostanie nieodwzajemnioną miłością Żydów”. Tak mówiono o zaślepionej miłości niemieckich Żydów do Niemiec. Polscy Żydzi, których ja znałem i znam, byli – i są – bardziej sceptyczni. Szczególnie po 1942, 1946, 1968 i najnowszych latach. Ojczyzna wymaga „lojalności obustronnej, tego, co Amerykanie nazywają two-way street” – napisałem na okładce prozy pod tytułem Ojczyzna (Warszawa 1999) i tak samo warunkowo traktuję moją obecną ojczyznę. Zgadzam się, że dosyć wielu polskim Żydom „wydaje się, że są Polakami”, bo mnie też się czasem wydaje, ale ja nie kocham bez wzajemności.

W przeciwieństwie do mnie wcale się nie dziwiła temu, co „tam” się działo w 1968 roku

Uciekła z Polski, żeby „na końcu umrzeć w Izraelu jako polska pisarska jednego tematu”, czy raczej jednego doświadczenia. Jak ja w Ameryce. Gdy wydała dwujęzyczny polsko-hebrajski tomik wierszy Egzamin z Zagłady, jej izraelscy przyjaciele się zdziwili: „Nie spodziewaliśmy się, że ty tak tym żyjesz, tak to pamiętasz, przecież zawsze się śmiejesz i opowiadasz żarty”. Tak samo się zdziwiła i to samo mówiła do swoich amerykańskich przyjaciółek moja matka: „He was always such a happy boy…”. Trafiliśmy do tego samego niemieckiego wydawnictwa. I co? „W zeszłym roku nie sprzedano ani jednej książki, a w tym roku jedną. To pewnie mój wnuk, który teraz tam pojechał z żoną [i] kupił”. Nie przejmuj się Irusiu, ja od dawna podejrzewam, że Niemcy – z poczucia winy – owszem, publikują polską czy polsko-żydowską literaturę, ale niekoniecznie czytają. Różewicz i Szymborska nie przekroczyli pułapu 600 sprzedanych egzemplarzy, Popiół i diament Andrzejewskiego osiągnął 770, opowiadania Iwaszkiewicza 690, Sól ziemi Wittlina łącznie z esejami i wierszami też 690, z czego się można łatwo domyślić, że nabywcami były te same biblioteki i wydziały slawistyki. Miłosz pobił rekord: jego wiersze w ciągu pięciu lat od Nagrody Nobla rozeszły się w ilości 1 100 egzemplarzy (patrz „Odra” 2020, nr 11).

Oboje nie lubiliśmy „książek futurystycznych” i kryminałów. Mnie się podobał tylko film o astronaucie, którego zostawiono samego na Marsie i dał sobie radę niczym Robinson Crusoe, a z kryminałów serial Columbo, bo od początku wiadomo, kto popełnił zbrodnię, jak i dlaczego, po czym przychodzi niezawodny detektyw i wszystko to udowadnia. Na pytanie, czego zamordowani oczekiwaliby od jej ocalonego życia, powiedziała: „Żebym się tym życiem cieszyła. Żebym je umiała docenić. Żebym zbudowała nową rodzinę i żebym opowiadała do końca, co się działo…”. Więcej, „Żyd, który został przy życiu i nie sprowadził na świat nowego pokolenia, nie odrobił lekcji”. Ona tę lekcję odrobiła, ja nie. Przyznała, że jej „ulżyło po napisaniu książek” i że przez to jest jej „lżej umierać”. Mnie nie, bo świat, który zostawiam, okazuje się wcale nie lepszy od tamtego, który zastałem – który zastaliśmy. Mnie nawet pisanie nie całkiem pomaga: „zasłania się tekstem podtekstem / jest tylko w słowach / które chętnie by oddał / za to żeby nie musiał / pisać tego co pisze” – wyznałem w autoportrecie zatytułowanym Pisarz (w zbiorze Dowód osobisty). „Ja całe życie mam poczucie winy, że jestem szczęśliwa” – wyznała. Ja nie mam poczucia winy, bo nie jestem szczęśliwy. Cieszę się, że ona była.

„Wtedy, we wrześniu 1942 roku nie znam jeszcze tego strachu, jaki odczuwam dziś” – powtórzyła za Jerzym Einhornem. Ja też to mogę powiedzieć – dziś, gdy znów ze wszech stron słyszę szczucie i ujadanie. „Chcę umrzeć, wiedząc, że u dzieci i wnuków, i w państwie wszystko jest dobrze” – powiedziała. Ja nie mam dzieci ani wnuków i wiem, że w moim państwie niedobrze. Ale nie zgadzam się, że Szoa (taka pisownia) „powtarza się co dzień […] w Jemenie, Syrii, jezydzkich wsiach” i że „to się dzieje cały czas wszędzie…”. Nie zgadzam się, bo nie ma takiego równania. Ludobójstw było i jest wiele, ale coś takiego jak Szoa, Holokaust, Zagłada zdarzyło się jak dotąd tylko raz. Nie będę powtarzał tysiąca argumentów, które dawno już wyłożyłem, dodam tylko, że Żydzi w swej długiej historii doświadczyli wielu ludobójstw, ale Szoa – dzięki Bogu (?) – tylko raz.

„Jeśli szukam różnic między jej pisaniem a pokrewną literaturą Holokaustu, widzę je przede wszystkim w rzadko gdzie indziej spotykanym poczuciu humoru, ironii i autoironii, i przy całym ciężarze treści w finezyjnej, wspaniałej lekkości stylu” – pisał Tadeusz Nyczek w recenzji z jej Autobiografii. To samo ja bym powiedział. „Irit, ja nie przeczytam tej książki, bo to mi sprawia za wiele bólu. To mnie tak boli, że ja nie mogę narażać mojego zdrowia” – powiedziała jej amerykańska Żydówka, której przyniosła angielskie wydanie tej książki. Przy okazji dowiadujemy się, że w Polsce niedawno wycofano jej opowiadania z lektur szkolnych. Czyżby też ze względów „zdrowotnych”?

„Skąd w ocalonych bierze się siła, by żyć dalej” – pyta retorycznie Marta Tomczok pod koniec swojej książki Irit Amiel. Życie (Wydawnictwo Uniwersytetu Łódzkiego, Łódź 2021). Bardzo dobre pytanie, na które można odpowiadać w nieskończoność.


Henryk Grynberg (ur. 1936) – prozaik, poeta, eseista, laureat m.in. Nagrody Kościelskich, czterokrotnie nominowany do Nagrody Nike. Autor m.in. zbioru opowiadań Drohobycz, Drohobycz, powieści Memorbuch i Dziedzictwo oraz wielotomowego Pamiętnika.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


IDF to End Holocaust Delegations to Poland, Chooses Lithuania Instead

h5 style=”text-align: center;”>IDF to End Holocaust Delegations to Poland, Chooses Lithuania Instead

Yoav Limor


An IDF delegation at Auschwitz, Poland.

(Israel Hayom via JNS)  In a decision that could undermine already strained relations with Warsaw, the Israel Defense Forces will no longer send delegations to Poland to learn about the Holocaust. Instead, officer delegations will visit Lithuania, in a decision that has also drawn criticism.

Named “Witnesses in Uniform,” the project began around two decades ago as a Holocaust remembrance program for military personnel. Within its framework, career officers and commanders, reserve soldiers, family members of fallen soldiers and Holocaust survivors comprise delegations that visit the sites of death camps in Poland and participate in memorial services.

Throughout the years, the IDF has sent hundreds of these delegations to Poland. Other security agencies, including the Israel Police, Israel Security Agency (Shin Bet), Israel Prison Service and others have joined the initiative and have sent similar delegations.

Over the past two years, however, all delegations from Israel to Poland were frozen due to the COVID pandemic, including high-school delegations organized by the Israeli Education Ministry. Every attempt to renew the initiative, meanwhile, was upended by a new wave of the coronavirus.

As stated, the IDF recently decided to relaunch the program but will send its delegations to Lithuania instead of Poland. The move stunned many inside and outside the IDF, both due to the unilateral nature of the decision and because of the choice of alternative destination.

IDF officials gave varying explanations for the decision. One explanation pertains to difficulties in coordinating the renewal of the program with the Poles, amid the ongoing diplomatic crisis between the countries. The second, more relevant, explanation is that the IDF is falling in step with the Israeli Foreign Ministry, which is waging a harsh diplomatic battle with Poland over the Polish government’s policies and new laws it has passed, which Foreign Minister Yair Lapid has slammed as “bordering on Holocaust denial.”

Lapid was largely taking aim at Polish legislation that restricts the rights of Holocaust survivors or their descendants to reclaim property seized by the country’s former communist regime. Consequently, both countries have recalled their respective ambassadors.

However, the ministry’s position was never approved as official government policy, and no formal decision was taken that would require the delegations to Poland to be canceled.

“Someone is confused here,” said one senior IDF official. “Yes, relations with Poland have been sputtering politically and diplomatically for quite some time, but the army is not independent, to make such a decision on its own. This is not a military decision. This needs to be a political decision, made by the government or at the very least the Defense Ministry.”

He added: “The Holocaust happened in Poland. It would have been better to wait for a solution, instead of going somewhere else. It’s just not serious conduct.”

Another official expressed concern that the decision would exacerbate diplomatic tensions with Poland, whose help Israel now needs amid the war in Ukraine and efforts to rescue Jews and Israelis from that country.

Yet another official questioned the choice of Lithuania.

“The Holocaust was planned in Germany and carried out in Poland. It’s true that Jews were murdered in Lithuania, but this is also true of almost every other country in Europe. How is Lithuania different from Hungary, Holland, or Austria? And if Poland is off the table, why not go to Germany?,” the official said.

At time of publication, it was still unclear how the Poles would react to the decision. It also wasn’t clear what the Education Ministry would do as a result.

The IDF said in a statement: “The ‘Witnesses in Uniform’ journey is an important part of fostering Holocaust remembrance in the IDF. Until the ‘Witnesses in Uniform’ program to Poland is reinstated, [the army] is examining the option of holding it in Lithuania, a country with a rich Jewish history, along with memorial and heritage sites that currently allow the memory of the Holocaust to be taught to IDF commanders in an optimal manner. The recommendation will be presented to [IDF chief of staff Lt. Gen. Aviv Kochavi] soon.”


This article first appeared in Israel Hayom.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


What Israel Must Learn From Ukraine’s War

What Israel Must Learn From Ukraine’s War

Gerald Steinberg / JNS.org


Ukrainian tanks move into the city, after Russian President Vladimir Putin authorized a military operation in eastern Ukraine, in Mariupol, February 24, 2022. REUTERS/Carlos Barria

The first lesson to be learned (or relearned) from Russia’s invasion of Ukraine is that the absence of deterrence can be fatal for any nation. The bravery and determination displayed by the leaders and citizens of Ukraine are impressive, but have not prevented Putin’s onslaught. In the West — mainly the United States and NATO — good intentions and strong words of support notwithstanding, the lack of a credible deterrent to dissuade Putin was clearly evident, including to the Kremlin.

Deterrence of a powerful and determined opponent is inherently complex and uncertain. During the Cold War, strategists agonized over the best means of preventing Moscow from challenging and weakening American power and the NATO alliance, including MAD — mutual assured destruction. But when the Soviet state collapsed, and the end of history was declared, deterrence was largely forgotten, allowing Putin to build up his forces without interference. By the time the United States and NATO woke up to the threat, Russia had full control.

For Israel, the events in Ukraine are an important reality check. Israelis recognize that no outside power, not even the United States, can be relied on to guarantee survival in the face of a powerful threat. In 1948, after defeating the combined Arab attack at great cost, David Ben-Gurion understood the need for the tiny Jewish state to be capable of defending itself against future threats, as was demonstrated in 1967. Later, having America as an ally added to Israel’s security, but did not replace the centrality of self-reliance.

As a result, for 74 years, Ben-Gurion, his successors and Israel’s security establishment have continued to prioritize strategic deterrence. The best means of preventing an attack is by convincing enemies that the response will be swift and intolerable, and that in threatening Israel’s survival, their own existence would be at stake

However, in recent years, lapses in deterrence have been cause for concern and require strengthening and reinforcement. Specifically, in the face of ongoing threats from the Iranian regime and its proxies, and against Hamas in Gaza, Israeli responses fall short. Against threats to wipe “the Zionist entity” off the map, a series of pinpoint and anonymous attacks attributed to the Mossad have not stopped Tehran’s efforts to acquire nuclear weapons. And in Lebanon, under the eyes of the United Nations and the so-called international community, Hezbollah acquired and deployed tens of thousands of rockets and missiles stored in civilian areas, and aimed at the Israeli population. This force is the forward arm of the Iranian threat.

Sixteen years ago, in 2006, the IDF did a good job of restoring deterrence, after Hezbollah killed a number of soldiers and snatched two bodies to hold for ransom. The IDF launched what was termed a “disproportionate” response that lasted for five weeks, and included intense bombing of the Hezbollah stronghold under the streets of Beirut, but ended without a decisive knock-out. Since then, however, Israel has allowed the terror proxy to rebuild and expand its arsenal of deadly missiles, resulting in an unstable situation of mutual deterrence, at best, which the leaders of Iran and Hezbollah could decide to disrupt at any time. And if Iran crosses the nuclear finish line, it will be even more difficult for Israel to neutralize this deadly force.

Similarly in Gaza, Israel has allowed Hamas to produce and smuggle in thousands of rockets. The wars of 2008/9, 2014 and 2021 damaged the terror infrastructure significantly, while trying to avoid killing the civilian “human shields” used to protect these weapons and their operators. But the terror groups quickly produced more rockets and repaired the kilometers of tunnels though which they are transported and controlled.

A major reason that Israel has stopped short in deterring or preventing Hezbollah and Hamas from recovering quickly is the fear of international condemnation. In the United Nations and via powerful non-governmental organizations (NGOs) claiming human rights and international law agendas, Israelis were boycotted, labeled as “war criminals” and threatened with investigations by the International Criminal Court. During the Gaza wars, the IDF assigned lawyers to monitor combat operations, and limited counterattacks, hoping to persuade the ICC prosecutor to drop politically motivated actions. This effort failed, and more importantly, also weakened deterrence.

Both of these situations demonstrate the difficulties of deterring terror organizations in contrast to established states with institutions and assets that the leaders do not want to lose. But this does make deterrence any less necessary. UN condemnations, campus boycotts and pseudo-investigations, although psychologically painful, are far less costly than the death and destruction from shooting wars. In this important dimension, the events in Ukraine are an important wake-up call.


Gerald M. Steinberg is a professor of political science at Bar-Ilan University and president of the Institute for NGO Research.

This article first appeared in the Jewish Journal.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com