Ihor Kołomojski – król przelewów idzie na wojnę
Michał Kacewicz

fot. Yannis Behrakis / źródło: Reuters
Kołomojski latami stosował tę taktykę. Opłacał wielu polityków, pieniędzmi zapewniał sobie lojalność urzędników tam, gdzie miał interesy, jak choćby w rodzinnym Dniepropietrowsku. Pomagał Julii Tymoszenko, ale też wspierał należącego później do ekipy Wiktora Janukowycza Siergieja Tigipkę, byłego menedżera Priwat Banku.
W krytycznych dniach, kiedy na kijowskim Majdanie Berkut strzelał do demonstrantów, Kołomojski siedział w swojej rezydencji w Genewie. I długo milczał. – Jak wielu oligarchów ważył potencjalne zyski i straty, nie był od początku zaangażowany we wspieranie Majdanu. Czekał, kto wygra – mówi Witalij Portnikow, kijowski publicysta.
Jednak gdy zagrożona stała się jedność Ukrainy, a Rosja zajęła Krym, podjął decyzję. Stanął po stronie Kijowa. To do niego do Genewy poleciał pod koniec lutego Giennadij Kernes, mer Charkowa. Kernes długo trzymał stronę Janukowycza. W czasie protestów na kijowskim Majdanie wzywał do siłowej rozprawy z opozycją i organizował bandy walczące po stronie władzy. Gdy 21 lutego uciekł Janukowycz, Kernes chciał uratować skórę i posadę mera, szukał sposobu na zmianę politycznego patrona. Dlatego spotkał się w Szwajcarii z Kołomojskim. Oligarcha ostatecznie przekonał go, by stanął po stronie Kijowa i nie oddawał Charkowa Rosjanom.
W Charkowie zaczęły się trwające do dziś uliczne starcia zwolenników jedności i stronników Moskwy. Ich ofiarą stał się sam Kernes, który został postrzelony przez snajpera. Dopiero kilka dni temu odzyskał przytomność w izraelskiej klinice. Mer Charkowa może się tam leczyć również dzięki wpływom Kołomojskiego, szanowanego w Izraelu za sponsorowanie synagog, odbudowę Ściany Płaczu w Jerozolimie i hojne dotowanie wspólnot żydowskich na Ukrainie. Kołomojski jest przewodniczącym ukraińskiej gminy żydowskiej. W Dniepropietrowsku zbudował centrum kultury żydowskiej. – To paradoks, że Żyd jest główną podporą rzekomo banderowskiej władzy, oskarżanej w Rosji o faszyzm – śmieje się Witalij Portnikow. – Ale to dzięki niemu wpływowe wspólnoty żydowskie stanęły po stronie Kijowa. Zwolennicy Majdanu na przekór rosyjskiej propagandzie sami zaczęli nazywać się żydobanderowcami i nosić koszulki z nacjonalistyczną czerwono-czarną flagą przyozdobioną gwiazdą Dawida.

Michał Kacewicz
Drugi Stalingrad
Pojawiają się nagle. Podjeżdżają nieoznakowanymi samochodami, wyskakują, strzelają w powietrze i rozpędzają gromadzący się tłum z rosyjskimi flagami. Tak działają choćby w Mariupolu, gdzie w ostatni piątek trwały ciężkie walki o komendę milicji. Bronią jednostek ukraińskiej armii i arsenałów przed przejęciem przez podburzony tłum. Powstrzymują realizację pierwszej fazy separatystycznego buntu. To czarne ludziki. Nazwa bierze się stąd, że są ubrani w czarne kombinezony bez jakichkolwiek oznaczeń i napisów. Mają też czarne kominiarki i kałasznikowy. Nikt nie wie, kim są, ale na wschodzie kraju separatyści boją się najbardziej ich, a nie ukraińskich sił wewnętrznych. – To tacy antyseparatyści, działają metodami tamtych, dlatego budzą strach – mówi Dmytro Tymczuk, ekspert wojskowy z dziennikarskiej grupy śledczej Sprzeciw Informacyjny.
Według źródeł „Newsweeka Polska” działające w miastach wschodniej Ukrainy niewielkie, sprawne grupy czarnych ludzików to ludzie opłacani przez Kołomojskiego. Oficjalnie oligarcha opłacił jednak jedynie dwa bataliony specjalne – Wschód i Sztorm. Do obu jednostek wstąpili byli bojownicy samoobrony Majdanu. Dowodzą nimi weterani radzieckiej wojny w Afganistanie. Z informacji „Newsweeka” wynika, że Kołomojski do walki z separatystami zatrudnia także dobrze wyszkolonych najemników z armii Izraela.
Czytaj dalej tu: Ihor Kołomojski…
twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com