Archive | 2014/10/18

Śladami żydowskiej Warszawy…

Robert Mielcarek

Śladami żydowskiej Warszawy…

 

Śladami żydowskiej Warszawy…której nie ma…


Zaznaczony ślad muru getta w okolicy Pałacu Kultury FOTO: Robert Mielcarek

 


Synagoga Nożyków Foto: Robert Mielcarek

Zobacz wiecej tu: Śladami żydowskiej Warszawy…


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


George Deek: mój dziadek nie chciał być palestyńskim uchodźcą

George Deek: mój dziadek nie chciał być palestyńskim uchodźcą

Tłumaczenie: Małgorzata Koraszewska


geek1

George Deek – zastępcy ambasadora Izraela w Norwegii, wygłoszone w Domu Literatury w Oslo, 27 września 2014: „Historia mojej rodziny w 1948 roku – ucieczka z Jaffy i budowanie przyszłości w Izraelu”.

Przed 1948 rokiem mój dziadek, George, po którym odziedziczyłem imię, pracował jako elektryk w Rotenberg Electricity Company. Nie interesował się polityką. A ponieważ Jaffa była miastem mieszanym, naturalnie miał przyjaciół Żydów. Jego przyjaciele nauczyli go nawet jidysz, czyniąc z niego pierwszego w świecie Araba, który mówił tym językiem.

Kiedy chodzę ulicami mojego rodzinnego miasta, Jaffy, często wracam myślami do roku 1948. Aleje starego miasta, domy w dzielnicy Adżami, sieci rybackie w porcie – wszystko to wydaje się opowiadać różne historie o tym roku, który na zawsze zmienił moje miasto.

Jedna z tych opowieści jest o jednej z najstarszych rodzin w tym starożytnym mieście – o rodzinie Deek – mojej rodzinie.

Przed 1948 rokiem mój dziadek, George, po którym odziedziczyłem imię, pracował jako elektryk w Rotenberg Electricity Company. Nie interesował się polityką. A ponieważ Jaffa była miastem mieszanym, naturalnie miał przyjaciół Żydów. Jego przyjaciele nauczyli go nawet jidysz, czyniąc z niego pierwszego w świecie Araba, który mówił tym językiem.

W 1947 r. zaręczył się z Verą – moją babcią – i razem planowali stworzyć rodzinę w tym samym mieście, w którym rodzina Deek żyła od około 400 lat – w Jaffie.

Ale kilka miesięcy później ich plany zmieniły się, dosłownie z dnia na dzień. Kiedy ONZ zaakceptowała utworzenie Izraela i kilka miesięcy później zostało ustanowione państwo Izrael, przywódcy arabscy ostrzegli Arabów, że Żydzi planują zabicie ich, jeśli zostaną w domu, i użyli masakry Deir Jassin jako przykładu. Mówili wszystkim: „Zostawcie wasze domy i uciekajcie”. Mówili, że potrzebują tylko kilku dni, podczas których 5 armii obiecało zniszczyć nowonarodzony Izrael. Moja rodzina, przerażona, postanowiła uciec wraz z większością innych.

Szybko sprowadzono księdza do domu rodzinnego Deeków i zaślubił on pospiesznie George’a i Verę, moich dziadków. Moja babcia nie miała nawet czasu na zdobycie odpowiedniej sukni. Po tym nagłym ślubie cała rodzina zaczęła ucieczkę na północ, w kierunku Libanu.

Kiedy jednak wojna skończyła się, Arabom nie udało się zniszczyć Izraela. Moja rodzina była po drugiej stronie granicy i wydawało się, że losem braci i sióstr rodziny Deek będzie rozproszenie po całym globie. Dzisiaj mam krewnych w Jordanii, Syrii, Libanie, Dubaju, Wielkiej Brytanii, Kanadzie, USA, Australii i w innych miejscach.

Historia mojej rodziny jest tylko jedną – prawdopodobnie nie najgorszą – wśród wielu tragicznych historii 1948 r. I, uczciwie mówiąc, nie trzeba być antyizraelskim, by przyznać istnienie katastrofy humanitarnej Palestyńczyków w 1948 r., a mianowicie Nakby.

Fakt, że muszę rozmawiać przez Skype z krewnymi z Kanady, którzy nie mówią po arabsku, lub z kuzynami z kraju arabskiego, którzy nadal nie mają obywatelstwa, mimo że są już trzecim pokoleniem – jest żywym świadectwem tragicznych konsekwencji tej wojny.

Według ONZ 711 tysięcy Palestyńczyków zostało bez domów – słyszeliśmy to już wcześniej – niektórzy uciekli, a niektórzy zostali wygnani siłą.

W tym samym czasie, z powodu powstania Izraela, 800 tysięcy Żydów zostało zmuszonych terrorem do opuszczenia świata arabskiego, pozostawiając go właściwie bez Żydów. I, jak słyszeliśmy już wcześniej, potworności po obu stronach nie były rzadkością.

Wydaje się jednak, że nie był to jedyny konflikt XIX i XX wieku, który doprowadził do wygnania i przemieszczenia.

Od 1821 do 1922 roku miliony muzułmanów zostały wygnane z Europy, głównie do Turcji.

W latach 1990. rozpadła się Jugosławia, co doprowadziło do śmierci 100 tysięcy ludzi i przemieszczenia około 3 milionów.

Od 1919 do 1949 r. na terenach granicznych Polski i Ukrainy zginęło 150 tysięcy ludzi, a 1,5 miliona zostało przemieszczonych.

Po II wojnie światowej i konferencji w Poczdamie między 12 do 17 milionów Niemców zostało przemieszczonych.

Kiedy podzielono Indie i Pakistan przemieszczono około 15 milionów ludzi.

Ten trend istnieje także na Bliskim Wschodzie. Na przykład, przemieszczenie 1,1 miliona Kurdów przez Osmanów. 2,2 miliona chrześcijan wygnanych z Iraku. W chwili obecnej jazydzi, bahaiowie, Kurdowie, chrześcijanie, a także muzułmanie są zabijani i wyganiani w tempie tysiąca ludzi miesięcznie w następstwie rosnącego w siłę radykalnego islamu. Szanse, że jakakolwiek z tych grup wróci do swoich domów, jest niemal żadna.

Dlaczego więc tragedie Serbów, muzułmanów europejskich, uchodźców polskich lub chrześcijan irackich nie są upamiętnione? Jak to możliwe, że wygnanie Żydów ze świata arabskiego zostało całkowicie zapomniane, podczas gdy tragedia Palestyńczyków, Nakba, nadal jest żywa w dzisiejszej polityce? Wydaje mi się, że jest tak dlatego, że Nakba została przekształcona z katastrofy humanitarnej w ofensywę polityczną. W upamiętnianiu Nakby nie chodzi dłużej o pamiętanie tego, co się zdarzyło, ale o niechęć do samego istnienia państwa Izrael. Najwyraźniej widać to po dacie wybranej dla jej upamiętnienia: Dniem Nakby nie jest 9 kwietnia – dzień masakry w Deir Jassin; ani 13 lipca – dzień wygnania w Lod. Na Dzień Nakby ustalono 15 maja – dzień po proklamacji niepodległości Izraela.

Czytaj dalej tu: George Deek: mój dziadek…

Orginalny artykul: The best speech of an Israeli diplomat ever


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Irena Gelblum w konspiracji. Do śmierci

Irena Gelblum w konspiracji. Do śmierci

Joanna Szczęsna


 



 

Przyjaciele z tamtych czasów uszanowali jej decyzję i jeśli w ogóle wspominali Irkę Gelblum, nie mówili, że zmieniła tożsamość

Chciała, by widziano w niej dziennikarkę, tłumaczkę i poetkę, tę zaś część swojej biografii, w której była nieustraszoną, pełną fantazji łączniczką Żydowskiej Organizacji Bojowej i odznaczoną Krzyżem Walecznych uczestniczką powstania warszawskiego – po prostu amputowała. Przyjaciele z tamtych czasów uszanowali jej decyzję i jeśli w ogóle wspominali Irenę Gelblum, nie mówili – przynajmniej publicznie – że zmieniła tożsamość.

O jej istnieniu dowiedziałam się w początkach lat 90. od Marka Edelmana, który mówił o niej per “Irka wariatka”. Ale z uznaniem: – Cóż to był za numer. Piękna dziewczyna, a do tego nie wiedziała, co to strach. Miała czarny, błyszczący płaszcz, do tego kapelusz z wielkim rondem i tak wystrojona wkraczała do przedziału dla Niemców, by już po chwili zasnąć z głową na ramieniu jakiegoś oficera Wehrmachtu.

Bohaterska szczęściara

Opuściła getto kilka miesięcy przed powstaniem kwietniowym, wyprowadziła ją Luba Zylberg, przyjaciółka z pracy w gettowym urzędzie pocztowym. Za murami zostawiła starszego brata i rodziców. Nic niemal o nich nie wiadomo; o matce przetrwało wspomnienie, że nosiła zawsze białe rękawiczki, co uznawano za ekstrawagancję. Irena nigdy już ich nie zobaczy.

Trzeba było mieć tupet, by z fałszywą kenkartą i metryką szukać pracy w niemieckim urzędzie, ale dzięki temu zdobyła prawdziwy ausweis, i to z gapą na pieczątce. Wtedy chyba po raz pierwszy odjęła sobie trochę lat, niedużo, zaledwie dwa. Wynajęły z Lubą – wedle papierów Marysią Kowalską – mieszkanko na poddaszu kamienicy na Pańskiej 5. Załatwiły budowę skrytki na kilka osób.

Wkrótce znaleźli tam schronienie członkowie komendy ŻOB – Antek Cukierman, Cywia Lubetkin, Marek Edelman – a też Kazik Ratajzer, 19-latek, który uratował ich oraz kilkudziesięciu powstańców, organizując ucieczkę kanałami z płonącego już getta.

Irena zakochuje się w Kaziku i zostają parą.

Na parterze kamienicy jest knajpa, gdzie przesiaduje szemrane towarzystwo: szmuglerzy, szantażyści, złodzieje. “Wobec całego tego towarzystwa Irka odstawiała pewną siebie facetkę, w bliskich stosunkach z co ważniejszymi Niemcami. Ubierała się elegancko, nawet wyzywająco, i ku rozpaczy współtowarzyszy dla większego fasonu wracała po godzinie policyjnej”. To cytat z książki “Mur miał dwie strony” Heleny Balickiej-Kozłowskiej, Polki, która pomagała Żydom i miała z Irką konspiracyjne kontakty.

Kiedyś Edelman dał Irce 10 tys. dolarów, nie pamięta, czy to były pieniądze ŻOB-u, czy Żegoty, żeby wymieniła je na tzw. czarnej giełdzie, która mieściła się na Królewskiej. – Kontrahent ulotnił się z pieniędzmi i wydawało się, że szukaj wiatru w polu – opowiadał mi. – Ale nie z Irką takie numery, nie odpuściła, chodziła tam tak długo, aż dopadła oszusta, przyłożyła mu, zatargała do szefa giełdy, który kazał oddać forsę. Była naprawdę ostra.

Jej brawura i zimna krew odegrały niemałą rolę w zapewnieniu bezpieczeństwa mieszkańcom Pańskiej. Z odwagą stawiała czoło szmalcownikom, jej pewność siebie zbijała ich z tropu. Zaczepiona na ulicy nie wahała się wezwać na pomoc policjanta. Gdy banda szmalcowników ograbiła ich mieszkanie, poskarżyła się dozorcy, że pod pretekstem rekwizycji mienia żydowskiego pozbawiono ją całego dobytku. Była tak przekonująca w swoim oburzeniu na pomysł, jakoby miała przechowywać u siebie jakichś Żydów, że współczuła jej cała kamienica, a nawet niemiecki pracodawca.

Czytaj dalej tu: Irena Gelblum w konspiracji. Do śmierci


Dom Wydawniczy poleca nową książkę “Wybór Ireny” Remigiusz Grzeli

 

 

Wybór Ireny – Grzela Remigiusz

Są takie życiorysy, w których nic się nie zgadza. Fikcja miesza się z prawdą, a prawda z roku na rok coraz bardziej się kamufluje. Bywa, że w końcu łatwiej uwierzyć w fikcję niż w prawdę o sobie. Czas mija, świadkowie odchodzą, fakty gubią się, a to, co zostaje, to fragmenty opowieści.

Ta książka jest opowiadaniem o braku miłości, zemście i nieistnieniu, ale przede wszystkim o fascynującej kobiecie, której życie było pełne fikcji, tajemnic i mitów. Choć była w nim też prawda. To ona łączyła Irenę z ludźmi, którzy znali ją od początku: Antkiem Cukiermanem, Cywią Lubetkin, Kazikiem Ratajzerem, Markiem Edelmanem, Aliną Margolis. Ta brawurowa łączniczka Żydowskiej Organizacji Bojowej, uczestniczka powstania warszawskiego, bez wątpienia bohaterka, zdecydowała się wymazać siebie – swój wojenny los, swoje pochodzenie – ze wspomnień i z książek historycznych. Wybrała nieistnienie. Zmieniła rok urodzenia, narodowość, poglądy, a nawet głos. Nie rozpoznawała prawie nikogo z dawnych przyjaciół. Była Ireną Gelblum, Ireną Waniewicz a w końcu stała się włoską poetką Ireną Conti. Grała ją perfekcyjnie, przez całą dobę. Przez całe lata.


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com