Zatruta Jerozolima
Jacek Pawlicki

Panorama Jerozolimy o zachodzie słońca. Widok na kopułę meczetu Al’Aksa / fot. Saeed Qaq/APA / źródło: Zuma Press
Rzeźnia religii – jak mawiał o Jerozolimie Aldous Huxley – jest jedną z największych przeszkód na drodze do pokoju na Bliskim Wschodzie. W mieście świętym dla żydów, chrześcijan i muzułmanów tli się kolejne powstanie palestyńskie.
Ibrahim Al-Aqari miał 38 lat. Nie należał do żadnej organizacji terrorystycznej. Był jednym z ponad 300 tys. Palestyńczyków mieszkających we Wschodniej Jerozolimie. 5 listopada wsiadł do furgonetki i wjechał z impetem w grupkę ludzi stojących na przystanku tramwajowym. Zabił inspektora policji i ranił 13 przypadkowych osób. – Od rana śledził bacznie zamieszki pod meczetem Al-Aksa. Widział krew, rannych, patrzył, jak bezczeszczone jest święte miejsce. Opuścił dom i pojechał na miejsce ataku, żeby zdobyć miejsce wśród szahidów – opowiadała potem żona Al-Aqariego.
Samochodowa intifada
Szahidem, czyli męczennikiem, został na miejscu ataku, zastrzelony przez policjantów. Kiedy następnego dnia grzebano go w rodzinnym Szufacie, sąsiedzi żegnali go jak bohatera, ale dla Izraelczyków był jednym z terrorystów, „samotnych wilków”. Wcześniej w Jerozolimie doszło do podobnych samochodowych ataków. Przed następnymi ludzi chronić mają betonowe zapory, które władze chcą stawiać na przystankach. Izraelskie media piszą nawet o „samochodowej intifadzie”. Choć nie ma zgody co do tego, czy trzecia intifada już się zaczęła, spirala przemocy powoli się rozkręca.
„Wybuchła kolejna intifada Al-Aksa, a Jerozolima jest zarówno placem boju, jak i powodem walki” – pisze izraelski komentator Shlomi Eldar na łamach waszyngtońskiego portalu Al-Monitor, specjalizującego się w sprawach bliskowschodnich. Poprzednie powstanie palestyńskie zwane intifadą Al-Aksa (albo drugą intifadą) zaczęło się we wrześniu 2000 r., kiedy młodzi Palestyńczycy wyszli na ulice Wschodniej Jerozolimy i zaczęli rzucać kamieniami w izraelską policję i wojsko. Iskrą, która wywołała pożar, była wizyta ówczesnego szefa opozycji (później premiera) Ariela Szarona na Wzgórzu Świątynnym, gdzie znajduje się słynny meczet. W ciągu pięciu lat w walkach zginęło ponad trzy tysiące Palestyńczyków i tysiąc Izraelczyków.
– Nie sądzę, żeby to już była trzecia intifada, ale nazwa nie ma znaczenia. Rzeczywistość jest taka, że pojedynczy Palestyńczycy, niekoniecznie związani z jakąś organizacją terrorystyczną, atakują Izraelczyków. Nie potrzebują wyszkolenia terrorystycznego, broni czy materiałów wybuchowych, wystarczy samochód albo nóż – mówi mi Meir Shalev, izraelski pisarz, którego kilka książek (m.in. „Rosyjski romans”, „Moja babcia z Rosji i jej odkurzacz z Ameryki”) ukazało się też w Polsce.
Shalev jak wielu lewicowych intelektualistów obawia się, że przemoc rozleje się po całym kraju. To zresztą już się dzieje. W minionym tygodniu inny „samotny wilk” zaatakował grupkę Żydów przy wjeździe do Alon Shvut na Zachodnim Brzegu, śmiertelnie raniąc nożem 26-letnią żydowską osadniczkę. W Tel Awiwie – również nożem – zabity został 20-letni żołnierz. Ofiarami są też Palestyńczycy. W starciach z izraelską policją zginęło dwóch 22-latków.
Czytaj dalej tu: Zatruta Jerozolima
twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com










