
Otwarcie Muzeum Historii Żydów Foto: PAP
Oficjalnie wszyscy się cieszą z otwarcia Muzeum Historii Żydów Polskich. Nieoficjalnie toczy się o nie spór. Zagrożeniem są nie tylko wymagania polityków i sponsorów, ale też zniekształcanie prawdy historycznej przez pozornych przyjaciół.
Spory o to, czyje interesy powinno reprezentować Muzeum i czyją narrację powinno wyrażać, toczą się od dawna. Ścierają się tu: polityka historyczna państwa, wyobrażenia sponsorów na temat historii stosunków polsko-żydowskich, zbudowana na traumie Holokaustu tożsamość Izraelczyków i identyfikacja Żydów z diaspory, oparta głównie na doświadczeniu antysemityzmu i wątkach religijnych.
Tymczasem dla wszystkich powinno być jasne, komu Muzeum oddaje głos w pierwszym rzędzie: polskim Żydom. Chasydom i litwakom, asymilatorom i ortodoksom, religijnym agudowcom i świeckim bundowcom. Żydowskim intelektualistom i ludziom półświatka, rewolucjonistom i fabrykantom, patriotycznym legionistom i syjonistom marzącym o Izraelu.
Już teraz widać, że pełna reprezentacja wszystkich tych odcieni polskiego żydostwa napotyka na przeszkody – zarówno ze strony „patriotycznej”, jak „krytycznej”.
Ryzyko narracji „patriotycznej”
O tym, że narracja „patriotyczna” może być przeszkodą w wiarygodnym reprezentowaniu historii polskich Żydów, twórcy Muzeum przekonali się już tworząc ekspozycję. Dobrym przykładem są naciski na autorów galerii powojennej placówki. Współtwórczyni tej ekspozycji, Helena Datner, wspominała „Gazecie Wyborczej” o sugestiach ze strony polskich władz, aby lepiej reprezentowano tu „polską rację stanu”. W późniejszym artykule w „Krytyce Politycznej” streszczała intencje rządzących następująco: „Pokażcie, wy, twórcy wystawy, Żydów złych (żydokomuna), odetnijcie się od nich, wykazując się odwagą, a potem pokażcie Żydów pięknych, patriotycznych, ważnych i przede wszystkim podobnych do nas”. W obowiązującej w Polsce narracji patriotycznej mieszczą się tylko Żydzi-patrioci, nawet ci, którzy Żydami się już nie czuli. Ambitne muzeum tymczasem powinno próbować wniknąć w motywy, które doprowadziły wielu Żydów do komunizmu – podobnie zresztą jak w przyczyny kryjące się za pogardą asymilatorów wobec Żydów ortodoksyjnych. Nie może zamykać się na prostej ocenie moralnej, w której jedni są po prostu dobrzy, a drudzy źli.
Naciski władz na autorów galerii nie są zaskoczeniem. W końcu polityka historyczna (np. krucjata przeciw oskarżeniom o „polskie obozy śmierci”), to chyba jedyna sprawa łącząca polityków PiS i PO. Jeśli chodzi o stosunek do historii polskich Żydów i do Holokaustu, w naszej polityce istnieje pewna ciągłość: chodzi o przemilczanie ciemnych kart własnej przeszłości oraz przeniesienie zbiorowej odpowiedzialności za zaangażowanie w komunizm na Żydów.