Antysemityzm subiektywnie
Katarzyna Kasia

Magdalena Marcinkowska
Kiedy miałam 12, a może 13 lat – nie pamiętam już dokładnie – mniej więcej w połowie lat 90., do Polski przyjechał gość, który raz na zawsze zmienił mój sposób myślenia o życiu i o świecie. Nazywał się Samuel Pisar, był francuskim prawnikiem mieszkającym w Stanach Zjednoczonych oraz polskim Żydem z Białegostoku.
Kiedy wybuchła II wojna światowa, miał 10 lat. Przeżył Majdanek, Auschwitz i Dachau. Przetrwał jako jedyny w swojej rodzinie. Spotkałam go, kiedy po raz pierwszy od czasu swojego cudownego ocalenia, a właściwie całej serii nieoczekiwanych ocaleń, przyjechał do Polski w związku z wydaniem książki „Z krwi i nadziei”, w której opisał swoją historię. Krzysztof Krauze postanowił nakręcić film dokumentalny o tej wizycie. Zaprosił do współpracy grupę żydowskich dzieci, które miały razem z Pisarem odwiedzić wszystkie ważne dla niego miejsca w Polsce.
Najbardziej utkwiło we mnie jedno wspomnienie: pan Samuel nie mówił po polsku, rozmawialiśmy z nim po angielsku, ale pewnego dnia powiedział, że kiedy przyjedziemy do jego rodzinnego domu w Białymstoku, on swoją polszczyznę odzyska, bo przecież język, wyparty przez traumę, gdzieś musi być jednak w głowie zapisany. Wyjechaliśmy z Warszawy o świcie. Nasz gość był bardzo przejęty i te emocje wszystkim nam się udzielały. Na miejscu okazało się, że dom przetrwał wojnę, stoi właściwie niezmieniony – duży dom, kamienica z czerwonej cegły. Weszliśmy do środka, zapukaliśmy do drzwi mieszkania. Zostaliśmy wpuszczeni. I po przekroczeniu progu wydarzył się obiecywany cud: Samuel Pisar odzyskał zdolność mówienia po polsku. Było to tym bardziej przejmujące, że zaczął do nas mówić przedwojennym językiem żydowskiego 10-latka z Białegostoku. Jego polszczyzna nie ewoluowała ani nie zmieniły jej żadne obce naleciałości: została zamrożona, zatrzymana w czasie.
Kilka miesięcy później film Krauzego został wieczorem wyemitowany przez Telewizję Polską. Kiedy następnego dnia rano wychodziłam do szkoły, cała klatka schodowa była pokryta Gwiazdami Dawida na szubienicach, napisami „Jude raus!” oraz sugestiami, że mam wyp…ć do Izraela. Chyba wtedy po raz pierwszy poczułam sprzeciw wobec antysemityzmu. Ale o wiele mocniej poczułam potworny, paraliżujący strach. Po kilku godzinach, z duszą na ramieniu, wracałam do domu. Po napisach nie było już śladu, a nasze sąsiadki rozwieszały na sznurach wyprane z rozpuszczalnika ścierki, których nie pozwoliły nawet dotknąć moim rodzicom
Pytanie o powody antysemityzmu nie ma sensu, ponieważ zakłada, że da się go racjonalnie uzasadnić. Tymczasem wcale się nie da.
Tamto doświadczenie sprawiło, że zaczęłam się zastanawiać nad dynamiką nienawiści. Nie rozumiałam i nie zrozumiem pewnie nigdy – mimo licznych lektur i rozmów – skąd bierze się antysemityzm. Jak może istnieć w Polsce? W kraju, który wedle Paula Celana jest zamarzniętym jeziorem żydowskiej krwi. Czy od tamtego czasu coś się zmieniło w mentalności? Momentem przełomowym było niewątpliwie Jedwabne i „Sąsiedzi” Jana Tomasz Grossa, jedna z najważniejszych książek ostatnich lat. Pytanie o powody antysemityzmu nie ma sensu, ponieważ zakłada, że da się go racjonalnie uzasadnić. Tymczasem wcale się nie da. Jedynym tropem interpretacyjnym może być sformułowana przez René Girarda koncepcja kozła ofiarnego, w myśl której pierwotny mord (i wspólny wróg) jest fundamentem wspólnoty. Z drugiej strony ważna jest postawa moich cioć-sąsiadek, które wiele lat temu poczuły się tamtym aktem nienawiści osobiście dotknięte. Umyły ściany, żebym miała świadomość, że za mną stoją i nie pozwolą, abym ja i moja rodzina była atakowana. Przywracając porządek na klatce schodowej, chciały przywrócić mi, chociaż w nikłym stopniu, poczucie bezpieczeństwa. Do dzisiaj jestem im za to bezgranicznie wdzięczna.
Czytaj dalej tu: Antysemityzm subiektywnie
twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

