Archive | June 2015

Wielki wyrównywacz wszystkich Żydów

Wielki wyrównywacz wszystkich Żydów

Sarah Honig

Tłumaczenie: Małgorzata Koraszewska


Liege, Belgia - “Wejście dozwolone dla psów, ale w żadnych okolicznościach nie dla Żydów!”

Liege, Belgia – “Wejście dozwolone dla psów, ale w żadnych okolicznościach nie dla Żydów!”

Zeszłego lata kawiarnia na przedmieściach belgijskiego miasta Liege odsłoniła obecną twarz antysemityzmu w jednej, zwartej wystawie okiennej.

Okno było przyozdobione flagą palestyńską, udekorowane kefijami Fatahu i pokazywało flagę izraelską przekreśloną wielkim, czerwonym “X”. Gdyby jednak Marsjanin, który właśnie wylądował, nie zrozumiał, o co chodzi, było tam także dwujęzyczne wyjaśnienie. Wersja francuska, na benefis tubylców, śmiało głosiła:

“Wejście dozwolone dla psów, ale w żadnych okolicznościach nie dla syjonistów!”

Niemniej, ograniczenia politycznej poprawności wyraźnie nie dotyczyły tureckiego. Gdyby jakiś zagubiony Turek miał kłopoty z ustaleniem, kto jest syjonistą, napis po turecku wyjaśniał mu wyraźnie – już bez syntetycznych prób zachowania europejskich subtelności. Wypuścił przysłowiowego kota z worka ku uciesze zarówno miłośników psów, jak i nienawidzących Syjonu.

“Wejście dozwolone dla psów, ale w żadnych okolicznościach dla Żydów!”

Ten kawałek o syjonistach był wyłącznie na konsumpcję europejską. Od końca II wojny światowej nieskrywane tyrady antyżydowskie utraciły na większej części kontynentu swój dawny blask. Społecznie akceptowanych alternatyw dostarcza jednak perorowanie o postawach antyizraelskich i antysyjonistycznych. W istocie, w dzisiejszych czasach, te substytuty stały się obowiązkowe dla tych, którzy chcą być modni.

Nie dbając jednak o panujące konwenanse, tureccy właściciele kawiarni jasno pokazali, że tych określeń można używać zamiennie. Jak już, to antysyjonizm i antyjudaizm są synonimami, mimo gorliwych i wygodnych zaprzeczeń nieszczerych propagandzistów europejskich i arabskich.

Przyziemnym usprawiedliwieniem odrodzenia jawnego antysemityzmu jest zapewnianie, że absolutnie tym nie jest – że jest to tylko uzasadniony protest przeciwko polityce Izraela. Sugeruje to, że gwałtowność protestu jest bardzo ad hoc i zniknie w momencie, kiedy ustanie ta konkretna prowokacja izraelska.

Problem polega oczywiście na tym, że trudno jest przyszpilić przyczyny i cechy tych domniemanych prowokacji. Zmieniają się i mutują szybciej niż wirusy. Każdy czyn izraelski w każdej sferze działalności ludzkiej można wypaczyć w występek, a każdy występek w podnoszącą włosy na głowie zbrodnię przeciwko ludzkości. Lista przestępstw Izraela staje się zbyt wszechobejmująca, by brać ją za dobrą monetę.

W końcu trzeba dojść do nieuniknionego wniosku, że Izrael niczego nie może zrobić dobrze i że przez samo swoje istnienie stanowi ohydny twór – który musi zostać usunięty. Dlatego też to głośne domaganie się zmiany polityki nie jest czymś, co można spełnić, jak długo Izrael nadal istnieje.

Odmianą tego pretekstu jest całościowy sprzeciw wobec syjonizmu. Pozornie jest to głębsza, bardziej nieustępliwa warstwa rozprzestrzenionej akcji antyizraelskiej. Nie ma tutaj udawania, że antypatia może zniknąć przy zmianie kierunku przywódców Izraela – bez wymagania samobójstwa narodowego.

U podstaw tego rodzaju antysyjonizmu jest założenie, że Izrael jest z natury nie do przyjęcia, nieważne, jaką prowadzi politykę. Najwyraźniej, ruch narodowo-wyzwoleńczy narodu żydowskiego – a tym jest syjonizm – musi zostać natychmiast zlikwidowany, by można było wybaczyć narodowi żydowskiemu.

Siłą rzeczy znaczy to, że Żydzi, aby zostać zaakceptowani, muszą wyrzec się swojej tożsamości narodowej, nadziei i samostanowienia. Logicznie rozumując, antysyjonizm żąda by Żydów wyróżnić negatywnie spośród wszystkich innych narodów i kazać im zrzec się samego prawa do narodowości. Tylko to, w oświeconym światopoglądzie antysyjonistów, stanowiłoby elementarną sprawiedliwość.

Antysyjoniści marzą o tym, żeby zobaczyć Żydów – w odróżnieniu od każdej innej grupy na powierzchni tej planety – raz jeszcze bezdomnych, porozrzucanych i, nade wszystko, bezsilnych. A więc, antysyjoniści chcą, by Żydzi raz jeszcze zostali poddani łasce narodów, które od niepamiętnych czasów nie cierpiały Żydów – domagając się tego czy to z wściekłością wywołującą pianę na ustach, czy z dystyngowanym oszustwem.

A to wszystko, zgodnie z logiką antysyjonistyczną, nie zahacza nawet o antyjudaizm – a już z pewnością nie jest to nic, co zasługuje na określenie “antysemityzm”.

Osobliwie, podczas gdy straszliwie wkurza ich starożytny naród żydowski, ci sami „nie-antysemici” przycisnęli do piersi narodowe roszczenia Palestyńczyków – tych, którzy do wczoraj pogardliwie odrzucali samą nazwę „Palestyńczyk” i zaprzeczali, że stanowią grupę narodową, odrębną od wielkiej grupy panarabskiej (lub jej podgrupy syryjsko/irackiej)

Zdumiewająco, wszystkie te sprzeczności i niedorzeczności umykają uwadze pompatycznych europejskich kaznodziei. Albo jest tam zbyt dużo strawy intelektualnej do przeżucia i strawienia, albo jest niechęć do kłopotania się Żydami, których nigdy nie lubili (chociaż to, nawet przy największym wysileniu wyrafinowanej wyobraźni, nie powinno być uważane za antysemityzm).

Czasami jednak – jak w tej belgijskiej kawiarni – głoszony sprzeciw wobec polityki izraelskiej, antysyjonizm i fanatyczna stronniczość pro-palestyńska zlewają się w jedno, bezdyskusyjnie już antysemickie opakowanie. Chociaż w swej istocie mierzy w żydowską przynależność narodową, nie jest jednak niepodobne do wczorajszej nienawiści, która celowała w żydowską przynależność religijną.

W obu wypadkach Żydzi są piętnowani z powodu tego, kim są. Przez tysiąclecia wiara żydowska była pretekstem do wyróżniania Żydów i poddawania ich wszelkiego rodzaju niezwykłym karom. Stanowcze żądanie brzmiało: nawróćcie się i przestańcie być Żydami, by można było was tolerować.

To jednak też nie działało i zabójcze szczucie trwało nadal. Ci, którzy zazdrościli talentom i osiągnięciom conversos, oskarżali ich, że pozwolili się ochrzcić tylko pozornie, żeby uniknąć prześladowań i wygnania. Podejrzewano tylko, ale te podejrzenia, że nadal w ukryciu praktykują judaizm, prowadziły do tortur i palenia conversos na stosach.

Niezależnie od tego, jak bardzo “nowi chrześcijanie” próbowali uniknąć żydowskiego losu, ich “zła krew” przeszkadzała. To samo dotyczy dzisiaj rozmaitych izraelskich artystów i akademików, którzy robią, co mogą, by uniknąć przeszkód, jakie szalejący antysyjonizm stawia na ich drodze do kariery.

Tak więc – podobnie jak conversos w dawnych czasach – izraelscy pisarze, profesorzy, filmowcy i aktorzy nie szczędzą wysiłków, by zdystansować się od kolektywu izraelskiego. Szybko zrozumieli, że opłaca się zdobyć wpływy w judeofobicznej Europie, towarzystwo i fanów przez podkreślanie, jak są szlachetnie inni od odrażających obywateli grzesznego państwa żydowskiego.

Ewidentnie jest to warunek wstępny kariery w miejscach, gdzie związki z Izraelem nie są pomocą w karierze ani nie przysparzają dochodów. Dla zadufanych aspirantów dawno przeważyło to nad niestosownością kłaniania się odrazie do Żydów, która paraduje za granicą jako krytyka Izraela.

Z wyraźnym delektowaniem się i wyrachowaną konsekwencją rzucają wybuchowe inwektywy na linie obronne swoich rodaków. Antyizraelskie diatryby służalczych Izraelczyków, prezentuje się ze złośliwą satysfakcją, jako ostateczny autorytet w sprawie wrogów naszego istnienia.

Nic nie jest słodsze dla antysyjonistycznych prowodyrów niż uzasadnianiem swoich inicjatyw BDS (bojkotu, wycofania inwestycji, sankcji) cytatami lewicowych (często anarchistycznych) kolaborantów izraelskich. Ci ostatni sami także czasami sponsorują akcje bojkotu lub z wielkimi fanfarami rozprowadzają petycje antyizraelskie.

Nie jest to tylko szalony margines ekscentryków, którzy pomagają europejskiemu i arabskiemu/muzułmańskiemu antysemityzmowi przebranemu za antysyjonizm. Zbyt wiele nieprzekraczalnych granic zostało zamazanych dla zbyt wielu gwiazd domowego chowu, których droga do sukcesu za granicą często była torowana przez ich miażdżącą krytykę „polityki rządu Izraela”.

Ich dyskredytowanie Izraela jest tak intensywne, że nie potrzebują właściwie wzywać do BDS – przynajmniej nie bezpośrednio – by podsycać jego płomienie swoją świetnie im służącą retoryką

Izraelscy jajogłowi i celebryci, którzy są najbardziej popularni w Europie, to niemal bez wyjątku ci, którzy szukali aprobaty przez podkreślanie swojej dezaprobaty dla Izraela. Europa obsypuje ich zaszczytami i dowodami uznania. To oni przygotowują grunt pod BDS.

Ultralewicowa piosenkarka izraelska, Achinoam Nini, znana za granica pod łatwiej wymawianym i chwytliwym imieniem Noa, oświadczyła tak głośno, by usłyszała cała Europa i by jej to zaimponowało, że rząd Netanjahu jej nie reprezentuje (podobno jej nie dotyczą werdykty wyborców), że zajmuje się on podżeganiem do wojny i jest winien szeregu oburzających ją potworności.

Choć formalnie trzyma się z dala od poparcia BDS, Nini obficie obwiniała wybranych przywódców Izraela za zaistnienie tego objawu antysemityzmu.

Proszę pamiętać, że sama nie stroni od bojkotowania. Wytrwale odrzuca przedstawienia poza Zieloną Linią (tą obecnie uświęconą linią zawieszenia broni). Zbojkotowała ceremonię przyznania nagród przez Stowarzyszenie Kompozytorów, Autorów i Wydawców Muzyki w Izraelu w 2014 r., ponieważ jednym z laureatów był Ariel Zilber, którego prawicowe poglądy są dla niej anatemą.

Sarah Honig Izraelska publicystka, pracuje w redakcji “Jerusalem Post” od 1968 roku.

Dlatego nie ma co ukrywać nieco wstydliwej mściwej przyjemności, kiedy dostała za swoje od krzykaczy z BDS podczas niedawnego koncertu w Hiszpanii.

Ci, którzy znają idiomy Szekspira mogliby powiedzieć, że Nini wyleciała na własnej beczce z prochem. Takie beczki napełnione prochem były używane w minionych stuleciach do przełamania fortyfikacji wroga. Czasami urządzenie eksplodowało w niewłaściwym momencie czyniąc tym, którzy go podkładali, to, co zamierzali uczynić innym.

Po tym nieprzyjemnym incydencie Nini skarżyła się na Facebooku, że “ruch Bojkotu chce agresywnie zamknąć mi usta przez prześladowanie i oczernianie” mimo faktu, że jest ona przecież słynną działaczką na rzecz pokoju. Według jej świętoszkowatych słów: „sztuka jest dla wolności i dialogu” – oczywiście pod warunkiem, że nie jest to sztuka Zilbera.

Jej zdaniem BDS był tak straszliwie niesprawiedliwy. Ruch ten stara się, pisze Nini, „zamknąć usta każdemu obywatelowi mojego kraju, włącznie z milionami, którzy dążą do pokoju i pracują na jego rzecz, jak ja to robię, wbrew działaniom rządu i mimo gróźb miejscowych ekstremistów”.

Mówiąc wprost, Nini w zasadzie zapewnia, że lewicowcy, tacy jak ona, zasługują na wyłączenie spod represji BDS – przypuszczalnie także spod wrogości arabsko/muzułmańskiej.

Można się tylko zastanawiać, czy namiętne, pro-palestyńskie tyrady Nini, zdobyłyby dla niej wyjątek w zakazie wstępu do kawiarni w Liege. Sądząc po sformułowaniu po francusku, mogłaby wcisnąć się do kawiarni i uzyskać przywilej zetknięcia się z jej wolnomyślącymi klientami.

Jednak jest bardzo prawdopodobne, że właściciele kawiarni wyrazili swoje prawdziwe preferencje po turecku. Z ich niedyskryminującej perspektywy nie ma żadnej różnicy między Noa a Arielem. Patrzyliby na oboje z równą pogardą.

To jest kwestia zasadnicza w antysemityzmie – Żydzi są pogardzani, niezależnie od tego, kim są, niezależnie od tego, w co wierzą, co mówią lub co osiągają. Antysemityzm, także w swoim wygodnym kamuflażu, jest wielkim wyrównywaczem wszystkich Żydów.


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Aktorzy żydowscy

Aktorzy żydowscy

  • Data premiery: 29.05.2015
  • Reżyseria: Anna Smolar
  • Scenariusz i dramaturgia: Michał Buszewicz
  • Scenografia i kostiumy: Anna Met
  • Muzyka na żywo: Dominika Korzeniecka
  • Asystentka reżysera: Paulina Lombarowicz
  • Czas trwania: 1h 30m

„Aktorzy żydowscy” to spektakl próbujący sportretować grupę o niejasnym statusie, w której zarówno słowo „aktorzy” jak i „żydowscy” bywa kwestionowane. Uwięzieni w nieustannym próbowaniu pierwszej sceny spektaklu, którego premiera od kilkudziesięciu lat nie ujrzała światła dziennego uciekają w opowieść o sobie, próbują zdefiniować paradoksy nie pozwalające im zrobić kolejnego kroku, uciec od etykiet i uproszczeń. Zamknięci w kapsule czasowej przemierzają kolejne momenty własnych historii, uwięzieni w przeszłości, ale i w oczekiwaniach stawianych im przez otoczenie. Nie widzą teraźniejszości, bo wiąże ich pamięć i konieczność pamiętania o przeszłości i kontekście miejsca. Próba uwolnienia się od pamięci jest herezją, powtarzanie tego samego – przekleństwem.

Szóstka aktorów prowadzi opowieści oparte na własnych życiorysach, doświadczeniach, wahaniach. Żaden z nich nie może jednak zagwarantować, że powie tylko prawdę. Ta fantazja oparta jest na osobistej opowieści, ale daleka od dokumentalnej prawdy. Zmyślenie bywa więcej warte, kiedy gwarancją jego prawdziwości staje się własna twarz. Ale czy twarz aktora może być wiarygodna?

Dlatego mimo pozorów wiarygodności trzeba przyjąć założenie, że opinie postaci aktorów w spektaklu nie zawsze są opiniami aktorów grających w spektaklu.

Aktorzy żydowscy / fot. Magda Hueckel


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Ataki ISIS na Zachód

Daniel J Pipes
Ataki ISIS na Zachód

Daniel Pipes


Atak z 3 maja na konkurs na karykatury Mahometa w Garland w Teksasie sprowokował dyskusję na temat związków atakujących z Państwem Islamskim, znanym jako ISIS, ISIL czy Dasz. Czy byli to agenci ISIS? Czy byli oni częścią nowej siatki terrorystów na Zachodzie?

Ewidentnie dżihadyści z Garland mieli związki z ISIS. Ich przywódca, Elton Simpson, używał Twittera by kontaktować się i wzywać do przemocy razem z Muhammedem Abdullahi Hassanem (znanym także jako Mujahid Miski), 25-cio letnim rekruterem ISIS, który wychował się w Minneapolis. Hassan 23 kwietnia tweetował “Bracia odpowiedzialni za ataki na Charlie Hebdo wykonali swoją robotę. Teraz nadszedł czas na braci z USA”, dołączając do tego artykuł z breitbart.com o konkursie karykatur Mahometa. Wydaje się, że właśnie to zwróciło uwagę Simpsona na wydarzenia w Garland. Simpson retweetował to wezwanie do działania i odpowiedział: “Kiedy się wreszcie nauczą. Planują wybrać najlepszy rysunek [Mahometa] w Teksasie”. Hassan dalej zachęcał Simpsona: “Jeden człowiek może rzucić naród na kolana”.


Po atakach w Garland ISIS się do niego przyznało, nazywając atakujących, Simpsona i Nadira Hamida “dwoma żołnierzami kalifatu”, których śmierć zdobędzie dla nich “najwyższe miejsce w raju”. Radio Bajan wykorzystało atak, by ostrzec Amerykanów, że “to co nadchodzi będzie jeszcze gorsze”, bowiem “żołnierze Państwa Islamskiego” będą robić “okropne rzeczy”.

Jednak na ile wiemy ani Simpson ani Soofi nie brali pieniędzy od ISIS, nie otrzymywali broni ani szkoleń, nie dyskutowali z organizacją o swoich planach ani też nie szukali jej zezwolenia. Żaden z nich nie odwiedził także Syrii ani Iraku.

Jest to zgodne z ich systemem: ISIS nie planuje i nie dowodzi atakami, lecz korzysta ze swojej pozycji, aby nakłonić Muzułmanów do zwrócenia się przeciw ich nie-muzułmańskim sąsiadom, jak miało to już miejsce w Oklahoma City. Oferuje duchowe przywództwo, wybór celów i inspirację; nie zajmuje się logistyką, dowodzeniem ani kontrolą. Kiedy przyznaje się do ataków, twierdzi, że było inspiracją a nie organizatorem.

Może więc zapewne kompletnie zignorować twierdzenia ISIS, że wyszkoliła 71 żołnierzy w 15 stanach USA, którzy są “gotowi na jedno nasze słowo zaatakować dowolnie wybrany przez nas cel”, a co dopiero twierdzenia, że 23 z nich zgłosiło się do “misji takich jak” atak w Garland. Jednak amerykańskie siły policyjne śledzą tysiące osób takich jak Simpson i Soofi, którzy komunikują się z ISIS i mogą w każdej chwili zwrócić się ku przemocy. Jak się okazało, trwające latami śledzenie Simpsona okazało się bezużyteczne. Koncept “samotnego wilka” okazał się być bez znaczenia w czasach globalnego dżihadu, kiedy każdy pobożny muzułmanin może potencjalnie być “żołnierzem kalifatu”.

Miejsce ataku w Garland w Teksasie.

W przeciwieństwie do Al-Kaidy (której model zachowania znamy znacznie lepiej), która komunikuje się często ze swoimi agentami i kontroluje ich ruchy, ISIS nie planuje rozbudowanych spisków by uderzyć w niewiernych z Zachodu. Zamiast tego pragnie kontroli nad terytorium na Bliskim Wschodzie (w Libii, Jemenie, Syrii i Iraku). Wzywa muzułmanów z Zachodu, by przenieśli się do Syrii; ataki na Zachodzie są tylko skutkiem ubocznym, głównie chodzi o szmuglowanie członków przez Morze Śródziemne do Europy.

Mimo tego model ISIS jest znacznie bardziej niebezpieczny. Jej ataki mogą być amatorskie i mniej zabójcze niż te Al-Kaidy, lecz może do nich dochodzić częściej. Jej atakom łatwiej zapobiec, lecz trudniej je przewidzieć. Podejście ISIS jest bardziej skuteczne jeśli liczyć nie ciała a skutki polityczne – jak na przykład na polu walki z ośmieszaniem Mahometa.

Innymi słowy, inspiracja jest groźniejsza niż organizacja. ISIS potrzebuje tylko opublikować nazwę celu w swoim magazynie lub na Twitterze a cała armia jest gotowa do uderzenia; nie musi zajmować się budową bezpiecznych linii komunikacji, szkolić kadr, przemycać pieniędzy przez granice, wybierać i śledzić celów, wydawać rozkazów.

Analityk BBC popełnia błąd, gdy mówi, że jeśli ISIS może “udowodnić, że zaplanowało i dowodziło [atakiem w Garland] – zamiast tylko twierdzić, że brało w nim udział – to będzie to znacząca zmiana”. Otóż nie; ISIS jest potężniejsza nie dzięki planowaniu i dowodzeniu, lecz dzięki rozmowom i pismom.

Podobnie jak irański reżim stanowi największe zagrożenie dla Bliskiego Wschodu, tak ISIS prezentuje następną, bardziej rozbudowaną i groźniejszą formę islamistycznej przemocy na Zachodzie. Czy uda się rozpoznać tych śmiertelnych wrogów na czas?


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


I co Wy na to?

Wojciech Albiński, “Oświęcimki”

Jakub Nikodem


“Oświęcimki” to trzydzieści dziewięć impresyjnych miniatur poetycko-prozatorskich. Gorzkich, ironicznych, o dużej zawartości absurdu i groteski na centymetr kwadratowy zdania. Napisanych prostym językiem, lecz zmuszających do niełatwej refleksji. Ryzykownych. Co jednak najważniejsze – zaskakująco dobrych.

Muszę się przyznać, że po zapoznaniu się z tytułem i pobieżnym przeczytaniu pierwszego fragmentu, który porównuje Ikeę do obozu koncentracyjnego, miałem wątpliwości, czy nie trzymam w ręku literackiego niewypału. Szybko jednak przekonałem się, że tkwiłem w błędzie. Kiedy Albiński pisze, że “Oświęcim dzisiaj, co już zostało powiedziane tysiąc razy w uczonych książkach, jest metaforą wszystkiego”, rzeczywiście można nabrać uzasadnionych podejrzeń, że hipermarket czy praca w korporacji są niczym Obóz. Na szczęście nie o to autorowi chodzi. Inna jest jego metoda. Choć Albiński ryzykownie balansuje na granicy kiczu, w większości przypadków udaje mu się pozostać bezpretensjonalnym, unikając – nieraz za cenę kilkukrotnej lektury – jałowej metaforyki.

Niemal każdy z tych krótkich utworów oparty jest na skojarzeniu, w którym współczesna codzienność splata się z echami Zagłady, wojny, minionych cierpień i prześladowań. Kolejka w Ikei niczym rampa w obozie śmierci, szpara między ścianami domu to kryjówka dla Żydów, niezliczona ilość ubrań po Openerze jako stosy odzieży zabranej więźniom, wahania waluty na giełdzie – niepozbawione nadziei oczekiwanie w komorze gazowej, zwolnienie z pracy – selekcja, pomysł na własną firmę – plan ucieczki. Dym z komina, wiersz Leopolda Staffa, pociąg, odliczanie w zabawie w chowanego (“zawsze od końca”), zgaśnięcie światła w restauracji, spływ kajakiem, przechadzka po Ursynowie. To skojarzenie nieraz bardzo odległe i zaskakujące. Demonstrują one – za pomocą dystansu, groteski, hiperbolizacji i zaskoczenia – jak bardzo Wojna i Zagłada tkwią w naszej zbiorowej podświadomości, w naszych słownikach, gestach i pamięci ciała. W miejscu, które na zawsze pozostanie kontekstem dla ludobójstwa.

Tak czytane “Oświęcimki” są grą z pamięcią, pamięcią “źle pamiętaną”, bo banalizowaną lub spychaną do podświadomości. Nie jest to więc książka o historii czy też o porównywaniu jej z teraźniejszością. Owe ślady przeszłości są “wirtualne”, tkwią w naszych głowach jako ciągle wypierane i uparcie powracające skojarzenia, które świadczą o nieprzepracowaniu fundamentalnego tematu. Jeśli jakaś diagnoza wyziera między wierszami, to właśnie taka: jesteśmy wyalienowani, pokawałkowani jak ilustrujące książkę kolaże Anny Niesterowicz. Uleczenie naszej ułomnej kondycji ludzkiej (polskiej?) mogłoby się więc dokonać przez zmniejszenie dystansu do tamtych wydarzeń – dzięki wczuciu się, empatii. Oczywiście prawdziwa empatia – poczuć to, co tamci kiedyś czuli – znajduje się poza zasięgiem możliwości naszego doświadczenia i wyobraźni. Dla celów terapeutycznych wystarczy jednak świadome próbowanie, choć wszelkie starania skazane są na porażkę. Dlatego każde porównanie lub skojarzenie musi brzmieć jak gorzki żart (stąd ironia) albo lament (patos), czasem zresztą od siebie nierozróżnialne.

“Wagony jechały, kominy dymiły, ale jaka wspólnota, jak więź. Po jednej stronie wszyscy połączeni jedną więzią, […] a po drugiej stronie bardzo skromnie, mimo rytmu tego zdania, jestem ja. Chciałbym zrozumieć, wczuć się i stać się ich częścią. Rozstąpcie się i wpuśćcie! […] Ale nie mogę, nie było mnie tam i w tej niemożności domknięcia swojej wiedzy godzę się patrzeć na każde okrucieństwo. Chodzę i słucham, podglądacz przy niekończącym się gwałcie. Dlaczego nie ja? Dlaczego nie ja? Nie zasłużyłem?” [“Rodzaj wyższości”]

I jeszcze na koniec:

“Najkrócej mówiąc, zazdroszczę im, że są razem. Wyobrażam sobie, jak później siedzą na walizkach, dzielą się czymś, powiedzmy – pańską skórką. Ja bym chętnie z nimi razem gdzieś poszedł. Nawet jako pies, nawet i do gazu.” [“Nawet do gazu”]

  • Autor: Jakub Nikodem, maj 2015
  • Wojciech Albiński
  • “Oświęcimki”
  • Wydawnictwo Nisza Warszawa 2014
  • Ilustracje: Anna Niesterowicz
  • wymiary: 135mm x 210 mm
  • liczba stron: 94
  • okładka: miękka
  • ISBN: 978-83-62995-35-2

www.nisza-wydawnictwo.pl


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do:
webmaster@reunion68.com

 


Nobel winners to flock to Israel, ignoring campus boycott push

Nobel winners to flock to Israel, ignoring campus boycott push

By: David Shamah


The BDS movement has scored some victories recently – but Israeli academia racks up one with august August gathering

Former President Shimon Peres (center-left) at a panel with three Israeli Nobel Prize winners and Dr. Yossi Vardi (center-right), at the Technion in Haifa, on Wednesday, January 8, 2014. (Photo credit: Flash90)

Former President Shimon Peres (center-left) at a panel with three Israeli Nobel Prize winners and Dr. Yossi Vardi (center-right), at the Technion in Haifa, on Wednesday, January 8, 2014. (Photo credit: Flash90)

 

While the BDS movement is using its brawn – in the form of boycott power – to urge companies to stop doing business with Israel in protest of its policies vis-vis the Palestinians, the Jewish state is responding with its brain – or rather, it has attracted the brain power of nearly two dozen Nobel laureates, who will arrive in Israel in August for five days of discussions, panels, and research.

And despite the growing strength of the Boycott, Divestment, Sanctions movement on college campuses, the Nobel winners, all of whom have prestigious positions at universities around the world – as well as hundreds of students, professors, and other guests – have accepted invitations to two events surrounding the Nobel laureates, Foreign Ministry officials said.

The World Science Conference Israel (WSCI) was originally set for August of last year, but with Israel otherwise engaged in Operation Protective Edge, sponsors – including Hebrew University, the Science Ministry and the Foreign Ministry – postponed the event. Now set for August 15-20, the event will see more than 20 Nobel laureates discuss their contributions to science and give Israeli students the opportunity to meet some of the top minds in physics, chemistry, medicine, and economics.

Among those attending: Professor Zhores Alferov, winner of the 2000 Nobel Prize in physics for his work on the development of semiconductor structures for high-speed optoelectronics; American Professor Elizabeth H. Blackburn, winner of a 2009 Nobel Prize in Medicine for the discovery of how chromosomes are protected by telomeres (DNA constructs found at the end of chromosomes): UK/US scientist Sir Harold Kroto, winner of the 1996 Nobel Prize in Chemistry for discovering a molecule called buckminsterfullerene; Israel’s own Professor Robert J. Aumann, who won the 1995 Nobel in Economics for his work on conflict and cooperation through game-theory analysis; Taiwan’s Professor Yuan T. Lee, winner of a Nobel in Chemistry in 1986 for his work on chemical elementary processes.

The WSCI is modeled after the Asian Science Camp, which brought leading scientists together with young people every summer for the past decade. The organizers said they were “inspired by the success of the Asian Science Camp in Israel in 2012 to extend this experience and its impact around the globe.”

During the conference the participants will have a chance to attend lectures and interact with the Nobel Laureates and other leading scientists from around the world. Participants will also experience a unique opportunity to meet and get to know some 300 students from around the globe who will be attending – among them, said organizers, more than likely some future Nobel winners. All the action will take place at the Edmond J. Safra campus of Hebrew University in Jerusalem.

While in Israel, the Nobel laureates will also take in another conference, this one to be held in Tel Aviv. The Nobel Conference for Science & Technology will feature discussions with the prizewinners, as well as business and government officials, students, and others on the future of science and technology, their impact on society in the coming years, and other relevant topics. Among the sessions: The Revolution of Personalized Medicine, Innovation at Start-Ups, Brain-Tech Research, The Frontiers of Fundamental Physics.

Such a gathering would be notable at any time – but it’s especially relevant, and encouraging, at a time when the BDS movement has scored some victories on college campuses as well as in the corporate world, said Guy Kibetz of the Foreign Ministry, who is helping coordinate and organize the event. “Israel has not and will not surrender to boycotts. Just the opposite; the Foreign Ministry is investing a great deal of effort and creativity in Israel and worldwide in order to deal with the boycott phenomenon.”

The Nobel-centered events, said Kibetz, were an appropriate response to the boycott movement. “We are proud of the overwhelmingly positive response we have gotten from the Nobel laureates, students, and other guests from around the world. We hope to hold these events annually, and turn Israel into a ‘brand name’ for excellence in scientific research.”


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com