Archive | June 2015

Kobieta Przedsiębiorcza: Bezprecedensowy Mini-Reunion’68

Kobieta Przedsiębiorcza: Bezprecedensowy Mini-Reunion ’68

Marek Rudnicki


Róża Król
Róża Król, kobieta instytucja, której działalność bardziej rozsławia Szczecin na świecie, niż wszystkie oficjalne inne imprezy.

Pozornie twarda, w rzeczywistości bardzo przyjazna, rzetelna i konsekwentna w działaniu.

Zazwyczaj tego nie czynimy, ale tym razem robimy wyjątek. Jej kandydaturę do plebiscytu wysunął dr Michał Paziewski, znany historyk szczeciński.

– Proponuję kandydaturę pani Róży Król, wieloletniej przewodniczącej Towarzystwa Społeczno-Kulturalnego Żydów w Szczecinie. Przykładowo, w ubiegłym roku zorganizowała w naszym grodzie I Festiwal Kultury Żydowskiej, który był sporym wydarzeniem nie tylko artystycznym. Uważam, iż byłby to też piękny gest pod adresem bardzo już nielicznej społeczności, która swego czasu miała w Szczecinie swoją dzielnicę Niebuszewo, a pod koniec lat 40-tych liczyła ponad 30 tysięcy szczecinian.

To ona jest organizatorem wielu imprez, znanych i dyskutowanych nie tylko w Polsce. W tym roku odbędzie się też z jej inicjatywy festiwal kultury żydowskiej. Prawdopodobnie za najważniejsze uważa jednak zorganizowanie trzech edycji niezwykłego spotkania po latach Żydów w Szczecinie, zlotu Mini-Reunion ’68. Pierwszy w Szczecinie i pierwszy taki w Polsce odbył się w 2003 r. Przyjechało nań 160 osób z całego świata, które po raz pierwszy od 1968 r. zdecydowały się odwiedzić Polskę.

– Dzięki szczecińskim działaczom TSKŻ doszło do bezprecedensowego wydarzenia w powojennej historii społeczności żydowskiej w Polsce – pisał o spotkaniach “Mini Reunion 68” prof. dr hab. Janusz Mieczkowski.

– Było to szalenie wzruszające, gdyż nie wiedzieliśmy, ile tak naprawdę odpowie na nasze zaproszeni. Później poszliśmy za ciosem i powtórzyliśmy ten projekt w 2007 r. I to był największy sukces, bo zjechało do Szczecina już 300 osób. Wówczas rozszerzyliśmy formułę o emigrantów z lat 50., roku 1957 oraz 1968.

Trzeci zjazd odbył się dwa lata temu, ale tym razem pojawiło się mniej uczestników.

Z Towarzystwem Społeczno-Kulturalnym Żydów w Szczecinie związana jest od 11 lat.

– Dostałam pracę jesienią 1982 roku dzięki pani Haliny Szymańskiej, która pełniła wówczas funkcję sekretarza TSKŻ. To był dla całej Polski specyficzny, trudny okres z butelkami octu na półkach i niczym więcej.

Takich trudnych okresów przeżyła wiele. W tym ten najgorszy, gdy w 1968 roku w ówczesnym “Głosie Szczecińskim”, organie KW PZPR, ukazały się artykuły mówiące o tym, że TSKŻ potępiał Izrael.

– Również od nas dwóch mocno partyjnych też napisało takie wiernopoddańcze hołdy.
Wówczas wystąpiła z TSKŻ na znak protestu. Dopiero we wspomnianym 1982 r. powróciła i została do dziś. Udało jej się zorganizować wiele głośnych imprez. Dzięki niej wystąpiła tu Sława Przybylska oraz wielu innych znanych aktorów. Towarzystwo podjęło współpracę z różnymi instytucjami kultury, w tym z Uniwersytetem Szczecińskim, Książnicą Pomorską i Zamkiem Książąt Pomorskich. Kilkukrotnie organizowali z Ambasadą Izraelską uroczystości nadania medali Sprawiedliwym Wśród Narodów Świata,a także z ich inicjatywy IPN zorganizował wystawę o Sprawiedliwych w Zachodniopomorskim.

Siedziba Towarzystwa mieści się na Niebuszewie. Tu też, w tej dzielnicy mieszkała pani Różą Król do roku 1968.

– Do dzisiaj dobrze wspominam ten okres. Nigdy nie spotkało mnie tam nic złego


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


On the Arab theft of Judeo-Palestinian heritage: Chutzpah or Hasāfah?

On the Arab theft of Judeo-Palestinian heritage: Chutzpah or Hasāfah?

By JMA editor Richard Mather


The biggest fraud of the 20th century is the commonly-held belief that “colonialist Jews” invaded a country called Palestine and displaced its native inhabitants. This is false for a number of reasons. Firstly, the native inhabitants of the land called Palestine were Jews. Indeed, there has been a continuous Jewish presence in Eretz Israel for several thousand years.

As I explained in a previous article, the situation regarding the Arab inhabitants of Palestine had been in a state of flux for decades, even centuries. The vast majority of Arabs living in Palestine at the time of Israeli independence were migrants from the Ottoman Empire and the Arab region. Look hard enough and you will find that the vast majority of so-called Arab Palestinians are not from Palestine at all but are descended from people who came from Egypt, Algeria, Iraq, Sudan, Yemen, Saudi Arabia, Morocco, Syria, the Sinai, the Jordan Rift Valley and the Balkans.

According to the UN, some of the Arabs who claimed refugee status in 1948 had lived in Palestine for a mere two years. This is hardly indicative of an indigenous Arab Palestinian presence.

In fact, it wasn’t until the 1960s that a distinctive (though violent) Palestinian Arab identity came into being. Until then the Arabs had refused to call themselves Palestinians because it was an epithet reserved for the Jews. No, they were Arabic-speaking peoples who claimed allegiance to either a Greater Syria or even a supranational caliphate. There has never been a distinctive Arab Palestinian history or culture. The only evidence of an Arabic-speaking Palestinian culture comes from the 1960s onwards and even this is couched in anti-Zionist and Judeophobic terms – hardly a stable platform on which to build a nation.

Despite their successful efforts in deceiving the world, many Arab Palestinians know the truth about their origins and their destiny. Egyptian-born terrorist extraordinaire Yasser Arafat made this very clear when he said, “The Palestinian people have no national identity. I, Yasser Arafat, man of destiny, will give them that identity through conflict with Israel.” And in a conversation with Dutch newspaper Trouw in March 1977, leader of the pro-Syria as-Sa’iqa faction of the PLO, Zuheir Mohsen remarked: “It is only for political reasons that we carefully underline our Palestinian identity […] yes, the existence of a separate Palestinian identity serves only tactical purposes. The founding of a Palestinian state is a new tool in the continuing battle against Israel.”

This is why the people who call themselves Palestinians have repeatedly turned down the possibility of an independent state alongside Israel. The Arabs themselves don’t really believe in a State of Palestine. Their only interest is abolishing the sizable Jewish presence between the Mediterranean and the Jordan River. Jewish self-determination is anathema to the Arabs who, ever since the time of Muhammed, have kept the Jews in a state of subjugation and dhimmitude. When BDS protestors call for Palestine to be free from the river to the sea, what they are really calling for is the genocide (or at best the subjugation) of the Jews.

What really irks is me the fact that the people who claim to be Palestinians are committing a form of identity fraud. They are not Palestinians in any real sense: They didn’t come from Palestine and they never claimed Palestinian identity until Yasser Arafat arrived on the scene in the 1960s like an anti-Semitic Moses ready to lead the nomadic and identity-less Arabs into the promised land.

While it is entirely understandable that the Yishuv chose the name Israel for their state, it has had unfortunate and unforeseen consequences. By rejecting the labels Palestine and Palestinian, the Jews cut themselves off from their own history and identity, and bequeathed both the name and history of Palestine to their Arab enemies. So we are now in a situation where the indigenous people of Palestine call themselves Israelis and the people who flocked from all over the Ottoman and Arab world call themselves Palestinians. What’s worse is the fact that the latter now claim to have been the indigenous people of Palestine all along – and the world believes it.

It is time to remind the world that the Jews are the true Palestinians. Why else would there be a Palestinian Talmud or a newspaper called The Palestine Post (now The Jerusalem Post). Why, until the creation of Israel, were the Jews known as Palestinians? Why did Immanuel Kant refer to Jews in Europe as “the Palestinians living among us”? Why did pro-Yishuv campaigners in the early 20th century produce posters calling for “Jews of America to register as a member of the Zionist Organisation of America” for “the freedom of Palestine”? Why did the 1939 flag of Palestine have a Star of David on it? Why did Frank Sinatra appear at a benefit concert for the Zionist cause at the Hollywood Bowl in 1947 entitled “Action for Palestine”? These are questions that cannot be easily answered by the people posing as today’s Palestinians.

polecil: Vlady Rozenbaum

All things considered, the people who fraudulently claim to be Palestinians have done rather well. Having been on the losing side in various wars and having sided with the Nazis during the 1930s and 1940s, the Arabic-speaking Palestinians have managed to appropriate a sizeable chunk of Jewish-Palestinian heritage, have received billions of dollars in aid, are able to make huge demands on Israeli, EU and US policymakers, have been offered a state of their own on several occasions, and are a cause celebre on the Left and in the liberal media.

I’m tempted to use the wonderful Jewish word chutzpah to describe the audacity of the Arab-Palestinians. But the Arabic cognate of the same word (ḥasāfah) does not mean “brazen nerve” but rather “sound judgement.” And I suppose the theft of the name and heritage of Palestine has indeed proved to be very sound judgement for the Arabs who, if nothing else, seem to be winning the propaganda war against the Israelis.

[The opinions, facts and any media content are presented solely by the author and do not necessarily represent the views of the Jewish Media Agency.]

VISIT OUR FACEBOOK AND TWITTER NEWS FEEDS

https://www.facebook.com/JMAJewishMediaAgency

https://twitter.com/JMAagency


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Ludzkość w łapach humanistów

Ludzkość w łapach humanistów

Andrzej Koraszewski


Czy zwróciła Pani uwagę na wiadomość o mordzie popełnionym w Warszawie przez dwóch nastolatków? Dwóch gimnazjalistów w wieku 14 i 15 lat zamordowało mężczyznę. Ciało zamordowanego wrzucili do Wisły. Wiele wskazuje na to, że ich jedynym motywem była chęć mordu. 23 maja mężczyzna wyszedł z domu i więcej nie wrócił. Zwłoki znaleziono w Boże Ciało. Wiadomości przekazały informację o tej zbrodni pod tytułem Dzieci zabiły przypadkowego człowieka. Definicja dziecka jest kłopotliwa, w szczególności w kontekście zbrodni. Młodociani mordercy nie są rzadkością. Gdzie zaczyna się premedytacja i pełna świadomość czynu? Jaka jest różnica między mordem popełnionym przez dziesięciolatka i przez czternastolatka? Prokurator chce, aby starszy z chłopców odpowiadał jak dorosły. Za kilka dni skończy szesnaście lat.

Na Bliskim Wschodzie, podobnie jak w Afryce, dzieci masowo biorą udział w działaniach wojennych. ISIS niedawno powierzył egzekucję więźnia małemu chłopcu. Co jest wrodzone, a co kulturowe? Afrykańska Armia Boga składała się głównie z dzieci porwanych z wiosek. Natychmiast po porwaniu wdrażano je do mordowania. Były przypadki, że kazano im zabić swoich rodziców, w obozie kazano im zabijać jeńców, te, które się opierały, spadały do kategorii ofiar przeznaczonych do zabicia. Czy to znaczy, że z każdego lub prawie każdego dziecka można zrobić mordercę? Wysoce prawdopodobne.

W przypadku młodocianych zabójców z Warszawy psycholodzy będą zapewne próbowali określić, na ile mamy tu do czynienia z patologią osobowości, a na ile z patologią społeczną? Często trudno to rozdzielić. Wielu rzeczy nie wiemy, wiemy jednak, że wpływ środowiska, w szczególności w pierwszych latach życia jest ogromny.

Być może można to odwrócić i powiedzieć, że jesteśmy zabójcami z natury i dopiero kultura uczy nas empatii? To nie może być cała prawda, ponieważ empatię obserwujemy również wśród zwierząt.

Kilka razy w roku (ale w Dzień Niepodległości możemy być tego pewni), telewizja pokazuje obrazy młodych ludzi dyszących chęcią mordu. Rzucają kamieniami, mając nadzieję, że trafią i zabiją, podobną nadzieją żyją młodzi ludzie zrzucający bryły lodu lub kamienie z wiaduktów. Różnica z morderstwem z premedytacją jest zasadnicza, to jest tylko zabawa. Może się uda trafić. Sędziowie w sądach dla nieletnich mają poważny problem z kwalifikacją czynu.

W 2013 roku były w Polsce tylko 4 zabójstwa popełnione przez nieletnich, w 1997 było takich zabójstw 36. Nieletnich skazanych za spowodowanie uszczerbku na zdrowiu 2624, zaś kradzież rozbójnicza była powodem postawienia nieletnich przed sądem 9700 razy. Łącznie czyny karalne nieletnich w 2013 roku to 71 642 przypadki. (Źródło: http://statystyka.policja.pl/st/wybrane-statystyki/przestepczosc-nieletni/50256,dok.html)

Polska nie należy do regionów najwyższej przestępczości nieletnich. Obserwujemy nawet pewien spadek tej przestępczości, chociaż trudno powiedzieć, czy jest to trend, czy tylko wahania. Tak czy inaczej Miasta Boga leżą pod inną szerokością geograficzną. Mordercze młodzieżowe gangi kojarzą się głównie z slumsami i kulturą gwałtu. Często stanowią siły pomocnicze narkotykowych mafii. Niektóre dzieci lubią zabijać, niektóre ideologie wychowują legiony morderców.

Czy oglądała Pani materiały na temat militarnych obozów treningowych dla dzieci w Gazie? Nauka nienawiści i nauka zabijania idą w parze, do zabijania trzeba mieć motywację. W Gazie, podobnie jak w obozach szkolenia młodzieży Hezbollahu w Libanie, uczy się sztuki nienawiści i mordu od przedszkola. (Na Zachodnim Brzegu również, chociaż nie tak intensywnie i nieco dyskretniej. Członkowie różnych stowarzyszeń „Solidarności z Palestyną” udają, że nic o tym nie słyszeli. Ciekawe, bo podobną niezdolność dostrzeżenia tych szkół nienawiści i mordu wykazują dziennikarze szacownych pism.)

Nauka nienawiści i mordu mogłaby być uważana przez wrażliwych na los dziecka zachodnich liberałów za zbrodnię przeciwko prawom dziecka do normalnego życia. Nie jest jednak tak, że los dziecka nikogo nie obchodzi.

Czy mówi Pani coś nazwisko Betty McCollum? Ja sam, zbiegiem okoliczności, dowiedziałem się o jej istnieniu przez Amnesty International. Betty McCollum reprezentuje Minnesotę w amerykańskim Kongresie. Urodzona w 1954 roku należy do stowarzyszonej z Partią Demokratów Minnesota Democratic-Farmer-Labor Party. To chyba jakiś amerykański sojusz robotniczo-chłopski, ale wrażliwy na los dzieci. Betty Collum zanim zajęła się polityką uczyła w szkole średniej o opiece społecznej i technikach sprzedaży. Muszę przyznać, że zafrapowało mnie to połączenie, być może jednak nie zwróciłbym na nie uwagi gdyby nie Amnesty International. AI zauważyła ważny list Betty McCollum do Johna Kerry’ego, w którym zwraca mu ona uwagę na przerażający fakt, iż od 2003 roku izraelskie siły bezpieczeństwa aresztowały lub zatrzymały ponad 7 tysięcy palestyńskich dzieci. Tę wiadomość reprezentantka Minnesoty przekazała amerykańskiemu Sekretarzowi Stanu za UNICEF, zaś Amnesty International zrobiła z tego akcję pod hasłem „Powiedz Kongresowi: Chroń palestyńskie dzieci”.

(Zastanawiam się trochę, czy był to list specjalistki od opieki społecznej czy specjalistki od technik sprzedaży?)

Nie muszę Pani mówić, że ciekawszy jest dla mnie fenomen Amnesty International niż fenomen Betty McCollun. Byłem działaczem AI, kiedy to była jeszcze bardzo młoda organizacja, zajmująca się wyłącznie więźniami sumienia, czyli ludźmi pozbawionymi wolności tylko za to, co mówili. To były same początki naszego życia w Szwecji, w Amnesty International szczególnie silnie reprezentowaną grupą zawodową byli nauczyciele i to ci najlepsi z najlepszych. Z czasem, kiedy Amnesty International stała się podziwianym autorytetem moralnym, nawiało w jej szeregi rewolucjonistów, którzy zmienili zarówno statut, jak i cele. Troska o więźniów sumienia zeszła na margines, na czoło wybiły się zupełnie inne troski. Kradzież autorytetów moralnych przez ludzi głęboko wierzących w swoją moralną najwyższość jest historią starą jak świat, a przynajmniej tak starą jak religia.

Wróćmy jednak do listu Betty McCollun. Amerykański bloger podpisujący się przekornie Elder of Ziyon, zestawił statystyki tych amerykańskich stanów, które mają wielkość populacji podobną jak Zachodni Brzeg, czyli dla Kentucky, Oregon i Oklahomy.

W Kentucky w latach 2010 – 2012 aresztowano 7 tysięcy dzieci każdego roku, a nie przez 12 lat. Kentucky to bardzo spokojny stan. Rzadko czytamy o nim w wiadomościach, w Polsce kojarzy się głównie z kurczakami. W również dość spokojnym stanie Oklahoma w analogicznym okresie dwunastu lat aresztowano ponad 200 tysięcy nieletnich. Policja stanu Oregon aresztowała w tym samym czasie o 70 tysięcy nieletnich więcej niż Oklahoma.

Palestyńskie dzieci są wyraźnie dziećmi specyficznej troski, zarówno swoich wychowawców, jak i reszty świata.

Elder of Ziyon zwrócił uwagę na ciekawy element graficzny apelu Amnesty International. Apel ozdobiony jest zdjęciem dwóch nastolatek prowadzonych przez izraelskich żołnierzy. Otóż jedną z nich jest Ahed Tamimi. (Nazywana również palestyńską Shirley Temper). Jej rodzina znana była już wcześniej, ale ona sama zadebiutowała jako mała dziewczynka w filmie nakręconym w 2012 roku. Zrobiliśmy wtedy do tego filmu polskie napisy i polskiej wersji dałem nieco prowokacyjny tytuł „Co izraelscy żołnierze robią palestyńskim dzieciom?”. Filmy ilustrujące kłamstwa o Izraelu, głosy arabskich polityków i duchownych, głosy muzułmańskich dysydentów, wrzucone do sieci z polskimi napisami mają od kilkudziesięciu do kilku tysięcy oglądań. Ten jednak cieszył się wyjątkową popularnością i od listopada 2012 do 14 czerwca 2015 obejrzany był przez 867 752 żądnych wiedzy Polaków. Z komentarzy wynika, że ściąga ich ponętny tytuł. Niektórzy pisali z oburzeniem, że przecież ci żołnierze nic im nie robią, a inni, że to musi być oszustwo, bo palestyńskie dzieci nie mają jasnych włosów. (Tłumaczenie, że Palestyńczycy to ludzie i jak to ludzie, są różni, to rzucanie perłami w wieprze.) Tak czy inaczej, muszę Pani przyznać, że mam trochę wyrzutów sumienia, przez ten tytuł sprawiłem zawód setkom tysięcy moich rodaków, szczególnie tym ze Stowarzyszenia polsko-palestyńskiej przyjaźni. Sam film warto obejrzeć, bo dobrze ilustruje poziom tolerancji na agresję dzieci szczutych przez dorosłych.)

 

Czytaj dalej tu: Ludzkość w łapach humanistów


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Gdy ISIS brutalnie traktuje kobiety, panuje żałosne milczenie feministek

Gdy ISIS brutalnie traktuje kobiety, panuje żałosne milczenie feministek

Phillys Chesler

Tłumaczenie: Małgorzata Koraszewska


Feministki zgubiły się. Ogłuszająca cisza wobec najnowszych brutalnych zbrodni ISIS czyni to aż nazbyt ewidentnym.

Pięćdziesiąt lat temu kobiety amerykańskie rozpoczęły kampanię wyzwolenia, walcząc o wolność i równość. Przeprowadziłyśmy rewolucję w świecie zachodnim i stworzyłyśmy wizję dla dziewcząt i kobiet na całym świecie.

Druga Fala feminizmu była różnorodnym ideologicznie ruchem, który zapoczątkował zrozumienie w społeczeństwach, że kobiety są dyskryminowane ekonomicznie, reprodukcyjnie, politycznie, fizycznie, psychicznie i seksualnie.

Feministki miały jeden uniwersalny standard praw człowieka – nie byłyśmy kulturowymi relatywistkami – i nazywałyśmy mizoginię po imieniu, niezależnie od tego, gdzie ją znajdowałyśmy.

Jeszcze w 1997 r. Większość Feministyczna zajęła ostre stanowisko przeciwko talibom i burce. W 2001 r. 18 tysięcy ludzi pod przewodem feministycznych znakomitości ekstatycznie wiwatowała, kiedy Oprah Winfrey zdjęła kobiecą burkę na wydarzeniu feministycznym – ale zrobiła to bezpiecznie na Madison Square Garden, nie w Kabulu lub Kandaharze.

Sześć tygodni temu Human Right Watch udokumentował “system zorganizowanych gwałtów i napaści seksualnych, niewoli seksualnej i przymusowych małżeństw przez siły ISIS”. Ich ofiarami były głównie kobiety i dziewczęta jazydzkie, niektóre zaledwie 12-letnie, które kupowali, sprzedawali, gwałcili zbiorowo, bili, torturowali i mordowali, kiedy próbowały uciec.

W maju, jak doniosły media kurdyjskie, dziewczęta jazydzkie, które uciekły lub zostały uwolnione, opowiadały, że trzymano je na wpół nagie razem z innymi dziewczętami i małymi, 9-letnimi dziewczynkami. Jedna z nich była w ciąży, kiedy ją uwolniono. Dziewczęta „obwąchiwano”, wybierano i sprawdzano, czy są dziewicami. Wojownicy ISIS chłostali lub przypalali uda dziewcząt, jeśli odmawiały wykonania „skrajnych” aktów seksualnych, które naśladowały filmy pornograficzne. W jednym wypadku amputowano nogi dziewczyny, która próbowała uciec.

Te potworności są zbrodniami wojennymi i zbrodniami przeciwko ludzkości – niemniej amerykańskie feministki nie żądają od prezydenta Obamy uwolnienia pozostałych kobiet-niewolnic ani nie żądają interwencji militarnej lub wsparcia dla milionów przerażonych uchodźców cywilnych w Iraku i Syrii.

Panuje zdumiewająca cisza.

Nadchodząca konferencja Krajowej Organizacji Kobiet nie ma na porządku obrad ISIS ani Boko Haram. Choć większość niedawnych dorocznych konferencji Studiów Feministycznych istotnie skupiała się na polityce zagranicznej, interesowała je wyłącznie Palestyna, kraj, który nigdy nie istniał i poparcie dla którego jest często synonimem stanowiska antyizraelskiego. Prywatnie feministki faworyzują brak interwencji i brak przemocy oraz potrzebę wielostronnych działań.

Co się dzieje?

Feministki są na ogół lewicowe i widzą “Amerykę” i białych chrześcijan-mężczyzn jako swoich najbardziej niebezpiecznych wrogów, ale milczą w sprawie islamskich barbarzyńców takich jak ISIS.

Feministki ostro krytykują chrześcijaństwo i judaizm, ale są dziwnie niechętne przeciwstawieniu się islamowi – jak gdyby zrobienie tego było „rasistowskie”. Nie rozumieją, że religia jest wiarą i ideologią, nie zaś kolorem skóry.

Te nowe pseudo-feministki bardziej troszczą się o rasizm niż o seksizm i nieproporcjonalnie skupiają się na zachodnim imperializmie, kolonializmie i kapitalizmie niż na długiej i trwającej historii islamskiego imperializmu, kolonializmu i rasizmu wobec czarnych, niewolnictwa, przymusowych nawróceń i apartheidu płci i wyznania.

A dlaczego? Są przerażone, że uzna się je za “politycznie niepoprawne” i będą z tego powodu demonizowane i odrzucone.

Bliski Wschód i Zachodnia Afryka płoną; Iran gwałci cywilne obywatelki i torturuje więźniów politycznych; talibowie pakistańscy strzelają do dziewczynek za próbę zdobycia wykształcenia i okaleczają je kwasem żrącym, jeśli ich zasłony zsuną się – niemniej Krajowa Organizacja Kobiet nie uchwaliła żadnej rezolucji sprzeciwiającej się temu.

Feministki dwudziestego pierwszego wieku muszą przeciwstawić się mizoginistycznym ruchom totalitarnym. Muszą na nowo ocenić globalne zagrożenia wolności i ponownie rozpalić naszą pierwotną pasję dla uniwersalnej sprawiedliwości i wolności.

New York Post, 7 czerwca 2015
http://nypost.com/


Phyllis Chesler

Emerytowana profesor psychologii i praw kobiet na City University w Nowym Jorku. Profesor Chesler opublikowała setki badań i tysiące artykułów, koncentrując się w ostatnich latach na problemach przemocy i tzw. zabójstw honorowych. Niektóre z jej książek, takie jak Women and Madness, należą już do klasyki. Jej opublikowana w 2013 roku piętnasta książka, An American Bride in Kabul, zdobyła National Jewish Book Award w kategorii pamiętników. Niebawem oczekuje się kolejnego wydania jej książki The New Anti-Semitism, która po raz pierwszy ukazała się w wydawnictwieGefen Publishing 2003 roku, które przygotowuje również jej zbiór artykułów na ten sam temat. Jest również członkiem ISGAP – Institute for the study of Global Antisemitism and Policy, w ramach którgo prowadzi badania.


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Niebezpieczeństwa bojkotowania Izraela

Niebezpieczeństwa bojkotowania Izraela

Mudar Zahran
Tłumaczenie: Małgorzata Koraszewska


Mimo faktu, że mamy wiek XXI, nienawistnicy nie zmienili swojej mentalności, ale zmienili metody i hasła. Trudniej jest w sposób społeczny lub prawny przyszpilić nienawiść, ponieważ wielu nienawistników używa zastępczych oświadczeń o swojej misji, by krzywdzić swoje ofiary.

Dobrym przykładem jest antysemityzm. Wydaje się, że antysemici dzisiejsi mogą z łatwością twierdzić „kochamy Palestyńczyków”, zamiast „nienawidzimy Żydów”. Za tą metodą opowiada się ruch przeciwko Izraelowi Boycott, Divestment, Sanctions (BDS)

BDS jest niebezpieczny dla nas wszystkich i może poważnie zaszkodzić Zachodowi, Arabom ogólnie, a Palestyńczykom w szczególności.

Jako jordański Palestyńczyk jestem świadkiem tego, że większość ruchów BDS nie dba o Palestyńczyków. Mogę to autorytatywnie potwierdzić; osobiście zwracałem się do wielu znanych odłamów tego ruchu, prosząc ich o bojkotowanie krajów arabskich za sposób, w jaki traktują moich rodaków i ani razu nie spotkałem się choćby z minimalnym zainteresowaniem. Dowodzi to, że korporacyjna kultura BDS obraca się wokół demonizowania Izraela, nie zaś wokół dbałości o Palestyńczyków.

Kiedy patrzymy na fakty, wezwanie do bojkotu Izraela jest dość absurdalne. Izrael dostarcza Palestyńczykom najwięcej miejsc pracy. Niemal wszyscy moi przyjaciele i krewni na Zachodnim Brzegu pracują dla firm izraelskich, niektórzy także wewnątrz izraelskich osiedli. Samo to jest dowodem, jak mało BDS dba o Palestyńczyków, bo jeśli izraelskie firmy zostaną zamknięte z powodu BDS, jak Palestyńczycy zarobią na życie?

Nie zapominajmy, że jedynymi krajami na Bliskim Wschodzie, które bezwarunkowo pozwalają Palestyńczykom pracować, są Izrael i Arabia Saudyjska. Wszystkie inne kraje narzucają drastyczne warunki na zatrudnianie Palestyńczyków. W Libanie Palestyńczycy mają zakaz pracy w 72 zawodach, w tym w zawodzie lekarskim. W Syrii Palestyńczycy są głodzeni, bez pracy i bez dochodów w obozie Jarmuk zarówno przez reżim Assada, jak przez rebeliantów islamskich. W Jordanii, gdzie Palestyńczycy stanowią większość populacji, mamy zakaz pracy w większości instytucji rządowych. Ale nigdy nie słyszysz, by ruch BDS choćby wspomniał o tych krajach.

Orędownicy BDS zbijają ten argument twierdzeniem, że ruchowi chodzi nie tylko o środki do życia, ale także o “godność”, a przede wszystkim o “prawa polityczne”. No cóż, zobaczmy, jak Palestyńczycy otrzymują godność i prawa polityczne poza Izraelem: Arabowie izraelscy (z których część identyfikuje się jako Palestyńczycy) mają 16 ze 120 miejsc w Knessecie, a stanowią mniej niż 20 procent populacji Izraela. Z drugiej strony, miliony Palestyńczyków w Syrii i Libanie nie mają ani jednego przedstawiciela w żadnym organie ustawodawczym, mimo że żyją tam od ponad pięćdziesięciu lat. W Jordanii Jordańczycy palestyńskiego pochodzenia mają mniej niż 10% miejsc w parlamencie, mimo że stanowią ponad 80% populacji (jak wskazuje depesza ambasady USA w Ammanie). Niemniej BDS celuje wyłącznie w Izrael, nie zaś w któryś z tych krajów arabskich.

Niesprawiedliwość i oczywiste uprzedzenia, jakie charakteryzują ruch BDS, szkodzą nie tylko Izraelowi, ale w rzeczywistości są szkodliwe dla nas wszystkich. Wygnanie firm izraelskich z obszarów ze znaczną populacją palestyńską da w wyniku bezrobocie wśród młodych mężczyzn, a wszyscy wiemy, że głodny mężczyzna, to gniewny mężczyzna. Ci mężczyźni mogą z łatwością zradykalizować się jeszcze bardziej niż już są, co jest bardzo niebezpieczne dzisiaj, kiedy islamiści próbują podpalić cały Bliski Wschód.

Większa radykalizacja Palestyńczyków oznacza więcej kłopotów dla Izraela, a więcej kłopotów dla Izraela oznacza szkodę dla jedynej stabilnej i kompetentnej siły w Lewancie, która mogłaby przeciwstawić się rosnącej w siłę grupie Państwa Islamskiego. Państwo Islamskie nie ukrywa swojego zamiaru uderzania w Zachód i mówi otwarcie, że po zdobyciu Jerozolimy pójdzie na Waszyngton i na Biały Dom.

Szkody dla Izraela, a w rzeczywistości dla nas wszystkich, są nie tylko ekonomiczne. Demoniczny wizerunek, jaki BDS próbuje przykleić Izraelowi, gra na rękę islamistom, jak gdyby demonizowanie Izraela dawało im więcej powietrza.

Islamiści w naszym regionie nie są głupi; używają tych samych haseł, których używa ruch BDS: “prawa dla Palestyńczyków”, “sprawiedliwość dla naszych palestyńskich braci” i “sprawiedliwość dla Palestyny”. Zasadniczo, dzięki BDS, islamiści mają gotowe hasła, którymi manipulują opiniami przeciętnego człowieka Zachodu i Araba. Wszystko w imię „obrony” Palestyńczyków. Dlaczego ruch BDS nie chce bronić nas w Libanie, Syrii, Iraku lub w Jordanii?

Jako Jordańczyk-Palestyńczyk, syn uchodźców, z pewnością nie zgadzam się z Izraelem w całym katalogu spraw, ale jestem wystarczająco mądry, żeby wiedzieć, iż w naszym regionie wybór jest między Izraelem a Państwem Islamskim/Iranem/Hamasem/Hezbollahem. Jeśli zwyciężą te drugie, lub jeśli nabiorą sił, szybko znajdą drogę do Waszyngtonu, Londynu, Paryża, Brukseli, Ammanu i Kairu.

Trzeba uczciwie powiedzieć, że ruch BDS naraża nas wszystkich na niebezpieczeństwo i może w wyniku spowodować długotrwałe tarapaty, jakie będą musiały znosić nasze dzieci.

Ludzie Zachodu, Arabowie ogólnie, Palestyńczycy i wszyscy inni muszą zrozumieć, że Izrael jest jednym z głównych kamieni węgielnych bezpieczeństwa na Bliskim Wschodzie. Czy nam się Izrael podoba, czy nie, czy wybieramy kochanie go, czy nienawidzenie, nie stać nas na zagrażanie interesom Izraela, ani dzisiaj, ani kiedykolwiek w przyszłości. Może nie tego my, Arabowie, pragniemy, ale jest to fakt.

Tymczasem ludziom o zdrowym rozsądku nie wolno podpisywać się pod pochopną lekkomyślnością, nienawiścią i głupotą ruchu BDS, bo to pociągnie za sobą bardzo wysoką cenę dla nas wszystkich.


Mudar Zahran

Jordański Palestyńczyk, pisarz i dziennikarz, nauczyciel akademicki, mieszka w Wielkiej Brytanii. Jego artykuły pojawiają się często w prasie amerykańskiej. Islamiści wielokrotnie grozili mu śmiercią. W grudniu 2013 roku sąd w Jordanii skazał zaocznie Mudara Zahrana na ciężkie roboty za „podżegnie do nienawiści i szkalowanie własnego narodu”. Zahran jest Sekretarzem Generalnym koalicji jordańskiej opozycji.

[ The dangers of boycotting Israel
Israelhayom, 5 czerwca 2015 ]


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com