Archive | November 2015

“Terror jest zabroniony w islamie. Tylko władca może ogłosić dżihad”

Wysoka Rada Ulemów Maroka w fatwie po atakach w Paryżu: “Terror jest zabroniony w islamie. Tylko władca może ogłosić dżihad”

morocco ulama

Poniższy raport pochodzi z MEMRI Counter-Radicalization Initiative.

W dzień po atakach terrorystycznych w Paryżu 13 listopada 2015 r. Wysoka Rada Ulemów Maroka wydała fatwę o różnicy między dżihadem na rzecz Allaha, który jest uprawniony, a terrorem, który jest absolutnie zabroniony w islamie. W fatwie wyliczają różne rodzaje dżihadu (takie jak „dżihad umysłu” i „dżihad pióra”) i podkreślają, że zbrojny dżihad jest ostatecznością, której można używać tylko w skrajnej konieczności, kiedy muzułmanie są atakowani i wszystkie pokojowe drogi zostały wyczerpane. Fatwa podkreśla, że nawet wtedy tylko władca ma uprawnienia do ogłoszenia zbrojnego dżihadu i nikt inny nie może tego zrobić według własnego uznania.

Wysoka Rada Ulemów Maroka składa się z 47 starszych rangą duchownych i przewodniczy jej król, który według konstytucji marokańskiej jest Emirem Al-Muminin (Dowódcą Wiernych, tytuł zazwyczaj zarezerwowany dla kalifa). Konstytucja stanowi także, że Wysoka Rada Ulemów jest jedynym organem religijnym uprawnionym do wydawania oficjalnych fatw.

Na rozkaz króla Mohammed VI 14 listopada również marokańskie ministerstwo dziedzictwa wydało instrukcję dla kaznodziejów i imamów o nauczaniu ludzi poprawnego islamu i prawdziwego znaczenia dżihadu.

Poniżej podajemy tekst fatwy Rady oraz instrukcję Ministerstwa Dziedzictwa. [1]

Fatwa Wysokiej Rady Ulemów

“W imię Allaha Współczującego, Litościwego,

W następstwie wypadków, które miały miejsce we Francji i przyniosły śmierć niewinnych ludzi pod pretekstem prowadzenia dżihadu na rzecz Allaha, oraz w celu usunięcia wszelkich wątpliwości co do tego, co jest dżihadem, a co nie jest dżihadem, Wysoka Rada Ulemów jest szczęśliwa, mogąc wyjaśnić prawdę w tej sprawie. [Pragnie wyjaśnić] co rzeczywiście [liczy się] jako dżihad w islamie i co nie jest dżihadem, ale raczej [aktem] terroru, agresji, przerażaniem pokojowych ludzi i zabijaniem niewinnych i co jest absolutnie zabronione w islamie, jak powiedział Allah: ‘…nie bądźcie najeźdźcami, zaprawdę, Bóg nie miłuje najeźdźców’ [Koran 2:190], a także: ‘Ten, kto zabił człowieka, który nie popełnił zabójstwa i nie szerzył zgorszenia na ziemi, czyni tak, jakby zabił wszystkich ludzi’ [Koran 5:32].

Jeśli chodzi o prawomocny dżihad, to jest go kilka rodzajów, najważniejszy z nich to dżihad duszy, który kształtuje, poskramia i kultywuje duszę i przygotowuje ją do ponoszenia odpowiedzialności. Następny jest dżihad umysłu, który dokonuje się przez szkolenie i polerowanie umysłu i używanie go w sposób, który przynosi korzyści ludzkości; dżihad pióra, dokonywany przez pisanie książek i esejów, które oświecają umysł i przeciwstawianie się wątpliwościom i fałszywym oskarżeniom skierowanym wobec islamu i muzułmanów; dżihad pieniądza, [dokonywany] przez czynienie hojnych darowizn, co jest jedną z ‘bram dobra’ [wiodącą do raju], i przez wkład w rozwój społeczny i ekonomiczny.

Jeśli chodzi o zbrojny dżihad, muzułmanie nie uciekają się do niego poza wypadkami skrajnej potrzeby, kiedy wrogowie [pierwsi] atakują ich i wszystkie opcje pokojowe zawiodły. Dżihad w tym wypadku jest ostatecznością, a nawet wtedy może być ogłoszony tylko na rozkaz najwyższego imama [tj. władcy]. Jest to wyłączna prerogatywa władcy, bo islam jemu jednemu przyznał prawo ogłaszania [dżihadu], wezwania [muzułmanów, by do niego przystąpili] i do zorganizowania go – i żadna osoba ani organizacja nie może rozpoczynać [dżihadu] według własnego uznania.

Religijni uczeni islamu, w przeszłości i obecnie, starannie podkreślali tę [wyłączną] prerogatywę [najwyższego imama] ze względu na jedność [islamskiej] ummah i w celu powstrzymania jej od dezintegracji, od walk wewnętrznych i od porażek, które zaczerniają jego wizerunek.

[Podpisane:] Mohammed Yessef,

Sekretarz generalny, Wysoka Rada Ulemów”

Instrukcja ministerstwa dziedzictwa dla kaznodziei i imamów

“W następstwie zbrodniczych czynów popełnionych przez grzeszne ręce w Paryżu, których wynikiem były rany i śmierć, i ponieważ sprawcy tych bezprawnych czynów utrzymują, że są członkami wiary muzułmańskiej i… uzasadniają swoje zbrodnie opierając się na [islamie] i kłamią o tej religii do tego stopnia, że twierdzą, iż przeprowadzili [te ataki] w obronie islamu… Ministerstwo Dziedzictwa i Spraw Islamskich na polecenie Emira Al-Muminin [króla], niechaj Allah go zachowa, wzywa władze religijne, włącznie z kaznodziejami i imamami, do dalszego indoktrynowania ludzi i kierowania ich na słuszną drogę, przedstawiając argumenty religijne i logiczne, by przypomnieć im i oświecić ich, według następującego:

1. W celu zrozumienia prawdziwej definicji dżihadu trzeba zwrócić się do uczonych religijnych ummah [muzułmańskiej].

2. Przemoc i przymus jakiegokolwiek rodzaju są obce [muzułmańskiej] wierze i da’wa [nauczaniu].

3. Tym, którzy szargają wizerunek islamu, nie wolno na to pozwolić, bo ten wizerunek jest [wizerunkiem] wszystkich muzułmanów w oczach Allaha i w oczach innych narodów.

4. Indywidualne [osoby] i grupy muszą powstrzymać tę bandę niemających rozeznania i sprowadzających na manowce [ludzi] przed narzucaniem ich błędnego pojmowania religii.

5. Badając wydarzenia, które dzieją się dzisiaj, jest jasne, że ani islam, ani muzułmanie nie odnoszą z nich korzyści, ani też ludzkość [ogółem], której dobrostan zależy od pokoju, dialogu i współczucia.

6. Przesłanie islamu obejmuje wartości [czynienia] dobra i miłości, a czyny ekstremistów przeszkadzają, by to przesłanie dotarło do świata.

7. Model religijny, jaki istnieje w królestwie Maroka – zarówno w jego aspektach ideologicznych, jak praktycznych, oraz równoczesna działalność ku wszechstronnemu odrodzeniu – jest modelem, który może naprawić szkody [uczynione] wizerunkowi wiary i przekonać innych. Wymaga to [od nas] utrzymywania tego modelu bez skazy.

8. W dodatku do wpajania poprawnej religii musi istnieć świadomość, że plan terrorystów jest oparty na zastraszaniu i na [wywoływaniu] wątpliwości [w umysłach ludzi] i że będzie to udaremnione pewnego dnia dzięki poświęceniu ummah, wierze wiernych i wskazówkom wiarygodnych uczonych religijnych…”


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Zamykanie getta w kronice Emanuela Ringelbluma

Zamykanie getta w kronice Emanuela Ringelbluma

Zosia Mioduszewska


16 listopada 1940 r. hitlerowcy zamknęli getto Warszawskie, największe w okupowanej Europie. Na 307 hektarach stłoczono ok. 450 tys. Żydów.

Wide zamk0001

16 listopada 1940 roku oficjalnie zamknięto getto warszawskie. Ukończono budowę wysokich murów z cegły, zamurowano okna kamienic granicznych, zaryglowano bramy podwórek od strony ulic aryjskich, na bramach wjazdowych do getta stanęli niemieccy żołnierze, funkcjonariusze żydowskiej służby porządkowej, granatowi policjanci. W zamkniętym 307-hektarowym obszarze znalazły się duże ulice południowej Warszawy (Sienna, Śliska, Pańska, Twarda, Grzybowska, Krochmalna, Waliców), a także położone w Dzielnicy Północnej (część ulicy Żelaznej, Leszno, Karmelicka, Nowilipie, Nowolipki, Dzielna, Pawia, Gęsia, Franciszkańska, Smocza, Zamenhofa, Nalewki, Miła, Muranowska, Niska, zachodnia część ulicy Stawki).

Granice getta były nietrwałe. W czasie jego krótkiego, dwuipółletniego istnienia wielokrotnie zmieniano ich kształt, ponieważ systematycznie zmniejszano obszar dzielnicy zamkniętej.

Ogród Krasińskich znalazł się poza granicami getta. Od tej pory zamknięci w getcie Żydzi o spacerze po parku mogli tylko marzyć. Wladysław Szlengel, poeta, który znalazł się w getcie warszawskim, opisał przymusową izolację w wierszu „Okno na tamtą stronę”.

Zamknięcie getta stanowiło zakończenie lawinowo postępującego procesu izolacji ludności żydowskiej rozpoczętego w chwili zajęcia Warszawy przez Niemców. Utworzenie dzielnicy zamkniętej poprzedził proces degradacji, grabieży, publicznych upokorzeń i prześladowań Żydów. Jan Jagielski z Żydowskiego Instytutu Historycznego pisze, że „od samego początku zastanawiano się w jaki sposób oddzielić ludność żydowską. Od grudnia 1939 roku wszyscy Żydzi mieli nosić opaskę na prawym ramieniu, z gwiazdą Dawida, na białym tle. W następnym roku stworzono, tak zwaną, strefę zagrożoną tyfusem. Niemcy zaczęli przegradzać ulice i ludzie czuli, że prawdopodobnie będzie coś takiego jak getto, przeczuwali, że jakiś teren zamkną, ale nie wiedzieli dokładnie jak i kiedy.”

Utworzenie getta oznaczało, że 113 tysięcy Polaków i 138 tysięcy Żydów pod przymusem zmieni miejsce zamieszkania. Polacy mieli opuścić teren wyznaczony pod getto, natomiast Żydom nakazano przeprowadzkę do „żydowskiej dzielnicy mieszkaniowej” – od tej pory należało posługiwać się tą oficjalną nazwą.

Odbywały się gorączkowe poszukiwania mieszkania, pokoju, jakiegokolwiek miejsca do zamieszkania. Fotografie dokumentujące owe pospieszne przeprowadzki znajdują się w zbiorach Żydowskiego Instytutu Historycznego.

Atmosferę niepewnego czasu tuż przed zamknięciem getta, oddają notatki Emanuela Ringelbluma z jesieni 1940 roku. Ringelblum zapisywał „wszystko”: wiadomości z Warszawy i innych miast, tytuły prasowe, krążące plotki, popularne żarty, codzienne scenki uliczne, a także wieści z gett i obozów, doniesienia o dramatycznych łapankach i egzekucjach, własne doświadczenia i zmagania. Gruntownie badał nastroje Żydów i Polaków, bacznie obserwował Niemców. Notatki z 1940 roku dokumentują dynamiczny, „topograficzny” proces społeczny. W tych plastycznych zapisach widzimy Polaków, Żydów i Niemców zajętych negocjowaniem granic warszawskiego getta. Analiza Ringelbluma jest subtelna i „wielogłosowa”.

W notatkach z tego okresu powtarzają się uwagi o ogromnej niepewności Żydów. Nie wiadomo które ulice ostatecznie znajdą się na wydzielonym terytorium. Ludzie żyli w permanentnym strachu. Tysiące ludzi straciło domy, dorobek życia i najbardziej osobiste rzeczy.

2, 3, 4, 5 października 1940

Zastraszający niepokój ogarnął ludność żydowską, nikt nie jest pewny, czy nazajutrz będzie spał w swoim łóżku. (Ringelblum, s. 161)

Ulica Żelazna w kierunku Chłodnej, widok od strony ul. Grzybowskiej
Fotografia ze zbiorów Żydowskiego Instytutu Historycznego
Big zamkn 20001

24 października 1940

Dziś, 24 października, włączono z powrotem do getta Ceglaną. Ciągłe podrygi: raz w tę, raz w tamtą stronę, i nikt nie wie, kiedy się to wszystko skończy. Taki oto wypadek miał miejsce: Ktoś zamienił mieszkanie na Marszałkowskiej na lokal na Wroniej. W tym czasie dowiedziano się, że Żelazna i pobliskie ulice nie należą do getta, znalazł się więc na ulicy. Tymczasem zabrano mu cały dobytek. W wielu wypadkach chrześcijanie żądają odstępnego i otrzymują. (Ringelblum, s. 180)

Powszechnym procederem, który odnotowuje Ringelblum, była nierówna walka Polaków z Żydami o prawo do miasta, ulic, mieszkań i majątku. Część warszawiaków nie chciała się zgodzić na oddanie wybranych ulic pod getto, inni wykorzystywali tragiczne położenie Żydów, aby się wzbogacić. Jeszcze inni „po prostu” wymieniali się mieszkaniami, w zamian za mieszkanie na terenie getta, brali mieszkanie poza jego murem. Księża zbierali podpisy mieszkańców pod petycjami w sprawie pozostawienia ulic mieszanych (Nowolipki, Leszno) poza gettem. Prośby uzasadniali obecnością kościołów przy danej ulicy.

12, 13 października 1940

Całe miasto wytapetowane jest białymi kartkami o zamianie mieszkań przez Żydów i chrześcijan (…) Polacy imają się różnych kruczków, aby powiększyć ilość kamienic w dzielnicy polskiej. I tak np. zamurowuje się bramy domów, jeśli wychodzą na rejon żydowski, pozostawiając bramę tylko po stronie polskiej (…) Niektórzy Polacy wybierają sobie mieszkania żydowskie i przychodzą z nakazami rekwizycyjnymi Zarządu Miejskiego. W ten sposób pozbawia się tych Żydów prawa zamiany mieszkań z chrześcijanami. (Ringelblum, s. 173–174)

Czytaj dalej tu: Zamykanie getta w kronice…


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Nie mówcie o „wojnie z terrorem”

Nie mówcie o „wojnie z terrorem”

Adam Puchejda


Piątkowe zamachy w Paryżu po raz kolejny dowiodły, jak słabe w starciu z międzynarodowym terroryzmem pozostają państwa narodowe i jak wysoką cenę przychodzi nam płacić za marzenia o eksporcie demokracji.

Krwawy zamach w stolicy Francji przeraża nie tylko dlatego, że zginęło w nim ponad 130 osób, lecz także z powodu ujawnionej bezradności francuskich i belgijskich służb bezpieczeństwa, które nie były w stanie mu zapobiec. I nie pomogą tu tłumaczenia, pojawiające się przy okazji wcześniejszych zamachów, np. na redakcję tygodnika „Charlie Hebdo”, że ataków dokonały tzw. samotne wilki, czyli pojedynczy terroryści, działający na własną rękę, których wykrycie przysparza dużych trudności.

Paryskie zamachy z 13 listopada nie były dziełem przypadkowych, zradykalizowanych jednostek. Przeciwnie, stała za nimi świetnie zorganizowana, wyszkolona i skoordynowana grupa, wykonująca precyzyjny plan o jasno wyznaczonych celach. W tym sensie piątkowa masakra swoim rozmachem i zamysłem przypomniała nam o działaniach dawnej Al-Kaidy, która przygotowała zamachy z 11 września 2001 r.

Tuż po tamtych atakach sprzed ponad dekady w dyskusjach o możliwych skutecznych reakcjach (skutecznych, tzn. tworzących warunki, w których nie dojdzie do nowych aktów terroru) ścierały się ze sobą dwa stanowiska: jedni opowiadali się za opcją militarną, drudzy – za potrzebą usprawnienia środków wywiadowczych i postawienia na jeszcze lepszą, szeroko zakrojoną koordynację działań policji wszystkich państw europejskich, Stanów Zjednoczonych, krajów Bliskiego Wschodu i Afryki Północnej. Jak wiemy, wygrała opcja pierwsza, co doprowadziło do ataku na Afganistan, a później na Irak.

Niestety z opłakanym skutkiem, bo polityka polegająca na wysyłaniu wojsk do krajów podejrzewanych o szkolenie i zaopatrywanie terrorystów doprowadziła jedynie do destabilizacji politycznej całych regionów, pojawienia się państw upadłych, a także do powstania zupełnie nowych organizacji polityczno-religijnych, takich jak ISIL/Państwo Islamskie, które kontrolują spore połacie terytoriów dawnych państw i czerpią zyski ze znajdujących się tam bogactw naturalnych, głównie z ropy naftowej.

Innymi słowy, próby zapobieżenia atakom terrorystów w krajach Zachodu poprzez wypowiedzenie tzw. „wojny z terrorem”, prowadzonej głównie na Bliskim Wschodzie, nie rozwiązały żadnego z problemów, tj. nie przyniosły ani większej stabilizacji, ani bezpieczeństwa. Ich skutki były dokładnie odwrotne do zamierzonych. Europejscy przywódcy nie powinni popełnić tego samego błędu.

Nie znaczy to, rzecz jasna, że Europa powinna siedzieć z założonymi rękami. W moim odczuciu w reakcji na zamachy w Paryżu państwa Unii powinny, po pierwsze, wyraźnie poprawić procedury wymiany informacji między służbami poszczególnych krajów (także w kontekście napływających fal uchodźców), tak by nie dochodziło więcej do sytuacji, w której Belgowie nie są w stanie ostrzec Francuzów przed szykowanymi zamachami i vice versa. Po drugie zaś, powinny w swoim własnym partykularnym interesie dążyć do wypracowania w miarę spójnego modelu aktywnej polityki zagranicznej Unii w krajach Bliskiego Wschodu i Afryki Północnej.

Pojedyncze państwa narodowe, nawet jeśli zamkną granice, w dłuższej perspektywie nie będą w stanie zapobiec przenikaniu na swoje terytoria terrorystów. Z tego powodu są wręcz skazane na współpracę. Negowanie tego faktu w imię obrony jakiejś wyobrażonej pełnej suwerenności, która rzekomo zapewni nam całkowite bezpieczeństwo, może prowadzić jedynie do kolejnych aktów terroru./span>

Podobnie brak przemyślanej polityki zagranicznej Unii jest prostą drogą do wybuchu kolejnych kryzysów. Tak było nie tylko w Iraku, zdestabilizowanym przez amerykańską inwazję, wspartą przez rządy wielu krajów Wspólnoty (w tym Polski), lecz także w Libii, która po obaleniu dyktatury przez lotnictwo Francji, Belgii, Stanów Zjednoczonych i innych, pogrążyła się w chaosie, który przyczynił się do napływu ogromnej fali uchodźców przez Morze Śródziemne.

Europejczycy dotychczas zbyt często kierowali się w swojej polityce albo partykularyzmami narodowymi, albo emocjami opinii publicznej, co w rezultacie prowadziło do jeszcze większych cierpień wielu tysięcy ludzi. Czas wyciągnąć wnioski z błędnej polityki, która z każdym dniem zbiera coraz krwawsze żniwo.


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Długie życie marzyciela. 90. urodziny Zygmunta Baumana

Długie życie marzyciela. 90. urodziny Zygmunta Baumana

Maciej Gdula


Zydmunt Bauman

Równość, sprawiedliwość, postęp i wolność są dla niego ideałami, o realizację których wciąż należy się upominać.

Zygmunt Bauman kończy 90 lat. Bez większego wahania można powiedzieć, że dziś jest najbardziej znanym na świecie polskim humanistą. Jeśli jednak chcemy tylko go wystawiać w wyścigu po wielkość i sławę, wyrządzamy mu krzywdę. Nie można docenić wartości Baumana bez zauważenia wyjątkowego charakteru jego dorobku.

W życiowej drodze Baumana sporo jest elementów, które łączą go z losem całego pokolenia inteligencji. Na początku to trudne dzieciństwo w przedwojennej – bardzo już antysemickiej w latach 30. – Polsce, a później tragiczne doświadczenie wojny. Potem przychodzi silne zaangażowanie w budowę nowego systemu, nadzieje związane z październikowym przełomem i rozczarowanie rządami Gomułki. Dalej: przejście na pozycje rewizjonistyczne i konflikt z władzą, antysemickie czystki w 1968, których pada ofiarą, i wyjazd z kraju. Od 1968 żyje na emigracji. Bauman, doświadczając tych przełomowych momentów, zawsze mówił własnym głosem i poświadczał, że przeznaczeniem człowieka nie jest bycie przedmiotem historii.

Gdy spojrzy się na pisarstwo Baumana sprzed fatalnego dla Polski roku 1968, uderza rozmach i energia, z jaką przyswajał polskiej kulturze dorobek zachodnich nauk społecznych. Oczywiście działo się to jeszcze w atmosferze silnej konfrontacji między kapitalizmem i socjalizmem, w której autor Wizji ludzkiego świata stał wyraźnie po stronie tego drugiego. Nie ulegał jednak ogłupiającej część marksistów presji, aby nie cytować i nie rozważać treści burżuazyjnych nauk społecznych. Dzięki temu rzesze socjologów mogły poznać rzetelną rekonstrukcję zachodnich myślicieli i samodzielnie wyrobić sobie zdanie na ich temat.

W podejściu do socjalizmu Bauman wierny był przede wszystkim obietnicom składanym przez system, a nie jego realnie istniejącym instytucjom.

Równość, sprawiedliwość, postęp i wolność były dla niego ideałami, o realizację których wciąż należy się upominać. Robił to zarówno w książkach, gdy wskazywał na konieczność znoszenia alienacji także w społeczeństwie socjalistycznym, jak i w życiu, gdy przeciwstawiał się zakusom władz na swobody obywatelskie i autonomię uniwersytetu. W 1965 skutecznie bronił studentów w postępowaniu dyscyplinarnym mającym na celu usunięcie ich z uczelni w ramach represji po ukazaniu się Listu otwartego do partii Kuronia i Modzelewskiego. W 1968 był już wymieniany przez Gomułkę w pierwszym szeregu profesorów-wichrzycieli, których działalność godzi w ład publiczny. Za swoją postawę zapłacił wyrzuceniem z uniwersytetu i przymusowym opuszczeniem kraju.

Dalsza droga intelektualna Baumana to z rozliczenie z dotychczasowymi nadziejami na budowę lepszego świata i praca nad tym, żeby zachować krytycyzm i nie stracić z oczu utopii. Różnił się w tym od wielu lewicowych intelektualistów – wymieńmy tu choćby Leszka Kołakowskiego – którzy wraz z porzuceniem marksizmu skoncentrowali się na przestrzeganiu przed próbami zmiany świata.

Gdy Bauman spoglądał w przeszłość, krytycznie oceniał dążenia do zbudowanie racjonalnego społeczeństwa. Konstruowanie świata przejrzystego, uporządkowanego i zaplanowanego okazało się prowadzić do efektów dalekich od oczekiwań. Aparaty biurokratyczne państw narodowych, inspirowane szczytnymi ideami oświecenia, nie były w stanie zlikwidować ambiwalencji, a nawet produkowały jej coraz więcej.

Jak dowodził Bauman, mnożenie coraz bardziej drobiazgowych podziałów prowadziło do narastania liczby przypadków granicznych i wieloznacznych. Na swoje niepowodzenia budowniczowie ładu reagowali z niecierpliwością i agresją, siłą starając się dopasować świat do swoich wyobrażeń. Do najbardziej skrajnych wyrazów działań ładotwórczych zalicza Bauman Holokaust ,dowodząc, że nie był on powrotem do barbarzyństwa, ale konsekwencją nowoczesnego opętania dążeniem do stworzenia czystego społeczeństwa.

Nowoczesny projekt ugiął się jednak przed własnym ciężarem. Nastąpiło przejście od nowoczesności do ponowoczesności. Wielkie projekty zmiany społecznej ustąpiły społeczeństwu zorganizowanemu wokół konsumpcji, uwodzenia i wyboru. Różnorodność i zmieszanie nie są już postrzegane jako problem; to raczej szansa na nowe produkty i dające się skomercjalizować style życia. Niepewność ogłoszona została powszechną kondycją ludzkości, a poradzenie sobie z nią oddelegowano na jednostki. W tym świecie rolą intelektualistów nie jest już wymyślanie racjonalnych instytucji społecznych. Dziś tłumaczą ludziom – tym, którzy chcą ich jeszcze słuchać – co zrobić mogą ze swoim życiem w warunkach przymusowej wolności.

W pismach Baumana nie ma oczywiście tęsknoty za „starymi dobrymi czasami”, ale daleki jest on od apoteozy ponowoczesności. Inaczej niż na przykład Anthony Giddens, zawsze widzi mroczną stronę nowego porządku. Już w latach 70. zwraca uwagę, że system prezentujący się jako zrealizowana utopia wyklucza spore grupy społeczne, których członkowie nie są uznawani w pełni za ludzi. Później Bauman nazwie ich „ludźmi na przemiał” i uparcie przypominać będzie o ich istnieniu i niecnych praktykach mających na celu trzymanie ich z dala od spojrzeń zadowolonych konsumentów.

Wbrew rozpowszechnionemu wizerunkowi postmodernisty-relatywisty Bauman daleki jest od przyjęcia, że wszelkie nasze etyczne zobowiązania wynikają wyłącznie z konwencjonalnych i historycznie zmiennych kontekstów społecznych. Gdy pisze o miłości i śmierci, powołuje się na Levinasa i przypomina, że człowieka kształtuje nie tylko praca, władza lub wolny wybór, ale także zdarzenie i kontakt z Innym. Część tego, kim jesteśmy – kto wie, czy nie najważniejszą – określają sytuacje, w których nie jesteśmy ani wolni, ani podporządkowani. To wymiar zależności doświadczanej jako współistnienie i odpowiedzialność za inne osoby. Ten etyczny wymiar twórczości Baumana świadczy o towarzyszącym mu utopijnym marzeniu, które napędza krytykę współczesności i utrzymuje się na przekór sceptycyzmowi intelektu.

W jednej ze swoich książek Bauman pisze, że niedawno wypełnił w Internecie test na przewidywane dalsze trwanie życia. Po obliczeniach na ekranie pojawił się napis: „Wedle wyliczeń jesteś już martwy. Życzymy miłego dnia”. Zygmunt Bauman zawsze jednak żył i tworzył przeciwko inercyjnej rzeczywistości. Dziś można mu życzyć tylko kolejnych zwycięstw nad rachunkiem prawdopodobieństwa.


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com